Festiwal Rzygania na Feministkę Bratkowską

Techniki rzygania są różne, od naszego ulubionego, przepełnionego miłością bliźniego „zdehnij rzydofska kórwo” do deklaracji Prawdziwych Dam jak Dominika Wielowieyska czy Monika Olejnik „wstrząsnęła mną pani wypowiedź i stałam się prawicową oszołomką, czemu nie brała pani środków antykoncepcyjnych jak my katolicy”.

Problemem nie jest oczywiście to, czy Bratkowska jest w ciąży — to, czy jest i to, czy ją usunie, mało kogo naprawdę obchodzi. Jestem zdania, że #mypolacy tak naprawdę zgadzamy się z postulatem, że ciało kobiety należy do niej i Bratkowska powinna robić, co zechce. Ale powinna to robić po kryjomu, potem zaś zalewać się ślozami i opowiadać ewentualnie PO ABORCJI o tym, jakie to było dla niej straszne doświadczenie i jak bardzo cierpiała podejmując tę jakże jednoznacznie naganną moralnie decyzję. Wtedy #mypolacy moglibyśmy podzielić się, jak zwykle, na kilka obozów — obóz złożony głównie z prawicowych posłów, księży i kobiet w wieku postreprodukcyjnym potępiający w czambuł wszelkie aborcje; obóz lajtfeministyczno-lewacki mówiący o słuszności decyzji oraz osoby, które Bratkowską znają, wiedzą o niej coś więcej niż „ta feministka od aborcji” i mogą się rzeczywiście na ten temat wypowiedzieć, ale nikogo ich zdanie nie obchodzi.

Problemem jest głównie to, że Feministka Bratkowska (tak o niej piszą media, w tym GW) nie doceniła skali hipokryzji polskiego społeczeństwa. Takie rzeczy należy zwyczajnie zamieść pod dywan, a nie o nich mówić. Te 40 tysięcy kobiet (liczba losowa, co jest równie dobrą estymacją, jak 30 tysięcy lub 500 zważywszy na niemożliwość przeprowadzenia obiektywnego i prawdziwego badania) rocznie dokonujących nielegalnych aborcji cierpi katusze i męczy się potwornie nie dlatego, że dokonały moralnie złego czynu, którego kwalifikacja jest jednoznaczna — mało jest rzeczy, które można moralnie jednoznacznie zakwalifikować — tylko dlatego, że jedyny akceptowalny przez #mypolacy przekaz brzmi: ZABIŁAŚ MALEŃSTWO. Bratkowska ośmieliła się zrobić rzecz niewyobrażalną: nie mieć poczucia winy. Nie traktować ciąży jako Stanu Błogosławionego, siebie jako Matki Polki, a swego ciała jako Inkubatora, tylko zwyczajnie chcieć się pozbyć zarodka, ponieważ dziecka nie chce. Na to #mypolacy nie jesteśmy gotowi. Jak to tak można nie chcieć dziecka? To zło, zło wcielone, co dziecka nie chce, daru Bożego. A to, że noworodki wyrzuca się do śmietnika, zakopuje w śniegu, w beczkach po kapuście, wyrzuca do rzeki albo toalety? To złe, wyrodne matki robią. (A ojcowie w tym czasie zapewne leżą krzyżem w kościele, modląc się, aby wyrodne matki zrozumiały głębię swego Grzechu.)

Natrząsam się dość okrutnie, rzecz jasna, spodziewam się też za to oberwać. Nie tak, jak Feministka Bratkowska, która jest tak podła, że chce dokonać aborcji w Wigilię, gdy Dzieciątko Jezus rodzi się w Stajence. Muszę przyznać, że ciekawi mnie, czy jakiś poseł PiS przykuje się do niej przed kamerami kajdankami po to, żeby w Wigilię nie mogła się nigdzie bez niego ruszyć. Rzecz jasna aborcja Zawsze Jest Złem, ale w Wigilię jest złem najźlejszym, w Wigilię Feministka Bratkowska jest już nie tylko Belzebubem, lecz Sauronem i Cthulhu pląsającymi z Potworem Spaghetti na szczątkach porwanych Biblii. Dziwię się tak naprawdę, że tak mało się o niej mówi, tylko paru posłów PiS i kilkoro dziennikarzy się odezwało, a przecież nadstawiła się tak pysznie. Nie na tym polega PR, żeby mówić prawdę.

Mam wielką nadzieję, że jej deklaracja pomoże kilku osobom. Nie, żebym wierzył, że te osoby się do tego publicznie przyznają — nie wolno popierać publicznie Feministki Bratkowskiej! — ale może poczują gdzieś w sobie, że nie są takimi znowu ostatnimi ścierwami dlatego, że usunęły ciążę, lub usunąć ją chciały. Bratkowska swoją deklaracją przesunęła celnym kopem dyskurs — z „mamy kompromis aborcyjny, nad którym my, mężczyźni długo pracowaliśmy” do „są takie kobiety, które NIE CHCĄ być w ciąży i już”. Oby efektem tej dyskusji nie było wyłącznie obrzyganie Feministki Bratkowskiej od stóp do głów.

PS. Czy nie jest dziwne, że o Bratkowskiej mówi się per „feministka”? Przecież to nie jest jej zawód. Nigdy nie widziałem w mediach określeń „bigot Terlikowski” ani nawet „nacjonalista Holocher” używanych tak po prostu, w kolejnych zdaniach pseudorzetelnego artykułu w pseudoobiektywnym medium.

  • Zuza

    A nieprawda z tym PS. O Terlikowskim pisze się bardzo czesto „ultrakatolik Terlikowski”, albo „ortodoksyjny katolik Terlikowski”.

    Rzygać na Bratkowską nie zamierzam, ale myślę, że takie wystąpienia szkodzą sprawie. Ciemny lud zapamięta spokojniego Żalka i Złą Agresywną Babę Co Zabić Chciała Dziecię w Wigilię i To Żeby Było Weselej. To prawicowcy z ich wierszykami w stylu „nie skrob mnie mamo” byli zawsze tymi absurdalnymi, nie ma sensu im dorównywać.

    • Zuza:
      ale problem polega na tym, ze zadna normalna dyskusja nad prawem zabraniajacym aborcji w Polsce w tej chwili NIE JEST MOZLIWA. Problem sie zamilicza, zamiata pod dywan, udaje ze nie istnieje.
      Trzeba dopiero takiej Bratkowskiej albo innych Czubaszkowych, co to publicznie powiedza ze tak, zrobilam i nie mam wyrzutow sumienia i pocaluje mnie wszyscy w d*
      Tego juz nie daje sie zamiesc pod dywan no i zaczyna sie afera.

      • Zuza

        Nie wiem, czy nie jest możliwa. Prolajferzy swoją ideologię wprowadzali metodycznie: dzieciątko, zabijanie maluszków, macierzyństwo to cud, syndrom poaborcyjny, mamusiu nie zabijaj mnie/jakiś rzeźnik rączki rwie. Powoli, ale skutecznie przeszli językowo od płodów do zabijania dzieci poczętych.
        Proponowałabym tak samo – pokazywanie, że zarodek do pewnego momentu to człowieka nawet nie przypomina, jesteśmy jednym z niewielu cywilizowanych państw, w których takie zabiegi są nielegalne, zwlekanie z aborcją ze względu na klauzulę sumienia może w niektórych sytuacjach spowodować śmierć kobiety, nieraz również matki (kto się zajmie jej narodzonymi dziećmi?), etc.

        Poza tym warto by przy okazji zwrócić uwagę opinii publicznej na to, jakie wsparcie mają rodiny z niepełnosprawnymi dziećmi. Pracuję z takimi dorosłymi osobami i stykam się z ich rodzinami. Piszę „dorosłymi”, bo dowody osobiste mają, ale życiowo, bytowo, a często i emocjonalnie dorośli nigdy nie będą – nie ma na to warunków. To są często świetni ludzie i w życiu nie odważyłabym się powiedzieć, że lepiej, by się nie urodzili (choć część z nich ma naprawdę prze…ne). Ale z całą odpowiedzialnością mówię, że bym się nie zdecydowała urodzić takiego dziecka, bo to prawdziwe brzemię. Chcą zabronić kobietom aborcji w takiej sytuacji – co w takim razie oferują, by rodzinom było lżej?

        No i jednak lepiej mówić o aborcji jako o rozwiązaniu niedobrym, ale czasem koniecznym, a nie jak o czymś, co się robi „żeby było weselej”. Czepiam się wyrwanego z kontekstu sformułowania? Owszem. Ale ono jest bardzo niefortunne. Przerywanie ciąży to zabieg medyczny, obciążony ryzykiem. Nie takim jak poród, ale jednak ryzykiem. To nic wesołego i warto to podkreślać – takie zabiegi muszą być wykonywane w pełnym świetle w publicznych placówkach, a nie kątem w garażu, bo tak jest lepiej dla pacjentek.

    • Ray Grant

      Ale ja nie mówię o konstrukcji „Terlikowski, ortodoksyjny katolik, powiedział” tylko „Katolik Terlikowski powiedział” zamiennie z „katolik dodał też, że”.

  • Absurdalne jest raczej udawać, że aborcja nie istnieje, a jeśli już istnieje, to abortującej powinno być co najmniej bardzo przykro, że abortuje.

  • arvata

    hmm mnie w pierwszej chwili nieco zmroziło zestawienie „aborcja- w wigilię – żeby było weselej” pomyślałam, że po pierwsze powinna mieć nieco taktu w związku ze świętami i taką deklaracją, po drugie, że teraz sie zacznie jazda
    na temat pierwszej mojej myśli, przyszła kolejna, że w końcu u katolików jest tylu świętych i świąt że codziennie byłoby coś – maj, sierpień, październik odpadają bo są maryjne, adwent, wielki post odpadają, zawsze by się znalazł powód by obrzucić ją błotem, że wyznała że zamierza akurat w danym momencie usunąć ciążę… a jak się dowiedziałam, gdy mama wygoniła mnie do kościoła na rekolekcje, w kościele katolickim jest 70 możliwych odpustów zupełnych, jeśli dobrze zrozumiałam, co roku – wychodzi mniej więcej co 5 dni możliwość odpustu, jest więc nadzieja dla zgniłej feministki 😉

    a na serio oby coś z tego wyszło dobrego, a nie dyskusja jest czy nie jest w ciaży i jak śmiała nie mieć wyrzutów sumienia, bo ja się obawiam że na tym się skończy, a zmiany w kodeksie i tak przeforsują i tak

    • Ray Grant

      Kiedyś któryś biskup się oburzył na planowanie parady równości w dzień po święcie maryjnym, jeśli pamiętam. Ktoś podliczył wszystkie święta kościelne, dodał dni po i dni przed i wyszło, że w całym roku jest chyba 16 dni, w które uczucia religijne nie zostaną urażone paradą. (Może wyszło 13, może 15, w każdym razie kilkanaście, dawno to było.)

  • I.

    Tym wszystkim opluwającym proponuję, żeby popytali się swych bogobojnych rodziców, a zwłaszcza mateczki, w jaki sposób w zamierzchłych komunistycznych czasach regulowały liczbę swego potomstwa :))) Zapewniam, ze modlitwa była tu na miejscu odległym :))

  • Zuza

    Bart, nie kwestionuję słuszności walki o prawo do legalnej aborcji w Polsce. Nie uważam też, że jest sens udawać, że aborcja nie istnieje. Zastanawiam się tylko nad pijarowym wymiarem tej akcji. To, że prowokację zrozumieją autorzy lewicujących blogów i koleżanki z gender studies, jest całkiem jasne. Ale ci chyba są już przekonani? A chyba chodzi o to, żeby przekonać innych, najlepiej rozsądnymi argumentami (aborcje i tak się robi – więc może lepiej legalnie i bezbiecznie, obecne przepisy uderzają głównie w kobiety ubogie i niewykształcone, które nie zorganizują sobie wycieczki do Czech, ani pigułki z WoW, to głównie takie kobiety, nie widząc dla siebie rozwiązania, zostawiają nowonarodzone dzieci w śmietnikach, itd. itd).

    Bratkowska użyła argumentu „przerwę ciążę i nikt mi nic nie zrobi tralalala, tralala”. Oczywiście to prowadzi nas do wniosku, że obecne przepisy nie mają sensu, bo są nieskuteczne – kobiety, która nie ma ochoty donosić ciąży nic nie powstrzyma, nawet jeśli ogłosi swoją decyzję całej Polsce w telewizji. Po co więc utrzymywać fikcję, która w dodatku doprowadza do sytuacji, że lekarze boją się przerwać ciążę nawet wtedy, gdy jest to legalne?
    Tyle, że do masy ludzi – tej masy, która może iść i głosować – to będzie wyglądało wyłącznie na popis bezmyślnej arogancji. Kobiety przed telewizorami uznają, że te feministki z Warszawy to w ogóle nie mają z nimi nic wspólnego. Nie będą ich słuchać. O to chodzi?

    Pamiętacie posła Palikota i jego wystąpienie z wibratorem? Chodziło o to, że lubelscy policjanci dopuścili się nadużyć seksualnych wobec kilkunastoletnich dziewcząt. Jedna z nich chyba popełniła potem samobójstwo (nie jestem pewna, poprawcie mnie, jeśli nie). Sprawa haniebna, protestować trzeba. Środki wydawały się adekwatne, w końcu chodziło o gwałt – czemu nie użyć wibratora? Tylko kto to w ogóle pamięta? Ludzie pamiętają tylko, że Palikot rzekomo drastycznie obniżyl standardy polskiej polityki, wymachując publicznie dildem.
    Chyba nie tędy droga.

  • Trzy przekleństwa rewolucji, dialogiści, symetryści i pijaryści

  • Ten caly happening Bratkowskiej jest, imho, żenujący.
    Ja jako lewak nietypowy jestem przeciwnikiem aborcji, acz z innej strony wkurwia mnie niesamowicie pseudobrona życia poczętego ze strony nawiedzonych katolików (samych facetów głównie, często księży), którzy tak im mocniej bronią tych nienarodzonych, tym mocniej nienawidzą narodzonych.
    Ale wracając do Bratkowskiej, mnie sama aborcja (ale i nie wiem stosunek seksualny, śmierć, poród itd) nie wydaje się świetnym powodem do robienia sobie happeningu.
    Ta przekorność na siłę, „usunę sobie na złość wam i gówno mi zrobicie”.
    To przecież nie o to chodzi, by aborcja była bronią w ideologicznej walce, aborcja ma być wyborem/prawem, z którego kobiety mogą (ale nie muszą) skorzystać, nie robią tym źle ani dobrze społeczeństwu, robią źle lub dobrze głównie sobie, swojemu partnerowi i przyszłemu dziecku.

    wymachiwanie aborcją jako pałką na ciemnych katolików jest równie głupie jak straszenie genderem i homoseksualizmem przez księży i prawaków.

    A teraz czekam na bęcki:)

    P.S. Pytanie z innej beczki:
    Co sądzisz o serialu „Queer as Folk”, bo obejrzałem 4 sezony (jeszcze 5-ty mi został) i momentami mnie zauroczył ten serial. Ale ciekaw jestem jak to wygląda z twojego punktu widzenia jako geja.

  • P.P.S.

    Bratkowska swym podkreślaniem, że weselej, bo w Wigilię de facto wpisuje się utwierdzanie religijnego sposobu myślenia.
    No bo jaka to różnica, czy w Wigilię czy nie, ona to podkreślając nadaje temu znaczenie.

  • Aroganckie, wręcz socjopatyczne wypowiedzi Szczuki i Bratkowskiej, zdają się potwierdzać tezę, że ruch feministyczny zabrnął w ślepą uliczkę. Czy ruch feministyczny do końca sfiksował i jak wychować dzisiejsze feministki?
    http://pochwalony.cba.pl/?p=422

    • Magda

      Szanowny Panie
      Wychowywać może pan swoje dzieci, nie mnie. Mnie może pan próbować przekonać do swoich poglądów. Może pan też dotrzymywać wiary swoim poglądom. I nie wtrącać się mojego życia.

      • Ina

        🙂 brawo.

  • Happening? zenujacy?
    Wlasnie sobie przeczytalam wywiad z nia, polecam zwlaszcza ten kawalek:

    „Do tej pory znane osoby kilkakrotnie przyznawały się do tego, że usunęły ciąże. Pani zaś mówi głośno o tym, że ma zamiar to zrobić i to za kilka dni.

    Czy jeśli powiem, że chcę usunąć ciążę, to ktoś będzie w stanie mnie skontrolować, czy nie? Czy ten zakaz jest picem na wodę, który polega na tym, że my będziemy swoje gadać i wam szkodzić? W ten sposób spowodujemy, że aborcje będą gorszej jakość i będą stanowić zagrożenie dla naszego zdrowia i być może życia. Nie chodzi o zmniejszenie liczby aborcji, to można osiągnąć w bardzo prosty sposób, i nie antykobiecy.

    Moim zdaniem za tym prawem i za przemowami takich osób jak poseł Żalek, stoi bardzo wroga intencja. Oni nie chcą ratować życia, oni chcą gnębić kobiety. W praktyce oczywiście nikt nie jest w stanie zmusić mnie do urodzenia, jeśli będę chciała, to przerwę ciążę. Zakaz nie działa w praktyce, nie zmniejsza się liczba aborcji, natomiast zmusza się kobiety do niepotrzebnego cierpienia, a także do późniejszych aborcji. Czym innym jest połknięcie tabletki wczesnoporonnej, kupionej na womenonweb.org i przeżycie potem trochę boleśniejszej menstruacji, czym innym piąta rozpaczliwa próba jakiejś biednej nastolatki, która usiłuje się pozbyć się płodu w piątym miesiącu ciąży. ”

    No ma racje i tyle.

  • Betty

    Też o tym pomyśłałam. Aborcja, to jak narkomania za komuny. U nas ten problem nie istnieje. Kobiety przerywają ciążę, ale nie nasze matki, ciotki i bacie. One są święte i regulowały rozrodczość modlitwą przed albo po stosunku.

  • Magda

    Dobry komentarz do całej sytuacji. A samą akcję p. Bratkowskiej popieram. Feministkom nic już nie zaszkodzi w oczach społeczeństwa, nawet moi teoretycznie na poziomie koledzy i koleżanki, z tytułami naukowymi, odnoszą się do feminizmu z niesamowita nieufnością, społeczeństwo po prostu nie rozumie i boi się postulatów feministycznych. Więc chwała za wywoływanie zamętu, choć boję się jakichkolwiek manipulacji przy „kompromisie” (w USA w kolejnych stanach kolejne sprawy sądowe i kampanie kończą się zaostrzaniem przepisów przeciwaborcyjnych).
    Żałuję tylko, że brak mi odwagi, by też w taki otwarty sposób mówić o swoich poglądach.

  • Betty

    Mamy rok 2013 i „skrobanki” wykonuje sie głównie w szpitalach (np. obumarłe ciąże). Kobiety mają teraz możliwość zakupu środków wczesnoporonnych poprzez organizację womenonweb. Dzięki temu nie muszą korzystać z usług gabinetów ginekologicznych, płacić ogromnych pieniędzy (od dwóch do trzech tysięcy wg mojej wiedzy), bać się nalotu bojówek pro-lafowskich. Mozna usunąć ciążę w zaciszu domowym, przy obecności zaufanej osoby (partnera, przyjaciółki, siostry, mamy). Określenie „skrobanka” jest z poprzedniego stulecia. Brzmi strasznie i dlatego nadal uzywają go „obrońcy życia”.

    • Ray Grant

      Niestety prolajferzy wygrali walkę o język, kiedy my feministki nie zwracałyśmy na nich wystarczającej uwagi :/ i dlatego teraz zamiast embrionów mamy dzieci poczęte, zamiast aborcji skrobanki, etc.

      Swoją drogą, może zacznę na blogu reklamować WomenOnWeb, charytatywnie, dla przyjemności. Napisałbym coś o „żeby było weselej”, ale mnie zaraz Monika Olejnik skrzyczy.

  • Słusznie, trzeba przesuwać granicę. Nie można się targować i obniżać wymagań w nieskończoność, podczas gdy druga strona uparcie celuje w jeden wynik. Inaczej rzucą nam jakieś ochłapy i powiedzą, że mamy się cieszyć, z tego, jaka łaska nas spotkała i na jakie wielkie ustępstwa musieli iść. 😐
    Co rusz widzę wypowiedzi typu „cieszcie się, że nie macie jak w Islamie, gdzie (tu lista złych rzeczy, jakie by nas spotkały)” – och, dziękuję za tak miłosierną postawę i powstrzymywanie się przed katowaniem kobiet za to, że miały czelność np. uprawiać seks albo nie być zależnymi od mężów – po prostu żyję w raju i tego nie doceniam.

  • m.

    Ja nie rzygam, ja popieram. Generalnie Wigilia to taki sam dzień na aborcję jak każdy inny, a kobieta powinna decydować sama za siebie, bo to ona ponosi konsekwencje swoich decyzji (nie, płód nie ponosi konsekwencji).

    Zresztą w tym kraju Bratkowska jest be, ale ksiądz przy porodzie swojego dziecka może dupę wypiąć, bo noworodek to nie człowiek. Taka logika. Są równi i równiejsi.

  • Cierpliwość ma swoje granice a szczególnie w polemice z „Żalkami”, Doprowadzona do jej krańców walisz z grubej rury, żeś „w ciąży, usuniesz i co ci kto może”, bo nawiedzeni prawacy stworzyli prawo, którego nie są w stanie tak naprawdę wyegzekwować, a tu larum panie! I kto się zastanawia nad faktem, że Święta Inkwizycja musiałaby objąć permanentnym monitoringiem wszystkie kobiety „w wieku reprodukcyjnym”, by swoje święte nakazy wyegzekwować. No ale to już przecież inna bajka, której we współczesnej Europie opowiedzieć się nie uda.

  • Ach, Ray, dziękuję Ci za cały ten wpis. Ja bym nie umiała tak składnie. Emocje mi puszczają i co próbuję coś kulturalnego w temacie wyartykułować, to z klawiatury spływa „odpierdolcie się od cudzej macicy, wy złamasy świętojebliwe.” Czy coś w podobie. Szczerze podziwiam iście Kmicicową odwagę Bratkowskiej oraz zgadzam się, iż z formacją, która przejęła kontrolę nad dyskursem okołoaborcyjnym w naszym piknym kraiku dyskusji na jakimkolwiek cywilizowanym poziomie prowadzić zwyczajnie się nie da.

  • No, proszę, nawet tutaj w komciach rzygają na Bratkowską. I co niektórzy nawet dopisują, że są lewicą, ale nietypową, bo nieszanującą autonomii kobiet.

  • M,

    ” Generalnie Wigilia to taki sam dzień na aborcję jak każdy inny,”

    No właśnie,więc po cotopodkreślać, wow,jaka ja jestem odważna i wyzwolona, zrobię to w Wigilie, a nie 23.
    No przecież to jak z przedszkola jest.

    Futrzak,
    no ten fragment jest sensowny i w punkt, ale z powodu deklaracji o usuwaniu ciąży na złość gupich katolików w Wigilię, nikt się na tym nie skupi.

  • Pingback: Dlaczego można chcieć usunąć ciążę i to akurat w Wigilię? | Nina Wum()

  • @Grzes:

    Ale przynajmniej pare gazet wydrukowalo jej wywiad. Oraz, bylo nie bylo, innych feministek. A tam takie cuda:

    „Komisja kodyfikacyjna działająca przy Ministerstwie Sprawiedliwości przygotowała zmiany w prawie przewidujące już nie tylko pełen zakaz przerywania ciąży, ale również policyjne przesłuchiwanie kobiet po samoistnych poronieniach.”

    No ja sie nie dziwie, ze kobietom puszczaja nerwy. Jakbym w Polsce mieszkala, tez by mi puscily.
    I teraz: gdzies to w ogole w mediach bylo, te planowane zmiany? Gdzie jest granica? Czy skonczy sie tak, ze nastepnym krokiem bedzie osadzanie w psychuszce kazdej kobiety w ciazy i monitorowanie 24/h dobe bo moze „popelnic przestepstwo a zycie nienarodzone swiete jest”? Jak wtedy trzeba bedzie protestowac, zeby byc uslyszanym? Urządzac samospalenia?

  • czereśnia

    Ja dzięki tej całej dyskusji uświadomiłam sobie, że w Polsce katolicka fundamentalistka mogłaby bez problemu zadeklarować na wizji, że w wigilię pokaże przy szopce plakat z zakrwawionym martwym płodem i spotkałoby się to co najwyżej z przemilczeniem w mediach (i zapewne aprobatą ze strony innych prolajfowców), ale już feministka nie może o tym samym martwym płodzie nawet opowiedzieć, bo spotka się z krytyką i z prawa, i ze środka, i z lewa. Tyle w kwestii symetrii i równego traktowania. Dzięki za wszystkie spokojne i mądre głosy w tej sprawie. A poza tym to spokojnych świąt wszystkim życzę.

    • K

      Plakaty z martwymi płodami nie wymagają wcześniejszych deklaracji. Już raczej nietypowe jest że w którejś parafii takiego plakatu nie będzie.

      I może nas, normalnych katolików, żadnych fanatyków, trochę taki plakacik zniesmaczy, no ale przecież to w słusznym celu, wszyscy wiemy, że życie napoczęte jest święte a walka ze złem wymaga czasem ostrych środków…

      Co innego jak taka *tu miejsce na ulubiony epitet* nas podrażni w poczucie własnego zadowolenia. Może nie zamacha krwawym ochłapem, ale pewnie tylko o tym marzy. Sama się prosi żeby ją spalić na stosie.

  • Tatrauser
  • Rosa

    Dziekuje pani Feminiscte Bratkowskiej za ta wypowiedz. Niech dumnie nosi miano Feministki!

    W Niemczech, gdzie mieszkam, aborcja jest legalna. Malo tego, przy udowodnieniu zlej sytuacji materialnej, nawet bezplatna! (inaczej 200 euro sie nalezy). Zeby sie abortowac, trzeba sie jednak narobic rownie mocno jak wtedy, gdy chce sie uszczknac nieco swiadczen socjalnych.

    1. Idziemy do ginekolozki lub ginekologa. Tam odbywamy obligatoryjna rozmowe, ktora moze wygladac nastepujaco : „A czy naprawde chce Pani zabic swoje nienarodzone dziecko”. Rozmowa zostala wprowadzona wlasnie po to, by kobiety z gabinetow ginekologicznych wygonic. Ktos sie na to skarzy? Jasne! Czytalam we wcale nie prawqackiej garecie, ze owa rozmowa najczesciej nie jest przeprowadzana i JEST TO PRZESTEMPSTWO.

    2. Ginekolozka/Ginekolog ma prawo wywalic nas z gabinetu z powodu klauzuli sumienia (tak, tu tez ja mamy!). Ma takze obowiazek wskazac inna placowke, jak u nas. Z moich prywatnych doswiadczen z pigulka po wynika, ze miejsce docelowe sie w koncu znajdzie. Mozna sie jednak nalatac.

    3. Mimo prawa do aborcji dyskurs jest opanowany przez nienarodzone dzieci, matki, ktore urodzily, i rozwazania, czy pigulka po to grzech. Termin nienarodzone dziecko uslyszalam nawet od sympatyzujacego z anarchistami lekarza Alexa Rosena.

    4. Opieka medyczna dzieli sie w Niemczech miedzy ta przynalezna do luteranskiej Diakonii i Caritasu. Ja tak pechowo mam w miescie jedynie szpitale z figurami swietych na korytarzu, choc gdyby byla sama Diakonia byloby nielepiej. Znalezienie placowki, w ktorej personel zechce dokonac aborcji moze byc problematyczne, zwlaszcza ze obie instytucje zatrudniaja przede wszystkim osoby wierzace, im glebiej tym lepiej.

    Gdy juz uslysze od lekarzy o moich zabojczych zamiarach, gdy juz poczytam sobie w ksiegarni ksiazki o Kobietach, Ktore Urodzily, gdy bede juz zmeczona i przygnieciona biurokracja i zapewne lzejsza o 200 euro bo kto by chcial sie jeszcze wiecej szarpac z koscielna biurokracja, czas na Poczucie Winy. Te moge kultywowac prze lata, bo po latach moze nareszcie dostane wizyte u psychologa.

    I nigdy nie bede mogla powiedziec rodzicom, braciom, przyjaciolkom. Nie to, ze sie ode mnie odwroca czy wyrzuca mnie z domu. Po zlinczowaniu w bialych rekawiczkach nie bede miala ochoty na byc moze dalszy lincz.

    I dlatego dziekuje Feministce Bratkowskiej. Moze jej wypowiedz bedzie kamieniem, dzieki ktorym runa mury milczenia. Bo to nie zakaz jest glownym problemem. Problemem jest spoleczny ostracyzm.

  • wredny_widelec

    Mnie najbardziej ciekawi, na co liczył człowiek wysyłający do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu zamiaru popełnienia przez Bratkowską przestępstwa. Za usunięcie ciąży kobiecie nie grozi w Polsce kara. Nie wiem też, o czym myśleli dziennikarze podający to jako sensację. Ja wiem, że przeciętny człowiek nie musi znać prawa i do prokuratury może napisać zawiadomienie o absolutnie czymkolwiek, można nawet napisać „Mój sąsiad ma nowy samochód, to niesprawiedliwe i zróbcie z tym coś”, ale czy to będzie nius? A jeśli nie, to dlaczego zawiadomienie o Bratkowskiej nim zostało? I dlaczego nie dano do tego komentarza, że takim zawiadomieniem prokuratura może sobie co najwyżej pomajtać z okna?

  • Ponury

    https://www.youtube.com/watch?v=K9fPThnZ8sM polecam serdecznie tę piosenkę 🙂