Osoby, które uważają, że Boże Narodzenie to Cud, nad którym pochylamy się z Miłością, jednocząc się przy Stole Rodzinnym celem celebracji Dzieciątka Jezus proszone są o zamknięcie tej strony.

A poza tym triggerów jest tyle, że gdybym je liczył na palcach, musiałbym użyć dłoni, stóp i poprosić kogoś o pożyczenie protezy. Więc osoby, które triggeruje aktualny, ahem, okres kalendarzowy RÓWNIEŻ są proszone o zamknięcie tej strony.

Czytaj dalej

Z uwagi na profil mojego bloga – tzn. część, bo ten bałagan nie posiada profilu – dostaję wiele wiadomości od osób cierpiących na różne choroby umysłowe.

Kiedy mówię „wiele”, naprawdę mam to na myśli. Najczęściej jest to depresja i dwubiegunówka, ale trafiają się schorzenia, o których nigdy w życiu nie słyszałem. Często są to – jesteście – ludzie zdesperowani, dla których stanowię, powiedzmy, przedostatnią deskę ratunku. To znaczy chcę wierzyć, że nie ostatnią. Ponieważ nie jestem w stanie Wam/im pomóc.

Nie jestem ekspertem. Nie jestem lekarzem. Nie posiadam wiedzy, której nie zebrałem już w „Dwubiegunówce dla początkujących”. Nie mam żadnego wykształcenia. Przeczytałem bardzo dużo książek o bipolarze i mam, rzecz jasna, własne doświadczenia, ale siłą rzeczy są one ograniczone. Nie mam pojęcia chociażby o tym, jak wygląda system medyczny w Polsce. Tutaj na pierwsze spotkanie z lekarzem czekałem aż sześć tygodni, a potem w kryzysach mogłem się widywać z panią psychiatrką na przykład codziennie. Wszystkie leki opłaca mi ubezpieczenie. (Firma nawiasem mówiąc musi przeklinać dzień, kiedy się do nich przepisałem. W poprzedniej otwarto szampana.)

Czytaj dalej

W dzisiejszym odcinku triggery – akapit kursywą – po kliknięciu „czytaj dalej”. Ale po akapicie jest znowu fajnie.

Moja lekarka potwierdziła profesjonalnie, że nie mam manii. To tak dla osób, które czytając poprzedni post uśmiechały się ze współczuciem i zrozumieniem. W byciu wściekle szczęśliwym chodzi właśnie o to, żeby nie mieć (hipo)manii, ale zachowywać się, jakbym miał. Snuć plany bez zainteresowania rzeczywistością. Co z tego, że nie stać nas na wycieczkę na Islandię? Kiedyś nas będzie stać, może za miesiąc, a może za osiem lat. A Islandia ciągle tam będzie, chyba, że Trump czy inny Kim wciśnie guziczek, ale wtedy nasze problemy skończą się bezpowrotnie i też w sumie będzie spoko.

Ciekaw byłem, jak będzie mi iść spełnianie postanowienia, kiedy nadejdzie depresja. No i wczoraj nadeszła. Wykopano mi spod nóg stołek, pętla się zacisnęła i poczułem się zagubiony, odrzucony, pusty, zdradzony – przez samego siebie bardziej, niż innych. Zwątpienie zostało utrwalone przez myśli, które depresja tak lubi serwować: jesteś oszustem, symulantem, wymyślasz sobie to wszystko, szukasz atencji (czemu ta myśl pojawia się, kiedy jestem sam?) i tak dalej. No i myśli samobójcze SPRÓBOWAŁY się pojawić. Niewiele im z tego wyszło.

Czytaj dalej