Oczywiście, że prowokuję, ale – jak się mawiało w przedszkolu – sami się zaczęliście.

Wczoraj dopuszczono do przejścia przez Warszawę tzw. Marszu Niepodległości. Dzisiaj piszą o tym światowe media. Guardian, New York Times, The Independent, etc. nie wdają się w subtelności matematyczne i wyliczenia, czy wśród tych 60 tysięcy było dużo Zwykłych Patriotycznych Rodzin Z Dziećmi, czy też niedużo. Ze świata widać tyle, że przez miasto przeszło 60 tysięcy nacjonalistów, chwaląc się znakami: „Czysta Polska, biała Polska”, „Biała Europa braterskich narodów” i „Módlmy się o islamski Holokaust”. Każda Zwykła Patriotyczna Rodzina, która wybrała się na ten marsz, powiększyła liczebność grupy neonazistów, którzy z dumą (oraz z racami) paradują po Warszawie. Nie uwierzę w rodzinę tak ślepą i głuchą, żeby nie zdawała sobie z tego sprawy po poprzednich marszach. „Cała Polska śpiewa z nami wyp*** z uchodźcami”, „Nie czerwona, nie tęczowa, ale Polska narodowa” – takie hasła promowaliście, Zwykłe Patriotyczne Rodziny. Gratuluję i mam nadzieję, że podobał Wam się smród rac.

Czytaj dalej

Za pomocą gugla sprawdziłem, albowiem gdyż moja pamięć twierdzi, że to wszystko spisałem. Wygląda jednakowoż na to, iż jest to wredne łgarstwo. Pamięć (gdzie ona?) funkcjonuje tak, że jeśli coś komuś powiedziałem po polsku, to albo 1) zapominam i powtarzam (czasem kilka razy), albo 2) to znaczy, że wszyscy Polacy na świecie już o tym wiedzą i nie muszę nikomu nic mówić.

Tak więc przeczytałem sobie (TRIGGER) artykuł o ubieganiu się o rentę w ZUS – bardzo ładny, zwłaszcza „Depresja? Niektórzy mają gorzej. Na przykład nie żyją” oraz „Na pierwszym badaniu po amputacji lekarze stwierdzili komisyjnie, że nie mam nogi”. Przybliżę teraz część drugą swojego życia z UWV, czyli tutejszym ZUS. Część pierwsza tutaj.

Cytat z innej notki:

Rezultatem mieszkania w Polsce przez 29 lat było moje zachowanie, kiedy występowałem o rentę inwalidzką. Ściągałem z Polski wszystkie możliwe papiery, moja mama załatwiała tłumacza przysięgłego, na rozmowie z lekarką urzędu pracy trzęsły mi się ręce jeszcze bardziej niż zwykle, kiedy całą tę makulaturę rozkładałem na stole. Lekarka spytała w końcu Zbrojmistrza podejrzliwie:
— Czemu on jest taki nerwowy?
— A, bo on jest z Polski, tam jest inaczej — objaśnił Zbrojmistrz, któremu wcześniej opowiedziałem, jak wygląda występowanie w Polsce o różne dokumenty.

Reszty chyba jeszcze nie było.

Czytaj dalej

Zgadało się wśród starych znajomych w temacie: co by się musiało wydarzyć w Polsce, żebyś wyjechał(a).

W 2006 roku w Polsce premierem był Jarosław Kaczyński (kiedy już mu się znudziło udawanie, że premierem jest MaxiKaz). Ministrem edukacji był Giertych. Resztę składu tej bandy sobie daruję, zwłaszcza, że duża część właśnie wróciła na stanowiska. W Trójce słuchałem audycji, do której dzwonili słuchacze narzekać na homoterror i że nie można pedała pobić na ulicy, bo się odpowiada jak za człowieka. Moja ciotka… na ten temat już pisałem dużo i rozwlekle, w skrócie nie widziałem jej już jakoś tak od roku, bo nie życzyła sobie w domu Szacownego (wtedy)Małżonka.

Miałem za sobą różne doświadczenia homofobii okazywanej fizycznie. Kilka lat wcześniej otrzymałem o pierwszej w nocy SMSa od ukochanej osoby „nie denerwuj się, ale pobito mnie na ulicy”. Jak się okazało, kiedy romantycznie szliśmy przez puste miasto trzymając się za ręce, za nami szła banda dresów, jako mężczyźni odważni zaczekali, aż się rozdzielimy, po czym z uwagi na moje oddalenie się autobusem zaatakowali drugiego z nas. Mniejszy, chudszy, świetna ofiara. Zaczął krzyczeć, ktoś podbiegł, dresy uciekły. Miał „szczęście”.

Czytaj dalej

Za Słownikiem Języka Polskiego:

1. powszechnie uznana czyjaś powaga, wpływ, znaczenie; posłuch, poważanie, szacunek, respekt;
2. człowiek mający duże poważanie ze względu na swą wiedzę lub postawę moralną, stawiany za wzór do naśladowania, mający wpływ na postawy i myślenie innych ludzi; chodząca encyklopedia, augur;
3. ciesząca się dużym szacunkiem instytucja, doktryna, pismo itp.

Chodzi mi oczywiście o definicję numer dwa.

W Polsce powstało na potrzeby mediów całe pokolenie JP2, którego autorytetem był Ojciec Święty Wiecznie Żywy i które rzekomo kierowało się jego naukami. Na ogół pokolenie nauk nie widziało na oczy, bo kto ma czas przeczytać czternaście encyklik, skoro jutro gra Legia i trzeba zrobić oprawę. Naukami JP2 rzekomo kierują się politycy (którym nie przeszkadza to łgać, kraść i produkować fałszywki), sportowcy (jak rozumiem, między jednym, a drugim ciosem bokserskim modlą się, aby przeciwnika nie zabolało za mocno) i tak dalej.

Czytaj dalej