Poniższy wpis stanowi rozwinięcie i część drugą notki „A w ch*j z wami”.

Generalnie mansplaining oznacza zupełnie coś innego niż to, o czym będę pisać. Jestem tego świadom. Tym razem jednak – jako prawdziwy męszczyzna (copyright: Młodzież Wszechpolska) – spróbuję coś wytłumaczyć mężczyznom. Nadzieja jest matką głupich, ale liczę, że nie zostanę oskarżony o bycie zdziwaczałą feministką-lesbijką, co nie goli pach. (Chociaż istotnie nie golę.)

#NieWszyscyMężczyźni (#NotAllMen)

Podpowiedź dla Farhada: uważają. I mają rację.

Czytaj dalej

Zetknąłem się ostatnio z osobą, która jest w związku z człowiekiem stosującym gaslighting, czyli przemoc emocjonalną. Uprawiano na mnie tę technikę wielokrotnie, w dzieciństwie, w związkach romantycznych, w pracy.

Grupowa burza mózgów doprowadziła nas do pewnego zestawienia. Jeśli frazy poniżej wydają Ci się znajome… to niedobrze.

*

On: Zobaczymy się pojutrze.
Ja: Powiedziałeś, że dzisiaj przyjdziesz.
On: Niczego takiego nie mówiłem.

(To prawda, powiedział, że dzisiaj przyjedzie. Nazywam to techniką na prawnika.)

Czytaj dalej

Według Gugle Translejt objectification of women tłumaczy się jako obiektywizacja, ale mam wrażenie, że chodzi o uprzedmiotowienie, więc tego będę się trzymać i na dodatek skracać do U, albowiem gdyż jestem leniwy.

U. jest tym, co widzicie, kiedy wypięta pupą i innymi częściami pani występuje np. w reklamie zaprawy murarskiej, masła lub farby do ścian. Czasami bywa tak, że dana firma decyduje się na taką reklamę z premedytacją, po to, żeby feministki narobiły hałasu, o czym potem napisze np. GW, a dzięki temu reklama zdobędzie większy zasięg. Szerzenie pewnych wiadomości uważam za szczyt głupoty. Nie mówię tylko o U., ale też np. o tym, że terrorysta [nazwisko] z ugrupowania [nazwisko] czy jakiś inny Breivik luzem zamordował tyle a tyle osób. Przy okazji trzeba też upowszechnić poglądy mordercy. Zalinkować do strony lub funpaga. Zdaję sobie sprawę, że najważniejsza na świecie jest klikalność, ale każda upowszechniona reklama prowadzi do powstania pięciu nowych, a każdy akt terroru przekazuje informację: aby zapisać się na stałe w historii, warto kogoś zabić. Zdaję sobie sprawę, że to jest nieszczęśliwe porównanie, ale nie chodzi o to, że uważam wypiętą panią za dobrą analogię zamordowanych ludzi, tylko o to, że media mają tendencję do nagłaśniania rzeczy, które powinno się cenzurować jak najmocniej. Oburzenie jest słuszne. Reklamowanie i rozpowszechnianie – nie.

Czytaj dalej