Ciocia Klocia i Męski Kolo, czyli rzecz o kompleksach

Dla jednych to choroba, dla drugich coś zupełnie normalnego, ale zdaniem kolejnego rozmówcy, najistotniejsze w tej debacie jest to, że homoseksualiści „robią z siebie cioty”, co sprawia, że chętniej się ich wyśmiewa, niż chce się zrozumieć. Inne osoby to potwierdzają.

Powyższe to fragment jednego z postów z bloga pani Katarzyny Formeli. (Pani Formela jest absolutnie fantastyczna, nadzwyczaj doceniam cierpliwość potrzebną do znajdowania wszystkich artykułów na tematy LGTB, pisania własnych i agregowania ich ku mojej wygodzie.) Teraz zaś fragment wywiadu z Martą Konarzewską, znalezionego tamże:

Biseksualny bohater „Zakazanych miłości” mówi: „Ciota to jest dla mnie koleś zamknięty na dwa spusty w solarium przez dwa dni, ma zbyt idealnie ułożone włosy czy wyregulowane brwi. Ciotą jest sposób zachowywania się na Mariolkę, tępą blondynę. Jęczenie, stękanie, wzdychanie i inne ochy i achy”. To ma być uczenie tolerancji? 

– Tak. Przez pokazanie mechanizmu działania homofobii. Igor, którego słowa pan przytoczył, sam ich nie wymyśla, a przejmuje z ogólnego języka nietolerancji. Nie jest tak, że istnieją „okrutni” heteroseksualiści, którzy nienawidzą tych „wstrętnych” homo, bi czy trans. Jest tak, że homofobii i transfobii uczą się zarówno osoby hetero, jak osoby homo czy trans.

Jest parę rodzajów homofobii, których NAPRAWDĘ nie trawię. Ten prezentowany przez Młodzież Wszechgłupią i inne odpady typu NOP mam w dupie, ponieważ opinia osób niepełnosprawnych umysłowo na temat mojego życia prywatnego kompletnie mnie nie interesuje. Chęć lania po mordzie włącza mi się raczej, gdy czytam opinie osób tzw. postępowych — przykładowo, „jestem oczywiście tolerancyjny i mam wielu homoseksualnych przyjaciół, ALE [tu jakaś głupia homofobiczna klisza, np. o adopcji]”. A najgorzej mnie wkurwia homofobia zinternalizowana i prezentowana przez same osoby LGBT, które zwyczajnie powinny mieć na tyle rozumu, żeby pewnych głupot nie rozpowszechniać.

Teksty o ciotach, podobne do tych w książce Konarzewskiej i Pacewicza, w Polsce czytywałem bardzo regularnie, w Holandii zaś prawie nigdy. O ciotach, męskich i niemęskich i tym podobnych stereotypach pisali w Holandii wyłącznie Polacy, Rosjanie i muzułmanie nacji rozmaitych — w swoich ogłoszeniach na portalach gejowskich. Również wyłącznie Polacy, Rosjanie, Arabowie i Afrykanie domagali się dyskrecji. Te rzeczy są ze sobą powiązane i świadczą o kompleksach na punkcie robienia rzeczy Złych i Niewłaściwych.

Ludzie pewni swojej wartości (i swoich wartości) nie mają potrzeby poniżania innych i wywyższania się ich kosztem; zachowanie to świadczy o kompleksach. Osoby nieposiadające kompleksów nie muszą ich wyładowywać na innych. (Stąd moje podejrzenie, że kibole wszczynający burdy na meczach po połowie wyładowują kompleks małego członka, a po połowie — tłumione instynkty homoseksualne, każące im zrzucać koszulki i bratać się z podobnymi sobie wygolonymi samcami. See also: Szprota o braku kobiet na manifestacji NOP.)

Mógłbym teraz wrzucić coś o tym, że moi najlepsi przyjaciele są odrobinkę ciotowaci, ale zwyczajnie nie wiem, czy są, bo ich pod tym względem w ogóle nie oceniam i szczerze mówiąc takich rzeczy nie widzę. Ciotowaty dla mnie jest sławny stylista Jacyków, przy czym lepszym słowem byłoby „wyglądający głupio”, bo nie jego brwi, włosy czy opalenizna są dla mnie problemem, tylko fakt, że dziwnym i niezrozumiałym sposobem sławnym stylistą został człowiek wyraźnie nieposiadający w domu lustra, cierpiący na daltonizm i przekonany, że botoks wpływa na jego wygląd pozytywnie. Nie przeczę, że bardziej od Jacykowa podoba mi się z wyglądu na przykład Joe Manganiello, czyli Alcide z True Blood, ale nie oznacza to, że jeden jest ciotowaty, a drugi męski, i przez to jeden jest gorszym człowiekiem od drugiego, tylko — że lubię muskularnych brodaczy. Nie wyklucza to możliwości, że w rozmowie Jacyków byłby fascynujący, a Manganiello przerażająco nudny; że pierwszy kocha dzieci, przeprowadza przez jezdnię staruszki i dokarmia gołębie, a drugi głosuje na Tea Party, częstuje dzieci papierosami i kradnie sygnał kablówki. Ale obu dałbym tę samą szansę w rozmowie i żadnego nie próbowałbym wyśmiewać, bo jest „zbyt ciotowaty” i przez to nie chce się go zrozumieć.

Kiedy o ciotowatości mówią osoby hetero, świadczy to o wyładowywaniu tłumionych kompleksów, cholera wie na jakim punkcie, i głębokiej potrzebie udowodnienia samemu sobie, że są gorsi. Brudne czarnuchy, głupie muslimy czy ciotowate pedały są doskonałymi celami, w które można prać ile wlezie — chociaż palmę pierwszeństwa ciągle dzierży chyba Żyd, Żyd-komunista lub w miarę możliwości pedałowaty Żyd-komunista — i udowadniać samemu sobie po raz pięćsetny, że jestem od nich wszystkich lepszy, bo nie jestem czarny, nie jestem muzułmaninem i nie jestem gejem. (To, że w żadnej z tych spraw, z wyjątkiem może religii, nie miałem wyboru, a w sprawie swojego bezrobocia, siedmiu klas podstawówki i wielkiego brzuszyska wylewającego się zza paska miałem, nie ma oczywiście żadnego wpływu na moje słuszne poglądy, przynajmniej póki nie skończy mi się jabol.) 

Kiedy o ciotowatości mówi gej, świadczy to w połowie o potrzebie udowodnienia samemu sobie, że kiedy Wszechgłuptaki czy inny NOP mówi o pedałach, to oni przecież nie mówią o mnie, bo ja jestem normalny, męski i nie chodzę na parady, tylko o Jakichś Innych Pedałach, a w drugiej połowie o debilizmie. Bo ja też takie rzeczy wygadywałem. Kiedy miałem lat 17 i jedyny gej, jakiego znałem, to był ten, którego widywałem w lustrze. Potem, na szczęście, odrobinę zmądrzałem. (I zeszczuplałem.) Igor, cytowany przez Martę Konarzewską, nie zmądrzał i nadal uważa, że jeśli powie coś o ciotach, to zrobi się od tego bardziej męski. Nie zrobi. Podobnie ani trochę bardziej męski nie zrobił się Rosjanin, który usiłował mnie poderwać na Gayromeo za pomocą swojego profilu, wypełnionego po brzegi farmazonami o tym, jak to nie trawi ciotowatych i niemęskich. Obok farmazonów Rosjanin prezentował dumnie swoją wątłą posturę i męską twarzyczkę godną co najmniej Kate Moss. Niestety, przestałem mu się podobać, kiedy powiedziałem mu, że jestem diabelnie ciotowaty, ponieważ kocham Kylie, Julię Roberts i czytuję Glamour. Wszystkie te rzeczy są prawdą. A jak się Igorowi nie podobam, niech wypierdala, zanim padnie na zawał dowiedziawszy się, że jestem też Żydem, komunistą i na domiar złego jakiś taki beżowy.

  • drogi Navairo
    mam wielką prośbę. napisz do mnie na sassenach małpa o2.pl, OK? to Ci powiem, o co mię biega 😉

  • Wzdech. Czyli znowu bumerangiem wraca temat LGBT z LGBT-fobią. To jak rozumiem nawiązanie do tego że jesteśmy tacy jak wszyscy? (Żeby nie było, nie mam do ciebie pretensji że o tym piszesz, tylko do świata, że taki jest. A może raczej do mojego mikroświata – skoro jak mówisz, a muszę ci wierzyć na słowo, ci ze zgniłego zachodu są normalniejsi). Czyli skoro jak wszyscy, to też musimy być jakimiś szowinistami, patrzyć się z góry na „ciotę”, transa, crossdresera, whatever, albo nawet na heteryka…
    Szczerze mówiąc, nie wiem czy to wina zakamuflowanego selfhejtu (co do muslimów, może masz rację, nie znam żadnego który jest jednocześnie muslimem i LGBT). Po prostu widzę tą tendencję w każdej grupie, w której zdarzyło mi się wylądować, a fakt, że wszystkie składały się z Polaków. No i ze mnie. I regularnie wyskakiwał temat, że w grupie są jakieś podgrupy, a jedne uważają drugie za kompletnych debili, pojebów albo po prostu kogoś gorszego, kim można gardzić i przez to czuć się lepszym. Bez względu na to, czy będą to harcerze, fani fantastyki szeroko pojmowanej, informatycy, studenci czy . I ponieważ moje doświadczenie kosmopolityczne sprowadza się do współpracy z kilkoma Rosjanami i jednym Niemcem, na terenie Najjaśniejszej Rzplitej, zastanawiam się, czy wszędzie jest taka – nie czarujmy się – dziecinada, czy może gdzieś-tam ludzie zmądrzeli? A że ty jesteś gdzieś-tam, to do ciebie kieruję pytanie…

  • No z tą pracą, to trochę przesadziłeś. To nie zawsze jest „moja wina”. Ja się właśnie borykam z tym problemem. I mimo że zawsze wszyscy mi powtarzali, że jestem piękna, mądra, zdolna i co to nie ja, jakoś żadne rozwiązanie nie wpada mi do rączek. Ba! Nawet mimo szukania go ze świeczką w najbardziej nawet zakurzonych kątach, nie jestem w stanie się z tym uporać.

  • Wrzucam tu, bo na drugi blogasek chyba nie zaglądasz:
    forum.gazeta.pl/forum/w,898,125329661,125329661,Malzenswo_beznadziejna_sytuacja_Pomozecie_.html
    Urzekł mnie…zwłaszcza…styl…wypowiedzi…

  • oj, bo to takie cool, dowartościowywać się cudzym kosztem, leczyć własną niepewność przydeptywaniem innych. To chyba też jest fragment polactwa, czyż nie?

  • 8jola8: ależ ten komentarz Ciebie dotyczy wyłącznie w przypadku, gdy nienawidzisz gejów/Żydów/Romów/etc. i dowartościowujesz się za pomocą dołowania nienawidzonych 😛

    margot1976: nieśmiało dodam, że słowo „polactwo” też można podciągnąć pod przydeptywanie innych 😉

    @isabell1976: ja na oba blogaski zaglądam, tylko na ogół częściej na ten, gdzie akurat coś pisałem 😉

    @chakravant: Ja nie uważam, że LGTB są tacy, jak wszyscy. To znaczy, inaczej: uważam, że nikt nie jest taki, jak wszyscy, a osoby, które najdobitniej podkreślają swoją normalność i zwyczajność są najbardziej nienormalne i zakompleksione. Na zgniłym zachodzie też nie jest tak do końca różowo, tyle, że tutaj się dowartościowuje w inny sposób — np. w Holandii konkretnie za pomocą kopania Polaków i Marokańczyków. I wcale mi się to bardziej nie podoba. W Amsterdamie jest lepiej, niż w Holandii w ogólności, ale znam (z widzenia :P) gejów, którzy głosują na ekstremalną prawicę, która chce uwolnić kraj od muzułmanów i Polaków i jakoś im nie przychodzi do głowy, że jeśli naziolom się to uda, to LGTB mogą być następni na liście…

    Co do muzułmańskich LGTB, czy pisałem o swojej randce z jednym takim przepięknym stworzeniem, które nie tykało piwa, bo to grzech, ale za to przy każdej okazji łykało i wciągało w nos wszelkie dostępne narkotyki, bo w Koranie na temat kokainy nie ma ani słowa?

  • A mi się przypomniało jedno wydarzenie.

    Otóż na jednym konwencie miałam w sleeproomie dwóch panów. Panowie na wstępie krzyknęli że są gejami (tonem ostrzegawczym) i byli widocznie bardzo smutni z powodu braku entuzjastycznej reakcji (pozytywnej bądź negatywnej – bez większej różnicy). Jednakże było całkiem miło, do chwili, gdy Zły Org nie zabrał im prostownicy (albowiem w sleeproomach nie można było przyłączać urządzeń elektrycznych). Wtedy panowie podnieśli wrzask i płacz – o godzinie trzeciej w nocy – i byli bardzo zdziwieni, że cała reszta sleeprooma zaczęła się odnosić do nich raczej chłodno. Widać nietolerancyjni jacyś.

    Nie czułam w tym momencie, abym potępiała „ciotowatość”, czy jak to się zwie, tylko tylko ogólnie nie lubię osób, które raz, pindrzą się ciągle i gadają tylko o pindrzeniu, dwa – nie wyobrażają sobie doby bez wyprostowania włosów i nałożenia na twarz tapety i muszą o tym wszystkim przypominać.

    PS. Rosjanie są fajni.
    PS2: Thor jest lepszy od typa ze SruBluda http://www.filmweb.pl/film/Thor-2011-325418/photos#picture-7-fullscreen

  • Thx za podpimpowanie.
    Ja mam tak, że jak widzę ten selfhejt w osobie z grupy wykluczonej, wydaje mi się zawsze, że to zdrada. Por. kobiety prowadzące firmy a opowiadające antyfeministyczne suchary.

    Oraz proszę ręce precz od Joe Manganiello, on jest MÓJ MÓJ MÓJ.

  • @Nowokaina

    Dwie osoby pci dowolnej i dowolnej orientacji po zrobieniu takiej zadymy też by mnie wkurzyły. To się nazywa jakoś, ale na pewno nie „ciotowatość”.

    @Szprota
    Bo ty w ogóle aktywistka jesteś :). Ja tam nie lubię mocnych słów jak „zdrada”, zwłaszcza w odniesieniu do grupy, do której w dodatku nigdy się nie zapisywało i jakoś tak samo wyszło („naród”, płeć, (dez) orientacja, czy nawet hobby), zdradzić można osobę lub grupę której się coś przysięgało czy obiecywało. A homofobicznych homo, czy kobiety – fanatyczne katoliczki / mułzułmanki / whatever mogę co najwyżej traktować facepalmem. Jak ktoś chce strzelać sobie samemu w stopę, to jego prawo.

    Nie wiem kto to ten Joe, jak ma włochatą klatę to bierz go sobie.

  • @Nowokaina A jakby to były dwie panie, to użyłabyś wyrazu „ciotowatość”? (Mnie takie osoby bardzo śmieszą, nawiasem mówiąc.)

    Thor też jest bardzo, bardzo, ale czemu on jest taki wydepilowany? Zresztą Alcide tak samo. Wilkołak i bóg woskujący sobie klatę = fail.

    @szprota To stańmy oboje przed Joe i każmy mu wybierać.

    @chakravant Ja mam mieszane uczucia w takich przypadkach. Z jednej strony, oczywiście, ich prawo. Z drugiej strony, miałem kiedyś szefową, która mi powiedziała na rozmowie, że nie lubi zatrudniać kobiet, bo te są głupie i leniwe. Pchało mi się na usta pytanie „a pani myśli, że jest jakiej płci?” ale niestety nie odważyłem się go zadać. A szkoda, bo ten rodzaj selfhejtu nie pozostaje bez konsekwencji, zwłaszcza głoszony publicznie…

  • Można na sprawę spojrzeć inaczej. Wiele grup dyskryminowanych i obrażanych słowa obelgi przedefiniowało poprzez używanie w kontekście walki o swoje prawa, pozytywnego podkreślenia i afirmowania swojej odmienności.

    Tak jest ze słowem bitch i nigga w kręgach kultury anglo.

    Wydaje mi się, że kontekst kulturowy słowa jest ważny. Nie sądzę, że łatwo go przedefiniować, zwłaszcza z negatywnego na pozytywny, ale jest to jakaś tam strategia zmiany popkulturowej. W drugą stronę droga jest szybsza, całkiem niedawno imbecyl było terminem czysto medycznym na dzieci upośledzone, teraz nikt go nie używa z przyczyn oczywistych.

    Pozdrawiam