Tytułem wstępu, wstęp: miałem tej notki nie publikować, ale kiedy zobaczyłem list tego pana, z którym się zgadzam (z panem i z listem) postanowiłem, że skoro już mam szkic, to jedziemy.

Oraz: tak, wiem, czasami piszę długimi zdaniami złożonymi, albowiem gdyż.

*

Niedouczone i nic niewarte pokolenie w osobie Piotra Budrewicza z Wrocławia napisało pełen oburzenia list.

Mam dość! Dość wmawiania młodemu pokoleniu (mojemu pokoleniu), że jest niedouczone, że brak mu podstawowych kompetencji, że ich wykształcenie jest w dużej mierze bezwartościowe, jak również mam dość powtarzania, że wysiłek wieloletniej edukacji był bezcelowy lub co najmniej niewystarczający. Mam tego dość, nawet jeśli to wnioski nie bez przyczyn!

[…] oto mamy główne wydanie „Faktów” TVN i materiał Renaty Kijowskiej „Egzamin dojrzałości?”, a w nim szybka „setka” z Janem Wróblem, który mówi z charakterystyczną dla siebie pogodą ducha: „(Ktoś) spędza nawet kilka lat na takich studiach, kończy je, umiejąc nic, z dyplomem, który wart jest nic, z doświadczeniem życiowym, które jest nic niewarte… no, ten ma parę lat w plecy”. Niebywałe! Takie rzeczy mówi nie tylko znany publicysta, autor książek, ale też człowiek edukacji, dyrektor liceum! Podkreślmy, człowiek, którego zadaniem jest dbać o jak najlepszą wiedzę wśród młodych, mówi, że ktoś po studiach posiada wielkie NIC!

Tyle zacytuję, reszta podlinkowana.

Otóż, panie Piotrze, został pan wystawiony do wiatru, orżnięty i zapeklowany w bańkę spekulacyjną. Bardzo panu współczuję. Jeśli to pana pocieszy, ten los dotknął całą Europę, a może nie tylko.

Pisałem o tym wcześniej i rzecz jasna bardzo jestem zadowolony ze swojego wybitnego intelektu: nie każdy musi mieć wyższe wykształcenie, ba — nawet maturę, bo nie może być tak, żeby na jednego szeregowego pracownika przypadało trzech kierowników. Oczywiście, że każdy, kto ma wyższe wykształcenie chciałby zarabiać „zgodnie z wykształceniem”. Tyle tylko, że wskutek działania kapitalizmu (pozdrowienia dla Zajączka) miejsc na uczelniach jest nie tyle, ile potrzeba, tylko tyle, ile da się zapełnić chcą studiować młodzieżą. Ponieważ w kapitalizmie jest tak, że jeśli jest popyt, to pojawi się i podaż — i dlatego nigdy nikomu nie udało się wyplenić prostytucji, handlu narkotykami, tabloidów i zorganizowanej religii.

Na socjologii uczę się analizy danych, co pozwoli mi pracować nawet w banku. Zdobywam doświadczenie, umiejętności miękkie, wszystko to, co wymieniają pracodawcy, ale i tak nie mam gwarancji, że to pomoże – martwi się Ania Paluszek z Piaseczna.

Mógłbym udawać, że powód, dla którego absolwentka socjologii wybiera się pracować w banku, jest dla mnie tajemnicą, ale nie jest. Rynek najzwyczajniej w świecie nie potrzebuje socjologów. Potrzebna na rynku liczba socjologów czynnych zawodowo to, powiedzmy, jeden na sto tysięcy obywateli, czyli jakieś 400 osób. Socjolog nie umiera i nie odchodzi na emeryturę rok po zakończeniu studiów, tak więc średnio rocznie kierunek ten powinien być oferowany maksymalnie 20 nowym osobom.

Młodzi ludzie są zachęcani, aby wybierać się na studia; wmawia się im, że tylko po studiach znajdą pracę; powinni rzecz jasna studiować to, do czego mają predyspozycje, talent i chęci. Ale tak się składa, że nie wszyscy ludzie na świecie mają predyspozycję, talent i chęci do pracy w banku lub jako programista. A Ania Paluszek wybierając kierunek studiów nie miała 10 lat doświadczenia na różnych stanowiskach, dzięki czemu wiedziałaby, co chce w życiu robić. Może nawet — o zgrozo — jej rodzice, ludzie liberalni i postępowi, pozwolili jej tę decyzję podjąć samodzielnie.

Wyższe wykształcenie to w przypadku wielu młodych ludzi marnowanie czasu, który możnaby spożytkować o wiele przydatniej. Chociażby — zmywając naczynia w Londynie. O wiele więcej można się nauczyć, z pewnością więcej zarobić, a jeśli się trochę odłoży, może nawet zwiedzić kilka innych zakątków świata. Do pracy na kasie w supermarkecie zawsze zdążymy, ze studiami czy bez.

Na koniec zacytuję samego siebie, bo łechce to zarówno moje lenistwo, jak i ego:

Zbudowaliśmy sobie system, który przestał właśnie działać, a my się powoli zaczynamy orientować, że ta chwila nastąpiła. Nie sposób znaleźć szewca, brakuje murarzy, pielęgniarek, brakuje programistów Javy, brakuje kowali (to ostatnie, rzecz jasna, wiem z doświadczenia). Tymczasem nastoletniej młodzieży sugeruje się głównie: 1. karierę w reality szołach, 2. prawo, 3. psychologię i coaching. Osoby, które TERAZ zostają coachami czy prawnikami, mają szanse na karierę i pieniądze. Osoby, które za 5 lat zakończą studia, odkryją, że przez poprzednie 5 lat inni pokończyli studia pierwsi, zapchali rynek i nie ma więcej zapotrzebowania na psychologów. Ilu dziennikarzy skończyło dziennikarstwo? Ilu absolwentów filologii polskiej pracuje w zawodzie? Na Uniwersytecie Śląskim, informuje mnie artykuł z 2008, najwięcej osób chciało wtedy studiować reżyserię. Spodziewam się, że kierunek nie został natychmiast potem zamknięty, a reżyserię można studiować też w innych szkołach. Ilu jest w Polsce zawodowo czynnych reżyserów?

…i pozdrowię rząd, który aktywizuje zawodowo młodych ludzi za pomocą zniechęcania pracodawców do zatrudniania kobiet. Niewątpliwie w ten sposób stworzy się więcej miejsc pracy dla mężczyzn.

Kilka dni temu Igor Janke obwieścił, że odchodzi od dziennikarstwa:

Dziennikarstwo przestaje pełnić rolę, do której zostało powołane. Misja, która w mojej pracy była zawsze ważna, jest na coraz dalszym miejscu w niemal wszystkich redakcjach. Coraz dalej dziennikarstwu do mojego ideału – anglosaskiego modelu zdystansowanego, rzetelnego, bezstronnego przyglądania się działaniom władzy i tłumaczeniu tego, co dzieje się na świecie.

Abstrahując od tego, czy Igor Janke jest zdystansowany, rzetelny i bezstronny, zacytuję komentarz Grzegorza Miecugowa:

Problem nie jest więc w dziennikarzach, ale w świecie zewnętrznym. […] Jeśli mam jakiekolwiek wątpliwości dotyczące na przykład katastrofy smoleńskiej, to moi odbiorcy odbierają mi prawo do wątpliwości. Oni nie chcą żadnych wątpliwości. Oni chcą wiedzieć, że ci, którzy głosują na PiS, to wariaci. A wyborcy PiS mówią o tych, którzy bronią premiera: „Zdrajcy”.

Dziennikarstwo dołącza do listy zawodów ginących. Być może Unia powinna je zacząć dofinansowywać. Nie uważam, żeby to była wina złych czytelników, którzy nie chcą, żeby Miecugow miał wątpliwości i przez to Janke odchodzi z mediów. Jest to wina braku kasy, który wziął się z tego, że przez lata przyzwyczajeni do portali czytelnicy nie chcą teraz płacić za newsy — oraz kapitalizmu.

Z pewnością słyszeliście idiotyczny slogan o tym, jak rynek sam się reguluje. Otóż slogan ten jest prawdą w tym samym stopniu, co komunizm i anarchia są działającymi w realnym świecie systemami politycznymi. Kapitalizm, komunizm i anarchia działają wyłącznie we wspólnotach, w których nie występują tak zwani Źli Ludzie i wszyscy chcą wyłącznie wspólnego dobra. Anarchia działa z tych systemów najgorzej, ponieważ czas potrzebny na przedyskutowanie np. planów budowy mostu przez osoby bez żadnej wiedzy potrzebnej do budowy mostu zmierza ku nieskończoności. Komunizm w działaniu już oglądaliśmy. Na przykładzie mediów widzimy zaś, jak działa kapitalizm.

Rynek regulujący media nie jest zainteresowany tym, żeby media mówiły prawdę, ponieważ więcej da się zarobić na przyjmowaniu łapówek od lobbystów. Nie jest też zainteresowany wysoką jakością, bo jakość kosztuje, a w warunkach braku wyboru średnia jakość też jakoś się opędzi. Dla rynku ważny jest zarobek. Apple wprowadziło na rynek pierwszego iPada z miejscem na kamerkę z przodu, ale bez kamerki. Nie dlatego, że z jakiegoś powodu nie dało jej się tam zamontować, tylko dlatego, że analityk rynku rozumiał, że można przyoszczędzić te 40 centów na egzemplarzu, a ludzie i tak kupią. Z tego samego powodu upadają media tradycyjne. Sprzedaż gazet nie wzrasta dlatego, że sławny pan dziennikarz pojechał na rok do Kongo, wrócił i napisał fantastyczny, godny Pulitzera reportaż. Wzrasta dlatego, że na pierwszej stronie jest zdjęcie majtek Dody i tytuł „SMOLEŃSK: KRWAWA PRAWDA”.

Janke, Miecugow i inni zwyczajnie nie odnajdują się w kapitalizmie. Ja zresztą też niespecjalnie. Kapitalizm bez regulacji z zewnątrz działa tak, że docelowo mamy 0.01% bardzo bogatych właścicieli wszystkiego i 99.99% biednych proli, z których jakaś 1/3 to policja opłacana przez bogatych właścicieli wszystkiego. Policja ta pilnuje, żeby prole nie demolowali drogich rezydencji właścicielom. Podgląd kapitalizmu w fazie końcowej to obrady parlamentu w Atenach w zeszłym roku.

Osoby, które piszą komentarze o tym, jak to protestujący to darmozjady i leniuchy, są albo głupie, albo nie posiadają wyobraźni. Polska, Holandia i wiele innych krajów znajduje się na różnych etapach tej samej drogi, do końca której (a może jeszcze nie do końca?) dotarła Grecja. Polska odkryła właśnie działanie kapitalizmu na przykładzie OFE, które wystawiły emerytom środkowy palec, zawiadomiły, że zapierdoliły kasę na prowizję, a teraz — gdy przyszedł czas wypłat — emeryci mogą im nafiukać. W Holandii prezes Centralnego Biura Planowania odszedł ze stanowiska, na do widzenia odcinając się od pozytywnych prognoz premiera Ruttego dotyczących rozwoju w 2014.

Jest kilka sposobów na to, żeby zakończyć kryzys. Jednym z nich jest wojna światowa. Hitler doszedł do władzy podczas kryzysu ekonomicznego w 1933 roku. Dwa miesiące zajęło mu skupienie nieomal całej władzy w swoich rękach. Obiecywał, rzecz jasna, że nietypowe rozwiązania jak np. zatwierdzanie ustaw bez procedowania ich przez parlament to rozwiązania „tymczasowe” dla „bezpieczeństwa” obywateli. System zadziałał — w 1938 w Niemczech praktycznie znikło bezrobocie. Wystarczyło zmusić imigrantów i kobiety do rezygnacji z pracy, co zwolniło miejsce dla niemieckich mężczyzn. Hitler wydawał też lekką ręką ogromne ilości pieniędzy, wpędzając niemiecką gospodarkę w długi, których nigdy nie planował spłacać.

Kiedy Igor Janke chce odejść z dziennikarstwa, prezentuje podejście zdrowsze, ale trudniejsze do zastosowania. Janke mianowicie rozumie, że znalazł się w sytuacji, z której nie ma wyjścia. Praca, której poświęcił 20 lat, praktycznie już wyginęła, ustępując miejsca produktom kapitalizmu regulującego rynek: Pudelek, Lula, Groszki i Perez Hilton — oto nasze nowe media. Zamiast reportaży z Kongo będziemy czytać reportaże z pobytu Lindsay Lohan na odwyku. Zamiast zdjęć z nurkowania w podwodnych jaskiniach obejrzymy zdjęcia majtek Kim Kardashian, której podwinęła się spódnica. Tak wygląda samoregulujący się rynek. Na większą skalę zaś rynek reguluje się w stronę skupienia całej władzy i pieniędzy w rękach jednej osoby.

Krzysztof Pawiński, prezes spółki Maspex Wadowice powiedział ostatnio w wywiadzie:

Nie jest pan zwolennikiem wydłużenia wieku emerytalnego?

– To oczywiście trzeba zrobić, ale musimy jednak także zmienić model finansowania potrzeb społecznych. Z pracy już się tego zrobić nie uda.

A z czego?

– Stańmy tam, gdzie Bismarck w II połowie XIX wieku, i zastanówmy się, co będzie rosło w najbliższych latach. Czego opodatkowanie się nam opłaci?

Konsumpcji.

– Właśnie. Następne pokolenia będą co prawda mniej liczne, ale będą konsumowały więcej. Musimy przenieść ciężar z opodatkowania pracy na opodatkowanie konsumpcji. Praca umiera. Polecam powieść s.f. Janusza Zajdla „Limes inferior”. Tam mamy obraz społeczeństwa, które konsumuje, ale gdzie praca jest niepotrzebna, gdzie jest ona przywilejem. I myślę, że takich czasów dożyjemy. Kiedyś praca była obowiązkiem, teraz jest prawem, a w przyszłości będzie przywilejem.

Długi cytat, ale potrzebny. W ogóle cały wywiad polecam. To, co robią politycy nie jest rozwiązywaniem kryzysu, jest próbą przesunięcia kryzysu na następną kadencję w nadziei, że zajmie się nim ktoś inny. Ktoś inny zreformuje KRUS, przejmie ciężar wydłużania wieku emerytalnego, etc. Tymczasem:

Jedyni ludzie, którzy mogą sobie więc pozwolić na zamieszkanie w słynnym najdroższym na świecie apartamentowcu One Hyde Park, gdzie ceny dochodziły do 214 mln dol. za mieszkanie, nie mają specjalnie ochoty w nim przebywać. Według „Vanity Fair” większość właścicieli w tym budynku kryje się za spółkami zarejestrowanymi w rajach podatkowych. Po żmudnym śledztwie gazeta odkryła, że są wśród nich między innymi: magnat nieruchomości z Rosji, potentat telekomunikacyjny z Nigerii, najbogatszy Ukrainiec, miliarder z branży miedziowej z Kazachstanu i minister finansów jednego z emiratów. […] Reporter amerykańskiej gazety zagadnął w sklepie Kolumbijkę, mieszkankę Belgravii, opustoszałej luksusowej dzielnicy obok Hyde Parku. Dowiedział się od niej, że na jej ulicy jest tylko dwoje Anglików, a co do pozostałych sąsiadów różnych narodowości, to trudno powiedzieć, kiedy ich znowu będzie można spotkać. Wolała nie podawać nazwiska, „bo boi się Rosjan z narożnej rezydencji”.

I co? I nic. Rozwarstwienie postępuje, rynek się reguluje, Janke odchodzi z dziennikarstwa do PR-u, bezrobocie rośnie, a bomba emerytalna tyka. Czy czas na rewolucję? Tak i nie. Okrzyk „¡Viva la revolucion!” za łatwo przerobić na „Heil Hitler!”. Ale zmiany powinny zajść 1. szybko, 2. w skali światowej, 3. ich koszt powinni ponieść w największym stopniu najbogatsi, a w najmniejszym najbiedniejsi. Połączenie tych trzech postulatów powoduje, rzecz jasna, że najprawdopodobniej nie zmieni się nic. Oprócz tego, rzecz jasna, że apartamenty w One Hyde Park podrożeją jeszcze bardziej, ale za to będą własnością jeszcze mniejszej grupy ludzi.

Było o tym, co mnie irytuje, teraz będzie o tym, co mnie martwi.

Wśród wiadomości gazety.pl dzisiaj o Centrum Zdrowia Dziecka:

„Serdeczne życzenia świąteczna dla pana komornika Marka Wojtczaka z Ciechanowa. Mimo wielokrotnych próśb kolejny raz, bez uprzedzenia zablokował konto pracownicze.” – napisało na swoim profilu na FB Centrum Zdrowia Dziecka – Współpracujemy z kilkunastoma komornikami i poza tym jednym panem z resztą możemy się dogadać. On jest niereformowalny – komentuje Paweł Trzciński rzecznik CZD. […] Nowoczesny szpital, który leczy i ratuje dzieci z całej Polski ma ponad dwieście milionów złotych długu. Tuż przed świętami pojawił się kolejny problem: jeden ze współpracujących z Centrum komorników zablokował konto z pieniędzmi na wypłaty.

[…] Trzciński przyznaje, że Centrum już kilkakrotnie próbowało prosić komornika o zmianę zachowania. Bez skutku. – Prosiliśmy, żeby wcześniej zadzwonił i wskażemy konto, z którego może zablokować, żeby nie było to konto na wypłaty. Ale ten pan jest niereformowalny – ocenia rzecznik.

Muszę przyznać, że zdziwił mnie ton komentarzy pod tym artykułem:

Z całym szacunkiem, ale pan rzecznik pieprzy jak potłuczony. Polecam lekturę art. 890 par. 2 kpc. Skoro CZD jest w ciężkiej sytuacji finansowej to może dyrekcja zastanowi się nad zatrudnieniem myślącej księgowej albo radcy prawnego w miejsce rzecznika”

[…] Bzdura dotyczy informowania komornika które konto ma zająć – pewnie te na którym akurat nie ma środków ? Kolejna sprawa – komornik jest tylko organem egzekucyjnym – wykonuje czynności w ramach wniosku wierzyciela, a wierzyciel też ma zapewne swoich pracowników, którzy chcieliby otrzymywać w terminie wynagrodzenie.

Policja Mysli z Czerskiej znów w akcji.. Komornik nie jest ‚złosliwy’ , tylko dziala na podstawie ustawy, i obowiazuje go szczegolna skrupulatnosc. Co, CEntrum Zdrowia Dziecka mysli ze jak ma w nazwie ‚Dziecko’, to juz nie musi placic kontrahentom? Komornik to jeden z nielicznych funkcjonariuszy administracji ktory przyczynia sie do tego ze zyjemy w NORMALNIEJSZYM swiecie.

A może by wreszcie wywalić dyrektora tej placówki i zacząć normalny program restrukturyzacyjny, jak w każdej firmie, która ma kłopoty finansowe. Nie wierzę w twierdzenia, że szpital to nie firma. To jest normalne przedsiębiorstwo, które ma koszty i przychody, a rolą menadżerów, jest je zbilansować. Zasady zarządzania nie różnią się znacząco bez względu na to, czy u podstaw istnienia firmy leży zysk, czy misja (organizacje non-profit).

Kolejny wpis jak w przypadku knajpy Witaminka we Wrocławiu. Granie na ludzkich emocjach oraz fakcie iż jest to szpital dziecięcy.

Co jakiś czas odnoszę silne wrażenie, że w kraju tak religijnym, jak Polska, nowe nadejście Jezusa zostałoby powitane z niesmakiem, a sam Jezus wyzwany od lewaków i wykopsany do Krytyki Politycznej (a i to udałoby się wyłącznie jeśli zainwestowałby w wystarczająco hipsterskie oprawki do okularów). Mniej dziwi mnie to w Holandii, pełnej jak wiadomo aborcjonistycznych ateuszy, ale w Polsce (oraz USA) wydaje mi się to niezrozumiałe.

Jakiś czas temu widziałem artykuł o tym, że szeregowy pracownik McDonald’s w Luizjanie zarabia 8.50$ na godzinę. Pod spodem złośliwe komentarze o tym, że w Polsce byłby to majątek. No więc nie byłby, po części dlatego, że w Stanach liberalizm zakorzenił się tak mocno, że pomysł Obamy z udostępnieniem ogółowi ubezpieczeń zdrowotnych został uznany za zdziczały komunizm. Czy na pewno dla pani Halinki z Wrocławia 34 złote na godzinę (brutto) stanowiłyby tak wielki majątek, gdyby złamała rękę, a w szpitalu po nałożeniu gipsu skasowano ją na 12 tysięcy złotych? (Z plusów dodatnich, pielęgniarki i lekarze w szpitalu zapewne byliby dla niej wielce uprzejmi.)

Amerykańskie szpitale poddają się zasadzie z przedostatniego komentarza — są firmami, które mają koszty i przychody, oraz menedżerów do bilansowania. Agencje ubezpieczeniowe odmawiają ludziom ubezpieczeń medycznych, bo kilka lat temu na coś chorowali i jest to zupełnie legalne. Owszem, 8.50$ na godzinę po przemnożeniu daje 4 tysiące złotych miesięcznie. Tyle, że koronka u dentysty kosztuje też 4 tysiące, a czasami jak się już ten ząb naprawi, miło by było coś zjeść. A mówimy w sumie o schorzeniu drobnym. Ile może kosztować kuracja wcześniaka w amerykańskim odpowiedniku Centrum Zdrowia Dziecka?

Pisał o tym ostatnio WO, napiszę i ja: na podejście liberalne stać tylko jeden rodzaj ludzi — białych mężczyzn w świetnym stanie zdrowia, zatrudnionych na pozycjach menedżerskich. Najlepiej bezdzietnych i nieżonatych. Cała reszta na podejściu liberalnym traci. Amerykanie trzymają się swojego systemu, ponieważ od dziecka wpaja im się ideę American Dream, zgodnie z którym każdy i każda z nich może pewnego dnia przeleźć przez płot i dobrać się do fruktów. Skąd bierze się to podejście u Polaków, którzy wierzą, że bogactwo zdobywa się wyłącznie kradzieżą? Wszyscy planują się nakraść?

Żeby nie było, że tylko Polaków się czepiam, liberalny premier Holandii pracuje ciężko nad rozmontowaniem systemu opieki społecznej i zdrowotnej. Z dniem 1 stycznia ograniczono maksymalną długość zasiłku dla bezrobotnych oraz — co dotyka mnie w tej chwili osobiście — zmieniono zasadę opłacania „darmowej” służby zdrowia. W 2012 ubezpieczenie kosztowało mnie 107 euro miesięcznie, a pierwsze 220 euro stanowiło „własne ryzyko”, czyli jeśli moje wizyty lekarskie kosztowały 240 euro, ubezpieczenie pokrywało tylko 20. W 2013 proporcje się zmieniają: 100 euro miesięcznie, ale własne ryzyko to 350 euro. Sądząc po tym, jak wygląda moje leczenie w ostatnich miesiącach, 350 euro osiągnę na koniec stycznia. Oczywiście dla osób o końskim zdrowiu i wysokich dochodach ta zmiana jest zmianą na lepsze, choć nie tak dobre, jak zniesienie obowiązkowych ubezpieczeń w ogóle i odmówienie im osobom z problemami zdrowotnymi…

Osoby, które uważają, że Centrum Zdrowia Dziecka jest firmą jak każda inna, zapewne nie mają dzieci. Jeśli mają, ich dzieci zapewne cieszą się niezwykle dobrym zdrowiem. Należy im tego pogratulować i cieszyć się ich szczęściem. A komornik? Komornik, wbrew komentarzom, NIE jest urzędnikiem państwowym. Za to jego wynagrodzenie wynosi 15% wyegzekwowanej kwoty. Tak więc pan komornik, który zajął konto CZD, z pewnością będzie miał święta na bogato. Gratulacje! Liberalny kapitalizm w akcji sprawdza się, jak widać, doskonale. Jeśli jesteśmy, rzecz jasna, komornikiem, bankiem lub LOT-em.

No więc (nie zaczyna się…) irytuje mnie niewiele osób, bo jestem człowiekiem spokojnym i raczej łagodnym.

Nie irytuje mnie Terlikowski (nawet mimo jego najnowszego bon-mociku: „Aborcja w późnym stadium polega na wywołaniu porodu i odłożeniu dziecka, by zmarło”). Domaganie się od Terlikowskiego, żeby przestał gadać takie rzeczy, jest domaganiem się od papieża, żeby Watykan błogosławił małżeństwa par jednopłciowych, domaganiem się od Rydzyka, żeby zaznajomił się ze sztuką nowoczesną i zaczął ją chwalić w Radyju, domaganiem się od Madonny, żeby ubrała się w skromny golf i długą spódnicę, ścięła włosy jak to przystoi osobie w jej wieku i zaczęła prowadzić skromne życie pustelnicy. Bessęsu i już. Astromaria nie zacznie pochwalać GMO, a jeśli zacznie, nikt nie uwierzy, że robi to poważnie. Jarosław Kaczyński nie wyściska Tuska, a jeśli to zrobi, wszyscy pomyślą, że znowu bierze silne lekarstwa. Irytowanie się Kaczyńskim, który wygłasza androny jest tym samym, co irytowanie się, że wiatr wieje. Nic nie zmienimy, a nerwy sobie zszarpiemy kompletnie niepotrzebnie.

Nie irytują mnie osoby zwyczajnie głupie z powodu podobnego powyższemu — wymaganie intelektualnej głębi od osoby o głębi płaskiego talerza źle świadczy raczej o nas, niż o owej osobie. Są ludzie, którzy NIE SĄ w stanie wyrosnąć umysłowo ponad bezkrytyczne powtarzanie zasłyszanych andronów i już. Stereotypy są takim ludziom niezwykle potrzebne, bo przyjęcie do wiadomości, że ludzie różnią się od siebie jest dla nich nieomal niewykonalne. Ten rodzaj osób często podpisuje się nickami typu „normalny”, „katolik” lub „prawdziwypolak” i czyni to z dumą.

Nie irytują mnie ludzie, którzy mają poglądy inne od moich, ale potrafią o nich dyskutować. Ba, tych lubię najbardziej, zwłaszcza, jeśli są w stanie przyznać się do błędu. Chcę wierzyć, że sam do nich należę. Nie znaczy to, że jestem chorągiewką, która zmienia poglądy w zależności od tego, skąd wiatr zawieje. Ale jeśli udowodni mi się ponad wszelką wątpliwość, że się mylę, przepraszam i przyjmuję punkt widzenia rozmówcy za swój — aż dopóki kolejny rozmówca nie udowodni mi, że poprzedni się mylił.

Irytują mnie na ogół osoby podobne Raczkowi z poprzedniej notce. Nie da się odmówić mu inteligencji i oskarżyć o płyciznę intelektualną — a jednak gada straszliwe androny. Wiem, skąd się one wzięły; wzięły się one z ustawienia samego siebie w pozycji Większości, Która Ma Rację. Tyle, że ja po pierwsze primo nie wierzę w istnienie Większości, Która Ma Rację, a po drugie primo w szczególności nie widzę w niej Raczka.

Członkowie Większości, Która Ma Rację, na ogół ulegają wewnętrznym sprzecznościom. Czym innym jest, jeśli heteroseksualny biały mężczyzna chwali system premiujący heteroseksualnych białych mężczyzn. Czym innym jest, gdy robi to kobieta, gej lub osoba ciemnoskóra. Kobieta, wmawiająca mi, że szklany sufit nie istnieje; gej, opowiadający o tym, czym się charakteryzuje Prawdziwy Mężczyzna; Arabka, chwaląca prawo zakazujące jej prowadzenia samochodu; wyborczyni Korwina; wszystkie te osoby niezmiernie mnie irytują, ponieważ straszliwie szkodzą. Nie, nie sobie. Innym.

Nie mogę przejść bez zgrzytania zębami obok celebrytki, która radośnie opowiada, jak to nie jest RZECZ JASNA feministką, ponieważ JAK WSZYSCY WIEMY feministki są włochate i nienawidzą mężczyzn, a ona przecież lubi gotować dla swojego Misia. Nie trawię ministry, odpowiadającej bez mrugnięcia okiem na pytanie „kiedy znajduje pani czas na prasowanie dla męża?”. Otwiera mi się w kieszeni otwieracz do konserw, gdy Raczek opowiada o tym, kto jest prawdziwym mężczyzną (Raczek), a kto nie jest (osoby nieposiadające cech Raczka), bo mam o nim lepsze zdanie i wolałbym usłyszeć raczej „a czy naprawdę są cechy osobowości przynależne mężczyznom i kobietom i czy jesteście państwo pewni, że te rzekomo męskie są lepsze?”. Naprawdę, ja wiem, że Raczek, pani przedsiębiorca członek Dominika Staniewicz i Doda przeleźli jakoś przez ten płot oddzielający mniejszości od fruktów, ale czy naprawdę właściwym zachowaniem jest załatanie dziury i spalenie mapy, żeby nikt jej przypadkiem nie znalazł? Nie moglibyśmy tego cholernego płotu, bo ja wiem, przewrócić?

Bardzo jest niewiele truizmów, które są prawdziwe dla KAŻDEJ jednostki ludzkiej. Owszem, źle jest zabijać, torturować, kraść, kłamać i ogólnie robić bliźniemu co Tobie niemiłe. A jednak robimy to co dnia, w majestacie prawa, chociażby w Hiszpanii, gdzie ludzie pracują za darmo, bo mają ciągle nadzieję, że szefostwo im zapłaci, a w międzyczasie przymierają głodem — ale na szczęście priorytety są zachowane, więc banki dostały 40 miliardów euro, oj, będą premie dla prezesów. W Rzymie, gdzie papież błogosławi Rebekę Kadagę, która zobowiązała się przeprowadzić przez ugandyjski parlament prawo, karzące seks między osobami tej samej płci karą dożywocia, a to jeżeli nie uda się przeprowadzić wersji z karą śmierci. O ile w Hiszpanii jak wiadomo sami komuniści i bezbożnicy, o tyle chyba nawet Terlikowski nie oskarży o to samo papieża. Więc jak to jest z tym, że Wszyscy Przecież Wiemy, Że? Czy na pewno Wszyscy Wiemy, że seks pozamałżeński jest zły? Czy na pewno Wszyscy Wiemy, że nie chcielibyśmy, aby nasze dzieci miały wielu partnerów? (Z komentarzy do którejś z poprzednich notek, nie wymyśliłem sobie tego.) Wszyscy Wiemy, że oczywiście nie jesteśmy homofobami, ale lepiej, żeby nasze dzieci były hetero… a jeśli już muszą być homo, to z pewnością Wszyscy Wiemy, że adopcja w Polsce jest nierealna, bo społeczeństwo nie jest na to gotowe, hę?

No i właśnie to mnie irytuje, co zapewne da się poznać po tonie ostatnich akapitów 🙂

Czy udało mi się kogoś z Was zirytować? Jeśli nie, powiedzcie, co irytuje Was.