Dochód gwarantowany vs tymczasowo zaambarasowany milioneryzm

Dla potrzeb tej notki będę skracać „tymczasowo zaambarasowanych milionerów” i odmiany tej frazy do TZM.

W ostatnich miesiącach pojawiają się informacje o próbach, dokonywanych przez państwa Zachodniej Europy, wprowadzenia tzw. dochodu gwarantowanego (DG). W skrócie DG polega na tym, że dostaje się pieniądze za nic, po prostu za bycie człowiekiem i mieszkanie w danym kraju. Próby te mają miejsce w Holandii, Finlandii, w Szwajcarii przymierzają się do referendum.

Od dłuższego czasu uważam, że DG jest jedynym rozwiązaniem, które zapobiegnie masowemu wymieraniu lub wojnie światowej biednych przeciwko bogatym. Jakiś czas temu ciskano gromy na to, że 85 najbogatszych ludzi na świecie posiada tyle, co najbiedniejsze 3,5 miliarda. Od tego czasu nastąpiła duża zmiana, mianowicie biedniejsza połowa ludzkości ma tyle dóbr, co najbogatsze 62 osoby. TZM polega w zarysach na tym, że osoba zarabiająca np. minimalną pensję głosuje przeciwko podnoszeniu podatków najbogatszym oraz współfinansowaniu systemów ubezpieczeń medycznych i społecznych. Co prawda głosowanie w ten sposób jest całkowicie sprzeczne z interesami osoby, ale uważa ona, że W KAŻDEJ CHWILI może nagle zostać milionerem i wtedy wcale nie będzie chciała płacić wysokich podatków. Specjalizują się w tym, rzecz jasna, Amerykanie, amerykański sen i te rzeczy. Jednak liczba 62 wali po oczach na tyle mocno, że liczba TZM powoli maleje (a jest ich o wiele, wiele więcej niż 62) ponieważ do ludzi powoli dociera, że nie każdy z nich może zostać CEO firmy z Fortune 500.

Bronisław Komorowski przerżnął wybory między innymi przez niedbale rzucone „zausz firmę, weź kredyt”. Problem z zakładaniem firm i braniem kredytów jest po pierwsze taki, że osobie będącej jedynym pracownikiem świeżo założonej firmy nikt nie da kredytu, a po drugie taki, że 92% startupów upada w ciągu trzech lat. TZM uważają, że znajdą się wśród tych 8 procent, 92 procent to z pewnością gópki były i po prostu nie umiały w biznes, albo się nie starały, albo po prostu nie chciały wystarczająco (tu pozdrowienia).

Tymczasem fakty są takie, że pracy będzie na świecie coraz mniej. Donald Trump może sobie grozić pięścią i domagać się, żeby Apple przeniosło składanie iPhonów i tym podobnych z powrotem do Stanów, ale to nie nastąpi po pierwsze dlatego, że w Stanach nie da się szybko znaleźć miliona ludzi, którzy przekwalifikują się w ciągu dwóch dni z „wkręcam siódmą śrubkę” na „wkręcam dziewiątą śrubkę”, a po drugie gdyby Apple płaciło im stawki amerykańskie, a nie dajcie Bogowie może jeszcze ubezpieczenie medyczne, ajfony chodziłyby po 5000 dolarów. Dzięki czemu dodatkowo spadłaby ilość osób, które na owe ajfony stać, bo pracowników Apple US wkręcających śrubki na pewno nie byłoby stać na takie drogie cuda. W Chinach w tej chwili upycha się tego typu powtarzalne czynności, bo nie do pokonania jest argument „mamy miliard ludzi i co nam pan zrobi”, ale coraz bliższy jest dzień, kiedy roboty przejmą WSZYSTKIE prace tego typu. A potem zaczną za nas grać na giełdzie, projektować tkaniny, budować domy, kłaść asfalt, prowadzić taksówki. I wszystkie te rzeczy będą robić o wiele lepiej, niż ludzie. Jedyne, co pozostanie homo sapiensom, to sztuka. Robot nie napisze Makbeta, autobiografii osoby ze schizofrenią, nie nagra nowej płyty Davida Bowiego, nie wykona zajebiście pięknej bramy wjazdowej. Przez kolejną dekadę. A potem zrobi wszystkie te rzeczy o wiele lepiej, niż my.

Ray Kurzweil (i inni) przewiduje nadejście osobliwości (singularity), czyli gwałtownej przemiany świata, jaki znamy. Jedną z możliwych osobliwości jest sztuczna inteligencja. Przyjrzyjcie się temu, co filmowcy potrafią już teraz. Następnym krokiem będzie pozbycie się aktorów. A potem reżyserów i scenarzystów. Sztuczna inteligencja będzie dla nas produkować stuprocentowo realistyczne filmy zgodne z podanymi warunkami brzegowymi. Jak będzie wyglądał świat w 2050 nie wiemy chociażby dlatego, że w każdej chwili Kim Któryś Tam może nacisnąć czerwony guzik, ale na pewno będzie bardzo odmienny od świata z 2016, a jedną z różnic będzie brak pracy dla humanoidów. Wprowadzenie dochodu gwarantowanego wiąże się z kilkoma rzeczami, między innymi z tym, że będzie można zatrudniać ludzi za niewielkie pieniądze (dlatego DG musi wystarczać na przeżycie, bo jego celem nie jest wzbogacenie właścicieli Wal-Marta o kolejne miliardy) i być może dzięki temu będą mogli konkurować z robotami. Wiąże się również z tym, że artyści, którzy w tej chwili głodują, będą w stanie zająć się sztuką i pozwolić sobie na sprzedanie jednego obrazu miesięcznie, zamiast dorabiania w nocy jako ochroniarz budynku korpo. Praca stanie się luksusem, dzięki któremu będzie można dorobić do DG.

DG przeciwni są oczywiście TZM, którzy podnoszą ważki argument pt. „nie z moich podatków”. To, że TZM na ogół mają lat 22, mieszkają z mamusią i tatusiem, są bezrobotnymi wiecznymi studentami „darmowych” uczelni nie ma żadnego wpływu na to, że W KAŻDEJ CHWILI mogą zauszyć startup, który podbije świat, zdobędzie milijony, a potem będą musieli od tych milijonów zapłacić wysokie podatki I CO WTEDY LEWAGI. Tak więc nasz bezrobotny studenciak głosuje na Korwina i obrzuca obelgami „oszalałe lewactwo”, nie zauważając jednocześnie, że jeździ subsydiowanym transportem miejskim, chodzi na subsydiowaną uczelnię, korzysta z subsydiowanej służby zdrowia. W USA, gdzie kapitalizm sięga ideału, mój znajomy w ciągu roku zgromadził rachunki za leczenie przekraczające jego roczny dochód, ponieważ nie przysługuje mu ubezpieczenie medyczne, a leczyć się trzeba. Republikanie są przeciwni systemowi ochrony zdrowia dostępnemu dla każdego, bo PRZECIEŻ NIE Z MOICH PIENIĘDZY i niech biedni zdychają. Ten sposób myślenia prowadzi właśnie do podziału światowego majątku, w którym 62 osoby posiadają tyle, co 3,5 miliarda. Lekarze amerykańscy niech się cieszą ostatnimi latami, może dziesięcioma, kiedy są jeszcze do czegoś potrzebni. Najdłużej będą przydatne pielęgniarki i osoby zajmujące się starymi ludźmi, bo babci Joli nie wytłumaczymy tak, żeby nie umarła ze strachu, że od dziś będzie jej usługiwać C3PO-R2D2 „Robodoc”. A te wszystkie osoby, które będą tracić pracę, będą musiały coś jeść i jeśli 62 najbogatszych się nie zrzuci na jałmużnę w postaci DG, to może się okazać, że nawet naj-naj-najbogatsi nie mają tyle kasy i zdolności przechowywania, żeby obronić się przed armią liczącą miliardy zdesperowanych ludzi. Tu wstawić film „Elizjum” minus mordobicia.

Będzie więcej na ten temat, ale na razie ciekaw jestem komentarzy.

Notkę zainspirował artykuł Kamila Fejfera. Zdjęcie: Pictures of Money.

  • Eulalia Pstryk

    Jak zwykle, kark mi trzeszczy od potakiwania przy czytaniu. I przypomniał mi się ten wywiad: http://wyborcza.pl/magazyn/1,140258,16509198,Ida_po_nas_z_widlami.html Uczciwie się przyznam, że nie mam pojęcia, kim jest Nick Hanauer, oprócz tego, że jest bogatym człowiekiem, ale ma facet rację, że koniec końców na drzewach, zamiast liści… eeee, nie. Nie mam rymu. No to może: że na drogach, zamiast jeży, rozjechani miliarderzy.

  • Student

    Jako 22 letni, mieszkający z mamusią i tatusiem, bezrobotny i wieczny student przyznaję Ci rację.

  • Bardzo kibicuję Finlandii, bo jeśli tam się uda, to jest szansa, że inne kraje spróbują też takich pomysłów. Za to jak się nie uda, to na jakiś czas utrudni testowanie takich pomysłów. Inną sprawą jest fakt, żę bardzo wiele rzeczy trudno jest wyliczyć: np. ile osób zrezygnuje z pracy 1. dnia takiej rewolucji (w zależności od wysokości takiego świadczenia)…

    • Grant Thorsson

      Myślę, że wcale nie tak wiele, bo świadczenie będzie dodatkowe, a nie zamiast. A o wiele przyjemniej jest zarabiać 2000 euro, niż 1000. Osobiście bardzo liczę na wprowadzenie DG, bo umożliwiłoby mi to próbę życia z kowalstwa pomimo dwubiegunówki – jeśli będzie mi w kuźni szło dobrze, to będzie super, a jeśli nie będę mógł pracować, to też jakoś przeżyję.

      A poza tym jeśli mnóstwo osób zrezygnuje z pracy pierwszego dnia, to bezrobocie spadnie natychmiast do zera 😉

    • Ja bym nie rezygnowała z pracy, bo daje mi ona coś więcej niż tylko pieniądze. Lubię to co robię na tyle, że nie próbuję nic zmieniać, mimo że być może mogłabym zarabiać lepiej. Ale brakowało by mi tego poczucia pracy mającej sens. DG jest czymś o czym się w Polsce nie mówi. Jak pierwszy raz o tym słyszałam, to uznałam od razu za nierealną utopię. Ale jeśli gdzieś to zadziała, to może rzeczywiście nie byłby to zły pomysł.

      • Grant Thorsson

        No właśnie, wierzę, że wielu ludzi by nie zrezygnowało z pracy dokładnie z tego powodu, a jednocześnie mogliby przestać pracować 16 godzin na dobę, żeby uzbierać średnią krajową.

  • Limes Inferior?

    • Grant Thorsson

      O rany, trzydzieści lat temu to czytałem… (dosłownie, nauczyłem się czytać, kiedy miałem cztery lata i przeczytałem wszystkie książki, jakie były w domu, z wyjątkiem Magdaleny Samozwaniec. Biblii w domu nie było, więc nie przeczytałem)

    • Aurelion

      …great minds think alike 😉

  • juutalainen

    Co do start-upów – te 92% to dane światowe, i ciekaw jestem, ile ten współczynnik wynosi w Polsce, zważywszy, że przytłaczająca większość „pomysłów” na start-upy u nas to „zrobimy coś jak fejsa, tylko gorszego i płatnego”. Pół biedy, kiedy za takie biznesy biorą sią informatycy, może i wykazują się bezpłodnością twórczą, ale przynajmniej przy realizacji mniej więcej wiedzą co robią. Prawdziwe jaja zaczynają się, kiedy za coś takiego bierze się typowy Janusz biznesu, który, odłożywszy parę groszy z prowadzenia budek z hamburgerami czy firm sprzątających (głodowe płace), przeczyta na onecie, że w tych startoopach to panie jest kasa. I potem krążą po fejsie screeny ogłoszeń (sorry, nie chce mi się szukać linka):

    Zatrudnię programistę i grafika do realizacji projektu coś jak facebook połączony z allegro plus serwis niusowy, ewentualnie portal randkowy do tego, budżet 10000 zł.

    Ale cóż, start-upy są klikalne i świetnie wpisują się w ideologię zausz firmę pucybucie. Jeszcze się o nich nasłuchamy. A kiedy ktoś szepnie, że nie każdy powiniem być przedsiębiorcą, z miejsca jest nazywany głupim lewagiem.

  • Dochod Mnimalny… no to chyba zalezy gdzie go wprowadzac.
    W takim KSA (Arabia Saudyjska) jest juz od dluzszego czasu i ma wplyw na mlodziencow arabskich raczej rozwydrzajacy.
    W Polsce to czarno widze.

    A w Finlandii czy innym panstwie skandynawskim moze miec szanse. Pod warunkiem ze swiezo upieczeni emigranci arabscy sie na to nie zalapia…

    • juutalainen

      Racja, zaraz kupią sobie pasy z trotylem i się wysadzą. Weź idź na jakieś forum dla kuców, ok?

      • Grant Thorsson

        Można prosić trochę grzeczniej?

    • Grant Thorsson

      Czy zechcesz rozwinąć ostatnie zdanie, zwłaszcza ze świadomością, że przeciętny Fin będzie mieć te tysiąc euro i możliwość dorobienia np. 500 tak sobie z nudów, a uchodźca nie będzie mieć nic i o wiele mniejszą możliwość dorobienia chociażby z uwagi na barierę językową? Jak sądzisz, co się stanie, jeśli zaczną się pojawiać grupy ludzi w ogóle nie posiadających pieniędzy, będą sobie spokojnie umierać w kątku, czy postanowią jakoś te pieniądze zdobyć?

      • Ray, ja wcale nie jestem przeciwna dochodowi minimalnemu.
        Ale wlasnie watpliwosci mam jak wyzej. Mlodzi arabowie z KSA dostaja cos na ksztalt dochodu minimalnego od jego wysokosci krola. Jest to wystarczajaco do przezycia (zwlaszcza, jesli jeszcze nie zalozyli rodziny wlasnej) – ale nie wystarczajaco, zeby zyc tak, jak jest tam przyjete tj. ozenic sie i utrzymywac rodzine (co jest obowiazkiem wynikajacym z praw szariatu – zona pracowac moze, jak sobie zaznaczy w kontrakcie malzenskim i maz sie na to zgodzi, ale pieniadze jakie zarobi sa jej).
        No i teraz teoria glosi, ze w takim razie powinni wziac sie za jakas prace, zeby dorobic do DM i zalozyc rodzine.
        Wlasnie niestety nie biora sie. Maja mentalnosc roszczeniowa, a stosunek do pracy dosc ciekawy. Np. nie kazda praca godna jest Saudyjczyka. Jak juz zaczna pracowac, stosunek do godzin i umow maja dosc luzny tj. przychodza jak im pasuje, a jak nie to nie i nie racza nikogo informowac. Efekt jest taki, ze firmy wola zatrudniac ekspatow. To nie spodobalo sie krolowi, wiec wprowadzil prawo nakladajace na firmy obowiazek zatrudnienia na kazdego ekspate ilus-tam Saudyjczykow. Efekt: Saudyjczycy pobieraja frycowe od Pakistanczykow czy Hindusow, ktorzy za nich pracuja w pracach „niegodnych” (np. jako kierowcy, pracownicy supermarketow etc.), za to w ksiegach firmy stoi, ze zatrudniony jest Saudyjczyk.

        Powie ktos, ze ok ale to sa rozwydrzeni zatokowcy. Tylko ze…
        W USA przyjeto kilkadziesiat tysiecy uchodzcow syryjskich. Przyjmowano ich po dosc starannej selekcji (w obozach dla uchodzcow jeszcze, to nie bylo na zasadzie ida na hurra, przekraczaja granice jak popadnie). Na poczatku mieli oferowane zakwaterowanie, wyzywienie i kursy jezykowe oraz kulturowe oraz pomagano im znalezc prace. No i zonk – bo okazalo sie, ze ci, ktorzy mieli wyksztalceniesrednie i wyzsze nie chcieli za zadne skarby podjac sie pracy „ponizej ich mozliwosci”. Zadne prace fizyczne. Bo im prestiz w ich spolecznosci spada i tyle.

        Ok, ci ludzie z DM przezyja i nie zgina z glodu i to jest git. Ale jesli ograniczenia kulturowe i religijne (przypomnijmy ze dla muzulmanow seks pozamalzenski jest niedozwolony, chca wiec – przynajmniej ci bardziej religijni zakladac szybko rodziny i taki tez jest nacisk spoleczny) narzucaja okreslony styl zycia, na ktory nie bedzie ich stac z DM… a z drugiej strony dostanie dobrze platnej pracy, nie uwlaczajacej im przekracza lokalne warunki i mozliwosci… to zaczynaja sie klopoty.
        Pytanie, co z tym zrobic? W UE rzadko o tym sie mowi, ale to nie sa problemy wyssane z palca. Finowie o nich mowia, i nawet podjeli konkretne, dosc rozsadne dzialania (http://www.bbc.com/news/magazine-35353310 ). Czas pokaze, jak skuteczne sa ich programy.

        Z drugiej strony, mozna sobie zaklinac rzeczywistosc i twierdzic ze uchodzcy sa tacy sami jak my, chca tego samego etc.
        Jakas czesc z nich sie na pewno zintegruje, ale spora nie. Spiecia sa na linii kulturowo-religijnej. Bo konserwatywny islam to niestety nie jest religia jak wszystkie inne w naszym pojmowaniu. To religia, ktora siega gleboko w obyczaje (wyznacza rytm dnia muzulmanina, to co mu wolno jesc a co nie, narzuca prawo regulujace zycie spoecznosci, ubior i nawet to, jak podmywac sie w kibelku…). W laickiej Europie jest koncept wlasnie – panstwa laickiego. W islamie jest umma. Byc moze twoje Rayu doswiadczenia z muzulmanami sa mega pozytywne, ale nie zmienia to faktu, ze od ponad dwoch dekad istnieja w UK sharia councils i one rozstrzygaja wbrew prawu brytyjskiemu. Powie ktos, ze tylko w kwestiach „obyczajowych”. No ale to sa kwestie obejmujace tez kodeks karny – co jest gwaltem a co nie, jakie sa prawa kobiet przy rozwodzie i tak dalej (spadki, opieka nad dziecmi).
        Istnienie tych sadow i enklaw konserwatywnym muzulmanow nie podoba sie wielu Brytyjczykom, Niemcom i innym. PROBLEM ISTNIEJE. I sam ze siebie niestety nie zniknie. Juz raczej bedzie eskalowal.

        Ja wiec nie jestem po prostu pewna, czy automatyczne wrzucenie DM te wszystkie problemy tak sobie rozwiaze jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki. Raczej nie. Juz predzej bedzie eskalacja….i pojawia sie glosy ze „oni dostaja kase za nic a co robia? biora sie za przestepstwa, nie szanuja tego co maja, probuja wymuszac na nas islam”.

        Kultury tak rozne jak chrzescijanstwo, islam, zydowska istnialy w przeszlosci obok siebie przez wieki ale zauwaz, ze istnialy OBOK siebie i nie integrowaly sie. Kazda rzadzila sie swoimi wlasnymi prawami, te prawa dotyczyly ich codziennego wspolistnienia tez.
        Jak zaczynaly sie problemy (np o kurczace sie resources) to zaczynaly walczyc ze soba. w sumie do dzis niespecjalnie za duzo sie zmienilo.
        Zeby ludzie z jakiejs obcej kultury o silnej religii i zwyczajach zintegrowali sie ze spoleczenstwem wyznajacym zupelnie inne zasady trzeba na ogol calego pokolenia. Bo dopiero dzieci (a to widac wlasnie ladnie w USA…), ktore chodza do tych samych szkol, nasiakaja ta sama kultura od malego zaczynaja sie czuc jako jej czesc. Im czlowiek starszy, bardziej religijny i mniej wyksztalcony, tym trudniej adaptuje sie do nowyc warunkow.

        Just my two cents…

        • Grant Thorsson

          Nie, no, oczywiście. Ale w takim razie podpowiedz lepsze rozwiązanie…

          • @Ray Grant Thorson:
            Latwych rozwiazan nie ma.
            Na pewno taki DM musi jakos byc ograniczony, bo w momencie wprowadzenia go dla wszystkich bez wyjatku bedzie szturm na kraje, gdzie on jest i zrobi sie z tego jeszcze wieksza bryndza niz jest w tej chwili w wypadku uchodzcow. To musi byc przemyslane od strony ekonomicznej ale i spolecznej.

            Zauwaz, ze prawie we wszystkich panstwach tak jest, ze emigranci maja najpierw jakis okres karencji, musza iles w danym kraju zyc i pracowac (to dzis) a dopiero potem wraz z uzyskaniem rezydencji pozyskuja pelnie praw obywateli danego kraju (za wyjatkiem kandydowania na prezydenta i glosowania na tegoz, chociaz to zalezy od kraju).
            Nalezaloby sie tez zastanowic co robic w wypadku, jesli ktos popelni przestepstwo i bedzie skazany. I tu imho nie powinno byc wyjatkow ze wzgledu na „bo nasza kultura to”. Nie. Albo sie podporzadkujesz prawu danego kraju, albo idziesz do pierdla. Jakos nie przemawiaja do mnie tlumaczenia, ze (zgodnie z Koranem) w malzenstwie nie moze byc mowy o gwalcie, bo kobieta musi zawsze byc do dyspozycji meza (wyjatek tutaj to jest kiedy ma okres albo jest chora, ale nie ze kiedy nie ma ochoty). Albo, ze kary cielesne to wskazana metoda wychowawcza.

            A i tak zostaja kwestie spoleczne, poczawszy od drobiazgu typu jak teraz bedzie wygladal system podatkowy oraz co zrobic z podatnikami/obywatelami ktorzy nie zgodza sie na DM dla nie-obywateli?
            W spoleczenstwie relatywnie homogenicznym i bezklasowym to moze sie i uda ale… pomysl np. o takch USA. Nie ma tygodnia, zeby nie bylo ataku na ludzi, ktorzy dostaja SNAP (bony zywnosciowe, dawniej food stamps) albo propozycji, zeby zlikwidowac SSN. Ba. Jakie sa wrzaski w sprawie podniesienia limitu federal wage. A to sa przeciez lata swietlne od dochodu minimalnego…

        • Hm… Myślę, że spokojnie znajdę Polaków, którzy wolą być na bezrobotnym, utrzymaniu przez rodziców itp., niż podjąć się pracy „poniżej możliwości”. Sądzę więc, że to poczucie „szacunku dla siebie samego” oraz społecznego prestiżu, a nie dochodu gwarantowanego. (I wydaje mi się, że wśród rodowitych obywateli bogatych i egalitarnych państw powinno być mniej takich zjawisk, bo także praca „gorsza” nie powinna być hańbiąca i powinna być nieźle płatna. Ale nic więcej.)

  • Jakaś dychotomia sie pojawiła:…”DG jest jedynym rozwiązaniem, które zapobiegnie masowemu wymieraniu”… i …”Tymczasem fakty są takie, że pracy będzie na świecie coraz mniej”… To po co tych ludzi więcej, bo nie ogarniam? Tam gdzie jest ich więcej, tam się rozlewają na Europę.

    • Grant Thorsson

      Alez ja wcale nie uważam, że ludzi powinno być więcej, tylko 1) oni nie pytają mnie o zdanie przed rozmnozeniem, 2) niektórzy mają już po 20 lub więcej lat i za późno na aborcję nawet dla zdziczalego lewaga.

      • Czy tam się coś zmieniło, bo jak pamiętam, to w latach 90-ych, chyba drugiej połowie bezrobocie było na poziomie 4%. Skoro prawie wszyscy pracują, czy tak było, to po co wprowadzać DG?

      • Grant Thorsson

        Odpowiadam pod swoim, bo zrobi się za wąsko, mam nadzieję, że się pojawi gdzie powinno. W każdym razie re: Baltazar o 14:38:

        W tej chwili w sumie DG jest do niczego jeszcze niepotrzebny (gdzie konkretnie bezrobocie wynosi 4%?) natomiast im więcej czasu upłynie, tym bardziej będzie niezbędny i IMHO lepiej te eksperymenty robić teraz, niż jak będzie za późno.

  • Sorge

    Nie do końca bym się zgodziła z wizją świata, gdzie nie ma pracy. Nie będzie takiej, jaką znamy, to prawda. Ale cywilizacja ewoluuje. Na pewno podobnie myśleli ludzie, kiedy powoli zaczynało brakować ziemi do uprawy dla wszystkich. Przecież wtedy nikt by nie wpadł na przyszłe istnienie rozbudowanego sektora usług czy przemysłu. Z każdym robotem potrzeba kogoś do obsługi, naprawy. Pozostaną też naukowcy, inżynierowie, po części lekarze, osoby zajmujące się innymi (pielęgniarki, opiekuni). Nie we wszystkim da się ludzki pierwiastek zastąpić.
    Poza tym pomysł gwarantowanego dochodu pogłębiłby przepaść między bogatymi i biednymi krajami, bo przecież nie wszystkie byłoby stać na podobny program. Żeby to się udało (za co trzymam kciuki), potrzeba by zjednoczenia wszystkich, całej planety, a to utopijny scenariusz.

    • Grant Thorsson

      Scenariusz zjednoczenia planetarnego jest utopijny, ale jest jedynym możliwym (moim zdaniem) jeśli chcemy uniknąć trzeciej i najpewniej ostatniej wojny światowej. Unia Europejska też kiedyś wydawała się utopią 🙂 Już na przykładzie syryjskich uchodźców widać, co się dzieje, gdy odmawiamy zjednoczenia: z Syrii wygania ich wojna, Europa ich coraz bardziej nie chce i co mają niby zrobić? Najsympatyczniej z ich strony byłoby, gdyby wszyscy wymarli, w miarę możliwości daleko od nas, żeby nie śmierdziało, ale uchodźcy jakoś się nie zgadzają z tym pomysłem. I pewnego dnia zrobią się na tyle zdesperowani – i dozbrojeni przez Daesz – żeby wziąć to, co im do życia potrzebne przemocą.

      Jeśli chodzi o roboty, już niedługo roboty generacji N będą naprawiać roboty generacji N-1, potrzebnych będzie stu ludzi do pilnowania generacji N+X i poprawiania coraz rzadszych usterek. Oczywiście, że nie we wszystkim da się zastąpić ludzi, ale pracy będzie coraz mniej i stanie się raczej czymś pomiędzy luksusem, a hobby.

    • i_am_keyser_soze

      Albo zrealizujemy ten „utopijny scenariusz’ albo po nas. Problem polega na tym, że ludzie ewidentnie są z głupi a politycy zbyt krótkowzroczni by to póki co skumać. Mamy przykład z naszego podwórka, gdzie dwie partie przeciągają linę o wiek emerytalny, co nie ma cienia sensu, przy warunku 20 lat pracy (o ile się nie mylę) by dostać emeryturę. Skąd mam mieć te 20 lat skoro od 10 lat łupię na umowach śmieciowych? A nie jestem jedyny, takich jak ja jest wielu. Więc co mi po wieku emerytalnym 60 czy 65 jak będę pewnie musiał robić do śmierci.

    • >>>Ale cywilizacja ewoluuje.<<<
      Spore uproszczenie. Zakładasz istnienie jakiejś "uniwersalnej cywilizacji", która wszędzie ma się tak samo? Na jakiej podstawie?
      Moim zdaniem jest to założenie karkołomne i złudzenie, które mogliśmy (my mieszkańcy pierwszego świata) mieć jeszcze jakieś dwie dekady temu.

      Doskonałym przykładem jest właśnie dochód minimalny. Doskonały pomysł pod warunkiem, że będzie wszędzie i będzie równy wszędzie. W Brunei i w Burkina Faso. Alternatywą jest naturalnie pozamykanie się społeczeństw dobrobytu w bąblach państw narodowych. Ale czy to jest alternatywa?

      • Grant Thorsson

        Jeśli społeczeństwa dobrobytu zaczną się zamykać w bąblach, to przygotujmy się na największe ludobójstwo w historii ludzkości.

        • Widzę to podobnie i to właśnie dołuje.
          Jesteśmy w tragicznej sytuacji kogoś, kto jest przekonany o słuszności zdania: każdy człowiek zasługuje na szacunek, posiłek i dach nad głową. Jednocześnie otoczeni jesteśmy przez głodnych i bezdomnych. Możemy im okazać szacunek otwierając drzwi naszego mieszkania, ale obawiamy się, że wówczas dołączymy raczej do głodnych i bezdomnych. Kwestia proporcji.
          Tak samo jak z krzewieniem tolerancji dla LGBT. Jestem przekonany o słuszności, jestem za i chcę, ale coś mnie powstrzymuje aby udać się np. do Homs. Jest to chyba uzasadnione podejrzenie, że w ostateczności nikomu nie pomogę a sam dołączę do ofiar.

          Zagwozdka.

        • Ktore to ludobojstwo dzis – dodajmy – mozna wykonac w bialych rekawiczkach na terenie „przeciwnika”. Bronia biologiczna.
          Epidemia eboli pokazala, ze to jak najbardziej mozliwe :-/
          Dzis juz sa mozliwosci, zeby wyhodowac calkiem smiertelnego wiruska, podobnego do juz istniejacych, ale razem z nim opracowac skuteczne antidotum. Cala akcja oczywscie bedzie obarczona ogromnym ryzykiem, ale tego ryzyka politycy nie chca przyjac do siebie i nie jest wykluczone, ze jakis wariat gdzies taka decyzje podejmie :-/

  • EdSnowden

    @DG

    Mi dużo bardziej niż DG podoba się idea gwarantowanego zatrudnienia proponowana przez zwolenników Modern Money Theory ( https://mmtpl.wordpress.com/2015/05/10/gwarancja-zatrudnienia-jg-charakterystyka-programu/ ) Ale niestety jest też dużo trudniejsza do realizacji.

    @”gdyby Apple płaciło im stawki amerykańskie, a nie dajcie Bogowie może jeszcze ubezpieczenie medyczne, ajfony chodziłyby po 5000 dolarów”

    Masz jakieś konkretne wyliczenia? Bo osobiście nie wierzę we wzrost ceny wyższy niż 10% (ale też nie mam żadnych wyliczeń, dlatego użyłem słowa „wierzę”).

    • Grant Thorsson

      http://uk.businessinsider.com/analysis-iphone-6-plus-costs-prices-and-profits-2014-9?r=US&IR=T

      „Assembly and test: $11.00” niezależnie od modelu. Nie wiem, ile czasu trwa assembly and test, ale jeśli powyżej godziny, to cena musi poszybować w kosmos w wypadku produkcji poza Chinami.

      • To szybowanie cen w kosmos, jak produkcje przeniesie sie do USA, to jest mit starannie pompowany przez industry. Mowie oczywiscie o dzisiejszych realiach.
        Na poczatku pewnie profit margin bedzie musial byc mniejszy, ale…
        Wezmy taka dzialke: samochody.

        Ilez to Wielka Trojka sie nagardlowala, ze jak chcieliby znowu miec cala produkcje w USA, z tymi regulacjami, kosztami, zwiazkami etc. to zbankrutuja bo beda niekonkurencyjni.
        Really. A Toyota otworzyla swoje fabryki w USA wlasnie i pokazali, ze sa konkurencyjni. Wygrali technologia i jakoscia.
        Oczywiscie, to ostatnie podejscie jest trudniejsze, wymaga inwestowania w pracownikow i nie odwalania zadnych sciem. A jaki jest najlatwiejszy „model biznesowy”? Redukowac koszty przez zredukowanie plac…tylko ze na czyms takim daleko sie nie zajedzie, o ile to jest sektor jakiegos sensownego przemyslu a nie np. fabryki szyjace ubrania czy podobne.

        BTW: w tej chwili w USA co prawda obowiazek oferowania ubezpieczenia medycznego w firmach powyzej ilus tam (bodajze 50, ale nie jestem pewna dokladnej liczby) pracownikow istnieje, ale to tyle.
        Mozna oferowac najtansze mozliwe ubezpiecznie, ktore firme kosztuje grosze…
        Zreszta, po co sie wysilac? Wielkie firmy jak Google (Apple tez) w USA zatrudniaja gros pracownikow na 1099 czyli odpowiednik polskiej dzialanosci gospodarczej.
        Po 2008 roku normalna praktyka bylo masowe zwalnianie etatowcow (bo kryzys..) a potem… po miesiacu-dwoch zatrudnianie tych samych ludzi, ale juz na 1099.

        Podsumowujac: cena koncowa iPhona wcale nie musialaby byc jak z kosmosu, to tylko i wylacznie zalezy od polityki firmy. A ta w wypadku Appla jest taka, ze kasuja tyle, ile moga. I tak bedzie dopoki glupi ludzie beda kupowac ich gadzety bo sa modne..co roku nowe…

      • Grant Thorsson

        No ale umówmy się, że za 11 dolarów w USA telefonu nie złożą i nie przetestują. A akcjonariusze Apple mają w d…, gdzie telefony są składane, dopóki Apple przynosi największe zyski ze wszystkich producentów elektroniki na świecie. (Nawiasem mówiąc, interesujący jest również temat „dlaczego cena akcji Apple spadła w 2015 o ponad 25%, ale to zupełnie inna dyskusja.)

        http://recode.net/2016/01/19/how-donald-trump-got-everything-wrong-about-apple-in-one-sentence/

        • Akcjonariusze Appla jak i wiekszosci duzych corpo maja g* do powiedzenia. Rzadza board members. A ci rzecz jasna dopoki nie zostana zmuszeni, wlasnych zyskow nie ogranicza. Tu sie zgadzamy.

  • Rosa

    Nie poszlam na cwiczenie, zeby klepac ten komentarz, docencie zaangazowanie!

    Kilka slow o Chinach.

    Po pierwsze primo, Indie maja 1, 252 miliarda ludzi. Jezeli sama liczba mialaby byc argumentem, Apple rownie dobrze mogloby byc w Indiach.

    Po drugie primo, Chiny maja nie tylko 1, 3 Miliarda ludzi, ale tez miliony ludzi z wyzszym wyksztalceniem: ksztalconych na wlasnych dotowanych uniwersytetach lub uniwersytetach zagranicznych. Chinczycy nie sa glupi i wiedza, ze tanie produkcje szybko przestana sie oplacac. Ciekawe, czy ktos tu wie, ze maja juz wlasne smartfony. Oprocz dosc juz znanego Huaiwei jest jeszcze Mii i Smartisan (to akurat moj smartfon, swiezo przywieziony z Pekinu). Mimo to chetnie pokazuja sie z Iphonem, ktory stal sie w Chinach swoistym symbolem statusu i luksusu. Apple zarabia juz zapewne krocie na Chinczykach i liczy na zarabianie jeszcze wiecej i zapewne to jest glowna motywacja do nieprzeniesienia fabryki.

    Po trzecie primo, Chiny kilka razy mnie zaskoczyly. Bedac w prowincjonalnym supermarkecie zobaczylam co stoisko czekajacych na klientow pracownikow, glownie pracowniczki. W dziale z wykiekami byly nawet dwie, zaskoczone moja obecnoscia i karmiace mnie probkami roznych wypiekow. „Co tu robi tyle ludzi?!”- zapytalam juz po wyjsciu mojego chinskiego wybranka- „Wiesz, jak to wyglada w Niemczech. Gdyby to byl cholerny Kaufland, trzeba by szukac jakiegokolwiek pracownika przez pol godziny! Czemu wlasciciele nie zredukuja kosztow i nie powyrzucaja wiekszosci? Ile oni wlasciwie zarabiaja?” „No, tak ze 2000 yuanow (okolo 1600 zlotych)”- odpowiedzial. Przeliczylam i niemal podcielo mi nogi. Polska placa minimalna! Jeszcze bardziej podcielo mi nogi, gdy policzylam sobie, ze jezeli niemiecki pracownik supermarketu dostaje okolo 1600 Euro na miesiac, to w sumie chinski supermarket przy tej liczbie pracownikow niespecjaline oczczedza na wyplatach. Wybranek mowi, ze w firmach z panstwowymi udzialami, na przyklad Lenovo, pracuje jeszcze wiecej ludzi i wiekszosc z nich przez wiekszosc czasu sie nudzi. Nawet biedne zachodnie firmy nieznanych dla mnie powodow nie moga redukowac kosztow i zatrudniaja cztery razy wiecej ludzi niz robiliby to w Europie, twierdzi Wybranek i wie co mowi, bo pracuje w dziale kontroli niemieckiej firmy (spoiler: zarabia nieco wiecej niz 1600 zlotych miesiecznie- i to w pierwszej pracy po studiach). Zakladam wiec, ze o ile iphonow nie skrecaja wiezniowie, wiekszosc pracownikow przez wiekszosc czasu surfuje w chinskim Internecie na rodzimych smartfonach i jara sie z glupich filmikow. Po drugie primo, o ile smartfonow nie skrecaja pariasi i/albo fabryka nie znajduje sie w wiosce przy granicy z Mongolia, placa wynosi wiecej niz 2000 yuanow. Moge zapytac sie Wybranka, jezeli ktos laknalby szczegolow.

    Po czwarte primo, Pekin, mimo bycia 30- milionowa metropolia jest na tyle bezpieczny, ze nawet bez wybranka moglabym przechadzac sie ulicami w nocy bez obawy. Oczywiscie moja biala morda ma na to wplyw, bo Chinczykow bardzo obchodzi, jak ich widza za granica, szczegolnie jezeli chodzi o bezpieczenstwo kobiet. Jezeli ktos wyciagnalby po mnie reke, to rzad by mu te reke szybko odjebal- dlatego w metrze, o ile wcisnelam sie miedzy facetow, mialam sfere komfortu niczym zul w polskim tramwaju. Liczba mieszkancow Pekinu zwieksza sie z kazdym rokiem i niemozliwe byloby utrzymywac taki porzadek tylko za pomoca policji, wojska i bezpieki. Trzeba dac osiolkom marchewke i nadzieje, ze oni tez moga zostac milionerami z dnia na dzien, wyplywajac na fali swietego wzrostu gospodarczego.

    • Grant Thorsson

      Musiałbym bardzo dużo faktów sprawdzać, ale na zdjęciach z Foxconn widziałem głównie ludzi zajmujących się WYŁĄCZNIE polerowaniem guziczka i czytałem o fali samobójstw, więc nie wiem nie wiem. Ale w Chinach nie byłem nigdy, więc zakładam, że wiesz lepiej.
      (A poza tym Xiaomi, Huawei i pozostałe firmy niedługo zakopią Apple i Samsunga. 3-4 lata max.)

  • Al

    Prezydent Nixon, ogólnie mętna postać, planował coś podobnego w 1969. Zwało się to Family Assistance Plan (FAP). Dwie próby przepchnięcia FAP przez Kongres, 1970 i 1972, były nieudane.

    A tak przy okazji to jesteś na jakiejś czarnej liście. Testuję antywirusa FortiClient (z dodatkiem SecureAPlus) i ku mojemu zdumieniu przy próbie wejścia na blog wyskoczyła blokada. Coś w rodzaju Adult/Mature Content…
    Konieczne było grzebanie w ustawieniach tego cenzora.