Część 1część 2część 3

Czwartek

Znajduję się w jakimś budynku pełnym młodzieży. Nie wydaje mi się być szkołą, koloniami, hotelem… jakiś dziwny szpital? Czym by budynek nie był, potrzebuję toalety. Jest ich dookoła mnóstwo, wszystkie zajęte przez młodych ludzi – ku swojemu szokowi nagle zdaję sobie sprawę, że i ja jestem nastolatkiem. Ale nie mogę użyć toalety, na której ktoś spożywa deser, plotkuje z kolegami i koleżankami, lub po prostu spogląda na mnie przyjaźnie, zapraszając spojrzeniem, bym dołączył.

Wydostaję się z budynku i z narastającą desperacją chodzę dookoła, ale jak na złość wszędzie są przechodnie – młode pary, wyprowadzacze psów (szczęśliwe psy…!), starsze panie. Wszędzie latarnie i kamery. Pobliski park jest niezwykle aktywny, mimo, iż jest środek nocy. W końcu nie mam już siły, podlewam najbliższe drzewo, po czym zauważam ze zdziwieniem, że nie odczułem żadnej ulgi. Gdy budzę się chwilę potem jestem bardzo szczęśliwy, że nie odczułem ulgi, bo oznaczałoby to konieczność zmiany pościeli.

Czytaj dalej

Generalnie od jakiegoś czasu bardzo dobrze radzę sobie z akceptacją swojej sytuacji zdrowotnej. It’s not right, but it’s OK – oto moje motto. Pamiętam o tym, że mimo wszystko jestem szczęściarzem; cenię dobre rzeczy, które mam i które mi się przytrafiają. Aż przychodzi okres, kiedy nie pamiętam i co teras, lewagu?

W chwili, kiedy zacząłem pisać, panowała u nas Pride. Od zeszłego roku trwa dziewięć dni, co mi ogromnie utrudnia zapamiętanie, co i kiedy ma się dziać. Ktoś wspomina o weekendzie Pride, ja – „myślałem, że to za tydzień”, po czym okazuje się, że to był pierwszy weekend Pride, a potem będzie drugi. Trzy dni temu skończył się ten drugi. Przez tydzień co dnia otrzymywałem zaproszenia na różnego rodzaju imprezy. Najpierw Pride Walk, potem impreza plażowa, Pride On The Beach. Śpiewał tam Pete Statham, dla którego piszę i produkuję muzykę; autor zdjęcia w bannerze, Rene Zuiderveld, miał otwarcie wystawy; wybierała się grupa znajomych i przyjaciół, których naprawdę lubię. Ale – pomijając fobię społeczną – moje plecy są z imprezą plażową niekompatybilne. Nie mogę siedzieć na stołku barowym, nie mogę siedzieć na piasku i nie mogę stać przez dłuższy czas. Owszem, mógłbym leżeć na ręczniku, ale nie na tym polegają imprezy plażowe – być może uznanoby, że jestem dziełem sztuki, lub uskuteczniam jakiś jednoosobowy protest. Nie pomógłby nawet leżak, bo potrzebuję podparcia dołu pleców, leżaki mają dla mnie nieodpowiedni kształt. Musiałbym zawieźć ze sobą fotel. Ta myśl pozostała w głowie, odmówiła odejścia, a potem zastąpiła wszystkie inne.

Czytaj dalej