Do napisania tej notki zainspirował mnie Adam – czytelnik, który zwrócił mi uwagę na coś ciekawego. Być może wielu z Was ta informacja wyda się przerażająca lub zgoła obraźliwa, ale Matka Natura doskonale sobie poradzi bez ludzkości.

Matka Natura, dalej Mama, nie posiada moralności.

Urocze, puchate zwierzątka, na przykład tygrysy żywią się surowym mięsem – w tym ludzkim, jeśli jakieś się nawinie. Nie jest tak, że się nie odwdzięczamy. Dowodzą tego zdjęcia, na których rozmaite celebłoto chwali się np. zastrzelonym słoniem, żyrafą, niedźwiedziem. Odważni ci łowcy chowają się bardzo daleko, po trzydziestu próbach wykorzystania laserowego celownika mordują zwierzę, w tym ginące gatunki. Mama pozwala tygrysom na spożywanie antylop dlatego, że tygrysy muszą coś jeść. W zamian za to antylopy biegają bardzo szybko. Ptaki spożywają dżdżownice. I tak dalej. Mordercy-celebłoto zabijają zwierzęta wyłącznie celem zrobienia sobie selficzka. Odmawiam uwierzenia, że szczenięta Trumpa po zastrzeleniu słonia spożywają go ze smakiem, ciesząc się z uniknięcia śmierci głodowej.

Nie jestem weganinem. Mięso bardzo lubię, a w skóry się ubieram, czego dowodem chociażby zdjęcie z bannera. Ale nigdy nie zabiłem zwierzęcia dla zabawy. Komary i pająki morduję bezlitośnie, ale nie po to, żeby sobie potem robić z nimi selfie (chociaż selfie z trupem komara mogłoby wzbudzić zainteresowanie w pewnych kręgach). Ani komary, ani pająki plączące mi się po suficie nie są gatunkami zagrożonymi. Nie są? Bredzę. Wszystkie gatunki są zagrożone dzięki naszej ożywionej działalności zmierzającej ku własnej zagładzie.

Czytaj dalej

(Przepraszam osoby, które rzeczywiście mają raka płuc.)

Przeczytałem przedwczoraj, że najlepszym antydepresantem są orzechy nerkowca, przyjmując je możemy odstawić antydepresanty, które nigdy nie będą nam już potrzebne. Linku nie będzie, bo nie będę tego reklamować. (Zrzut ekranu powyżej pochodzi z INNEGO artykułu na ten sam temat…) Tak więc poniżej zebrałem przydatne rady, które stosują się do każdej choroby, raka płuc wziąłem znikąd, w razie czego proszę podstawić dowolną inną chorobę.

  • Wiesz, też kiedyś paliłam i trochę kasłałam, ale wzięłam się w garść i przeszło.
  • A czy próbowałeś nie mieć raka?
  • Orzechy nerkowca! Jarmuż! Smoothie z brukselek co rano! Pij wodę z solą! Napoje izotoniczne! Mniej cukru! Woda bezglutenowa! Więcej zielonej herbaty! W ogóle nie pij herbaty! Tylko zielone warzywa! Tylko czerwone warzywa! Więcej mięsa, stek na wszystko pomaga! Bekon!
  • Dieta wegańska usuwa raka. Po prostu jedz tylko warzywa i owoce.
  • Dieta paleo usuwa raka. Po prostu jedz tylko mięso, ryby, nasiona. Jaskiniowcy nigdy nie mieli raka płuc!
  • Czy próbowałeś jogi?
  • Ból jest tylko w naszym umyśle. Zamiast morfiny – medytacja.
  • Leki przeciwbólowe są uzależniające. Nie ma potrzeby, żebyś brała jakieś uzależniające trujące piguły. (To usłyszała osoba mająca lat 84.)
  • Skoro o tym mowa, joga najlepiej działa o poranku, musisz tylko być boso, na trawie, najpierw medytacja, potem joga, na koniec smoothie z brukselek. Zaglądałaś na GOOP? Tam jest mnóstwo porad!
  • Cały ten rak siedzi tylko w Twoich płucach! („Depresja siedzi tylko w Twojej głowie!”)
  • Po prostu o tym nie myśl.
  • Ważne jest pozytywne nastawienie! Co rano wizualizuj sobie płuca bez raka.
  • Jeśli nie zdrowiejesz, to znaczy, że niewystarczająco kochasz Jezusa. Gdybyś kochała Jezusa bardziej, to byś wyzdrowiała.
  • Jeśli dostałeś raka, to znaczy, że niewystarczająco kochasz Jezusa. Gdybyś kochał Jezusa bardziej, to byś nie dostał raka.
  • Palenie szmalenie, moja znajoma ma koleżankę, która ma ciocię i znajoma tej cioci pali jak komin i ma 159 lat.
  • Nie podoba mi się Twój negatywizm. Ciągle tylko o chemoterapiach i innych naświetlaniach. Znam tybetańskiego mnicha, który przyrządza specjalne zioła. Olej szpital i przestań ciągle myśleć tylko o chorobie, pij ziółka, za tydzień będziesz jak nowa.
  • Leki tylko Cię trują. Nie bierz tego gówna.
  • Na YouTube jest filmik o tym, że raka leczy się marihuaną. Zamiast tych toksycznych zastrzyków i innych leków po prostu jeden dżoincik dziennie i będzie zdróweczko! Nie możesz palić? Pffffft. Skombinuj sobie olej z CBD. Nielegalne? No albo chcesz być zdrowy albo nie, ja Cię zmuszać nie będę…
  • Leżysz ciągle w tym łóżku z kroplówką. Pobiegałabyś co rano i zaraz by przeszło. Ruch to zdrowie!
  • Może powinieneś schuść. Może powinieneś zgrubść.
  • Co rano afirmacje sto razy. Przed lustrem. Leżysz w łóżku? Też problem, skombinuj sobie takie małe lusterko i afirmuj na głos. Inni pacjenci narzekają? Niech też afirmują, jak nie chcą, to znaczy, że chcą być chorzy.
  • Czy Ty w ogóle myślisz o rodzinie? Myślisz, że lubimy oglądać te twoje pigułki i słuchać tych jęków? Może byś się raz spytał jak się miewa ciocia Józia? Ciocia, wiesz, ona ma hemoroidy okropne, zaraz Ci wszystko opowiem i przestaniesz myśleć o tym swoim raku. Ciągle tylko „ja, ja, ja”.
  • Zawiodłeś mnie, myślałem, że kto jak kto, ale Ty się tak łatwo nie będziesz poddawać.
  • *po pięciu minutach opowiadania o hemoroidach* No i co, od razu Ci lepiej, prawda?
  • Co Ty w ogóle masz za prawo do narzekania? Dzieci w Afryce nie mają co jeść i też dostają raka!
  • Czytałaś „Sekret”? Trzeba sobie pozytywnie wizualizować i manifestować. Kosmos Ci pomoże. Jeśli ciągle tylko się martwisz, że jesteś chory, to nigdy nie wyzdrowiejesz. Manifestuj! Manifestuj!
  • Jakbyś poszedł do pracy zamiast tu leżeć w łóżku, to by Ci od razu było lepiej.
  • Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni!
  • Jeszcze się z tego będziesz śmiać, LOL.
  • Moja koleżanka Irma miała raka i już nie ma. Jeśli ona mogła wyzdrowieć, to każdy może!
  • Raka leczy się pozytywnym myśleniem. Jeśli nie myślisz pozytywnie, to już szykuj trumnę. No! Mam nadzieję, że pomogłam!
  • Dostałaś tego raka po to, żeby pokarać rodzinę (za grzechy).
  • Więc mówisz, że piszesz książki? Zobacz, jaki dobry materiał zdobywasz! I w tym szpitalu masz tyle czasu, pisz i się ciesz, że wypoczywasz.
  • Nasze myśli i modlitwy są z Tobą. Otwórz się na energię, którą otrzymujesz od Boga.
  • Czy pamiętasz, żeby pić dużo rumianku?
  • Każdy z nas ma problemy. Nie tylko Ty. Przestań być takim egoistą.
  • Jeśli czujesz się źle, tylko w Twojej mocy leży możliwość zmiany tego stanu. Przemyśl sobie moje słowa!

Oczywiście całość tej notki to zbiór wielu, lecz nie wszystkich rzeczy, jakie usłyszały osoby z depresją, często ja. Fragment o pisaniu książek też (nie, nie mam raka, ale też mi mówiono, że depresanci są super kreatywni i bardzo mi to pomoże w pisaniu).

Niechaj mottem dzisiejszej notki będzie ten artykuł:

KRRiT przeprowadziła postępowanie wyjaśniające po wniosku Ordo Iuris ws. bajki „Harmidom” emitowanej na kanale telewizyjnym Nickelodeon, przeznaczonym dla dzieci. Wśród bohaterów „Harmidomu” znajduje się para homoseksualna – Howard i Harold – wspólnie wychowująca syna Czarka. […] Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przeanalizowała odcinek wskazany przez Ordo Iuris i upomniała nadawcę. […] Szydłowska-Żurawska powołała się również na ustawę o radiofonii i telewizji, dodając, że „audycje lub inne przekazy powinny szanować przekonania religijne odbiorców, a zwłaszcza chrześcijański system wartości„. „Związki homoseksualne są natomiast sprzeczne z nauczaniem moralnym Kościoła katolickiego” – podkreśliła KRRiT.

[…] „w programie przeznaczonym dla dzieci nie powinno mieć miejsca promowanie modelu rodziny sprzecznego z wartościami, z którymi utożsamia się wielu rodziców i opiekunów dzieci oglądających serial.”

Chociaż może ten:

W audycji „Za, a nawet przeciw” w radiowej Trójce zapytano słuchaczy, czy przeszkadzają im „sąsiedzi homoseksualiści”. I przez większą część programu z głośnika leciał spektakularny ściek. Większości słuchaczy wprawdzie homoseksualiści nie przeszkadzają, ale (słowo klucz) – przeszkadza, gdy się „nachalnie obnoszą”, „nazywa się ich związki małżeństwem”, „wychodzą z tym na zewnątrz”, „całują się publicznie” czy „domagają się uznania ich upodobań przez państwo”.

Niektórzy przekonywali, że „takie pary sieją zgorszenie”, przekonywali, że osoby homoseksualne w społeczeństwie „to są jednostki i nie ma sensu robić ludziom wody z mózgu”, zapewniali, że homoseksualizm nie istnieje w świecie zwierząt (istnieje, drogi słuchaczu) i obawiali się, „co by się stało z dziećmi, które obserwowałyby pary homoseksualne na ulicy”. W końcu zadzwonił też pan, który oburzał się, że od „pozwolenia” na homoseksualizm jest już tylko krok od związków brata z siostrą i człowieka z psem.

Nawiasem mówiąc – wyjechałem z Polski 12 lat temu z bardzo wielu powodów, jednym z nich była niemal identyczna audycja w Trujce. 12 lat temu. Możliwe, że zmienił się prowadzący, Trujka jak widać nie.

Po co nam Pride, czyli duma?

Czytaj dalej

Kontynuacja notki o biednych białych konserwatywnych chłopcach.

Wydaje mi się, że dla Europejczyka „nie rozumiem Ameryki” nie jest wyznaniem zaskakującym, ale dla mnie jest to ważne. Targetuję swoje książki na rynek amerykański, bo jest największy. Mam plany na wypadek, gdyby się nie udało, ale nie o planach piszę. Chcę się podzielić trzema doświadczeniami, które ostatnio odnotowałem. Dla kontekstu: jestem członkiem zamkniętej grupy (nazwijmy ją Grupa), składającej się z 98% z białych kobiet.

Jedna z nich zaszerowała post o tym, że używanie wyrazu ‚tribe’ (plemię) przez osoby nie będące Indianami (o tym słowie za chwilę) rdzennymi Amerykanami jest rasizmem, kulturalną apropriacją i złodziejstwem. Duża część komentatorów popukała się w czółko, ale znalazły się też osoby wyznające, że również czują się z tym słowem niekomfortowo. Dyskusja szła niemrawo, póki pani o imieniu Amy nie postanowiła utemperować tych, którzy się ośmielają. Z wysokości swego autorytetu opierdoliła wszystkich rozmawiających. Jej argument brzmiał „bo nie”. Nie wolno, bo nie. Duża część komentatorek albo ją grzecznie przeprosiła, albo zamilkła.

Prawie w tym samym momencie wrzuciłem posta o Islandii, ostatnie zdjęcie, jakie mi tam zrobił Jos – piękne wyszło. Ta sama Amy napisała „miły kraj, z wyjątkiem tego rasizmu”. Troszkę się zdziwiłem i spytałem o ćo chodzi jakby. Amy rozwinęła: otóż prawo islandzkie zakazuje czarnoskórym osobom migracji. Zażądałem dowodów, na co Amy się nadęła i godnie odparła „nie jest moim obowiązkiem cię uświadamiać i rozwiewać twojej ignorancji”. Otóż nie. Nie jest tak, że można każdego oskarżyć o dowolną bzdurę (chyba nie muszę tłumaczyć, że to bzdura…?) i kazać mu się doinformować bez podania źródeł (albowiem takowe nie istnieją). Tym razem zgłosiłem Amy do prokuratury, znaczy – do adminów, po czym zablokowałem. Okazało się, że to nie pierwszy jej występ, już jej w grupie nie ma, ale co z tego.

Czytaj dalej