Oczywiście zdaję sobie sprawę, że część czytelników w tym momencie zechce powiedzieć: nie, najgorsze jest bycie afrykańskim dzieckiem, które umiera z głodu. Owszem, my depresanci zdajemy sobie sprawę z tego, że obiektywnie rzecz biorąc można sobie wyobrazić wiele rzeczy o wiele gorszych, niż depresja. Większość z nas ma gdzie mieszkać, większość ma co jeść, większość ma ubezpieczenie medyczne. Ta wiedza szalenie przydaje się demonowi, który mieszka w naszej głowie nie płacąc czynszu, plecie sobie z niej bicz o nazwie „kto ci dał prawo użalać się nad sobą” i leje nas po wrażliwych częściach ciała.

Marian Keyes, bogata i popularna (słusznie) pisarka, która sprzedaje miliony książek na całym świecie, napisała na swoim blogu:

To jak być zatrutym, czułam się, jakby mój mózg wypluwał z siebie straszne, czarne, toksyczne chemikalia, które zatruwały wszystkie pozytywne myśli. Dobrze zdaję sobie sprawę, że moje życie jest godne pozazdroszczenia i z pewnością są tacy, którzy myślą „dlaczego, do cholery, ona ma mieć depresję?” Ale to, przez co cierpiałam nie dało się zmienić przez nowe podejście.

Dla mnie osobiście najgorsze w depresji jest to, że pożera filary, na których opiera się moja dusza. W stabilnym, „normalnym” stanie jestem pewien różnych rzeczy. Zbrojmistrz mnie kocha. Ja jego też. Uwielbiam muzykę. Piszę kolejną książkę. Dzisiaj wybieram się na meeting. Moja rodzina mnie kocha. Uczę się kowalstwa, co mnie uszczęśliwia. Rzeczy tak oczywiste, że nie ma co o nich myśleć, po prostu są i już.

Czytaj dalej