Czyli lekach na choroby umysłu.

Aby uzasadnić cięcia brytyjskich rent eks-rząd Camerona malował brytyjskim podatnikom obraz, zgodnie z którym osoby chore umysłowo w rzeczywistości są leniwymi, otyłymi słoniami, przemieszczającymi się wyłącznie między toaletą, kuchnią i kanapą, na której oglądają reality szoły o Mojej Wrednej Szesnastoletniej Narzeczonej W Ciąży. Nie mam źródła, bo słuchałem tego od rozzłoszczonej przyjaciółki, ale w telewizji (którą rzeczywiście oglądała) wygłaszano w tym czasie androny o tym, że gdy my, prawdziwi Brytyjczycy, udajemy się do pracy, oni, wysysacze socjalu mają zasłonięte zasłony, czyli śpią, czyli pasożytują NA NAS.

Czytaj dalej

Postanowiłem trzymać się z daleka od polityki, terroryzmu, ekonomii (zacząłem czytać bardzo ciekawą książkę Yanisa Varoufakisa o powstaniu Unii i euro, ale przerwałem) i skupić się na swoim zdrowiu, które jak zwykle podupada. W szybkim tempie schodzę z jednego z moich leków, ponieważ ujawnił się efekt uboczny, którego nie jestem gotów zaakceptować – wyobraźcie sobie, że np. jedziecie autobusem, albo jesteście w kinie, albo próbujecie zasnąć i przez CAŁY czas kompulsywnie ruszacie prawym ramieniem – w związku z czym w mózgu panowało ostatnio skrzyżowanie kampanii wyborczej Frumpa (o, przepraszam, miało nie być polityki…) z wesołym miasteczkiem. Co do kuźni, spędziłem w niej w zeszły poniedziałek całe 45 minut, trzy razy rozpalałem ogień, popsułem dwa listki, po czym plecy zaczęły mnie boleć tak, jak przed masażami i rozciąganiami u fizjoterapeuty. W związku z czym 27 lipca wybieram się znów do ortopedy, a ponieważ 1 sierpnia Casper The Friendly Kowal rusza na wakacje, nie będę miał okazji stanąć przy palenisku przez ponad miesiąc. Jest mi z tym faktem bardzo źle, tak więc pocieszam się lekturą, zdezaktywowawszy wpierw Facebooka, gdzie mam zdecydowanie zbyt wiele polityki, terroryzmu, ekonomii oraz kowali bez bólu pleców chwalących się nowymi pracami.

Trochę dziwnie jest być rencistą wśród osób posiadających pracę. „Jak spędziłeś dzień?” „Siedziałem nad projektem do 21, na lunch zjadłem spleśniały batonik Mars, który znalazłem w biurku i idę właśnie spać.” Ahem. Dobranoc. To może nie przyznam się, że spędziłem dzień na czytaniu zabawnych książek, słuchaniu muzyki, poszedłem na siłownię, zjadłem co nieco, dużo czasu poświęciłem leżeniu nago na kanapie i piciu wody z cytryną (w Amsterdamie zaczęło się lato, potrwa do czwartku)… i czytałem. No dobrze, umyłem łazienkę, ale wyłącznie z poczucia winy, bo ileż można się głupio śmiać, zwłaszcza nago.

Czytaj dalej

Spoiler alert: jest tak sobie.

We wrześniu 2015 – jeśli dobrze pamiętam, dawno to było – uszkodziłem sobie plecy. Wraz z czterema gościami podnieśliśmy ciężki mebel z IKEA, po czym pan obok mnie upuścił swój róg, a ciężar pociągnął mnie w dół. Zrobiło mi się ciepło i wiedziałem, że będzie bolało. Miałem rację. Następnego dnia ból był trudny do zniesienia. Dwa razy miałem naderwany mięsień w plecach i mijało po tygodniu, więc uznałem, że nie ma się co przejmować. Gdy po dwóch tygodniach ból nie znikał, wybrałem się do internisty, który zdiagnozował naderwanie mięśnia, zgodnie z moimi przewidywaniami, i zapisał mi Tramadol (w Polsce chyba Tramal), środek przeciwbólowy na bazie morfiny. Po czterech tygodniach ból nadal się utrzymywał, więc dostałem więcej Tramadolu.

Czytaj dalej