Za pomocą gugla sprawdziłem, albowiem gdyż moja pamięć twierdzi, że to wszystko spisałem. Wygląda jednakowoż na to, iż jest to wredne łgarstwo. Pamięć (gdzie ona?) funkcjonuje tak, że jeśli coś komuś powiedziałem po polsku, to albo 1) zapominam i powtarzam (czasem kilka razy), albo 2) to znaczy, że wszyscy Polacy na świecie już o tym wiedzą i nie muszę nikomu nic mówić.

Tak więc przeczytałem sobie (TRIGGER) artykuł o ubieganiu się o rentę w ZUS – bardzo ładny, zwłaszcza „Depresja? Niektórzy mają gorzej. Na przykład nie żyją” oraz „Na pierwszym badaniu po amputacji lekarze stwierdzili komisyjnie, że nie mam nogi”. Przybliżę teraz część drugą swojego życia z UWV, czyli tutejszym ZUS. Część pierwsza tutaj.

Cytat z innej notki:

Rezultatem mieszkania w Polsce przez 29 lat było moje zachowanie, kiedy występowałem o rentę inwalidzką. Ściągałem z Polski wszystkie możliwe papiery, moja mama załatwiała tłumacza przysięgłego, na rozmowie z lekarką urzędu pracy trzęsły mi się ręce jeszcze bardziej niż zwykle, kiedy całą tę makulaturę rozkładałem na stole. Lekarka spytała w końcu Zbrojmistrza podejrzliwie:
— Czemu on jest taki nerwowy?
— A, bo on jest z Polski, tam jest inaczej — objaśnił Zbrojmistrz, któremu wcześniej opowiedziałem, jak wygląda występowanie w Polsce o różne dokumenty.

Reszty chyba jeszcze nie było.

Czytaj dalej

Zgadało się wśród starych znajomych w temacie: co by się musiało wydarzyć w Polsce, żebyś wyjechał(a).

W 2006 roku w Polsce premierem był Jarosław Kaczyński (kiedy już mu się znudziło udawanie, że premierem jest MaxiKaz). Ministrem edukacji był Giertych. Resztę składu tej bandy sobie daruję, zwłaszcza, że duża część właśnie wróciła na stanowiska. W Trójce słuchałem audycji, do której dzwonili słuchacze narzekać na homoterror i że nie można pedała pobić na ulicy, bo się odpowiada jak za człowieka. Moja ciotka… na ten temat już pisałem dużo i rozwlekle, w skrócie nie widziałem jej już jakoś tak od roku, bo nie życzyła sobie w domu Szacownego (wtedy)Małżonka.

Miałem za sobą różne doświadczenia homofobii okazywanej fizycznie. Kilka lat wcześniej otrzymałem o pierwszej w nocy SMSa od ukochanej osoby „nie denerwuj się, ale pobito mnie na ulicy”. Jak się okazało, kiedy romantycznie szliśmy przez puste miasto trzymając się za ręce, za nami szła banda dresów, jako mężczyźni odważni zaczekali, aż się rozdzielimy, po czym z uwagi na moje oddalenie się autobusem zaatakowali drugiego z nas. Mniejszy, chudszy, świetna ofiara. Zaczął krzyczeć, ktoś podbiegł, dresy uciekły. Miał „szczęście”.

Czytaj dalej

Za Słownikiem Języka Polskiego:

1. powszechnie uznana czyjaś powaga, wpływ, znaczenie; posłuch, poważanie, szacunek, respekt;
2. człowiek mający duże poważanie ze względu na swą wiedzę lub postawę moralną, stawiany za wzór do naśladowania, mający wpływ na postawy i myślenie innych ludzi; chodząca encyklopedia, augur;
3. ciesząca się dużym szacunkiem instytucja, doktryna, pismo itp.

Chodzi mi oczywiście o definicję numer dwa.

W Polsce powstało na potrzeby mediów całe pokolenie JP2, którego autorytetem był Ojciec Święty Wiecznie Żywy i które rzekomo kierowało się jego naukami. Na ogół pokolenie nauk nie widziało na oczy, bo kto ma czas przeczytać czternaście encyklik, skoro jutro gra Legia i trzeba zrobić oprawę. Naukami JP2 rzekomo kierują się politycy (którym nie przeszkadza to łgać, kraść i produkować fałszywki), sportowcy (jak rozumiem, między jednym, a drugim ciosem bokserskim modlą się, aby przeciwnika nie zabolało za mocno) i tak dalej.

Czytaj dalej

Kiedy otrzymałem powyższe pismo (nieco mniej wypikselowane), moja pierwsza reakcja wyglądała tak:

tumblr_mkj7ltkkCz1r95rn6o3_500

Po chwili, kiedy przyjrzałem się datom, zmieniła się w:

tumblr_mnipofmp2J1rjzweyo1_500

Trzecią reakcją był niekłamany szacunek dla elegancji zagrywki. Wedle tego, co pisali moi komentatorzy, prezydent nie jest zobowiązany żadną ustawą do wyrażenia zgody (lub niezgody) na utratę polskiego obywatelstwa w jakimkolwiek konkretnym terminie. Tak więc tylko od prezydenta zależy, czy będę czekał pół roku, rok, dwa, trzy, etc. Tymczasem Wielce Szanowny Prezydent Duda ZUPEŁNYM PRZYPADKIEM wziął się ochoczo za odbieranie obywatelstwa chętnym akurat 24 września. Decyzja uprawomocni się 24 października. Czyli dzień przed wyborami. Łatwo się chyba domyśleć, że wyborcy PiS nie zrzekają się polskiego obywatelstwa, zatem wyrażenie zgody na – bo ja wiem? kilka tysięcy podań? – to kilka tysięcy głosów, które nie zostaną oddane na inne partie. W moim przypadku Razem. A przecież się nie odwołam od korzystnej dla mnie decyzji (nie wiem nawet, czy można się od niej odwołać), a nawet gdyby, to nikt mojego odwołania nie rozpatrzy przez 25 października. Wybacz Szpro, naprawdę się starałem.

Tak więc dopóki jestem obywatelem polskim, szybko machnę moją ostatnią notkę polityczną (chyba, że PiS zacznie za bardzo szaleć z Trybunałem Stanu, względnie zamykać LGTB w obozach). W wyborach przewiduję kilka rzeczy:

  • wygra PiS (zaskoczenie)
  • Razem nie wejdzie (zaskoczenie)
  • Kukiz nie wejdzie (mistrz rozpierdalania poparcia społecznego według sondaży balansuje na granicy, wierzę gorąco, że zdąży zniechęcić wystarczająco dużo osób, żeby pozostać na lodzie)
  • i tyle.

Razemici obliczyli, że TVP pokazywała ich między 30 sierpnia, a 27 września przez 8 sekund. Wychodzi 0.28 sekundy na dobę. W tym czasie Platforma występowała na ekranach niemal przez 17 godzin. Ale darujmy PO, PSL i PiS, wiadomo, rządzący i główna opozycja, na pewno największe gwiazdy. ZLewSLDTRUPPPSZieloni pewnie też blisko 8 sekund, prawda? Otóż nie: 5 godzin. Korwin? 20 minut. Czy ktoś naprawdę nie rozumie, dlaczego Razem nie wejdzie do Sejmu?

Nie snuję teorii, że wszyscy się strasznie boją Razem i stąd bojkot. Myślę, że w grę wchodzą dwa zjawiska. Jedno to „pokażemy gówniarzom, gdzie ich miejsce” – młodzi, nieznani, podpisy zebrali, ale to nie powód, żeby udawać, że TVP jest zobowiązana do równego traktowania komitetów wyborczych, albo coś. Drugie to niemożność przewidzenia, co Razemici zrobiliby po wygraniu wyborów. Mniej więcej wiadomo, że jeśli Stasiu zostanie ministrem tego i owego, to Zeniu i Basia lecą ze stanowisk, Ela i Stefan dostają nagłego kopa w górę, etc., zaś jeśli ministrem zostanie Gucio, to następuje przetasowanie odwrotne. Minister Zandberg lub ministra Paprota to jedna wielka niewiadoma. Polska polityka jest oparta w ogromnym stopniu na tym, kto z kim pije, kto kogo zna, kto jest czyim kuzynem, narzeczonym, wnukiem, ciocią. Co zrobić z niepijącym wegetarianinem? Można tylko jedno: zakopać (pod siedemnastoma godzinami Platformy) w nadziei, że nie zdoła wystawić palca nad ziemię.

Sondaże wskazują, że w Sejmie będzie od 3 do 7 partii. PSL wejdzie na pewno, bo to PSL i na pewno będzie w koalicji, najpewniej z PiS (no wiem, Zjednoczona Prawica, etc.) – z wyjątkiem sytuacji, w której PiS zdobywa samodzielną większość, a i to prognozują sondaże. To chyba najciekawsze wybory, jakie miałem przyjemność obserwować, bo dziewięć dni przed nimi ciągle nie wiadomo do końca, co się wydarzy. Siedem partii w Sejmie to segmentacja; PiS zmuszony do koalicji z Kukizem, Korwinem i PSL długo nie porządzi, bo zeżrą się żywcem już przy ustalaniu składu rządu. PiS + PSL ma szansę na trwanie przez cztery lata, chociaż niewielką, bo ego prezesa Kaczyńskiego stanie na przeszkodzie. Ba, nawet PiS rządzący samodzielnie może nie przetrwać czterech lat, dokładnie z tego samego powodu. Prezes ma tendencję do wywalania z partii każdej osoby, która piśnie coś w stylu „wielce szanowny jaśnie panie prezesie, ośmielam się wskazać, iż przewidywania szanownego pana mogą sprawdzić się jedynie w 99 procentach”. Jeśli tendencja mu nie przeszła, w połowie kadencji może się okazać, że PiS utracił większość parlamentarną.

A co będzie później, po 25 października? To już nie do mnie pytanie. Dzięki dobroci Wielce Szanownego Pana Prezydenta to już nigdy nie będzie mój problem.

*

PS. Dopisałem trochę w komentarzu, bo zdaje się, że niejasno wyszło.