Dziś ojciec Muchomorek opowie nam o genderze (jak zwykle)!

Redemptorysta zabrał głos podczas spotkania Rodziny Radia Maryja w Kędzierzynie-Koźlu. Takie zjazdy odbywają się co tydzień, za każdym razem w innym mieście. Oprócz mszy i wspólnych modlitw kilkanaście minut transmitowanej przez Radio Maryja i Telewizję Trwam uroczystości przeznaczone jest na spotkanie z redemptorystami. O. Rydzyk prawie zawsze zabiera wtedy głos – albo przyjeżdża, albo łączy się z wiernymi przez telefon. Tym razem wybrał tę drugą opcję, bo jest przeziębiony.

– To cud, że ojciec w ogóle mówi – stwierdził o. Benedykt Cisoń, który reprezentował Radio Maryja na miejscu.

CUD!!! Ja bym powiedział, że to za wstawiennictwem u relikwii paznokcia u nogi JP2. Santo subito!

O. Rydzyk jak zwykle zaczął od ciepłych słów pod adresem parafii, która gości słuchaczy radia. Najcieplej mówił o działającym w Kędzierzynie-Koźlu Ruchu Czystych Serc. To młodzieżowy ruch, którego członkowie rezygnują z uprawiania seksu przed ślubem.

– To jest wspaniały ruch. Polska będzie inna, jeżeli młodzież tak będzie formowana. Polska będzie piękna i uporządkowana, po Bożemu – stwierdził redemptorysta.

Aha, będzie mniej dzieci i więcej rozwodów ze względu na niedopasowanie seksualne. Pięknie i po Bożemu. (Co oni wszyscy mają za hysia na punkcie seksu? Polecam moją religię, nasze bóstwa kompletnie nie są zainteresowane wtykaniem komuś nosa pod kołdrę, chyba, że w nadziei na trójkąt.)

Bo zobaczcie, co robią przeciwnicy Pana Boga. Deprawują. W Polsce to idzie od rządu. Kiedyś od rządu szło „zrywać krzyże”, „religię wyrzucać” „czarni…” i tak dalej. Czy się dużo zmieniło? Teraz dopiero deprawują. Jakieś gender wprowadzają. Dowiedzcie się, co to jest, to jest coś strasznego – mówił o. Rydzyk.

Oj, panie Grzybku, ja bym na pana miejscu nie namawiał ludzi, żeby się dowiedzieli, co to jest gender, bo będzie ich potem zajebiście trudno straszyć. Na przyszły raz polecam powiedzieć „Jakieś gender wprowadzają. W ogóle o tym nie czytajcie, bo to grzech śmiertelny, tak jak Hary Ploter, picie maridżuany i wstrzykiwanie sobie ekstazi”.

Teraz na przykład mają jakąś tam konwencję przeciw przemocy. Przecież każdy jest przeciwko przemocy w rodzinie.

O? To ciekawe, a gdzie podpisiki i ratyfikacja?

Nazywają to tak, a tam jest gender. Popatrzcie, którzy posłowie to robią. Zapytajcie ich, idźcie do nich. Tych z Platformy, SLD i z PSL. Oni się bardzo ładnie kłaniają i do Kościoła pędzą się pokazywać katolikom, żeby głosy zdobyć. A to jest fałszywe takie, że aż szkoda gadać.

Tu się poniekąd zgadzamy…

Zaatakował też Ewę Kopacz, która w weekend była na inauguracji roku akademickiego na KUL-u.

– A parę lat temu w Lublinie szukała szpitala dla dziewczynki, żeby jej aborcję zrobili – stwierdził o. Rydzyk. Chodziło mu o sprawę z 2008 roku, kiedy Ewa Kopacz jako minister zdrowia pomagała szukać szpitala, który zgodzi się wykonać aborcję u 14-letniej zgwałconej dziewczynki.

A to podlizna z tej Kopacz, nie zmusiła dziecka do urodzenia. Mam wielką nadzieję, że wierni Sromotniczka wiedzą, o jaką sprawę chodzi.

Od aborcji redemptorysta płynnie przeszedł do wyborów samorządowych.

– Zwróćmy uwagę, kogo wybieramy. Jak jest nastawiony na rodzinę, na człowieka, żeby miał pracę, żeby rodzina się rozwijała. Wiecie o tym, że w roku 2050 Polaków będzie o 5 mln mniej? Polska umiera i Polskę deprawują – mówił o. Rydzyk.

I to wszystko dzięki wyborom samorządowym!

Zdjęcie: Sławomir Kamiński, Agencja Gazeta

Ucieszyłem się, widząc propozycję Piotra Szumlewicza, eksperta OPZZ, dotyczącą wprowadzenia o wiele bardziej progresywnej skali podatkowej, niż ta, którą „cieszymy” się w tej chwili. Ucieszyłem się, ponieważ sam mam dokładnie takie same poglądy. Ku swojemu zdziwieniu odkryłem jednak, że jestem w nich osamotniony. Oto wybór komentarzy:

Bardzo mądra i zasadna propozycja. Tylko dlaczego 95%? Sprawiedliwsze by było okrągłe 100% i zasiłek.

No tak, absolwent filozofii i socjologii. Bezproduktywny darmozjad.
Załóż Pan firmę Panie Szumlewicz. Zobaczymy czy będzie Pan wówczas skłonny oddać 95% swojego wynagrodzenia.

W tym kraju muszą wymrzeć pokolenia zainfekowane komuną, aby można było normalnie żyć. Gdy zaczną karać bogatych, przedsiębiorczych i zaradnych, to natychmiast cały kapitał wyjedzie z Polski a bolszewicka i kato-bolszewicka dzicz będzie żarła kartofle ze skwarkami bo związkowcy oczywiście „zawsze się wyżywią”.

Co za megakretyn! Ekspert nie wie, że przy 95% podatku nie zapłaci go NIKT? Co więcej, w grupach lepiej zarabiających (i z reguły lepiej umiejących efektywnie myśleć) nowe podatki na poziomie 50% i więcej wywołałyby masowe działania celem obejścia systemu. Budżet poszedłby z torbami w ciągu pierwszego roku obowiązywania nowych stawek. To proste i oczywiste.

Powaliło go, nic innego. Haruję jak wół po 60 godzin w tygodniu żeby zarabiać te 10-15 tysięcy miesięcznie a ten pan chce, żebym miał połowę tego, za pracę i tak dużo ponad siły? To jakiś żart. Ja rozumiem, że mu chodzi o cwaniaków co nic nie robią i dostają pensję kilkanaście tysięcy złotych, ale chyba zapomniał o ludziach, którzy się zajeżdżają w robocie, żeby zapewnić rodzinie dobry byt.

95% podatku za to, że ktoś dużo zarabia, czyli kara za wysokie zarobki. W Stanach chcieli wprowadzić wysokie podatki dla najbogatszych ale społeczeństwo nie wyraziło na to zgody ponieważ ludzie założyli, że oni sami mogą kiedyś stać się bogaci. I to jest myslenie godne podziwu.

I tak dalej.

Ciężko mi uwierzyć, że wszyscy komentujący co do jednego są prezesami-milionerami. Bo jeśli nie, powinni być mniej wiecej w stanie zrozumieć, o co w tej propozycji naprawdę chodzi. Wiele mówi ostatni komentarz (nawiasem mówiąc, w Stanach kiedyś istniały podatki powyżej 90% i był to okres wyjątkowej prosperity). Otóż społeczeństwo pozwoliło sobie wmówić, że każdy może kiedyś stać się bogaty. Co jest nieprawdą z bardzo prostego powodu: aby 90% społeczeństwa stało się bogate, musielibyśmy wydrukować ogromne ilości pieniędzy, co natychmiast zaowocowałoby gigantyczną inflacją, dzięki której wszystkie wydrukowane papiery stałyby się warte tyle, co wczorajsza gazeta.

Przykładem — nieświadomym — jest komentator, który „haruje po 10-12 godzin dziennie” aby zarabiać 10-15 tysięcy „za pracę ponad siły”. Jeśli praca jest ponad siły, może warto rozważyć pracowanie mniej? (Nie mówiąc już o tym, że nie jest tak, że w tej chwili podatek wynosi 0%, a pan Szumlewicz postuluje 50%, dzięki czemu biedny harujący ponad siły zarobi połowę.) Co powinno być celem życia, naharowanie się jak najwięcej ponad siły? Naprawdę? Może po zastanowieniu dałoby się pracować 8h dziennie, zarobić marne 6-8 tysięcy i dzięki 10 tysiącom kwoty wolnej od podatku jakoś z trudem wyżyć z tych grosideł? Otake Polske walczyliśmy?

Głosowanie na liberałów, którzy chcą podatku liniowego i zmniejszania sumy wolnej od podatku ma sens tylko w dwóch wypadkach. 1) kiedy jesteśmy milionerem lub synem milionera i nie opłaca nam się oddawanie pieniędzy w formie podatków — dotyczy to, powiedzmy, 0.1% społeczeństwa. 2) kiedy mamy realistyczne widoki na zostanie milionerem, małżonkiem/małżonką milionera i myślimy przyszłościowo. I tutaj właśnie następuje dziwaczna dyskrepancja, wskutek której liberałowie w takiej np. Holandii rządzą drugą kadencję z widokami na trzecią — z jakiegoś powodu ich wyborcy nie dysponują inteligencją wymaganą do dokonania trudnego działania matematycznego, jakim jest pomnożenie liczebności kraju, w którym zamieszkują przez 0.1% i rozważenia szans, jakie mają — ze swoją pracą w biurze i domkiem na kredyt — żeby magicznie znaleźć się w tymże 0.1%. W międzyczasie harują za 2 tysiące euro 30.5 godziny w tygodniu (tyle średnio pracuje Holender) i cieszą się jak dzieci, gdy podatki dla najbogatszych spadają, a wraz z nimi zasiłki, bo dzięki temu „budżet oszczędza”.

Pan Szumlewicz doskonale to rozumie, chociaż nie udało mu się tego przekazać w sposób taki, żeby ludzie o mózgach kompletnie wypranych przez liberalny etos „od syna miliardera all the way do miliardera” zrozumieli, co ma na myśli. Nie ma żadnego powodu, żeby prezes jakiejkolwiek firmy zarabiał 1.7 miliona rocznie. Jak powiedział kiedyś odchodzący poseł niderlandzkiej Partii Pracy, powiedzmy, że prezes ma większe potrzeby, w związku ze stresem dużo je, zje więc dwa obiady. No, niech zje trzy. Ale nie zje ich przecież stu. Dlaczego ma zarabiać sto razy więcej? A przecież rozbieżności między zarobkami pracowników i prezesów potrafią być większe, niż stukrotne. Prezesi firm są wymienialni o wiele prościej, niż prawdziwi specjaliści; widać to chociażby po roszadach dokonywanych podczas zmian rządu, gdy prezes PKP staje się prezesem Orlenu, prezes Orlenu zostaje ministrem zdrowia, a minister telekomunikacji prezesem TVP. Każdy z nich dostaje oczywiście sutą odprawę, żeby nie był pokrzywdzony tak okropnym losem. Odprawą dzieli się z pracownikami, bo… a nie, zapomniałem, nie dzieli się, bo i dlaczego. Przecież sobie na nią ZAPRACOWAŁ.

Masowe działania celem obejścia systemu są oczywiście niebezpieczeństwem i dlatego należy zadbać o to, żeby systemu nie dało się obejść. Spółki polskie z siedzibą na Cyprze powinny zacząć podlegać opodatkowaniu takiemu, jakiemu podlegają produkty spoza Unii Europejskiej. Firmy typu Amazon czy Apple, które mają przychód liczony w bilionach, magicznie zamieniający się w skromny milion w momencie płacenia podatków, powinny być karane tak długo, aż przestaną kręcić lody z siedzibą w Irlandii (skoro o tym mowa, być może warto by ukarać Irlandię, o czym zdaje się ostatnio mowa). A jeśli prezes nie może wytrzymać strasznego bólu portfela na myśl o tym, że powyżej miliona rocznie będzie musiał zapłacić podatek 95%, to przecież zawsze może ograniczyć swoje zarobki do miliona rocznie, a za resztę podnieść pensje pracownikom, lub dokonać inwestycji w coś innego, niż trzeci jacht.

To, o czym rozmawiamy — propozycja Szumlewicza — to nie jest populizm, to propozycja radykalnej zmiany systemu, w którym rozwarstwienie zarobków rośnie z roku na rok. Nie doganiamy jeszcze Stanów, w którym właściciele Wal-Martu tarzają się w dziełach sztuki, a pracownicy zarabiają poniżej granicy biedy, ale sądząc po komentarzach pod artykułem Szumlewicza, byłoby to niezwykle mile widziane — zwłaszcza wśród wyborców Nowej Prawicy. Zastanawia mnie jedno. Skąd przekonanie wyborców Nowej Prawicy, że to akurat oni szczęśliwie wylądują wśród 0.1% zarabiających powyżej miliona rocznie?

Zdjęcie: slate.com

Na początek, Krzysztof Janik udziela naprawdę szczerego wywiadu na temat SLD, po którym poparcie tej „partii” powinno spaść do zera.

AGATA KONDZIŃSKA: Lewica jest słaba i podzielona, z jej kadr korzysta PO, a z elektoratu – PiS. Około 20 proc. Polaków deklaruje lewicowe poglądy, a na SLD głosuje poniżej 10 proc. Dlaczego?

A, to zaraz pan Krzysiu pani pokaże.

[…] stawiam ostrożną tezę, że lewica w tej chwili zaczyna się odbudowywać. Te ruchy miejskie rzucające w niektórych miastach wyzwania lokalnym autorytetom. To, co się dzieje wokół portali lewicowych, to, co zaczął Sierakowski i niestety nie skończył.

Nie pamiętam silnego zbliżenia SLD i Krytyki Politycznej. 

– Był czas, kiedy bez SLD Krytyka by nie przetrwała. Nigdy się tym nie chwaliliśmy, bo autentyzm tego środowiska polegał na jego apartyjności.

Nigdy się tym nie chwaliliśmy — pochwalił się skromny Krzysiu.

SLD mówi, że ma stu wójtów, ale ja sam o 300 mogę powiedzieć, że byli moimi kolegami na różnych etapach mojego życia politycznego. 

To jest absolutnie niezaskakujące, Misiu Kamiński może to powiedzieć o jakichś 300 posłach, a Niesiołowski powyżej 400. Misiu nie był jeszcze tylko w Ruchu Palikota, ale to dlatego, że Ruch uformował się niedawno i Misiu nie zdążył.

W naszym kraju nie mamy klasycznego podziału ideowego w systemie partyjnym, nie mamy wyrazistych koncepcji programowych. Każda partia polityczna w Polsce jest obła, posługuje się paroma hasłami, które wywodzą się z rozmaitych systemów ideowych.

Ależ gówno prawda, panie Krzysiu, ja to panu chętnie wyłożę. PiS jest konserwatywną, socjalistyczną, populistyczną lewicą. PO jest oportunistyczną, konserwatywną centroprawicą. RP jest zbieraniną losowych ludzi pod wodzą populisty, który połapał się, że są hasła w Polsce kompletnie niezagospodarowane i próbuje to z różnym powodzeniem robić. PSL jest grupą ludzi, którzy bardzo lubią pieniądze. A SLD? A to nam pan Krzysiu zaraz sam wyzna.

Nawet śmierć generała Jaruzelskiego ujawniła inne podziały. Podziały partyjne. PiS, Nowa Prawica, wszyscy ci młodzi wkurzeni wykorzystali tę śmierć do ataku na obóz władzy. A ten obóz wobec tej śmierci zachował się całkiem przyzwoicie. Atak trwał tydzień albo dwa. To nie są żadne zasadnicze podziały programowe. PiS jest prawicowo-lewicowy, Platforma jest liberalno-socjalno-konserwatywna. SLD jest umiarkowanie konserwatywne światopoglądowo, natomiast umiarkowanie liberalne gospodarczo.

I po to jest ta notka. Chciałbym, żeby państwo sobie to bardzo dokładnie zapamiętali i może zapisali w telefonie, albo co i pamiętali o tym przy wyborach. SLD jest partią KONSERWATYWNĄ światopoglądowo i LIBERALNĄ gospodarczo. To zdaniem pana Janika oznacza słowo „lewica”. Zupełnie się nie dziwię, że „Krytyka Polityczna” nie chwaliła się powiązaniami z taką lewicą. U nas v Holandja się taka lewica nazywa „Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna”.

Poza tym, właśnie śmierć generała Jaruzelskiego ujawniła, że gówno prawda. Obóz władzy, czyli PO, nie był atakowany za bycie obozem władzy, tylko dlatego, że Kaczyński i jego pomagierzy tak długo powtarzają ohydne łgarstwa na temat „komucha Tuska” i Michnika, co wódkę pił z dygnitarzami, a w więzieniu miał luksusy, że dużo ludzi w końcu w te łgarstwa uwierzyło (tak samo, jak dużo ludzi poważnie wierzy, że geje żyją o 20 lat krócej). SLD nie było atakowane, bo się nie liczy, Miller nikogo nie interesuje, natomiast gdyby w chwili Jaruzelskiego był premierem, wycia, gwizdy i ataki dotyczyłyby jego. Jedyne, co zadowoliłoby „polską” „prawicę” w chwili Jaruzelskiego, to trumna z papieru utopiona szambem, na którą premier i prezydent uroczyście oddaliby mocz, podczas gdy kibice paliliby race i wołali „zakaz pedałowania, z Unią precz”.

To na czym polega kłopot SLD? 

– Na tym, że elektorat postpeerelowski, który w pewnym momencie był na tyle silny, że wyniósł SLD do władzy, się podzielił.

Ależ nie, panie Krzysiu, kłopot SLD polega na ludziach takich, jak pan, jak Miller i na tym, że jeszcze nie zapomnieliśmy wam konkordatu. Po tym wywiadzie kłopot będzie polegać też na zdaniu „SLD jest partią konserwatywną światopoglądowo i liberalną gospodarczo”.

Ale czas sobie uświadomić, że SLD jest partią centrolewicową. Jak tak zacznie o sobie myśleć, ma szansę odzyskać elektorat.

Czym się przejawia ta centrowość Sojuszu? 

– Umiarkowanym liberalizmem gospodarczym, umiarkowaną wiarą w interwencjonizm państwa, w jego skuteczność. I tolerancyjnym, bardzo liberalnym stosunkiem do światopoglądu. Choć dla świeckości polskiego społeczeństwa SLD robi dużo więcej niż Palikot, prof. Środa i całe to towarzystwo

W ogóle nikt tyle nie robi co SLD, a w szczególności pan Janik, gdyby nie pan Janik, to już by tu Jezus królował, w Sejmie modlono się o deszcz, Rydzyk miał własną rozgłośnię, Hoser odwoływał niepokornych księży, a w TVP robiono wywiady z uzdrowicielami… eee… przepraszam, zapomniałem, mowa o Polsce… to ja nie wiem, co pan Janik ma na myśli…

Bo spora część hierarchów ma ambicje polityczne. A ci przywiązani do PiS myślą nie tylko o tym, że będą mieć wpływ na władzę, gdy ta partia wygra, ale także o tym, że wtedy Kościół znów stanie się pewną ostoją demokratyzmu. Będzie taką umiarkowaną siłą jak za PRL, która będzie nawoływała do pewnego ładu moralnego, szacunku dla państwa, ale też, by słabych i wykluczonych chronić. 

O tak, Kościół chce się dobrać do władzy po to, żeby móc się stać umiarkowaną siłą, a deklaracje ignorowania prawa ludzkiego na rzecz boskiego to taka odmiana szacunku dla państwa. TO MA SĘS

Inni też chcą do PO. Na czym polega urok tej partii? 

– Na słabości opozycji. Na słabości PiS, które nie ma zrozumiałych pomysłów na Polskę. Oni deprecjonują całą III RP. W 2007 r. PO wygrała wybory na podobnej zasadzie jak kiedyś SLD. Był czas reform, zamieszania i oto pojawia się partia, która powiada: ludzie, damy wam trochę spokoju. I taką rentę wziął SLD w 1993 r. i 2001 r. Taką rentę wzięła PO w 2007 r. Gdyby na początku tej kadencji przeprowadziła kilka dużych reform, to dziś PO mogłaby iść do wyborów pod hasłem: „Damy wam cztery lata stabilizacji, spokoju, oddechu”. Nie mają tego argumentu. Dlatego przegrają te wybory.

Ależ nie. Ja pamiętam wybory w 2001 r. SLD szła po władzę jako alternatywa: jesteśmy prawdziwą lewicą, ukrócimy tych szaleńców z AWS, żadnych Krzaków i Balcerów. Liczyliśmy — ja i moi przyjaciele — na partię, która wprowadzi Polskę do Unii, uczyni ją nowoczesnym państwem, ukróci kościelne ciągoty, pozbędzie się ustawy antyaborcyjnej… Szokiem było dla nas odkrycie, że SLD, który miał prawie połowę głosów w Sejmie, księży zwyczajnie się bał, po wygranych wyborach zaczął realizować program partii opisanej przez pana Krzysia — konserwatywnej obyczajowo i liberalnej gospodarczo. A dodatkowo w ciągu kolejnych lat jasne się stało, że gospodarczo SLD zależało głównie na tym, żeby samo SLD mogło wyjść jak najlepiej na całej sprawie.

PO nie ma już żadnego uroku. PiS to partia, która co jakiś czas przedstawia jakiś tam program, ale nikt nie zwraca na to uwagi, bo dzień później w TV pojawia się Macierewicz, potem Pawłowicz, a na koniec Kaczyński i wszyscy bredzą tak potwornie, że uszy więdną. Z tymi ludźmi żadnego, najsensowniejszego programu nie da się wprowadzić w życie. SLD nie przekroczy 15 procent, dopóki będą tam ludzie pokroju Janika i Millera, a są to ludzie — mówiąc kolokwialnie — przyspawani do stołków i jest to wielkim przekleństwem Polski. O PSL nie będziemy rozmawiać, bo nie ma o czym. W tej chwili na PO głosują wyłącznie ludzie, którzy naprawdę nie są w stanie znieść bredni prezesa, chuchu Millera i całokształtu Krula. Palikot na prezesa partii się nie nadaje, ale ze stanowiska nie zrezygnuje, gdyż jest Palikotem. A polski system betonuje scenę na tyle porządnie, że założenie naprawdę nowej inicjatywy jest okropnie trudne i wymaga wielkich nakładów finansowych — które trzeba mieć.

I będzie rządził PiS? 

– Jestem pesymistą. Myślę, że PiS wygra i co więcej – uda mu się zbudować rząd. Do Sejmu wejdzie Korwin-Mikke i nie wykluczałbym, że podobnie stanie się z Ruchem Narodowym, który być może przyciągnie kolejną generację młodych wkurzonych i na tej zasadzie przekroczy 5 proc.

Nie sądzę, bo to ten sam elektorat, jeśli założyć, że młodych wkurzonych jest 10%, to Krul z 7% oznacza 3% dla RN i odwrotnie. Gorzej, jeśli tych młodych zrobi się 20%.

Dostrzegam też pewne tendencje oportunistyczne w środowisku ruchu ludowego.

LOL, zią, a teraz powiedz coś o tym, że księża czasami lubią przytulić młodych chłopców, a Leszek Miller czasami niechcący powie coś seksistowskiego.

Jak spojrzymy na ostatnie 25 lat, to okaże się, że to jedyna formacja, która trwa, ale której nie przyrasta. Mogą pojawić się opinie, że dla władzy warto odłożyć na bok różne szczytne hasła, zatkać nos i wejść w koalicję.

PSL I SZCZYTNE HASŁA

Panie Krzysiu, pan ostatnio na długo wyjeżdżał, albo co?

Sojusz ma już kandydata na prezydenta? […] Szukałby pan kandydata poza partią? 

– Tak. Jestem przekonany, że Leszek Miller szczerze prowadzi politykę otwarcia.

Och, ileż to dekad już Miller ją prowadzi…

Nowych i młodych jakoś u was nie widać. 

– Tworząc rząd, popełniliśmy błąd. Wtedy trzeba było znaleźć młodych i wciągnąć w struktury. Potem ratowaliśmy się Wojtkiem Olejniczakiem i Grzegorzem Napieralskim. Ale wtedy jeden i drugi za mało umieli. Wojtek był dobrym ministrem, bo to dobry działacz państwowy, ale nie ma nerwu partyjnego. Nie pojedzie, nie napije się, nie ustali kierunków działań. 

O, jak ja lubię, jak ta szczerość starego partyjniaka się ulewa. Wojtek jest dobry, ale nie pojedzie i się nie napije. NIE TO CO JA — w domyśle — JA TO JAK POLEJĘ TO HO HO. Może kandydata na prezydenta SLD szukać w barach? Na Starym Mieście w Warszawie jest takie miejsce, chyba się „Wódka i Zakąska” nazywa, może kandydat już tam siedzi i czeka na pana Krzysia.

Twierdzi pan, że Kaczyński teraz wygra i utworzy rząd. Będziemy mieć rząd zemsty i rozliczeń? 

– Obawiam się, że tak. Nie martwię się o siebie i swoją formację, bo my już rundę po prokuraturach odbyliśmy. PiS nie będzie w stanie opanować odruchu odwetu, bo on ich uwiarygodni w elektoracie. PiS może rozpocząć marsz w kierunku autorytaryzmu. Czy będziemy potrafili postawić temu tamę? Jeśli Kaczyński będzie to robił inteligentnie jak Orbán, to będzie nam szalenie trudno. Obniżenie rangi Trybunału Konstytucyjnego, przesunięcie ciężaru władzy do małego pałacu, to może być robione w rękawiczkach, codziennie po pół centymetra, bo Kaczyński nie jest durniem.

I tu się nie zgodzimy po raz ostatni, ponieważ ja uważam, że Kaczyński miał szansę dostać się do władzy już TYLE razy, że swojej… jak by to, żeby procesu uniknąć… pewnej wiotkości intelektualnej dowiódł. Występ z tabletu i ogólny profesor Gliński; złośliwości wobec Tuska w ostatnich dniach; wyrzucenie Kluzik-Rostkowskiej i ogłoszenie, że wtedy, kiedy po raz pierwszy o mało nie wygrał wyborów, to tylko dlatego, że był na silnych lekach; czy ja naprawdę muszę wymieniać? Kaczyński jest człowiekiem, który ma od dawna ułożony skład rządu, spisaną listę osób do osądzenia i — rzecz jasna — skazania, na pierwszym miejscu jest Tusk, na drugim Komorowski, na trzecim Sikorski i to jest oczywiste, ale wcale bym się nie zakładał, że w którejś tam setce i pana nie ma, panie Krzysiu. A czasu mało. Celem Kaczyńskiego jest wygrana tak wysoka, żeby nie potrzebować koalicji, a potem dobranie się do dupy wszystkim, którzy mu się narazili od przedszkola do dnia dzisiejszego. I nic nie będzie robione w rękawiczkach, bo chodzi o to, żeby wszyscy zobaczyli metaforyczne obcięte głowy na palisadzie.

Miało być i o tatuażach, ale to na drugi rzut już, bo zanudzę szanpaństwa.

Zdj. Sławomir Kamiński, Agencja Gazeta

Tytuł jest oczywiście nastawiony na klikalność, niemniej jednak nie da się tak do końca zaprzeczyć, że rzecznik arcybiskupa Hosera ma rację, kiedy mówi:

– Statystycznie geje żyją 20 lat krócej od heteroseksualistów – przekonywał w czwartek na antenie TVN24 Mateusz Dzieduszycki, rzecznik diecezji warszawsko-praskiej. Nie wyjaśnił skąd ma takie dane. – Opiera się chyba na badaniach dr Paula Camerona, wykluczonego przez amerykańskie środowisko naukowców, który w swoich teoriach przekonywał, że homoseksualiści jedzą fekalia – mówi psycholożka Marta Abramowicz.

Mateusz Dzieduszycki, który w media reprezentuje abp Henryka Hosera, podkreślał, że wynika to z powodu „prowadzenia niezdrowego trybu życia” przez osoby homoseksualne. – Ja im współczuję – podkreślił rzecznik. – Należy tak rządzić życiem społecznym, żeby w ten styl życia nie popadli ludzie, którzy mogą się przed tym uchronić – dodał.

No więc (nigdy nie zaczynaj zdania od no więc) bezproblemowo mogę uwierzyć, że osoby homoseksualne żyją krócej, niż osoby heteroseksualne, chociaż nie byłbym gotów chlapać na prawo i lewo informacją, że akurat o dwadzieścia lat. Oto kilka powodów.

Po pierwsze primo, chronologicznie najpierw jest dzieciństwo i okres szkoły. W szkole dzieci dręczone są za wszystko, za rude włosy, za piegi, okulary, zbyt tanie buty, czasami zaś dręczone są za to, że są „pedałkami” i „lizbijami”. Z uwagi na to, że w tak młodym wieku nawet same dzieci i nastolatki nie wiedzą, jakiej są orientacji („wiedzą” to natomiast ich „koledzy”, często rodzice i nauczyciele) trudno jest o ustalenie, jak duża ilość młodzieży LGTBQ popełnia samobójstwa, ale w 1989 powstał raport pt. „Report of the Secretary’s Task Force on Youth Suicide” w którym stwierdza się, że ilość prób samobójczych wśród dzieci LGTB jest czterokrotnie większa niż wśród heteroseksualnych.

Czternastoletni Ayden Keenan-Olson popełnił samobójstwo w marcu 2013, zostawiając dwa listy opisujące homofobiczne i rasistowskie dręczenie, jakie spotykało go w szkole. Już przedtem, w październiku 2012 próbował się zabić; ponad 20 razy zgłaszał szkole traktowanie, z jakim się spotykał. Bezskutecznie. Podobny los spotkał 14-latka z Rzymu, który był dręczony na różne wyrafinowane sposoby, w tym za pomocą SMS-ów. Taki właśnie niezdrowy tryb życia prowadzą osoby homoseksualne według rzecznika Dzieduszyckiego: rodzą się i są dręczone.

Czy tylko w szkole ma miejsce dręczenie? Ależ skąd. Swoją cegiełkę dorzucił przecież rzecznik Dzieduszycki. Czy tak trudno sobie wyobrazić młodego chłopaka, siedzącego z rodzicami przed telewizorem w małym miasteczku na południu Polski, słuchającego tych słów i boleśnie świadomego, że jest gejem? Czy niewiarygodną jest myśl, że tata chłopaka w tym momencie powie „i słusznie powiedział!”, a mama doda „ja to się tych gejów brzydzę”?

Rzecznik dodał:

„Kościół jest najlepszym miejscem dla homoseksualistów. Kocha ich. Tak jak Jezus Chrystus ich kochał” – stwierdził.

Bardzo to specyficzna miłość. Powiedziałbym, że toksyczna. Kojarzy mi się z rodzicem, który katuje dziecko pasem do krwi, a potem mu mówi, że to z miłości i dla jego dobra i jeszcze mu kiedyś podziękuje. „Ja ci z miłości mówię, że przez ten swój styl życia umrzesz o 20 lat wcześniej”. Jest taki smutny film czeski, „Samotni”, który w Polsce reklamowano jako komedię, bo skoro po czesku to musi być komedia. Pan rzecznik by się tam nieźle wpasował.

Ale ja tu gadu gadu, a przecież nie tylko nastolatki popełniają samobójstwa.

Wycinek z raportu American Psychiatry Association z 2002:

Specifically, the studies find:

  • Higher rates of major depression, generalized anxiety disorder and substance use or dependence in lesbian and gay youth.
  • Higher rates of recurrent major depression among gay men.
  • Higher rates of anxiety, mood and substance use disorders, and suicidal thoughts among people ages 15 to 54 with same-sex partners.
  • Higher use of mental health services in men and women reporting same-sex partners.

[…] The data contradict previous findings that there are no significant differences in the mental health of heterosexuals and LGB people, adds Cochran, who notes she is concerned that these findings may give ammunition to people who want to falsely promulgate the argument that gay people are by nature mentally ill.

[…] In a study that examines possible root causes of mental disorders in LGB people, Cochran and psychologist Vickie M. Mays, PhD, of the University of California, Los Angeles, explored whether ongoing discrimination fuels anxiety, depression and other stress-related mental health problems among LGB people. The authors found strong evidence of a relationship between the two.

Nie trzeba być zawodowym psychiatrą, żeby rozumieć, skąd się bierze związek między zaburzeniami lękowymi, depresją i innymi problemami związanymi ze stresem, a byciem LGTB. Mówię tu rzecz jasna o Polsce, kraju, w którym Artur Zawisza może bezkarnie określać tak naprawdę zupełnie nieważne kogo, ale w tym przypadku Rafalalę mianem „tego czegoś” w programie TV. Przecież to ludzie widzą. W kraj idzie sygnał, że mówienie do osoby wyglądającej niestandardowo „to coś” jest na tyle fajne, że się jest zapraszanym do TV i nie ma problemu. Ba, to Rafalalę oskarża się o przemoc, bo oblała Zawiszę wodą. Ale fajny program! Emocje! Oglądalność! Tylko, że ten program ogląda dużo osób. Heteroseksualne widzą albo „fuj, ohyda” albo „ale zajebiaszczo, chodź Zenek zobacz”. Transseksualne widzą, że politykom wolno je poniżać na wizji.

Słuchałem dawno temu programu w Trujce. Program, we współpracy z Wprost, prowadził Kuba Strzyczkowski, a chodziło mniej więcej o to, że mniejszość homoseksualna się rozpanoszyła, parady organizuje i związków im się zachciewa. Na antenę zadzwonił słuchacz, aby podzielić się refleksją, że nie może już nawet normalnie pedała pobić, bo kary są jak za człowieka. Jak sądzicie, czy czułem wtedy „niepokój, depresję i inne problemy związane ze stresem” czy radość, zrelaksowanie i poczucie, że wszystko gra?

Znowu rzecznik:

[…] widziałem zdjęcia tomografii mózgu, gdzie były pokazane obszary, które są pobudzone elektrycznie w czasie pobudzenia seksualnego u osób hetero- i homoseksualnych. To są inne ośrodki. Pani się może z tego śmiać. Ale to zdjęcia i u osób homoseksualnych to rejony odpowiedzialne za traumę. Dlatego skutecznym leczeniem, pomocą osobom homoseksualnym są metody, które leczą traumy. To działa.

Przyznam, że rzecznik zaskoczył mnie celnością spostrzeżenia. Bo ja po latach mieszkania w Polsce i słuchania Giertychów, Kaczyńskich i innych rzeczników Dzieduszyckich cierpiałem i nadal cierpię na PTSD — post-traumatic stress disorder. Do tej pory na widok grupy młodych mężczyzn kulę się w sobie, przekonany, że zgadną, że jestem gejem i mnie pobiją. Wychodząc z domu zwieram się w sobie i przygotowuję na wulgarne napisy na drzwiach (nigdy nic takiego się nie wydarzyło). Czekam na obelgi, uderzenia, spodziewam się włączyć telewizor i zobaczyć tam Zawiszę. Czy to zdrowy styl życia? Nie — przysparza mi wielu stresów i może skrócić moje życie. Winę ponoszą Dzieduszyccy.

Wracamy do samobójstwa.

The Stonewall 2012 Survey discovered that 3% of gay men and 5% of bisexual men had attempted to take their own life, compared to only 0.4% of men in general. In the 16- to 24-year-old age group, 6% of gay and bisexual men had attempted to take their own life compared to less than 1% of men in general.

There are similar findings for self-harming. 7% of gay and bisexual men had deliberately harmed themselves compared to only 3% of men in general, and in the 16- to 24-year-old age group, 15% of gay and bisexual men had harmed themselves compared to 7% of men in general.

[…] 25 to 60 per cent of gay people seek counselling at some stage in their lives (Source: Counselling Directory). Gay and bisexual men face a higher risk of considering and attempting suicide, and of killing themselves. Mind’s researchers interviewed nearly 3,000 gay and bisexual men between 1996 and 1998. They say that 73 per cent of gay men have experience of stress. In 35 per cent stress was due to their sexual orientation. 21 per cent of the men said they had previously made a plan to kill themselves, 12 per cent had attempted suicide, and a further 8 per cent had considered suicide because of their sexual orientation (Source: Mind).

Dlaczego osoby homoseksualne, zwłaszcza tak młode jak 16-24, tak często próbują się zabić lub zadają sobie krzywdę? Czy to z uwagi na modę na homoseksualizm? Na jego promocję? Na nadmiar przywilejów, którymi się cieszą? Może to dlatego, że chodząc po ulicach w skórzanej uprzęży i z piórkiem w dupie spotykają się z uśmiechami i życzliwymi pozdrowieniami i nie mogą już tego znieść? Może to z nadmiaru miłości, którą obdarza je Kościół, a zwłaszcza najbardziej miłościwy w swej osobie rzecznik abpa Hosera pan Mateusz Dzieduszycki? Któż nie spróbowałby się zabić obdarzony tak wielką miłością i łaską?

Czy mi się chce wymieniać akty przemocy wobec osób LGTBQ? Wrzucać linki do filmików, na których grupa Rosjan kopie uczestnika Pride? Na których człowiek płonie żywcem? (Płonięcie żywcem to zaiste niezdrowy styl życia, panie rzeczniku, ale na szczęście tylko przez kilka-kilkanaście minut.) Nie chce, wybaczcie. Wyznam szczerze, że Dzieduszycki mnie co najwyżej irytuje skrzyżowaniem głupoty z podłością, ale filmiki z aktami przemocy robią mi poważnie źle na moje prywatne traumy. Myślę, że sami sobie znajdziecie, a jak już znajdziecie, to wyślijcie rzecznikowi i spytajcie, co doradzi przedstawionym na nich osobom.

Za obrazek serdecznie dziękuję Ewie. Copyright: natemat.pl