Łiiiiii! Z tej okazji specjalna notka z cyklu „Z życia heteroseksualistów”, dedykowana zwłaszcza dawnym fanom tego bloga.

Gazeta ciumka nowy temat z okazji premiery filmu „Plan B”. Powiedziałem nowy? Hahaha, LOL żarcik! Jest to temat znany i lubiany (tzn. zależy przez kogo) – jakie straszne są te trzydziestoletnie singielki.

Nad swym losem użala się pan Tomasz Kozłowski:

Byłem ostatnio na krótkich wakacjach ze znajomymi. Wśród nich pojawiły się dwie nowe osoby: 30-letnie singielki. I wreszcie zrozumiałem, dlaczego mężczyźni boją się podejmować wyzwanie bycia z nimi!

JEZUJEZUNIECZYT!!! Pan Tomasz przerywa milczenie, czas na poznanie okrutnej prawdy o przerażających singielkach!

Obie niezwykle atrakcyjne, zadbane, wysportowane. Z rozmów z nimi wywnioskowałem, że mają czas na to, żeby o siebie dbać – chodzą na zajęcia z prywatnymi trenerami, dodatkowo biegają na jogę i basen. Gdy potrzeba, idą do fryzjera, regularnie chodzą do kosmetyczki. Kupują dobre, markowe kosmetyki, podczas wyjazdu były zawsze starannie i dyskretnie umalowane. To duży kontrast z moją żoną i siostrami, które mają po dwoje dzieci każda i czasu dla siebie mają podobnie niewiele: 10 minut rano, godzinę wieczorem, trzy godziny w weekend. Taka sytuacja, jak większą część doby jest się na usługach dzieci.

Kto by pomyślał, że posiadanie dzieci powoduje konieczność spędzania z dziećmi większej ilości czasu niż nieposiadanie dzieci!!! Ale na (nie)szczęście panuje równouprawnienie i pan Tomasz też ma niewiele czasu, żeby się dyskretnie umalować i pójść na jogę. Jednak już zaraz dowiemy się, że pan Tomasz zamiast się malować i jogobellać woli inne zabawy…

Czytaj dalej

Z Onetu:

W Norwegii wybuchł spory skandal po prezentacji oficjalnych strojów olimpijskich. Na swetrach przygotowanych dla tamtejszych sportowców znalazł się symbol używany w Norwegii przez środowiska neonazistowskie.

Mowa o runie przypominającej strzałkę skierowaną do góry. Jest to symbol nordyckiego boga Tyra, który „zawłaszczyli” sobie norwescy neonaziści. Firma produkująca swetry nie kryje jednak zdziwienia takim skojarzeniem. Według jej przedstawicieli symbol miał być odwołaniem do historii Norwegii, a ściśle do epoki Wikingów. W tamtych czasach kontrowersyjny dziś symbol oznaczał odwagę i zwycięstwo.

– Neonaziści zwykle maszerują z norweską flagą w dłoniach. Czy to oznacza, że mamy przestać jej używać? – retorycznie pyta przedstawicielka odpowiedzialnego za sweter koncernu Hilde Midthjell.

Również nie kryję zdziwienia takim skojarzeniem, więc dopytałem czytelników mojego Bunia. Po pierwsze primo, sprawa jest z października, ale właśnie połapał się New York Times, za nim jak mniemam Onet. Po drugie primo, ważniejszą częścią okazuje się wykrój – cytat za Agnieszką Wanag:

Po drugie, ten symbol używają naziści w Norwegii tak, jak ONR falangę w Polsce. Po trzecie, artykuł dotyczył tego, że gazetka, która zawiera wykroje (wzory?) na swetry wycofała przepis na ten sweter po tym, jak wcześniej w jednym z większych miast w Norwegii (Kristiansand) i przez szwedzki Goteborg przeszedł pochód neonazistów wymachujący tymi symbolami. Projektant swetra twierdzi, ze w ogóle nawet nie pomyślał o nazistach, tylko o nazwie ekipy sportowców – „Attacking Vikings”.

Czytaj dalej

Przyglądam się z daleka zarówno Polsce, jak i Ameryce. Sposobowi, w jaki demokracja zamienia się w reżimiki – z zachowaniem skali, oczywiście, Stabilny Geniusz z Działającym Dużym Guziczkiem jest w stanie wyprodukować reżimik o wiele boleśniejszy dla świata, niż Kaczkodan. W jaki ludzie poddają się władcy – dla profitów, ze strachu, po prostu po to, żeby nadal mieć pracę. Jest to w połowie żałosne, w połowie fascynujące. Powinno stanowić lekcję dla młodszego pokolenia – tak właśnie ewoluował komunizm, który zaczął się od idei dobrej zmiany.

Przeczytałem kiedyś od deski do deski dzienniki Rakowskiego i jest to lektura, którą poleciłbym każdemu, kto odkrył kilka lat temu, że jednak był w opozycji i teraz zwalcza komunę. Łatwo się ją zwalcza 29 lat po jej zakończeniu. Najdzielniejsi są PZPR-owscy prokuratorzy, którzy skazywali prawdziwych opozycjonistów, ale na mniej lat więzienia, niż by mogli („a mógł zabić!!!”) oraz patriotyczni męszczyźni, którzy mają piękne bluzy, a kiedy upadał komunizm jeszcze się nie urodzili. Ci, którzy byli tak ważni, że nawet PRL nie odważył się internować, tak niezwykle ważna była ich ważność. Ci, którym nie spadł włos z głowy, plujący na tych, którzy spędzili lata w więzieniu (ale komfortowym, wyposażonym w maszyny do pisania, z pewnością na kolację co dnia jedli kawior, a zapijali szampanem – i to wszystko w przewidywaniu, że gdy komunizm upadnie będą zakładać gazety mające na celu zwalczanie PiS).

Czytaj dalej

Poniższy wpis stanowi rozwinięcie i część drugą notki „A w ch*j z wami”.

Generalnie mansplaining oznacza zupełnie coś innego niż to, o czym będę pisać. Jestem tego świadom. Tym razem jednak – jako prawdziwy męszczyzna (copyright: Młodzież Wszechpolska) – spróbuję coś wytłumaczyć mężczyznom. Nadzieja jest matką głupich, ale liczę, że nie zostanę oskarżony o bycie zdziwaczałą feministką-lesbijką, co nie goli pach. (Chociaż istotnie nie golę.)

#NieWszyscyMężczyźni (#NotAllMen)

Podpowiedź dla Farhada: uważają. I mają rację.

Czytaj dalej