Przez dwa dni Facebook stracił 10% swojej giełdowej wartości. Zuckerberg zaoszczędził 40 milionów dolarów na wyprzedaniu dużej ilości akcji tuż przed informacjami o Cambridge Analytica. W ostatnich dniach zniknął, zajmuje się lajkowaniem ładnych obrazków (tak, jak ja! czy to znaczy, że kreuję trądy?) i właściwie niczym ponad to. A w mediach papierowych, elektronicznych i społecznościowych trwa nawalanka.

Uczucie, które mi towarzyszyło w ostatnich latach korzystania z Buka to coś w rodzaju nerwowej niepewności – po angielsku anxiety, a po polsku ciągle nie wiem. Oglądanie, jak znajomym osobom blokuje się konta za nieużywanie nazwiska z dowodu. Buk podtykający mi do zaznajomienia osoby rzeczywiście bardzo mi dobrze w realu znane, Na przykład facetów, z którymi spotkałem się dwa razy w sytuacjach niewymagających używania intelektu, eks-szefową, eksów w ogóle. Po likwidacji poprzedniego konta założyłem nowe, bardzo małe. Głównie miało służyć funpagowaniu i członkowstwu w jednej grupie. Nie wrzuciłem do feeda ani jednego konterfektu własnej twarzy, ale w tej grupie (zamkniętej) pojawiło się kilka moich zdjęć. Po czym kiedy postanowiłem zmienić zdjęcie pieska w profilówce Bunio zasugerował mi… te właśnie zdjęcia. Zgorzałem nad jeziorem i ruszyłem je kasować. Nie dotarłem jednak daleko. Nie znajdowały się ani w żadnym albumie, ani wśród zdjęć nieposortowanych. Drogą riserczu odkryłem, że musiałbym w grupie odnaleźć posty, do których załączyłem zdjęcia i pokasować te posty. Kilka nawet znalazłem, pozostałych nie. Zdjęcia pokazują się nadal.

W tym momencie moja nerwowa niepewność zamieniła się w silną niechęć i uczucie posiadania wścibskiego sąsiada przyklejonego do dziurki od klucza.

Czytaj dalej

Niech za motto posłuży powyższy cytat:

[Steve Bannon] jest jedynym heteroseksualnym mężczyzną z jakim rozmawiałem na temat teorii międzysektorowego feminizmu. Od razu zauważył powiązanie [teorii] z uciskiem odczuwanym przez konserwatywnych, młodych białych mężczyzn.”

(Guardian, Carole Cadwalladr)

A może jeszcze jeden?

Na gruncie przesłanki eugenicznej życie niepełnosprawnego dziecka poczętego konkuruje z bliżej nieokreślonym dobrem kobiety, które w istocie stanowi wartość niższą niż życie ludzkie.

(Sejmowa komisja ustawodawcza, 17 marca 2018, polecam zajrzenie do artykułu i sprawdzenie, co porabiała opozycja.)

W tym momencie porzucam aktualną politykę celem zajęcia się przywilejem, a jako przystawkę zapytam: czy myślicie, że Steve Bannon jest sprzymierzeńcem „międzysektorowych feministek”?

Czytaj dalej

Zainspirowało mnie wiele rzeczy, ale przede wszystkim dwie.

Na forum, gdzie się udzielam, jest wątek pt. „Związki”. Kiedyś napisałem tam, że mam związek otwarty – to było sporo przed ślubem – i wyniesiono mnie stamtąd na widłach. Generalnie byłem niemoralnym zboczeńcem, który ruinuje życie własne, Josa i wszystkich innych ludzi na świecie. Zajrzałem tam ostatnio z nudów. Ci sami ludzie, co 3-4 lata temu piszą to samo. Generalnie większość obraca się wokół tego, że mają za mało randek z Grindra i to oznacza, że są za mało atrakcyjni. Kiedy jednak już odbędzie się randka, następuje gładkie przejście do „czemu on się nie odzywa, ja się do niego nie odezwę, bo to będzie wyglądało, jakby mi zależało”. Powtórzyć wielokrotnie.

Druga rzecz wyglądała tak, że znajoma mi dziewczyna spotykała się z facetem. Dzisiaj napisała dość rozpaczliwie, że facet nagle się stał okropny. Po dopytaniu okazało się, że od niedzieli rano, kiedy to przez cztery godziny się przytulali, a potem zjedli razem śniadanie nie odezwał się do niej z wyjątkiem informacji, że jest zajęty. Dziewczyna pisze, że jest zdruzgotana, płacze w łóżku, nie może zrozumieć, co się stało. Bo przecież jeśli mu nie zależy, to dlaczego by się miał przytulać i jeść z nią śniadanie? A skoro powiedział, że jest zajęty, to znaczy, że miał na myśli, że powinni zwolnić, więc ona się do niego nie odzywa, ale czemu on do niej też nie i czy to znaczy, że to już koniec?

Czytaj dalej

Łiiiiii! Z tej okazji specjalna notka z cyklu „Z życia heteroseksualistów”, dedykowana zwłaszcza dawnym fanom tego bloga.

Gazeta ciumka nowy temat z okazji premiery filmu „Plan B”. Powiedziałem nowy? Hahaha, LOL żarcik! Jest to temat znany i lubiany (tzn. zależy przez kogo) – jakie straszne są te trzydziestoletnie singielki.

Nad swym losem użala się pan Tomasz Kozłowski:

Byłem ostatnio na krótkich wakacjach ze znajomymi. Wśród nich pojawiły się dwie nowe osoby: 30-letnie singielki. I wreszcie zrozumiałem, dlaczego mężczyźni boją się podejmować wyzwanie bycia z nimi!

JEZUJEZUNIECZYT!!! Pan Tomasz przerywa milczenie, czas na poznanie okrutnej prawdy o przerażających singielkach!

Obie niezwykle atrakcyjne, zadbane, wysportowane. Z rozmów z nimi wywnioskowałem, że mają czas na to, żeby o siebie dbać – chodzą na zajęcia z prywatnymi trenerami, dodatkowo biegają na jogę i basen. Gdy potrzeba, idą do fryzjera, regularnie chodzą do kosmetyczki. Kupują dobre, markowe kosmetyki, podczas wyjazdu były zawsze starannie i dyskretnie umalowane. To duży kontrast z moją żoną i siostrami, które mają po dwoje dzieci każda i czasu dla siebie mają podobnie niewiele: 10 minut rano, godzinę wieczorem, trzy godziny w weekend. Taka sytuacja, jak większą część doby jest się na usługach dzieci.

Kto by pomyślał, że posiadanie dzieci powoduje konieczność spędzania z dziećmi większej ilości czasu niż nieposiadanie dzieci!!! Ale na (nie)szczęście panuje równouprawnienie i pan Tomasz też ma niewiele czasu, żeby się dyskretnie umalować i pójść na jogę. Jednak już zaraz dowiemy się, że pan Tomasz zamiast się malować i jogobellać woli inne zabawy…

Czytaj dalej