Apple Music – pierwsze wrażenia

Wersja TL;DR: na razie zostanę przy Spotify.

Z pewnym podekscytowaniem ściągałem aktualizację systemu do 10.10.4 (która popsuła mi wifi, ale na szczęście łatwo się dało naprawić) i iTunes 12.2. Po zainstalowaniu czego trzeba i obowiązkowym restarcie, ujrzałem następującą belkę menu:

Screen Shot 2015-07-02 at 15.25.15

Co trzeba wcisnąć, żeby wejść w Apple Music? Zgaduj zgadula, gdzie złota kula. Otóż trzeba wybrać pomiędzy opcjami For You (muzyka dobrana według mojego gustu, o czym za chwilę), New (samo się tłumaczy), Radio (Beats One) i Connect (feed artystów, którzy wrzucają co mają ochotę, w tym klipy, obrazki, etc.) Wybranie iTunes Store przeniesie nas do standardowego sklepu iTunes, gdzie możemy wyszukać płytę, ale gdy ją już znajdziemy, nie ma opcji streamingu, możemy ją jedynie kupić. Innymi słowy w tym samym programie możemy tę samą płytę znaleźć na dwa różne sposoby, z jednej strony da się streamować i ściągnąć na dysk, a z drugiej da się kupić i ściągnąć na dysk.

Co do streamowania i ściągania na dysk, wyszukałem „Control” Janet Jackson.

Screen Shot 2015-07-02 at 15.28.34

Projekt graficzny interfejsu jest tak okropnie brzydki, że mam wrażenie, że Jony Ive był zbyt zajęty projektowaniem stołu z aluminium, żeby marnować cenne minuty na taki drobiazg, jak nowa usługa Apple z ambicjami wyrzucenia z rynku Spotify, TIDAL (to będzie akurat łatwe), Deezera etc. No ale nic, kliknijmy w Control.

Screen Shot 2015-07-02 at 15.31.14

Malusieńkie litereczki, mnóstwo białej przestrzeni, bo od nastania iOS 7 taki drobiazg, jak czytelność przestał interesować Chief Design Officera Ive. 1913 oznacza wg Apple Music rok nagrania piosenki. Z jakiegoś powodu A&M czekała 73 lata z wydaniem. Kto by swoją drogą pomyślał, że Janet jest aż taka stara, w ogóle nie wygląda na ponad sto lat.

Spróbujmy ściągnąć album, klikając w trzy kropeczki. Pojawia się plusik w kółeczku i opcja „Add to My Music”. Po kliknięciu otrzymujemy taki oto tajemniczy komunikat:

Screen Shot 2015-07-02 at 15.33.03

Eee. Nie wiem, co to jest iCloud Music Library. Ale jeśli wybiorę Cancel, płyta się nie ściągnie, więc trudno, niech im będzie. Po kilku minutach rzępolenia dyskiem Apple zawiadamia mnie, iż:

Screen Shot 2015-07-02 at 15.40.06

Dla ułatwienia, nie używam usługi Genius i jest ona wyłączona. Przy pomocy Doktora Google odkrywam, że w rzeczywistości chodzi o to, że mam na dysku ponad 25 tysięcy utworów. (Osoby, którym udało się zsynchronizować z iCloud donoszą, że niektóre utwory magicznie wykasowały się z ich dysku, innym zaś zmieniły okładki na niewłaściwe.)

No dobrze, zostawmy Janet w spokoju i posłuchajmy składanki Mike’a Oldfielda, której akurat nie mam, „Two Sides”.

Screen Shot 2015-07-01 at 21.03.41

O? A co to są te szare tytuły? Szybki klik objaśnia: tych piosenek nie da się posłuchać. Nie wiadomo dlaczego, bo w ogóle w bibliotece Apple Music są, ale na „Two Sides” ich nie ma i co nam pan zrobi. Ściągnąć się też nie da, bo Genius.

Zrezygnowany klikam w rekomendację „For You”. Tu objaśnienie. Mieszkam jak wiadomo w Holandii. Na początku używania Apple Music musiałem klikać w bąbelki z gatunkami muzyki, jaką lubię. Odrzuciłem jazz, rock i klasyczną, wybrałem zaś pop, elektronikę i metal. Po chwili zacząłem kasować bąbelki z artystami. Najpierw poszło Iron Maiden i Black Sabbath, bo lubię metal, ale nie taki. Ale potem zaczęło się bombardowanie niderlandzkimi wykonawcami. Acda en de Munnik wą. Trijntje Oosterhuis wą. Marco Borsato wą. The Toppers wą. I tak dalej. I tak dalej. Nie doczekałem się Pet Shop Boys, Janet Jackson i Madonny, w pewnym momencie po prostu dałem sobie spokój. Dzięki czemu For You zarekomentowało mi to:

Screen Shot 2015-07-02 at 15.23.02

Radio Beats One brzmi mniej więcej tak samo, jak BBC Radio One, czyli jest to zwyczajna stacja radiowa z gadającymi DJami puszczającymi dość eklektyczne hity z satelity. Do wyboru są i inne stacje, układane podobno nie przez komputer, ale w zasadzie tożsame z playlistami Spotify na różne humory i pory dnia. Beats One jest dla mnie najbardziej niezrozumiałym elementem Apple Music. Stacji radiowych jest na świecie pewnie z milion i wszystkie mają wspólną jedną cechę: słucha ich coraz mniej ludzi. Playlisty mają tę cechę, że osobie o moim podejściu do muzyki są do niczego nieprzydatne, układam je sobie sam. To miłe, że w Apple Music jest playlista „Pet Shop Boys: Deep Cuts”, ale jedno spojrzenie wystarczyło, żebym uznał, że nie będę sobie zawracać głowy.

Podsumujmy. Apple stworzyło klona Spotify, który jest okropnie brzydki, wyświetla bezsensowne błędy, uniemożliwia słuchanie losowo wybranych utworów z albumów, funkcja wyszukiwania działa tak jak widać na pierwszym obrazku, każe mi słuchać „Justin Timberlake In The Mix” i „Mani Pedi Party” jako muzyki dopasowanej do mojego gustu, a najbardziej dla mnie interesująca funkcja – ściąganie muzyki na dysk – zwyczajnie nie działa wcale. Cena wynosi 9.99 euro za miesiąc. Za Spotify płacę 4.99. Na razie dziękuję państwu serdecznie za to cudo, może za dwa miesiące zajrzę jeszcze raz i coś się poprawi.

(I na miłość Thora niech Apple zatrudni jakiegoś grafika, bo toto naprawdę wygląda, jakby projektował je programista.)

PS. Na koniec zagadka: która z tych ikonek jest najbrzydsza? Hint: ta najnowsza. Jeśli to jest nowy trend graficzny, to ja rozważę Windows 95.

Screen Shot 2015-07-02 at 15.53.54

 

UWAGA DOPISEK: http://www.mcelhearn.com/the-real-difference-between-itunes-match-and-icloud-music-library-drm/

When you match and download files from iCloud Music Library (without having an iTunes Match subscription), however, you get files with DRM; the same kind of files you get when you download files from Apple Music for offline listening. (These files should have DRM, so you can’t just download and keep all the music you want for $10 a month.) But if you’re using Apple Music, and not iTunes Match, Apple doesn’t make a distinction between which files were originally yours, and which you downloaded for offline listening from Apple Music.

[…] Update 2: It’s gotten even worse for me. I’ve tried signing out of my account, and signing back in again, but I still see many of my tracks showing the iCloud Status as Apple Music. And this is now also affecting purchased tracks.