Tytuł jest oczywiście nastawiony na klikalność, niemniej jednak nie da się tak do końca zaprzeczyć, że rzecznik arcybiskupa Hosera ma rację, kiedy mówi:

– Statystycznie geje żyją 20 lat krócej od heteroseksualistów – przekonywał w czwartek na antenie TVN24 Mateusz Dzieduszycki, rzecznik diecezji warszawsko-praskiej. Nie wyjaśnił skąd ma takie dane. – Opiera się chyba na badaniach dr Paula Camerona, wykluczonego przez amerykańskie środowisko naukowców, który w swoich teoriach przekonywał, że homoseksualiści jedzą fekalia – mówi psycholożka Marta Abramowicz.

Mateusz Dzieduszycki, który w media reprezentuje abp Henryka Hosera, podkreślał, że wynika to z powodu „prowadzenia niezdrowego trybu życia” przez osoby homoseksualne. – Ja im współczuję – podkreślił rzecznik. – Należy tak rządzić życiem społecznym, żeby w ten styl życia nie popadli ludzie, którzy mogą się przed tym uchronić – dodał.

No więc (nigdy nie zaczynaj zdania od no więc) bezproblemowo mogę uwierzyć, że osoby homoseksualne żyją krócej, niż osoby heteroseksualne, chociaż nie byłbym gotów chlapać na prawo i lewo informacją, że akurat o dwadzieścia lat. Oto kilka powodów.

Po pierwsze primo, chronologicznie najpierw jest dzieciństwo i okres szkoły. W szkole dzieci dręczone są za wszystko, za rude włosy, za piegi, okulary, zbyt tanie buty, czasami zaś dręczone są za to, że są „pedałkami” i „lizbijami”. Z uwagi na to, że w tak młodym wieku nawet same dzieci i nastolatki nie wiedzą, jakiej są orientacji („wiedzą” to natomiast ich „koledzy”, często rodzice i nauczyciele) trudno jest o ustalenie, jak duża ilość młodzieży LGTBQ popełnia samobójstwa, ale w 1989 powstał raport pt. „Report of the Secretary’s Task Force on Youth Suicide” w którym stwierdza się, że ilość prób samobójczych wśród dzieci LGTB jest czterokrotnie większa niż wśród heteroseksualnych.

Czternastoletni Ayden Keenan-Olson popełnił samobójstwo w marcu 2013, zostawiając dwa listy opisujące homofobiczne i rasistowskie dręczenie, jakie spotykało go w szkole. Już przedtem, w październiku 2012 próbował się zabić; ponad 20 razy zgłaszał szkole traktowanie, z jakim się spotykał. Bezskutecznie. Podobny los spotkał 14-latka z Rzymu, który był dręczony na różne wyrafinowane sposoby, w tym za pomocą SMS-ów. Taki właśnie niezdrowy tryb życia prowadzą osoby homoseksualne według rzecznika Dzieduszyckiego: rodzą się i są dręczone.

Czy tylko w szkole ma miejsce dręczenie? Ależ skąd. Swoją cegiełkę dorzucił przecież rzecznik Dzieduszycki. Czy tak trudno sobie wyobrazić młodego chłopaka, siedzącego z rodzicami przed telewizorem w małym miasteczku na południu Polski, słuchającego tych słów i boleśnie świadomego, że jest gejem? Czy niewiarygodną jest myśl, że tata chłopaka w tym momencie powie „i słusznie powiedział!”, a mama doda „ja to się tych gejów brzydzę”?

Rzecznik dodał:

„Kościół jest najlepszym miejscem dla homoseksualistów. Kocha ich. Tak jak Jezus Chrystus ich kochał” – stwierdził.

Bardzo to specyficzna miłość. Powiedziałbym, że toksyczna. Kojarzy mi się z rodzicem, który katuje dziecko pasem do krwi, a potem mu mówi, że to z miłości i dla jego dobra i jeszcze mu kiedyś podziękuje. „Ja ci z miłości mówię, że przez ten swój styl życia umrzesz o 20 lat wcześniej”. Jest taki smutny film czeski, „Samotni”, który w Polsce reklamowano jako komedię, bo skoro po czesku to musi być komedia. Pan rzecznik by się tam nieźle wpasował.

Ale ja tu gadu gadu, a przecież nie tylko nastolatki popełniają samobójstwa.

Wycinek z raportu American Psychiatry Association z 2002:

Specifically, the studies find:

  • Higher rates of major depression, generalized anxiety disorder and substance use or dependence in lesbian and gay youth.
  • Higher rates of recurrent major depression among gay men.
  • Higher rates of anxiety, mood and substance use disorders, and suicidal thoughts among people ages 15 to 54 with same-sex partners.
  • Higher use of mental health services in men and women reporting same-sex partners.

[…] The data contradict previous findings that there are no significant differences in the mental health of heterosexuals and LGB people, adds Cochran, who notes she is concerned that these findings may give ammunition to people who want to falsely promulgate the argument that gay people are by nature mentally ill.

[…] In a study that examines possible root causes of mental disorders in LGB people, Cochran and psychologist Vickie M. Mays, PhD, of the University of California, Los Angeles, explored whether ongoing discrimination fuels anxiety, depression and other stress-related mental health problems among LGB people. The authors found strong evidence of a relationship between the two.

Nie trzeba być zawodowym psychiatrą, żeby rozumieć, skąd się bierze związek między zaburzeniami lękowymi, depresją i innymi problemami związanymi ze stresem, a byciem LGTB. Mówię tu rzecz jasna o Polsce, kraju, w którym Artur Zawisza może bezkarnie określać tak naprawdę zupełnie nieważne kogo, ale w tym przypadku Rafalalę mianem „tego czegoś” w programie TV. Przecież to ludzie widzą. W kraj idzie sygnał, że mówienie do osoby wyglądającej niestandardowo „to coś” jest na tyle fajne, że się jest zapraszanym do TV i nie ma problemu. Ba, to Rafalalę oskarża się o przemoc, bo oblała Zawiszę wodą. Ale fajny program! Emocje! Oglądalność! Tylko, że ten program ogląda dużo osób. Heteroseksualne widzą albo „fuj, ohyda” albo „ale zajebiaszczo, chodź Zenek zobacz”. Transseksualne widzą, że politykom wolno je poniżać na wizji.

Słuchałem dawno temu programu w Trujce. Program, we współpracy z Wprost, prowadził Kuba Strzyczkowski, a chodziło mniej więcej o to, że mniejszość homoseksualna się rozpanoszyła, parady organizuje i związków im się zachciewa. Na antenę zadzwonił słuchacz, aby podzielić się refleksją, że nie może już nawet normalnie pedała pobić, bo kary są jak za człowieka. Jak sądzicie, czy czułem wtedy „niepokój, depresję i inne problemy związane ze stresem” czy radość, zrelaksowanie i poczucie, że wszystko gra?

Znowu rzecznik:

[…] widziałem zdjęcia tomografii mózgu, gdzie były pokazane obszary, które są pobudzone elektrycznie w czasie pobudzenia seksualnego u osób hetero- i homoseksualnych. To są inne ośrodki. Pani się może z tego śmiać. Ale to zdjęcia i u osób homoseksualnych to rejony odpowiedzialne za traumę. Dlatego skutecznym leczeniem, pomocą osobom homoseksualnym są metody, które leczą traumy. To działa.

Przyznam, że rzecznik zaskoczył mnie celnością spostrzeżenia. Bo ja po latach mieszkania w Polsce i słuchania Giertychów, Kaczyńskich i innych rzeczników Dzieduszyckich cierpiałem i nadal cierpię na PTSD — post-traumatic stress disorder. Do tej pory na widok grupy młodych mężczyzn kulę się w sobie, przekonany, że zgadną, że jestem gejem i mnie pobiją. Wychodząc z domu zwieram się w sobie i przygotowuję na wulgarne napisy na drzwiach (nigdy nic takiego się nie wydarzyło). Czekam na obelgi, uderzenia, spodziewam się włączyć telewizor i zobaczyć tam Zawiszę. Czy to zdrowy styl życia? Nie — przysparza mi wielu stresów i może skrócić moje życie. Winę ponoszą Dzieduszyccy.

Wracamy do samobójstwa.

The Stonewall 2012 Survey discovered that 3% of gay men and 5% of bisexual men had attempted to take their own life, compared to only 0.4% of men in general. In the 16- to 24-year-old age group, 6% of gay and bisexual men had attempted to take their own life compared to less than 1% of men in general.

There are similar findings for self-harming. 7% of gay and bisexual men had deliberately harmed themselves compared to only 3% of men in general, and in the 16- to 24-year-old age group, 15% of gay and bisexual men had harmed themselves compared to 7% of men in general.

[…] 25 to 60 per cent of gay people seek counselling at some stage in their lives (Source: Counselling Directory). Gay and bisexual men face a higher risk of considering and attempting suicide, and of killing themselves. Mind’s researchers interviewed nearly 3,000 gay and bisexual men between 1996 and 1998. They say that 73 per cent of gay men have experience of stress. In 35 per cent stress was due to their sexual orientation. 21 per cent of the men said they had previously made a plan to kill themselves, 12 per cent had attempted suicide, and a further 8 per cent had considered suicide because of their sexual orientation (Source: Mind).

Dlaczego osoby homoseksualne, zwłaszcza tak młode jak 16-24, tak często próbują się zabić lub zadają sobie krzywdę? Czy to z uwagi na modę na homoseksualizm? Na jego promocję? Na nadmiar przywilejów, którymi się cieszą? Może to dlatego, że chodząc po ulicach w skórzanej uprzęży i z piórkiem w dupie spotykają się z uśmiechami i życzliwymi pozdrowieniami i nie mogą już tego znieść? Może to z nadmiaru miłości, którą obdarza je Kościół, a zwłaszcza najbardziej miłościwy w swej osobie rzecznik abpa Hosera pan Mateusz Dzieduszycki? Któż nie spróbowałby się zabić obdarzony tak wielką miłością i łaską?

Czy mi się chce wymieniać akty przemocy wobec osób LGTBQ? Wrzucać linki do filmików, na których grupa Rosjan kopie uczestnika Pride? Na których człowiek płonie żywcem? (Płonięcie żywcem to zaiste niezdrowy styl życia, panie rzeczniku, ale na szczęście tylko przez kilka-kilkanaście minut.) Nie chce, wybaczcie. Wyznam szczerze, że Dzieduszycki mnie co najwyżej irytuje skrzyżowaniem głupoty z podłością, ale filmiki z aktami przemocy robią mi poważnie źle na moje prywatne traumy. Myślę, że sami sobie znajdziecie, a jak już znajdziecie, to wyślijcie rzecznikowi i spytajcie, co doradzi przedstawionym na nich osobom.

Za obrazek serdecznie dziękuję Ewie. Copyright: natemat.pl

Zestrzelenie samolotu Malaysia Airlines było całkowicie przewidywalne. Nie w szczegółach. Mógł to być samolot KLM, LOT, EasyJet, dowolnej linii, która uwierzyła w zapewnienia, że powyżej pewnej wysokości przelotowej lot nad tym terytorium jest bezpieczny. Bo zapewnienia pochodziły od osób przekonanych, że terrorystom można wierzyć.

Osoby te przechodzą właśnie bardzo intensywne lekcje propagandy sowieckiej. Nie: rosyjskiej. Putin kieruje się pięknymi wzorcami — zdałoby się zapomnianymi. Już rozwiązał zagadkę — to Ukraina zestrzeliła samolot. Ale to tak naprawdę nic ważnego, bo jak twierdzi lider terrorystów, Striełkow — w samolocie żywi byli tylko piloci, a reszta to martwe ciała. (Piloci zapewne byli samobójcami.) Powiedziałbym zgryźliwie, że Macierewicz mógłby się od nich uczyć, ale Macierewicz już też się zdążył uaktywnić, a bracia Karnowscy i inne Gmyzy dołączyli — w skrócie, to wina Tuska. Czyli jak zwykle Polska uprawia wojenkę domową, wykorzystując wszystko, dowolna ilość martwych ludzi to dla Gmyzów nic innego niż amunicja przeciwtuskowa.

Rosja rzeczywiście nie od dziś robi rzeczy niewybaczalne. Kiedy przez parlament rosyjski przechodziła ustawa anty-LGTB, niektóre kraje wyraziły oburzenie, po czym wróciły do standardowych stosunków z Rosją, bo kasa. Kiedy Rosja napadała na Ukrainę — a coś mi mówi, że te wydarzenia były powiązane, chodziło o sprawdzenie, czy Zachód wyrwie się z marazmu — niektóre kraje posunęły się nawet do dotkliwych sankcji (np. „od tej pory pan Putin musi pokazywać paszport przechodząc przez naszą granicę”). Teraz terroryści, bo nie będę używał pięknego słowa „separatyści” zestrzelili — prawdopodobnie przypadkowo — samolot pasażerski. Putin natychmiast zdecydował, po której stronie stanąć. A robi, ze swojego punktu widzenia, słusznie również pod kątem Polski — bo takie zachowanie podleje benzyny lotniczej do ognia „dyskusji” między frakcją pro- i kontra-smoleńską.

Co się wydarzy teraz? Możliwe, że wielki przeciwnik sankcji przeciwko Rosji, premier Holandii Mark Rutte, pójdzie po rozum do głowy i zrozumie, że jego oszczędność kosztowała Holandię 192 trupy. Możliwe, że nie, bo w Holandii mieszka dużo ludzi, a biznes is biznes. Możliwe, że Obama przestanie potrząsać szabelką i coś zrobi (ale co?), podobnie Merkel i Cameron. Ale najbardziej obawiam się tego, że Rosja jest tak silnym ekonomicznie potentatem, że nie wydarzy się nic. Po raz trzeci usłyszymy „och, zła Rosjo, to nieładnie tak zestrzeliwać samoloty, fuj fuj pac pac, obiecaj, że już tego nie zrobisz”, po raz trzeci Putin triumfująco stanie przed kamerami i obwieści, że to wina Ukrainy, a na koniec król Willem-Alexander spotka się z nim na piwko i powie, wiesz, my z tym gadaniem o sankcjach to musieliśmy, ale oczywiście BFF jesteśmy, przybij piątkę.

willemputin

W katastrofie zginęło ponad stu naukowców zajmujących się HIV i AIDS. Być może wraz z nimi zginęła nadzieja na szczepionkę. Nie jestem aż takim paranoikiem, żeby wierzyć, że to w nich celowała rakieta, ale jestem przekonany, że rosyjska propaganda znajdzie sposób, żeby zaprezentować to jako sukces. Bo przecież na AIDS chorują tylko geje. Ci od napastowania dzieci, znaczy. Jak się Terlikowski doczyta, to strach myśleć, czego się dowiemy. Ale notka o trzeciej wojnie światowej to już jest zupełnie inny temat…

Zapytano mnie, czy powodem złożenia wniosku o paszport niderlandzki akurat przedwczoraj była ostatnia akcja USC. Nie, przypadkowo się tak złożyło, nie chodzi też o Golgota Picnic, o Chazana, o taśmy. Chodzi o dwie rzeczy: dzięki Stefanii miałem 816 euro potrzebne do wystąpienia o dokument, a wyniki wyborów do Europarlamentu dodatkowo motywują, żeby na wszelki wypadek nie czekać za długo.

Kiedy przybyłem do Holandii w 2006, przysięgałem sobie, że o paszport wystąpię w dzień po tym, jak upłynie mi wymagane 5 lat pobytu w kraju. Nic takiego się nie stało, bo w międzyczasie pojawił się burnout, a potem inne problemy, które zmusiły mnie do przejścia na rentę, dzięki czemu 816 euro stało się sumą, której nie wydaję pochopnie. Tak więc o paszporcie niderlandzkim zwyczajnie na jakiś czas zapomniałem, aż zaczęła mnie martwić lokalna antyimigrancka polityka.

W maju 2012 byłem w trakcie hipomanii, co objawiało się między innymi tym, że miałem mnóstwo energii i niczego się nie bałem. Tak więc udałem się na egzamin o nazwie Korte Vrijstellingstoets, o którego istnieniu większość imigrantów w ogóle nie wie, bo odpowiednie ministerstwo jego istnienie… ukrywa. Oficjalnie aby ubiegać się o paszport trzeba przejść przez kurs obywatelskości, Inburgeringscursus, a po tymże rocznym kursie zdać trzyczęściowy (chyba) egzamin, na którym pojawiają się pytania typu „jaka znana aktorka występowała w telewizyjnej ekranizacji sztuki na podstawie książki Gerarda Reve ‚Matka i Syn’ w roku 1983?”. Strona internetowa ministerstwa ds. imigracji, IND wspomina jednak o „…lub innych dokumentach” i ma na myśli właśnie Korte Vrijstellingstoets, który jest półtoragodzinnym egzaminem przy komputerze, w trakcie którego — egzaminu, nie komputera — padają pytania typu: „Ahmed gorszy się krótką spódnicą sąsiadki. Co mu mówisz? a) To szmata i zdzira! b) Tu jest Holandia, Ahmedzie, i każdemu wolno się ubierać tak, jak chce!” Przysięgam, że nie żartuję. Do KV trzeba oczywiście rozumieć niderlandzki (choć mówić niekoniecznie), znać się nieco na obyczajach, na podstawach prawa (poległem sromotnie na pytaniu o dofinansowanie wynajmu, bo nigdy mi nie było potrzebne dofinansowanie wynajmu, podobno pojawiają się pytania o ciążę i ginekologa, też mógłbym nie znać odpowiedzi) i w zasadzie tyle. Jest jeden kruczek: trzeba dostać 75% punktów i zdać za pierwszym razem, inaczej won ze sceny i na Inburgeringscursus. Z uwagi na hipomanię w dwa miesiące przygotowałem się, pojechałem (z gorączką) i zdałem.

Kiedy przedwczoraj składałem wniosek o paszport, pani urzędniczka zaczęła mi tłumaczyć coś, czego nie zrozumiałem — odniosłem wrażenie, że mówi mi, że paszport niderlandzki może być mi odebrany. Nieco się zachłysnąłem, więc zaczęła tłumaczyć powoli i wyraźnie, że nie mogę mieć dwóch obywatelstw, bo Unia Europejska, i tak dalej. — Ach! — przerwałem. — Przepraszam, pani mówi o polskim paszporcie! Nie, ten to mogę i zaraz oddać, chce pani? — Nie chciała, zrobiła tylko ksero.

Na obywatelstwo poczekam teraz od 6 do 12 miesięcy, więc jeszcze tak zaraz go nie będzie. Ale przyznam, że po przeczytaniu o USC moja decyzja była dla mnie odrobinę ważniejsza. Po prostu nie chcę być obywatelem państwa, które swoim obywatelom okazuje jawną pogardę i utrudnia im życie, bo są nie tej orientacji, co Kościół przykazał. Wolę mieszkać w kraju, gdzie rzadkie przypadki przemocy przeciwko homoseksualistom generują artykuły na pierwszych stronach gazet i szok w społeczeństwie. A homofobia i w Holandii żyje, bo nie jest tak, że przebywam w raju i otaczają mnie anieli tolerancji. Tyle, że tutaj homofobia jest szokującym ekstremizmem, a nie — na przykład — trzymanie się za ręce lub pocałunek. (Czego niedawno dowiedział się Krul, z którym Wilders i Le Pen nie chcą współpracować, bo jest dla nich zbyt ekstremalny.)

Nie będę Was prosić o trzymanie kciuków, bo po 12 miesiącach mogłyby Wam odpaść. Tym, którzy w skansenie pozostali, życzę jak najwięcej szczęścia i powodzenia w zmienianiu go krok po kroku. Mi się zwyczajnie nie chce, nie mam na to zdrowia i czasu. Wiem, że są tacy, którzy na wieść o tym, że lewak-homoseksualista wystąpił o paszport holenderski zorganizują z radości imprezę z zamawianiem piw, ale na szczęście właśnie uruchomiłem proces, dzięki któremu — o ile wszystko pójdzie dobrze — już za rok będą mi mogli nafiukać.

Krytyka Polityczna zwróciła uwagę na zjawisko, które ja odnotowałem na swoim Facebooku, kompletnie nie zauważywszy, że ma miejsce również w mojej głowie:

Poziom wyobcowania jest taki, że większość Polaków przygląda się szybkiej akcji likwidowania przez nie wiadomo kogo demokratycznie wybranego przez nich samych rządu (ten wybór został potwierdzony nie dalej niż 25 maja, w wyborach do Parlamentu Europejskiego, które minimalnie wygrała partia rządząca, a jej przeciwnicy jednak je przegrali), jakby to nie był ich rząd i jakby to nie było ich państwo. Obojętnie, czy akcję zielonych ludzików wobec rządu Tuska – którego efektywność w tej sprawie podobna jest do efektywności rządu w Kijowie w obwodzie donieckim – robiliby niekontrolowani agenci polskich służb obecni lub emerytowani, agenci służb obcych, biznesowi oligarchowie […] większość z nas siedziałaby przed telewizorami rozbawiona, zafascynowana, zaciekawiona (w zależności od tego, jak reagujemy na dobre kino akcji), bo taki zbudowano w III RP przez 25 lat kapitał społeczny, bo taki jest poziom wyalienowania Polaków od własnego państwa.

Chciałbym tu wspomnieć o dwóch wydarzeniach, na które reaguję osobiście.

Po pierwsze primo, uważam, że Hanna Gronkiewicz-Waltz to najlepsza prezydentka Warszawy, jaką kiedykolwiek widziałem. Z jednym drobnym wyjątkiem. Mianowicie takim, że pani Gronkiewicz-Waltz twardo odmawia patronatu Paradzie Równości, tym samym dając dwa sygnały: 1. przenoszę swoje prywatne poglądy na poziom polityczno-publiczny, 2. dla homoseksualistów w Warszawie miejsca nie ma. (Tęcza się tak do końca nie liczy, bo jestem zdania, że HGW sprzeciwia się raczej temu, że usuwają ją kibole, niż popiera jej przesłanie.) Rezultatem tego prostego działania jest to, że kiedy widzę moich znajomych linkujących różne inicjatywy lokalne i zapraszających do ciekawych miejsc w Warszawie, wzdycham ze smutkiem i ignoruję ich — co mnie obchodzi w końcu, czy w mieście nieprzyjaznym mi z zasady uda się zorganizować coś fajnego?

Po drugie primo, z Pochodnych Kofeiny dowiaduję się dla odmiany, że:

Polski USC nie pomoże wziąć ślubu dwóm panom

Urząd stanu cywilnego nie może wydać zaświadczenia Polakowi, że może zawrzeć za granicą małżeństwo z osobą tej samej płci. Brakuje podstaw prawnych.

– Od odmowy urzędu stanu cywilnego w sprawie wydania zaświadczenia przysługuje zainteresowanemu odwołanie do sądu cywilnego, ale już nie do Sądu Najwyższego – to druga konkluzja z zakończonej we wtorek sprawy przed Sądem Najwyższym.

Opowiem najpierw dykteryjkę. Otóż kiedy jechaliśmy z Szacownym Eks-Małżonkiem (miano mylące, bo nigdy nie wzięliśmy ślubu, ale tak go nazywam na blogach od 10 lat i nie będę teraz zmieniać) do Holandii, poproszono nas o zaświadczenie, że pozostajemy w związku. Oczywiście, w Polsce niczego takiego para homoseksualna otrzymać nie może. W związku z tym Holandia poprosiła o zaświadczenie, że obaj jesteśmy stanu wolnego i tu pojawiła się ciekawostka: otóż taki papierek w Polsce podobno nie istnieje. Istnieje zaświadczenie, że jest się zamężną i żonatym, natomiast stan wolny jest rzekomo zakładany domyślnie w przypadku braku zaświadczenia o byciu w związku małżeńskim. Po wściekłym guglu wyczytałem, że zaświadczenia wydawano, ale zaprzestano, bo… pary tej samej płci korzystały z nich, żeby zawierać za granicą małżeństwo…

Polski USC nie tyle „nie pomoże”, polski USC pracuje ciężko nad szkodzeniem, jak to zauważyły Pochodne. W Holandii urzędy służą pomaganiu obywatelom, w co po ośmiu latach ciągle jest mi trudno uwierzyć, bo mam PTSD po Polsce. Urząd skarbowy przysyła listy z informacją, że przejrzał moje papiery i na pewno nie będzie się ich już czepiać, zamiast — jak polski — trzymać mnie w napięciu, bo może 4 lata i 11 miesięcy po fakcie inspektor nagle skontroluje moje wydatki. Urząd pracy przydziela psychologa, darmowe szkolenia, zresztą nie będę zanudzać tym smędzeniem, bo nie o to chodzi. Urzędy polskie, jak widać, 25 lat po upadku komunizmu nadal dopierdalają, bo mogą.

Zjawisko, na które zwraca uwagę Krytyka Polityczna — oglądanie „śmiesznego filmu o Donaldzie w taśmach” — bierze się właśnie stąd. To, że homoseksualiści i ateiści czują się w Polsce obco, wiadomo od dłuższego czasu, ale jak się okazuje nawet biali, heteroseksualni katolicy dystansują się od kraju, który rzekomo noszą w serduszku. PO od lat wygrywa wybory nie dlatego, że wyborcy identyfikują się z partią, tylko po to, żeby nie wygrał ich Polskęzbaw. Teoretycznie najbardziej swój kraj kochają Prawdziwi Polacy, ale oni też nie kochają przecież Polski istniejącej, tylko jakiś dziwni neonazistowski fantom rządzony przez Krula i gromadę łysych. Polskę pod wodzą Tuska postrzegają jako okupowane terytorium pokryte grubą warstwą gejów, komunistów i Żydów. Nie ma czegoś takiego, jak rząd państwa polskiego, jest mniejsze zło rządzące Polską (dziękuję, Kuba).

To, co dzieje się dzisiaj postrzegam jako konsekwencję nieudanego POPiS-u. To wtedy, kiedy nie udało się zawiązać prawicowej koalicji zaczęła się eskalacja wyzwisk, oskarżeń, ataków wszelkimi możliwymi środkami, eskalacja, w której nie ma czegoś takiego, jak oskarżenie zbyt podłe lub bluzg zbyt obrzydliwy. Oskarżenia o zdradę i nawoływania o Trybunał Stanu padają średnio cztery razy w tygodniu. Nawet tragedia smoleńska, w której przecież zginęły osoby ze wszystkich stron polityki, kobiety, mężczyźni, lewica, prawica — została zawłaszczona i wykorzystana do nawalanki na poziomie „to twoja wina, zdrajco Tusku”. Czy można się dziwić, że po iluś latach słuchania i oglądania na co dzień takich spektakli do wyborów europejskich udaje się dwadzieścia kilka procent obywateli? Ja jestem zdziwiony, że poszło aż tyle. A co sam czuję, patrząc na aferę taśmową? Nic. Co mnie obchodzi los rządu Tuska? Polska nie jest moim krajem i nie będzie nim ani za Tuska, ani za Millera, ani za Kaczyńskiego, ani za Korwina, bo polski USC nie ma podstaw, żeby wydać zaświadczenie. Niech mnie polski USC pocałuje w dupę i vice versa, że zacytuję piękny dowcip o Wałęsie.