Jestem potworem bez krzty współczucia

Oczywiście od razu się zdołowałem, bo znajomy w ogóle jest sympatyczny, tyle, że najwyraźniej bezmyślny. (Jest oczywiście białym, heteroseksualnym mężczyzną.) Ale może to nie on jest bezmyślny, tylko nasz przekaz za mało zrozumiały? Może chodzi o to, że nie umiemy wytłumaczyć, na czym polega duma, którą się “afiszujemy”?

Poniekąd trudniej jest wytłumaczyć, na czym polega duma z bycia kobietą albo czarnoskórym, ponieważ nie da się z tymi cechami nie obnosić (chyba, że zamkniemy się w piwnicy bez okienka). Homoseksualizm da się, rzecz jasna, ukrywać i tak odbieram podtekst obrazka: otóż biedny, biały, heteroseksualny mężczyzna nie ma swojego straight pride i nie może się afiszować swoją orientacją i rasą. Tyle, że biedny BHM nie odnotował drobnego faktu: otóż BHM mają swoje straight, white, male pride przez 365 dni w roku. Nic mi nie wiadomo o tym, żeby z szacunku dla Manify gwałciciele wstrzymywali się uprzejmie w dniu 8 marca; żeby słysząc nazwisko Matthew Sheparda poseł Pawłowicz ocierała ślinę z ust i na moment przestawała wygadywać obraźliwe (choć nie dla Komisji Etyki Poselskiej) głupoty.

Na czym właściwie polega zjawisko Gay Pride? Nie zaczęło się przecież od wielotysięcznych parad na łodziach przez centrum Amsterdamu. Zaczęło się od tego, że mimo aresztowań, prześladowań, bicia przez policję coraz więcej ludzi “manifestowało” swoją orientację. BHM nigdy nie dowie się, jak to jest dostać w twarz pałką policyjną za to, że wziął za rękę ukochaną osobę. Nie odbierze, jak ja, telefonu o północy i nie usłyszy “nie denerwuj się kochanie, ale kiedy wsiadłeś do autobusu, mnie pobito”. A może usłyszy “kiedy wsiadłeś do autobusu, mnie zgwałcono”? Od, jak to określa, swojej kobiety?

Myślę, że najtrudniej jest być czarnoskórym gejem. Od czarnoskórych mężczyzn kulturowo oczekuje się tego, żeby byli wiecznie gotowymi seks-maszynami z wielką, heteroseksualną erekcją. Kilku z nich w życiu poznałem i chyba tylko jeden — Londyńczyk — nie miał problemów związanych z ciężarem spoczywających na jego barkach oczekiwań społecznych. BHM nigdy nie zostanie aresztowany za “driving while black” i nigdy nie zostanie zastrzelony przez “patrol społeczny” za przebywanie na ulicy z butelką oranżady. Z drugiej strony, jego koledzy nie zgwałcą go zbiorowo w celu “naprawczym” kijami od baseballa, więc nie dowie się, jak milutko jest być czarnoskórą lesbijką.

Nie odpowiedziałem jednak na zadane przez samego siebie pytanie. Z czego tu, do cholery, być dumnym? A z tego, że każdego dnia, biorąc partnera za rękę podejmuję ryzyko, że jakiś uciśniony hetero (albo schowany w szafie gej) napluje mi na buty lub pobije. Osoba o odmiennym kolorze skóry to ryzyko podejmuje po prostu wychodząc z domu. Studentki w Stanach są regularnie gwałcone przez “kolegów” z campusu. A jednak wychodzimy z tego domu. Bierzemy się za ręce. Pokazujemy twarze — mimo, że w przeciwieństwie do BHM ryzykujemy chociażby dostaniem się na stronę typu Redwatch. Tworzymy sztukę, piszemy piosenki, malujemy, robimy sesje fotograficzne, organizujemy parady. Nie po to, żeby kogoś z nich wykluczyć — przecież tak naprawdę każdy hetero jest mile widziany na paradzie gejowskiej, nikt go nie będzie przed wejściem badał wykrywaczem kłamstw. Po to, żeby BHM przypomnieć, raz do roku, że świat, który znają — świat, w którym gej to ciota, kobieta to “dupa”, a Murzyn to w najlepszym wypadku koszykarz — nie jest światem wszystkich ludzi. Nasze zwyczajne życie — w przeciwieństwie do życia naszych sympatycznych, lekko ślepawych znajomych — wymaga odwagi na co dzień. I z tej odwagi właśnie jesteśmy dumni.

A czy wzrusza mnie cierpienie biednych, uciśnionych BHM, którzy sobie nawet nie mogą parady zorganizować? Nie, nie wzrusza. Macie rząd, macie prezydenta, macie premiera, macie większość w parlamencie i senacie, macie najwyższe posady w bankach, najdroższe samochody i domy. Nie grozi wam pobicie za sam fakt istnienia, chyba, że uprzecie się na wycieczkę do dzielnicy murzyńskiej w amerykańskim mieście po zmroku. Tako mi rzeke wypłaczcie.

Zdjęcie: członek Gwardii Ariańskiej Aryjskiej salutuje na paradzie White Pride w Calgary, Kanada, 21 marca 2009. Associated Press.

  • inspektor Kot

    A propos kwejka itp., w ogóle kiedy na to patrzę (a zdarza mi się) to żal mi dzieci, które na to wchodzą (starszych też). Poniekąd takie strony przypominają lekcje religii w szkole: bierze się odpowiednią grupę wiekową (nieogarniętą, naiwną i chłonną każdego atrakcyjnego przekazu – yep, mówię o sobie w wieku gimnazjalnym i nie uważam, że byłem wyjątkiem, po prostu jest taka faza w życiu) i napierdala się w nią takimi a nie innymi memami (jezus jest cool / korwin jest cool, łorewa, mechanizm ten sam). Wszystko przeplecione zdjęciami kiciusiów, zrzynkami z amerykańskich portali ze śmiesznostkami (często przetłumaczonymi tak źle że mam się ochotę zatłuc) i wszelakimi złotymi myślami, żeby było ciekawie. Katecheci próbują tego samego, zwykle z takim sobie skutkiem (gitara akustyczna szczytem inwencji), ale intencja ta sama. Pewna część absolwentów takiej memoterapii (katolickiej czy kwejkowej, de facto korwinistycznej) do końca życia będzie miała przekonanie o posiadaniu prawdy objawionej, wiedzy, która wywyższa ponad ciemne masy, i którą będzie gorliwie dalej rozprzestrzeniać. Część memów oczywiście się pokrywa, bo bucowatość wygląda podobnie niezależnie od przyjętej ideologii, stąd na przykład powtarzający się i tu i tu chochoł feministki jako niezdolnej do logicznego myślenia kastratorki, która żąda równouprawnienia, ale do kopalni nie pójdzie, hipokrytka jedna – tu przychodzą w sukurs tego właśnie typu błędy logiczne, których wyłapywania żadna szkoła nie uczy. Po stronie organizatorów interes ostatecznie też jest podobny – pieniądze (kliki/taca) i poczucie władzy, oczywiście wszystko w swojej skali.

    Słowem, mem atrakcyjny wypiera mem nieatrakcyjny, zaś memobiorca jest zasobem, którym zarządza się dla własnego interesu. A prawda? A pies ją jebał.

  • Bardzo dobry tekst.

    A propos czarnych gejów, to w niektórych krajach niezachodnich (to oczywiście nie obrona dyskryminacji w Europie czy w USA) jest w ogóle tragicznie:
    Dziś w Polityce wyczytałem:

    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1571625,1,smierc-gejom.read

    P.S. A to co piszesz o znajomym, jest niestety popularnym bardzo i jednocześnie bardzo głupim memem wśród polskiej prawicy,eh to wieczne cierpiętnictwo ichnie.

  • 7

    chciałem nieśmiało zauważyć, że „pride” tłumaczone dość tendencyjnie na polski jako duma, ma również inne znaczenia, mianowicie „honor” oraz „godność”.

    zatem: nie istnieje coś takiego jak duma z bycia gejem, tak samo jak nie ma dumy z bycia samcem czy samicą. jest za to duma z odwagi do otwartego bycia sobą. gay pride miała pokazać siłę i determinację do walki o własną godność.

  • Ginden

    To też nie do końca tak – „gay pride” jest terminem wyjątkowo niefortunnym, bo sugeruje dumę – poczucie wyższości (co gorsza – budzi skojarzenia z terminem „white pride”; a jeśli ktoś odczuwa dumę z powodu orientacji, koloru skóry czy innej cechy na którą nie ma wpływu – to mam dla niego złą wiadomość).
    To niejako dawanie broni przeciwkowi ideologicznemu – „he he, homosie się czują lepsze od nas”.

    Sformułowanie „nie wstydzę się bycia gejem [w domyśle – bo to nic złego]” znacznie lepiej oddaje ideę równości orientacji niż „jestem dumny z bycia gejem [w domyśle – bo czyni mnie to lepszym]”.

    • Ray Grant

      Mi nie podoba się „nie wstydzę się” o tyle, że zawiera sugestię, że w zasadzie powinienem, ale z jakiegoś powodu tego nie robię. Moc słów, czyli głowologia. Możliwe, że „pride” zostało wybrane z powodu braku lepszego słowa, aż na tyle historii LGTB nie znam.

  • Ten tekst mnie denerwuje. BARDZO.

    Jest cisnormatywny do bólu, co daje efekt wkurwu na etapie „komu jest najgorzej” – proponuję popytać kilka osób trans o ich „normalne” doświadczenia i poczytać, jak milutko mają osoby czarnoskóre i transpłciowe jednocześnie albo jak wiele transkobiet, transmężczyzn i osób genderqueer padło ofiarami zarówno pobić, jak i przemocy seksualnej, w tym motywowanej „naprawianiem”. Ja sam załapałem się na przemoc seksualną ze strony mężczyzny, który chciał mi „pomóc” być kobietą, zwielokrotnioną przez reakcję współlokatorek (sic!), które zaczęły mi wtłaczać do głowy, że „każdy mężczyzna to świnia (ja też…?!) i my, kobiety (sic!), powinnyśmy trzymać się razem”. Było uroczo, serio. Najlepsze, że to jest tak klasyczna forma przemocy, że wspomnienie wraca ilekroć ktoś mówi włącza segregację płciową w temat przemocy seksualnej.

    Wkurw by mi się rozmył, gdyby nie końcówka, w której jest dużo różnych „macie to i tamto, więc mnie nie rusza”.
    Cóż, z mojej perspektywy większość świata jest najpierw cis, a dopiero potem jest hetero lub nie, biała lub nie… itd. Też jestem potworem.

    Poza tym właśnie mi kolega przypomniał (przez tę hiperpopularną cisnormatywną narrację bywa, że sam nie pamiętam), że gay pride i w ogóle Stonewall zainicjowały w dużej mierze osoby jakoś transpłciowe – transkobiety, drag queens, butch… Więc pomijanie wątku trans… e-e.

    Wchodząc w ton ostatniego akapitu: wykluczacie nas zbyt często. Macie cały świat u stóp. Macie legalne dokumenty odzwierciedlające wasze tożsamości, które dostajecie w urzędach bez żadnych przeszkód. Nie boicie się w bankach, że was oskarżą o kradzież i podszywanie się pod kogoś, i anulują wam konto. Nie macie problemów z udowodnieniem, że macie narządy umożliwiające dostanie się do konkretnego lekarza. Itd. Więc proszę, jak już piszecie, kto ma źle i dlaczego, to przynajmniej pamiętajcie o pieprzonej literce T, nawet jeśli tak naprawdę macie nas w dupie i nie chce wam się pomagać osiągnąć nam stan, w którym jesteśmy na waszym poziomie podobywatelstwa.

    • Ray Grant

      Przykro mi, że zdenerwowałem. Nie miałem oczywiście takiego zamiaru. Nie pisałem o osobach trans, ponieważ odnosiłem się do konkretnego obrazka, na którym osób trans nie ma rzecz jasna głównie z tego powodu, że jest ich zbyt mało, żeby BHM w ogóle zawracali sobie głowę ich odróżnianiem od „tych pedałów”.

      Drugi powód jest równie płytki — ja nie znam osób transpłciowych, z wyjątkiem jednej, którą znam z widzenia, tu w Holandii i niewiele wiem o jej problemach z dokumentami czy też lekarzami.

      Pozdrawiam, przepraszam i idę czytać zalinkowanego bloga, bo jak widać, mam się jeszcze czego nauczyć.

      • Wiem, że nie miałeś takiego zamiaru 🙂 Wiem też, że jest nas zbyt mało, żeby ci konkretni BHCM zawracali sobie głowę rozróżnianiem, ale równocześnie osoby M/K bardzo padają ofiarami skondensowanej nienawiści ze strony osób, dla których są kwintesencją „pedalstwa”. Stąd zresztą tak znaczący udział tej w sumie niewielkiej grupy w Stonewall – osoby ubrane nie*normatywnie były łatwiejszymi ofiarami podczas nalotów.

        W ogóle w znacznej mierze problem polega właśnie na tym, że jest nas „zbyt mało”. Każda grupa wykluczana ma problemy z odzyskaniem równości, bo uprzedzenia, bo seksizm, rasizm, ableizm… ale niska liczebność jest dobijająca Już cispłciowe osoby LGB mają przez to więcej trudności z przebiciem się i uzyskaniem równości. Osób płciowo nienormatywnych jest jeszcze mniej i, ponieważ mam świadomość, że bez wsparcia chociażby cispłciowych osób LGB nie za bardzo jesteśmy w stanie zmienić świat, takie nieintencjonalne ale zmasowane pomijanie naprawdę boli. Rola osoby raz po raz reagującej na pomijanie też zresztą ssie, bo bycie potworem to średnio fajna rola, ale ktoś musi 🙁

        Dzięki, że to zrozumiałeś 🙂

    • S.

      Panie Marcinie, ale te słowa z końcówki: „Macie rząd, macie prezydenta, macie premiera, macie większość w parlamencie i senacie, macie najwyższe posady w bankach, najdroższe samochody i domy. Nie grozi wam pobicie za sam fakt istnienia” mogłyby też zostać wypowiedziane przez osobę trans*! Myślę, że tryby wykluczania osób trans*, wykluczania gejów, wykluczania lesbijek ORAZ wykluczania biseksualnych są w wielu miejscach różne, „podciągnięcie” pierwszej z wymienionych grup na „poziom” grup pozostałych jest niemożliwe i chyba niecelowe. (Są na to konkretne przykłady, nawet bardzo medialne, o czym Pan musi znakomicie wiedzieć). Celowe i możliwe są sojusze i zrozumienie. Kwestię wielokrotnego wykluczenia pomijam, ale przypominam outing pana Kapturkiewicza, transmężczyzny bez tranzycji (i bez passingu, jak rozumiem z artykułu w Wyborczej), homoseksualisty, wierzącego praktykującego katolika.

  • i_am_keyser_soze

    Ja zawsze tylko mówię „Póki co widzę, że twoimi jedynymi powodami do dumy jest bycie białym i posiadanie fiuta.” Robi się zabawnie gdy zaczynają się tłumaczyć, bo albo w takim razie nie masz prawa naprzykrzać się kobiecie będącej dumną z bycia kobietą czy gejowi będącemu dumnym z bycia gejem, bo sam jesteś taki sam. Albo zaczynają wymyślać dowody, że jasna karnacja i fiut to jednak nie są ich jedyne powody do dumy i wtedy pytanie dlaczego w takim razie zakłada, że gej czy kobieta nie mają więcej powodów do dumy niż płeć czy orientacja, przecież nie zadał sobie trudu by się tego dowiedzieć. Ah ten pot na czole i łzy w oczach.

  • „Myślę, że najtrudniej jest być czarnoskórym gejem”.

    Geje nie są tak bardzo narażeni na tzw. „gwałt korygujący”, co lesbijki (niezależnie od rasy). A w wielu miejscach w Afryce uznaje się to za normalną procedurę „nawracania” kobiet, i nie jest to tylko pogląd przeciętnych obywateli, ale też polityków…

  • @Marcin, @shiratsuyu

    Proszę, nie schodźmy na licytacje komu jest gorzej i dlaczego w tekście nie ma nic o prześladowanych osobach aseksualnych (też są, też się spotykają z ekhem… niezrozumieniem). Ja mogę zapytać, czemu nie ma nic o bi-, ale tego nie zrobię. Spektrum osób prześladowanych za bycie nienormatywnymi jest duże, jednych prześladują mniej, innych bardziej („driving while asian” na ten przykład też istnieje, pomijając idiotyczność deskryptorów typu Azjata czy Afrykanin). Zasada jest ta sama, odstajemy od normy, więc niszczymy rodzinę, deprawujemy dzieci, kradniemy IM kobiety i miejsca pracy (dobra, facetów też), skrycie panujemy nad światem, lub też po prostu nie podoba im się nasz ryj.

    Nie ma sensu się licytować, no chyba że ktoś chce nawiązać do faktu, że pomimo bycia prześladowanymi przez „prześladowaną katolicką większość”, sami też potrafimy się podgryzać i nękać, jakbyśmy uważali, że świat nie stara się dość w dokopywaniu nam, więc może trzeba po nim poprawić.

  • Gronkowiec

    Zdaje sie ze Marcin poruszyl swoim wpisem wazny problem: jest wiele grup dyksryminowanych i to na rozne sposoby. A nasze tozsamosci sa bardzo plynne i nieraz mozemy sie znalezc w jakiejs grupie dyskryminowanej, a nieraz wrecz przecinwie. jestem pewien ze I Autorowi i Marcinowi zdarza sie czasem byc w miejscach i sytuacjach, gdzie „staja sie” bialymi heteroseksualnymi cis mezczyznami – bo na przyklad otoczenie to automatycznie zaklada. Czasem ta sama grupa moze dyskryminowana a w chwile potem sama dyskryminowac (przeciez tzw. „czarni” i „azjaci” tez dyskryminuja, a nie tylko sa ofiarami dyskryminacji). Wszystko to takie plynne i niewyrazne. No a przeciez nawet biali hetero cis mezczyzni tez nieraz bywaja dyskryminowani…

    Moze wyjsciem z tego nie jest tlumaczenie „patrzcie, jak nam jest ciezko, a jakie wy macie rpzywileje”, nawet jesli to w sumie prawad – bo zaraz wlasnie sie okaze ze w sumie tak, geje maja zle, no ale w porwnaniu z transami.. no a transy w porwnaniu z kimstam.. No i sie zacznie licytacja.

    Moze to pomysl utopijny, ale jakby tak zamiast pokazywac innym jak bardzo sa uprzywilejowani, a jak my jestesmy gnojeni, raczej wszystkim tlumaczyc ze w kazdej chwili moga stac sie rpzesladowca albo przesladowanym, i dlatgo musza byc uwazni na to co robia i byc wyczulonym na pierwsze oznaki dyskryminacji w swoi mzachowaniu? Moze ta droga daloby sie bardziej przemowic do tych wszystkich BHMow?

    P.S.: Marcin ma racje, ze transow jest malo, ale przeciez nie trzeba byc transem zeby walczyc o prawa osob nie.cisplciowych! Jesli sie nie bedziemy licytowac na to kto ma gorzej, to razem mozemy wszystkim pomoc.

    • Gronkowcu – jestem bardzo za, zarówno w odniesieniu do dyskryminacji, jak i przemocy. To ma więcej sensu niż licytowanie się, gdzie – jak pokazały kolejne wpisy, od Raya, poprzez mnie, aż po dalsze komentarze – zawsze znajdzie się ktoś, kto powie „a moje jest najmojsze”.
      Zwłaszcza że masz absolutną rację, że role mogą się odwrócić. Wystarczy zmienić miejsce, liczebność, kontekst, argumenty…
      Z drugiej strony – bez wiedzy, że coś jest dyskryminujące wobec innej grupy, trudno się na tym przyłapać.

  • Na marginesie dyskusji, mnie zastanawia, skąd w ludziach jest w ogóle chęć do dyskryminacji kogokolwiek.

    Nie rozumiem do tego, nie rozumiem rasizmu, homofobii, seksizmu itd
    Czasem myślę, że to wszystko jest pochodną zwykłego prymitywizmu i buractwa, ale z drugiej strony dyskryminują i do dyskryminacji wzywają i ludzie wykształceni, mili, pozytywni itd

    Z jeszcze innej strony nie ma się co licytować w dyskryminacji, ale ja chciałem zauważyć, że też nie jest tak, że biali heteresoseksualni mężczyźni nie bywają ofiarami dyskryminacji.

    I nie chodzi mi o dyskryminację ustawową czy dyskryminację chrześcija np. w Azji czy w krajach Afryki (o czym się często zresztą zapomina, że chrześcijanie są bardzo często ofiarami)

    na dyskryminację np. ze strony szkolnych kolegów można sobie np. zasłużyć choćby wyglądem.
    Wystarczyło być jak niżej podpisanym kiedyś niskim, w okularach, z odstającymi uszami i tzw. jajowatą głową i w niby jednorodnym białym heteroseksualnym środowisku ktoś jeden jest tą ofiarą.

    Albo bardzo pospolity w polskich internetach ejdżyzm, pogarda wobec ludzi biednych, wobec bezdomnych, wobec grubych (inna sprawa, że więcej obelg chyba relatywnie jest wobec grubych kobiet, nie mężczyzn).

    Co jeszcze ciekawsze, w Polsce tzw. oświeceni (czyli młode wykształcone lemingi z wielkich miast), których świetnym siedliskiem jest portal natemat.pl są pełni pogardy i dyskryminacyjnych opinii, aczkolwiek trochę kogo innego.
    O ile np. w takim natemat nie poczytamy wiele (poza świrami z prawicy) komentarzy antygejowskich, antysemickich czy rasistowskich, to już np. bardzo duzo jest komentarzy dyskryminacyjnych wobec
    – muzułmanów
    – ludzi z prowincji, z tzw. Polski B. (której usosobieniem jest moje ojczyste Podkarpacie)
    – ludzi biednych
    – ludzi nieradzących sobie w życiu
    – ludzi ze wsi.

    Ba, poza nawiedzonymi lewakami mało kto w neoliberalnym dyskursie się o te grupy upomina…

    • Gronkowiec

      Hmm.. czy to nie jest tak, że dyksryminowanie innych leży w ludzkiej naturze? Że gdy tylko możemy zawsze znajdujemy jakąś grupę, której można dokopać, żeby „nasza” grupa poczuła się lepiej? Wydaje się, że NIE DA się żyć nie dyskryminując kogoś – dlatego należy się mieć ciągle na baczności, zdawać sobie świadomość z swoich czynów i minimalizować dyskryminację gdy tylko ją spostrzeżemy…

  • KOREKTA OBYWATELSKA:

    Chyba raczej GWARDIA ARYJSKA a nie ARIAŃSKA:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Arianizm

    Chłopcy ze zdjęcia z Arianami mają tyle wspólnego co Fronda z Miłością Bliźniego…

    • Ray Grant

      #ojej — ale durna pomyłka w tłumaczeniu. Dziękuję!

  • M

    Po części dyskryminacja…. ale czemu „walka” z dyskryminacją = lament „o la Boga, jak mi źleeeeeee???”

    To po części taka walka…kto ma gorzej… kwestia tylko kto głośniej krzyczy, kogo jest więcej czy mniej.

    Wiele razy już słyszałam, czytałam zdanie, że nie istnieje lesbijka, która nie jest jednocześnie feministką….zawsze wtedy zastanawiam się czy w takim razie jestem tą jedyną?? Z kilkoma rzeczami (tokiem myślenia) zgodzę się, ale z wieloma nie. Nie pasuje mi to co niektóre Feministki (przez wielkie F) wyprawiają. Czasami mam podobny stosunek do lesbijek albo ogólnie LGBTQ przez to co….ludzie wyprawiają. Często wstyd, czasem żenada.

    Wrócę do tematu.
    Każdy ma „źle”.

    Największą różnicę w społeczeństwie widzę pomiędzy „innymi” a „normalnymi”, z czego ci „normalni” to po prostu szare, przeciętne ludziki, nie wychylające się za szereg, takie same jak ludzi obok zachowanie, ubranie, …. natomiast „inni” to między innymi lesbijki, geje, bi, trans i wszyscy, których nie znam i nie potrafię wymienić (proszę o wybaczenie) …………….ale i także na przykład… brubi, brzydcy, głupi, „źle” ubierający się … a w tym biali-hetero, biedni/ubodzy i tak dalej

    Np. sytuacja z mojej szkoły (jeszcze gimnazjum, troszkę lat temu), koleżanka (biała i hetero) z innej klasy została skopana (połamane żebra, szpital) pod mostem przez współkoleżanki z jej własnej klasy bo…. bo jej rodzina była biedna….

    Jeśli nagle chcecie mi powiedzieć, że na przykład „inni” (w tym ‚moim’ rozumowaniu) nigdy nie skopali tyłka komuś tyłka, bo był ‚inny’ od nich samych to litości, kto w to uwierzy…..

    Biali mężczyźni hetero też mają „źle”. „Świat się z nich śmieje”, bo matka, żona, kochanka kupiły im różową koszulkę i założywszy zrobili z siebie pośmiewisko – każdy ich wytyka palcami, że są „ciotami”.

    Wszystkie kobiety mają „źle”, bo są gwałcone bo …… bo jest ‚lesbą’, bo założyła za krótką spódniczkę, bo mężczyźnie się chciało, bo kobieta jest od usługiwania, bo ‚nie’ znaczy tak w głębi kobiecego serca ‚tak’, bo…

    Zdziwiłabym się, jakby nagle ludzie zaczęli mieć podejście… jak nam dobrze, żyję, jestem zdrowa/y, mam rodzinę i w miarę dobrze mi się układa.

    Ależ oczywiście!!! To, że ktoś nie jest wybitnym politykiem winna jest dyskryminacja, to, że ktoś nie jest wybitnym chemikiem – oczywiście winna jest dyskryminacja, to, że ktoś nie może adoptować – winna dyskryminacja, to, że ktoś nie zarabia kokosów a inny – tak – winna dyskryminacja, a może tak wziąć się w garść i samemu sobie wziąć zawdzięczać, że coś się osiągnęło a nie oczekiwać, że samo przyjdzie?

    Dlaczego nie krzyczą „mi jest źle” Ci „inni” co właśnie coś osiągnęli? Nawet w krajach gdzie jest źle, gdzie jest trudno. Ci co założyli rodziny będąc np. homo. Jeden partner/ka adoptował jako samotny rodzic, prawo pozwala aby różnymi sposobami pieniądze były rodzinne nawet „obcych” sobie ludzi, testament, przepisanie majątku, jest milion sposobów, żeby obejść większość przepisów prawnych i żyć jak rodzina (w Polsce), ale lepiej narzekać niż działać.

    Bądźmy to MY w rządzie, bądźmy prezydentami, premierami, bądźmy częścią decydujących w parlamencie i senacie, miejmy najwyższe posady w bankach, najdroższe samochody i domy. Nie tylko mówmy o tym, bo gadanie niczego, ale to absolutnie niczego nie przyniesie, ale działanie – tak! Samo się nic nie zrobi.

    Np. Harvey Milk nie siedział na ciepłej kozetce w domku z pilotem przed TV i nie zmieniał kanałów jako zajęcie codzienne. Ciężko pracował na to co uzyskał.

    Strach jest zawsze, że będąc „innym”, na pięć minut odejdzie się od swojej partnerki / swojego partnera i druga połówka nie będzie za chwilę w stanie wymagającym wzywania karetki. Oczywiście, że jest!
    Ale…. czy na prawdę, tylko będąc „innym”?? Zdaje się, że mam więcej znajomych białych „normalnych” hetero, którzy mieli nieprzyjemne zdarzenia w stylu skopanie / pobicie / oplucie / itp niżeli ci „inni”.
    Za co??
    Po prostu – ‚bo byli’ ‚bo popatrzyli nie w tym kierunku’, …….i…tak…dalej…..

    Jest nam tak – jak sami my sobie pościelemy.
    Walczmy o szacunek dla LGBTQ, ale pełnymi szacunku i godności dla nas samych sposobami, ale nie w godny pożałowania sposób jak to się dzieje najczęściej-i wcale się nie dziwię, że jest to krytykowane! Z zasady nie pochwalam takiego zachowania-ale czasem jako lesbijka bym ‚opluła’ lesbijkę, za to JAK robi to co robi a nie CO, właśnie jak widzę takie różne zachowania to na myśl mi przychodzi tylko odpowiedź w stylu:
    „LGBTQ?? Nieeee, nic takiego nie znam, nie wiem co to, nie przyznaję się.”

    Kto ma gorzej….?
    Ja (kimkolwiek jestem), na pewno JA (gdziekolwiek żyję, cokolwiek robię), a teraz tylko to udowodnić…

  • i_am_keyser_soze

    Czytam to wszystko co tu piszecie i coraz bardziej mnie śmieszy jedna myśli – nie ma innych, wszyscy jesteśmy tacy sami. Inność to totalny wymysł. Chyba to trzeba przetłumaczyć tym tzw. BHM, że owszem jesteście jeden z drugim często ograniczonymi ciulami, ale wśród gejów znajdę ich tak samo wielu, wśród czarnych czy żółtych też i wśród kobiet, wśród transów i wśród niepełnosprawnych czy biednych. Ten strach przed byciem takim samym jak wszyscy inni i jednocześnie przed tym by się nie wyróżnić z tłumu -chyba nigdy nie skumamy jak sobie z tym radzić.

  • Ach, kwejk. Miałam taki ( nienajlepszy, uściślijmy) czas w życiu, kiedy z apatii i czczości wewnętrznej oglądałam te obrazki codziennie. Dowiedziałam się tam wielu mądrości, jak to: 1)Życiową rolą kobiety jest wyglądać, jakby składała się wyłącznie ze skóry, kości, ścięgien i cycków, tudzież te cycki eksponować na każde wezwanie.. 2) Kobiety, które mają coś oprócz kości,ścięgien tudzież cycków powinny zwyczajnie zemrzeć i nie zabierać reszcie populacji cennego tlenu. 3) Największym nieszczęściem tej planety jest friendzone, ale bycie obiektem wetschnień grubej dziewczyny/kobiety jest tylko odrobinę lepsze. 4) moje ulubione: Aborcja to bezmyślność i bestialstwo, gdy przecież można płoda donosić, urodzić i zostawić w Oknie Życia, Nie Ponosząc Przy Tym Żadnych Konsekwencji! Hahaha.
    Zdołałam się uwolnić, zanim uprażył mi się mózg. Niemniej, drżę o stan umysłu młodzieży, dla której kwejki, demoty, jebzdzidy i tym podobne stanowią jedyną lekturę.

  • Podstawowym problemem (obecnie!) w wielu grupach mniejszościowych jest kompletny brak intertekstualności i ich zamknięcie na problemy pochodne. Każdy należy do jakiejś komórki społecznej i filtruje informacje poprzez obecnie dominującą identyfikację. Ową notkę przeczytałem z punktu widzenia cis-mężczyzny queer i kompletnie mi uleciał fakt, że nie odnosi się do innych a przecież powinna bo zestawia środowisko LGBT z dominującym hetero-patriarchatem. Link wysłał mi Marcin wypowiadający się powyżej i zdałem sobie sprawę, że też sobie nie radzę z szerszym spojrzeniem.

    Otóż, również nie jestem cis (a w momencie czytania tak spojrzałem na problem), posiadam inne ważne dla mej osoby określniki – niepełnosprawnego fizycznie i psychicznie, klasy nisko-średniej … i tak dalej. Powinny one się płynnie uzupełniać, tak samo jak grupy marginalne powinny się wzajemnie wspierać. Podam przykład feministyczny bowiem ostatnio śledzę ten dyskurs.

    Dominującą feministyczną grupą w mediach są białe, sprawne, cis-kobiety klasy wyższej-średniej. Konflikt rozpoczyna się wtedy gdy odzywają się inne grupy również czerpiące z feminizmu lecz nie potrafiące znaleźć się w mainstreamowym dyskursie – kobiety innych ras, niepełnosprawne, z niższej klasy społecznej, będące na spektrum trans. Oczywiście w idealnym świecie powinna się rozpocząć dyskusja jak wszystko włączyć, jednak zwykle mainstream odpowiada, że to nie ich problemy adresując każdą grupę z osobna podczas gdy zebrane razem prawdopodobnie tworzą większość.

    Ilustracją tej sytuacji była kłótnia gdy kilka kobiet trans zwróciło uwagę cis koleżankom by zaprzestały ciągłego mówienia „penisy są be” (mówiły ogólnie bez odniesienia do mężczyzn) bo czują się z tym niekomfortowo.

    Podsumowując, trudno nie wpaść w taką narrację gdy wszechobecną jest zawsze My vs. Oni ze szczegółowym podziałem kto jest kto i bez uwzględnienia innych wariantów.

    • Ray Grant

      Trudno jest jednakowoż wczuć się w problemy WSZYSTKICH grup mniejszościowych. Mam wrażenie, że próbowali tego polscy Zieloni dwa tysiące ileś tam, ale minęło parę tygodni i na forum Zielonych zacząłem czytać „a won mi z tymi pedałami, ja tu przyszedłem walczyć o organiczną żywność”. (Parafrazuję, rzecz jasna.)

      Problem, jaki widzę z tym, o czym piszesz — białe, sprawne kobiety klasy średniej tworzą większość feministycznego dyskursu, ponieważ umieją się odnaleźć w mediach, nie peszą się na widok kamery, tworzą gender studies i tak dalej, tylko co z tego, skoro pani Maria w Wólce Dolnej jest nadal bita przez męża. Nie umiemy znaleźć języka, którym mówilibyśmy do wszystkich, których chcemy reprezentować. Moja notka nie miała przecież być obraźliwa dla osób nie-cis, ale jak widać taką się okazała. Czy to znaczy, że jestem kompletnie zamknięty na problemy pochodne i lepiej zrobię, jeśli zamilknę, bo wyłącznie szkodzę? Czy gej Jasio, siostrzeniec pani Marii w Wólce Dolnej, w ogóle zrozumie określenie „osoba cis-seksualna”, skoro nie do końca wie, jak ma znaleźć w swoim otoczeniu kogoś, kto mu wytłumaczy, czemu żadna dziewczyna we wsi go nie kręci?

  • nie_cis

    „Moja notka nie miała przecież być obraźliwa dla osób nie-cis, ale jak widać taką się okazała.”

    @Ray, też jestem transseksualnym mężczyzną w trakcie korekty płci i jak każdy transseksualista przechodziłem piekiełko… ale nie czuję się obrażony ani zdenerwowany.

    Skoro nie znasz osób transseksualnych, ciężko byłoby od Ciebie wymagać, żebyś pisał o ich problemach. Tak jest o wiele lepiej niż w sytuacji odwrotnej, gdy osoba nie mająca pojęcia o transseksualizmie zaczyna o nim pisać. Zwykle kończy się to katastrofą i rozprzestrzenieniem się mylnych informacji, czego nie da się już potem sprostować. Jeszcze bardziej denerwuje mnie przesada w drugą stronę, to jest krzyczenie „cisseksizm” na każde wypowiedziane zdanie, w którym ktoś ośmielił się nie wziąć pod uwagę osób transpłciowych. Dochodzi do absurdów i nagle nie wolno powiedzieć, że kwestia aborcji jest kwestią kobiecą, bo przecież 0,01% ludzi zdolnych do zajścia w ciążę nie jest kobietami, z czego większość nie chce, żeby przypominać im o biologicznych funkcjach ich organizmu, które zadają im psychiczne cierpienie – ale kto by o tym myślał…

    Problem z niewidocznością środowiska trans polega na tym, że większość osób transpłciowych chce być niewidoczna, żeby móc funkcjonować jak każdy inny człowiek. Kiedy transseksualista decyduje się na działanie na rzecz osób transpłciowych, które wykracza poza anonimowy Internet, rezygnuje z normalnego życia, o które walczył. Większa widoczność transseksualistów w społeczeństwie niesie ze sobą nowe problemy, bo któregoś dnia nawet przeciętny Kowalski będzie wiedział, że te dziwne dziwne blizny na klacie u pana X to ślad po mastektomii, a pani Y ma zdecydowanie za szerokie ramiona jak na biologiczną kobietę. Zdaję sobie sprawę, że tylko większa widoczność stanowi szansę na to, by nasze problemy brano na poważnie, ale ma ona swoją wysoką cenę – brak upragnionej anonimowości, przez co narażeni jesteśmy na jeszcze większą dyskryminację, a czasem i na fetyszyzację. Bycie trans różni się zasadniczo od bycie gejem lub lesbijką – dla większości to nie powód do dumy czy ważna część osobowości, to raczej medyczny problem i ciężar, o którym nie chce się mówić i który chce się z siebie zrzucić. Ale to temat na inną dyskusję.

    Widzę, że Marcin ma tendencje do startowania w „oppression Olympics”. Tak, osobom transpłciowym jest ciężko, pewnie najciężej, ale żadna dyskryminowana grupa nie wygrywa.

    Poznałem wielu ludzi, którzy mieli, mają i pewnie już zawsze będą mieli poważne problemy psychiczne i emocjonalne. Nie jestem psychologiem, po prostu jestem gejem i moi znajomi są gejami i lesbijkami mieszkającymi w Polsce. Jeśli widzę piętnastoletniego chłopaka, który dwukrotnie próbował się zabić, a kilka razy uciekać z domu, w którym ma piekło, to nie myślę o tym, że ja mam gorzej. Co by powiedział takiej osobie Marcin? „Masz cały świat u stóp. Masz legalne dokumenty odzwierciedlające twoją tożsamość”?

    Każdy człowiek ma swoje limity i kres wytrzymałości. Krzyczenie, że „ja mam gorzej” albo „ty nie możesz cierpieć, bo nie należysz do X grupy” to trywializowanie czyjegoś cierpienia. Paskudna rzecz, na którą mam alergię. To, że dałbym się pokroić za bycie cis nie oznacza, że cis geje mają cały świat u swoich stóp. Idąc tym tropem nikt w społeczeństwie zachodnim nie powinien cierpieć, bo w krajach trzeciego świata ludzie umierają z głodu.

    • „Jeśli widzę piętnastoletniego chłopaka, który dwukrotnie próbował się zabić, a kilka razy uciekać z domu, w którym ma piekło, to nie myślę o tym, że ja mam gorzej. Co by powiedział takiej osobie Marcin? „Masz cały świat u stóp. Masz legalne dokumenty odzwierciedlające twoją tożsamość”?”

      Chyba sobie żartujesz albo nic nie wiesz o mnie i o tym, czym się zajmowałem zawodowo.
      I przepraszam za nietakt, ale odnosiłem się bezpośrednio do tej dyskusji – była bardzo inspirująca! – tutaj: http://transoptymista.pl/nie-widac-lasu-sposrod-drzew-dyskryminacja-czy-dyskryminowani/
      nie_cis, znajdziesz tutaj odpowiedź na przynajmniej część Twoich zarzutów 🙂

  • Pingback: Nie widać lasu spośród drzew. Dyskryminacja czy dyskryminowani? | Trans-Optymista()