W dzisiejszym odcinku triggery – akapit kursywą – po kliknięciu „czytaj dalej”. Ale po akapicie jest znowu fajnie.

Moja lekarka potwierdziła profesjonalnie, że nie mam manii. To tak dla osób, które czytając poprzedni post uśmiechały się ze współczuciem i zrozumieniem. W byciu wściekle szczęśliwym chodzi właśnie o to, żeby nie mieć (hipo)manii, ale zachowywać się, jakbym miał. Snuć plany bez zainteresowania rzeczywistością. Co z tego, że nie stać nas na wycieczkę na Islandię? Kiedyś nas będzie stać, może za miesiąc, a może za osiem lat. A Islandia ciągle tam będzie, chyba, że Trump czy inny Kim wciśnie guziczek, ale wtedy nasze problemy skończą się bezpowrotnie i też w sumie będzie spoko.

Ciekaw byłem, jak będzie mi iść spełnianie postanowienia, kiedy nadejdzie depresja. No i wczoraj nadeszła. Wykopano mi spod nóg stołek, pętla się zacisnęła i poczułem się zagubiony, odrzucony, pusty, zdradzony – przez samego siebie bardziej, niż innych. Zwątpienie zostało utrwalone przez myśli, które depresja tak lubi serwować: jesteś oszustem, symulantem, wymyślasz sobie to wszystko, szukasz atencji (czemu ta myśl pojawia się, kiedy jestem sam?) i tak dalej. No i myśli samobójcze SPRÓBOWAŁY się pojawić. Niewiele im z tego wyszło.

Czytaj dalej

Zdjęcie powyżej: 2016 vs 2007.

Całość wzięła się oczywiście z tego, że Wentworth Miller napisał gorzki post na Facebooku:

Dzisiaj odkryłem, że stałem się tematem internetowego memu. Nie pierwszy raz.

Ten jest jednak inny niż pozostałe.

W 2010, w przerwie od aktorstwa, nie pokazywałem się w mediach z różnych powodów.

Przede wszystkim, miałem myśli samobójcze.

[…]

Pełen wstydu i bólu, uważałem się za niepełnowartościowego człowieka. I głosy w mojej głowie pchały mnie na ścieżkę do autodestrukcji. Nie po raz pierwszy.

Walczę z depresją od dzieciństwa. To bitwa, która kosztuje mnie czas, szanse, związki i tysiąc bezsennych nocy.

W 2010, w najgorszym okresie mojego dorosłego życia, wszędzie szukałem ulgi/komfortu/rozproszenia. Wybrałem jedzenie. To mogło być cokolwiek. Narkotyki. Alkohol. Seks. Ale jedzenie stało się tą jedną rzeczą, której mogłem oczekiwać. Liczyć, że pomoże mi przetrwać. W pewnych okresach najważniejszymi chwilami w moim tygodniu były ulubione posiłki i nowy odcinek „Top Chef”. Czasami wystarczało. Musiało.

I utyłem. Wielki jebany deal. Pewnego dnia, na wycieczce po Los Angeles z przyjacielem, trafiliśmy na kamerzystów kręcących reality show. Nie wiedziałem o tym, że wokół kręcą się paparazzi. Zrobili mi zdjęcie, fotografie umieszczano obok zdjęć zrobionych w innym okresie mojej kariery. „Od przystojniaka do grubasa”, „Z mięśni w tłuszcz”. Itd.

[…]

Teraz, kiedy widzę to zdjęcie w czerwonym t-shircie, rzadki uśmiech na twarzy, przypomina mi się moja batalia. Moja wytrzymałość i wytrwałość w obliczu różnych rodzajów demonów. Niektórych wewnątrz. Niektórych na zewnątrz. (oryg. „within”/”without”.)

[…]

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem ten mem w mediach społecznościowych, muszę przyznać, oddychanie bolało. Ale jak ze wszystkim w życiu mogę przypisać temu znaczenie. A znaczenie, które przypisuję temu/mojemu zdjęciu to Siła. Zdrowienie. Wybaczenie.

Pełen post tutaj. A mem poniżej.

Czytaj dalej