Przyglądam się z daleka zarówno Polsce, jak i Ameryce. Sposobowi, w jaki demokracja zamienia się w reżimiki – z zachowaniem skali, oczywiście, Stabilny Geniusz z Działającym Dużym Guziczkiem jest w stanie wyprodukować reżimik o wiele boleśniejszy dla świata, niż Kaczkodan. W jaki ludzie poddają się władcy – dla profitów, ze strachu, po prostu po to, żeby nadal mieć pracę. Jest to w połowie żałosne, w połowie fascynujące. Powinno stanowić lekcję dla młodszego pokolenia – tak właśnie ewoluował komunizm, który zaczął się od idei dobrej zmiany.

Przeczytałem kiedyś od deski do deski dzienniki Rakowskiego i jest to lektura, którą poleciłbym każdemu, kto odkrył kilka lat temu, że jednak był w opozycji i teraz zwalcza komunę. Łatwo się ją zwalcza 29 lat po jej zakończeniu. Najdzielniejsi są PZPR-owscy prokuratorzy, którzy skazywali prawdziwych opozycjonistów, ale na mniej lat więzienia, niż by mogli („a mógł zabić!!!”) oraz patriotyczni męszczyźni, którzy mają piękne bluzy, a kiedy upadał komunizm jeszcze się nie urodzili. Ci, którzy byli tak ważni, że nawet PRL nie odważył się internować, tak niezwykle ważna była ich ważność. Ci, którym nie spadł włos z głowy, plujący na tych, którzy spędzili lata w więzieniu (ale komfortowym, wyposażonym w maszyny do pisania, z pewnością na kolację co dnia jedli kawior, a zapijali szampanem – i to wszystko w przewidywaniu, że gdy komunizm upadnie będą zakładać gazety mające na celu zwalczanie PiS).

Czytaj dalej

Poniższy wpis stanowi rozwinięcie i część drugą notki „A w ch*j z wami”.

Generalnie mansplaining oznacza zupełnie coś innego niż to, o czym będę pisać. Jestem tego świadom. Tym razem jednak – jako prawdziwy męszczyzna (copyright: Młodzież Wszechpolska) – spróbuję coś wytłumaczyć mężczyznom. Nadzieja jest matką głupich, ale liczę, że nie zostanę oskarżony o bycie zdziwaczałą feministką-lesbijką, co nie goli pach. (Chociaż istotnie nie golę.)

#NieWszyscyMężczyźni (#NotAllMen)

Podpowiedź dla Farhada: uważają. I mają rację.

Czytaj dalej

Oczywiście, że prowokuję, ale – jak się mawiało w przedszkolu – sami się zaczęliście.

Wczoraj dopuszczono do przejścia przez Warszawę tzw. Marszu Niepodległości. Dzisiaj piszą o tym światowe media. Guardian, New York Times, The Independent, etc. nie wdają się w subtelności matematyczne i wyliczenia, czy wśród tych 60 tysięcy było dużo Zwykłych Patriotycznych Rodzin Z Dziećmi, czy też niedużo. Ze świata widać tyle, że przez miasto przeszło 60 tysięcy nacjonalistów, chwaląc się znakami: „Czysta Polska, biała Polska”, „Biała Europa braterskich narodów” i „Módlmy się o islamski Holokaust”. Każda Zwykła Patriotyczna Rodzina, która wybrała się na ten marsz, powiększyła liczebność grupy neonazistów, którzy z dumą (oraz z racami) paradują po Warszawie. Nie uwierzę w rodzinę tak ślepą i głuchą, żeby nie zdawała sobie z tego sprawy po poprzednich marszach. „Cała Polska śpiewa z nami wyp*** z uchodźcami”, „Nie czerwona, nie tęczowa, ale Polska narodowa” – takie hasła promowaliście, Zwykłe Patriotyczne Rodziny. Gratuluję i mam nadzieję, że podobał Wam się smród rac.

Czytaj dalej

Do napisania tego zainspirował mnie rzecz jasna Patriota Mariusz powyżej.

Wierzę w moc symboli, ale po obejrzeniu przykładu powyżej zrozumiałem, że są pewne ograniczenia. Symbol nie wisi sobie w próżni. Jest definiowany przez sposób użycia, ale też przez użytkowników. Na przykład symbol Polski Walczącej jest w tej chwili w świadomości wielu ludzi (chociażby mojej, pomimo szczerych prób) definiowany przez panana zdjęciu. Młody powstaniec w za dużym hełmie – przez dresiarzy, których spotkałem w swoim salonie tatuażu. Krzyż – jako symbol politycznej opresji i nienawiści sianej przez, bądź co bądź, Polaków – symbol walenia po głowie tych, którym ów krzyż nie pasuje. Tylko dlatego, że można. Do tego symbol w Polsce służy. Gdzie indziej jakoś nie, co pokazuje siłę redefinicji. Kiedyś na widok kolegi Francuza, któremu krzyżyk wychynął spod koszuli natychmiast się wystraszyłem i zacząłem snuć rozważania, co też on sobie o mnie myśli. Francuz powiedział, że jest to jego prywatny symbol, niemający wpływu na nikogo innego, nigdy nie przyszłoby mu do głowy nikogo nawracać, lub traktować gorzej. W Polsce się z tym nie zetknąłem, co nie znaczy, że taka postawa nie istnieje.

Czytaj dalej