No proszę, ledwo Fronda o mnie napisała (podobno — nie czytałem), od razu zaatakował ich Groźny Hakier Antoni Kościuszko, dopisał Terlikowskiemu Holokaust (a przecież wszyscy wiemy, że Terlikowski w życiu by nic takiego nie napisał, to dobry człowiek, kocha wszystkich bliźnich, NAWET OHYDNE LIZBIJE MORDUJĄCE DZIECI W KOMORACH GAZOWYCH <- to dopisał Hakier Antoni). Frondzia teraz zamknięta, podczas gdy trwają poszukiwania Hakiera. Domyślam się, że znajdą się atrapy komputerów, a obok nich listy podpisane przez groźnych lewaków ukrywających się pod pseudonimami Silny Pedał i PowerGay. W ogóle, rzecz jasna, nie uważam, jakoby Terlikowski zwyczajnie przeholował i wystraszył się pozwów — przecież niepoważne byłoby zwalanie czegoś takiego na Hakiera Antoniego, prawdaż?

Swoją krótką wypowiedzią podczas sobotniej demonstracji wprowadziłem ferment w mediach lewicowych i prawicowych. Jedne i drugie zacytowały mnie niedokładnie. Nie powiedziałem, że chcę żyć jak człowiek, a muszę jak gej — powiedziałem, że w Amsterdamie jestem człowiekiem, a w Polsce — gejem.

Swoje słowa podtrzymuję i nie będę czytać tego, co na ich temat ma do powiedzenia Fronda, ponieważ zwyczajnie mnie to nie interesuje. Proszę też o niecytowanie tego w komentarzach. Zdanie Frondelków na temat tego, jak wyglądam, co robię, z kim, gdzie i po co ma na mnie dokładnie taki sam wpływ, jak mój związek ze Zbrojmistrzem na świętą instytucję małżeństwa, czyli kompletnie żaden.

Konserwatyzm jest postawą społeczną cechującą ludzi o niskiej inteligencji, niezdolnych do przyjęcia do wiadomości, że świat się zmienia. W szczególności Zaatakowany Przez Hakiera Terlikowski łączy w sobie postawę wrzeszczącego i kopiącego podłogę trzylatka leżącego na podłodze w supermarkecie z umiejętnością względnie poprawnego pisania po polsku i dostępem do internetu. Rezultaty są opłakane — podobnie, jak rezultaty reformowania KRUS przez koalicję PO-PSL oraz edukacji przez Giertycha.

Konserwatyści, jako osoby o inteligencji poniżej przeciętnej, posiadają rzadką umiejętność wrzaskliwego upierania się przy sprawach wstydliwych. Pięć lat po tym, jak cały świat zauważy, że wyszli na idiotów, konserwatyści cichcem zmieniają front i przestawiają się na kolejną przegraną sprawę. Przypomnijmy, że w Ameryce konserwatyści upierali się przy tak ważnych zdobyczach cywilizacji oraz tradycjach zesłanych przez Boga jak niewolnictwo, lincz, brak prawa głosu dla kobiet oraz brak prawa zawierania małżeństw przez osoby rasy białej i dowolnej innej. Aktualnie zajmują się zwalczaniem teorii ewolucji. Konserwatyści polscy opowiadali nam o tym, jak Unia Europejska zmusi nas do prostowania bananów oraz wytępi Polaków proszkiem zrzucanym z samolotów, aktualnie zaś zajmują się zamachem w Smoleńsku (wg ostatnich ustaleń, z Warszawy wystartowały cztery samoloty, z których dwa zostały zaatakowane przez Putina i Tuska przebranych za brzozy, a dwa są przetrzymywane w łagrach), proponowaniem kar więzienia za in vitro i zwalczaniem konwencji przeciwko przemocy wobec kobiet. W międzyczasie piszą wiersze i tworzą pomniki w kształcie samolotopolonezów.

Zmartwiło mnie bardzo, jak łatwo było mi wylądować w mediach, bo nie mam wrażenia, jakobym powiedział coś wyjątkowo dziwnego lub wywrotowego. (Tak, wiem, że czerwony irokez pomaga.) Ale ja mieszkam w mieście, w którym w wiadomościach mówi się o budżecie, oszczędnościach, kryzysie, sztuce w czasach kryzysu, o tym, czy kobiety — ofiary przestępstw otrzymują wystarczająco dużo pomocy i jak by im pomóc lepiej, o handlu ludźmi, o zmniejszeniu ilości bezrobotnych w największych miastach Holandii i darmowym internecie w Oosterpark. Jeśli wybiorę się w najbliższym czasie na jakiś protest w Amsterdamie, będzie to albo protest przeciwko zamykaniu teatru Engelenbak wskutek „oszczędności”, albo też przeciwko zamykaniu coffeeshopów. Moja fryzura, orientacja seksualna czy też wiek partnera (to też miłosiernym chrześcijanom z Frondzi przeszkadza, jak się okazuje) nikogo w Amsterdamie nie obchodzi. W Polsce jestem „tym gejem z czerwonym irokezem”. Tutaj jestem po prostu człowiekiem, mam takie same prawa jak każdy inny i nikomu oprócz konserwatystów pochodzenia marokańskiego nie wpada do głowy, aby mówić o osobach LGTB per „oni” i przeciwstawiać „onych” „nam” — tym „normalnym” i „zdrowym”.

Nie mamy tu: Smoleńska; kar więzienia za procedury medyczne pomagające nieszczęśliwym ludziom pragnącym dzieci i równie nieszczęśliwym ludziom tychże dzieci niepragnącym; propagowania homoseksualizmu przez konwencję przeciw przemocy; o zgrozo! nikomu nie przychodzi do głowy pomysł, aby zdelegalizować małżeństwa par homoseksualnych! Nie przychodzi dlatego, że Holandia argumenty konserwatystów, padające w Polsce AD 2012 słyszała po raz ostatni w roku 2000, kiedy partie chrześcijańskie głosowały przeciwko daniu parom jednopłciowym prawa do zawierania ślubów (surprise! konserwatyści robią coś głupiego!). W roku 2006 CDA, partia chrześcijańska, wróciła do władzy i NIE zmieniła prawa z powrotem. Jak się okazuje, po sześciu latach nawet chrześcijańscy demokraci są w stanie odnotować, że gadali potworne bzdury i straszyli niewyobrażalnymi potworami mieszkającymi pod łóżkiem, po czym ich przepowiednie jak zwykle się nie sprawdziły.

Czy Gowin, Niesiołowski i Terlikowski posiadają tyle inteligencji, aby znaleźć tłumacza z języków obcych i przez tłumacza zapytać jakiegoś deputowanego holenderskiego do Parlamentu Europejskiego, czy w Holandii już upadła instytucja małżeństwa, dzieci przestały się rodzić, a gejowskie adopcje zaowocowały natychmiastową Sodomią i Gomorią? Nie łudźcie się, nie mają. To konserwatyści — jak sama nazwa wskazuje, posiadają IQ obitej gruszki bez robaka w środku. Polska — kraj zawsze w historii pechowy — ma ich tyle, że na kilka planet by wystarczyło. Chociaż ja, jako człowiek pełen optymizmu, wciąż liczę na to, że Gowin publicznie przyzna, że te wszystkie bzdury wygłaszał nie on, lecz Hakier Antoni.

U was w Polsce to się dzieje, kurczę, ciekawie macie.

W Holandii chwilowo dosyć nudno na wszystkich frontach oprócz kryzysu finansowego. Główne informacje w De Parool dotyczą festiwalu alternatywnego Robodock (wybieram się), przyjazdu Gotye do Amsterdamu (nie wybieram się), ochłodzenia po weekendzie, a najciekawsza informacja o treści obyczajowej to ta, że nastolatki-ofiary przemocy domowej muszą czekać latami na pomoc psychologa i grup wsparcia, bo brakuje pieniędzy w budżecie Amsterdamu.

Tymczasem w gazeta.pl na froncie od razu marsz z pochodniami (jako piroman popieram wszelkie marsze z pochodniami i żałuję, że tu się nie odbywają), a w artykule nt. wyroku w sprawie TV Trwam nieomal na boku rozmowa o narkotykach i prostytucji. No proszę. To w sumie takie drobiazgi, tematy nieważne i drobiazgi, że nawet nie ma co w tytule wspominać, o ileż ważniejsza jest TV Trwam na multipleksie. (Co to jest ten multipleks i czy naprawdę większość abonentów Trwam nie poradzi sobie bez niego?)

Największe głupoty mówi pani Marzena Wróbel z Solidarnej Polski. (Nie wiedziałem, że na tej kanapie jest ktokolwiek oprócz Ziobry, ale okazuje się, że ta „partia” ma co najmniej dwoje członków!) Zgadza się z nią rzecz jasna Ryszard Czarnecki (w tym tygodniu PiS). Nie zgadza się oczywiście Iwiński z SLD, a najbliższy moim poglądom na wszystkie wymienione sprawy jest Robert Biedroń. Innymi słowy, w radio nadano program „Ranni Politycy”, w którym nie powiedziano nic nowego, nikt nikogo nie przekonał, nie nastąpiły żadne zmiany, ale przynajmniej przez godzinę czy dwie dziennikarz TOK FM zarabiał na utrzymanie rodziny i to jest plus dodatni.

*

Profesor Wojciech Cellary stwierdził niedawno, że etat jest czymś, z czym się niedługo pożegnamy już na zawsze. Profesor, rzecz jasna, pracuje na etacie jako kierownik Katedry Technologii Informacyjnych na Wydziale Informatyki i Gospodarki Elektronicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Zwraca on uwagę na pewną zmianę, jaka się dokonała w ubiegłych latach:

Dziś mamy na rynku ludzi wykształconych. 50 proc. młodych ludzi studiuje na wyższych uczelniach. Noblesse oblige – szlachectwo zobowiązuje. Młodzi ludzie z wykształceniem uniwersyteckim nie mogą się spodziewać, że ktoś się będzie nimi opiekował, jakby ich od pługa oderwali. Nierealne jest oczekiwanie, że dyrektor firmy będzie jak dobry tatuś. Że powie: „Tu masz stały etat, masz rzetelnie pracować, a ja ci będę płacić, a skąd się te pieniądze biorą, to już ty się nie martw”. […] [Absolwenci] błędnie sobie wyobrażają, że będą pełnili taką samą funkcję społeczną, jaką pełniliby w gospodarce industrialnej. Tylko wtedy było 5-10 proc. ludzi z wyższym wykształceniem, a za chwilę będzie 50 proc. Połowy pracujących nie można utrzymywać w sposób, który nie jest związany z przedsiębiorczością i użytecznością, dla samego faktu, że są wykształceni. Żadna gospodarka tego nie wytrzyma. Socjolog to brzmi dumnie – kiedyś socjologów można było policzyć na palcach jednej ręki. Ale 100 tys. socjologów? Ile każdy Polak musiałby zamawiać badań socjologicznych i płacić za nie, aby 100 tys. socjologów miało godziwe pensje?

To wszystko jest prawda. Tyle, że etaty są PO COŚ.

Narzeka się w Polsce na to, że za mało dzieci się rodzi. Jednocześnie próbuje się zakazać in vitro, odmawia się zajęcia konwencją o zwalczaniu przemocy wobec kobiet, a rynek i kapitalizm zostawia samym sobie, żeby się regulowały, bo inaczej, to będzie komuna, a komuna to zło. Czyli rząd robi to, co zwykle i czeka cierpliwie, aż przyniesie to inne efekty, niż zwykle przynosi.

Reforma emerytalna jest niezbędna i denerwują mnie protesty przeciwko niej, ponieważ nie mają żadnego sensu. Tyle, że to nie jest jedyna niezbędna reforma, którą powinien się zająć rząd. Jest też KRUS, górnicy, edukacja, medycyna, związki rejestrowane/małżeńskie, konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet… Co więcej, ostatnio nawet sam Aleksander Kwaśniewski dokonał wielkiego odkrycia, że polskie prawo karze posiadaczy narkotyków, dealerów zostawiając w spokoju i może to nie jest tak do końca samo dobro.

Ryszard Czarnecki o prostytucji ma do powiedzenia to:

Legalizacja to de facto akceptacja. Po drugie, to, że coś istnieje wiele lat, nie oznacza, że jest dobre i trzeba to legalizować.

No nie oznacza, ja też uważam, że kościół katolicki powinien zostać zdelegalizowany jako niebezpieczna sekta, a jednak nie dość, że to nie następuje, to ich symbole wiszą w Sejmie, ich rytuały chronione są prawem, etc. Tyle, że jak widać dotychczasowa taktyka walki z prostytucją nie działa. A nie działa po części dlatego, że żadnej stronie do końca nie zależy na tym, żeby prostytucję zwalczyć. Pani Marzena Wróbel wygaduje potworne głupoty, mówiąc:

Prostytucja niszczy życie społeczne i rodzinne i trzeba z nią walczyć pod względem instytucjonalnym i moralnym. Prostytucja uderza w najczulsze, najbardziej delikatne więzy międzyludzkie – oponowała Marzena Wróbel z Solidarnej Polski. – Trzeba ścigać sutenerów, pomóc tym kobietom, często zniewalanym, które, gdyby miały jakiś wybór, to w 99,9 proc. przypadków zrezygnowałyby z tej pracy – dodała.

Po pierwsze primo, to nie prostytucja niszczy życie społeczne i rodzinne, tylko osoby korzystające z usług prostytutek same niszczą swoje życie społeczne i rodzinne. Po drugie primo, w najbardziej delikatne więzy międzyludzkie uderza raczej zakaz rejestracji związków osób homoseksualnych, a nie prostytucja. A po trzecie primo, nie ignorując rzecz jasna istnienia zjawiska handlu kobietami i zniewalania, pozwolę sobie zapytać, skąd też pani Wróbel wzięła liczbę 99,9% przypadków i czy aby podpowiedział jej tą liczbę jej palec wskazujący, przebadany metodą ssania.

Pewne zjawiska generalnie rzecz biorąc występują, ponieważ jest na nie popyt oraz istnieje podaż. Do tych zjawisk należy sprzedaż, kupno i użycie narkotyków; wymiana usług seksualnych za pieniądze; wymiana usług edukacyjnych za pieniądze; etc. Uniwersytety świadczą usługę kształcenia socjologów, ponieważ istnieją chętni, aby kształcić się w tym zawodzie oraz często za to zapłacić. A jednak profesor Cellary zwraca uwagę, że nie ma na rynku zapotrzebowania na tychże socjologów, innymi słowy uniwersytety w pełni świadomie kształcą ludzi, którzy następnie NIE znajdą pracy w swoim zawodzie. Czy należy zamknąć uniwersytety? Zakazać kształcenia socjologów? Zakazać ludziom korzystania z oferowanych studiów? Zakazać płacenia? Gdzie jest rozwiązanie, pani Marzeno, czego należy zakazać, co karać i jak surowo, aby odstraszyć ludzi od niszczenia sobie życia za pomocą studiowania socjologii?

Wolny rynek nie jest czymś, co kieruje się moralnością. Sutenerzy, dealerzy narkotyków, sprzedawcy w monopolowym czy też profesorowie uniwersytetów nie wybierają swojego zawodu dlatego, że Jezus im się ukazał pewnego wieczora i rzekł, „zostań sutenerem/dealerem/kierownikiem Katedry Technologii Informacyjnych, gdyż ja Ci mówię, iż będzie to dobre”. Kobiety, owszem, często zrezygnowałyby z prostytucji gdyby miały jakiś wybór. Ale na czym tak naprawdę polega ich wybór? Nie każda może zostać posłanką Wróbel z Solidarnej Polski. Dodatkowo pewien jestem, że pani Wróbel zagłosowałaby przeciwko konwencji ds. zwalczania przemocy wobec kobiet, przeciwko obowiązkowym kwotom 50% kobiet na listach wyborczych i w radach nadzorczych, ponieważ są to wszystko rzeczy niezgodne z konserwatywnym widzeniem świata. I fakt, że kobieta w Sejmie już przez to, że nie znajduje się w kuchni jest niezgodna z konserwatywnym widzeniem świata w ogóle pani Wróbel nie daje do myślenia.

*

Z punktu widzenia wolnego rynku, a konkretnie pracodawców, pracownik idealny powinien nigdy nie chorować, nigdy nie zachodzić w ciążę, nie mieć dzieci, nie brać urlopów, odmawiać wzgardliwie przyjmowania podwyżek, spluwać z obrzydzeniem na myśl o długich weekendach i waląc pięścią domagać się wpuszczania do firmy w niedzielny wieczór, bo on nie wytrzymuje tak długo bez pracy. Wolny rynek generuje supermarkety otwarte całą dobę, w których pracownicom doradza się zakładanie pampersa, żeby nie marnowały czasu na wizyty w toalecie. Wolny rynek pozbywa się w miarę możliwości osób zatrudnionych na etacie, zamiast tego oferując umowy śmieciowe. Idealnie byłoby, gdyby dało się w ogóle nie podpisywać żadnych umów, nic nie płacić (w szczególności składek emerytalnych i zdrowotnych), ale niestety rynek nie jest jeszcze aż tak wolny, jak zdaniem liberałów powinien. Na szczęście pracujemy nad tym z wielkim zapałem.

Gdyby deklarowane ponad 90% katolików rzeczywiście kierowało się nakazami wiary, supermarkety nie byłyby otwarte w niedzielę, bo nikt by do nich nie przychodził. Pracodawcy z pełnym zrozumieniem podchodziliby do tego, że pracownice zachodzą w ciążę, rodzą dzieci, udają się na urlopy macierzyńskie, etc. Prostytucja znikłaby z uwagi na brak popytu na usługi prostytutek (nawiasem mówiąc, ciekawe, czy pani Wróbel w ogóle wie, że istnieją prostytutki płci męskiej?), podobnie z sutenerstwem, sprzedażą narkotyków, etc. Pracodawcy wciskaliby pracownikom regularne podwyżki, wysyłali ich przemocą na wakacje, w kościołach tłumy ludzi wpychały księdzu przemocą pieniądze, zaś ksiądz broniąc się nieśmiało przypominał o zaleceniach świętego Franciszka, zgodnie z którymi powinien żyć w ubóstwie. Następnie zaś zebrane pieniądze komisyjnie przekazywałby TV Trwam, która dzięki temu pławiłaby się w bogactwie i nie miała żadnych problemów z opłaceniem miejsca na multipleksie.

Niestety nie żyjemy w świecie istniejącym wyłącznie w głowie pani Wróbel. Żyjemy w świecie realnym, w którym korporacja zwalnia 5 tysięcy ludzi tak sobie, żeby prezes dostał większą premię, po czym od pozostałych domaga się pracy po godzinach, żeby wypełnili normy, niechętnych strasząc nadchodzącą kolejną turą zwolnień. W świecie, w którym prostytucja, narkomania i mobbing pracowników to zjawiska istniejące nie tylko wśród mitycznych dwóch procent ateistów. W którym już niedługo na zawsze pożegnamy się z etatami, a w następnej kolejności zapewne z systemami emerytalnymi, ubezpieczeniami medycznymi i tym podobnymi socjalistycznymi wymysłami.

Z niewiadomych przyczyn, prawica uważa, że rynek wyreguluje się sam i należy go zostawić w spokoju, natomiast zająć się należy moralnością obywateli, którzy niepoprowadzeni dłonią pani Wróbel niechybnie zapomną o najbardziej delikatnych więzach międzyludzkich, skuszeni narkomanią i prostytucją. Skąd wrażenie, że akurat prostytucja obywatela pociąga tak silnie, że nie może się jej oprzeć, a chęć zarobienia mnóstwa kasy kosztem innych — nie, tego nie wiem.

*

Tymczasem „Wprost” w najnowszym numerze rozmawia z legendami polskiego futbolu Janem Tomaszewskim i Grzegorzem Latą. Na okładce są zdjęcia byłych piłkarzy z nosami klaunów. Tytuł: „Tym błaznom już dziękujemy”.

O ileż to ważniejsze niż jakieś tam feministyczne peplanie profesory Środy:

Panowie świętują i kibicują, panie – ofiary przemocy – poczekają. Euro to nie jest dobra okazja, by podpisywać Konwencję o zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Przeciwnie. To pora na otwieranie nowych agencji towarzyskich i zatrudnianie hostess do „niestandardowych usług” na czas Euro 2012 (zob. szukam.pl).

Przemoc sremoc. Media podają konsumentom to, za co konsumenci gotowi są płacić. Konsumenci wolą płacić za błaznów z nosami klaunów wyzywających się od gówien, niż za sztukę wysokich lotów. Wolą płacić za słuchanie, jak Niesiołowski i Stankiewicz kłócą się o to, kto tu komu dowalił kamerą w jaką część ciała, niż za czytanie, jak Krytyka Polityczna w Cieszynie organizuje warsztaty dla uczniów liceum. Wolą oglądać w telewizji, lub zgoła na nowym, błyszczącym stadionie mecz, niż zajmować się jakąś tam przemocą wobec jakichś tam obcych kobiet, które same sobie winne, bo jakby siedziały w kuchni i gotowały mężowi obiad, to by ich nikt nie zatrudnił w charakterze hostess. A politycy obojga płci i wszelakiej proweniencji politycznej radośnie się dostosowują. Bo też o ile prościej (i medialniej!) jest latać z pochodniami i moralizować w TOK FM o tym, jak zła i okropna jest prostytucja, niż zajmować się w Sejmie dyskryminacją kobiet, albo starać się znaleźć rozwiązanie problemu znikających etatów. Prawda, pani Wróbel?

Podzielmy się więc odpowiedzialnie zadaniami: posłanka będzie prawić w radio morały, lokalna komórka Krytyki Politycznej — organizowała warsztaty dla młodzieży, a wolny rynek będzie się regulował. A to, że znikną nam etaty, no cóż, posłanka jakoś się wyżywi, a młodym socjologom zawsze pozostaje prostytucja.

Znowu zrobiłem ten sam błąd. Wdałem się w rozmowę z Polką o prowokowaniu za pomocą afiszowania się orientacją seksualną.

Rzecz dotyczyła tego oto niusa: (pierwsza próba organizacji gay pride na Ukrainie międzynarodowego dnia walki z homofobią w Petersburgu)

Już na początku zebrania, które odbywało się w Parku Piotrowskim, na jednego z aktywistów gejowskich napadł nieznany człowiek z pistoletem gazowym, z którego wystrzelił ofierze prosto w twarz. Napastnik został zatrzymany przez policję, a poszkodowanym zajęli się sanitariusze.

Policja zadecydowała by uczestników demonstracji wywieźć z parku autobusami. Jednak kilkudziesięciu młodych ludzi w maskach zatrzymało transport i urządziło krwawą rozprawę z gejami – informuje agencja Interfax.

Na początku nieznani sprawcy rzucili kilkadziesiąt granatów dymnych na jezdnię, co zmusiło kierowcę jednego z autobusów do zatrzymania pojazdu. Napastnicy okrążyli autokar, rzucając kamieniami i butelkami rozbili w nim szyby, a następnie przystąpili do regularnego bicia znajdujących się wewnątrz aktywistów homoseksualnych, wykrzykując przy tym – nie nadające się do powtórzenia – obraźliwe określenia. […]

Media podają, że napastnikami byli nacjonaliści, którzy polowali na gejów, a w którymś momencie – przez pomyłkę lub świadomie – „przestawili się” na imigrantów. Jedna z agencji podaje, że w strefie zamieszek znalazły się dwa autobusy z robotnikami z „południowych republik”, których nikt w tym momencie nie ochraniał. Nacjonaliści rzucili się na imigrantów, wybili szyby w autobusach i zaczęli rozprawę z robotnikami.

Dla mnie wygląda to jak bezmózgie bydło nadające się do odstrzału, ponieważ robię się nieco, powiedzmy, osądzająco-nerwowy gdy „nieznani młodzi ludzie w maskach” używają granatów dymnych, kamieni i butelek wobec oponentów dowolnej proweniencji. A JEDNAK!!! Okazuje się, że dla młodej biseksualnej Polki winni są aktywiści LGTB (tradycyjnie w polskich mediach zwani „gejami”):

Jeśli świadomie wtykasz palec między drzwi a framugę, to dlaczego chwilę później piszczysz, że cię boli?

Odpisałem:

Miłka, mówisz konkretnie o homoseksualistach, czy o imigrantach, którzy świadomie wtykają palec między drzwi, a framugę? Czy zgadzasz się też ze stwierdzeniem, że jeśli kobieta została zgwałcona, to z pewnością zachowywała się prowokacyjnie i to jej własna wina?

(Pozwalam sobie podać imię, ponieważ Miłka wpisała post na publicznej stronie Miłość Nie Wyklucza)

Miłka odpisała tak:

Ray, jeśli świadomie prowokuję, to nie mam prawa krzyczeć, że czuję się napastowana. Co – oczywiście – nie usprawiedliwia gwałtu. Jeśli idę na manifestację, to ze świadomością, że prowokuję, drażnię czyjeś wrzody. Nie mam prawa krzyczeć, że mnie rozdrażniony właściciel wrzodu popycha. Co – oczywiście – nie usprawiedliwia aktów wandalizmu i owego „polowania”. Jestem biseksualna. Nie ukrywam się z tym. Ale i nie opowiadam ze szczegółami o moim życiu seksualnym.

No więc nie.

Nie zgadzam się z właściwie niczym powyżej, z wyjątkiem obłudnego „nie usprawiedliwia gwałtu” (ale popychanie tak? a kiedy się pojawia różnica między popychaniem, gwałtem, wandalizmem i polowaniem?)

Moje życie seksualne jest moje. Opowiadam o nim niekiedy ze szczegółami, a niekiedy bez. Żadna ilość szczegółów nie usprawiedliwia przemocy. Nie mówię tu w ogóle o tym, czy sam fakt organizacji gay pride to jest „opowiadanie ze szczegółami o życiu seksualnym”. O wiele większą ilość szczegółów o życiu seksualnym moich sąsiadów poznaję, widząc, że sąsiadka jest w ciąży — ptaszek zajrzał do waginki! i nie miał na sobie gumowej kominiarki! i zwymiotował białe ptasie mleczko! i akurat waginka miała w sobie jajeczko, znaczy był ten czas miesiąca! Przysięgam, że moi sąsiedzi, czytelnicy bloga, a w szczególności rosyjscy skinheadzi z Ukrainy nie mają pojęcia, czy ja uprawiam seks z zabezpieczeniem czy bez, kiedy i z kim. Albo czy uprawia go widoczny na zdjęciu poniżej Światosław Szeremet. Myślę, że zgadniecie, który to Światosław. Zdjęcie pokazuje, jak udała się gay pride na Ukrainie.

Przyznam, że ciężko mi się powstrzymać od agresywnej reakcji na słowa Miłki. Nie trawię mianowicie ofiar usprawiedliwiających oprawców — on przecież był sprowokowany, ona była ubrana wyzywająco, nic dziwnego, że ją zgwałcił. No owszem, obrzezanie kobiet, to taka tradycja religijna, nic w tym dziwnego, trzeba zrozumieć różnicę kultur. No, słusznie go skopali, afiszował się orientacją seksualną, sam sobie winien. A tymczasem ja ufarbowałem dzisiaj irokeza na czerwono, żeby się bardziej rzucać w oczy, a parę tygodni temu Zbrojmistrz wszył mi z tyłu spodni dodatkowy suwak, który co prawda nie działa (bo spodnie są pod suwakiem zaszyte), ale sugeruje to, co sugeruje.

Po co mam czerwonego irokeza? Bo mam ochotę. Po co mam suwak z tyłu spodni? Bo mam ochotę. Po co czytuję Michaela Cunninghama? Bo mam ochotę. Po co piszę na blogu o swoim związku i, ESCANDALO, wrzucam fotki? Bo mam ochotę. Po co słucham Kylie Minogue? Bo mam ochotę. Po co trzymam Zbrojmistrza publicznie za rękę? Bo mam ochotę. Po co mam na dłoni tatuaż? Bo mam ochotę. Która z tych rzeczy usprawiedliwia ewentualne pobicie mnie? Oto zagadka dla Miłki. W tajemnicy wyznam Wam, że osobiście uważam, że żadna — i, co więcej, Holendrzy się ze mną zgadzają.

Na zdanym przeze mnie niedawno teście z języka, kultury i współżycia w Holandii padło mianowicie kilka pytań typu: Arab Ali pyta sąsiadkę Margaret o to, czemu jej córka ma taką krótką spódniczkę i czy ona nie rozumie, że prowokuje. Do wyboru były trzy odpowiedzi, w tym wybrana przeze mnie „w Holandii kobiety mogą się ubierać tak, jak chcą i jeśli ci się nie podoba, możesz patrzeć w inną stronę”. Ale pojawiła się też odpowiedź: „tak, masz rację Ali, kobiety w Holandii często ubierają się jak dziwki. Zwrócę córce uwagę”. Nie mogłem się oprzeć myśli, że w Polsce ta odpowiedź byłaby prawidłowa. Komentarze Miłki zupełnie mojego zdania nie zmieniły.

*

Musiałem poprawić notkę, ponieważ nie zwróciłem uwagi na to, że zdjęcie i tekst nie dotyczą tego samego miejsca. Tekst: Petersburg, 16 maja 2012. Zdjęcie: pobicie jednego z dwóch aktywistów, którzy nie zdążyli uciec gdy policja odwołała gay pride w Kijowie 30 minut przed rozpoczęciem.

Tutaj i tutaj więcej informacji. Moja pomyłka nie wpływa na treść całości notki, ale pozostaje pomyłką — dziękuję jh za zwrócenie uwagi.

Po lewej: świat, po prawej: Arabia Saudyjska

Po lewej: świat, po prawej: Arabia Saudyjska


Po lewej: świat, po prawej: Arabia Saudyjska


Na górze: świat, na dole: Polska (konkretnie, ZTM Warszawa)


Nowy banner zadebiutował w Międzynarodowy Dzień Walki z Homofobią (IDAHO). Dziękujemy państwu z ZTM za zwrócenie uwagi na ten problem, dotyczący głównie krajów arabskich, republik post-sowieckich, Afryki i Polski.

PS. W odróżnieniu od okładek Mariah, o których krąży plotka, że to fake’i, banner w wersji talibów z ZTM jest jak najbardziej prawdziwy.