Kiedy Francis Fukuyama w roku 1992 pisał „Koniec historii” nie spodziewał się zapewne, że w 2001 historia chrapnie głośniej, a w 2008 — wraz z rozpoczęciem tak pięknego kryzysu otworzy jedno oko i wycedzi leniwie: Pogłoski o mojej śmierci są nieco przesadzone.

W 2012 sam Fukuyama przyznał się do błędu, pisząc „Przyszłość historii”. (Przepraszam, link za paywallem, tłumaczenie fragmentów moje.) Choć ciągle uważa — a raczej kryje się za cytatem z Amartyi Sena — że „w generalnym klimacie opinii światowej rządy demokratyczne osiągnęły już status uważanych za generalnie odpowiednie” (brakuje mi tu kilku „być może oraz „zapewne”), dopuszcza już możliwość istnienia alternatywy. Na przykład chińskiej. Jakkolwiek zapewne pomyślicie, że woda sodowa uderzyła mi do głowy, pozwolę sobie nie zgodzić się z Fukuyamą i roztoczyć prognozę mroczniejszą: przyszłości, jaką rysuje dla nas Ruch Narodowy.

Mówią, że dążymy do chaosu. Wręcz przeciwnie. Tworzymy społeczno-polityczną nieumundurowaną armię, która w Polsce ma przywrócić porządek – zapowiada podczas I Kongresu Ruchu Narodowego Robert Winnicki. Kolejni prelegenci wypowiadają wojnę lewactwu, które „z polskością nie ma nic wspólnego”. – Albo oni, albo my. To jest wojna – mówi twardo lider Młodzieży Wszechpolskiej. Tłum wiwatuje.

Tłum na razie jest niewielki, bo raptem tysiąc osób, ale węgierskiemu Jobbikowi zajęło raptem 7 lat od założenia wysłanie posłów do Europarlamentu, a w roku 2010 — osiem lat po założeniu! — Jobbik zebrał ponad 12% głosów i wprowadził do węgierskiego parlamentu 43 posłów. Węgrzy pomagają teraz życzliwie Polakom w stworzeniu własnej partii „narodowej”, a w tym czasie „lewica” reformuje się po raz czterdziesty siódmy — w prezydium mając same nowe twarze, czyli Kalisza, Kwaśniewskiego, Siwca i Palikota.

Fukuyama z tonem lekkiego zdziwienia prześlizguje się nad ruchami ekstremalnej prawicy:

Pomimo generalnego rozzłoszczenia [społecznego] w związku z dofinansowywaniami Wall Street podczas kryzysu, w Ameryce nie powstał żaden nowy ruch lewicowo-populistyczny. Istnieje możliwość, że Occupy Wall Street nabierze jeszcze rozpędu, ale najbardziej dynamicznym ruchem, jaki do tej pory zobaczyliśmy była prawicowa Tea Party, której głównym celem jest państwo-regulator starające się zabezpieczyć zwykłych ludzi przed spekulantami finansowymi.

Tea Party skompromitowała się głównie przez postawienie na Sarę Palin, która posiadała wiele charyzmy i ładnie wyglądała w okularach, ale co się odezwała, to Republikanom spadało poparcie. Ruch Nowa Europa Palikota Plus Kalisza skompromitował się już na starcie, popełniając ten sam błąd co zwykle — nie sprawdzając, czy ktoś im nie zajął domeny internetowej. Wśród komitetu… chciałem powiedzieć, kierownictwa partii zasiedli znani i lubiani (tylko, że nie) heteroseksualni politycy płci wyłącznie męskiej, co miało pokazać otwartość na mniejszości i kobiety. Czy takie ugrupowanie naprawdę stanowi alternatywę dla tych wyborców, którzy pomstują na forum Onetu o złodziejach, żydokomunie i dupach przyspawanych do stołków?

Na kongresie Ruchu Narodowego wypowiedzieli się Robert Winnicki, Przemysław Holocher, Krysia Bosak i Artur Zawisza. Przykro mi to stwierdzić, ale ci panowie o wiele lepiej reprezentują polską prawicę, niż komitet sterujący — polską lewicę. Ruch Narodowy o wiele lepiej zidentyfikował własny target. Tutaj krótkowłosi panowie, w tym niektórzy z wąsami sprawdzą się o wiele lepiej, niż w Ruchu Nowa Europa Plus Wolności Lewicy. Sekcja Zawisza zajmie się Smoleńskiem, sekcja Bosak zajmie się osobami LGTB, sekcja Holocher zajmie się musztrą. Czym zajmie się w E+ Siwiec? Tym, co zwykle, tak samo, jak Miller w SLD. To już nawet Solidarność szybciej się uczy, co poznajemy po tym, że Krzaklewski od jakiegoś czasu nie jest przewodniczącym żadnej frakcji PiS i siedzi sobie w Europejskim Komitecie Ekonomiczno-Społecznym Cokolwiek To Jest.

Wrócę do Fukuyamy, bo za dużo mi się tu dygresji robi:

Średnie zarobki w Stanach w rzeczywistości przestały rosnąć od lat siedemdziesiątych. […] ponieważ Amerykanie nie są zwolennikami bezpośredniej redystrybucji, USA zamiast tego wdrożyło bardzo niebezpieczną i mało skuteczną formę redystrybucji w poprzednim pokoleniu, dopłacając do kredytów mieszkaniowych. [Brzmi znajomo? R.] Ten trend […] dał Amerykanom złudzenie, że ich standardy życiowe nieprzerwanie rosły w poprzedniej dekadzie. Mając to na uwadze widzimy, że pęknięcie bańki kredytowej w 2008-9 było co najwyżej okrutnym powrotem do stanu normalności. Amerykanie być może mają dziś tanie telefony komórkowe, ubrania i Facebooka, ale coraz częściej nie stać ich na mieszkanie, ubezpieczenie zdrowotne, czy własną emeryturę.

Ten stan, który powoli przenosi się i do Polski (która usiłuje sobie z tym radzić dokładnie za pomocą „Rodzin na swoim” i tym podobnych wynalazków) jest paliwem dla Ruchów Narodowych. Bo siedzimy sobie na tykającej bombie w nadziei, że się jakimś cudem wytyka. Po lewej stronie organizuje się Komitet Dekorowania Bomby Kwiatuszkami z hasłem „Kochaj Swoją Bombę, Innej Mieć Nie Będziesz”. Po prawej trwa pełne zapału dłubanie przy zapalniku, żeby sprawdzić, co się stanie, gdy połączymy kabelek niebieski z czerwonym. Brakuje nam po prostu kasy i ta kasa się nie zalęgnie. Kasę możemy zdobyć na trzy sposoby: dodrukować i modlić się do Bozi o to, żeby Pani Inflacja nie wpadła w gości, drastycznie i SZYBKO zmienić system redystrybucji, albo też rozpętać wojnę z kimś, kto ma więcej kasy i komu da się ją zabrać.

[Robert Winnicki] tłumaczy, jakich zmian chce Ruch Narodowy. We władzy wykonawczej – systemu prezydenckiego albo kanclerskiego. W ustawodawstwie – stop „legislacyjnej biegunce”. W sądownictwie – koniec wszechwładzy sędziów. W edukacji – ukrócić „tresurę testów” i wychowywać „w jednoznacznym duchu wartości”. W szkolnictwie wyższym – zamknąć „fabryki bezrobotnych”. W służbach porządkowych – nie pozwolić, by policji używano do walki z ruchami narodowymi, patriotycznymi i kibicami.

Ruch Narodowy chce najzwyczajniej w świecie powrotu do stanu, który być może jest dla ludzkości rzeczywiście naturalny. Stanu, w którym wioską rządzi silnoręki i jak się komuś nie podoba, to w mordę. Jak w tej chwili w Turcji, choć Winnicki pewnie dałby mi za to porównanie w mordę.

*

Oglądam sobie serial „Wikingowie” i pominąwszy zachwyty estetyczne nad 90% aktorów płci męskiej (ach, robić casting do tego serialu i jeszcze żeby mi za to płacono…) przeżywam również zachwyty nad naturą ludzką w wersji przed Facebookiem, medycyną i młotami parowymi.

W „Wikingach” przywództwo ma ten, kto najlepiej robi mieczem. Jeśli wyzwie poprzednika na pojedynek, jeden z nich ginie, a drugi obejmuje (lub utrzymuje) przywództwo. Oczywiście nie jest tak, że każdy może sobie wyzywać poprzednika na pojedynek, ale nie jest też tak, że władca może sobie pozwolić na niedopuszczanie do głosu żadnego przeciwnika. Przeciwnik musi po prostu najpierw zlać na kwaśne jabłko kilku lub kilkunastu mniej ważnych drugo- i trzecioplanowych przydupasów głównego bossa, aby zasłużyć na zaszczyt lania (ewentualnego) samego jarla.

Ten model rządów chce wprowadzić Ruch Narodowy. Koniec wszechwładzy sędziów oznacza tyle, że jarl Winnicki będzie mógł ruchem palca zmieniać ich decyzje. Jednoznaczny duch wartości — ponieważ w demokracji wartości mają to do siebie, że o ich jednoznaczności można dyskutować, w nowej Polsce jednoznaczność ducha wyznaczy jarl Winnicki. Fabryki bezrobotnych w szkolnictwie wyższym są szkodliwe, ale w systemie rynkowym popyt dyktuje podaż. W systemie RN podaż podyktuje jarl Winnicki. On też będzie kontrolować policję i wyznaczać cele dla armii:

Winnicki następnie rozprawia się z „lewactwem” środowisk Krytyki Politycznej, Ruchu Palikota czy SLD. – To są poglądy i organizacje, które z polskością nie mają nic wspólnego. Tę ideologiczną agresję musimy odeprzeć, tak jak odpychaliśmy bolszewizm i komunizm. Albo my, albo oni. To jest wojna – mówi twardo. Tłum w odpowiedzi wiwatuje.

Jako ten jedyny wzorcowy Polak, jarl Winnicki będzie mógł podać nam ścisłe kanony, wyznaczające to, kto ma coś wspólnego z polskością, a kto nie. Oczywiście, w wypadku, gdy ktoś narazi się jarlowi, przydupas jarla niezależnie od wartości i kanonów weźmie nóż i w nocy poderżnie temu komuś gardło. (Oczywiście nie należy tego odczytywać dosłownie, po coś w końcu mamy więzienia i szpitale psychiatryczne.) Taki system już poniekąd kiedyś mieliśmy, nie tak dawno, jarlowi się to nie spodoba i jego przydupas da mi za to w mordę, ale ten system nazywał się komunizm.

Programowe przemówienie na temat gospodarki Krzysztofa Bosaka zostaje przerwane w połowie okrzykiem elegancko ubranego starszego mężczyzny z przodu sali: – Krzysiu, przestań. Zanudzasz nas!

Były poseł LPR niezrażony kontynuuje wystąpienie. Nie upływają jednak trzy minuty, jak po jednej i drugiej stronie rzędu, w którym siedzi mężczyzna, zjawia się kilku ubranych w ciemne garnitury mężczyzn wyposażonych w krótkofalówki i słuchawki bezprzewodowe. Dwóch prosi sprawcę „zamieszania” o opuszczenie sali.

– To ja już nie mogę skomentować jego wystąpienia?! – oburza się adresat prośby.

Ostatecznie niezbyt dyskretna perswazja okazuje się skuteczna. Mężczyzna najwyraźniej ulega, a panowie w ciemnych garniturach – spełniwszy swój obowiązek – oddalają się. – Wycofajcie się – rzuca jeszcze na odchodnym komendę do krótkofalówki jeden z nich.

Komunizm upadł dlatego, że okazało się, że nie można zadekretować nieomylności. Mimo wszystkich wysiłków propagandy PRL w pewnym momencie zwyczajnie skończyło się jedzenie i I Sekretarz nie był w stanie sam dopilnować wszystkich zakładów pracy, aby naprodukowały każdego produktu odpowiednią ilość pomimo tego, że w każdym podręczniku połowę stron stanowiły pochwały przodowników pracy i jednoznaczny duch wartości. Innych trochę niż te jarla Winnickiego, owszem, nic tam na przykład o kibicach nie było.

Powrót do systemu kanclerskiego, lub, że dowcipnie posłużę się synonimem — dyktatury, może się odbyć bardzo prędko. Zapewne nie w wyborach 2014, bo to trochę za mało czasu na zorganizowanie porządnych struktur. Jobbik w pierwszych wyborach zdobył 2% głosów. Gazeta Wyborcza już poświęca więcej czasu Ruchowi Narodowemu niż Krytyce Politycznej. W 2016 może być kryzys rządu PiS-SLD-Korwin Mikke i jarl Winnicki objąć władzę.

Fukuyama uległ złudzeniu, że rodzaj ludzki może się czegoś nauczyć raz na zawsze. Ale ludzkość jest na to za głupia. Niczego nie nauczył nas Holocaust, skoro w POLSCE istnieją ruchy neonazistowskie, a Zawisza pozdrawia profesora Jasiewicza, który powiedział, że „Żydzi sami przez wieki pracowali na Holocaust”. (Zresztą im więcej mija lat, tym mniej osób wierzy w jakiś Holocaust.) Lata 1946-2001 będą kiedyś być może wspominane jako Złoty Wiek Europy. W każdym kraju trochę inaczej te daty się kształtują, trochę inni ludzie inaczej by je wyznaczyli, w Polsce może Złoty Wiek był między latami 1989-2013, może między 14 lipca 2006 a 16 listopada 2007, może dopiero nadchodzi. Ale jedno jest pewne: cokolwiek myśli na ten temat pan Fukuyama, historia nie jest jeszcze gotowa się skończyć.

Tytułem wstępu, wstęp: miałem tej notki nie publikować, ale kiedy zobaczyłem list tego pana, z którym się zgadzam (z panem i z listem) postanowiłem, że skoro już mam szkic, to jedziemy.

Oraz: tak, wiem, czasami piszę długimi zdaniami złożonymi, albowiem gdyż.

*

Niedouczone i nic niewarte pokolenie w osobie Piotra Budrewicza z Wrocławia napisało pełen oburzenia list.

Mam dość! Dość wmawiania młodemu pokoleniu (mojemu pokoleniu), że jest niedouczone, że brak mu podstawowych kompetencji, że ich wykształcenie jest w dużej mierze bezwartościowe, jak również mam dość powtarzania, że wysiłek wieloletniej edukacji był bezcelowy lub co najmniej niewystarczający. Mam tego dość, nawet jeśli to wnioski nie bez przyczyn!

[…] oto mamy główne wydanie „Faktów” TVN i materiał Renaty Kijowskiej „Egzamin dojrzałości?”, a w nim szybka „setka” z Janem Wróblem, który mówi z charakterystyczną dla siebie pogodą ducha: „(Ktoś) spędza nawet kilka lat na takich studiach, kończy je, umiejąc nic, z dyplomem, który wart jest nic, z doświadczeniem życiowym, które jest nic niewarte… no, ten ma parę lat w plecy”. Niebywałe! Takie rzeczy mówi nie tylko znany publicysta, autor książek, ale też człowiek edukacji, dyrektor liceum! Podkreślmy, człowiek, którego zadaniem jest dbać o jak najlepszą wiedzę wśród młodych, mówi, że ktoś po studiach posiada wielkie NIC!

Tyle zacytuję, reszta podlinkowana.

Otóż, panie Piotrze, został pan wystawiony do wiatru, orżnięty i zapeklowany w bańkę spekulacyjną. Bardzo panu współczuję. Jeśli to pana pocieszy, ten los dotknął całą Europę, a może nie tylko.

Pisałem o tym wcześniej i rzecz jasna bardzo jestem zadowolony ze swojego wybitnego intelektu: nie każdy musi mieć wyższe wykształcenie, ba — nawet maturę, bo nie może być tak, żeby na jednego szeregowego pracownika przypadało trzech kierowników. Oczywiście, że każdy, kto ma wyższe wykształcenie chciałby zarabiać „zgodnie z wykształceniem”. Tyle tylko, że wskutek działania kapitalizmu (pozdrowienia dla Zajączka) miejsc na uczelniach jest nie tyle, ile potrzeba, tylko tyle, ile da się zapełnić chcą studiować młodzieżą. Ponieważ w kapitalizmie jest tak, że jeśli jest popyt, to pojawi się i podaż — i dlatego nigdy nikomu nie udało się wyplenić prostytucji, handlu narkotykami, tabloidów i zorganizowanej religii.

Na socjologii uczę się analizy danych, co pozwoli mi pracować nawet w banku. Zdobywam doświadczenie, umiejętności miękkie, wszystko to, co wymieniają pracodawcy, ale i tak nie mam gwarancji, że to pomoże – martwi się Ania Paluszek z Piaseczna.

Mógłbym udawać, że powód, dla którego absolwentka socjologii wybiera się pracować w banku, jest dla mnie tajemnicą, ale nie jest. Rynek najzwyczajniej w świecie nie potrzebuje socjologów. Potrzebna na rynku liczba socjologów czynnych zawodowo to, powiedzmy, jeden na sto tysięcy obywateli, czyli jakieś 400 osób. Socjolog nie umiera i nie odchodzi na emeryturę rok po zakończeniu studiów, tak więc średnio rocznie kierunek ten powinien być oferowany maksymalnie 20 nowym osobom.

Młodzi ludzie są zachęcani, aby wybierać się na studia; wmawia się im, że tylko po studiach znajdą pracę; powinni rzecz jasna studiować to, do czego mają predyspozycje, talent i chęci. Ale tak się składa, że nie wszyscy ludzie na świecie mają predyspozycję, talent i chęci do pracy w banku lub jako programista. A Ania Paluszek wybierając kierunek studiów nie miała 10 lat doświadczenia na różnych stanowiskach, dzięki czemu wiedziałaby, co chce w życiu robić. Może nawet — o zgrozo — jej rodzice, ludzie liberalni i postępowi, pozwolili jej tę decyzję podjąć samodzielnie.

Wyższe wykształcenie to w przypadku wielu młodych ludzi marnowanie czasu, który możnaby spożytkować o wiele przydatniej. Chociażby — zmywając naczynia w Londynie. O wiele więcej można się nauczyć, z pewnością więcej zarobić, a jeśli się trochę odłoży, może nawet zwiedzić kilka innych zakątków świata. Do pracy na kasie w supermarkecie zawsze zdążymy, ze studiami czy bez.

Na koniec zacytuję samego siebie, bo łechce to zarówno moje lenistwo, jak i ego:

Zbudowaliśmy sobie system, który przestał właśnie działać, a my się powoli zaczynamy orientować, że ta chwila nastąpiła. Nie sposób znaleźć szewca, brakuje murarzy, pielęgniarek, brakuje programistów Javy, brakuje kowali (to ostatnie, rzecz jasna, wiem z doświadczenia). Tymczasem nastoletniej młodzieży sugeruje się głównie: 1. karierę w reality szołach, 2. prawo, 3. psychologię i coaching. Osoby, które TERAZ zostają coachami czy prawnikami, mają szanse na karierę i pieniądze. Osoby, które za 5 lat zakończą studia, odkryją, że przez poprzednie 5 lat inni pokończyli studia pierwsi, zapchali rynek i nie ma więcej zapotrzebowania na psychologów. Ilu dziennikarzy skończyło dziennikarstwo? Ilu absolwentów filologii polskiej pracuje w zawodzie? Na Uniwersytecie Śląskim, informuje mnie artykuł z 2008, najwięcej osób chciało wtedy studiować reżyserię. Spodziewam się, że kierunek nie został natychmiast potem zamknięty, a reżyserię można studiować też w innych szkołach. Ilu jest w Polsce zawodowo czynnych reżyserów?

…i pozdrowię rząd, który aktywizuje zawodowo młodych ludzi za pomocą zniechęcania pracodawców do zatrudniania kobiet. Niewątpliwie w ten sposób stworzy się więcej miejsc pracy dla mężczyzn.

Kilka dni temu Igor Janke obwieścił, że odchodzi od dziennikarstwa:

Dziennikarstwo przestaje pełnić rolę, do której zostało powołane. Misja, która w mojej pracy była zawsze ważna, jest na coraz dalszym miejscu w niemal wszystkich redakcjach. Coraz dalej dziennikarstwu do mojego ideału – anglosaskiego modelu zdystansowanego, rzetelnego, bezstronnego przyglądania się działaniom władzy i tłumaczeniu tego, co dzieje się na świecie.

Abstrahując od tego, czy Igor Janke jest zdystansowany, rzetelny i bezstronny, zacytuję komentarz Grzegorza Miecugowa:

Problem nie jest więc w dziennikarzach, ale w świecie zewnętrznym. […] Jeśli mam jakiekolwiek wątpliwości dotyczące na przykład katastrofy smoleńskiej, to moi odbiorcy odbierają mi prawo do wątpliwości. Oni nie chcą żadnych wątpliwości. Oni chcą wiedzieć, że ci, którzy głosują na PiS, to wariaci. A wyborcy PiS mówią o tych, którzy bronią premiera: „Zdrajcy”.

Dziennikarstwo dołącza do listy zawodów ginących. Być może Unia powinna je zacząć dofinansowywać. Nie uważam, żeby to była wina złych czytelników, którzy nie chcą, żeby Miecugow miał wątpliwości i przez to Janke odchodzi z mediów. Jest to wina braku kasy, który wziął się z tego, że przez lata przyzwyczajeni do portali czytelnicy nie chcą teraz płacić za newsy — oraz kapitalizmu.

Z pewnością słyszeliście idiotyczny slogan o tym, jak rynek sam się reguluje. Otóż slogan ten jest prawdą w tym samym stopniu, co komunizm i anarchia są działającymi w realnym świecie systemami politycznymi. Kapitalizm, komunizm i anarchia działają wyłącznie we wspólnotach, w których nie występują tak zwani Źli Ludzie i wszyscy chcą wyłącznie wspólnego dobra. Anarchia działa z tych systemów najgorzej, ponieważ czas potrzebny na przedyskutowanie np. planów budowy mostu przez osoby bez żadnej wiedzy potrzebnej do budowy mostu zmierza ku nieskończoności. Komunizm w działaniu już oglądaliśmy. Na przykładzie mediów widzimy zaś, jak działa kapitalizm.

Rynek regulujący media nie jest zainteresowany tym, żeby media mówiły prawdę, ponieważ więcej da się zarobić na przyjmowaniu łapówek od lobbystów. Nie jest też zainteresowany wysoką jakością, bo jakość kosztuje, a w warunkach braku wyboru średnia jakość też jakoś się opędzi. Dla rynku ważny jest zarobek. Apple wprowadziło na rynek pierwszego iPada z miejscem na kamerkę z przodu, ale bez kamerki. Nie dlatego, że z jakiegoś powodu nie dało jej się tam zamontować, tylko dlatego, że analityk rynku rozumiał, że można przyoszczędzić te 40 centów na egzemplarzu, a ludzie i tak kupią. Z tego samego powodu upadają media tradycyjne. Sprzedaż gazet nie wzrasta dlatego, że sławny pan dziennikarz pojechał na rok do Kongo, wrócił i napisał fantastyczny, godny Pulitzera reportaż. Wzrasta dlatego, że na pierwszej stronie jest zdjęcie majtek Dody i tytuł „SMOLEŃSK: KRWAWA PRAWDA”.

Janke, Miecugow i inni zwyczajnie nie odnajdują się w kapitalizmie. Ja zresztą też niespecjalnie. Kapitalizm bez regulacji z zewnątrz działa tak, że docelowo mamy 0.01% bardzo bogatych właścicieli wszystkiego i 99.99% biednych proli, z których jakaś 1/3 to policja opłacana przez bogatych właścicieli wszystkiego. Policja ta pilnuje, żeby prole nie demolowali drogich rezydencji właścicielom. Podgląd kapitalizmu w fazie końcowej to obrady parlamentu w Atenach w zeszłym roku.

Osoby, które piszą komentarze o tym, jak to protestujący to darmozjady i leniuchy, są albo głupie, albo nie posiadają wyobraźni. Polska, Holandia i wiele innych krajów znajduje się na różnych etapach tej samej drogi, do końca której (a może jeszcze nie do końca?) dotarła Grecja. Polska odkryła właśnie działanie kapitalizmu na przykładzie OFE, które wystawiły emerytom środkowy palec, zawiadomiły, że zapierdoliły kasę na prowizję, a teraz — gdy przyszedł czas wypłat — emeryci mogą im nafiukać. W Holandii prezes Centralnego Biura Planowania odszedł ze stanowiska, na do widzenia odcinając się od pozytywnych prognoz premiera Ruttego dotyczących rozwoju w 2014.

Jest kilka sposobów na to, żeby zakończyć kryzys. Jednym z nich jest wojna światowa. Hitler doszedł do władzy podczas kryzysu ekonomicznego w 1933 roku. Dwa miesiące zajęło mu skupienie nieomal całej władzy w swoich rękach. Obiecywał, rzecz jasna, że nietypowe rozwiązania jak np. zatwierdzanie ustaw bez procedowania ich przez parlament to rozwiązania „tymczasowe” dla „bezpieczeństwa” obywateli. System zadziałał — w 1938 w Niemczech praktycznie znikło bezrobocie. Wystarczyło zmusić imigrantów i kobiety do rezygnacji z pracy, co zwolniło miejsce dla niemieckich mężczyzn. Hitler wydawał też lekką ręką ogromne ilości pieniędzy, wpędzając niemiecką gospodarkę w długi, których nigdy nie planował spłacać.

Kiedy Igor Janke chce odejść z dziennikarstwa, prezentuje podejście zdrowsze, ale trudniejsze do zastosowania. Janke mianowicie rozumie, że znalazł się w sytuacji, z której nie ma wyjścia. Praca, której poświęcił 20 lat, praktycznie już wyginęła, ustępując miejsca produktom kapitalizmu regulującego rynek: Pudelek, Lula, Groszki i Perez Hilton — oto nasze nowe media. Zamiast reportaży z Kongo będziemy czytać reportaże z pobytu Lindsay Lohan na odwyku. Zamiast zdjęć z nurkowania w podwodnych jaskiniach obejrzymy zdjęcia majtek Kim Kardashian, której podwinęła się spódnica. Tak wygląda samoregulujący się rynek. Na większą skalę zaś rynek reguluje się w stronę skupienia całej władzy i pieniędzy w rękach jednej osoby.

Krzysztof Pawiński, prezes spółki Maspex Wadowice powiedział ostatnio w wywiadzie:

Nie jest pan zwolennikiem wydłużenia wieku emerytalnego?

– To oczywiście trzeba zrobić, ale musimy jednak także zmienić model finansowania potrzeb społecznych. Z pracy już się tego zrobić nie uda.

A z czego?

– Stańmy tam, gdzie Bismarck w II połowie XIX wieku, i zastanówmy się, co będzie rosło w najbliższych latach. Czego opodatkowanie się nam opłaci?

Konsumpcji.

– Właśnie. Następne pokolenia będą co prawda mniej liczne, ale będą konsumowały więcej. Musimy przenieść ciężar z opodatkowania pracy na opodatkowanie konsumpcji. Praca umiera. Polecam powieść s.f. Janusza Zajdla „Limes inferior”. Tam mamy obraz społeczeństwa, które konsumuje, ale gdzie praca jest niepotrzebna, gdzie jest ona przywilejem. I myślę, że takich czasów dożyjemy. Kiedyś praca była obowiązkiem, teraz jest prawem, a w przyszłości będzie przywilejem.

Długi cytat, ale potrzebny. W ogóle cały wywiad polecam. To, co robią politycy nie jest rozwiązywaniem kryzysu, jest próbą przesunięcia kryzysu na następną kadencję w nadziei, że zajmie się nim ktoś inny. Ktoś inny zreformuje KRUS, przejmie ciężar wydłużania wieku emerytalnego, etc. Tymczasem:

Jedyni ludzie, którzy mogą sobie więc pozwolić na zamieszkanie w słynnym najdroższym na świecie apartamentowcu One Hyde Park, gdzie ceny dochodziły do 214 mln dol. za mieszkanie, nie mają specjalnie ochoty w nim przebywać. Według „Vanity Fair” większość właścicieli w tym budynku kryje się za spółkami zarejestrowanymi w rajach podatkowych. Po żmudnym śledztwie gazeta odkryła, że są wśród nich między innymi: magnat nieruchomości z Rosji, potentat telekomunikacyjny z Nigerii, najbogatszy Ukrainiec, miliarder z branży miedziowej z Kazachstanu i minister finansów jednego z emiratów. […] Reporter amerykańskiej gazety zagadnął w sklepie Kolumbijkę, mieszkankę Belgravii, opustoszałej luksusowej dzielnicy obok Hyde Parku. Dowiedział się od niej, że na jej ulicy jest tylko dwoje Anglików, a co do pozostałych sąsiadów różnych narodowości, to trudno powiedzieć, kiedy ich znowu będzie można spotkać. Wolała nie podawać nazwiska, „bo boi się Rosjan z narożnej rezydencji”.

I co? I nic. Rozwarstwienie postępuje, rynek się reguluje, Janke odchodzi z dziennikarstwa do PR-u, bezrobocie rośnie, a bomba emerytalna tyka. Czy czas na rewolucję? Tak i nie. Okrzyk „¡Viva la revolucion!” za łatwo przerobić na „Heil Hitler!”. Ale zmiany powinny zajść 1. szybko, 2. w skali światowej, 3. ich koszt powinni ponieść w największym stopniu najbogatsi, a w najmniejszym najbiedniejsi. Połączenie tych trzech postulatów powoduje, rzecz jasna, że najprawdopodobniej nie zmieni się nic. Oprócz tego, rzecz jasna, że apartamenty w One Hyde Park podrożeją jeszcze bardziej, ale za to będą własnością jeszcze mniejszej grupy ludzi.

Było o tym, co mnie irytuje, teraz będzie o tym, co mnie martwi.

Wśród wiadomości gazety.pl dzisiaj o Centrum Zdrowia Dziecka:

„Serdeczne życzenia świąteczna dla pana komornika Marka Wojtczaka z Ciechanowa. Mimo wielokrotnych próśb kolejny raz, bez uprzedzenia zablokował konto pracownicze.” – napisało na swoim profilu na FB Centrum Zdrowia Dziecka – Współpracujemy z kilkunastoma komornikami i poza tym jednym panem z resztą możemy się dogadać. On jest niereformowalny – komentuje Paweł Trzciński rzecznik CZD. […] Nowoczesny szpital, który leczy i ratuje dzieci z całej Polski ma ponad dwieście milionów złotych długu. Tuż przed świętami pojawił się kolejny problem: jeden ze współpracujących z Centrum komorników zablokował konto z pieniędzmi na wypłaty.

[…] Trzciński przyznaje, że Centrum już kilkakrotnie próbowało prosić komornika o zmianę zachowania. Bez skutku. – Prosiliśmy, żeby wcześniej zadzwonił i wskażemy konto, z którego może zablokować, żeby nie było to konto na wypłaty. Ale ten pan jest niereformowalny – ocenia rzecznik.

Muszę przyznać, że zdziwił mnie ton komentarzy pod tym artykułem:

Z całym szacunkiem, ale pan rzecznik pieprzy jak potłuczony. Polecam lekturę art. 890 par. 2 kpc. Skoro CZD jest w ciężkiej sytuacji finansowej to może dyrekcja zastanowi się nad zatrudnieniem myślącej księgowej albo radcy prawnego w miejsce rzecznika”

[…] Bzdura dotyczy informowania komornika które konto ma zająć – pewnie te na którym akurat nie ma środków ? Kolejna sprawa – komornik jest tylko organem egzekucyjnym – wykonuje czynności w ramach wniosku wierzyciela, a wierzyciel też ma zapewne swoich pracowników, którzy chcieliby otrzymywać w terminie wynagrodzenie.

Policja Mysli z Czerskiej znów w akcji.. Komornik nie jest ‚złosliwy’ , tylko dziala na podstawie ustawy, i obowiazuje go szczegolna skrupulatnosc. Co, CEntrum Zdrowia Dziecka mysli ze jak ma w nazwie ‚Dziecko’, to juz nie musi placic kontrahentom? Komornik to jeden z nielicznych funkcjonariuszy administracji ktory przyczynia sie do tego ze zyjemy w NORMALNIEJSZYM swiecie.

A może by wreszcie wywalić dyrektora tej placówki i zacząć normalny program restrukturyzacyjny, jak w każdej firmie, która ma kłopoty finansowe. Nie wierzę w twierdzenia, że szpital to nie firma. To jest normalne przedsiębiorstwo, które ma koszty i przychody, a rolą menadżerów, jest je zbilansować. Zasady zarządzania nie różnią się znacząco bez względu na to, czy u podstaw istnienia firmy leży zysk, czy misja (organizacje non-profit).

Kolejny wpis jak w przypadku knajpy Witaminka we Wrocławiu. Granie na ludzkich emocjach oraz fakcie iż jest to szpital dziecięcy.

Co jakiś czas odnoszę silne wrażenie, że w kraju tak religijnym, jak Polska, nowe nadejście Jezusa zostałoby powitane z niesmakiem, a sam Jezus wyzwany od lewaków i wykopsany do Krytyki Politycznej (a i to udałoby się wyłącznie jeśli zainwestowałby w wystarczająco hipsterskie oprawki do okularów). Mniej dziwi mnie to w Holandii, pełnej jak wiadomo aborcjonistycznych ateuszy, ale w Polsce (oraz USA) wydaje mi się to niezrozumiałe.

Jakiś czas temu widziałem artykuł o tym, że szeregowy pracownik McDonald’s w Luizjanie zarabia 8.50$ na godzinę. Pod spodem złośliwe komentarze o tym, że w Polsce byłby to majątek. No więc nie byłby, po części dlatego, że w Stanach liberalizm zakorzenił się tak mocno, że pomysł Obamy z udostępnieniem ogółowi ubezpieczeń zdrowotnych został uznany za zdziczały komunizm. Czy na pewno dla pani Halinki z Wrocławia 34 złote na godzinę (brutto) stanowiłyby tak wielki majątek, gdyby złamała rękę, a w szpitalu po nałożeniu gipsu skasowano ją na 12 tysięcy złotych? (Z plusów dodatnich, pielęgniarki i lekarze w szpitalu zapewne byliby dla niej wielce uprzejmi.)

Amerykańskie szpitale poddają się zasadzie z przedostatniego komentarza — są firmami, które mają koszty i przychody, oraz menedżerów do bilansowania. Agencje ubezpieczeniowe odmawiają ludziom ubezpieczeń medycznych, bo kilka lat temu na coś chorowali i jest to zupełnie legalne. Owszem, 8.50$ na godzinę po przemnożeniu daje 4 tysiące złotych miesięcznie. Tyle, że koronka u dentysty kosztuje też 4 tysiące, a czasami jak się już ten ząb naprawi, miło by było coś zjeść. A mówimy w sumie o schorzeniu drobnym. Ile może kosztować kuracja wcześniaka w amerykańskim odpowiedniku Centrum Zdrowia Dziecka?

Pisał o tym ostatnio WO, napiszę i ja: na podejście liberalne stać tylko jeden rodzaj ludzi — białych mężczyzn w świetnym stanie zdrowia, zatrudnionych na pozycjach menedżerskich. Najlepiej bezdzietnych i nieżonatych. Cała reszta na podejściu liberalnym traci. Amerykanie trzymają się swojego systemu, ponieważ od dziecka wpaja im się ideę American Dream, zgodnie z którym każdy i każda z nich może pewnego dnia przeleźć przez płot i dobrać się do fruktów. Skąd bierze się to podejście u Polaków, którzy wierzą, że bogactwo zdobywa się wyłącznie kradzieżą? Wszyscy planują się nakraść?

Żeby nie było, że tylko Polaków się czepiam, liberalny premier Holandii pracuje ciężko nad rozmontowaniem systemu opieki społecznej i zdrowotnej. Z dniem 1 stycznia ograniczono maksymalną długość zasiłku dla bezrobotnych oraz — co dotyka mnie w tej chwili osobiście — zmieniono zasadę opłacania „darmowej” służby zdrowia. W 2012 ubezpieczenie kosztowało mnie 107 euro miesięcznie, a pierwsze 220 euro stanowiło „własne ryzyko”, czyli jeśli moje wizyty lekarskie kosztowały 240 euro, ubezpieczenie pokrywało tylko 20. W 2013 proporcje się zmieniają: 100 euro miesięcznie, ale własne ryzyko to 350 euro. Sądząc po tym, jak wygląda moje leczenie w ostatnich miesiącach, 350 euro osiągnę na koniec stycznia. Oczywiście dla osób o końskim zdrowiu i wysokich dochodach ta zmiana jest zmianą na lepsze, choć nie tak dobre, jak zniesienie obowiązkowych ubezpieczeń w ogóle i odmówienie im osobom z problemami zdrowotnymi…

Osoby, które uważają, że Centrum Zdrowia Dziecka jest firmą jak każda inna, zapewne nie mają dzieci. Jeśli mają, ich dzieci zapewne cieszą się niezwykle dobrym zdrowiem. Należy im tego pogratulować i cieszyć się ich szczęściem. A komornik? Komornik, wbrew komentarzom, NIE jest urzędnikiem państwowym. Za to jego wynagrodzenie wynosi 15% wyegzekwowanej kwoty. Tak więc pan komornik, który zajął konto CZD, z pewnością będzie miał święta na bogato. Gratulacje! Liberalny kapitalizm w akcji sprawdza się, jak widać, doskonale. Jeśli jesteśmy, rzecz jasna, komornikiem, bankiem lub LOT-em.