Hipo i recenzje

Od zeszłego poniedziałku trwa u mnie hipomania o różnym nasileniu. To oznacza, że 1) mało śpię, 2) bez przerwy myślę o seksie (to się robi naprawdę męczące, osoby nieobeznane z tematem mogą sobie chichotać, ale jeśli człowiek nie może się skupić na NICZYM innym, pojawia się problem), 3) mało jem (nigdy mi się to wcześniej nie zdarzyło) oraz 4) zdarza mi się pisać i mówić rzeczy, które są niewłaściwe w danej sytuacji. I wiem, że mówię rzeczy niewłaściwe, ale nie wiem, które i kiedy. Tak więc reszta notki za paywallem, znaczy, po kliknięciu.

Skupię się na punkcie drugim (i tak na niczym innym nie mogę się skupić). Ten objaw nazywa się hiperseksualność, ale ponieważ wyraz ma o wiele za dużo liter, zostańmy przy hipo. Mam dużo szczęścia, ponieważ mamy otwarty związek – nie korzystałem z tego faktu za często w poprzednich latach, ale od 10 dni się staram i odkryłem, że ahem – scena w międzyczasie się zmieniła.

Odbyłem mianowicie kilka konwersacji, które brzmiały mniej więcej tak:

On: Jesteś zajebiście przystojny!

Ja: Chcesz się spotkać?

On: Oczywiście! Bardzo chcę!

Ja: Kiedy masz czas?

On: Nie dzisiaj! Nie jutro! Nie w tym tygodniu! Nie w maju! Nie w czerwcu! Nie w 2017!

Hm.

 

Najbardziej jednak (negatywnie) zaskoczyła mnie konwersacja z parą, nazwę ich 1 i 2.

1: Jesteś zajebiście przystojny! (Tak, ludzie mają niesamowitą inwencję twórczą, jeśli chodzi o dobór otwarć. I tak lepiej niż „hi sexy”.)

Ja: Dzięki! Szukasz dla siebie, czy dla chłopaka też?

1: Jak wolisz!

2: Jesteś zajebiście przystojny!

Ja, do 2: Co dzisiaj porabiacie?

2: Mamy wolny dzień i żadnych planów!

Ja, do 1: Twój chłopak wygląda na zainteresowanego 🙂 to jak, spotkamy się?

1: Nie możemy, jesteśmy dzisiaj bardzo zajęci!

Resztę dnia ja spędziłem głównie na korespondencji ze znajomymi – zamiast seksu odnowiłem wiele zaniedbanych platonicznych znajomości, co jest też bardzo miłe – dzięki czemu mogę Wam powiedzieć, że panowie 1 i 2 resztę dnia spędzili online ze statusem „sex now”. Nie spotkaliśmy się do tej pory, bo jakoś mi się przestali podobać.

Na górze zaś konwersacja, którą zamordowałem i do tej pory nie wiem, jak i czemu. Miałem nawet ochotę spytać. Moje wypowiedzi są na niebiesko, a zaczęły się od tego, że interlokutor zostawił mi tzw. footprinta, sugerując, że jestem „very hot”.

*

Zaczęło mnie to zastanawiać. Zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś wygląda jak ja, ryzykuje, że ludzie będą cierpieć na syndrom „i chciałabym, i boję się”. Ale aż tylu? Pewien skórzak napisał mi wprost – tym razem ja go zaczepiłem – „sorry, jesteś kompletnie nie w moim typie”. Podziękowałem i życzyłem zupełnie poważnie miłego dnia. Przynajmniej zaoszczędził mi czasu. Czy ci wszyscy ludzie się mnie boją? Oszukują, że im się podobam? O co chodzi?

Ponieważ nie było mnie na portalach przez ponad półtora roku, zagadnąłem ekspertów (tzn. osoby, które na portalach bywały w ostatnich miesiącach) i tutaj wstawię anegdotkę, którą pewnie już opowiadałem, ale co mi szkodzi się powtórzyć. Otóż Jos ileś lat temu chadzał na seks-imprezy. Wyglądało to na ogół tak, jak podobno wygląda w darkroomach – słowa eksperta, bo ja nie bywam – powiedzmy, że impreza kończy się o 4 nad ranem. Do trzeciej panowie łazili niemrawo i przyglądali się sobie, ale nic nie robili, ponieważ w każdej chwili mógłby się pojawić ktoś jeszcze seksowniejszy i cóż za stratą byłoby uprawianie seksu z tym kimś nieco mniej gorącym! W ten sposób ten gorętszy by uciekł! Tak więc do trzeciej szukali tego jeszcze seksowniejszego, po czym – mowa wszak o Holendrach – przypominali sobie, że zapłacili za wstęp, a nie zamoczyli jeszcze dyndadełka, więc muszą koniecznie dostać coś za swoją kasę. Tym sposobem lądowali z byle kim, kto akurat znajdował się w pobliżu, bo 15 euro (czy ile tam) piechotą nie chodzi.

Wedle ekspertów, na portalach aktualnie ma miejsce dokładnie to samo zjawisko. Owszem, może jestem piękny & gorący, ALE w każdej chwili może się pojawić online ktoś jeszcze piękniejszy, a cóż za stratą czasu byłoby, gdyby 1 i 2 w tym czasie widzieli się ze mną. W rezultacie wygląda na to, że 90% użytkowników portali, powiedzmy, randkowych nie spotyka się z nikim. Bo gdyby się z kimś spotkali, mogliby przeoczyć tego lepszego. Gdyby portal miał godzinę zamknięcia, powiedzmy o północy i otwarcie strony kosztowałoby 10 euro, około 23 zapewne oferty i prośby sypałyby się ze wszystkich stron. Ponieważ tak nie jest, odbywa się grupowe czekanie na Godota i teraz bardzo mnie ciekawi, czy tak samo wygląda użytkowanie Tindera przez osoby hetero.

Tak więc przystępuję do recenzowania różnych stron i apek gejowskich – ciekaw jestem, czy pewien rodzaj czytelników (ci, którzy mnie nie zablokują) się ze mną zgodzi, lub podzieli innymi obserwacjami. Oceny dotyczą zarówno samej aplikacji, jak też osób, które można dzięki nim poznać.

1. Gayromeo

Znane ostatnio jako Planetromeo. W skrócie GR. GR kiedyś reklamowało się jako platforma social media i w moim przypadku tym właśnie się stało, nawiązałem od nowa kontakty z pięcioma przyjaciółmi (skasowanie Facebooka ma zady i walety). Z jedną osobą udało się nawet spotkać w celach, w których miałem nadzieję, korespondujemy co dnia, facet jest bardzo ciekawy – jest pisarzem, ma dużo… pomysłów, nie zabija go moje poczucie humoru i nawet ma własne.

Darmowe GR udostępnia niemal wszelkie możliwości, co jest bardzo przyjemne. Przekrój użytkowników jest pełny, od nastolatków po siedemdziesięciolatków. Opcja blokowania działa, dzięki czemu osoby, um, kontrowersyjne (np. wysyłające mi bez powodu bluzgi) da się łatwo usunąć.

Najciekawsze konwersacje: 1) te powyżej, 2) jeden pan, któremu dragi zeżarły mózg, bo już CZTERY razy nalegał, żebyśmy się spotkali na seks bez gumki ubogacony „chemsami” – czyli na ogół metamfetaminą, ja cztery razy odpisałem, że mi to nie pasuje, a on cztery razy więcej się nie odezwał. Nie wiem, może nie umie czytać, bo „no chems and no bb” to pierwsza rzecz, jaką mam na profilu, a może liczy na to, że jest Wyjątkowy. Poza tym na GR rzeczywiście można poznać osoby, które po prostu lubią rozmawiać i jest to miłe.

To, że Gayromeo udostępnia tak wiele opcji za darmo paradoksalnie – być może – spowodowało, że była to jedyna usługa, za jaką kiedykolwiek płaciłem. Bo doceniam starania i uprzejmość, jeśli to właściwe słowo. Płacenie traktowałem jako coś w rodzaju Patreona.

Ocena: 8.5/10

 

2. Recon

Recon to portal fetyszystyczny, co mnie męczy. Nie posiadam otóż żadnego specjalnego fetyszu oprócz tego, że lubię S/M, ale „masterzy” na Reconie tracą zainteresowanie, jeśli nie wrzucę elegancko upozowanych i oświetlonych zdjęć w pełnym skórzanym stroju lub umundurowaniu. Noszę jedno i drugie, bo skóry bardzo lubię, a militaria mają mnóstwo kieszeni i są bardzo wygodne. Tylko nie jest to dla mnie żaden fetysz. Jestem też za leniwy, żeby specjalnie robić sobie sesję z stu ironicznych pozycjach i pełnym skórzanym stroju, zwłaszcza, że moim celem jest raczej zdjęcie tego całego barachła. A osoby w t-shircie nikt nie traktuje poważnie. Ale nawiązałem znowu (surprajs!) kontakty z dawnymi znajomymi i to jest miłe.

Użytkownicy Recona w 95% nie posiadają żadnego poczucia humoru i traktują się niesamowicie poważnie. Nie wiem, czy to jest typowe dla fetyszystów, bo oprócz jednej pani 😉 (już ona wie, o kim piszę) żadnych chyba osobiście nie znam. Ale dla mnie master to ktoś, kto mi umie pokazać, gdzie jest moje miejsce, a nie ktoś, kto pisze o sobie per master, a potem jęczy, że mam się z nim spotkać, bo jest masterem i mam się go słuchać. Kiedyś jeden chciał mnie wyciągać z domu podczas deszczu. Nigdy się wcześniej nie spotkaliśmy, więc odmówiłem usług. Na zdanie „jestem masterem i masz się słuchać” odpisałem „bitch, I don’t think so”. And this is why I don’t get laid. (To zdanie jest takie ładne po angielsku, że nie lubię go tłumaczyć na polski.)

Wersja darmowa Recona narzuca tyle ograniczeń, że jest nieomal nieużywalna. Na przykład ograniczenie ilości wiadomości, jakie można wysłać w ciągu miesiąca; brak dostępu do galerii oprócz zdjęć profilowych; przy czym o ile zdjęcia mało mnie na ogół ciekawią (chociaż czasami bardzo), o tyle ograniczenie ilości wiadomości okropnie mnie irytuje, bo nie ma ostrzeżenia z góry i w pewnym momencie okazuje się, że po prostu nie można odpisać i już. To „bardzo” miłe, bo interlokutor nie wie, co się dzieje i często uznaje, że straciłem zainteresowanie. W tej chwili mam wersję pełną, bo kiedy się nie logowałem przez rok Recon zaoferował mi dwa miesiące za darmo. Płacić nie planuję.

Z plusów dodatnich, Recon pokazuje, czy wiadomość została przeczytana, co też potrafi wyjaśnić brak odpowiedzi. Status online jest za to mylący, bo jeśli mamy wersję na telefon, online nie znika NIGDY, nawet po zamknięciu taba w przeglądarce. Tym sposobem niektóre osoby wyświetlają się jako online od np. marca 2016. O ile po zażyciu pewnych substancji ludzie nie sypiają, nie mogę uwierzyć, że nigdy nie poszli spać przez ponad rok.

Ocena: 4/10

 

3. Scruff

Scruff, jak być może nazwa wskazuje, to apka dla wielbicieli zarostu. Rzecz jasna do owych należę. Nawiązałem kilka kontaktów, ale na ogół kończą się w momencie, gdy spróbuję ustalić datę i miejsce spotkania – oczywiście panowie są bardzo zainteresowani, dopóki nie przyjdzie co do czego. A co jak co, ale zarost na pewno posiadam.

Darmowy Scruff nie ogranicza chyba zbyt wiele, oprócz ilości osób, które można zablokować. Ogólnie polecam, mimo, że osobiście mi się nie przydał, ale jeśli ktoś lubi owłosienie twarzowe, to da się tam (podobno) coś ciekawego upolować. Niestety działa tylko na urządzeniach mobilnych, co jest dla mnie niewygodne, bo nie lubię pukać w telefon i narażać się na autocorrect. Podobno aplikacja jest zorientowana na, uhm, randkowanie, w moim przypadku jest po prostu nieużyteczna, nawet żadnych znajomych nie spotkałem. Strata czasu, ale, bo ja wiem, ma ładny design.

Ocena: 5/10

 

4. Growlr

Podobnie, jak Scruff, z tym, że z jakiegoś powodu Growlr ma bardziej przyjaznych użyszkodników. Podczas, gdy defaultowo Scruff pokazuje osoby znajdujące się blisko, Growlr ma widok „użytkownicy na całym świecie”, co owocuje zaskakująco miłymi rozmowami z Amerykanami, Australijczykami i tak dalej. W sumie bardzo miłe miejsce do niezobowiązujących rozmów z ludźmi, których nigdy nie poznam na żywo. Z ograniczeń odnotowuję tylko pojawianie się reklam. Znowu brak mi aplikacji na komputer, stąd niższa ocena. Poza tym Scruff i Recon pokazuje, czy wiadomości zostały przeczytane, a Growlr nie – więc nigdy nie wiem, czy coś już dotarło, czy też nie.

Ocena: 6/10

 

Na koniec gwóźdź programu, czyli

5. Grindr

#jezujezunieczyt. Nawet w hipomanii nie jestem w stanie używać Grindra. Wydaje się, że celem tej aplikacji jest przyciąganie jak najbardziej niesympatycznych ludzi, zwłaszcza nastolatków. Najbardziej pamiętną konwersację w życiu odbyłem właśnie tam, a potem skasowałem aplikację. Oto konwersacja:

*umawiamy się na spotkanie, wymienione adresy i numery telefonów*

Niedoszły partner: Strasznie się cieszę, że Cię spotkam!

Ja: 🙂 To miłe!

NP: Nigdy nie uprawiałem seksu z kimś tak opasłym!

…nie spotkaliśmy się.

Nastolatki mnie nie interesują, co nie przeszkadza im bez powodu wysyłać mi wiadomości sugerujących mniej lub bardziej stanowczo, że takie staruchy jak ja nie powinny się w ogóle pojawiać w ich wynikach wyszukiwania, bo to obrzydliwe, gdy muszą patrzeć na zmarszczki. Grindr darmowy pozwala tylko na blokowanie 10 osób dziennie i uwierzcie mi, że to nie wystarcza. Gdybym chciał, żeby mnie obrażało jak najwięcej osób, poszedłbym na miesięcznicę smoleńską. Wersji na komputer, o ile wiem, brak, ale i tak nie jest mi do niczego potrzebna. Nie wiem, co oprócz blokowania ogranicza wersja darmowa, bo musiałbym sypiać na łóżku z banknotów, żeby spróbować płatnej.

Ocena: 1/10, dla twinków i desperatów, tudzież osób, które lubią być obrażane bez powodu.

 

Ogólnie nie żałuję powrotu, bo policzyłem i nawiązałem z powrotem kontakty z 12 osobami, które lubię, a po skasowaniu Bunia nie rozmawiałem z nimi bardzo długo. „Prawdziwe” randki odbyłem dwie. Pro-tip: 21-latki dostają telefon od mamy z pytaniem „gdzie jesteś” i w pośpiechu uciekają. A Libańczycy – mała próbka, ale zawsze – są BARDZO ładni, chyba, że ktoś leci wyłącznie na blondynów. Libańczycy – 8/10. 21-latki – 1/10.

  • Lasair

    Insider tip z samego serca GR – stara platforma ma możliwość tworzenia i używania wzorów wiadomości. Perfekcyjne w celu napisania rantowej odmowy i wysłania dwoma kliknięciami 😛

    • Ray Grant

      Odmawiać umiem, bardziej mnie zastanawia nagła cisza, kiedy ktoś najpierw mi daje do zrozumienia, że leci na mnie z przytupem, a potem nagle milknie. W przypadku tej rozmowy powyżej miałem ochotę zapytać „który konkretnie fragment uraził Waszą Wysokość”, ale nawet mi się nie chciało 🙂

      • Lasair

        1) sprawdź czy przeczytał wiadomość
        2) zmień sortowanie wyszukiwania na aktywność i zobacz jak wysoko jest

        Jeśli 1) tak i 2) wysoko – szuka Księcia z Bajki i daruj sobie zastanawianie.

        W innych przypadkach może coś go usprawiedliwia i może (funkcja zajebistości) zasługuje na cierpliwość.

        • Ray Grant

          Ten konkretny z obrazka przeczytał, ale mam go w nosie. 🙂 W ogóle tego nie traktuję zbyt poważnie, życie jest za krótkie, żeby je traktować poważnie. Zakładam, że jak pisałem uznał, że zdąży wyrwać o jeden procent lepszego.

  • Jiima Arunsone

    „Użytkownicy Recona w 95% nie posiadają żadnego poczucia humoru i
    traktują się niesamowicie poważnie. Nie wiem, czy to jest typowe dla
    fetyszystów”

    Nie wypowiadam się o jakichkolwiek społecznościach, ze względu na czekające na rozpatrzenie podanie o wypisanie mnie z gatunku ludzkiego, ale brak poczucia humoru zauważyłom na wielu społecznościach które próbują być Elytą takiego czy innego rodzaju. Być może użytkownicy wspomnianej appki się za takowych uważają, bo generalnie ciężko być fetyszystą/ką bez pewnej dozy autoironii. Chyba że ktoś lubi być a) wiecznie obrażone; lub b) funkcjonować w *bardzo* wąskim kręgu znajomych z tendencją do kurczenia.

    EDIT: AleczemuDisquis????

    • Ray Grant

      Właśnie wygląda na to, że oni nie posiadają autoironii w żadnym stopniu. Może chodzi o to, żeby mieć bardzo wąski krąg znajomych?

      A disqus, bo w starym systemie komentowania po pewnej ilości zanestowania odpowiedzi robiła się wielka kolumna po pięć liter w wierszu.

  • Nina Wum

    Użytkownicy fetlife też nie mają poczucia humoru. Tzn. ci, co je mają, są w szczęśliwych związkach i ewentualnie szukają trzeciej/trzeciego do niezobowiązującego bzykanka.

  • Arek

    Cześć! Podczytuję od dawna. Nie jakoś bardzo wiernie, bo niektóre posty mnie nie interesowały, ale z sympatią. Dotąd przed skomcianiem powstrzymywała mnie konieczność zalogowania, teraz jestem na tyle przekonany, że mam coś mądrego do napisania, że aż postanowiłem pokonać tę przeszkodę.

    Wydaje mi się, że w miarę dobrym sposobem na fajny gejowski seks są kluby w rodzaju krakowskiej Twierdzy (bywam często). To coś zupełnie niż kluby z darkroomami, w których faktycznie dzieje się to, o czym napisałeś, i w ogóle panuje jakaś taka atmosfera braku wzajemnego szacunku. A jak już się ktoś nawinie, to podejmowane czynności trudno często nazwać seksem (raczej stymulacją penisa celem wywołania jak najszybszego wytrysku, orgazmu już niekoniecznie).
    W Twierdzy (i podobnych klubach w innych miastach) nie ma kabin, wszystko odbywa się na widoku, no i nie jest aż tak ciemno jak w darkroomie. Wchodzi się nago, w bieliźnie lub w fetyszu. Wstęp jest dość drogi (min. 30 zł dla dużolatów), ale moim zdaniem warto. Są tapczany, slingi, fotele, nawet prysznic. Atmosfera jest zwykle bardziej otwarta i wyluzowana. Też nie zawsze, zależy kto przyjdzie. Czasem jest takie bezcelowe łapanie za fiuty jak w darkroomach, ale zazwyczaj jednak jest fajnie. Po pewnym czasie rozpoznajesz stałych bywalców i wiesz, kto co lubi. Niektórzy rozmawiają o życiu i dupie marynie między seksami. Seksów naprawdę różne rodzaje.
    Podobnie jest w niektórych saunach dla mężczyzn, zwłaszcza jeśli nie ma kabin albo przynajmniej jest jakieś pomieszczenie na seks oprócz kabin. Ogólnie z jakiegoś powodu nagość czyni mężczyzn sympatyczniejszymi. Albo może sympatyczni mężczyźni są otwarci na nagość. Kto wie.
    Rety, brzmi jak reklama. A ja jestem po prostu fanem.

  • Używanie Growlra czy Scruffa w PL jest bezcelowe z uwagi na niestety niewielką ilość użytkowników. Recona nie używam choć kiedyś się nawet zalogowałem, to jednak po prostu nie moja bajka.

    Natomiast jeśli idzie o GR to mam problem. Był czas, że uwielbiałem ten portal. Poznałem tam całą masę wspaniałych ludzi i przeprowadziłem wiele świetnych rozmów. Ostatnio jednak mam wrażenie, że coś się zmieniło. Na początku jak było nie wielu użytkowników z PL to można było narzekać na tę niewielką ilość, ale szła za tym jakość. Potem nastąpił jakiś przełom w ilości, trochę przez to wytracając jakość. Ostatnio jednak mam odczucie jakby wszyscy nie potrafili rozmawiać o czym innym niż seks [choć sam w sobie fajny to jednak ile można], fetysze i to co kto lubi. Cała masa fakeowych profili i ilość [liczba?] użytkowników z aktywnymi profilami spadła drastycznie a i jakość [szeroko pojęta] tych profili pozostawia wiele do życzenie. Wybór żaden. Ciągle te same profile. Ciągle i ciągle. Ostatnio nawet rozmawiałem o tym z Koenraadem. Tak więc umówienie się z kimś nie na seks [albo czasem na seks] graniczy z cudem już o poznaniu kogoś bardziej nie wspominając. Nie wiem czy to kwestia że po drugiej stronie polany trawa jest bardziej zielona i za NL jest lepiej, ale tu w Wawie nie przedstawia się to dobrze. Ostatnio ktoś mi powiedział, że polskie GR zamieniło się w Fellow, które notabene ostatnio nie działa.

    Jeśli idzie o Grindra to mamy podobne uczucia, z tym, że tu też mam wrażenie, że w PL jakoś to nie funkcjonuje. Albo ja źle używam, bądź za wiele wymagam od appki służącej stricte do umawiania się na przelotny seks. Wymienisz się często niezobowiązującym „hej – hej” i na tym się kończy.

  • emayef

    jak miło trafić na temat, w którym mam dużo do powiedzenia! <3 (a ponieważ najpierw wystukałem tę ścianę tekstu, a dopiero potem zorientowałem się, że komentuję wpis z proterozoiku, to trudno, opublikuję, przepraszam za nekromancję, można nie czytać.)

    "Growlr ma widok „użytkownicy na całym świecie”, co owocuje zaskakująco
    miłymi rozmowami z Amerykanami, Australijczykami i tak dalej. W sumie
    bardzo miłe miejsce do niezobowiązujących rozmów z ludźmi, których nigdy
    nie poznam na żywo."

    Scruff ma taki sam widok domyślny, i przynajmniej z perspektywy Warszawy jest to podstawowy użyteczny widok, ponieważ w Polsce użytkowników jest tak niewielu, że w zasadzie nie ma czego scrollować. tymczasem Nowozelandczycy i Amerykanie na Scruffie przeważnie są przemili, nierzadko też przepiękni, i bardzo miło toczy się z nimi transkontynentalne konwersacje. a nawet udaje się spotkać, gdy przyjeżdżają do Polski na wakacje. pod względem przyjazności użytkowników jest to chyba moja ulubiona aplikacja, przy czym nie bez znaczenia może być fakt, że dowolny mężczyzna gęsto pokryty czarnym futrem dostaje u mnie z marszu +10 do przyjazności. łączna ocena 8/10, przy czym punkty odejmuję głównie za to, że wersja darmowa pokazuje tylko kilka najnowszych wiadomości w każdej toczącej się rozmowie, a wersja płatna kosztuje miliony monet.

    aha, Scruff ma też jedną bardzo ciekawą funkcjonalność – dzieli użytkowników na takich, którzy mieszkają w danym miejscu i na przyjezdnych przejazdem, co ma znaczenie i dla osób poszukujących rokującego randkowania, jak i dla poszukujących świeżego mięska.

    frapujące jest to, że zarówno w Polsce, jak i na świecie najwięcej użytkowników przyciąga właśnie Grindr, co jest o tyle niezrozumiałe, że i aplikacja słaba, i dominująca na niej jakość interakcji… no, nie powala. w Polsce najlepiej sprawdza się rzeczywiście GR, które ma stosunkowo dużo userów i przynajmniej z częścią z nich można ciekawie porozmawiać. lub trafić na twarze znajomych, co można także traktować jako plus.

    natomiast przechodząc do meritum, rzeczywiście jakby trudniej i trudniej, nawet na Romku, nawiązać realny kontakt, czy to w celach łóżkowych, czy nawet żeby pogadać. może to skutek wzrostu liczby użytkowników, może efekt wylaszczenia (od kilku lat polscy geje jakby mocniej inwestują w siłownię i cyrulików, skutkiem czego są tak piękni, że nie odpisują nikomu, kto nie wygląda dokładnie tak samo), a może po prostu confirmation bias, ale procent wymian, które urywają się mimo obiecującego początku zdaje się rosnąć.

    mam tutaj świeżą anecdatę z ust poznanego na Scruffie Anglika, który, przybywszy na naście dni do Warszawy, intensywnie rozglądał się za towarzystwem. konwersował z kilkoma chłopakami dziennie, gadkę miał, więc toczyło się gładko, szybko przechodziło do fazy "spotkajmy się na piwo / na lunch / w klubie / w domu / gdziekolwiek mamy ochotę" i zaczynały się wymówki (i chamskie zerwania kontaktu). przekazano mi listę najbardziej kuriozalnych (cytuję z głowy, bo Scruff usuwa historię wiadomości) – "nie mogę spotkać się z tobą za godzinę, bo właśnie zaczynam jeść zupę", "zjadłem zupę, ale przypomniałem sobie, że muszę się spakować na pojutrzejszy wyjazd", "a w ogóle to przychodzi do mnie kolega", ale też zupełnie szczere "przepraszam, jestem bardzo niepewny siebie i chyba się boję tego spotkania".

    w każdym razie liczba takich urwanych wątków jest całkiem spora, natomiast sądziłem, że związana z polską specyfiką. ciekawe, że gdzie indziej też można to zauważyć.

    PS: Libańczycy są tak przepiękni – i tak bardzo nieobecni po tej stronie Niemiec – że w przyszłym miesiącu jadę podtrzymywać znajomość z jednym aż do Brukseli. piękno milion.

    • Ray

      Odpowiem, jak się dobudzę do końca 😉

    • Ray Grant

      Nie zapłacę za żadną apkę z wyjątkiem Gayromeo właśnie dlatego, że GR prawie wszystkie funkcjonalności daje za darmo. Nie czuję się dzięki temu na siłę obdzierany z monet, tylko mam uczucie, że wspieram fajnych ludzi.

      Scruff ma tę funkcjonalność, owszem, jeśli się zapisze, gdzie kto podróżuje. Ja mam ciągle obsesję z czasu Foursquare, mianowicie nie chcę, żeby ludzie wiedzieli, że mnie nie ma w domu.

      Grindr jest chyba po prostu najbardziej znany. Przez długi czas kiedy pisano o apkach tego typu, skracano nazwę do „Grindr”, podobnie, jak zamiast pisać „wyszukaj frazę w ulubionej wyszukiwarce” mówi się „wyguglaj”. No i Scruff, Recon, Growlr mają jakąś tam niszę, Gayromeo i Grindr nie.

      Tak jak pisałem, nie do końca uważam, że chodzi o efekt wylaszczenia, raczej o podejście „w każdej chwili może się nawinąć ktoś jeszcze piękniejszy” oraz efekt metamfetaminy. Czy o tym pisałem? *sprawdza* Troszkę. Nie wiem tego, dzięki Bogom, z doświadczenia, ale opowiadano mi o sytuacji, kiedy grupa facetów spędza 48 godzin wyłącznie na polowaniu na mięsko i braniu narkotyków. Po czym nagle odkrywają, że niczego nie upolowali, zużyli cały meth i nie zrobili NIC więcej. Możliwe, że trafiam na więcej takich osób, tylko nie wszystkie się chwalą. Niestety meth jest w Amsterdamie bardzo popularny. U mnie w domu nie jest. 😛

      „Właśnie zaczynam jeść zupę” chyba sobie zapiszę do wykorzystania na ostatnich chamach 😀 Ale „jestem bardzo niepewny siebie” bym docenił, bo uczciwe.

      A co do Libańczyków, ja mam tak z Kolumbijczykami. Oczywiście pewnie nie wszyscy, ale oni mają takie piękne oczy, a to jest coś, co mnie bardzo pociąga… Życzę miłej podróży do Brukseli, napisz w wątku jak poszło, jeśli będziesz miał ochotę 🙂

      Pozdrawiam!