Piszę to nieco wcześniej, ale z premedytacją ustawiam datę publikacji na 16 stycznia, bo wtedy ma miejsce Blue Monday. Jest to dzień, kiedy najwięcej (procentowo) ludzi nawet bez zepsutych mózgów ma objawy depresji. Dzieje się tak, ponieważ:

  1. Przychodzą rachunki za karty kredytowe („koperta 1 z 2”)
  2. Minęły święta, sylwester, nowy rok, czech króli, a do wiosny (nie mówiąc o lecie) cholernie daleko
  3. Za oknem widok, jakby jakimś cudem okno pracowało w trybie monochromatycznym
  4. Zimno (nie dotyczy osób, które lubią, jak im zimno, znam takie dwie)
  5. Postanowienia noworoczne na ogół zdążyły się już albo rozmyć w pamięci, albo zwyczajnie zawieść (od początku stycznia chodzę na siłownię, zapłacę za cały rok, to wyjdzie taniej! ojej, na siłowni można się spocić, to obrzydliwe! pójdę jutro… albo pojutrze… albo może w nowym roku…)

Blue Monday to w rzeczywistości pseudonauka, pojęcie wymyślone po to, żeby zareklamować pewną agencję podróży. Nie zmienia to prostej prawdy: sposobem na uniknięcie nierozczarowywania się własną niemożnością spełnienia postanowień noworocznych jest niepodejmowanie postanowień noworocznych.

(Zanim klikniecie, lub nie klikniecie „czytaj dalej”, uprzedzam, że dalej jest o Islandii.)

Czytaj dalej

Portal polki.pl opublikował dzieło pt. „Męski punkt siedzenia: 5 rzeczy, których twój facet mógłby nauczyć się od geja – by… cię uszczęśliwić„. Zawsze chętnie się dowiaduję o tym, co robię lepiej, niż faceci hetero, bo polepsza mi to samoocenę i wogle, tak więc rzuciłem się do lektury.

Trudno jest zwykłemu heterykowi ubrać się tak dobrze, jak bez specjalnego wysiłku zrobi to gej. Oni po prostu mają wyczucie, na bieżąco śledzą trendy i doskonale wiedzą, co jest, a nawet, co będzie modne za jakiś czas. Jednocześnie zwracają uwagę na rzeczy, które wielu facetów, głównie z braku wiedzy, po prostu olewa. I nie mam tu na myśli wyłącznie marki, która oczywiście też jest ważna – chodzi raczej o wykończenie, sposób szycia, materiały.

Powyżej zdjęcie geja, który na bieżąco śledzi trendy i wie, co będzie modne za jakiś czas. Obstawiam powrót stylu na cara z dynastii Romanowów, renesans tunik wikińskich i tatuaże na głowie. Nie ma co kręcić głową lub się podśmiewać – jako gej doskonale to wiem.

Równie modnie ubieram się do kuźni, mogę więc zawiadomić czekających na moją opinię heteroseksualistów, że niezwykle modne w sezonie 2017/2018 będą przypalone bojówki, kalesony, skarpety termiczne, trzy swetry jeden na drugim i okulary ochronne. Tak jest, moje owieczki i baranki. Beze mnie trwalibyście w stanie niemodności. Cieszę się, że mogłem pomóc!

Czytaj dalej

Uwaga, osoby wierzące (w Polsce to oznacza tylko jedną rzecz) mogą się poczuć dzisiejszą notką urażone. Serdecznie zniechęcam je do lektury.

*

Wczoraj przed pójściem spać wymyśliłem temat na notkę. Miała się nazywać „Pamięć! Gdzie ona?” (ci, co wiedzą, to wiedzą) i traktować… nie wiem, o czym. Bo do rana zapomniałem. Bardzo chciałbym, żeby to był żart. Ale naprawdę nie wiem, czego miała dotyczyć. Zdaje się, że miałem coś znowu wspomnieć o tym, że leki zrąbały mi pamięć do reszty, ale – o ironio – naprawdę nie pamiętam.

Potem ten pomysł odsunąłem na bok, żeby się nim zająć rano (chłe, chłe), a do głowy przyszedł drugi. A potem trzeci. Leżałem sobie rozbudzony o pierwszej piętnaście, w nocy rzecz jasna i nagle zrozumiałem, że dwubiegunówka przemieściła się znowu z dołu na górę skali. Po czym poszedłem dosypać sobie pigułek nasennych.

Czytaj dalej

Alternatywne tytuły brzmiały:

„2017”
„Z nowym srokiem”
„E tam”
„Też mi zmiana”

Dopiero wczoraj, już po fakcie, udało mi się pozbyć niemożliwości powiedzenia „hepi niu jer”. Nikt nie zauważył, że po angielsku mówiłem „happy new” a po polsku „szczęśliwego”. Po stratach, których doznałem w 2016 – mam na ich temat bardzo smutną notkę w draftach i gdybym chciał, żebyście się wszyscy popłakali, to ją zamieszczę – trudno mi uwierzyć, że od zmiany jednej cyferki w kalendarzu nagle nastąpi BUM TARARA i świat stanie się lepszym miejscem, wojny zakończą, George Michael i Carrie Fisher wrócą do życia, a poza tym…

No, a poza tym niestety już wiem kilka rzeczy, które przyniesie mi 2017 i nie wszystkie są fajne.

Czytaj dalej