Od jakiegoś czasu coraz trudniej jest mi wyjść z domu. Amsterdam jest bardzo zaludnionym miastem, a ja coraz gorzej reaguję na ludzi. Pod nami, na pierwszym piętrze, mieszka para małżeńska z dwójką dzieci. Kłócą się nieregularnie. Niedawno doszli do wrzasków „ja cię zabiję”. Po naszej interwencji, a potem telefonie na policję, ograniczyli się do „jak chcesz się ze mną rozwieść, droga wolna”. Rodzice ci wychowują dwóch chłopców, jakoś tak chyba 5 i 6 lat (nie rozróżniam wieku dzieci, dorosłych też nie, chłopcy na pewno są mali i tyle wiem na pewno).

Na parterze znajduje się bar. Na ogół niepopularny, od kiedy obok otworzył się drugi bar. Po prawej zaś stronie znajduje się hotel. Wszystkie budynki są stare i mają cienkie ściany. Palacze hotelowi wychodzą na tyły, a barowi – do przodu, przed budynek.

Aby wybrać się gdziekolwiek do miasta, nawet do parku, najpierw muszę udać się na prom. Od kilku miesięcy prom kursuje cały dzień co 7.5 minuty, bo kiedy kursował co 15 minut był zapchany nawet w środku dnia. Zatrudniono też ludzi „kierujących ruchem”, bo osoby czekające na prom dostawały małpiego rozumu w przekonaniu, że transport oddali się jeszcze zanim wysiadający go opuszczą. Dzięki regulacji ruchu nie muszę już złośliwie wjeżdżać w pchających się na mnie ludzi – a mania ta czepia się wszystkich, dzieci, staruszek, turystów i lokalsów. Ale wjeżdżania zaoszczędza mi też fobia społeczna, dzięki której coraz rzadziej w ogóle do promu docieram.

Czytaj dalej

Informacja o tym, że posiadam siostrę bliźniaczkę zaskoczyła zarówno rodzinę, jak i przyjaciół. W szczególności zadziwiła ich informacja o tym, że siostra jest ode mnie o sześć lat młodsza, mieszka w Stanach, poznaliśmy się online osiem miesięcy temu i dopiero kilka tygodni temu spotkaliśmy się w świecie trójwymiarowym. Zaskoczenie jest dla mnie zrozumiałe, ponieważ Anna i ja również do tej pory nie możemy wyjść ze zdumienia tym, że oboje istniejemy jednocześnie, co potwierdzają zdjęcia i zeznania świadków.

Poznaliśmy się w Buniowej grupie fanów i fanek Jenny Lawson. Zaczęło się niewinnie – od odkrycia, że oboje jesteśmy piromanami. W tym czasie ciągle jeszcze próbowałem kuźni, Anna zarówno wtedy, jak i teraz zajmowała się pracą nad biżuterią. Jak wiadomo nadałem imię swemu kowadłu, Anna – swojemu palnikowi acetylenowemu. Zaczęliśmy wymieniać się zdjęciami różnych rzeczy, które albo podpaliliśmy osobiście, albo tylko oglądaliśmy. Przy okazji jednak poznaliśmy się nieco dogłębniej i im dłużej rozmawialiśmy, tym bardziej było oczywiste nasze pokrewieństwo.

Czytaj dalej

Część 1część 2część 3

Czwartek

Znajduję się w jakimś budynku pełnym młodzieży. Nie wydaje mi się być szkołą, koloniami, hotelem… jakiś dziwny szpital? Czym by budynek nie był, potrzebuję toalety. Jest ich dookoła mnóstwo, wszystkie zajęte przez młodych ludzi – ku swojemu szokowi nagle zdaję sobie sprawę, że i ja jestem nastolatkiem. Ale nie mogę użyć toalety, na której ktoś spożywa deser, plotkuje z kolegami i koleżankami, lub po prostu spogląda na mnie przyjaźnie, zapraszając spojrzeniem, bym dołączył.

Wydostaję się z budynku i z narastającą desperacją chodzę dookoła, ale jak na złość wszędzie są przechodnie – młode pary, wyprowadzacze psów (szczęśliwe psy…!), starsze panie. Wszędzie latarnie i kamery. Pobliski park jest niezwykle aktywny, mimo, iż jest środek nocy. W końcu nie mam już siły, podlewam najbliższe drzewo, po czym zauważam ze zdziwieniem, że nie odczułem żadnej ulgi. Gdy budzę się chwilę potem jestem bardzo szczęśliwy, że nie odczułem ulgi, bo oznaczałoby to konieczność zmiany pościeli.

Czytaj dalej