Dwie notki w jednej

…bo dawno nie pisałem.

Po pierwsze primo, jakiś czas temu – zapomniałem już, ile – wyniosłem się z Bunia. Założyłem nowe konto, na którym mam 7 znajomych i dostęp do funpagów. Chodziło o to, że zmęczyły mnie posty o Frumpie, o Kaczyńskim, o terrorystach, o śmierci, kłótnie polityczne… Co prawda mój bąbelek FB składa się głównie ze zdziczałych lewaków, ale co jakiś czas niebacznie zaglądałem w komentarze. Najpierw wdawałem się w dyskusje, potem zacząłem blokować, w końcu zdecydowałem, że nie muszę tego czytać. Aktualnie w moim feedzie pojawiają się kotki, brodacze, Wikingowie (oraz brodaci Wikingowie) i posty z Buzzfeeda typu „18 najśmieszniejszych piesków, które koniecznie musisz zobaczyć”. Jest mi z tym bardzo dobrze.

Drugim powodem opuszczenia Bunia było wycofywanie się z jednego z moich leków z uwagi na nieakceptowalne efekty uboczne. (Dla kumatych, seroquel/kwetiapina spowodował u mnie dyskinezę późną, co dało się znieść, póki mieściła się w ustach, trudniej było zasnąć, gdy bez przerwy mrugałem, a kiedy zaczęło mi bez przerwy skakać ramię wybrałem się do lekarki i powiedziałem, że jeśli tego nie usunie, to ja się usunę z padołu…) Okres, w którym co trzy dni zmniejszaliśmy dawkę był, powiedzmy, trudny. Nie mogłem znieść dobijania się śmiercią i polityką. Niech świat robi, co chce, ja wysiadam.

Plan był taki, żeby wrócić, kiedy zrobi się lepiej. Zrobiło się lepiej, ale odkryłem, że nie brakuje mi śmierci i polityki. Jeśli poczuję gwałtowną chęć czytania o Frumpie, mogę sobie otworzyć Huffington Post, a gdy chcica zmusi mnie do zapoznawania się z posunięciami Prezesa, czeka na mnie gazeta.pl. Czytam Politykę, bo lubię, dowiaduję się z niej wystarczająco wiele o papieżu i islamistach. Nie muszę się wdawać w dyskusje z osobami, które nie są rasistami, bo mają beżowych znajomych, ALE. Już jakiś czas temu nauczyłem się nie czytać komentarzy pod artykułami, po prostu nie zjeżdżam tak daleko myszką, chyba, że trzeba potrollować. Uświadomiłem sobie, że komentarze w internecie mogą wrzucać trzynastolatki, wynajęci „marketingowcy” i sami politycy (pozdrawiam posła Sasina!). Mój głód informacji znacząco spadł i nie muszę koniecznie się dowiadywać, co na temat muzułmanów ma do powiedzenia ruchadłoleśne czy inna malwina94.

Z uwagi na to, że odstawiłem Bunia wzrosła mi ilość wolnego czasu, którego i tak mam dużo, bo nie chodzę do kuźni (po pierwsze ból pleców, który trwa już prawie rok, po drugie Casper The Friendly Kowal jest na urlopie). Spędzam go na graniu w MUDa, co ostatnio robiłem 20 lat temu. Jako jednostka aspołeczna chciałem go sobie postawić na domowym komputerze, ale na Macu jest to niemal niemożliwe, więc znalazłem sobie mało uczęszczanego i morduję trolle, błotka i inne ptaszki. (Twoje ciachnięcie * * WORPALIZUJE * * Ptaszek! Ptaszek is DEAD!!!! Ucho ptaszek spada na ziemię. Uzyskałeś 468xp!) Za sobą pozostawiam krew, wnętrzności, uszka i niepotrzebne 20 mieczy uzyskanych przez wymordowanie całego Camelotu. Śmierć wyświetlana kolorowym tekstem w terminalu jakoś mnie nie rusza.

Nie wiem, czy wrócę do dawnego konta. Możliwe, że nie. Z jednej strony brakuje mi trochę kontaktu z niektórymi miłymi osobami, z drugiej mój introwertyzm wypoczywa i jest bardzo zadowolony z życia. Może kiedyś.

*

Po drugie primo, Jos rozpoczyna w przyszłym tygodniu naukę języka polskiego. Na razie zamiast „mężu” mówi „mąciu”, co jest urocze, ale z moją mamą się w ten sposób nie dogada. W ramach wymiany będziemy w domu rozmawiać wyłącznie po niderlandzku, więc będzie nas obu boleć. Machniom.

Przez to zacząłem się zastanawiać nad językiem.

Czemu mówi się „przebierać jak w ulęgałkach”? Sprawdziłem, bo zdawało mi się, że są to śliwki. Okazało się, że gruszki. Nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu widziałem ulęgałkę, ale jeśli chodzi o przebieranie, czynię to głównie z pomidorami. Rozumiem, że to jakiś archaizm, możecie się śmiać, ale ja to będę musiał wytłumaczyć Holendrowi…

Czemu mówi się „unikać jak ognia”? Do ognia mnie ciągnie, im większy, tym bardziej – jestem piromanem pasywnym, niczego nie podpalam, ale kiedy się już pali, muszę to koniecznie obejrzeć z bliska. W kuźni rzecz jasna używam ognia jako narzędzia, ciągnie mnie tym bardziej. W domu używamy ognia do podgrzewania potraw, nie kręci mnie to specjalnie, bo po pierwsze boję się gazu, a po drugie phi, taki ogień, ale o ile wiem większość osób podgrzewa różne rzeczy. Unikanie ognia spowodowałoby konieczność jedzenia wyłącznie potraw z grilla elektrycznego i mikrofali, co poniekąd robię, bo ostatnio żywię się kurczakiem z grilla i brokułami na parze, ale czasami mam ochotę np. na jajko. Surowych jajek jeszcze nie jem, a co robi jajko włożone do mikrofali to sobie możecie sami sprawdzić.

Czemu „zamek” odmienia się inaczej w zależności od tego, czy jest w drzwiach, w zamku czy w spodniach? Obiekt nieożywiony, płeć męska, o co kaman? Czemu mówi się „zamka błyskawicznego” ale „zamku w Krakowie”? Wydaje mi się, że to najgorszy wyraz w języku polskim, jeśli chodzi o odmianę.

Dlaczego w ostatnich latach zadomowiło się w polszczyźnie określenie „Office od Microsoftu”? Jeśli od, to spodziewam się, że jest darmowe i zapakowane w ładne pudełko ze wstążeczką.

Dlaczego w Polityce nie używają żeńskich końcówek? O ile „prezydentka” może się komuś wydać kontrowersyjna, o tyle „archeolożka” czy „psycholożka” wydają mi się raczej normalne i czytanie o „psycholog Milskiej-Wrzosińskiej” powoduje u mnie przemożne wrażenie, że ktoś jest w trakcie zmiany płci. (Milska-Wrzosińska powoduje u mnie w ogóle różne dziwne doznania, ale to inny temat…) W rezultacie będę musiał Holendrowi tłumaczyć zawiłości polityki językowej, na co w ogóle nie mam ochoty – na szczęście zanim od „dziem dobry” przejdziemy do „reżyserki” minie jeszcze trochę czasu i możliwe, że najpierw z wrzaskiem odmówi dalszych usług.

„Nie wywołuj wilka z lasu” również wzbudza we mnie mieszane uczucia, bo nie słyszałem jeszcze, żeby jakiś wilk przybywał na wołanie. Z wyjątkiem, rzecz jasna, „Gry o tron”.

„Bez dwóch zdań” i „zwierzę ci się” pominę wymownym milczeniem…

  • Przebieranie w ulęgałkach wzięło się prawdopodobnie stąd, że to małe, dzikie gruszeczki, kwaśne, a więc trzeba się było w nich naprzebierać, zanim człowiek znalazł jakąś zjadliwą 🙂

    • Grant Thorsson

      A nie lepiej zjeść normalną gruszkę? 😉

    • No nie do końca tak. Ulęgałki to dzikie gruszki, które najsmaczniejsze są jak się – jak wynika z samej nazwy – uleżą trochę pod drzewem w liściach. Wtedy potrafią być bardzo słodkie i i nie leci z nich tak woda, jak ze zwykłych gruszek. Ale w tych liściach trzeba się nagrzebać, żeby znaleźć taką uleżałą, a z drugiej strony jeszcze nie przegniłą. Stąd przebieranie.

  • magda

    Och, ihihihi. Raportuj koniecznie o postępach w nauce. Jak się kiedyś moja koleżanka Francuzka uczyła polskiego, to wymiękłam przy pierwszym pytaniu o pomoc – ja, z wykształcenia filolożka oraz nauczycielka. Chodziło o liczbę mnogą od narodowości. Jak się ją tworzy. Niemiec – Niemcy, Belg – Belgowie, Francuz – Francuzi, Hiszpan – Hiszpanie, Węgier – Węgrzy… Brzmi logicznie, prawda? 😀

    • Grant Thorsson

      #jezujezunieczyt :S

  • aselniczka

    Gdy zaczęłam się uczyć portugalskiego z jedynego dostępnego podręcznika do nauki tegoż, zaczęłam się zastanawiać, czy da radę zrobić na odwrót – z tego samego podręcznika uczyć polskiego. (Nie wiedziałamwtedy o istnieniu podręcznika do nauki j. pol. dla Brazylijczyków.)
    …i wymiękłam…
    Jak w ogóle wytłumaczyć istnienie czternastu form jednego rzeczownika, z czego większość to wyjątki, trybu przypuszczającego, czasu niedokonanego, czy rodzaju nijakiego?.. (Osobie, która głębią swojego intelektu bynajmniej nie porażała.)
    WZDECH.

    • Grant Thorsson

      O tak, już Josowi powiedziałem o czternastu formach :> Biedna nauczycielka, mam nadzieję, że jest cierpliwa…

  • magda

    A jak mu idzie wymowa? Austriacy np. nie potrafią za nic wymówić „y”. Fajnie było, jak się kiedyś znajomy uparł w Krakowie, że sam zamówi w knajpie – miał powiedzieć „trzy luksusowe proszę”. Przyszła kelnerka i on z szerokim uśmiechem mówi: „Dzie luksusowe prosie?”

    • Grant Thorsson

      😀

      Jos ma odwrotny problem, nie widzi różnicy między „sz” i „ś” oraz „ź” i „ż”. Wszystko utwardza, zamiast „miś” jest „mis”, zamiast „radź” jest „radz”. Ale już umie mówić „proszę pan” oraz „dziwna pani”, jakoś mu się spodobało. Zabroniłem mu mówić do mojej mamy „dziwna pani”.

      • Bo polszczyzna ma nietypową dla całego świata opozycję ciszących, szumiących i syczących 😉 (np. ś, sz i s). W większości języków jest po ludzku s i š, ale Polacy musieli być do przodu 😀

        Jos zna niemiecki? Może pomoże informacja, że ś jest jak w ich czy nicht, a sz jak w schade?

        >>> Zabroniłem mu mówić do mojej mamy „dziwna pani”.
        *serduszka*

  • amatil

    Nie jest tak źle, przecież wszyscy nauczyliście się polskiego, i to jako kilkulatki.

  • mat

    Kolega Hiszpan nie mógł zrozumieć, czemu niektóre rzeczy się kładzie a niektóre stawia (np. na stole), skoro to jest ta sama czynność. Już nie mówiąc o tym, że skoro coś KŁADŁ to to jest POŁOŻONE. I LEŻY.

    Kiedyś czytałam o opanowywaniu języka biegle przez native speakerów tegoż, Polacy i polski byli w czołówce z wynikiem ok 16 lat (chociaż jak rozmawiam z niektórymi 30latkami to mam wątpliwości czy polski to ich pierwszy język).

    • O to to to! Obcokrajowca czasem łatwiej zrozumieć niż „rodaka” 😉

  • Marta

    Powodzenia Josowi zycze; maz kolezanki, Ugandyjczyk, rowniez zaczal, uczy sie w szkole jezykowej, z tym, ze nauczycielka ma lat okolo stu i uczy ich slowek w rodzaju „palto” 😉

    Polecam ksiazke do polskiego:

    https://www.amazon.com/Colloquial-Polish-Complete-Course-Beginners/dp/0415559472

    Teksty sa wprawdzie mocno schylkowo lata 80, ale moze zrobili update. Natomiast ze wszystkich podrecznikow, z jakimi ja mialam doczynienia, ten najlepiej i najprzystepniej tlumaczy gramatyke.

    A przenosnie mu na razie daruj, to poziom zaawansowany 😉

    P.S. POLITYKA uzywa (czasami) form zenskich, ostatnio pisali o skoczkini w dal Isinbajewej 🙂

    • Grant Thorsson

      Palto łatwiej wymówić, niż płaszcz 🙂 (albo chrząszcz, którego Josowi regularnie każę wymawiać)

      • A co do palta – jeszcze (ale już coraz rzadziej) w szkołach uczy się wyrazu spodnie jako „trousers”.
        W USA mówi się na to „pants”.
        Dopóki nie dowiedziałem się tego od pewnej Amerykanki trwałem w błogiej nieświadomości (i wyrażałem się jak stary człowiek). 😉

        • Lurkerka_Borgia

          A to już w szkołach nie uczy się brytyjskiego angielskiego? (pytam serio, za moich czasów uczono).

  • Wytłumacz mu jeszcze (najpierw dla wprawy możesz mi po polsku), dlaczego mówi się „na rogu Nowego Światu”, a nie „Świata” 😉

    • Grant Thorsson

      #jezujezunieczyt Nie pomyślałem o tym.

      • Serio się tak mówi? Ja spod Poznania…

      • jiima

        W czasach młodości jakiś zespół dziecięcy śpiewał „świata” a nie „światu” i wszyscy wiedzieli że oni z DC mają wspólne tylko finansowanie.

  • 1. zamek odmienia się inaczej, bo inna jest jego historia – zamek (coś do zamykania) jest wbrew intuicji starsze, wspólne dla wsch. słowian. Zamek w znaczeniu „castle” przeszedł do nas ok. XVIw jako „tłumaczenie” słowa schloss. Inne pochodzenie -> inna odmiana

    2. Nowy Świat – ogólnie nazwy własne często odmienia się inaczej niż rzeczowniki pospolite, taka podwójna odmiana pozwala na zrozumienie, o czym jest mowa (jadę do Jarosława – jadę do Jarosławia). Oczywiście – ułatwia Polakowi, nie szalonym Holendrom 😉

    3. unikać jak ognia – no cóż, większość ludzi jednak ognia – bezpośredniego kontaktu – unika. Przestaw się na unikanie jak diabeł święconej wody, łatwiej zrozumieć 😀

    4. office od Microsoftu – w życiu nie słyszałam, ale ja to Linuxowa jestem 🙂 Może przez nawiązanie do dość archaicznego „buty od Batyckiego” czy „kremówki do Wenzla”

    5. formy żeńskie są polem nieustannej dyskusji. W języku polski formant -ka jest używany w kilku rolach, m.in, tworzy formy żeńskie, ale też tworzy zdrobnienia (kreseczka, piłeczka), stąd częste odczucie językowe, że forma żeńska jest niepoważna. Kwestia przyzwyczajenia, lekarka czy studentka nikogo nie rażą.

    6. „nie wywołuj wilka z lasu” – to jest związane z bardzo archaicznym i powszechnym w wielu społeczeństwach przekonaniem, że coś złego można przywołać, mówiąc o tym. Stąd np. nie znamy pierwotnego słowa określającego „niedźwiedzia”, bo było ono tabu, żeby drapieżnika nie przywołać (niedźwiedź to zniekształcone „miedojed”). Tabu to jest powszechne np. w kulturach indiańskich, jego przejawem jest też zachowanie… czarodziej z Hogwartu w stosunku do imienia Voldemorta 😉

    Ogólnie język polski jest wesoły, np. odmiana słowa „gołąb” jest odmianą żeńską: kiedyś to było słowo w rodz. żeńskim i na dodatek z miękkim „B” na końcu, coś jak „miłość”

    Trochę się powymądrzałam :)))

    A ogólnie sądzę, że jeśli Jos opanuje rzeczowniki w mianowniku, to będzie już dobrze, a reszta wyjdzie z kontekstu.

  • Gammon No.82

    Podejrzewam, że wielokrotnie zetknąłeś się z ulęgałkami (może nie konsumpcyjnie, ale przynajmniej na drzewie/pod drzewem), a tylko tylko nie zdemaskowałeś ich ulęgałkowatości. Nie da się żyć na tej szerokości geograficznej i nie zobaczyć ulęgałek. Chyba.

  • Gammon No.82

    P.s. re: Nowy Świat

    Gałczyński napisał wszakże
    „Dzwonili, dzwonili i po tsech latach
    wrescie schwytano zabę koło Nowego Świata;”

    Przy czym punktem wyjścia była Marszałkowska
    („Pewna pani na Marszałkowskiej
    kupowała synkę z groskiem
    w towazystwie swego męza, ponurego draba;
    wychodzą ze sklepu, pani w sloch,
    w ksyk i w lament: — Męzu, och, och!
    popats, popats, jaka strasna zaba!”),
    co sugeruje, że chodzi o TEN Nowy Świat.

    Ale może licentia jego poetica mać?

  • Lurkerka_Borgia

    Czasem sobie myślę (przy rożnych okazjach), że gdybym miała nie-Słowianina nauczyć komunikowania się po polsku, to na początek darowałabym sobie całą odmianę i deklinację, i poprzestała na zdaniach typu „ja idzie do sklep” (poza odmianą „mieć” i „być” czasowniki w III osobie l.p. jakoś wydają mi się najbardziej uniwersalne, no i łatwiej je wymówić niż bezokoliczniki zakończone zwykle na „ć”), ale z drugiej strony – jak wtedy taka osoba zrozumie Polaka na ulicy?…

  • Lurkerka_Borgia

    A, i jeszcze anegdota ze szkoły polskiego dla cudzoziemców. Przychodzi do lektorki kilkoro już nieźle mówiących i pyta, co znaczy „se”. Lektorka na to:
    – Nie ma po polsku takiego słowa.
    – Ale myśmy je słyszeli mnóstwo razy.
    – Niemożliwe.
    – Ale myśmy słyszeli.
    – No przecież mówię, że nie ma! Weźcie se słownik i se sprawdźcie!

  • Aga

    Próbuję wytłumaczyć Austriakowi, że „jeden pies, ale dwa psy, ale pięć psów”…Co do różnych polskich przysłów i powiedzonek, polecam książki Bralczyka – zwłaszcza ostatnią „500 zdań polskich”.
    Czy mógłbyś jednak zostawiać powiadomienia o nowych notkach na Buniu? Tak mi najłatwiej sprawdzać 🙂

    • Grant Thorsson

      Ależ jest na Buniu, tylko bez obrazka, bo mi się nie chciało szukać żadnego 🙂

  • Poległam na gramatycznym rozbiorze zdania „Pięciu mężczyzn weszło do sklepu” – Nijak nie umiem tego wytłumaczyć obcokrajowcowi. To jest jak cała polska rzeczywistość. Dlaczego? Bo tak! 😀

    Tęsknię, ale jeśli w takim oddaleniu jest Ci lepiej, to najważniejsze. Ściskam.

    • Szymon Dąbrowski

      Można to wyjaśnić, ale nie sądzę, by większość uczących się i używających polskiego naprawdę potrzebowała wiedzieć, że w połączeniach typu liczebnik + rzeczownik, to liczebnik jest nadrzędny składniowo, a więc „wymusza” określony przypadek rzeczownika (od pięciu w górę jest to dopełniacz, no chyba, że są to liczebniki zakończone na dwa, trzy i cztery, np. dwadzieścia dwa, wtedy musi być biernik). Ta nadrzędność liczebnika (który nie jest odmienny przez kategorię liczby) sprawia też, że orzeczenie musi w tym przypadku uzyskać formę liczby pojedynczej („pięciu weszło”), a nie liczby mnogiej, jak sugeruje znaczenie („pięciu weszli”). ;P Ogólnie kicha…

  • IMHO ogarnianie nauki języka naturalnego poprzez doszukiwanie sie racjonalnych wytlumaczen wyjątków, wielości form, idiomów itp. to nie jest dobry pomysł.
    Gdybym sie angielskiego chciala uczyc w ten sposb, w zyciu bym sie nie nauczyla ani wymowy, ani spellingu. A tak coz – kazdego slowa uczylam sie dwa razy – pisowni i wymowy i dzięki temu rodacy, ktorym wbijano w szkolach do glowy jakies tam „zasady” wymowy angielskiej, maja w stosunku do mnie mocno w plecy 🙂
    Oczywiscie, tam gdzie jakies reguly gramatyczne instnieja i sa w miare konsekwentne, czemu nie.

    Tak samo z polskim jezykiem. Jak czytam powyzsze rozwazania i rozbiory gramatyczne zdan polskich, to wlos sie jezy na mej glowie, a jednak potrafie poprawnie klecic zdania na pismie i w mowie. Uczac sie gramatyki i czytajac grube tomiszcza nigdy bym ten sztuki nie opanowala….

    • Zgadzam się – zajęcia z gramatyki zarówno polskiej, jak i angielskiej regularnie przesypiałam (cholerne nudy!) a jednak w obu tych językach porozumiewam się swobodnie. Josowi polecałabym raczej zakopanie się w polskich filmach/serialach (te stare są oglądalne) z angielskimi napisami; ponoć musk jakoś wiąże to, co czyta z tym, co słyszy i następuje Postęp.