Kiedyś czytałem o kryzysie wieku średniego. Nie do końca wiem, kiedy właściwie zaczyna się wiek średni. Puszczając oczko mówiłem, że mam swój zaplanowany – motocykl, u boku obowiązkowy dwudziestolatek z sianem w głowie, siłownia, botoks (OK, żartuję), koszulki ze sklepu Cool Cat, którego klientela według szefa marketingu ma 16-24 lata. Miałem wtedy trzydzieści lat. Nie przyszło mi do głowy, że wiek średni jest czymś, co rzeczywiście może mi się pewnego dnia przytrafić.

Na samym środku brody pyszni się siwy włos. Próbowałem go wyrwać, ale trzyma się, drań, boli. Oprócz tego siwieję na skroniach. Gdybym usiłował wyglądać „normalnie”, zapewne efekt byłby dość elegancki. Nie próbuję, golę boki głowy i udaję, że siwizna znika. Ubieram się tak samo, jak dziesięć lat temu – dżinsy, ramoneska, t-shirt. Kiedy po roku treningów na siłowni miałem po raz pierwszy w życiu wyraźnie zarysowane mięśnie kupowałem koszulki w rozmiarze M, żeby je podkreślić. Teraz kupuję XL i chowam się w nich. Czasami z motywami kowalskimi, czasami z jednym z tych sklepów internetowych, gdzie produkt dostępny jest tylko przez jeden dzień. Kiedy coś, co noszę okazuje się nagle modne, czuję się osaczony – tak, jak kilka lat temu, gdy arafatki nagle były in i publicznie oskarżono mnie o ubieranie się modnie. Proszę zostawić moje ciuchy w spokoju. Potrzeba bycia widzianym i podziwianym znikła. Zapewne poszła tam, gdzie moja chęć do imprezowania.

Czytaj dalej

Najnowszy singiel Pet Shop Boys, „The Pop Kids” to jedna wielka nostalgiczna podróż do przeszłości dla czterdziestolatków.

Kiedy skończyłem trzydzieści lat, mój kolega doradził mi „cokolwiek będziesz teraz robić, NIE słuchaj „Being Boring”. Oczywiście nie posłuchałem i zdołowałem się okropnie, bo „Being Boring” to zupełnie inna piosenka gdy mamy lat 24 i 30. „The Pop Kids”, mimo dance’owej produkcji jest drugą częścią „Being Boring”.

Remember those days, the early nineties
We both applied for places at the same university
Ended up in London where we needed to be
To follow our obsession with the music scene

(Wspomnę tylko mimochodem, że Neil NIE był na uniwersytecie we wczesnych latach 90.)

Czytaj dalej

Czyli: death and marriage, death and marriage, go together like the whores and carriage.

*

Zawsze, gdy lecę samolotem, przypomina mi się, że największe prawdopodobieństwo śmierci jest podczas startu i lądowania. Rozsądniejsza część umysłu podpowiada, że po pierwsze primo nie wiem nawet, czy to prawda, a po drugie primo większe jest prawdopodobieństwo zginięcia pod kołami czarnej wołgi, niż podczas lotu samolotem. Tak się jednak składa, że katastrofy lotnicze są szeroko relacjonowane, a śmierci pod kołami nie, więc.

Czytaj dalej

Witamy państwa w naszym stałym cyklu „Notatki z podróży”, dzisiaj będzie negatywnie i dołująco, zniechęcamy serdecznie do lektury.

*

W autobusie, którym jedziemy, wyświetlają się na zmianę trzy reklamy.

Pierwsza zachęca do przysyłania zdjęć z sylwestrowej zabawy. Otagujcie zdjęcia #sylwesterwawa i pokażcie nam swoje kreacje, zachęca reklama życzliwie. Jest szósty stycznia.

– Zapewne dostali zniżkę na dwa tygodnie zamiast jednego – tłumaczę Zbrojmistrzowi.

Czytaj dalej