W Polityce online pojawił się zestaw 9 slajdów pt. „9 błędów, których nie popełniają ludzie bogaci”. Po pierwsze, nie idźcie tą drogą, niepodpisany stażysto i psie Guciu. Ostatnia rzecz, jaką chcę oglądać na polityka.pl są slajdy. Po drugie, #jezujezunieczyt.

Przyjrzyjmy się błędom, których nie popełniają ludzie bogaci.

Bogaci ludzie nie zapominają o inwestowaniu w siebie. Rozumieją, jak ważne są: podnoszenie swoich kwalifikacji i zdobywanie certyfikatów. Są w stanie poświęcić swój czas na edukację dla przyszłych korzyści finansowych.

Żeby inwestować w siebie, trzeba mieć coś do inwestowania. Jeśli założymy, że przeciwieństwem bogatego człowieka jest człowiek niebogaty, powiedzmy – średniak, mediana zarobków w roku 2015 wynosiła 3291,56 zł brutto, co przekłada się na 2359 zł netto. Dominanta, czyli najczęstsza pensja to 2469 zł brutto, czyli poniżej 1800 netto. Z tych pieniędzy trzeba się utrzymać, kupić ubrania, być może wynająć mieszkanie lub pokój, czasami wybrać się do lekarza nierefundowanego przez NFZ. Stażysta beztrosko pisze, że bogaci są w stanie „poświęcić swój czas”. To nie czas jest tu największym ograniczeniem, chociaż średnia ilość czasu spędzanego przez Polaka w pracy to 40-42.5 godziny tygodniowo. Trudno mi sobie wyobrazić osoby, inwestujące w siebie czas i pieniądze zarobione na pełnym etacie z nadgodzinami i zaoszczędzone z 1800 zł netto. Być może dotyczy to wyłącznie osób mieszkających nadal z rodzicami.

Czytaj dalej

Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie… nie, nie weszka. Myśl o napisaniu poradnika o randkowaniu po 30 wraz z jedną taką heteroseksualistką. Problem leży głównie w tym, że moje ostatnie doświadczenia randkowe z Polski pochodzą z roku 2006, a sądząc po tym, co czytam i słyszę, Holandia i Polska nie są do siebie ani trochę pod tym względem podobne.

Z drugiej strony jednakowoż – dziś powitał mnie artykuł o tym, co arcybiskup sądzi o rozwodach. Oczywiście arcybiskupi są w tym temacie wielkimi autorytetami, ponieważ mają za sobą wiele związków, małżeństw i rozwodów. Któż mógłby wiedzieć więcej o małżeństwie niż (teoretycznie) żyjący w celibacie pan w sukience? Abp Jędrzejewski ma do powiedzenia na przykład to:

Czytaj dalej

Kiedy przyglądam się objawom chorobowym PiS, robi mi się naraz smutno, głupio i frustrująco.

Stała narracja brzmiąca mniej więcej tak: „Wszystko jest winą PO, w szczególności Tuska, który zasłużył na karę śmierci, oraz Schetyny wynoszącego brudy na zewnątrz” jest po pierwsze potwornie głupia, po drugie zaś wskazuje, że PiS ma w dupie wszystko, co nie daje mu plusów w sondażach. Tak samo, jak holenderski Geert Wilders, PiS zidentyfikowało wroga (PO, w szczególności Tusk, oraz „drugi sort Polaków” i „elementy animalne”, co w sumie oznacza to samo; KOD, czyli komunistów, Targowicę, etc.) Teraz we wroga wali, nie zwracając kompletnie uwagi na to, jakie są rezultaty. A rezolucja Parlamentu Europejskiego to dopiero początek owych rezultatów.

Czytaj dalej

Mam w draftach bardzo długą notkę o patriotyzmie, która właśnie mi się zdezaktualizowała i mogę ją pisać od początku.

Myślę, że nie ma potrzeby streszczać wydarzeń w Brukseli. W Amsterdamie kręci się mnóstwo policjantów, przechodząc przez Centralny naliczyłem dziesięcioro. Nie wyglądają na zestresowanych, nie zatrzymują każdej nie-białej osoby z torbą, nie mają psów do wywąchiwania bomb. Myślę, że akurat dzisiaj Amsterdam jest w miarę bezpieczny. Ale mogę się mylić i o to właśnie chodzi. Wsiadając do tramwaju przepuściłem Araba (Turka, Marokańczyka, Surinamczyka, etc.), za mną wsiadł kolejny. Tramwaj dojechał na dworzec bez przygód, ale wczoraj nie zwróciłbym w ogóle uwagi, kto oprócz mnie wsiada do pojazdu, o ile nie byłby to narąbany turysta z krajów pierwszego sortu.

Doktor habilitowany nauk ekonomicznych, p. Krzysztof Rybiński napisał dla portalu wpolityce.pl (nie linkuję, jak chcecie, to guglajcie) tekst pod następującym tytułem:

Oto do czego prowadzi makrelizacja Europy. Z każdym zamachem, gwałtem, napaścią dokonanym przez arabów, Europa będzie się radykalizować

Po dłuższym zastanawianiu się nad makrelizacją zostałem oświecony, iż chodzi o Angelę Merkel. Doceniam elegancję pisania „arabów” z małej litery oraz zakładania, że każdy „arab” jest taki sam. Pod pojęciem „araba” rozumiemy, rzecz jasna, każdą osobę koloru beżowego, a nie konie arabskie, którym PiS robi krzywdę zapewne przez skojarzenie.

Czytaj dalej