Jak być z dwubiegunowcem

Korzystając z faktu, iż Nina Wum zrobiła ze mną wywiad dla Onetu, napiszę notkę, która chodzi mi po głowie (jak weszka…) od dłuższego czasu: jak być partnerem/przyjacielem/rodzicem osoby z chorobą dwubiegunową i nie zwariować samemu.

TL;DR: jest nadzieja! Ale nie zapominaj o sobie.

ChAD jest chorobą ciężką, niewdzięczną i nieuleczalną. Jest jednakże chorobą zaleczalną – w mniejszym lub większym stopniu. Aby było lepiej, chory/chora musi współpracować z lekarzem i terapeutą. Jeśli lekarz nie nadaje się do współpracy, należy go zmienić, ale nigdy zrezygnować. ChAD wymaga leczenia farmakologicznego. Jeśli Twój partner twardo odmawia leczenia, masz do wyboru albo zostać męczennicą, albo odejść. To tak na początek.

Jeśli powyższy przypadek nie zachodzi, należy się liczyć z efektami ubocznymi. Wymienię wyłącznie te, które przytrafiły się mi osobiście:

  • do 16 godzin snu dziennie
  • bezsenność
  • przyrost wagi (w moim przypadku z 72 kg do 103 w szczytowej formie, aktualnie „schudłem” do 96)
  • nieodparte pragnienie wcinania słodyczy (moim rekordem jest nabycie ośmiu gotowych naleśników, do podgrzania w mikrofali oraz słoika Nutelli i spożycie tego wszystkiego na jeden posiłek)
  • biegunka
  • zaparcia
  • mdłości
  • zgaga
  • rozmyte widzenie
  • halucynacje (jestem jedną z bardzo niewielu osób, u których lit powoduje halucynacje)
  • trzęsące się ręce (do tego stopnia, że jedzenie zupy staje się niemożliwe)
  • niemożność skupienia się na czymkolwiek (podobna do stanu lekkiego upalenia zielskiem)
  • ciągłe zmęczenie
  • uczucie zimna niezależnie od panującej w pomieszczeniu temperatury
  • wysypka i inne problemy skórne

Możliwych efektów ubocznych jest oczywiście o wiele więcej, powyższych miałem przyjemność doświadczyć osobiście. Do tego dochodzi uszkodzenie wątroby, nerek i tarczycy (znowu tylko w moim przypadku). Uszkodzenie wątroby i nerek okazało się krótkotrwałe i niewłaściwe wyniki poszły won po odstawieniu leku. Efektem efektów bywa irytacja, frustracja, złość, przygnębienie, wściekłość, pomysły odstawienia leków i tym podobne uczucia, jak mniemam zrozumiałe. Należy się z tym liczyć. W szczególności wzrost wagi potrafi wpłynąć na chorego depresyjnie; nie wszyscy psychiatrzy zwracają na to uwagę, ale dodatkowe dwadzieścia kilo naprawdę może człowiekowi trwale popsuć nastrój, a permanentna depresja nie jest właściwym wynikiem leczenia.

Nie oznacza to, że ChAD stanowi kartę „Wychodzisz z więzienia i dostajesz premię za przekroczenie STARTU”. Osoba z dwubiegunówką jest zdolna do wielu czynności (choć nie wszystkich). Jeśli choremu trzęsą się ręce, nie należy wymagać od niego przynoszenia gorącej herbaty, ale nie znaczy to, że nasza hipotetyczna pacjentka może leżeć rozwalona na kanapie z pilotem od telewizora, wrzaskiem zawiadamiając „skończył mi się popcorn!!!”. Znaj proporcję, mocium panie.

Terapia w chorobie dwubiegunowej nie jest najważniejsza i skupia się głównie na akceptacji choroby oraz faktu, że być może już do końca życia trzeba będzie brać leki. Jeśli nasza chora zawiadamia niespodziewanie, że lekarz powiedział jej, że już nie musi brać leków, najprawdopodobniej kłamie. Po pierwsze primo, leki muszą być odstawiane powoli i stopniowo, w niektórych przypadkach trwa to kilka miesięcy. Po drugie primo, warto się zastanowić, jak wyglądały ostatnie miesiące. Jeśli przez ostatnie pół roku panowała względna stabilność, istotnie istnieje możliwość, że lekarz próbuje STOPNIOWO odstawiać leki. (Może jednak zachodzić efekt „hurra, jest mi lepiej, pewnie wyzdrowiałem, po co mi te piguły”.) Jeśli jednak trzy dni temu ChADowiec rozkręcał z zapałem biznes wysyłkowej sprzedaży ślimaków lub narzekał, że uprawialiście seks tylko sześć razy, odstawienie leków skończy się w szpitalu i pozostaje tylko zastanawianie się, czy nastąpi to za dwa, czy cztery tygodnie. Od 20 do 57% ChADowców przestaje przyjmować leki zgodnie ze wskazaniami lekarza.

W okresach depresji chory nie posiada energii na żadne zbędne czynności. Są takie dni, kiedy wyjście z łóżka stanowi ogromne wyzwanie. Chyba już pisałem o okresie, kiedy zakładanie skarpetek zajmowało mi 45 minut, bo po założeniu jednej musiałem odpoczywać przez trzy kwadranse i prawdopodobnie nawet pożar nie spowodowałby u mnie napływu energii. Chorej z depresją właściwie nie da się skutecznie pomóc, co nie znaczy, że można ją zostawić samej sobie i udać się w nieznanym kierunku. Depresja i nadmiar snu stanowią zaklęty krąg, śpiąc zbyt długo generujemy depresję, mając depresję śpimy dłużej. Choremu dobrze zrobi, jeśli wyciągniemy go po najdalej dziesięciu godzinach z łóżka, nie po to, żeby pobiegał lub pozmywał, po prostu – niech nie śpi za długo. Może siedzieć na kanapie z książką, albo i bez. Wyjątek stanowią niektóre leki, jak np. seroquel (kwetiapina), które w początkowym okresie uniemożliwiają rozbudzenie – w pierwszych tygodniach siedziałem na kanapie i zasypiałem, przenosiłem się na krzesło i zasypiałem. Jeśli po miesiącu chora nadal potrzebuje 16 godzin snu, trzeba się skonsultować z lekarzem.

Zbrojmistrz wiele razy pytał, co może dla mnie zrobić podczas depresji. Niewiele, ale trochę może. Przede wszystkim ułatwić mi życie z minimalną ilością energii – chociażby pozmywać, ugotować, zrobić zakupy. Osoba w depresji potrafi przestać jeść, bo nie ma siły iść do sklepu. Poza tym sugerować różne rodzaje aktywności: może zagramy w planszówkę? może pójdziemy na spacer? może pooglądamy Wikingów? może poczytasz gazetę? Bywają takie okresy, kiedy naprawdę nie mogę robić nic oprócz siedzenia nieruchomo i czekania, aż będzie wieczór i będę mógł iść spać, ale często zdarza się, że po pięciu odpowiedziach „nie” pada niechętne „tak” i po kilku godzinach przypominam sobie, że miałem depresję. NIE WOLNO gnębić chorej osoby wypowiedziami w stylu „weź się w garść”, „po prostu jesteś leniem”, „po co ja za ciebie wyszłam”, etc. Depresja naprawdę podsuwa nam te myśli bez pomocy z zewnątrz.

W okresach (hipo)manii chory posiada nadmiar energii, którą radośnie użytkuje. Wskazane jest odbieranie kart kredytowych i płatniczych, co warto uzgodnić w okresie stabilności. Hipomania to świetna podbudowa do otwierania firm, nabywania niezbędnego sprzętu (hipomania nie zadowoli się byle laptopem, musi być Macbook Pro), rozbudzonego libido (czasami z naszym udziałem, a czasami nie, co również warto przedyskutować wcześniej), sprzedawania domu, albowiem wyprowadzamy się na Hawaje i tym podobnych pomysłów. Stąd obrazek na początku posta: choremu (np. mnie…) wcale nie podoba się to, że lekarz najpierw zajmuje się „nadmiarem szczęścia”, ale ten nadmiar jest niebezpieczny. Bipolar nie jest chorobą, która pozwala na ubezwłasnowolnienie chorej, w okresie rozkwitu manii w grę wchodzi hospitalizacja, ale czasami bywa tak, że w międzyczasie pacjent narobi szkody, którą my, osoba będąca z dwubiegunowcem, będziemy musieli odkręcać. Dlatego ważne jest stworzenie zestawu Wczesnych Znaków Ostrzegawczych (WZO), czyli rzeczy, które dzieją się PRZED (hipo)manią. Jeśli zauważasz, że Twój bipolar zaczyna wykazywać WZO (sam chory często nie jest tego świadom), wdróż w życie ustalony wcześniej plan: odbierz kartę kredytową, zadzwoń do lekarza i daj znać, etc. Nie czekaj, aż w domu zawita np. nowa biżuteria (podczas gdy budżet nie pozwala nawet na nowy garnek) lub śliczny komputer, a ukochana obwieści Ci radośnie, że wyrzuciła rachunki i opakowania, bo po co jej śmieci.

(Hipo)mania idzie w parze z brakiem snu. Dlatego bardzo ważne jest, aby chora spała co najmniej 7 godzin dziennie. Jeśli tak nie jest, wdrażamy środki nasenne. Jeśli nasz bipolar protestuje, przedstawiamy mu spisane wcześniej WZO i pokazujemy długopisem, ile z nich wykazuje. Jeśli protestuje dalej, zakładamy najpierw swoją maskę tlenową i z bezpiecznej odległości oglądamy rozwój wypadków. Generalnie – jeśli ChADowiec odmawia przyjmowania leków, w tym nasennych, trzeba rozważyć bilans korzyści i strat. Podobnie, jak w przypadku uzależnień, jeśli mamy męża alkoholika, który upiera się, że piwo to nie alkohol, pozostawanie u jego boku i pokorne przyjmowanie tego, co ześle los jest 1) objawem masochizmu, 2) okropnie szkodliwe.

Nawet jeśli nasza pacjentka grzecznie przyjmuje leki, chodzi do łóżka co noc o tej samej porze, rezygnuje z alkoholu (alkohol uniemożliwia lub upośledza przyjmowanie niektórych leków) i innych używek, nie przesadza z kofeiną (kofeina to świetne paliwo dla hipomanii), najprawdopodobniej nadal będzie mieć okresy depresji lub (hipo)manii. Trzeba mieć świadomość własnych możliwości w obu przypadkach. Nie zapobiegniemy absolutnie wszystkiemu, co może się wydarzyć, bo musielibyśmy wziąć urlop od życia i nie zajmować się niczym innym, jak tylko pilnowanie chorej. Czasami nie pomoże nic oprócz zmiany leków lub hospitalizacji.

Najważniejsze zostawiam na koniec: pamiętaj, że też masz życie i nie składa się ono wyłącznie z ukochanego ChADowca. Wolno Ci wyjść z domu (!), spotkać się z przyjaciółmi, poczytać w spokoju książkę, obejrzeć program w telewizji. Wolno Ci nawet ponarzekać (w miarę możliwości kiedy chora nie słyszy). Bycie z bipolarem potrafi być fantastyczne, wybuchowe i przebojowe; potrafi być dołujące, męczące, smutne, przygnębiające. Ukochany czasami zadziwi Cię namalowanym w ciągu trzech godzin obrazem, czasem zaś powita Cię w piżamie i wymamrocze „nic dziś nie jadłem”. Podobnie jak w przypadku każdej przewlekłej choroby, odbija się to na bliskich. Nie pozwól, żeby choroba przejęła kontrolę również nad Twoim życiem. Nie zostań męczennikiem (chyba, że lubisz).

ChAD jest chorobą, która wchodzi w stan remisji. Czasami na krótko (w moim przypadku, ultra-ultra-rapid cycling, aktualnie kilka dni), czasami jednak na długo (mój kumpel był w remisji przez osiemnaście lat). Przed rozpoczęciem leczenia choroba może wyglądać przerażająco. Dobieranie leków może potrwać nawet kilka lat. Jednak kiedy właściwa kombinacja zostanie wreszcie odnaleziona, Twój bipolar ma szansę na zupełnie zwyczajne życie – dość nudne, bo całonocne imprezy i pijaństwo z kumplami odpadają, ale jednak wolne od depresji i (hipo)manii. Osoba, którą pokochałeś, nadal jest tam w środku, może nieco grubsza, ale ta sama. Odpowiednie dobranie leków i odczekanie wystarczająco długo – efekty uboczne brania litu trwały u mnie trzy miesiące, antypsychotyki na ogół przepisywane są na krótki okres czasu, ale efekty uboczne grzmią przez życie chorej jak pociąg pospieszny – pozwoli Wam żyć we względnym spokoju. Właściwy koktajl medykamentów nie powinien powodować usunięcia wszystkich uczuć (tzw. zombifikacja), trwałego zaniku libido lub konieczności przeszczepu wątroby. Celem leczenia jest wrócenie, na ile to możliwe, do stanu sprzed ujawnienia się objawów. Czy zechcesz na to czekać – wiesz tylko Ty.

  • sonnentau

    O, dzięki za ten tekst. Moja przyjaciółka niedawno została zdiagnozowana z chorobą dwubiegunową – teraz wiem, jak się z nią obchodzić. 😉 Dzięki!

  • Ja z pytaniem. Czy stan zakochania podkręca hipomanię, czy też jest na odwrót – hipomania sprzyja zakochaniom? /nie mówię o seksie, tylko o chemicznym stanie mózgu

    • Grant Thorsson

      Na pewno hipomania podkręca zakochanie. W tym stanie wszystko jest bardziej intensywne, co może prowadzić zarówno do zerwania („on w ogóle nie rozumie, że mój pomysł na biznes jest zajebisty, ogranicza mnie, odchodzę!!!”) jak i nawiązywania nowych związków. W drugą stronę – nie wiem.

      • Dzięki. Wydaje mi się, że w momencie wychodzenia z depresji, w stanie przejściowym, zakochanie jest w stanie nakręcić hipomanie szybciej. Ale to tylko takie luźne wnioski, bez poważniejszego podparcia

  • kocham Dwubiegunowc

    Hej, to bardzo ważne, że piszesz o swoich doświadczeniach związanych z ChAD.
    Dla osób chorujących to trudna sytuacja, ale dla osób je kochających również. Ja siedem lat temu spotkałam na swojej drodze mężczyznę, którego pokochałam bezgranicznie, mieliśmy wspólne plany na życie, marzyliśmy o domu i dzieciach. Dla obojga życie od dziecka nie szczędziło nam trudnych doświadczeń, dlatego chcieliśmy aby nasz dom był ciepłym i przyjaznym miejscem. W czerwcu przyszłego roku mieliśmy brać ślub. Wszystko przekreśliła choroba nie dlatego, że ja się przestraszyłam i uciekłam ale dlatego, że on mnie zostawił będąc w trakcie epizodu hipomanii/mani. Ponad rok temu wpadł w dół, myśleliśmy że to jego praca tak na niego działa ( Od dłuższego czasu pracował poza domem, miał na sobie dużą odpowiedzialność, do domu przyjeżdżał tylko na weekendy. Bardzo chcieliśmy to zmienić, ale on nie miał siły podjąć decyzji i czuł lęk). Poszliśmy do lekarza psychiatry, stwierdził dwubiegunówkę, dał leki, ale właściwie nie powiedział mi z czym będę miała do czynienia. Łukasz bardzo lekko podszedł do tematu, pił alkochol, palił ziele i jak się później okazało nie brał leków tak jak zalecał lekarz. W lipcu tego roku wpadł w stan hipomanii i tu zaczął się mój koszmar, straciłam wszystko jego, dom. Cale moje życie legło w gruzach.
    Łukasz zaczął zachowywać się jak nakręcony, jak ten króliczek z reklamy baterii, ja nie dawałam rady za nim nadążyć. Pojawiła się agresja w stosunku do jego mamy, chęć sprzedania domu, poznał jakichś tajemniczych znajomych z innego miasta, o których nic nikt nie wie, wyjechał na wakacje tam poznał inną kobietę, generalnie sieję destrukcję. Najgorsze dla mnie jest to, że wciąż go kocham i nie umiem zostawić go bez pomocy. Sama zapisałam się na terapię i biorę antydepresanty bo inaczej nie mogłabym funkcjonować, ta choroba zafundowała mi straszne cierpienie, jest żal i ogromy ból. On wciąż powtarza jak bardzo mnie kocha i tęskni ale nie umie się odnaleźć i do mnie wrócić . Ostatnio kiedy był u mnie ogarnął go straszny smutek, zderzył się z faktem, że już nie mieszkam w jego domu, że się wyprowadziłam. Miał do mnie żal, że nie poczekałam na niego z wyprowadzką bo przecież by mi pomógł, totalnie pojechane przecież to on mnie zostawił więc jak mogę prosić go o pomoc w przeprowadzce. Zaczął strasznie płakać, jeszcze nie widziałam go w takim stanie. Chcę mu pomoc tylko jak mam mu powiedzieć, że jest chory, że musi brać leki, on uważa że to była tylko chwilowa depresja.

    • Grant Thorsson

      Ściskam mocno. Niestety osoba z bipolarem odmawiająca brania leków, pijąca i paląca ziele to przepis na spektakularne „bum”. Jak sama piszesz, Łukasz sieje destrukcję. Dopóki nie zacznie słuchać lekarzy, będzie tak nadal. Osoba z ChAD odmawiająca brania leków jest jak alkoholik, który uważa, że dopóki pije tylko piwo, jest spoko. To brzmi okropnie, ale poczytaj o współuzależnieniu, chociażby tutaj: http://www.psychotekst.pl/artykuly.php?nr=50

      Pozdrawiam i współczuję.

      • kocham Dwubiegunowc

        Dzięki za to co mi napisałeś, kupiłam dopiero co Twoją książkę. Mam nadzieję, że może Łukasz będzie chciał ją przeczytać, ale na nic się już nie nastawiam. Jestem tak zmęczona i upodlona, że ledwo żyję.
        Zastanawiam się tylko czy mogę jasno i klarownie przedstawić mu w jakiej się znalazł sytuacji? Oczywiście biorę pod uwagę, że ucieknie i trzaśnie drzwiami. Czy to, że się wyprowadziłam to dobry pomysł?

        • Grant Thorsson

          Nie mam wszystkich danych, ale jeśli Łukasz odmawia leczenia, to musisz ratować siebie. Czy przeczyta książkę? Nie wiem, jeśli uważa, że leczenie mu niepotrzebne, to nie spodoba mu się to, co napisałem 😛 Skoro już się wyprowadziłaś, przedstaw mu jasno i klarownie – najwyżej trzaśnie tymi drzwiami. Naprawdę nie wyobrażam sobie życia z nieleczonym samym sobą, zostałyby po mnie gruzy i spalenizna.

  • Pino MC

    Jezu, człowieku, przestań siać defetyzm. Choruję na CHAD I, czyli ten najgorszy, od siedmiu lat, od ponad trzech jestem w remisji, nie muszę brać niczego poza lamotryginą – więc alkoholu używam, pytałam psychiatry, czy mogę, potwierdziła, nie wolno mi się tylko upijać. Zdarzyło mi się przytyć 10 kg, ale już to zbiłam i ważę tyle, co ważyłam zawsze. Mam pracę, narzeczonego, fajne perspektywy na życie i ostatnie, co bym o swoim życiu powiedziała, to że jest nudne. Nie podoba mi się Twój post, mówiąc szczerze, uważam, że demonizujesz. Nie jestem wyjątkiem, mój sąsiad, chłopak ode mnie młodszy dwa lata, też ma CHAD I, zaliczył długi pobyt w psychiatryku, a teraz – oczywiście będąc na lekach – zaczyna z powrotem odbudowywać swoje życie i świetnie mu idzie, póki co. Nie dajmy się zwariować i nie tragizujmy, bo to nie ma sensu.

    • Akara

      Mogłabyś zrozumieć, że różnie to może być. Jesteś osobą, której akurat się układa i która osiągnęła stabilność. Przecież jest wspomniane, że są osoby u których remisja trwa nawet 18 lat. Autor też chciałby remisji. Nie choruje nikomu na złość. Podejmował próby powrotu do pracy innej niż kowalstwo i akurat wtedy nie udało się. Myślisz, że chciał żeby się nie udało? Los może każdemu rzucać kłody pod nogi i to niezależnie czy jest wiara w sukces, czy jej nie ma. Chyba pamiętasz jak się czułaś, kiedy jeszcze choroba mocno dawała o sobie znać. Inni ciągle czekają na dłuższą chwilę wytchnienia. Rozumiem doskonale potrzebę pozytywnych przykładów, potrzebę nadziei. Jednak to trochę tak jakby cukrzyk dziwił się, że kolega cierpi z powodu stopy cukrzycowej i daje rady innym co zrobić, by temu zapobiec, a on robi wszystko tak jak przed chorobą, tylko przyjmuje insulinę i nic się złego nie dzieje już od iluś tam lat. Mało tego zna jeszcze trzech innych cukrzyków, którzy robią jak on i też nie mają problemów z powikłaniami cukrzycy. Dobrze żeby wniosek nie był taki, że zupełnie nie ma co się martwić stopą cukrzycową. Bardzo wiele chorób można „zaniedbać”, bo bardzo kusi próba podjęcia życia z jak najmniejszymi ograniczeniami. Ludzie się łamią najpierw troszeczkę, a później zdarza się, że granica się przesuwa coraz bardziej i już tylko macha się ręką na to, że lepiej przy danej chorobie czegoś nie robić.

      • Pino MC

        Akara: uważam Twój komentarz za trafny i wcale nie zamierzam z nim polemizować. Wydaje mi się natomiast, że notka Raya (pesymistyczna) zyskuje na tym, że ja dodałam do niej optymizm, a Ty realizm. Nie lubię jednostronnych obrazów.

        Na temat choroby i metodach radzenia sobie z nią chętnie coś dodam (informacyjnie), ale to później, bo muszę to sobie we łbie poukładać. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

  • Pino MC

    Boże, oczywiście „metod”, a nie „metodach”, najwyraźniej urywa mi od gramatyki. Moja pierwsza hipoteza jest taka (podkreślam, tylko hipoteza, wcale się nie upieram, że mam rację), że tak potworne zjawiska, jak opisane w notce, mogą być efektem źle dobranych leków. Z mojego doświadczenia: ketrel to gówno, litu należy unikać jak święconej wody, na olanzapinę też bym uważała, depakina i abilify nie działają wcale. Oprócz lamotryginy najbardziej kocham sedam i zopiklon, a na depresję cital.

    • Grant Thorsson

      Zjawiska opisane w notce to ekstrema w okresie bez leków, lub z lekami źle dobranymi, lub – jak u mnie – z ChAD I ultra-ultra-rapid cycling, o remisji też napisałem. Niespecjalnie widzę powód dopisywania co zdanie „ale oczywiście to może się nie przydarzyć”, bo myślę, że partner/mąż/żona/etc. poradzi sobie bez problemu z bipolarem niewykazującym żadnych nietypowych objawów. 😉

      Nie spieszyłbym się ze stwierdzeniami „litu należy unikać, na olanzapinę bym uważała”, bo dobór leków w ChAD to jednak magia, na każdego działa/nie działa co innego, inaczej mielibyśmy na rynku dwa leki, a nie dwadzieścia. W ramach anegdotki napiszę tylko o depakinie. Dla mnie był to chyba najlepszy lek, jedyny, na którym nie miałem cykli od kilku razy dziennie do kilku razy w miesiącu. Pod jej wpływem zakręciły mi się dotychczas proste włosy i zgęstniała broda. Musiałem z niej zejść, bo pomimo pełnej abstynencji moja wątroba zaczęła się psuć po raptem 1.5 roku używania, a Holendrzy nie uważają, że przeszczep wątroby co trzy lata to właściwa metoda. Tymczasem w szpitalu spotkałem pana, któremu włosy wyłaziły garściami, jak po chemioterapii i zażądał kategorycznie zmiany na COKOLWIEK innego – był takim miejscowym Casanovą i łysina mu nie pasowała. Problemów z wątrobą nie miał żadnych.

      No dobra, rozpiszę się, skoro już zacząłem. Ketrel to drugi najlepiej na mnie działający lek. Lit nie wywiera na mnie żadnego wrażenia, nie odnotowałem żadnej zmiany między braniem, a niebraniem. Olanzapina, czyli zyprexa, to łomot szpadlem w łeb, powstrzymuje manię natychmiast, razem z manią powstrzymuje libido oraz odczuwanie jakichkolwiek emocji. Abilify jeszcze nie jadłem. Lamotrygina jak na razie doprowadziła mnie do stanu wirowania wokół własnej osi, rano mam lekką depresję, potem jest OK, około szesnastej wszystko mnie wkurwia, o osiemnastej wszystko jest piękne i cudowne, a przed snem mam napad energii. W sumie funkcjonuję lepiej niż przedtem, bo jestem przynajmniej w jakimś stopniu przewidywalny, jeśli nikt niczego ode mnie nie chce tak do jedenastej, jest OK.

      Na resztę odpisała Akara i ja już nie muszę 🙂 Z kowalstwem niestety też jest różnie, są takie dni, kiedy dzwonię do Caspera o dziewiątej rano i zbolałym głosem mówię mu, że dzisiaj nie przyjdę. Są takie, kiedy wyskakuję z łóżka słysząc budzik i lecę nawalać w żelastwo. Oraz wszystko pomiędzy.

    • Marcin Noemi Rzeczkowski

      Reakcje na leki są tak zindywidualizowane… 🙂

      Na mnie depakine działała świetnie, za to cital spowodował u mnie spektakularną hipomanię (zazwyczaj mam stany mieszane): po dwie – trzy doby bez snu, rewelacyjny nastrój, pewność siebie wybijająca sufit i hiperseksualizm. Efekty są opłakane, zbieram się do kupy już szósty rok (po drodze oczywiście były inne depresje i hipomanie, a także rzucenie leków, „bo nic mi nie dolega”).

      Od roku jestem na mieszance convulex + sulpiryd + anafranil i wreszcie funkcjonuję z grubsza jak zdrowy człowiek, przy czym kiedy nowy psychiatra wyłączył mi anafranil („bo osobie z ChAD nie przepisuje), w sześć tygodni wpadłem w depresję. Na szczęście mam swoje tableteczki z powrotem 😀

      • Pino MC

        Niewiarygodne. O ile z Rayem przynajmniej częściowo mi się to spektrum reakcji na leki pokrywa, to my dwoje jesteśmy chyba skrajnie na odwrót. Cital hiperseksualizm? Matko święta, może jeszcze jakichś chadowców zwabimy do naszego stolika, bo zdziwniej i zdziwniej.

        „convulex + sulpiryd + anafranil” – nie mam pojęcia, czym jest którekolwiek z tych trzech

  • Pino MC

    Cześć Ray, cieszę się, że tu przyszedłeś!

    „bo myślę, że partner/mąż/żona/etc. poradzi sobie bez problemu z bipolarem niewykazującym żadnych nietypowych objawów.”

    Oj, tu się nie zgadzam. Miałam wiele związków (poniekąd czuję się honorowym pedałem) i dopiero teraz mam poczucie pewności pod tym względem. Można serio nie robić nic idiotycznego – ot, drobiazgi hipomaniakalne czy subdepresyjne – i spotykać się z surowym potępieniem, bo OMG, jak śmiemy się zachowywać inaczej, niż jeszcze miesiąc temu!!! Moja opinia o ludziach zdrowych psychicznie (Polakach konkretnie, za granicą wiele w życiu nie bywałam) jest nienajlepsza, delikatnie mówiąc.

    „Nie spieszyłbym się ze stwierdzeniami „litu należy unikać, na olanzapinę bym uważała”, bo dobór leków w ChAD to jednak magia, na każdego działa/nie działa co innego, inaczej mielibyśmy na rynku dwa leki, a nie dwadzieścia.”

    Oczywiście, że magia, ale uważam za pożyteczne, żeby o tym pogadać, cieszę się, że Cię sprowokowałam. 🙂 A swoją drogą, czy to nie jest fascynujące z tymi substancjami, że na każdego inaczej przy tej samej chorobie? O co tu może chodzić? Sporo o tym czytam, ale oczywiście nadal guzik wiem, z wykształcenia jestem niestety humanistką.

    1) depakina – równie dobrze mogłabym łykać homeopatyczną wodę z cukrem, szybko dałam spokój.

    2) ketrel – koszmar absolutny, dusiłam się, czaisz, naprawdę myślałam, że umrę. Po kilku miesiącach moja niespecjalnie wtedy zorientowana rodzina wręcz mnie zmusiła, żeby znów to zażyć (przecież lekarz zapisał, to musi mieć sens!) – tym razem się nie dusiłam, tym razem wstałam z kanapy i usiłowałam wp…dolić własnej matce, którą bardzo kocham i mam z nią dobrą relację. Na szczęście równocześnie mnie to gówno osłabiło fizycznie, więc matka dała radę się obronić. Ale chyba po tych opisach się nie dziwisz, czemu sądzę to, co sądzę o ketrelu…

    3) lit – jakoś przeraził mnie irracjonalnie, ale nie chciałam się kłócić z psychiatrą, grzecznie poszłam do endokrynologa i Alleluja, niedoczynność tarczycy, miałam doskonały argument, żeby więcej mi tego nie wciskał. Chyba zasugerowały mnie informacje o Z.Herbercie, leczono go litem, efekty żadne. Jeszcze znajomy znajomej ma CHAD II, siedzi na licie, co chwila ma nowe narzeczone (imo lekko podejrzana sprawa) i z tego, co o nim słyszałam, specjalnie bystry nie jest. Oczywiście to są wszystko dowody anegdotyczne, ale reguł i tak nie ma, a czymś się trzeba kierować. BTW, sam napisałeś w notce „halucynacje (jestem jedną z bardzo niewielu osób, u których lit powoduje halucynacje)”, a w komentarzu „Lit nie wywiera na mnie żadnego wrażenia, nie odnotowałem żadnej zmiany między braniem, a niebraniem.” Wybacz, ale dla mnie to jest nielogiczne, a poza tym halucynacji boję się śmiertelnie, nigdy nie miałam, to już jest dla mnie ostra schizofreniczna jazda.

    4) „Olanzapina, czyli zyprexa, to łomot szpadlem w łeb, powstrzymuje manię natychmiast,”

    potwierdzam

    „razem z manią powstrzymuje libido oraz odczuwanie jakichkolwiek emocji.”

    tego nie wiem, w tym okresie życia i tak miałam zerowe libido 😉 emocje – wręcz przeciwnie, tzn. 3 miesiące było elegancko i stabilnie, a potem nagły odjazd (ostra depresja, płacz, histeria) – lekarz kazał odstawić, przeszło mi natychmiast.

    5) „Abilify jeszcze nie jadłem.”

    Dla mnie to jak depakina, strata czasu.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrego, aczkolwiek nie do przesady, nastroju.

    • Grant Thorsson

      Jestem, jestem, żyję 😉

      W moim przypadku nigdy nie pojawiło się nic podobnie głupiego, jak opisujesz. Moderuję międzynarodowe forum dla dwubiegunowców i skargi na podobne zachowanie widziałem może dwa razy przez dwa lata. Może część ludzi cierpi w milczeniu… No a o Polakach AD 2015 to ogólnie mało wiem.

      To jest bardzo fascynujące, że każdy potrzebuje innego zestawu leków. Moja (wielce profesjonalna ofkors) teoria jest taka, że bipolar to pewien zakres schorzeń, objawiających się plus minus podobnie, a spowodowanych różnymi zaburzeniami chemii mózgu. Ale jako magister inżynier matematyk, grafik i kowal nie pcham się z tą teorią do czasopism naukowych 😉

      Lit wielu ludzi przeraża i nie do końca wiem czemu, lek jak lek. Kiedy pisałem, że nie wywiera na mnie wrażenia, miałem na myśli skoki nastroju. Efekty uboczne miałem chyba prawie wszystkie z dostępnych. Ale naprawdę znam wiele osób, którym lit pomaga, często jako jedyny lek. Chociażby Kay Redfield Jamison. (Szczęściara.) Halucynacje były nudne, czasami zabawne, jestem w kuźni i nad kowadłem unosi się czarna chmurka, albo odwracam wzrok i patrzę w miejsce, gdzie zwykle jest imadło, dziś zaś siedzi tam pluszowy miś. Mrugnięcie – halucynacja znika.

      Zyprexę miałem przez dosłownie kilka dni i mam nadzieję nigdy na nią nie wrócić. Podobnie risperdal, do którego zmuszono mnie przez miesiąc. Właściwie jedyny antypsychotyk, jaki toleruję i który mi naprawdę pomaga to ketrel.

      „Dobrego, aczkolwiek nie do przesady, nastroju” 😀 Kto normalny to zrozumie? Ściskam.

  • Pino MC

    „W moim przypadku nigdy nie pojawiło się nic podobnie głupiego, jak opisujesz. Moderuję międzynarodowe forum dla dwubiegunowców”

    Międzynarodowe! Bogu dziękuję, że dobrze znam angielski. Nie wiem, czy trafiłam akurat na Twoje, ale wiesz, to była niezwykła różnica… Mogę wkleić fragment książki, którą właśnie kończę, oczywiście znasz ten syndrom z pisaniem książek 😛 tylko ostrzegam, sporo klnę.

    „Tragedia mojego życia, jak wiadomo, polega na wielu rzeczach, jedną z nich jest fakt, że pod moim poczuciem humoru i robieniem sobie jaj ze wszystkiego, gdzieś głęboko pod skórą mam niezabite od dzieciństwa pragnienie, żeby ludzie mnie traktowali poważnie. Nie wiem, kurwa, szacunek jakiś mieli, czy coś. W tym celu jestem gotowa być miła, odpowiedzialna, rozsądna (lista łopatowa), ukryć fakt, że jestem inteligentna (to nie jest pożądana cecha u kobiety) i potrafię myśleć szybko i sensownie. Poprzez robienie tych wszystkich irytujących rzeczy planowałam uzyskać w zamian akceptację, sympatię i uznanie. Wypracować sobie jakąś taką pozycję, żeby dojść do stanu, że już mi wolno zachowywać się dowolnie, czyli żyć w zgodzie ze sobą. A to w moim przypadku oznacza: śmiać się, wściekać, lenić oraz mówić, co naprawdę myślę, olewając konwencje społeczne.
    Ten plan miał duże szanse powodzenia, skomplikowało go dopiero nieprzyjemne odkrycie w dwudziestym roku życia, że jestem wariatem. Kurwa, gorzej nawet: jestem wariatem w Polsce. To naprawdę nie jest kraj dla poszkodowanych na rozumie. Polska wymaga skupienia i namysłu, albo stałego dostępu do trawy. Moja miłość do krajów anglosaskich płynie głównie z wrażenia, że tam każdy bez żenady się przyznaje do OCD, GAD, BPD i rozmaitych innych skrótów trzyliterowych. Tutaj trzeba starannie ukrywać własny obłęd, bo co ludzie powiedzą.
    Nie żeby trawnik koniecznie musiał być zieleńszy z drugiej strony kałuży, ale ja ten Atlantyk jednak kiedyś przepłynę (w zasadzie przelecę, ale to brzmi gorzej), bo inaczej ciekawość mnie zje. No co, Marta ma odjazd na punkcie wschodu, więc go zrealizowała i spędziła pół roku w Indiach. Dla mnie to oczywiście lista łopatowa, dżungla, węże, malaria i gwałty, ale każdy ma prawo do własnych upodobań. Mnie interesuje Ameryka Północna.
    Królestwo za pół grama. Jak już wspominałam, nie lubię być rozsądna, a pojęcie safety net mnie irytuje (jeśli popełnię kiedyś samobójstwo, to nie z rozpaczy, tylko z irytacji). Mam w dupie, że narkotyki szkodzą, nigdy w życiu bym nie ruszyła śniegu (mój mózg zdaje się go wytwarzać samoistnie, więc dziękuję bardzo), ale tęsknię za poczciwą Little Mary Sunshine. Ona tak cudownie zawyża próg wkurwienia.
    Pracować na pół gwizdka? Proszę bardzo, i tak nie lubię pracować. Jeśli zaliczę kiedyś szpital, to prawdopodobnie po wyjściu z niego będę się ubiegać o rentę, chociaż tu jeszcze należałoby rozważyć różne za i przeciw, bo podobno ZUS (jak ja nienawidzę polskiego systemu) uważa, że takie coś powinno się właściwie równać ubezwłasnowolnieniu. No błagam. Państwo opiekuńcze to dobra idea (bo nie wszyscy musimy być śliczni i zdrowi), ale jak zwykle w Polsce musieli zrobić z niej karykaturę.
    Pracować na pół gwizdka, mówi medycyna, wała, odpowiada nasz kochany ZUS, macie zapierdalać, nieroby, a jeśli już łaskawie damy wam osiemset złotych (z podatków „dacie”, nie z własnych pieniędzy), to macie siedzieć w domu i Boże broń nie podejmować jakiejkolwiek pracy, jak podejmiecie, to cofniemy rentę i pewnie jeszcze zaskarżymy o jej wyłudzenie. Ze szczerego serca życzę wszystkim odpowiedzialnym za to myślenie, żeby sami dostali na łeb, powinni zobaczyć, jak to fajnie być roszczeniowym nierobem.
    Ja, nie genialny, ale bardzo zdolny i ogarnięty człowiek, mam spieprzone życie, a im się wydaje chyba, że to jakiś kaprys albo fanaberia. Dziękuję uprzejmie.”

    • Grant Thorsson

      U mnie wolno kląć, byle z sensem 🙂

      Pino, może zechciałabyś napisać coś w rodzaju innego spojrzenia na temat BP w Polsce jako post gościnny? Poważnie pytam. ray @ raygrant kropka com.

  • Pino MC

    Z przyjemnością, aczkolwiek nie od razu, od tygodnia walczę z zapaleniem oskrzeli i na razie nie jestem w stanie myśleć. Jak mi się poprawi, to z przyjemnością trochę poznęcam się nad rodakami – nie jest trudno zebrać w necie piękną kolekcję cytatów, do tego dochodzą różne moje osobiste doświadczenia. Pozdrawiam.

  • Pino MC

    Ja myślę w taki sposób, że sobie notuję, najczęściej właśnie w necie, ponieważ a) potrzebuję komunikacji z innymi, żeby mój mózg nie odpierdalał rzeczy b) mam potwornie szybkie tempo zarówno myślenia, jak i pisania, nie wiem, czy to jest zrozumiałe, ale żadne np. notowanie na karteczkach w grę nie wchodzi, bo tylko się załamię.

    Zaczęłam pisać ten artykuł, mam już tytuł i proszę Cię o pewne wskazówki. Czy np. ma sens omówienie kolejnych psychiatrów, z jakimi się stykałam, i dlaczego dopiero dr Zygmuntowicz jest dobrym lekarzem, żeby już od paru lat do niego i do nikogo innego uczęszczać na wizyty? Pozdrawiam.

  • Marcin Noemi Rzeczkowski

    Mój dwubiegunowy partner niestety ma teraz fazę ciężkiej depresji i odzywa się do mnie raz na tydzień lub dwa. Krótki mail, że jeszcze żyje i tak to idzie od dwóch miesięcy. To mocno frustrujące i w zasadzie w ogóle nie czuję się, jakbym był w związku, no ale nie jest też szczególnie obciążające. Stwierdziłem, że stać mnie na to, by dostał rok na wygrzebanie się z tego stanu na tyle, byśmy spróbowali odtworzyć nasz związek, ale generalnie nie bardzo wiem jak „być” w takiej sytuacji i czy to, co robię, ma jakiś sens. Wolałbym stały kontakt i pytanie po dwadzieścia razy czy ma na coś ochotę…

    • Grant Thorsson

      Przyznam, że też mam takie fazy (np. teraz). Tyle, że mieszkam ze Zbrojmistrzem, więc nie ma opcji nieodzywania się do niego, ale z Bunia się wypisałem, tylko funpaga pilnuję z cudzego konta, nie widuję się ze znajomymi na ile da się tego uniknąć… A nie mam ciężkiej depresji, po prostu ludzie mi źle robią i nie mam na nich siły :/

    • Pino MC

      Z Twojego bloga: „Często wygląda to tak, że idzie sobie taki niezdiagnozowany dwubiegunowiec do lekarza z objawami depresji. Przemilcza, że w zasadzie to ma gonitwy myśli lub napady energii i dobrego humoru (epizod mieszany), ewentualnie za normę uważa taki stan, że od świtu do zmierzchu rozsadza go energia, a #senjestdlasłabych. I lekarz zakłada jednobiegunowe zaburzenie nastroju – zwykłą, prostą depresyjkę – po czym przepisuje na to jakiś Cital, Prozac czy inne SSRI.”

      Bardzo proszę nie krytykować Citalu, dla mnie w depresyjnych epizodach jest zbawczy.

      • Grant Thorsson

        Hej, ale ja jednak proszę o niegeneralizowanie w stylu „proszę nie krytykować leku X, bo na mnie działa”. W szczególności antydepresanty w ChAD są sprawą dość kontrowersyjną. No i komentarze do bloga Marcina jednak warto zamieścić na blogu Marcina. Co nie zmienia faktu, że bardzo się cieszę, że Cital na Ciebie dobrze działa, chciałbym sam znaleźć lek, który usuwałby mi objawy depresji i nie kazał za to płacić bezsennością, brakiem libido oraz uczuciem, że gorąco mi w mózg i muszę się oskalpować. (Kuzyn Citalu, Lexapro)

        • Pino MC

          Serdecznie przepraszam, już nie będę! To był przejaw mojego niekoniecznie zrozumiałego poczucia humoru. Sorki.

  • Pino MC

    Been there, done that. Teraz jest wręcz odwrotnie, brak ludzi mnie męczy. Na szczęście wieczorem kumpel przyjeżdża z Krakowa. Artykułu jeszcze nie poprawiłam, dostałam zlecenie za forsę, ale jak skończę, to się tym zajmę. Pozdrawiam.