Dobrego pretekstu dostarczył mi wywiad z doktorem Majem, psychologiem z Uniwersytetu SWPS, zatytułowany „Dlaczego wiara w miłość od pierwszego wejrzenia nam szkodzi? ”Miłości trzeba szukać tak samo, jak szuka się pracy”.

Nie zgadzam się już z tytułem, ale pozwólmy doktorowi rozwinąć myśl, zwłaszcza, że tytuł jest zwodniczy.

Większość ludzi, zwłaszcza tych ze starszego czy średniego pokolenia, mocno wierzy, że miłość jest jakimś nieuchwytnym zjawiskiem, na które trzeba cierpliwie czekać. Zakłada się, że osoba, z którą mamy iść przez życie, jest nam zapisana gdzieś w gwiazdach, przeznaczona. Wynika z tego, że jedyne, co my sami musimy zrobić, to ten ideał odnaleźć.

I faktycznie go szukamy?

– Jedni po prostu czekają, drudzy szukają, ale nawet jeśli wybierają tę drugą możliwość, to jest to szukanie mało aktywne. Ludzie zbyt często wychodzą z założenia, że ta druga połówka po prostu gdzieś jest. Nie biorą pod uwagę możliwości, że samo zakochiwanie się to swego rodzaju proces i że miłość trzeba w kimś rozbudzić. Przyjmują często, że ten ideał dowie się, że daną, przeznaczoną sobie osobę kocha, gdy tylko ją zobaczy – wtedy dozna olśnienia.

Oczywiście daleko mi do ekstrapolowania własnego doświadczenia na ludzkość – od tego mamy psychologów z Uniwersytetu SWPS.

Czytaj dalej

Zdjęcie powyżej: 2016 vs 2007.

Całość wzięła się oczywiście z tego, że Wentworth Miller napisał gorzki post na Facebooku:

Dzisiaj odkryłem, że stałem się tematem internetowego memu. Nie pierwszy raz.

Ten jest jednak inny niż pozostałe.

W 2010, w przerwie od aktorstwa, nie pokazywałem się w mediach z różnych powodów.

Przede wszystkim, miałem myśli samobójcze.

[…]

Pełen wstydu i bólu, uważałem się za niepełnowartościowego człowieka. I głosy w mojej głowie pchały mnie na ścieżkę do autodestrukcji. Nie po raz pierwszy.

Walczę z depresją od dzieciństwa. To bitwa, która kosztuje mnie czas, szanse, związki i tysiąc bezsennych nocy.

W 2010, w najgorszym okresie mojego dorosłego życia, wszędzie szukałem ulgi/komfortu/rozproszenia. Wybrałem jedzenie. To mogło być cokolwiek. Narkotyki. Alkohol. Seks. Ale jedzenie stało się tą jedną rzeczą, której mogłem oczekiwać. Liczyć, że pomoże mi przetrwać. W pewnych okresach najważniejszymi chwilami w moim tygodniu były ulubione posiłki i nowy odcinek „Top Chef”. Czasami wystarczało. Musiało.

I utyłem. Wielki jebany deal. Pewnego dnia, na wycieczce po Los Angeles z przyjacielem, trafiliśmy na kamerzystów kręcących reality show. Nie wiedziałem o tym, że wokół kręcą się paparazzi. Zrobili mi zdjęcie, fotografie umieszczano obok zdjęć zrobionych w innym okresie mojej kariery. „Od przystojniaka do grubasa”, „Z mięśni w tłuszcz”. Itd.

[…]

Teraz, kiedy widzę to zdjęcie w czerwonym t-shircie, rzadki uśmiech na twarzy, przypomina mi się moja batalia. Moja wytrzymałość i wytrwałość w obliczu różnych rodzajów demonów. Niektórych wewnątrz. Niektórych na zewnątrz. (oryg. „within”/”without”.)

[…]

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem ten mem w mediach społecznościowych, muszę przyznać, oddychanie bolało. Ale jak ze wszystkim w życiu mogę przypisać temu znaczenie. A znaczenie, które przypisuję temu/mojemu zdjęciu to Siła. Zdrowienie. Wybaczenie.

Pełen post tutaj. A mem poniżej.

Czytaj dalej

Amsterdam jest za mały.

Przenieśliśmy się ze Zbrojmistrzem na nową siłownię. Odległość w zarysach ta sama, ale do starej jechało się przez centrum miasta, po którym włóczą się turyści, którzy czasami są trzeźwi, a czasami nie. Poza tym z nieznanych powodów turyści amsterdamscy żyją w błogim mniemaniu, że jezdnia to naturalne rozszerzenie chodnika i można sobie po niej chodzić spacerowym kroczkiem. Podczas jazdy do starej siłowni w zeszłym tygodniu miałem niegroźny wypadek, mianowicie wjechałem pewnej pani w biust, ponieważ nie zawracając sobie głowy rozglądaniem się beztrosko wlazła mi pod koła roweru. Swoją drogą, dawno nie miałem tak intymnego kontaktu z kobietą płci odmiennej, na pierwszej randce macanie po biuście, strach myśleć, co się stanie, jeśli wlezie mi pod koła jeszcze raz.

Nowa siłownia jest miejscem znanym mi z czasów Wikinga, który tam uczęszczał. Może robi to nadal, jeszcze go nie przyuważyliśmy. Zbrojmistrz dodatkowo postanowił jeździć drogą na skróty i tak się składa, że jest to idealnie ta sama trasa, którą ja jeździłem do Wikinga w odwiedziny. W związku z czym wspomnienia zaatakowały z siłą wodospadu.

Czytaj dalej

Ksiądz Oko, wielki znawca teorii gender, spraw LGBT i feminizmu, uderza ponownie:

Badania pokazują, iż 25 proc. gejów miało w życiu mniej niż 100 partnerów seksualnych; 50 proc. – między 100 a 500, a 25 proc. ponad tysiąc […] Według księdza Oko gej średnio w życiu ma 500 partnerów seksualnych, co zdaniem duchownego jest ostatecznym argumentem za tym, by pary homoseksualne nie miał prawa do wychowywania dzieci. […] W dalszej części wywodu ks. Oko powoływał się na badania, które mówią, że osoby orientacji homoseksualnej stanowią mniej niż 1 proc. społeczeństwa, a mimo tego to właśnie na tę grupę przypada ponad 60 proc. chorych na AIDS i choroby weneryczne. – Do 40 proc. przypadków pedofilii jest natury homoseksualnej – zaznaczył.

Źródła „badań”, na które ksiądz się powołuje, nie zostały podane, a szkoda. Chętnie bym zobaczył sposób doboru próbki. Oko stwierdza, że „Jestem duszpasterzem lekarzy, więc wiem z pierwszej ręki, jak wygląda stan zdrowia gejów: to jest katastrofa medyczna”. Cóż, ks. Oko dokonał rewolucyjnego odkrycia: do lekarza przychodzą ludzie chorzy. Ciekawe, czy heteroseksualiści przychodzący do lekarzy nie cierpią na żadne choroby i po prostu lubią się chwalić swoim żelaznym zdrowiem?

Czytaj dalej