Świat to takie śmieszne miejsce, że na ogół wydarza się tam wiele rzeczy naraz.

W jeden dzień po tym, jak polski parlament zadecydował, że nie będzie czytać bezeceństw o związkach rejestrowanych, w Szkocji ogłoszono, że w 2015 nastąpi pełna legalizacja małżeństw homoseksualnych.

Pięć dni przed tym, jak polski parlament zadecydował, że byle kto nie będzie w Polsce związków zawierać i że to parlament będzie decydować, komu wolno odwiedzać partnera w szpitalu, a komu nie, burmistrz Bostonu wysłał taki oto list do firmy Chick-Fil-A:

Zaś dzień po tym, jak polski parlament zadecydował, że taśmy PSL są o wiele ważniejsze niż prawo ludzi do decydowania o pochówku partnera, posłanka PiS, Barbara Bartuś napisała taki krótki mail:

Pozwoliłem sobie wysłać do pani posłanki maila własnego:

Szanowna Pani,

w związku z Pani mailem do Patryka zamieszczonym na blogu Trzyczęściowy Garnitur:
https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/527073_406189139426624_1123292996_n.jpg

chciałbym zadać dwa pytania:

1. Czy mogłaby Pani pokrótce wymienić kategorie obywateli, których wyjazdu z Polski nie uważałaby Pani za dużą stratę?
2. Czy Pani odpowiedź jest Pani prywatnym stanowiskiem, czy też można
ją uznać za wyrażenie zdania partii?

Z poważaniem,

Ray Grant
(od sześciu lat w Amsterdamie)

Może i Wy wyślecie maila do posłanki? Wygląda na uroczą osobę, która chętnie z nami podyskutuje. Rzecz jasna, my nie jesteśmy takim chamstwem, jak polscy parlamentarzyści, więc proszę o pisanie bardzo uprzejmie i kurtułarnie.

*

Jakiś czas temu Morrissey w wywiadzie powiedział:

Co jakiś czas widzimy ten sam scenariusz, w którym politycy widzą obywateli wyłącznie jako elektorat, a kiedy tylko zostaną już wybrani, zaczyna się wydawać, że nienawidzą ludzi.

Tak właśnie postrzegam polską politykę, w której porada posłanki dla młodego, rozgoryczonego geja brzmi „jak ci się nie podoba, to wypierdalaj”. Co Platformę obchodzą rzeczywiste problemy tysięcy ludzi? Platformę obchodzą taśmy, obchodzi ją Kościół, obchodzi ją generalnie wynik w sondażach i tyle. PiS różni się tym, że w swojej nienawiści jest szczery. Posłanka PO prawdopodobnie odpisałaby Patrykowi, że przychyla się nad jego problemami i będzie z determinacją zabiegać o jak najszybsze uchwalenie ustawy. Oczywiście byłoby to łgarstwo, ale opakowane w ładny papierek.

Politycy w polskim Sejmie w ogóle nie pamiętają, że „ciemny lud” czy „masa wyborcza” to w ogóle są istoty ludzkie. Z okien Sejmu najwyraźniej widać coś w rodzaju bulgoczącej melasy, z której co jakiś czas z pyknięciem wyłania się nowy sondaż. Melasa nie lubi homoseksualistów, lubi za to wygrywać w piłkę, tak więc damy masie Euro 2012, a nie damy ustawy o związkach. Co z tego, że na Euro 2012 zyskuje głównie UEFA i nadawcy telewizyjni, a na ustawie o związkach zyskaliby bardzo prawdziwi ludzie z bardzo prawdziwymi problemami? W Sejmie mają swoje problemy — taśmy Serafina, brak wódki w restauracji, gdzie pojechać na wakacje, a gdzie się dać wysłać w delegację. To są ważne problemy, spadek w sondażu o 2% — to jest życie w Sejmie. A jakieś tam związki, jacyś tam młodzi ludzie bez nadziei na przyszłość w kraju, w którym się nieszczęśliwie urodzili? Melasa i tyle. Niech se bulgoce, posłanka jest zajęta bronieniem moralności.

W Bostonie też się broni pewnych wartości. Podobnie w Szkocji. Szkocki kościół, rzecz jasna, wystosował oświadczenie o „szkodliwym eksperymencie społecznym”, ale w Szkocji najwyraźniej bardziej ceni się ludzi, niż kościół. W Polsce ciągle jeszcze nie. Na szczęście posłanka ma rację — zawsze możecie, kochani, wyjechać do Szkocji i z punktu widzenia posłanki Bartuś nie będzie to żadna specjalna strata.

PS. Obiecuję zostawić w spokoju już tę polską politykę. Nadzieja umiera ostatnia, moja już umarła i jak się rozłoży, to zostawię temat w spokoju.

Ye Olde Vadge aktualnie podróżuje po świecie ze Baby Brahimkiem, promując swój najnowszy album VGNA. Płyta, podobnie jak promujące ją single „Give Me All Ur Toyboys” oraz „Girls Gone Senile” zrobiła wielce widowiskową klapę, a i trasa sprzedaje się gorzej, niż miała — w Polsce bilety na trybuny są wyprzedawane przez Live Nation za pół ceny. 92-letnia gwiazda w ogóle się tym nie przejmuje i co kilka koncertów losowo pokazuje sutek, alibo też nie, co jak mniemam ma stanowić głęboki artystyczny statement a la „fakju nauczyciele”.

Chrześcijańska Unia Jedności, tym razem reprezentowana przez Krucjatę Młodych, straszy, że jeśli „pozostaniemy obojętni” (my, czyli kto?) to „sytuacja będzie wyglądała jak w USA”. Zdaniem Marcina Musiała z Krucjaty, Ye Olde Vadge swymi koncertami „promuje homoseksualizm”, podczas koncertów pali krzyże (to dla mnie nowość), skandalicznie wykorzystuje postać Maryi (Marcin zapewne nie jest świadom tego, że Madonna naprawdę ma na imię Madonna) oraz co najgorsze BEZCZEŚCI CUDOWNY MEDALIK. Do akcji przyłączył się rzecz jasna PiS, ugrupowanie skupiające świętszych od papieża, które usty posła Artura „Upadek Cywilizacji Białego Człowieka” Górskiego stwierdza, że „zgoda na koncert była dużym nietaktem” oraz zapowiada, że „wraz z innymi posłami, będę się modlił na kolanach na Mokotowie [i] w skupieniu wspominał”. Nie wiedziałem, że poseł Górski jest taki stary, swoją drogą, ale może wspomina hipnotycznie poprzednią inkarnację.

Obie te historie są na swój sposób zabawne, a na swój sposób smutne. Ye Olde Vadge, rzecz jasna, nie ma zielonego pojęcia, że kiedyś miało miejsce jakieś tam powstanie warszawskie, a nawet gdyby o tym wiedziała, w głowie by jej nie postało, że ktoś może interpretować jej koncert jako chęć obrazy powstańców. Z pewnością natomiast jest zadowolona z darmowej promocji koncertu — mieszkając w Amsterdamie kompletnie przeoczyłem datę jej występu tutaj, natomiast doskonale wiem, że w Warszawie koncert odbędzie się 1 sierpnia. PiS z przyległościami jest gotów powiedzieć cokolwiek o kimkolwiek i przyczepić się do dowolnej pachnącej patriotyzmem okazji, żeby tylko się zaprezentować jako uciśnieni patrioci-katolicy. Wyborcy PiS, osoby po 65. roku życia słuchające Radia Maryja, rzecz jasna na koncert Ye Olde Vadge się nie wybierają. Krucjata Młodych zaś wydaje mi się uprawiać trolling — ciężko mi uwierzyć, żeby ktoś poważnie uważał, że Madonna z premedytacją „bezcześci Cudowny Medalik”. Bitch, please. Madonna nie poznałaby Cudownego Medalika, gdyby się o niego potknęła i przewróciła, a opakowanie jej perfum projektował zespół grafików, którzy z pewnością nie bazowali opakowania na niszowym produkcie adresowanym do osób po 65. roku życia słuchających Radia Maryja.

Niechaj całość podsumuje ten oto poemat:

„Madonna przybędzie do Polski,
A.D. 2012 dnia sierpnia pierwszego,
zapewne pokłoni się i zaśpiewa
Niezłomnym z Powstania Warszawskiego,
bo jakże w Maryjnym czasie,
w podzięce za walkę w jej kraju, (…)
w szyderstwie by czelność miała, w życiu,
które jest sceną, obrazić Ducha Polskiego”.

WALKĘ W JEJ KRAJU. Wszystko na ten temat. A teraz sami z decydujcie. Ja 1 sierpnia spotkam się prawdopodobnie ze Zbrojmistrzem.

No proszę, ledwo Fronda o mnie napisała (podobno — nie czytałem), od razu zaatakował ich Groźny Hakier Antoni Kościuszko, dopisał Terlikowskiemu Holokaust (a przecież wszyscy wiemy, że Terlikowski w życiu by nic takiego nie napisał, to dobry człowiek, kocha wszystkich bliźnich, NAWET OHYDNE LIZBIJE MORDUJĄCE DZIECI W KOMORACH GAZOWYCH <- to dopisał Hakier Antoni). Frondzia teraz zamknięta, podczas gdy trwają poszukiwania Hakiera. Domyślam się, że znajdą się atrapy komputerów, a obok nich listy podpisane przez groźnych lewaków ukrywających się pod pseudonimami Silny Pedał i PowerGay. W ogóle, rzecz jasna, nie uważam, jakoby Terlikowski zwyczajnie przeholował i wystraszył się pozwów — przecież niepoważne byłoby zwalanie czegoś takiego na Hakiera Antoniego, prawdaż?

Swoją krótką wypowiedzią podczas sobotniej demonstracji wprowadziłem ferment w mediach lewicowych i prawicowych. Jedne i drugie zacytowały mnie niedokładnie. Nie powiedziałem, że chcę żyć jak człowiek, a muszę jak gej — powiedziałem, że w Amsterdamie jestem człowiekiem, a w Polsce — gejem.

Swoje słowa podtrzymuję i nie będę czytać tego, co na ich temat ma do powiedzenia Fronda, ponieważ zwyczajnie mnie to nie interesuje. Proszę też o niecytowanie tego w komentarzach. Zdanie Frondelków na temat tego, jak wyglądam, co robię, z kim, gdzie i po co ma na mnie dokładnie taki sam wpływ, jak mój związek ze Zbrojmistrzem na świętą instytucję małżeństwa, czyli kompletnie żaden.

Konserwatyzm jest postawą społeczną cechującą ludzi o niskiej inteligencji, niezdolnych do przyjęcia do wiadomości, że świat się zmienia. W szczególności Zaatakowany Przez Hakiera Terlikowski łączy w sobie postawę wrzeszczącego i kopiącego podłogę trzylatka leżącego na podłodze w supermarkecie z umiejętnością względnie poprawnego pisania po polsku i dostępem do internetu. Rezultaty są opłakane — podobnie, jak rezultaty reformowania KRUS przez koalicję PO-PSL oraz edukacji przez Giertycha.

Konserwatyści, jako osoby o inteligencji poniżej przeciętnej, posiadają rzadką umiejętność wrzaskliwego upierania się przy sprawach wstydliwych. Pięć lat po tym, jak cały świat zauważy, że wyszli na idiotów, konserwatyści cichcem zmieniają front i przestawiają się na kolejną przegraną sprawę. Przypomnijmy, że w Ameryce konserwatyści upierali się przy tak ważnych zdobyczach cywilizacji oraz tradycjach zesłanych przez Boga jak niewolnictwo, lincz, brak prawa głosu dla kobiet oraz brak prawa zawierania małżeństw przez osoby rasy białej i dowolnej innej. Aktualnie zajmują się zwalczaniem teorii ewolucji. Konserwatyści polscy opowiadali nam o tym, jak Unia Europejska zmusi nas do prostowania bananów oraz wytępi Polaków proszkiem zrzucanym z samolotów, aktualnie zaś zajmują się zamachem w Smoleńsku (wg ostatnich ustaleń, z Warszawy wystartowały cztery samoloty, z których dwa zostały zaatakowane przez Putina i Tuska przebranych za brzozy, a dwa są przetrzymywane w łagrach), proponowaniem kar więzienia za in vitro i zwalczaniem konwencji przeciwko przemocy wobec kobiet. W międzyczasie piszą wiersze i tworzą pomniki w kształcie samolotopolonezów.

Zmartwiło mnie bardzo, jak łatwo było mi wylądować w mediach, bo nie mam wrażenia, jakobym powiedział coś wyjątkowo dziwnego lub wywrotowego. (Tak, wiem, że czerwony irokez pomaga.) Ale ja mieszkam w mieście, w którym w wiadomościach mówi się o budżecie, oszczędnościach, kryzysie, sztuce w czasach kryzysu, o tym, czy kobiety — ofiary przestępstw otrzymują wystarczająco dużo pomocy i jak by im pomóc lepiej, o handlu ludźmi, o zmniejszeniu ilości bezrobotnych w największych miastach Holandii i darmowym internecie w Oosterpark. Jeśli wybiorę się w najbliższym czasie na jakiś protest w Amsterdamie, będzie to albo protest przeciwko zamykaniu teatru Engelenbak wskutek „oszczędności”, albo też przeciwko zamykaniu coffeeshopów. Moja fryzura, orientacja seksualna czy też wiek partnera (to też miłosiernym chrześcijanom z Frondzi przeszkadza, jak się okazuje) nikogo w Amsterdamie nie obchodzi. W Polsce jestem „tym gejem z czerwonym irokezem”. Tutaj jestem po prostu człowiekiem, mam takie same prawa jak każdy inny i nikomu oprócz konserwatystów pochodzenia marokańskiego nie wpada do głowy, aby mówić o osobach LGTB per „oni” i przeciwstawiać „onych” „nam” — tym „normalnym” i „zdrowym”.

Nie mamy tu: Smoleńska; kar więzienia za procedury medyczne pomagające nieszczęśliwym ludziom pragnącym dzieci i równie nieszczęśliwym ludziom tychże dzieci niepragnącym; propagowania homoseksualizmu przez konwencję przeciw przemocy; o zgrozo! nikomu nie przychodzi do głowy pomysł, aby zdelegalizować małżeństwa par homoseksualnych! Nie przychodzi dlatego, że Holandia argumenty konserwatystów, padające w Polsce AD 2012 słyszała po raz ostatni w roku 2000, kiedy partie chrześcijańskie głosowały przeciwko daniu parom jednopłciowym prawa do zawierania ślubów (surprise! konserwatyści robią coś głupiego!). W roku 2006 CDA, partia chrześcijańska, wróciła do władzy i NIE zmieniła prawa z powrotem. Jak się okazuje, po sześciu latach nawet chrześcijańscy demokraci są w stanie odnotować, że gadali potworne bzdury i straszyli niewyobrażalnymi potworami mieszkającymi pod łóżkiem, po czym ich przepowiednie jak zwykle się nie sprawdziły.

Czy Gowin, Niesiołowski i Terlikowski posiadają tyle inteligencji, aby znaleźć tłumacza z języków obcych i przez tłumacza zapytać jakiegoś deputowanego holenderskiego do Parlamentu Europejskiego, czy w Holandii już upadła instytucja małżeństwa, dzieci przestały się rodzić, a gejowskie adopcje zaowocowały natychmiastową Sodomią i Gomorią? Nie łudźcie się, nie mają. To konserwatyści — jak sama nazwa wskazuje, posiadają IQ obitej gruszki bez robaka w środku. Polska — kraj zawsze w historii pechowy — ma ich tyle, że na kilka planet by wystarczyło. Chociaż ja, jako człowiek pełen optymizmu, wciąż liczę na to, że Gowin publicznie przyzna, że te wszystkie bzdury wygłaszał nie on, lecz Hakier Antoni.

U was w Polsce to się dzieje, kurczę, ciekawie macie.

W Holandii chwilowo dosyć nudno na wszystkich frontach oprócz kryzysu finansowego. Główne informacje w De Parool dotyczą festiwalu alternatywnego Robodock (wybieram się), przyjazdu Gotye do Amsterdamu (nie wybieram się), ochłodzenia po weekendzie, a najciekawsza informacja o treści obyczajowej to ta, że nastolatki-ofiary przemocy domowej muszą czekać latami na pomoc psychologa i grup wsparcia, bo brakuje pieniędzy w budżecie Amsterdamu.

Tymczasem w gazeta.pl na froncie od razu marsz z pochodniami (jako piroman popieram wszelkie marsze z pochodniami i żałuję, że tu się nie odbywają), a w artykule nt. wyroku w sprawie TV Trwam nieomal na boku rozmowa o narkotykach i prostytucji. No proszę. To w sumie takie drobiazgi, tematy nieważne i drobiazgi, że nawet nie ma co w tytule wspominać, o ileż ważniejsza jest TV Trwam na multipleksie. (Co to jest ten multipleks i czy naprawdę większość abonentów Trwam nie poradzi sobie bez niego?)

Największe głupoty mówi pani Marzena Wróbel z Solidarnej Polski. (Nie wiedziałem, że na tej kanapie jest ktokolwiek oprócz Ziobry, ale okazuje się, że ta „partia” ma co najmniej dwoje członków!) Zgadza się z nią rzecz jasna Ryszard Czarnecki (w tym tygodniu PiS). Nie zgadza się oczywiście Iwiński z SLD, a najbliższy moim poglądom na wszystkie wymienione sprawy jest Robert Biedroń. Innymi słowy, w radio nadano program „Ranni Politycy”, w którym nie powiedziano nic nowego, nikt nikogo nie przekonał, nie nastąpiły żadne zmiany, ale przynajmniej przez godzinę czy dwie dziennikarz TOK FM zarabiał na utrzymanie rodziny i to jest plus dodatni.

*

Profesor Wojciech Cellary stwierdził niedawno, że etat jest czymś, z czym się niedługo pożegnamy już na zawsze. Profesor, rzecz jasna, pracuje na etacie jako kierownik Katedry Technologii Informacyjnych na Wydziale Informatyki i Gospodarki Elektronicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Zwraca on uwagę na pewną zmianę, jaka się dokonała w ubiegłych latach:

Dziś mamy na rynku ludzi wykształconych. 50 proc. młodych ludzi studiuje na wyższych uczelniach. Noblesse oblige – szlachectwo zobowiązuje. Młodzi ludzie z wykształceniem uniwersyteckim nie mogą się spodziewać, że ktoś się będzie nimi opiekował, jakby ich od pługa oderwali. Nierealne jest oczekiwanie, że dyrektor firmy będzie jak dobry tatuś. Że powie: „Tu masz stały etat, masz rzetelnie pracować, a ja ci będę płacić, a skąd się te pieniądze biorą, to już ty się nie martw”. […] [Absolwenci] błędnie sobie wyobrażają, że będą pełnili taką samą funkcję społeczną, jaką pełniliby w gospodarce industrialnej. Tylko wtedy było 5-10 proc. ludzi z wyższym wykształceniem, a za chwilę będzie 50 proc. Połowy pracujących nie można utrzymywać w sposób, który nie jest związany z przedsiębiorczością i użytecznością, dla samego faktu, że są wykształceni. Żadna gospodarka tego nie wytrzyma. Socjolog to brzmi dumnie – kiedyś socjologów można było policzyć na palcach jednej ręki. Ale 100 tys. socjologów? Ile każdy Polak musiałby zamawiać badań socjologicznych i płacić za nie, aby 100 tys. socjologów miało godziwe pensje?

To wszystko jest prawda. Tyle, że etaty są PO COŚ.

Narzeka się w Polsce na to, że za mało dzieci się rodzi. Jednocześnie próbuje się zakazać in vitro, odmawia się zajęcia konwencją o zwalczaniu przemocy wobec kobiet, a rynek i kapitalizm zostawia samym sobie, żeby się regulowały, bo inaczej, to będzie komuna, a komuna to zło. Czyli rząd robi to, co zwykle i czeka cierpliwie, aż przyniesie to inne efekty, niż zwykle przynosi.

Reforma emerytalna jest niezbędna i denerwują mnie protesty przeciwko niej, ponieważ nie mają żadnego sensu. Tyle, że to nie jest jedyna niezbędna reforma, którą powinien się zająć rząd. Jest też KRUS, górnicy, edukacja, medycyna, związki rejestrowane/małżeńskie, konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet… Co więcej, ostatnio nawet sam Aleksander Kwaśniewski dokonał wielkiego odkrycia, że polskie prawo karze posiadaczy narkotyków, dealerów zostawiając w spokoju i może to nie jest tak do końca samo dobro.

Ryszard Czarnecki o prostytucji ma do powiedzenia to:

Legalizacja to de facto akceptacja. Po drugie, to, że coś istnieje wiele lat, nie oznacza, że jest dobre i trzeba to legalizować.

No nie oznacza, ja też uważam, że kościół katolicki powinien zostać zdelegalizowany jako niebezpieczna sekta, a jednak nie dość, że to nie następuje, to ich symbole wiszą w Sejmie, ich rytuały chronione są prawem, etc. Tyle, że jak widać dotychczasowa taktyka walki z prostytucją nie działa. A nie działa po części dlatego, że żadnej stronie do końca nie zależy na tym, żeby prostytucję zwalczyć. Pani Marzena Wróbel wygaduje potworne głupoty, mówiąc:

Prostytucja niszczy życie społeczne i rodzinne i trzeba z nią walczyć pod względem instytucjonalnym i moralnym. Prostytucja uderza w najczulsze, najbardziej delikatne więzy międzyludzkie – oponowała Marzena Wróbel z Solidarnej Polski. – Trzeba ścigać sutenerów, pomóc tym kobietom, często zniewalanym, które, gdyby miały jakiś wybór, to w 99,9 proc. przypadków zrezygnowałyby z tej pracy – dodała.

Po pierwsze primo, to nie prostytucja niszczy życie społeczne i rodzinne, tylko osoby korzystające z usług prostytutek same niszczą swoje życie społeczne i rodzinne. Po drugie primo, w najbardziej delikatne więzy międzyludzkie uderza raczej zakaz rejestracji związków osób homoseksualnych, a nie prostytucja. A po trzecie primo, nie ignorując rzecz jasna istnienia zjawiska handlu kobietami i zniewalania, pozwolę sobie zapytać, skąd też pani Wróbel wzięła liczbę 99,9% przypadków i czy aby podpowiedział jej tą liczbę jej palec wskazujący, przebadany metodą ssania.

Pewne zjawiska generalnie rzecz biorąc występują, ponieważ jest na nie popyt oraz istnieje podaż. Do tych zjawisk należy sprzedaż, kupno i użycie narkotyków; wymiana usług seksualnych za pieniądze; wymiana usług edukacyjnych za pieniądze; etc. Uniwersytety świadczą usługę kształcenia socjologów, ponieważ istnieją chętni, aby kształcić się w tym zawodzie oraz często za to zapłacić. A jednak profesor Cellary zwraca uwagę, że nie ma na rynku zapotrzebowania na tychże socjologów, innymi słowy uniwersytety w pełni świadomie kształcą ludzi, którzy następnie NIE znajdą pracy w swoim zawodzie. Czy należy zamknąć uniwersytety? Zakazać kształcenia socjologów? Zakazać ludziom korzystania z oferowanych studiów? Zakazać płacenia? Gdzie jest rozwiązanie, pani Marzeno, czego należy zakazać, co karać i jak surowo, aby odstraszyć ludzi od niszczenia sobie życia za pomocą studiowania socjologii?

Wolny rynek nie jest czymś, co kieruje się moralnością. Sutenerzy, dealerzy narkotyków, sprzedawcy w monopolowym czy też profesorowie uniwersytetów nie wybierają swojego zawodu dlatego, że Jezus im się ukazał pewnego wieczora i rzekł, „zostań sutenerem/dealerem/kierownikiem Katedry Technologii Informacyjnych, gdyż ja Ci mówię, iż będzie to dobre”. Kobiety, owszem, często zrezygnowałyby z prostytucji gdyby miały jakiś wybór. Ale na czym tak naprawdę polega ich wybór? Nie każda może zostać posłanką Wróbel z Solidarnej Polski. Dodatkowo pewien jestem, że pani Wróbel zagłosowałaby przeciwko konwencji ds. zwalczania przemocy wobec kobiet, przeciwko obowiązkowym kwotom 50% kobiet na listach wyborczych i w radach nadzorczych, ponieważ są to wszystko rzeczy niezgodne z konserwatywnym widzeniem świata. I fakt, że kobieta w Sejmie już przez to, że nie znajduje się w kuchni jest niezgodna z konserwatywnym widzeniem świata w ogóle pani Wróbel nie daje do myślenia.

*

Z punktu widzenia wolnego rynku, a konkretnie pracodawców, pracownik idealny powinien nigdy nie chorować, nigdy nie zachodzić w ciążę, nie mieć dzieci, nie brać urlopów, odmawiać wzgardliwie przyjmowania podwyżek, spluwać z obrzydzeniem na myśl o długich weekendach i waląc pięścią domagać się wpuszczania do firmy w niedzielny wieczór, bo on nie wytrzymuje tak długo bez pracy. Wolny rynek generuje supermarkety otwarte całą dobę, w których pracownicom doradza się zakładanie pampersa, żeby nie marnowały czasu na wizyty w toalecie. Wolny rynek pozbywa się w miarę możliwości osób zatrudnionych na etacie, zamiast tego oferując umowy śmieciowe. Idealnie byłoby, gdyby dało się w ogóle nie podpisywać żadnych umów, nic nie płacić (w szczególności składek emerytalnych i zdrowotnych), ale niestety rynek nie jest jeszcze aż tak wolny, jak zdaniem liberałów powinien. Na szczęście pracujemy nad tym z wielkim zapałem.

Gdyby deklarowane ponad 90% katolików rzeczywiście kierowało się nakazami wiary, supermarkety nie byłyby otwarte w niedzielę, bo nikt by do nich nie przychodził. Pracodawcy z pełnym zrozumieniem podchodziliby do tego, że pracownice zachodzą w ciążę, rodzą dzieci, udają się na urlopy macierzyńskie, etc. Prostytucja znikłaby z uwagi na brak popytu na usługi prostytutek (nawiasem mówiąc, ciekawe, czy pani Wróbel w ogóle wie, że istnieją prostytutki płci męskiej?), podobnie z sutenerstwem, sprzedażą narkotyków, etc. Pracodawcy wciskaliby pracownikom regularne podwyżki, wysyłali ich przemocą na wakacje, w kościołach tłumy ludzi wpychały księdzu przemocą pieniądze, zaś ksiądz broniąc się nieśmiało przypominał o zaleceniach świętego Franciszka, zgodnie z którymi powinien żyć w ubóstwie. Następnie zaś zebrane pieniądze komisyjnie przekazywałby TV Trwam, która dzięki temu pławiłaby się w bogactwie i nie miała żadnych problemów z opłaceniem miejsca na multipleksie.

Niestety nie żyjemy w świecie istniejącym wyłącznie w głowie pani Wróbel. Żyjemy w świecie realnym, w którym korporacja zwalnia 5 tysięcy ludzi tak sobie, żeby prezes dostał większą premię, po czym od pozostałych domaga się pracy po godzinach, żeby wypełnili normy, niechętnych strasząc nadchodzącą kolejną turą zwolnień. W świecie, w którym prostytucja, narkomania i mobbing pracowników to zjawiska istniejące nie tylko wśród mitycznych dwóch procent ateistów. W którym już niedługo na zawsze pożegnamy się z etatami, a w następnej kolejności zapewne z systemami emerytalnymi, ubezpieczeniami medycznymi i tym podobnymi socjalistycznymi wymysłami.

Z niewiadomych przyczyn, prawica uważa, że rynek wyreguluje się sam i należy go zostawić w spokoju, natomiast zająć się należy moralnością obywateli, którzy niepoprowadzeni dłonią pani Wróbel niechybnie zapomną o najbardziej delikatnych więzach międzyludzkich, skuszeni narkomanią i prostytucją. Skąd wrażenie, że akurat prostytucja obywatela pociąga tak silnie, że nie może się jej oprzeć, a chęć zarobienia mnóstwa kasy kosztem innych — nie, tego nie wiem.

*

Tymczasem „Wprost” w najnowszym numerze rozmawia z legendami polskiego futbolu Janem Tomaszewskim i Grzegorzem Latą. Na okładce są zdjęcia byłych piłkarzy z nosami klaunów. Tytuł: „Tym błaznom już dziękujemy”.

O ileż to ważniejsze niż jakieś tam feministyczne peplanie profesory Środy:

Panowie świętują i kibicują, panie – ofiary przemocy – poczekają. Euro to nie jest dobra okazja, by podpisywać Konwencję o zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Przeciwnie. To pora na otwieranie nowych agencji towarzyskich i zatrudnianie hostess do „niestandardowych usług” na czas Euro 2012 (zob. szukam.pl).

Przemoc sremoc. Media podają konsumentom to, za co konsumenci gotowi są płacić. Konsumenci wolą płacić za błaznów z nosami klaunów wyzywających się od gówien, niż za sztukę wysokich lotów. Wolą płacić za słuchanie, jak Niesiołowski i Stankiewicz kłócą się o to, kto tu komu dowalił kamerą w jaką część ciała, niż za czytanie, jak Krytyka Polityczna w Cieszynie organizuje warsztaty dla uczniów liceum. Wolą oglądać w telewizji, lub zgoła na nowym, błyszczącym stadionie mecz, niż zajmować się jakąś tam przemocą wobec jakichś tam obcych kobiet, które same sobie winne, bo jakby siedziały w kuchni i gotowały mężowi obiad, to by ich nikt nie zatrudnił w charakterze hostess. A politycy obojga płci i wszelakiej proweniencji politycznej radośnie się dostosowują. Bo też o ile prościej (i medialniej!) jest latać z pochodniami i moralizować w TOK FM o tym, jak zła i okropna jest prostytucja, niż zajmować się w Sejmie dyskryminacją kobiet, albo starać się znaleźć rozwiązanie problemu znikających etatów. Prawda, pani Wróbel?

Podzielmy się więc odpowiedzialnie zadaniami: posłanka będzie prawić w radio morały, lokalna komórka Krytyki Politycznej — organizowała warsztaty dla młodzieży, a wolny rynek będzie się regulował. A to, że znikną nam etaty, no cóż, posłanka jakoś się wyżywi, a młodym socjologom zawsze pozostaje prostytucja.