Im więcej patologii, tym więcej serków wiejskich

Wróciłem właśnie z Warszawy, gdzie dokonano na mnie kolejnego zabiegu tatuowania, tak więc czuję się ekspertem w dziedzinie, o której pisze mądrze i uczenie pan Łukasz Bogucki, zapewne już magister.

Łukasz Bogucki, w ramach pracy magisterskiej pod naukową opieką dr. Jana Pietraszki, postanowił zbadać związek pomiędzy tatuażem (jako hipotetyczną formą autodestrukcji pośredniej) a płcią psychologiczną (która może odpowiadać za stopnień przystosowania jednostki do życia w społeczeństwie). Do badania zaprosił młode osoby w wieku 19-24 lata ze średnim wykształceniem.

O, to ciekawe, znaczy związek między tatuażami a genderem, tak? To brzmi bardzo ciekawie, chociaż w ogóle nie widzę związku, ale od tego mamy magistra Boguckiego, żeby nam go wykazał. No to czekam.

Przeprowadzone przez niego badanie pokazuje, że im więcej tatuaży posiada młoda osoba, tym większe jest zagrożenie, że będzie ona przejawiała patologiczne, autodestrukcyjne i ryzykowne dla siebie zachowania. Wśród badanych osób, które nie posiadały tatuażu, takie zachowania przejawiało 13 proc. respondentów, w grupie osób z jednym tatuażem 22 proc. badanych, natomiast w grupie z przynajmniej dwoma tatuażami był to już co trzeci ankietowany.

Hę? Patologiczne zachowania genderowe? Czy chodzi o fioletowe sukienki, śmieszne kapelutki i laskę zawsze w dłoni? A nie, to biskup. Ryzykowne dla siebie zachowania genderowe? W Polsce to proste, wystarczy się ubrać w spodnie nie tego koloru, albo wziąć za rękę tej samej płci, ale czy na pewno to ma na myśli magister Bogucki?

Osoby, które posiadają przynajmniej jeden tatuaż, najczęściej lekkomyślnie prowadzą samochód (90 proc. respondentów),

Czy pan magister do próby wziął sobie wyłącznie posiadaczy prawa jazdy, czy też w Polsce prawo jazdy posiada powyżej 90% osób w wieku 18-24? Bo za moich czasów tak nie było, ale może coś się zmieniło.

nadużywają alkoholu (74 proc.), ignorują zalecenia lekarskie (68 proc.), wchodzą w związki emocjonalnie zaburzające (58 proc.), rozdrapują własne ciało (55 proc.)

ROZDRAPUJĄ WŁASNE CIAŁO

*cue in temat z Egzorcysty*

Uuuwaaażaaaj… tatuaż zmusi cię, abyś rozdraaapaaaał swe ciaaałoooo… I JE ZJADŁ…

lub posiadają wielu partnerów seksualnych bądź angażują się w ryzykowne zachowania seksualne (48 proc.).

Jak wiemy, posiadanie wielu partnerów seksualnych i angażowanie się w ryzykowne zachowania seksualne to jest do tego stopnia to samo, że można wrzucić w jedną szufladkę. (Swoją drogą, ilu partnerów to jest „wielu” i które zachowania są „ryzykowne”?) A może ja dodam od siebie hipotezę roboczą, że osoby posiadające tatuaże po prostu są bardziej atrakcyjne i dlatego mają więcej partnerów? Analyze this, Sigmund Freud.

Powodem i motywacją do wykonania tatuażu okazała się przede wszystkim chęć bycia dostrzeżonym przez otoczenie, którą deklarował prawie co drugi badany. W dalszej kolejności były to: likwidacja nieprzyjemnego uczucia zniekształcenia i zdeformowania własnego ciała, ulga, pustka, poczucie pewności siebie, uczucie panowania nad własnym ciałem czy rozładowanie wewnętrznego napięcia.

No to ja się tutaj znowu okażę nietypowy, ponieważ pierwszy tatuaż zapodałem sobie w wieku lat 22, czyli będąc w próbie pana magistra, o ile pamiętam przed skończeniem studiów, więc też się zgadza, a powodem i motywacją była chęć posiadania tatuażu, bo tatuaże są fajne. Miałem go na ramieniu i zakrywałem koszulką, żeby mama nie zauważyła, więc chęć bycia dostrzeżonym to tak średnio. Na temat zdeformowania własnego ciała nie będę się wypowiadać, ale zaczynam się zastanawiać, czy pan magister wzorem Paula Camerona próbkę losową wziął sobie np. z zakładu dla osób z zaburzeniami osobowości.

– U osób z tatuażami nie można wykluczyć istnienia innych form motywacji, w tym również tendencji autodestrukcyjnych. Tatuaż, a szczególnie większa ich liczba, może być też istotnym sygnałem dla terapeutów, aby baczniej przyjrzeć się swojemu pacjentowi z perspektywy podejmowania zachowań autodestrukcyjnych, które mogły, aczkolwiek nie musiały wystąpić – mówi autor badania.

Skrót: „Ble ble”. U żadnych osób nie można wykluczyć istnienia innych form motywacji, w tym również tendencji autodestrukcyjnych. NO I GDZIE TEN GENDER JA CHCĘ GENDER

– Ważne wydaje się również to, aby terapeuta zapytał się o powód zrobienia sobie tatuażu, o znaczenie jakie ma on dla pacjenta. Takie niewerbalne sygnały zawarte w wyglądzie człowieka mogą okazać się bardzo ważne dla postępów terapii, lepszego wzajemnego zrozumienia i trafnej diagnozy – tłumaczy Łukasz Bogucki.

A bardzo proszę, nikt mnie nie pytał, ale powiem. Mam tatuaże, bo tatuaże są fajne, a dodatkowo ich robienie jest uzależniające — hormony, wydzielające się podczas tatuowania, są podobne do tych, które wydzielają się podczas dobrego S/M, jedno i drugie bardzo lubię (tu pan Bogucki robi minę i zaczyna sobie coś zapisywać), tylko po zrobieniu tatuażu mam dodatkowo ładną pamiątkę. Mój artysta jest fajnym facetem, pracuje na mnie już od ponad 10 lat, różnimy się prawie wszystkim, w szczególności poglądami politycznymi, ale dogadujemy się bardzo dobrze.

Ze znaczeniem mam parę tatuaży. Jeden to data zmiany nazwiska, co było dla mnie bardzo ważnym krokiem życiowym. Drugi to ten najnowszy — słowo „BLACKSMITH” i masa płomieni. Ogień w ogóle uwielbiam i połowa moich tatuaży jest raczej ognista. A trzeci to młot Thora, który sam zaprojektowałem, artysta — Robert — jeszcze upiększył i powody są religijne. Analyze that, Sigmund Freud. GDZIE MÓJ GENDER CHCĘ GENDERU

Badanie pozwoliło także ustalić, jakie płcie psychologiczne są najbardziej podatne na robienie tatuaży. Okazało się, że tatuaży nie posiadają wcale albo posiadają ich bardzo mało w szczególności osoby określane jako androgyniczne, czyli takie, które posiadają zarówno cechy kulturowo uznane za męskie, jak i żeńskie.

O! Jest gender!

Podobny wynik osiągnęły osoby psychologicznie określone płciowo, które posiadają cechy odpowiadające ich płci biologicznej. Najwięcej tatuaży natomiast posiadają osoby płciowo nieokreślone, które nie przejawiają jednoznacznie ani cech męskich, ani żeńskich oraz osoby stypizowane na krzyż, które określane są jako męskie kobiety oraz kobiecy mężczyźni.

No i tu jest zonk, bo ja nie rozumiem, czym się różni osoba androgyniczna od osoby stypizowanej na krzyż. O ile w przypadku lesbijek rozumiem, że chodzi o tomboy vs butch (chociaż tylko zgaduję) o tyle w przypadku wszystkich pozostałych już nie wiem. Michael Jackson vs Jarosław Kaczyński? (poważnie się pytam) No i co to jest osoba płciowo nieokreślona, nie przejawiająca jednoznacznie ani cech męskich, ani żeńskich? Jak można nie przejawiać ani cech męskich, ani żeńskich? Ani nie mieć biustu, ani mieć? Ani nie nosić spodni, ani nosić? Papież Franciszek, czy co? Jeśli ktoś mi to może wytłumaczyć w komentarzach, to poproszę.

– Praca wpisuje się w nurt dyskusji nad psychologiczną oceną skłonności młodych ludzi do ozdabiania swego ciała tatuażami. Nie brak w owej dyskusji opinii podkreślających, że tatuowanie się to zazwyczaj swoista forma autoekspresji, cechująca osoby korzystające z prawa do decydowania o własnym wyglądzie i do wolnego od emocjonalnych napięć komunikowania innym swojego społecznego statusu oraz swojej indywidualnej tożsamości – mówi dr Jan Pietraszko, psycholog SWPS Wrocław.

Odnotowuję gwałtowny wzrost poziomu wypowiedzi, co mnie odrobinę uspokaja w temacie poziomu SWPS Wrocław, jednocześnie jednak wypowiedź nie wydaje się mieć żadnego związku z patologicznym prowadzeniem samochodów i rozdrapywaniem własnego ciała. Może dr Pietraszko tej pracy jeszcze nie czytał?

– Wyniki uzyskane w tej pracy dostarczają jednak poparcia stanowisku przeciwnemu, wedle którego tatuowanie się może być sygnałem nieprzystosowania jednostki i wyrazem jej ogólniejszych skłonności autodestrukcyjnych. Niebezpieczeństwo to dotyczyć może osób doświadczających problemu tożsamościowego w sferze własnej płci psychologicznej – tłumaczy dr Pietraszko.

Ach. Jednak czytał. Panie doktorze — Wrocław nie jest może metropolią — ale zapewniam, że w Warszawie, nie mówiąc o Amsterdamie, tatuaże ma już prawie każdy. Większe, mniejsze, ładne, nieładne (chociaż to oczywiście subiektywne), ale jeśli 90% posiadaczy tatuaży w Warszawie ryzykownie prowadzi samochód, to ja więcej się tam nie wybieram, a co więcej dziwię się, że ktokolwiek jeszcze przeżył.

– Na wyniki badania zwrócić uwagę powinni w szczególności rodzice, których dzieci komunikują zamiar wykonania stałego rysunku na własnym ciele. Myślę, że powinna im zapalić się wtedy lampka alarmowa – konkluduje Łukasz Bogucki.

Ja myślę, że lampka alarmowa powinna się zapalić recenzentom tak wybitnej pracy magisterskiej. Ja oczywiście odnoszę się do artykułu, niemniej jednak zakładam, że autor owego nie pozmieniał liczb, nie dopisał cytatów wyssanych z palca, a skoro zarówno autor, jak i promotor wypowiadają się obszernie, zakładam również, że miejsce miała autoryzacja tekstu.

Może warto zrobić badanie na temat psychologicznej oceny osób, które NIE chcą sobie zrobić tatuażu? Na podstawie riserczu ziemkiewiczowskiego obstawiam, że są niepewne swojej płci biologicznej, przepełnione niesłusznymi obawami i mają obniżoną odporność na ból, co skutkuje problemami natury dentystycznej, Analyze this, Sigmund Freud.

Zdjęcie: tattooku.info/mike-tyson-tattoo

  • Karolina

    Osoba stypizowana na krzyż made my day. Natomiast o rozdrapywaniu ciała to już gdzieś pisałam, ale ja to robiłam jeszcze ZANIM miałam tatuaż! Aaaa, i może dlatego odczuwałam kompulsję uzewnętrznienia moich tendencji autodestrukcyjnych poprzez wykonanie stałego rysunku na ciele? Powiem mamie, żeby zapaliła lampkę alarmową…

    • Aachenac

      <3 #lampka_alarmowa

  • Ija Ijewna

    Myślę, że dobrą kontynuacją tak świetnej magisterki byłby doktorat (ach, rozpędźmy się, czemuż i nie habka?) o nietrwałych formach modyfikacji ciała jako wyznacznikach dysfunkcji społecznych.
    No bo jakże to, tatuaże są wyrazem autodestrukcji a kreska na oku nie? I to jeszcze, podkreślam, wodoodporna? A pomadka, ja się pytam? A, gasp, podkład? Czy szanowny magister wie, że 80% kobiet używających podkładu przynajmniej raz w życiu wyciskało wągry? To nie dość, że autodestrukcja, ale również próba jej zamaskowania, czyli perfidia z perwersją.
    Mogę dostojnemu magistrowi napisać parę rozdziałów tego doktoratu. Nawet grzęder będzie.

    • Ray Grant

      Właściwie, jak zwróciła słusznie uwagę Karolina, ja też rozdrapuję ciało, często przez sen. Kiedy mnie ugryzie komar.

    • Aachenac

      …do tego dochodzi i ubior (spelnia wymogi definicji nietrwalej modyfikacji…), takze ten. Grzender wszedzie.

  • Jerzy co nie wierzy

    No rzeczywiście, SWPS to taki poziom że drżyjcie Harvardy. Choć z drugiej strony to słowo przewrotnie oddaje stan tej uczelni. Poziom.
    Co do recenzentów – lampka im się nie zapaliła i czytali po ciemku najwyraźniej.
    Człowiek odkrył że w grupie wiekowej podwyższonego ryzyka wypadków samochodowych jest, uwaga, wyższe ryzyko wypadków. I tatuaż mieli. Wnioski nasuwają się przecież od razu 😉

  • mat

    na wszelkich kierunkach społęcznych przez pierwsze 2 lata powinien być przedmiot: korelacja to nie związek przyczynowo-skutkowy, tak po godzinie dziennie.

  • Serio ktoś bierze pod uwagę wyniki tak opisanej pracy magisterskiej na poważnie? Przecież w większości przypadków badania do prac zaliczeniowych wyglądają w ten sposób, że bierze się swoich znajomych ze studiów i przepytuje się ich pod kątem odpowiedniej tematyki. Studenci socjologii i psychologii zawsze są chętni do odpowiedzi bo liczą, że się im odwdzięczysz bo sami cały czas kogoś poszukują do wywiadów. No i odpowiadają ładnie i umieją się dostosować. Powiedzą ci dokładnie to co chcesz. Na życzenie ponury maczo-metalowiec może stać się androgynicznym emo-hipsterem z różowymi czaszkami na klacie. Badacz nasz pan. Po opisie próby (ile zresztą osób pan magister przebadał to już nie podano) można przypuszczać, ze badał swoich znajomych ze studiów. No i czy były to badania jakościowe (nie uogólnia się ich na populacje!) czy ilościowe (jak takie coś zbadać ilościowo?).

    • Ray Grant

      O proszę, ja na to nie zwróciłem uwagi, ale oczywiście, że masz rację z opisem próby. Ciekawe, ilu tych znajomych było, 15 osób z grupy? Przysięgam, że moja magisterka była bardziej wyrafinowana…

      • u nas (socjologia) na tzw. projekcie licencjackim trzeba było zrobić albo 10 wywiadów albo przynajmniej 100 ankiet. Ale to był licencjat i gdyby ktoś na podstawie tych kilku wywiadów chciał uogólniać na populacje to by nie został dopuszczony do obrony. No i brakuje informacji na temat tego jaki był dobór próby. Przypuszczam, że celowy albo kuli śnieżnej czyli, że gość przebadał grupę znajomych przynależących do tej samej subkultury.

  • Ten dowcip ma jeszcze kilka podtekstów akademickich.

    a) SWPS Wrocław ma najwyższą kategorię w rządowej klasyfikacji nauk społecznych. UJ, UW, PAN – większość polskiej socjologii czy psychologii lokuje się niżej (z małymi wyjątkami).

    b) To jest uczelnia-pieszczoszek Piotra Volkela, zbawcy polskiego biznesu, który aktualnie doradza prez. Komorowskiemu w zakresie edukacji.

    c) SWPS Wrocław ma ponadnormalne odsetki sukcesów w ssaniu grantów.

    Więc to nie jest magisterium znikąd. To wzór prywatnej nauki na elitarnej uczelni, która ma być dla nas wzorem.

  • i_am_keyser_soze

    Nie wiem, ale mi się zdawało że większość z tego to są dość powszechne zachowania młodzieży w przedziale wiekowym 18-24 z tatuażem czy bez.. Potem się z tego wyrasta. Szkoda że ich jeszcze o Korwina nie pytał, to by był pełny zestaw „młodzieżowych zachowań autodestrukcyjnych”.

    • Ray Grant

      Na Bogów, gdyby się okazało, że 90% wytatuowanych głosuje na Korwina…

  • Ewa

    A to, że rozdrapuje skórki wokół paznokci, to jest nieświadome dążenie do autodestrukcji? Zresztą rozdrapuje wszelkie nierówności na ciele… To chyba to samo… Ino bardziej podświadome, bo zwyklem bardzo zamyślona kiedy tę czynność wykonuję i zupełnie to do mnie nie dociera.

    Stypizowany na krzyż, to taki co go pan Łukasz na pierwszy rzuta oka, drugi zresztą też, sklasyfikować nijak nie może. Jego słownik powiedziałby, że to mądrze brzmiące określenie słowa „to”. Ech…

    Tauaży jeszcze nie mam, ale muszę zapytać moją drogą matkę co sądzi, bo ostatnio gdy usłyszała o moim zamiarze skwitowała z oburzeniem (przepraszam za słownictwo): „Oipiałaś?!” Myślenie ma bardzo skrajne, mogłaby być z tego niezła notka 🙂

    Ray… Jak wybrałeś miejsce na pierwszy tatuaż? Zawsze wiedziałeś, że „tu” czy zależało to od swobodnej możliwości ukrycia? 🙂

  • W tym streszczeniu gazetowym nie ma najwazniejszej informacji a mianowicie:
    jak duza byla badana proba i JAK zostala ona dobrana. Błąd w tymze dyskwalifikuje cala prace. No przynajmniej jesli maja byc to jakiekolwiek wiarygodne i sensowne badania, a nie przepytanie paru kumpli co akurat mieli godzine i nad piwkiem cos sobie tam pobrzdąkali.

    Poza tym bardzo bym chciala zobaczyc liste pytan zadawanym osobom badanym. Oraz, w jaki sposob determinowano płeć psychologiczną? Bo tak jakos wydaje mi sie, ze w/g „standardowych” ankiet polskich to wyszloby mi, ze jestem kangurem.

    No i co to sa te osoby „stypizowane na krzyz” ? Ja co prawda magistra z filozofii i socjologii mam, ale nigdy sie ehm… z takim okresleniem nie spotkalam…(czyzbym juz za stara byla?)

    I jeszcze ciekawi mnie jak autor zaliczal tzw. permanent makeup – ktory w koncu, bylo nie bylo, jest niczym innym niz tatuazem, tyle ze robionym w strategicznych miejscach (wargi, powieki).

    • Ray Grant

      Dokładnie tak — dobór próby jest najważniejszy. Chyba, że założymy, że magisterka to takie coś, co ma udowodnić, że kandydat w zasadzie wie, jak się prowadzi badania, tylko w tej chwili sobie tym nie zawraca głowy, bo nie za pieniądze to się nie opłaca. Wtedy oczywiście może sobie dobierać próbę wśród kumpli, byle to napisał w pracy, a czepiać się należy autora artykułu, który uogólnia na wszystkich, oraz promotora, który tego nie precyzuje w swoim cytacie.

      Może osoby stypizowane na krzyż to są wyborcy PiS? To by wiele tłumaczyło.

  • Aachenac

    Muza z Egzorcysty: Moj pierwszy zachlyst. „Tubular bells” by Mike Oldfield.

  • Tak bardzo dygresyjnie, ale gwoli wyjaśnienia: ta krzyżowość i androgyniczność jest wzięta z teorii Sandry Bem, która jest akurat, w przeciwieństwie do tej magisterki, generalnie dość sensowna i jak na czasy, w których powstawała naprawdę ciekawa. Bem jako pierwsza badaczka założyła, że męskość i kobiecość nie są dwoma przeciwnymi biegunami tej samej osi, ale dwiema różnymi osiami. Każda osoba badana może osiągnąć wysoki/niski/średni wynik na obu tych osiach, bo nie są one od siebie zależne, tak więc, w uproszczeniu, można być jednocześnie „bardzo kobiecym/ą” i „bardzo męską/im” i odwrotnie. Osoby androgyniczne mają wysokie wyniki na obu skalach, nieokreślone płciowo niskie na obu skalach, „skrzyżowane” (mam wrażenie, że to się jakoś sensowniej nazywało, ale nie pamiętam teraz jak) mają wysoki wynik na skali niezgodnej z płcią fenotypową i niski na skali zgodnej z płcią fenotypową. A najważniejsze jest w tym założenie podkreślane przez Bem, że te skale mierzą wyłącznie natężenie cech, które są uważane za męskie bądź kobiece w danym społeczeństwie , bo kobiecość i męskość to społeczne konstrukty. Ja wiem, że to nie brzmi jakoś przełomowo, ale Bem tę skalę opublikowała w 1974, czyli Judith Butler kończyła 18 lat, a poseł Żalek najpewniej sikał właśnie w pieluchę.

    Jakby ktoś chciał więcej poczytać, to tutaj Wiki http://en.wikipedia.org/wiki/Bem_Sex-Role_Inventory, a tu sobie można nawet poodpowiadać na oryginalne pytania (jak tam ktoś ładnie napisał, głównie to one pokazują, jak się z biegiem lat zmieniają stereotypy płciowe) http://garote.bdmonkeys.net/bsri.html 🙂

    • Ray Grant

      Tak opisane 1) ma to sens, 2) podoba mi się o wiele bardziej. Czy ta skala już się po 1981 nie rozwijała? Dobrze widzę w tej wiki?

    • Ray Grant

      LOL: you scored 65.833 out of 100 masculine points, 63.333 out of 100 feminine points and 58.333 out of androgynous (neutral) points.

      CO ROBIĆ JAK ŻYĆ PANIE MAGISTRZE CZY TO WINA TATUAŻY

  • Oj, a ja taki bez tatuaża… I nie czuję potrzeby posiadania takiegoż… No nic, może kiedyś i o takich zrobią badania 😉
    Zaraz! A może sam takie zrobię. Na sobie samym i uogólnię do wszystkich! Ha! Idę na studia! 😉

  • Jak to mawiają w filmie Polańskiego „Daj spokój to magisterka”
    A co powiesz na habilitację, której autor napisał
    „”Muzyka typu house, heavy-metal, techno zaburzają rozwój aparatu rozrodczego u dziewcząt, czynność menstruacyjną rytmów biologicznych i prowadzi, to do: niepłodności, trudności z utrzymaniem ciąży, chorób somatycznych i skłonności do dysfunkcji psychicznych.””
    Tak zgadłeś, autor jest absolwentem Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej KUL, ale habilitację chciał zrobić gdzie indziej. Teraz będzie strasznie „dr Adamski jest biegłym sądowym z zakresu psychologii” więcej takich cudów u Anuszki
    http://mlodyfizyk.blox.pl/2013/03/Nieudana-habilitacja-z-psychologii-kwantowej.html

  • @Ray: BSRI, czyli test autorstwa Bem nie ma chyba „współczesnej wersji”, choć mogą istnieć inne testy oparte na jej teorii. Polska wersja – Inwentarz do Oceny Płci Psychologicznej, którego najpewniej używał też pan Bogucki – został stworzony w 1992, więc niby lepiej, ale chyba nie aż tak.

  • A ja od dłuższego czasu już planuję jakiś tatuaż albo nawet da:)

    Ale mam kilka dylematów:

    – nie mam konkretnego pomysłu na razie
    -wszyscy teraz mają tatuaże (a ja nie lubię być w większości)
    no i w ogóle tatuaż po 30-tce?

    No nie wiem, ale mnie kusi w sumie…

    • i_am_keyser_soze

      Znałem kolesia który zaczął się tatuować po 30, bo chociaż miał ochotę wcześniej to nie stać go było na dobrych fachmanów a byle czego nie chciał. Nigdy nie żałował, bo jak twierdził miał czas by przemyśleć czy naprawdę mu zależy i co tak naprawdę chce utrwalić a 30 lat na karku daje odpowiedni dystans.

  • Gronkowiec

    Jak tylko zaczęło byc o dżenderze to się pogubiłem (albo pan mgr odleciał), ale cieszę się że są jeszcze naukowcy którzy zajmują się poważnymi badaniami, a nie tracą czas w laboratorium jak ja próbując rozgryźć co się dzieje pod mikroskopem (gdzie, podpowiem, nie ma dżendera – ale za to są tatuaże, a przynajmniej jeden zajebisty u kolegi z labu który ma wielgachną bakterię na ramieniu).

    BTW: nieco rozczarowuje brak materiału ilustracyjnego w postaci nowego tatuażu. Jak się zagoi, to zdecydowanie należy wrzucić na bloga ku uciesze tłumu (lub przynajmniej mojej, pliiiiz!)

  • Czyli kobieta tatuująca sobie imię córki to też z nienawiści do swojego ciała? nie lubię takich tekstów, skąd się biorą Ci ludzie? i on w to wierzy, czy chodzi tylko o to, żeby zwrócić na siebie uwagę?
    chociaż z drugiej strony zaciskam dłonie gdy się stresuję, to liczy się za samookaleczanie? 😀
    no nic, koniec ironii 🙂
    uwielbiam Twojego bloga 🙂

  • MalagaAga

    O dżizas, ja zrobiłam sobie pierwszy tatuaż na 40-te urodziny, aż boje sie mysleć jakie wnioski mógłby wyciągnąć szanowny pan „magister” Bogucki