Bunio

Bunio jest jednym z niewielu pozostałych mi uzależnień i bardzo chciałbym się go pozbyć. I wish I could quit you, Bunio.

Wstydliwe wyznanie: czytuję grupę „Beka z mamuś na forach”. Z jednej strony stanowi ona formę cyber-bullyingu, nawet mimo usuwania nazwisk i zdjęć profilowych, bo wiele wątków wrzucanych jest na publiczne grupy, grupę da się znaleźć w 30 sekund i pod postami nagle pojawiają się linki do pełnego wątku, bo tam „więcej beki”. (Admin linki wyrzuca, ale nie mieszka w komputerze i czasami trochę czasu upłynie, zanim link zniknie.) Stąd mój wstyd. Z drugiej strony jednak „Beka” jest świetną odtrutką na bańkę rzeczywistości wirtualnej, jaką generują posty na Buniu.

Dotyczy to wszystkich postów. Na grupie „Kowalstwo dla początkujących” pojawiają się niewiarygodnie dopracowane rzeczy z podpisem „to moja pierwsza siekiera/miecz/świecznik/rzeźba abstrakcyjna”. W feedach przyjaciół roześmiane gębusie, słoneczko, plaża. Nowy motocykl, nowy pies lub kot, nowe dziecko. Bezrefleksyjna lektura Bunia daje silne wrażenie, że wszyscy oprócz nas prowadzą zajebiste życie pełne hajsu i imprez, a tylko my mamy doła, nie mamy piniondza, jesteśmy głupi i mało atrakcyjni. Więc dokładamy się do bańki Bunia, wrzucając jedyne zdjęcie z pięćdziesięciu zrobionych, na którym wyglądamy ładnie i szczupło, albo śmieszny filmik z kotkami, chociaż gdybyśmy byli zupełnie szczerzy, napisalibyśmy „jestem w nastroju, żeby zrobić sobie krzywdę”.

Tumblr jest o wiele bardziej prawdziwym medium. Poza nielicznymi ekshibicjonistami, którzy wrzucają wyłącznie selfie, pełno na Tumblrze pornografii, sztuki, naprawdę dobrych klipów. (Tumblr Zbrojmistrza tutaj.) Na Tumblrze można być kuratorem sztuki i budować własną galerię pięknych rzeczy. Na Buniu jesteśmy kuratorem samych siebie i budujemy galerię pięknych siebie.

Wrzuciłem jakiś czas temu posta na ten temat i dostałem bardzo dużo odpowiedzi, w tym od kilku znajomych osób. Znajome osoby mają Bunia typowego, „oto ja na imprezie, a oto ja po siłowni, a oto ja na kolejnej imprezie”, ale pod moim postem napisały szczerze, że też mają złe chwile, a nawet więcej niż chwile, ale nigdy nie piszą o tym na FB. Dlaczego? Bo przecież nikt inny o tym nie pisze… Bunio jest miejscem grupowej masturbacji, jakiego nie było nigdy wcześniej. „Oto mój obiad”, pisze skromnie Zuzanna, wrzucając zdjęcie fasolki szparagowej i kurczaka na parze. O tym, że na kolację zjadła tort, Zuzanna nie pisze. „To mój słodki Brajanek”, pisze Genowefa, wrzucając zdjęcie roześmianego dziecka. Gdy pół godziny później Brajanek dostaje ataku furii i rzuca szpinakiem na wszystkie strony, Genowefa nie robi mu zdjęcia na Bunia, tylko usiłuje w panice łapać naraz szpinak i Brajanka. „Mój nowy motocykl,” zawiadamia skromnie Eustachy. Godzinę później Eustachy odkrywa, że motocykl ma uszkodzoną jakąś część, która okrutnie łomocze, właściciel nie wie, co robić, bo w ogóle się na motocyklach nie zna, pominąwszy fakt, że dziś jeden kupił na allegro. W takich chwilach Eustachy i Genowefa wchodzą na grupę „Sprzedam Słupsk” albo „Zwariowane Mamuśki” i zadają pytania, często używając dość roztargnionej ortografii, a godzinę później ich zrozpaczone epistoły pojawiają się na grupach „Beka z mamuś na forach” i tym podobnych. I dlatego lubię te grupy czytać. Tylko tam można zobaczyć, jak wygląda Bunio bez filtra.

Mieszkając w Amsterdamie nieomal co dnia widzę turystów ustawiających się do zdjęcia z selfie stickiem. Na twarzach uśmiechy, okulary słoneczne, w tle dworzec centralny, pałac królewski albo po prostu prom, którym pływam co dnia i średnio mnie on ekscytuje, ale turyści lubią. Chwilę po zrobieniu zdjęcia uśmiechy znikają, bohaterowie powracają do postawy przygarbionej, żona rzuca mężowi zjadliwą uwagę, dziecko zaczyna wrzeszczeć. Tego na Buniu nie zobaczymy, gdy państwo Lopez wrzucą album „nasze słitfocie z wakacji #stoserc”. Podobnie, jak nie zobaczymy keyloggera (czy wiecie, że Facebook analizuje też posty, których NIE wrzuciliście, tylko zaczęliście pisać i zrezygnowaliście?) ani bestii, którą wyobrażam sobie jako skrzyżowanie Zuckermana z baronem Harkonnenem z Diuny, która to bestia przetwarza Wasze wpisy na ztargetowane reklamy.

Czemu nie rzucę Bunia w diabły? Bo tam mam wszystkich. Największą wadą nowych serwisów, jak choćby ello czy Diaspora jest to, że Bunio ma wszystkich, a nowe serwisy nikogo. Co z tego, że ello ma 1.74 miliona użyszkodników (dane z listopada 2014, aktualnie ello nie podaje liczby użyszkodników, zastąpiwszy ją wygodnym znaczkiem „nieskończoność”), skoro Bunio ma 1.49 MILIARDA. Co piąta osoba na świecie jest użytkownikiem Bunia, wliczając niemowlęta i osoby, które w życiu nie widziały internetu na oczy. (Nawiasem mówiąc, mamusie z „Beki” zakładają konta swoim dzieciom, czasami zanim się urodzą.) Diaspora ma 666 tysięcy. Google+ miało szansę i ją koncertowo zmarnowało. Dzięki Buniowi mam kontakt z osobami, których nie widziałem na oczy od dziesięciu lat, ale ciekawi mnie, co porabiają. Dzięki Buniowi znam kowali z całego świata. W każdej chwili mogę się skontaktować z osobnikiem X, którego nie znam, ale chciałbym poznać; poczytać, co się dzieje na mojej ulubionej zamkniętej grupie o Pet Shop Boys; zapytać, jak się dostaje numery ISBN i w kilka minut dostać odpowiedź. Drugiego takiego medium nie ma. Cukierasowi życzę ogólnie jak najgorzej i trzymam kciuki za alternatywę dla FB – w końcu kiedyś MySpace wydawało się największym serwisem społecznościowym, który nigdy nie upadnie, a Yahoo! Groups były jedynym miejscem, gdzie można było spotkać podobnych sobie fanatyków. Podobno młodzież porzuca Facebooka i używa Instagrama (który, tak się składa, jest też własnością Cukierasa) oraz Whatsapp (który, tak się składa, jest też własnością Cukierasa), tylko co mi z tego, skoro kontakty z młodzieżą zupełnie mnie nie interesują…

Gdyby ktoś skombinował sto milionów dolarów na założenie nowego serwisu społecznościowego, który nie kradnie danych i zdjęć, gdzie ludzie są szczerzy i algorytmy nie wycinają postów moich znajomych zastępując je postami sponsorowanymi, chętnie zrobię projekt graficzny. Jeśli będzie trzeba, nawet flat design, grafik jest jak prostytutka, pracuje dla klienta. Jakby co, dawajcie znać przez zakładkę Kontakt.


Cenisz dobre dziennikarstwo?

Jeśli tak, to trafiłeś w złe miejsce, ale jeśli lubisz mojego bloga i chcesz zadbać o to, żeby i mi nie zabrakło niczego do czytania, rozważ skorzystanie z poniższego przycisku. Wszystkie uzbierane w ten sposób pieniądze wydam na książki. Książkodawcom serdecznie dziękuję! #stoserc



Więcej informacji, spis zakupionych dotychczas książek i lista książkodawców