Dawne miłości

Amsterdam jest za mały.

Przenieśliśmy się ze Zbrojmistrzem na nową siłownię. Odległość w zarysach ta sama, ale do starej jechało się przez centrum miasta, po którym włóczą się turyści, którzy czasami są trzeźwi, a czasami nie. Poza tym z nieznanych powodów turyści amsterdamscy żyją w błogim mniemaniu, że jezdnia to naturalne rozszerzenie chodnika i można sobie po niej chodzić spacerowym kroczkiem. Podczas jazdy do starej siłowni w zeszłym tygodniu miałem niegroźny wypadek, mianowicie wjechałem pewnej pani w biust, ponieważ nie zawracając sobie głowy rozglądaniem się beztrosko wlazła mi pod koła roweru. Swoją drogą, dawno nie miałem tak intymnego kontaktu z kobietą płci odmiennej, na pierwszej randce macanie po biuście, strach myśleć, co się stanie, jeśli wlezie mi pod koła jeszcze raz.

Nowa siłownia jest miejscem znanym mi z czasów Wikinga, który tam uczęszczał. Może robi to nadal, jeszcze go nie przyuważyliśmy. Zbrojmistrz dodatkowo postanowił jeździć drogą na skróty i tak się składa, że jest to idealnie ta sama trasa, którą ja jeździłem do Wikinga w odwiedziny. W związku z czym wspomnienia zaatakowały z siłą wodospadu.

Jechałem tą trasą po pierwszym zerwaniu z trzech, zostawiwszy klucze w skrzynce pocztowej Wikinga. Było pięknie. Letnia noc, światła odbijające się w rzece, ciepło, a ja byłem w świetnym humorze. Daleko nie zajechałem, zadzwonił telefon, nadal w świetnym humorze zatrzymałem się i słuchałem przeprosin, zapewnień i próśb. Przychyliłem się łaskawie. Rzecz jasna był to błąd, bo Wiking lubił zbieranie punktów karmicznych i nagradzanie, względnie karanie w zależności od salda. W moim przypadku była to oczywiście kara, kilka dni później wyjechaliśmy sobie za miasto, miało być uroczo i przyjemnie, jednakowoż ukochany mężczyzna nie odzywał się do mnie cały dzień i miał minę rozjuszonego, hm, wikinga, ponieważ na samym początku zdjąłem z siebie sweter, on zapytał, czemu go zdejmuję, ja odpowiedziałem, że mi ciepło, a Wiking uznał, że powiedziałem to tonem chamskim i nieprzyjemnym. Cały dzień spędziłem w stanie stresu i nerwów, a o moim przewinieniu powiedział mi dopiero wieczorem, kiedy zaatakowałem frontalnie. Dodatkowo unieprzyjemniło mi wycieczkę spotkanie pary lesbijek, które trzymały się za rączki, szczebiotały do siebie i ogólnie były urocze, podczas gdy Wiking zachrzaniał z maksymalną prędkością, a ja go goniłem.

Wiking i Eugenia przelotnie się znają, co wyszło na jaw już parę lat temu. Z opisu jakoś nie mogła załapać, który to jest, więc pokazałem zdjęcie. „Ach, pamiętam,” rzekła przyjaciółka. „Nie rozmawialiśmy ze sobą, trzymał dystans.”

Mój przyjaciel Pedro, jak się okazuje, znał męża Eugenii. Opowiadałem mu historię, usuwając z niej zbędne detale, ale co z tego, skoro Pedro po trzecim zdaniu powiedział, zaskoczony, „hej, ja kojarzę tego faceta, był moim dealerem!”. Owszem, mąż Eugenii miał na koncie kilkuletni etap dilerki w latach 90. Jak mi opowiadała przyjaciółka, mąż sprzedawał towar wyłącznie niewielkiej grupie znajomych. Oczywiście, w tej grupie musiał znaleźć się Pedro…

Pedro i ja zostaliśmy razem sfotografowani do kalendarza w roku 2013. Dokonał tego fotograf o imieniu Rene. Na mojej starej siłowni regularnie napotykałem niezwykle przystojnego mężczyznę imieniem Jonasz. Wpędzał mnie w kompleksy, ponieważ był idealny. Idealne ciało, piękny z twarzy, głęboki, męski głos, na domiar złego sympatyczny i chętny do rozmowy z obcym kolesiem (tzn. mną). Jak się okazuje, Rene i Jonasz są bliskimi przyjaciółmi, do tego stopnia, że podejrzewałem ich o związek. Zbrojmistrz, który rzecz jasna również obu zna, zapytał wprost i okazało się, że jednak jest to wyłącznie przyjaźń.

Rene zajmuje się fotografią od lat, skupiając się głównie na gejach i scenie fetyszowej. Sfotografował również człowieka, który wprowadzał mnie w tajniki S/M. Skoro mowa o S/M, kiedy pierwszy raz spotkałem się ze Zbrojmistrzem – w ogóle nie w celu randkowym – miałem już umówioną wieczorem kolację z bardzo przystojnym (i brutalnym) mężczyzną o imieniu Andreas. Spotkaliśmy się, było świetnie. Kilka tygodni później Andreas odwiedził mnie w domu, gdzie zobaczył pierwszy z wielu prezentów, jakie miałem dostać od Zbrojmistrza: misia w skórzanej motocyklowej kurtce. „O, jaki fajny miś,” powiedział Andreas, „zupełnie taki, jakie robił Zbrojmistrz!” Panowie znali się 18 lat wcześniej, byli razem w klubie motocyklowym, a misie okazały się na tyle wyjątkowe, że 18 lat później nadal rzucało się w oczy, kto jest ich autorem.

Jedną z moich pierwszych prac kowalskich były dwa złączone serca, które nabył kumpel z Facebooka i poprosił, żebym je dostarczył do sklepu Mister B, gdzie pracuje jego ukochany. Dostarczyłem. Z kanciapy wyszedł zupełnie mi nieznany człowiek, spojrzał na mnie i powiedział: „Słyszę, że spotykacie się ze Zbrojmistrzem?” Nieco zaskoczony odparłem „Słyszę, że o tym się mówi?”

Na mojej jeszcze poprzedniej siłowni pracował pan imieniem Terry, trener i prowadzący zajęcia grupowe. Zumba, grumba, bromba, te rzeczy. Podobał mi się wtedy. Już po moim odejściu z siłowni zaznajomiliśmy się na Facebooku i okazało się, że obaj lubimy gry planszowe. Przy pierwszym spotkaniu wyszło na jaw, że Ray, z którym się spotykałem (heterykom to się chyba rzadziej zdarza, spotykanie się z osobą o tym samym imieniu…) jest jego eksem. Ja z Rayem wytrzymałem dwa miesiące, a i to głównie dlatego, że siła uczuć wobec Zbrojmistrza mnie zaskoczyła i na wszelki wypadek rzuciłem się na cokolwiek bądź, Terry był z nim 10 lat.

Naprawdę dużo mam takich historii. Kiedyś mieszkałem w Warszawie i po zerwaniu miałem problem z chodzeniem w niektóre miejsca, bo bolało. W Amsterdamie trzeba się na to po prostu uodpornić. Najprostsza droga ode mnie z domu do centrum wiodła najpierw obok mieszkania DJa (dwa razy go tam przyuważyłem), a potem obok starej firmy, co szczerze mówiąc było większym problemem. Ale żeby uniknąć jazdy koło tych miejsc musiałbym nadkładać drogi i jechać jednokierunkową ulicą pod prąd.

Zaczynam rozumieć, dlaczego Pedro uprawia wyłącznie związki na odległość (poprzednio Stany Zjednoczone, aktualnie coś się kluje w Niemczech…) – mniej wspomnień rzuca się na niego z każdego rogu. I came across a cache of old photos…

Zdjęcie: „Easter postcard back and message”, State Library Victoria Collections (CC 2.0)

  • O.

    W liceum chodziłam do klasy z X. Przez rok uczyła nas Y, z którą po skończeniu szkoły się spotykałam. X zaczęła spotykać się z Z, kiedy ta jeszcze była z A. Kilka lat później A zaczęła spotykać się z B, którą (teraz już w innym liceum) uczyła Y. Taki nasz lokalny L Word, ale w dużo mniejszym mieście niż Amsterdam czy Warszawa 😉

    • m.

      Słabe, myślałam, że się skończy, że A jest teraz z Y.

  • 7

    to prawdopodobnie niestosowne, ale „miał minę rozjuszonego, hm, wikinga” spotęgowane przez „odpowiedziałem, że mi ciepło, a Wiking uznał, że powiedziałem to tonem chamskim i nieprzyjemnym” spowodowało, że roześmiałem się do rozpuku 😛

  • sądząc z opisu Amsterdam to wieś typu ulicówka, gdzie wszyscy wszystkich (znają) i wszyscy jakoś ze wszystkimi (coś mają wspólnego), a cóż dopiero w zwykło zwykłym średnim mieście w PL…

  • AachenAc

    Ponad rok Cię czytam, i dopiero teraz się przyznajsze do planszówek…! #szokszokszok

    • Ray Grant

      Planszówki są super! Moje ulubione to Magia i Miecz/Talisman, Runebound, a ostatnio Puerto Rico i Istanbul. A na iPadzie posuwamy w Carcassonne 🙂