Pytanie z tytułu, zapewne inaczej sformułowane zadała mi znajoma osoba. (Zapewne, albowiem gdyż jestem człowiekiem leniwym i nie chce mi się tego sprawdzać. Tego terapia nie leczy.) Za zezwoleniem postanowiłem zrobić z tego notkę, zakres tematów, na które jeszcze nie pisałem wydaje mi się nader ograniczony, tego chyba ostatnio nie było. Zwracam uwagę, że piszę wyłącznie o własnych doświadczeniach i nie można ich rozciągać na inne osoby, w tym Ciebie, drogi/a czytelniku/czytelniczko.

Skupiam się tu wyłącznie na pierwszym terapeucie. Powody są następujące: 1) był najlepszy (był, bo został life coachem i do tej pory nie mogę tego przeboleć); 2) na różnych rodzajach terapii z różnych powodów bywam od 10 lat i nie mam kolejnych 10 lat na napisanie notki. Poza tym tego pierwszego potrzebowałem najbardziej, a potem zajęliśmy się głównie terapią zorientowaną na akceptację ChAD.

Czytaj dalej

Zetknąłem się ostatnio z osobą, która jest w związku z człowiekiem stosującym gaslighting, czyli przemoc emocjonalną. Uprawiano na mnie tę technikę wielokrotnie, w dzieciństwie, w związkach romantycznych, w pracy.

Grupowa burza mózgów doprowadziła nas do pewnego zestawienia. Jeśli frazy poniżej wydają Ci się znajome… to niedobrze.

*

On: Zobaczymy się pojutrze.
Ja: Powiedziałeś, że dzisiaj przyjdziesz.
On: Niczego takiego nie mówiłem.

(To prawda, powiedział, że dzisiaj przyjedzie. Nazywam to techniką na prawnika.)

Czytaj dalej

Generalnie od jakiegoś czasu bardzo dobrze radzę sobie z akceptacją swojej sytuacji zdrowotnej. It’s not right, but it’s OK – oto moje motto. Pamiętam o tym, że mimo wszystko jestem szczęściarzem; cenię dobre rzeczy, które mam i które mi się przytrafiają. Aż przychodzi okres, kiedy nie pamiętam i co teras, lewagu?

W chwili, kiedy zacząłem pisać, panowała u nas Pride. Od zeszłego roku trwa dziewięć dni, co mi ogromnie utrudnia zapamiętanie, co i kiedy ma się dziać. Ktoś wspomina o weekendzie Pride, ja – „myślałem, że to za tydzień”, po czym okazuje się, że to był pierwszy weekend Pride, a potem będzie drugi. Trzy dni temu skończył się ten drugi. Przez tydzień co dnia otrzymywałem zaproszenia na różnego rodzaju imprezy. Najpierw Pride Walk, potem impreza plażowa, Pride On The Beach. Śpiewał tam Pete Statham, dla którego piszę i produkuję muzykę; autor zdjęcia w bannerze, Rene Zuiderveld, miał otwarcie wystawy; wybierała się grupa znajomych i przyjaciół, których naprawdę lubię. Ale – pomijając fobię społeczną – moje plecy są z imprezą plażową niekompatybilne. Nie mogę siedzieć na stołku barowym, nie mogę siedzieć na piasku i nie mogę stać przez dłuższy czas. Owszem, mógłbym leżeć na ręczniku, ale nie na tym polegają imprezy plażowe – być może uznanoby, że jestem dziełem sztuki, lub uskuteczniam jakiś jednoosobowy protest. Nie pomógłby nawet leżak, bo potrzebuję podparcia dołu pleców, leżaki mają dla mnie nieodpowiedni kształt. Musiałbym zawieźć ze sobą fotel. Ta myśl pozostała w głowie, odmówiła odejścia, a potem zastąpiła wszystkie inne.

Czytaj dalej