Przerwa techniczna w zasadzie trwa nadal, ale dzisiaj rano mnie ogromnie uszczęśliwiono i muszę się podzielić.

Gdy byłem dzieckiem, mama wpajała we mnie twardo zasadę: siedź grzecznie w kątku, znajdą cię i pochwalą. No to siedziałem. Pierwszy raz odnotowałem ze zdziwieniem, że muszę chyba źle siedzieć – bo nie ośmieliłbym się poddać słów rodzicielki w wątpliwość – gdy tą metodą straciłem szansę na plakat Majki Jeżowskiej. Od tego czasu minęły trzy dekady, a ja nadal się uczę, często na błędach. Najchętniej na cudzych. Jednak uwagi poniżej to samo gęste, zastosujcie się do wszystkich i $ukce$ jest gwarantowany!

 

Guru

Cały ten wpis wziął się stąd, że pewien guru marketingu zamieścił na swojej stronie ofertę: zasubskrybuj njusleter, a dana Ci będzie darmowa książka pod tytułem Pitu-Pitu 101. Zasubskrybowałem, bo książka mnie zaciekawiła. Przeczytałem w ciągu dwóch godzin, bo była krótka. Następnie wydałem własny piniondz, niewielki, na nabycie wersji pełnej na Amazągu. Po czym otrzymałem od guru pierwszego maila, gdzie zachęcał do dołączenia do swojego kursu online.

Czytaj dalej

Pewnego dnia (nie ostatnio, ostatnio czekamy na zoloft) po jakichś 12 godzinach pisania przerywanego posiłkami i wizytami w wucecie odnotowałem, że Jos coś do mnie mówi. Wzniosłem nieprzytomne oczy znad infekcji Sigurda i poprosiłem, by Jos powtórzył.

– Powinieneś czasem odpocząć – rzekł zatroskany małżonek. – Zrobić coś dla siebie.

Przyjrzałem mu się nieco dziwnie. – Właśnie robię coś dla siebie – wskazałem. Zaniechał uwag i słusznie, bo jego sposób na wypoczynek polega na pracy nad innym haftem niż poprzednio. Kiedy czegoś nie tworzy, ogląda na YouTube filmy z serii „jak to się robi”, potem przechodzi do Tumblra, gdzie ma trochę pornografii (owszem), trochę sztuki, trochę architektury, dużo inspiracji, a na koniec siada do czytania i pochłania książki w zadziwiających ilościach. Mało znam osób, które czytają więcej niż ja, Jos jest jedną z nich. Kupujemy mu omnibusy fantasy, w tej chwili czyta 12 tomów Dresden Files. Wystarczy mu na tydzień, może dwa – jeśli w pracy będzie zajęty.

Piszę fikcję historyczną i urban fantasy, bo mam dosyć świata w roku 2018, miejsca, w którym mieszkam, wiadomości w prasie – nawet jeśli nie zaglądam, Twitter zawiadamia mnie o wszystkim. (Przyznam, że aktualnie śledzę historię Omarosy, jest to świetna zabawa, jeśli jej „taśmy” w końcu obalą Trumpa, będę zachwycony. Załóżmy, że to się nazywa odpoczynkiem.) Kiedy mogę piszę, kiedy nie mogę – nie piszę, ale leżenie plackiem i czekanie na noc, kiedy będę mógł pójść spać jest zadziwiająco męczące. Najlepiej pisze mi się po północy, kiedy leżę już w łóżku i czekam na miłościwy sen. Wtedy rozwiązują mi się supły w wątkach, pojawiają świetne dialogi i tak dalej. To się nazywa, że wypoczywam…

Czytaj dalej

Część pierwsza tutaj. Od jej publikacji trzy dni temu FB stracił na wartości (giełdowej) kolejne 25 miliardów dolarów.

‚Brokeback Mountain’ nie obejrzałem, bo szczerze mówiąc było bardzo nudne, ale czytałem, że pada tam fraza ‚I wish I could quit you’ and get help with discreetinvestigations. To doznanie w przypadku Buka towarzyszy mi od bardzo dawna. Znajoma, R. (która przy okazji zademonstrowała niechcący, że nie śledzi wieści na temat portalu) zasugerowała, że podążam ślepo za tłumem. Troszkę tak, bo to była ostatnia kropla i wcale nie tylko dla mnie.

Różne zachowania Bunia wydawały mi się creepy od bardzo dawna. Słynny numer z próbami wpływania na emocje. Fake news. Wyrzucanie mi ‚wspomnień’, które wtedy były miłe, a teraz są traumatyczne. Z drugiej strony tworzenie banieczki sugerującej, że wszyscy ludzie myślą to samo co ja. To ostatnie mi odpowiada (jak zapewne większości), ale stoi w pewnej sprzeczności z myślą, że Buk prezentuje świat rzeczywisty. Palec drgnął mi w kierunku „skasuj konto” gdy przeczytałem, że firma testuje automatyczne rozpoznawanie twarzy na zdjęciach. Na wszystkich zdjęciach, zrobionych kiedykolwiek przez kogokolwiek. Z różnych powodów ludzie robią mi zdjęcia bez pytania, nie wiem, kim są ci ludzie, jak na tych zdjęciach wyglądam. Od lat nie imprezuję, ale kiedyś to robiłem i wcale nie chcę oglądać zrobionych mi przez obcych ludzi zdjęć. Owszem, Bunio planował pytać, czy chcesz się zatagować. Jeśli istnieją memiczne zdjęcia mojej gęby w momencie, kiedy jestem narąbany w pytkę, NIE CHCĘ ich oglądać. Nawet przez ćwierć sekundy celem odmówienia otagowania.

Czytaj dalej

Przez dwa dni Facebook stracił 10% swojej giełdowej wartości. Zuckerberg zaoszczędził 40 milionów dolarów na wyprzedaniu dużej ilości akcji tuż przed informacjami o Cambridge Analytica. W ostatnich dniach zniknął, zajmuje się lajkowaniem ładnych obrazków (tak, jak ja! czy to znaczy, że kreuję trądy?) i właściwie niczym ponad to. A w mediach papierowych, elektronicznych i społecznościowych trwa nawalanka.

Uczucie, które mi towarzyszyło w ostatnich latach korzystania z Buka to coś w rodzaju nerwowej niepewności – po angielsku anxiety, a po polsku ciągle nie wiem. Oglądanie, jak znajomym osobom blokuje się konta za nieużywanie nazwiska z dowodu. Buk podtykający mi do zaznajomienia osoby rzeczywiście bardzo mi dobrze w realu znane, Na przykład facetów, z którymi spotkałem się dwa razy w sytuacjach niewymagających używania intelektu, eks-szefową, eksów w ogóle. Po likwidacji poprzedniego konta założyłem nowe, bardzo małe. Głównie miało służyć funpagowaniu i członkowstwu w jednej grupie. Nie wrzuciłem do feeda ani jednego konterfektu własnej twarzy, ale w tej grupie (zamkniętej) pojawiło się kilka moich zdjęć. Po czym kiedy postanowiłem zmienić zdjęcie pieska w profilówce Bunio zasugerował mi… te właśnie zdjęcia. Zgorzałem nad jeziorem i ruszyłem je kasować. Nie dotarłem jednak daleko. Nie znajdowały się ani w żadnym albumie, ani wśród zdjęć nieposortowanych. Drogą riserczu odkryłem, że musiałbym w grupie odnaleźć posty, do których załączyłem zdjęcia i pokasować te posty. Kilka nawet znalazłem, pozostałych nie. Zdjęcia pokazują się nadal.

W tym momencie moja nerwowa niepewność zamieniła się w silną niechęć i uczucie posiadania wścibskiego sąsiada przyklejonego do dziurki od klucza.

Czytaj dalej