Hetero, homo, bi, cis i metro, czyli dla odmiany o seksualności

tomek_kulesza napisał ciekawie na Polyinpoland o męskiej seksualności widzianej z punktu widzenia heteroseksualnego i cisseksualnego (cisseksualizm — odwrotność transseksualizmu: całkowite utożsamianie się z własną płcią biologiczną), po czym wezwał mnie do tablicy. I słusznie, bo jak sam wspomina:

„Stereotyp męskości zawiera takie [cechy], jak powiedzmy odwagę, ale jest tez coś co określa tylko i wyłącznie mężczyzn, a nie ludzi, czyli seksualność. Bardzo dużą wartość, powiedziałbym, że ponad połowa męskości jest oparta na szeroko rozumianej seksualności.”

No i jak ja mogę się nie zainteresować. 🙂

Seksualność męska jest mi dosyć bliska, tak ogólnie. Przy czym mieszkanie w Amsterdamie pozwoliło mi się dodatkowo przyjrzeć stereotypom związanym z rasą, problemom (lub ich brakowi) związanym z religijnością, poglądami politycznymi, etc. Część rzeczy, o których Tomek pisze, pozostaje prawdą niezależnie od orientacji, chociażby to:

Mężczyzna musi być seksualnie aktywny, zawsze mieć ochotę na seks, nie tylko nie odmawiać ale aktywnie dążyć i wykazywać inicjatywę, poszukując (z sukcesem!) kontaktów seksualnych. […] Dalej. Jeszcze lepiej, jak ma dużego penisa, zaspokaja kobietę, oczywiście tym penisem, i najlepiej jak najdłużej, „przedwczesny” wytrysk to coś niemal tak zagrażającego jak impotencja. […] I co najważniejsze – musi z tego wszystkiego czerpać wielka satysfakcję.

Z wyjątkiem kobiety, oczywiście, cała reszta jak najbardziej pasuje, przy czym pewne rzeczy są powiązane ze sobą. Przy podziale na partnera aktywnego (top) i pasywnego (bottom) pasywność jest uznawana za „złą” przez tych samych ludzi, którzy przy opisie własnej osoby używają wyrazów typu „męski”, „niebudzący skojarzeń” oraz pochodzą z krajów Europy Wschodniej, Bliskiego Wschodu i Afryki. Największy problem mają mężczyźni pochodzenia afrykańskiego, którzy zdają sobie sprawę z ciążącego na nich stereotypu mandingo, wiecznie nienasyconego seksualnie Murzyna, koniecznie z ogromnym członkiem, bez przerwy zmieniającego partnerów i super-hiper-męskiego.

Poznałem osobiście czterech czarnoskórych gejów. Dwaj z nich mieli ciężkie problemy ze sferą seksualną — jeden w ogóle unikał seksu, bo bał się strasznie, że zostanie potraktowany jak obiekt (przy czym o tyle miał rację, że kiedy już komuś zaufał, został potraktowany przedmiotowo, wykorzystany i porzucony), drugi zaś na zmianę bał się wszelkiego dotyku i czułości oraz zachowywał się jak kompletnie nieczuły, brutalny gwałciciel. Trzeci zachowywał się kompletnie zgodnie ze stereotypem, zaliczając wszystko, co się ruszało i na drzewo nie uciekało, jednocześnie twierdząc, że tak naprawdę pragnie miłości, wierności i tak dalej. Żaden z nich nie uważał się za religijnego, ale pierwsi dwaj zostali wychowani w religijnych rodzinach. Wszyscy trzej określali siebie jako „top only” oraz twierdzili, że są biseksualni, nawet ten, który w życiu żadnej kobiety nie dotknął — tak silny był w ich głowach stereotyp, że homoseksualizm jest niemęski, a oni przecież MUSZĄ BYĆ MĘSCY. Czwarty wreszcie był normalnym (ha! Navaira napisał „normalny”!) facetem, dla którego kolor skóry był wyłącznie kolorem skóry, a nie determinantą wszystkich zachowań seksualnych, nie miał kompleksu mandingo, potrzeby udawania biseksualisty i bycia wyłącznie top. Nie miał też żadnych problemów w sferze seksualnej.

Jeśli przyjrzymy się cechom typowym dla męskiej i kobiecej seksualności — tzn. typowym, jeśli rzecz jasna jesteśmy seksistą-socjobiologiem z odchyleniem prawicowym — co widzimy? Mężczyzna powinien być brutalny, wiecznie nienasycony, obdarzony, gotów do zaspokajania partnerki/partnera zawsze i wszędzie i nie wiadomo jak długo. Kobieta powinna być delikatna, wrażliwa, broń Boże nie lubić seksu za bardzo BO TO ZŁO. Mężczyzna bierze, kobieta daje. (Patrz zdanie „pies nie weźmie, jeśli suka nie da” i obwinianie wyłącznie kobiet za zdrady, bo przecież Wszyscy Wiemy, Jacy Są Mężczyźni.) A teraz wyobraźmy sobie, że zestawiamy ze sobą dwóch mężczyzn lub dwie kobiety; osoby, rzecz jasna, wychowane w JAKIMŚ społeczeństwie, które operuje JAKIMŚ zestawem stereotypów, nakazów i zakazów, które wdrukowuje JAKIŚ imprint. Im bardziej konserwatywna jest społeczność, w jakiej wychowywały się te osoby, tym bardziej prostacki jest imprint: mężczyzna jest męski, przynosi mięso i sika do ognia, kobieta jest kobieca, sprząta, gotuje i ładnie pachnie. W takim razie seks dwóch mężczyzn powinien przypominać walkę bokserską, a seks dwóch kobiet — muskanie się delikatnie płatkami róż. (Uchylę rąbka tajemnicy i powiem, że owszem, zdarza się, że to prawda, ale raczej rzadko.)

Jakiś rok temu przeczytałem ciekawy artykuł o gejowskim portalu Manhunt. Artykuł ów wspominał, że my, geje (o lesbijkach nie pisano) nie nauczyliśmy się nigdy rytuałów uwodzenia i podrywu; nasza orientacja była przez lata sprowadzana do maksymalnie prostackiego „oni się rąbią w dupę”, my sami traktowani przedmiotowo i wykluczani ze społeczeństwa, dla którego zawsze byliśmy Obcymi, przysłowiowymi „onymi”. My, normalni versus oni, „te geje”. Tak więc nie ma się specjalnie co dziwić, że to, co zbudowaliśmy dla siebie, również powstało pod wpływem imprintu środowiskowego; nie ma się również co dziwić, że po latach kultury opartej na seksie, narkotykach i muzyce tanecznej dopiero teraz sięgamy po małżeństwo i rytuały typowe dla „romantycznych” związków. Po prostu dopiero teraz zaczynamy uświadamiać sobie, że wbrew temu, co nam wciskają od dekad konserwatyści, NIE jesteśmy zboczeńcami, NIE musimy skupiać się wyłącznie na seksie i nasza orientacja seksualna NIE determinuje absolutnie wszystkiego, czym się zajmujemy, co lubimy i co nas kręci. Męska seksualność w wydaniu gejowskim przez długi czas stanowiła karykaturę; po części dlatego, że podświadomie geje starali się być jeszcze bardziej męscy, aby pozbyć się odium zniewieściałych wiotkich istot w różowych sukienkach przybierających co chwila pozę czajniczka, po części — dlatego, że wmawiano nam, że MUSIMY sprowadzać naszą kulturę tylko i wyłącznie do tejże seksualności, tak więc uparcie dzieliliśmy się na Tych Męskich i Tych Przegiętych, jakby nie istniało nic pomiędzy Mike’em Tysonem i Żakliną.

Jednym z powodów, dla których wyjechałem z Polski było zmęczenie szufladkami. Nie czułem się jak Mike Tyson, ale nie czułem się też jak Żaklina. Moje długie włosy nie oznaczały, że byłem kompletnie pasywny, a ich ścięcie i zastąpienie irokezem nie oznaczało, że nagle stałem się kompletnie aktywny. Nie czułem potrzeby słuchania TYLKO metalu lub TYLKO Madonny. Mniej więcej to, jak mniemam, ma na myśli Tomek, pisząc:

Napisałem, przy okazji kolejnej odsłony dyskusji o pornografii, że męska seksualność jest bardziej zrepresjonowana od kobiecej. To stwierdzenie może wydawać się zaskakujące, ale tylko dlatego, że ta represja jest bardziej ukryta. Generalnie, kobiety – feministki – które mogłyby ja zanalizować zwykle nie są tym zainteresowane, albo wpadają w pułapkę traktowania mężczyzn, jako jednorodnej grupy, albo umyka im część perspektywy. Z drugiej strony, mężczyźni są albo […] zbyt zajęci szukaniem winy w feminizmie i wyzwoleniu kobiet, albo nawet nie są świadomi, lub nie chcą narzekać – bo już samo to oznaczałoby przekroczenie normy i niemęskie zachowanie.

Siedzenie w szufladce potrafi być wygodne, to prawda. Tyle, że nie każdy z nas ma, excusez le mot, kwadratową dupę. A szufladka ma zawsze ten sam kształt. Ciężko jest ocenić, jak dużo osób NAPRAWDĘ czuje się wygodnie w szufladce; 80%? 40%? Ile kobiet NAPRAWDĘ lubi wyłącznie delikatne głaskanie puszkiem, seks rozumie jako Obowiązek Małżeński, który pragnie spełniać wyłącznie z Jedynym Ukochanym i wyłącznie celem prokreacji? Ilu mężczyzn NAPRAWDĘ jest tymi super-aktywnymi, zawsze gotowymi, zawsze chętnymi, zawsze aktywnymi, pozbawionymi uczuć samcami alfa sterowanymi mniejszą główką? Metroseksualizm nie jest skutkiem promocji homoseksualizmu, dodawania do wody hormonów ani trującej propagandy Zachodu; jest skutkiem odkrycia przez tłamszonych latami mężczyzn, że NIE MUSZĄ trzymać się norm, a siedzenie na poduszce, zamiast w kwadratowej szufladzie potrafi być całkiem wygodne. A ci, którzy największe gromy ciskają na zniewieściałych facetów i babochłopy, być może rzeczywiście kochają swoje szufladki… a być może najbardziej boją się wyściubić z nich nosa.

  • Jestem konserwatystą (a przynajmniej za takowego się naiwnie uważam ;]) a jednak nie podzielam zdania, że homoseksualiści to zwykli zboczeńcy.
    Zapraszam do przeczytania notki na moim blogu pt. „Normalni ludzie nas nienawidzą”
    kiriyama.blox.pl/html

  • @kiriyama
    Niee, serio? Coz za swiatla i odwazna mysl! *golf clap*
    A w notce pierdolisz strasznie, ale jestes na dobrej drodze, moze kiedys przeczytasz wiecej ksiazek i zawstydzisz sie bezpodstawnoscia swych uprzedzen.

  • Ja tak z innej beczki, od czapy i zupełnie nie na temat, ale zawsze sądziłam, że przedrostek „trans” pochodzi od „transformacji”, albo czegoś podobnego, a słowo „cisseksualizm” odnosi się do nazewnictwa chemicznego. Ciekawe, ciekawe.

  • Hej

    Kiepskie to miejsce dlatego możesz skasować mój komentarz – ale chciałem spytać o twoje zdanie na temat tego tekstu

    wyborcza.pl/1,76842,6245033,Rozowi_khmerzy_z_wydzialu_pedagogiki.html

  • @ kiriyama – słaby troll jest słaby

    Męska seksualność w wydaniu gejowskim przez długi czas stanowiła karykaturę; po części dlatego, że podświadomie geje starali się być jeszcze bardziej męscy, aby pozbyć się odium zniewieściałych wiotkich istot w różowych sukienkach przybierających co chwila pozę czajniczka, po części — dlatego, że wmawiano nam, że MUSIMY sprowadzać naszą kulturę tylko i wyłącznie do tejże seksualności, tak więc uparcie dzieliliśmy się na Tych Męskich i Tych Przegiętych, jakby nie istniało nic pomiędzy Mike’em Tysonem i Żakliną.
    Ciekawy wątek. Chyba nie do zaobserwowania dla kogoś spoza grupy.

  • „wmawiano nam, że MUSIMY sprowadzać naszą kulturę tylko i wyłącznie do tejże seksualności”

    Wmawianie się bynajmniej nie skończyło, o czym świadczy choćby powstałe niedawno „dzieło sztuki”, czyli panorama miasta ozdobiona gdzie się da sterczącymi fallusami.

    http://www.kurierlubelski.pl/stronaglowna/401460,wieloseksualna-panorama-lublina-na-obrazie-zdjecia-wideo,m,2,id,t,z,no.html

  • @alice_want_dance Przyznam, że cisseksualizm musiałem sprawdzić w słowniku, bo nie wiedziałem, że istnieje coś takiego. :$

    @pmgpmg Zapoznam się i odniosę 🙂

    @meduza7 Dzieło sztuki, cóż, eee, przepiękne. Ale ja miałem na myśli raczej wmawianie z zewnątrz, jak widać „artysta posługujący się pseudonimem Jej Perforatywność” został ukształtowany dokładnie tak, jak PiS-owi pasuje — „wiadomo, że pedały to tylko o jednym”. Albo po prostu lubi hardcore porn, wstyd mu się przyznać, więc nazywa je sztuką.

  • @pmgpmg Ano, ciekawie pan Zaremba napisał. Najbardziej podoba mi się ten fragment: „Normell zauważa, że do obrażania się najczęściej uciekają się osoby z zachwianym poczuciem własnej wartości, które nie znajdują w życiu potwierdzenia. To znakomita broń w ręku słabego. Ćwiczymy repliki. Do urażonego należy się zwracać, ważąc każde słowo, by nie urazić go ponownie. Już wtedy ma pewną przewagę.”

    In unrelated news, http://www.apostol.pl/forum/viewtopic.php?f=24&t=2306 🙂

  • Oh. Nie spodziewalem sie tak szybkiej odpowiedzi.

    Co do meritum – jestem zaskoczony acz nie zdziwiony*. Co ciekawe, moj znajomy transplciowy mezczyzna powiedzial, ze tekst do niego tez przemawia, wiec wyglada na to, ze moje zastrzezenia, ze nie znam perspektywy nie swojej… no, okazuje sie ze to bardziej uniwersalne niz myslalem (co, ze sie powtorze, jak sie zastanowic, nie jest takie dziwne).

    Wypadaloby wiec zrobic update tego co napisalem, na ten temat. Co pewnie nastapi po tym jak minie pomada i obowiazki. W zwiazku z ktorymi tak naprawde nie moge nad tym spokojnie usiasc, ale jedna rzecz mnie uderzyla. Napisales, (na heteroseksualistach bodajze) ze sie czesciowo zgadzasz, a czesciowo nie, a ja za cholere nie moge znalezc fragmentu w ktorym sie z czyms nie zgadzasz 😀

    *uwielbiam to sformulowanie (i odwroten). znaczy tyle, ze tego nie podejrzewalem, ale jak juz mi powiedziano, to widze, ze ma rece i nogi.

  • Wlasciwie to zauwazylem, ze w ostatnich wpisach pisales o czyms podobnym. W tym sensie, ze o normatywnosci meskosci, i w podobnym kierunku.

    PS: W slowniku? Mam nadzieje, ze masz na mysli googla 😉

  • @tomek.kulesza Ach, z tym niezgadzaniem to było tak, że najpierw się nie zgodziłem z fragmentem o BDSM i kobiecej dominacji, ale potem zacząłem się zastanawiać, jak też „normalny hetero” widzi taką relację i wyszło mi, że może jednak masz rację. 🙂 Nie zgadzam się nadal ze stwierdzeniem, że depresja występuje częściej niż afterglow, ale może po prostu mam szczęście ;P

  • @kokainistka, ale zwróć uwagę na podtytuł bloga esz pe kiriyamy. Godna pochwały samokrytyka i jaka prawdziwa! :p
    BTW, mam mieszane uczucia, dowiedziawszy się, że seksualność to „coś co określa tylko i wyłącznie mężczyzn, a nie ludzi”. Z jednej strony jestem niezmiernie uradowana faktem, że kobiety zostały uznane za ludzi. (yeeah!) Z drugiej, muszę teraz sobie jakoś wbić do głowy, że nie mam seksualności, a jeśli w wyniku jakiejś ogromnej biologicznej pomyłki jednak mam, to ona absolutnie nie może określać mnie, moich zachowań i decyzji, bo to by niechybnie znaczyło, że… eee… powinnam się leczyć. Lub jestem facetem.

  • Jedno „ale”. Zgadzam się, że powstanie zjawiska metroseksualizmu jest po części skutkiem indywidualizacji i wychodzenia poza szablony społeczne przypisane płci. Natomiast sama forma ma niewiele wspólnego z wyjściem poza schematy i jest de facto przerzuceniem bielizny z jednej szuflady do drugiej. Jest to bowiem wyjątkowo łatwa do „stargetowania” grupa dla producentów kosmetyków, odzieży i gadżetów, a sami metrowi, jako dopiero kształtujący własny wizerunek, są na działania marketingowe szczególnie podatni. Tym samym potencjalnie ciekawe zjawisko społeczne stało się, w większości przypadków, zupełnie nieciekawym zjawiskiem marketingowym. Oczywiście dotyczy to każdej mody i jak każda moda przeminie i pozostawi po sobie jakąś wartość dodaną. Obecnie jednak bym nie piał z takim zachwytem nad metroseksualizmem w kategoriach innych niż seksualne.

  • Po prostu dopiero teraz zaczynamy uświadamiać sobie, że wbrew temu, co nam wciskają od dekad konserwatyści, NIE jesteśmy zboczeńcami, NIE musimy skupiać się wyłącznie na seksie i nasza orientacja seksualna NIE determinuje absolutnie wszystkiego, czym się zajmujemy, co lubimy i co nas kręci.

    No właśnie – gdyby konserwatyści, a w szczególności Kościół katolicki, posługiwali się choć trochę logiką, to powinni właśnie popierać ruch powstały wokół małżeństw gejowskich: Przecież ten ruch powoduje, że geje przestają uprawiać „rozpustę”, a zwracają się bardziej ku wartościom „rodzinnym”. Ale nie – gdyby geje zaczęli się przykładnie romantycznie kochać, to znikłby ważny argument na to, że homoseksualizm jest zły. 😉

    Niestety, dostrzegam w życiu społecznym coraz więcej przykładów na takie wygodne ustawianie sobie przeciwnika: Najlepiej nie pozwolić przeciwnikowi stać się „dobrym”, nawet jeśli chce, bo dzięki temu zawsze będziemy mieli „złego” do bicia. 🙁

  • Jeśli chodzi o szufladkowanie, to odróżniłbym to, co ludzie faktycznie robią od tego, co uważają że się powinno robić. Rozbieżność pomiędzy jednym a drugim jest w temacie męskości-kobiecości naprawdę poważna.

  • @anuszka Tak jest, ustawianie przeciwnika to bardzo często praktykowana w Polsce (i nie tylko) technika 🙁

    @dzikowy Ja bym raczej powiedział, że metroseksualizm jako moda JUŻ przeminął i JUŻ zostawił po sobie nadzwyczaj zauważalną wartość dodaną.

    @zuljetka Nie mój to tekst, więc nie mam go co bronić, ale myślę, że Tomek chciał przez to powiedzieć, że mężczyźni są postrzegani POPRZEZ swoją seksualność o wiele częściej, niż kobiety przez swoją. Coś w stylu „skoro facet, to musi mieć ochotę na seks” vs „skoro kobieta, to musi mieć ochotę na czekoladę”.

    A propos, czekolady mi się chce…

  • Udało mi się napisać follow-up. Nie ma nic odkrywczego, właściwie o tym, że jestem zaskoczony acz nie zdzwiony, jak już tu napisałem.

    Ale owszem, Navaira, uważam, że masz zajebiste szczęście, albo dużo pracy za sobą 😉

    @Zuljetka, troche co innego miałem na myśli. Właściwie zupełnie co innego, i zrobiłem mała edycje oryginalnego tekstu. Dodałem wyjaśnienie. Nie takie jak Navaira, bo nie sądzę, żeby kobiety były rzadziej postrzegane przez swoją seksualność. Właściwie wydaje mi się, że jest raczej odwrotnie.

    (ach. znowu spamujacy autor. zapomnialem ze musze tu nawstukiwac troche literek, zeby mnie spamolap oszczedzil. blablablabla…. ;))

  • @meduza7, navaira – „Jej Performatywność” vel chocogarcon to gość, który parodiuje sztukę Karola Radziszewskiego, więc nie traktowałabym jego dzieł dosłownie… 🙂

    Ja za to zastanawiałam się, czy można znaleźć związek między wmawianiem kobietom niechęci do seksu a podobno nierzadkim zjawiskiem zwany „Lesbian Bed Death” – czyli zanikiem życia seksualnego u lesbijek w długotrwałych związkach. Szczerze mówiąc mam trochę problem z całą ta argumentacją o tym, że homoseksualni mężczyźni dopiero teraz odkrywają, że wolno im kochać, bo wcześniej po prostu poniekąd zidentyfikowali się z jedynym istniejącym wzorcem „gay sex machine”. Jakoś bardziej tu widzę działanie zinternalizowanej homofobii, która swoje potrzeby każe „załatwiać” w ciemności, po cichu, w ukryciu przed rodziną… Nie wiem. Ciekawy temat, though.

  • Akara

    Bardzo ciekawy temat.

    „a oni przecież MUSZĄ BYĆ MĘSCY”

    To, że wbili sobie do głowy, że muszą być męscy to jedno. Gorsze od ich lęków jest w tym to, że swoją pogardę mogą przenosić na kogoś innego, a nawet otwarcie okazywać ją swojemu partnerowi seksualnemu. Przekraczać to może uprzedmiotowienie. Powie sobie taki gej, który musi być męski (nie to, że naprawdę tego chce, nie to, że taki jest, po prostu stał się więźniem takiego poglądu), że to on jest tym lepszym, bo to on penetruje, on nie płacze itd., a ten drugi jest inny. I tutaj ten drugi już stracił na wartości dla tego, który ocenia ludzi poprzez „męskość”. Ten drugi nie jest już „prawdziwym mężczyzną”, bo „uległ”. Pożądanie prawdziwe i tyle dobrego, bo ujawnią się negatywne emocje ze strony „męskiego” i przez to zrobi się w końcu nieprzyjemnie. I mamy rzeczywiście seks, który jest walką. Walkę o to, kto będzie górą. Walkę może toczyć nawet tylko jedna osoba, a druga nawet nie będzie wiedzieć co się dzieje. Łatwo o szkodliwą relację.

  • Kacper1

    Jako biseksualny mężczyzna mogę potwierdzić, że w Polsce mamy manię silnego, heteroseksualnego pana i władcy, co jedną ręką szafę podnosi. Wszystkie kontakty z tą samą płcią są uważane za absolutnie niemęskie. Dodatkowo ciche przyzwolenie dla lesbijek (o ile podobają się heteroseksualnym mężczyznom).
    Co ciekawe większości kobiet taki stan odpowiada. Może kiedyś się to zmieni, na co gorąco liczę 🙂