Czemu zdziry…?!

Dziś apolitycznie, bo blog w końcu nazywa się „Miłość po 30”, a nie „Zdziczałe lewactwo po 30” ani „Polityka po 30”.

Uprzejmie zawiadamiam, że obniżyłem dawkę antydepresantu raptem o 1/6, z 450 mg dziennie do 375 mg. Pierwsze dwa tygodnie spędziłem mając okropną grypę, dzięki czemu nie byłem pewien, co jest efektem ubocznym obniżenia dawki, a co grypą. Potem spędziłem kilka dni, czując się depresyjnie i raczej paskudnie. Po czym „weszło”.

Efekty są zróżnicowane. Przede wszystkim, stało się to, na co liczyłem — śpię dobrze. Nie mam miliona pomysłów o godzinie 1:30 w nocy, nie leżę w łóżku dziko podekscytowany myślą sprzed 3 godzin i jednocześnie dziko wkurzony bezsennością. Z drugiej strony, z jakiegoś powodu rytm dobowy ustalił mi się na 25 godzin i jedynym sposobem na uniknięcie problemu pt. „jutro wstaniemy o 15” jest ustawianie budzika, ale nie jestem, jak mniemam, jedynym użytkownikiem tego urządzenia. Jakoś sobie radzę.

Poza tym, stało się coś, czego nie przewidziałem. Przestałem być nieustraszony. Po dziesięciu miesiącach nieobawiania się niczego pojawienie się — mam wrażenie — zupełnie normalnej reakcji na moje własne pomysły dotyczące zakładania firmy w Królestwie Niderlandów jest… dziwne. Nie przeraża mnie to paraliżująco, po prostu mam trochę obaw. Nie pamiętałem, jak to jest, mieć trochę obaw. Szczerze mówiąc, nie podoba mi się to ani trochę, bycie nieustraszonym ma swoje plusy ujemne (chociażby blizna na udzie po upadku z hulajnogi na Słowacji), ale ma też plusy dodatnie i jest ich jakby więcej. Chociaż może moje obawy stanowią swoisty reality check? Wskutek, że tak powiem, nowości tego uczucia nie do końca potrafię to ocenić.

Trzecim skutkiem zmniejszenia dawki jest gwałtowny spadek wagi o 2 kg. W pasie. Co mi się rzecz jasna akurat bardzo podoba, bo oznacza, że równie gwałtownie zwiększyła się ilość spodni, które mogę nosić. Zaskoczyło mnie głównie to, że zmniejszenie dawki specyfiku o 1/6 owocuje spadkiem obwodu w pasie o 4 cm w ciągu dwóch tygodni — a grypę spędziłem wyłącznie na leżeniu i jedzeniu słodyczy. Przyznam, że to mnie motywuje do dalszego zmniejszania dawki…

*

Skoro mowa o miłości, miłość do Zbrojmistrza trwa, nigdzie sobie nie poszła, niezmiennie mnie ubogaca, rozwija i inspiruje. Bardzo mi się to podoba. Nie wierzę w utrzymywanie związku dlatego, że jestem w związku i to jest moralne dobro zesłane przez Boga celem umoralniania i niesienia krzyża. Wierzę w bycie w związku, ponieważ jestem szczęśliwszy z drugą osobą, niż byłbym bez. Ze Zbrojmistrzem jestem bardzo szczęśliwy, o wiele bardziej, niż byłem bez niego; mój mężczyzna mnie inspiruje, zachwyca, intryguje, ekscytuje, uszczęśliwia, nakręca (pozytywnie) i otwiera.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że my w zasadzie jesteśmy w otwartym związku, ale bardzo rzadko z tego korzystamy. Obaj lecimy na siebie z przytupem i krzesaniem iskier, co powoduje, że idea spędzania czasu w łóżku z kimś innym jest jakby mniej ekscytująca. Mój harem narzeka w związku z tym na osamotnienie, ale cóż pocznę, lubię ich bardzo, ale w pewnych przypadkach zalety płodozmianu jakby nieco bledną.

Zapytano mnie ostatnio o białą suknię i welon. Ahem. Białą to może piętnaście lat temu, welon zasłoniłby czerwień irokeza, więc obie te rzeczy odpadają. Co do ślubu jednakowoż… obawiam się, że już nie. Parę lat temu chciałem wziąć ślub po to, żeby polskiemu rządowi pokazać faka z rozbryzgiem. Teraz polski rząd mam w odwłoku i naprawdę nie czuję potrzeby robienia czegokolwiek pod kątem Gowina, Niesiołowskiego i innych Libickich. Związek rejestrowany (po sprawdzeniu, jakie dostaję profity podatkowe) — czemu nie. Ślub — chyba jednak nie do końca. Zresztą, najpierw pobędziemy ze sobą dekadę albo trzy, a potem pogadamy, OK?

*

Na koniec coś, co robię zdaje się rzadko (tzn. nigdy) czyli przegląd fraz, które wpisali w wyszukiwarkę weseli czytelnicy, którzy następnie trafili — współczucie — na mojego bloga$ka:

na czym polega seks analny — przysięgam, że o tym nie pisałem
wilkolak w ramonesce — a o tym dla odmiany z pewnością pisałem i napisałbym znowu, gdyby mi Coota nie urżnęli w True Blood
wybity ząb na placu zabaw — o tym sobie nie przypominam
przykłady elaboratów — no tak, co druga moja notka pasuje
tatuaze gangsta — TO JA
cynthia co to znaczy — to znaczy, że Rojo Caliente wzięła ślub!!!!
czym się różni kowal od kuźni — jezu, jezu (nieczyt.)
politycy którzy nie zmienili poglądów — NOT FOUND
co robili kowale — kłuli, rzecz jasna. Igiełkami. Celem odróżnienia się, z trudem, od kuźni
cipki po 30 — zły adres
sikanie na stojąco ze stojącym penisem — to też zły adres, ja w takich chwilach siadam
majtki w których chodzą geje — w moim przypadku chodzi o „czyste”
gdzie lesbijki moga wziasc slub — czy ja wiem, w urzędzie stanu cywilnego?
inspiracje w gipsie — tu kompletnie nie wiem, co doradzić, ale Zbrojmistrz robi gipsowe odlewy członków męskich, czy to kogoś inspiruje?
notki na o życiu — na o u mnie dużo takich
sex gay w seminarium opowiadania — na o u mnie mało takich
tyle problemów a tak mało amunicji — o! to do mnie przemawia!!!
mil ffuck — ffuck to ja już kiedyś objaśniałem, rzeczywiście, zdaje się, że konkretnie chodziło o frazę „fucking friend” czy co tam Polacy sobie wymyślili na określenie „friends with benefits”
zakon po trzydziestce — TO JA
saudi arabia britney — to nie ja, przysięgam na Hefajstosa
kulesza tomek — aż musiałem wyguglać. Tomku! Skomentuj mnie znów! Zwiększasz mi popularność!!!
lesb banner — and I, my Lord, may I say nothing?
owlosione styczeń — RZECO
póki nikt mnie o to nie pyta wiem gdy tylko jednak zechcę wyjaśnić pytającemu nie wiem — ja to mam z niektórymi słowami w języku niderlandzkim, np. „gezellig”
kto to jest without benefits — Justin Timberlake, o ile wiem
dlaczego nie powinno mówić się opieka społeczna — nie wiem, dlaczego się nie powinno? pisałem o tym?
wesole jest zycie staruszka — ono jest! w moim przypadku oznacza mnóstwo seksu, zostawanie kowalem, zakładanie firmy i różne inne ciekawe eksplozje ideowe 🙂

i na koniec, jak się okazuje, najłatwiejszy sposób wyszukania mojego bloga$ka bez użycia frazy „miłość po 30″…

zdziry

HELP!!!!!!


Cenisz dobre dziennikarstwo?

Jeśli tak, to trafiłeś w złe miejsce, ale jeśli lubisz mojego bloga i chcesz zadbać o to, żeby i mi nie zabrakło niczego do czytania, rozważ skorzystanie z poniższego przycisku. Wszystkie uzbierane w ten sposób pieniądze wydam na książki. Książkodawcom serdecznie dziękuję! #stoserc



Więcej informacji, spis zakupionych dotychczas książek i lista książkodawców