4 dni, 4 godziny i 44 minuty

Ostatni tydzień w dotychczasowej pracy.

Wypalenie zawodowe zawsze wydawało mi się wymyślonym problemem dotykającym osób kiepskich w tym, co robią. Nie przyszło mi do głowy, że dotknie mnie. A już na pewno nie dlatego, że odkryję, że zamknąłem się w złotej klatce, w pracy, która nie stanowi dla mnie wyzwania, która jest prosta, przyjemna, nieabsorbująca i przez większość czasu… nudna. Mili współpracownicy, fajne zarobki, pieniądze na wakacje, rozjazdy, kredyt na mieszkanie… i mordercza nuda.

Przez miesiące powtarzałem sobie: jest kryzys, masz kredyt, warunki ekonomiczne, rynek pracy, etc. etc. Najpierw działało. Potem działało coraz gorzej, zgrzytało i chrzęściło, aż działać przestało — i odkryłem, że nie jestem w stanie wyleźć z łóżka w poniedziałkowy poranek. Wtedy zrozumiałem, że podobnie jak wyrzucony z domu alkoholik, dotarłem do ściany — albo zmienię sytuację, w której jestem, albo sytuacja mnie zabije. W jak najbardziej dosłowny sposób, jak wiedzą ci, którzy chorowali na depresję.

W ten sposób z własnej woli odchodzę z dobrze płatnej, bezpiecznej pracy podczas kryzysu ekonomicznego. Ci, którzy nie rozumieją, jak czuje się osoba wypalona zawodowo — bądź pracują na kasie w supermarkecie za grosze — zapewne uważają, że jestem kompletnym idiotą z #whitegirlproblems. Ale podobnie, jak w związku, który dotarł do fazy powolnego rozkładu, w pewnym momencie trzeba powiedzieć „koniec” i odejść; nieważne są kredyty, czterogwiazdkowe wakacje i markowe ciuchy, jeśli każdy poranek rozpoczyna się od myśli samobójczych.

Ostatnie tygodnie w pracy wzbudzały we mnie wiele ekstremalnych uczuć. Z jednej strony: ulga. Z drugiej: przerażenie. Z trzeciej: radość. Z czwartej: to doznanie, które mamy, odkrywając, jak wiele ludzi lubiło z nami pracować, żałuje, że odchodzimy, pyta, czy i jak może nam pomóc i oferuje, że napisze nam referencje. Z piątej: wrażenie, że zmarnowałem ostatnie 12 lat; dotarłem do ściany, za którą cholera wie, co znajdę, przez 12 lat pracowałem w zawodzie, w którym w tej chwili nie wyobrażam sobie dalszej pracy, a nic innego nie umiem. Czy to znaczy, że spierdoliłem sobie życie?

Zgrzytając zębami staram się dożyć piątku. A co będzie w poniedziałek, kiedy okaże się, że weekend minął, a ja nigdzie nie muszę rano iść? Nie mam pojęcia.

  • boję się, że mnie zainspirujesz.
    shit.

  • Mogę z Tobą przybić piątkę. Doskonale wiem o co chodzi. Mam za sobą 15 l. pracy w branży, którą właśnie chcę porzucić na zawsze, choć moment na to najgorszy w życiu (pod względem zobowiązań i finansów). Czekam tylko jeszcze chwilę, że może to mnie zwolnią w związku z planowanymi próbami wypieprzenia połowy mojego działu, bo może lepiej na tym wyjdę. Gratuluję odwagi. I fajnie, że więcej takich wariatów 😉
    Powodzenia!
    Bohaterka (wbrew nickowi – kobieta 😉

  • @klezmatics To lepiej, niż gdybyś jak ja miała czekać za długo…
    @bohaterpozytywny No właśnie, mi się udało — zwalniają mnie, więc finansowo wychodzę na tym bardzo dobrze. Trzymam kciuki!

  • poczułem, jakbym czytał o sobie, z tą jednak różnicą, że ja od 8 lat ciągle w tej samej firmie. ale też mam wrażenie, że to zmarnowane lata. teraz się czuję jak w potrzasku, bo się przeprowadziłem, z czegoś trzeba się utrzymać, a jednocześnie mam świadomość, że nic mnie już w niej nie czeka.

    kibicuję na odległość. może przyczynisz się do powstania Ruchu Poparcia Navairy 😛 aaa… pewnie łatwiej jest, jak się ma takiego wilkołaka pod ręką, co to może przytulić lub dać po gębie, w zależności od bieżących potrzeb.

  • ejno, kurde, a co to, epidemia wypalenia zawodowego w tych komentarzach???

    😉

    chyba że wpisują się po prostu tylko ci identyfikujący się, a reszta uważa, że wypalenie zawodowe jest „wymyślonym problemem dotykającym osób kiepskich w tym, co robią”

    :p

  • @klezmatics – ja w sumie nie jestem wypalona zawodowo, tylko dojrzałam do myśli, że to nie ten zawód, jednak. Słuchajcie, a może to kwestia etapu w życiu, wieku i jakiegoś samopoznania? Że do tej pory było za wcześnie na takie pomysły jak zmiana zawodu albo wypalenie z.? Bo do pewnego momentu tak szybko wszystko się toczy, że gdy na chwilę zwolni, łapiemy się na tym, że „ale zaraz, zaraz, co ja tu w zasadzie robię”?

  • @bohaterpozytywny A właśnie, wydaje mi się, że trafiłaś w coś. Najpierw studiujemy, potem się staramy znaleźć jakąś pierwszą pracę, potem staramy się znaleźć lepszą, potem mieszkanie, samochód, wyjazdy, a potem wreszcie mamy te wszystkie rzeczy poodwalane i mamy czas nabrać oddech… i okazuje się, że tak w zasadzie, to wcale nie jesteśmy tacy szczęśliwi, jak nam się zdaje, że powinniśmy być 😛

  • Dokładnie to mam na myśli Panie N. 😉 Przyszedł czas na refleksje. A przy okazji, nie wiem, czy ktoś z was interesuje się numerologią (ja też średnio 😉 ale ten rok ma na końcu jedynkę a to podobno oznacza, że w tym roku wszystko zaczyna się od nowa. Zamykamy pewne rozdziały, domykamy nieskończone sprawy. I jak tak obserwuję siebie i innych dookoła, to w tym roku wielu znajomym życie wywróciło się do góry nogami (niekoniecznie dając negatywny finał). Ja siebie też wywróciłam n a lewą stronę.

  • Dobrze zrobiłeś. Ja w sierpniu po dwóch latach wzięłam rozwód z korporacją i od dwóch miesięcy pracuję w państwowej instytucji naukowej. Robię coś zupełnie innego niż dotychczas. Zarabiam połowę tego, co wcześniej, ale to tysiąc razy lepsze niż wychodzenie z pracy codziennie z bólem głowy i permanentne wrażenie, że robisz bzdury i że przełożeni cię traktują jak idiotę. A z kumplami z poprzedniej pracy nadal się bardzo lubimy i regularnie się widujemy. 🙂
    Ja wiem, że ja jestem gówniarz i jeszcze mam dużo czasu i dopiero skończyłam studia i tak dalej, ale wydaje mi się, że to nie jest normalne, jak ktoś żyje po to, żeby jego CV dobrze wyglądało. Trzymam kciuki za satysfakcję zawodową.
    Uwielbiam Twojego bloga, chyba Ci to już kiedyś pisałam. 🙂 Pozdrawiam.

  • O, o! 11 lat w jednej pracy, w jednym zawodzie, ani nie wykonuję go dobrze, ani mi się nie chce (jedno wynika z drugiego), na stare lata postanowiłam zafundować sobie studia i teraz patrzę i szukam w czym innym.
    Ale też mam wrażenie, że przegapiłam coś ważnego. I że 31-latka szukająca pracy w zupełnie innym zawodzie, w zasadzie bez oficjalnego doświadczenia (bo przecież KAŻDY robi zdjęcia), to jakiś żałosny widok.
    Tylko że jeśli zostanę w tym samym miejscu, to niewiele ze mnie zostanie..

  • @bohaterpozytywny To mnie o tyle nie przekonuje, że dla wszystkich ludzi na świecie jest rok 2011, więc wszyscy musieliby teraz zaczynać od nowa… z wyjątkiem Chińczyków, którzy mają inny kalendarz i by nie musieli ;P

    @mrs_dalloway A ja z pewnością odpisałem Ci, że moją ulubioną książką są Godziny Michaela Cunninghama i bardzo mi się podoba Twój nick. 🙂

    @uparte_zwierze No właśnie, no właśnie — ja go wykonuję nadal dobrze, ale rutynowo i bez żadnej już radości. Możliwe, że pomogłaby zmiana firmy. Możliwe, że nie. Muszę odpocząć trochę i przemyśleć to sobie poważnie… A jeśli przemyślenie wykaże, że trzeba zawód zmienić, to będę 34-latkiem szukającym pracy w zupełnie innym zawodzie i w zasadzie bez żadnego doświadczenia.

    Przy czym ja rozważam aktualnie kowalstwo.

  • @uparte_zwierze
    Ale czemu żałosny, wkurza mnie taki kult „młodości” i w ogóle. W wieku #po30 trzeba się trzymać tego co ma, a #po40 szukać sobie wcześniejszej emerytury? Ja *jestem* młode i jak się będę chciało przekwalifikować, to to zrobię. A jesteśmy z tego samego taga.
    Jedyne co mnie powstrzymuje to lenistwo i fakt, że gdy zaczęłom pracować w tym co lubię, znienawidziłom to do cna i szkoda mi skazywać na otchłanie mojego hejtu kolejne zainteresowania…

  • @autor

    Najlepsze, że podobne objawy w podobnych warunkach (finansowo, trudnościowo – ok, ludzie średni, ale też raczej ok) mam po 8 miesiącach pracy _w ogóle_ – tj. w pierwszej robocie świeżo po studiach, wcześniej nigdy pracowałem. Ciekawe czy w moim wypadku można mówić o wypaleniu zawodowym? 😛

  • Ja mam 35 l. Skaczę (w myślach na razie) od ogrodnictwa po malowanie, dlatego chyba chwilowo nie podejmuję żadnych działań ;-))) (a pracuję w korpo med.!)
    Nie byłam w USA, ale zawsze słyszałam, że oni mają przy swoich różnych wadach taką cechę, że potrafią parę razy zmieniać zawód. Postanowiłam się nie bać i wziąć z nich przykład. Znam ileś tam osób i po 50., które wszystko zaczęły od nowa i sobie świetnie radzą (@navaira – także właśnie w tym roku ;-p ). Myślę, że stare powiedzenie nie traci na wartości: dla chcącego nic trudnego!

  • @navaira: to, o czym piszesz, jest moim koszmarnym snem, a właściwie byłoby, bo udaje mi się tego nie doświadczać. Robię to, co zawsze chciałam robić, a za to wiecznie nie mam kasy, nie stać mnie na porządne wakacje, ubezpieczenie płacę sobie sama i nie mam szans na najmniejszy nawet kredycik. I nie zamieniłabym tego na pracę w korpo, choć nie jest mi łatwo.

  • Navaira et al: odwagi, powodzenia. Jestem w luksusowej sytuacji pt. skonczyla studia, wiec nie bede sie madrzyc nt. wlasnych niklych doswiadczen, ale potrzeba przekwalifikowania dotyka ludzi coraz czesciej. Szczerze mowiac, tak sie chce ustawic, zeby byly zmiany, bo znam siebie i wiem, ze zmiana albo smierc (z nudow). Trzymam za was kcuk.

  • *kciuki – niechcacy wpisalam tureckie `i` a blox nie rozpoznal 😉

  • Rozumiem Ciebie doskonale. Trzeba czasem uciąć pewien „ogon”. Zacząć nowe życie.

    Ludzie cholernie boją się zmiany. I trwają w pracy, do której już nie potrafią wstawać z łożka. Bez zapału, nieobecni.

    To naturalne, że boimy się zmian. Ale jak inaczej zmienić życie na lepsze inaczej niż właśnie przez zmianę?

  • @natalia_oreiro Tak sobie myślę, że pewnie tak właśnie będzie wyglądało moje życie już niedługo 🙂

    @raienn Ja chyba mam to samo. Chciałem raz w życiu być rozsądny i trzymać się sprawdzonego i bezpiecznego. To nie działa. 😛

    @spencer2000 Dokładnie to: zmiany na ogół dokonujemy dopiero wtedy, kiedy stan obecny staje się zbyt bolesny, aby w nim trwać. Niestety dokładnie to mi się przydarzyło…

    Obiecuję notkę za parę dni — gości u mnie Szacowny Małżonek, co powoduje, że spędzam nieco mniej czasu przy komputerze 😉

  • czy ziejący brak nowych notek oznacza, że wpadłeś w wir poszukiwania Nowego Zajęcia? 🙂