Screen Shot 2015-07-02 at 15.33.03

Na początek disclaimer. No więc otóż postanowiłem, że blog jednak nie zostanie zdezaktywowany (patrz tu), tylko będę pisać notki wtedy, gdy przyjdzie mi na to ochota i pomysł, a nie dlatego, że od paru dni nic nie napisałem i trzeba. Myślę, że zyskamy na tym wszyscy, a Ray And The Husby pozostaje przy życiu chociażby dlatego, że Jos śmieje się przy lekturze, co sprawia mi wielką przyjemność. MPO30 Jos nie czytuje.

Czytam książkę, w której zacytowano artykuł, a konkretnie pytanie: co zrobił(a)byś, gdybyś wiedział(a), że cokolwiek zrobisz, nie wiąże się z żadnym ryzykiem?

Moją pierwszą myślą było, obawiam się, „…”. No dobrze, pierwszą było kupno wielkiego domu na wsi, z kuźnią, ogrodem i wszelkimi szykanami. Jednak artykuł nie wspomina o ryzyku, że zajrzę na konto i zobaczę tam o trzy zera za mało. Prawdopodobnie chodzi jednak o to, że gdybyśmy mogli zrobić wszystko, co jest WYKONALNE i nie wiązałoby się z tym żadne ryzyko, to co byśmy zrobili?

Continue reading

avi

Wczoraj był ekskluzywny snik pik dla osób, które czytają notki o moich podróżach do końca, dzisiaj oficjalne zawiadomienie.

Rozmawiałem ostatnio z bardzo mądrą osobą, którą niniejszym pozdrawiam, jeśli jest wśród kilku, które doczytały do tego punktu. Powiedziała mi, że nie wierzy we łzawe pożegnania, zakończenia, dramatyczne szlochy i opuszczanie kurtyny. Wiecie co? Miała rację. Jest coś takiego, jak jumping the shark. Na moje oko MPO30 dżampnęła szarka co najmniej pół roku temu. Czas na coś nowego. Może nowe będzie lepsze, może gorsze, na pewno będzie inne. Będzie po angielsku, dzięki czemu czeka mnie sława w całym świecie. Jakoś w końcu muszę na ten dom na wsi i kuźnię uzbierać. Szablon zmieni się jeszcze 15 razy, ale to chyba też u mnie normalne i nie muszę uprzedzać.

framewalls

Miejscówka nazywa się Ray and the Husby i będzie o tym, o czym MPO30 przestało być, zamieniając się w śmietnik. (Trzeba było tego nie skracać do MPO. Moja własna wina.) Tutaj będę czasami wracać, żeby napisać coś o kuźni – wierzę, że wrócę – o polityce holenderskiej i generalnie o pierdołach kompletnie niezwiązanych z tytułem bloga. Będę o tym zawiadamiać na Buniu, jakby co. Zaś Husby-blog będzie zabawny, przynajmniej mam taką nadzieję – będzie też po angielsku, na to mam nawet większą nadzieję. Będzie duuużo promocji homoseksualizmu i zrzuty ekranu z The Sims. Któż oprze się takim atrakcjom? M30 od jakiegoś czasu mnie męczy i myślę, że widać to w jakości wpisów. Nowy blog mnie ekscytuje i również mam nadzieję, że będzie to widać w jakości wpisów.

http://www.rayandthehusby.com

https://www.facebook.com/rayandthehusby

Nic się nie kończy. Czasami po prostu trzeba zacząć od początku.

2016-10-08-13-04-27

Ostatnie dni spędziłem głównie na pilnowaniu samego siebie, żeby nie żyć w przyszłości. Mam tendencję do zapominania, że znajduję się w czasie teraźniejszym. Siedząc przy ognisku myślę, że jutro nie będę przy nim siedzieć; robiąc zdjęcia przy wodospadzie melancholijnie wzdycham, że w Amsterdamie nie zobaczę niczego podobnego. Jak mawia Eugenia, jeśli jedną nogą stoję w przeszłości, a drugą w przyszłości, sikam na dzień dzisiejszy. Od jakiegoś czasu powoli uczę się tego unikać. I wiecie co? Jeśli akurat nie czuję się zbyt źle, żeby widzieć światełko w tunelu, to działa. Tak więc tęsknić zacząłem dopiero wtedy, gdy wsiedliśmy do samochodu gospodarza i ruszyliśmy w ostatnią podróż spaghetti.

Continue reading