„I co, nagle mu tak odbiło?”

Potrzebowałem piętnastu sekund od przeczytania newsa o „szalonym kierowcy”, który 19 lipca wjechał samochodem na sopocki deptak i zaczął polować na ludzi, żeby się przestraszyć. Nie o kierowcę, czy jego ofiary, bo czytałem dzień później, kiedy wszystko było dawno pozamiatane i moje obawy byłyby nader mało pożyteczne. O sposób postrzegania przez generała publicznego, a w szczególności Polaków, osób chorych psychicznie.

Modląc się po cichu do swych bogów oczekiwałem na werdykt, jaką chorobą tłumaczyć się będzie Michał L. i jego prawnik. Nazwy choroby nie podano, na podstawie mało dokładnych danych gazeta.pl obstawia schizofrenię. Opis prawniczki L. brzmi tak:

Mój klient cierpi na jedną z cięższych chorób o charakterze psychicznym, na którą składa się grupa zaburzeń i urojeń, przez co traci się kontakt z rzeczywistością. W trakcie popełniania czynu prawdopodobnie był przekonany, że jego myślami kieruje siła wyższa i musi postępować zgodnie z jej wolą.

No więęęęc może to była schizofrenia, a może to była dwubiegunówka w fazie manii, a może paprotka doniczkowa, w odróżnieniu od Katarzyny Włodkowskiej z portalu gazeta.pl nie jestem psychiatrą i nie podjąłbym się orzekać na podstawie dwóch zdań wypowiedzianych przez prawniczkę, która po pierwsze mogła sama nie do końca zrozumieć o co chodzi, a po drugie nie jest w jej interesie ujawnianie wszystkich danych, a zwłaszcza tych mogących Michałowi L. zaszkodzić. Ale w ogóle nie o to chodzi. Chodzi o komentarze czytelników, do których chciałbym się odnieść — rzecz jasna nie do tych z cyklu „mamusia sędzia” oraz „ujdzie gnojowi na sucho”, tylko do tych, które ujawniają brak informacji albo niezrozumienie natury rzeczy.

Skąd u niepoczytalnego prawo jazdy?

Niepoczytalność rozumiana jako termin prawniczy nie ma żadnego związku z prawem jazdy. Chociażby dlatego, że niepoczytalność może występować „w chwili zdarzenia”, a nie przez cały czas, a nie przydzielimy przecież każdemu choremu psychiatry-policjanta, badającego go na bieżąco i odbierającego, tudzież oddającego prawo jazdy.

Istnieją dwa powody, dla których chorzy psychicznie mogliby nie posiadać prawa jazdy, tymi powodami są: a) konkretne choroby oraz b) konkretne leki. Osobiście brałem lek o nazwie Seroquel, pod wpływem którego miałem w pierwszych tygodniach problemy z ustaniem na nogach. Zdecydowanie nie podjąłbym się prowadzenia samochodu, ba, wózka dziecięcego pod wpływem Seroquelu. Ale efekt uboczny, jakim jest przemożna senność z czasem maleje. Kiedy senność jest wystarczająco mało problematyczna, żeby pozwolić na prowadzenie? Niech odpowie na to każda zdrowa psychicznie osoba, która kiedyś nie dospała, po czym siadła za kółkiem i pojechała do pracy.

Czy choroba L. była sama w sobie przeciwwskazaniem do posiadania prawa jazdy? Odpowiedź brzmi: a skąd ja mam to wiedzieć? „Grupa zaburzeń i urojeń” mogła występować non-stop 24 godziny na dobę, a mogła się pojawiać raz w roku na dwie godziny. Co więcej, to mógł być pierwszy tego typu epizod, mimo wcześniejszej diagnozy L. Odbieranie prawa jazdy tylko dlatego, że ktoś mógłby kiedyś zrobić z nim coś głupiego oznacza właściwie nic innego, niż odebranie prawa jazdy wszystkim, bo każdy może teoretycznie nie dospać, wypić, wziąć dragi, zachorować psychicznie, etc. I proszę mi bez argumentu „ale ja nic takiego nie robię, a L. owszem!” bo on do tej pory też tego nie robił.

Wiele osób przekazywało sobie również internetowe, bardzo dobre CV Michała L., specjalisty od HR, oraz fragment nagrania z targów pracy, które w grudniu 2012 r. zamieszczono w portalu YouTube. „I co, nagle mu tak odbiło?” – ironizują komentujący.

Być może.

Wiem, że to dosyć enigmatyczna odpowiedź, ale niestety lepszej nie mam. Na podstawie swojej dwubiegunówki mogę powiedzieć, że manii da się nie zauważyć — przypominam, że chory ogląda sytuację poniekąd od środka. Jeśli mamy w domu telewizor, który wyświetla wyłącznie kolor zielony i nigdy nie wychodzimy na zewnątrz, łatwo ulec złudzeniu, że świat rzeczywiście składa się z odcieni zieleni i zignorować natrętne sygnały (np. pomarańczowy garnek w naszej kuchni) że jest inaczej.

Psychoza nie anonsuje się grzecznym pukaniem i zawiadomieniem „dzię dobry, psychoza jestem, będę panu od jutra od dwunastej psuć odbiór na łączach”. Czasami pojawia się powolutku, kroczek po kroczku zagarniając rzeczywistość prawdziwą i przekształcając ją w rzeczywistość alternatywną. Czasami można się obudzić i odkryć, że mamy w domu olbrzymie, mówiące pająki, za oknami czai się CIA, a winni wszystkiemu są ludzie na molo i trzeba ich zabić, aby Bóg wybaczył nam nasze grzechy. Jestem wielkim szczęściarzem: moje wizje są sympatyczne, nigdy nie zachęcały mnie do krzywdzenia siebie ani innych, poza tym nie posiadam samochodu. Odczytywanie stanu psychicznego według wpisów w CV pod względem skuteczności znajduje się zaraz za wróżeniem z fusów.

Cwaniacy potrafią znakomicie symulować chorobę psychiczną. Dopiero długotrwała obserwacja pozwala stwierdzić, chociaż i tak nie będzie to jednoznaczne, bo nie ma oparcia w badaniach i analizach fizykalnych. Ci biegli to jacyś geniusze.

Pozwolę sobie nieśmiało zwrócić uwagę na niezbity dowód, że Michał L. jest chory psychicznie: nie będąc pod wpływem narkotyków ani alkoholu wjechał samochodem na deptak i rozjeżdżał ludzi. Specjaliści od HR, będący w pełni zdrowia umysłowego tak się nie zachowują. Mógłbym sobie wyobrazić takie zachowanie w wypadku wyjątkowo, ale to wyjątkowo rozpuszczonego piętnastolatka, który założył się z kolegami. U Michała L. diagnozuję chorobę psychiczną (choć nie wiem jaką!) i nie muszę go nawet widzieć.

Przypominam też, że biegli uzyskali dostęp do historii choroby L. Zestawienie tych dwóch rzeczy nie powinno zająć zbyt wiele czasu — jeśli dotychczasowe leczenie było prowadzone i dokumentowane we właściwy sposób.

Jeżeli przyjmował leki i jego stan był dobry, ale mając świadomość (a to wynika z artykułu) swojej choroby odstawił samodzielnie, bez konsultacji z lekarzem leki, bo mu sie wydawało, że jest dobrze, to powinien odpowiadać jak osoba poczytalna. Ale tutaj potrzebna jest zmiana w prawie. W mojej ocenie, to świadome ryzyko, jakie podjął.

Tutaj komentator(ka) popełnia wyjątkowo rażący błąd logiczny, mianowicie zakłada, że osoba chora psychicznie jest zdrowa psychicznie.

Przede wszystkim sam fakt, że choremu wydaje się, że czuje się dobrze, nie oznacza, że jego stan rzeczywiście jest dobry. Chory może się upierać, że czuje się doskonale, bo głos Billa Gatesa w jego głowie mówi mu, żeby to powiedział lekarzom i rodzinie. Chory może być w stanie równowagi psychicznej, ale mieć całą plejadę efektów ubocznych — a zwracam uwagę, że efekty uboczne leków psychiatrycznych to np. wzrost wagi (u mnie 30 kg), depresja (paradoksalnie), problemy z widzeniem, trzęsące się ręce, spanie 16 godzin na dobę, brak snu, ciągła biegunka, ciągłe mdłości, impotencja, wzrost lub spadek ciśnienia, łysienie, problemy z koordynacją ruchową… Osobie, która gotowa jest tak prędko ferować wyroki polecam, żeby zaraziła się norowirusem, ubrała w grube palto po babci, ogoliła włosy, przestała spać przez kilka nocy, a potem udała się na przejażdżkę rollercoasterem, zobaczymy, czy dalej będzie taka chętna rozmawiać o odstawieniu leków bez konsultacji z lekarzem.

Problem, którego nie posiadam, ale znam wiele osób, które go ma to obawa, że do końca życia będziemy na lekach. Ja wiem na pewno, że do końca życia będę na lekach i w ogóle mi to nie przeszkadza, ale ja ogólnie jestem nietypowy. Bardziej — niestety — typową postawą jest odstawianie leków, gdy pacjent poczuje się dobrze, bo „przecież już nic mi nie jest i przestańcie mi wmawiać jakieś choroby”. Dotyczy to nie tylko osób chorych psychicznie, moja świętej pamięci babcia robiła tak z lekami na wątrobę. Jednak — dajmy na to — dwubiegunowiec w stanie hipomanii nie myśli racjonalnie i jego proces myślowy nie brzmi „co prawda powinienem brać leki, ale mi się nie chce, więc je odstawię”, tylko na przykład „nie muszę brać leków, syn Boga nie potrzebuje żadnych piguł”. Albo „nie zesłano mnie na Ziemię, żebym miał biegunkę”. Nie możemy założyć, że było to „świadome ryzyko”, bo nie możemy ustalić, jak bardzo było świadome.

Na koniec chciałbym dodać, że choroby psychiczne są bardzo złożonymi i trudnymi w leczeniu zaburzeniami. Dwóch chorych na to samo potrafi prezentować dwa niemal zupełnie różne zestawy objawów, zupełnie różnie reagować na leki i terapię, różnie reagować na stres, niedospanie, nawet dietę. Podążanie drogą „odbierajmy prawo jazdy wszystkim chorym psychicznie” pozostawmy może Związkowi Radzieckiemu. Czy wydarzeniom z 19 lipca można było zapobiec — tego nie wiem. Wiem, że dobrze byłoby skupić się na pomocy ofiarom tych wydarzeń — z których jedną, być może, jest sam Michał L.

Zdjęcie: Jurek Bartkowski. Disclaimer: autor tekstu nie jest psychiatrą, ani psychologiem.

  • Paweł

    Czyli mówisz, że ludzie znów wypowiadają się o czymś o czym nie mają pojęcia. U większości ludzi takie szczepienie języka to niestety normalka. Dobrze, że czasami odezwie się ktoś, kto się na tym zna.
    Srlsy. Redakcje powinny mieć zatrudnionych jakiś speców od nauk i to oni powinni pisać teksty zahaczające o medycynę i badania albo przynajmniej konsultować się z takimi.

  • i_am_keyser_soze

    W ogóle nie czytałem komentarzy dobrze wiedząc co tam znajdę. Nie chciałem też komentować pod tymi artykułami, mając ciągle świeżo w pamięci wszystkich chorych, z którymi z racji dawnej pracy się zetknąłem. Gdyby to wszystko było takie proste jak głupie paplanie w Internecie głupich ludzi.

  • Kamil

    Zgadzam się ze wszystkim oprócz tego, że zabicie kilkunastu osób to jakiś dowód choroby psychicznej. Miliony osób popełniały na przestrzeni dziejów gorsze zbrodnie będąc w pełni władz umysłowych – w naszej kulturze i współcześnie też.

    • Ray Grant

      Ale miały jakiś powód. L. jak na razie nie wydaje się mieć żadnego motywu oprócz tego wpisu na Facebooku, „sin to clean”, co w głowie chorego psychicznie może oznaczać cokolwiek.

    • Te zdrowe psychicznie (też kontrowersyjne twierdzenie – czy aby na pewno byli zdrowi psychicznie?) osoby zrobiły to wyraźnie po coś. Głównie dla rzeczy, których chcą osoby zdrowe psychicznie – pieniędzy, władzy, zemsty… Osoby które dostały dożywocie lub zostały ukatrupione w majestacie prawa za swoje dokonania nie zawsze też były zdrowe psychicznie, raczej śmiem twierdzić, że po prostu nikt nie udowodnił że zdrowe nie były (ew. wszyscy mieli to w d…).
      W ogóle „zdrowie psychiczne” to śliski stan, ale większość definicji zakłada, że większość populacji jest zdrowa. Większość populacji (na szczęście) nie popełnia zbrodni mniejszych lub większych, chyba że z głupoty.

  • pan_bomba

    Moim zdaniem w przypadku przestępstw przeciwko zdrowiu i życiu niepoczytalność nie powinna uniemożliwiać ukarania osoby popełniającej dany czyn. Jeśli chory nie jest ubezwłasnowolniony, to nie widzę powodu, żeby nie odpowiadał za takie czyny, bez względu na to jakie głosy kazały mu je popełnić. W ramach kompromisu leczenie w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym można uznać za odbywanie kary (ale jeśli ktoś dostaje 10 lat, z czego 5 spędza na leczeniu w zakładzie zamkniętym, to pozostałe 5 powinien przesiedzieć w więzieniu).

    • Ray Grant

      To jest tak naprawdę pytanie o celowość istnienia systemu penitencjarnego. Jednym ekstremum jest podejście resocjalizacyjne, zakładające, że przestępcę da się oduczyć popełniania przestępstw. To podejście w ogóle nie ma zastosowania do osoby niepoczytalnej, ponieważ wyprowadzenie jej „na prostą” polega zupełnie na czym innym, niż w przypadku zdrowego psychicznie przestępcy. Drugim jest zemsta — „niech kibluje”. W takim przypadku oczywiście należy ferować surowe wyroki i odrzucać wskazania do amnestii.

      Nawiasem mówiąc, nie zakładałbym się, że L. krócej będzie siedzieć w szpitalu, niż siedziałby w więzieniu.

      • Gronkowiec

        Nawet przy podejściu „zemstowym” ciężko domagać się surowego karania osoby niepoczytalnej, bo nadal ciężko uznać że jest jakaś „wina” za która można ukarać, jeśli rzekomy winowajca nie był w stanie dokonać wyboru ani kontrolować swoich czynów.

        • pan_bomba

          Nieprawda, mi na przykład bardzo łatwo domagać się surowego karania za poważne przestępstwa osoby niepoczytalnej, nawet jeśli nie była w stanie kontrolować swoich czynów (w ramach kompromisu mogę się zgodzić na wyjątki, typu osoby ubezwłasnowolnione). W ogóle pojęcie „kontrolowania swoich czynów” jest przecież bardzo nieostre i de facto w takich sytuacjach wyrok wydają biegli badający oskarżonego, a nie sąd.

  • Tomasz

    Jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że za każdym razem kiedy jadę samochodem i mijam inny samochód jadący z przeciwka ryzykuję życiem. Zdałem sobie sprawę jak wielkie zaufanie pokładam w tym drugim kierowcy, który może przecież mieć różne zamiary, różny nastrój, stan depresji czy po prostu promile albo niesprawny samochód. Parę centymetrów i zderzenie.

    Dlatego z nadzieją patrzę na postępy techniki a szczególnie na możliwość wprowadzenia na większą skalę samochodów bez kierowcy. Uważam, że w przyszłości powinno dojść do wyeliminowania człowieka jako samodzielnego kierowcy i zastąpienia go techniką. Dzięki temu nawet osoba niewidoma mogłaby wsiąść do własnego samochodu i polecić mu dotarcie do wyznaczonego celu. Osoby chore psychicznie, samobójcy a nawet terroryści przestaliby stanowić zagrożenie. Samochód stałby się także idealnym środkiem lokomocji dla osób nietrzeźwych.

    A wracając do omawianego przypadku. Osoba chora psychicznie nie pójdzie prawdopodobnie do więzienia. Czy można jednak ukarać ją odebraniem prawa jazdy? Ten chory udowodnił, że może stanowić zagrożenie jako kierowca.

    • Ray Grant

      Samochody bez kierowcy to fajny pomysł, dopóki nie dobierze się do nich haxxor Wania i w jednym wypadku nie zginie nagle pół miliona ludzi. To jest jedyne, czego się obawiam.

      Co do odebrania prawa jazdy: nie wiem, co odpowiedzieć. Na pewno dopóki L. znajduje się w ośrodku zamkniętym, nie ma się czym martwić. Później, istotnie, spodziewam się odebrania prawa jazdy, ale to zależy poniekąd od tego, co w tym ośrodku zostanie stwierdzone. Jeśli L. był leczony we wzorowy sposób, ale sam z siebie odstawiał leki, zapewne straci prawo jazdy, a możliwe, że już z tego ośrodka nie wyjdzie. Jeśli jednak wina leży po stronie niekompetentnych psychiatrów i da się to udowodnić, ta sprawa ma szansę zakończyć się w zupełnie niespodziewany sposób i nie dlatego, że mama L. jest sędziną.

  • Tomasz

    Pewnie jestem idealistą ale uważam, że osób uznanych za chore psychicznie nie powinny być karane.

    Zamiast tego należy zastosować środki zapobiegawcze. Naturalnie nie można zakładać, że każdy jest potencjalnie chory ale wystąpienie u kogoś takiego precedensu jak opisany jest wystarczające aby obawiać się w przyszłości podobnych. Nawet przy terapii uważanej za skuteczną. Przecież każdy chory jest inny a ludzki mózg ma jeszcze wiele tajemnic. Dlatego jestem za odebraniem takiej osobie uprawnień do kierowania samochodem. Nie powinna także dostać się do armii ani mieć dostępu do broni.

    Jeśli chodzi o karanie, moim zdaniem jest ono wyrazem naszej bezsilności i słabości. Jest to wyraz naszej małostkowej mściwości, braku wiary w ludzi i braku umiejętności przebaczania i resocjalizowania. Według mnie przyszłość należy do innego podejścia, opartego na prawdziwej resocjalizacji liczonej nie w latach spędzonych w złym towarzystwie ale w podniesieniu społecznej wartości jednostki.

    • pan_bomba

      Nie sądzę, żeby brak prawa jazdy powstrzymał kogoś, komu głosy w głowie każą rozjeżdżać ludzi, przed dokonaniem takiego czynu. A przecież nie zabronimy chorym psychicznie posiadania samochodów/noży/czegokolwiek co można użyć jako broni.

  • Chcę się tylko przywitać i powiedzieć,że to świetny blog!:)Trafiłam tu wczoraj przypadkiem i utknęłam na kilka godzin:)Świetna robota:))))Pozdrawiam serdecznie:)

  • haael

    O, ciekawy blog. Mimo że – autorze – Ty i ja stoimy po przeciwnych stronach światopoglądowej barykady, to jestem Ci wdzięczny za przybliżenie tematu ChAD. Sam się z tym borykałem przez 14 lat, chociaż u mnie diagnoza mówiła tylko o depresji (ale wiem, że to była dwubiegunówka). Na szczęście mam to już za sobą, prowadzę najzupełniej normalne życie a po depresji zostało mi tylko tyle, że rozumiem, co czują ludzie na nią cierpiący. Co nie znaczy, że jestem całkowicie normalny – dalej mam pełno psychicznych zaburzeń, których łacińskich nazw nie jestem w stanie spamiętać. Po prostu nie mam już depresji.

    A co do meritum posta – nie chodzi tu o samo prawo łaski dla psychicznie chorych, tylko o jego wybiórcze stosowanie. Mianowicie na przywilej uznania za wariata mają szansę tylko przedstawiciele opcji politycznych akceptowanych przez władzę. Za plany wysadzenia Sejmu nikt nie postawi diagnozy „jednorazowo niepoczytalny”.

    Tu nie o samo prawo chodzi a o to, że jest ono tylko dla niektórych.

    Pozdrawiam autora.

  • Pingback: O pilocie Germanwings i ChAD | miloscpo30.net()