Kartki z podróży — oraz kartki po powrocie

Znajduję się aktualnie w miejscowości Żiar na Słowacji w otoczeniu bandy freaków i psychopatów o umysłowości dwunastolatki z nad wiek rozwiniętym libido. Innymi słowy, moi ludzie, doskonale do siebie pasujemy i bawię się świetnie (mam nadzieję, że oni też). Po górach nie do końca łażę, albowiem gdyż posiadam jakby nie ten rodzaj kondycji, który się do tego przydaje — niewiele ciężkich przedmiotów podnosi się podczas wycieczek w skałki, chyba, że wliczyć kufle z piwem w schronisku.

Powiedziałbym coś banalnego na temat leczenia obolałego serduszka, ale to gówno prawda. Uczucia do DJa przeszły mi jak ręką odjął, dowodząc prawdziwości mojej tezy, że jeśli spotykamy się z kimś pół roku, to jeszcze ciągle nie nazywa się „związek”. Miałem swojego złego chłopca, może trochę później niż większość kobiet płci odmiennej, ale romans odhaczony, chłopiec wprowadził mi w życie wiele chaosu, zabawy i bachanaliów, a teraz mam święty spokój i skupiam się na świńtuszeniu z moją przyjaciółką Cristi na temat tego, co byśmy zrobili różnym pięknym Słowakom, gdybyśmy ich w nasze obleśne paluszki dorwali.

Słowacy są naprawdę, naprawdę wyględni. Rzecz jasna, nie wszyscy, ale dużo się spotyka górali w typie wysmukłym, czarnowłosym, czarnookim, smagłym i dziko seksownym. Górale spoglądają na nas ciekawie i łobuzersko wielkimi czarnymi oczyskami, a my zapominamy, że to jest rodzaj zagranicy, który rozumie po polsku i bardzo głośno zastanawiamy się, którego zabieramy ze sobą do Penzion Alica od razu, a którego ewentualnie w drugiej kolejności.

*

Drugiego dnia pobytu stworzyliśmy podwaliny pod nowe arcydzieło Andrzeja Wajdy. „Małpa z Bakelitu”, kontynuacja „Człowieka z Marmuru” oraz „Człowieka z Żelastwa”. W roli głównej wystąpić musi sobowtór Zbyszka Cybulskiego, który dużą część filmu spędzi paląc melancholijnie papierosy na tle pól pszenicy i pszenżyta. W drugiej części filmu Zbyszek zmieni się w małpę w okularach, co symbolizować będzie przemianę ustroju z komunizmu w zgniły i obrzydliwy kapitalizm. Muzykę napisze martwy Kieślowski, który nigdy nie był kompozytorem, albowiem film będzie niemy i nakręcony w całości w ciemnościach.

*

Trzeciego dnia pobytu wybraliśmy się w góry. Pierwszego również, ale pierwszego nie wydarzyło się nic ciekawego. (Drugiego natomiast kwękaliśmy — my, królowa — w temacie obolałych łydek.) Pod górę szliśmy z Margot piechotą, mijani przez biegnące staruszki o kulach prowadzące podwójne wózki z dziećmi, zaś w dół postanowiłem zjechać na hulajnodze, wcześniej zdradziecko przekonawszy Margot, iż będzie to nadzwyczaj zdrowe dla jej bolącego po dniu pierwszym biodra.

Margot bała się za nas oboje, więc w rezultacie prowadziła hulajnogę piechotą, zaś kiedy się jej znudziło wsiadła do samochodu i resztę drogi pokonała w luksusach. Ja natomiast nie bałem się wcale, skoro bała się już za mnie Margot, i jako prawdziwy macchiato zignorowałem instrukcję pana, który nakazał jechać całą drogę na hamulcach — zwłaszcza, że hamulce skrzypiały — i po pięciu minutach zapierdalania z prędkością małej rakietki wyrąbałem się na mordę na kamulcach.

Ja jęknąłem i ziemia jęknęła, po czym podniosłem się na nogi i dostałem ataku śmiechu, w czym ziemia już mi nie towarzyszyła. Od lat nie czułem się tak żywy, jak w tej chwili; adrenalina tryskała mi uszami, a krew lała się z dłoni i łokcia. Napotkana turystka najpierw podała mi chusteczkę celem otarcia krwi (której sam w ogóle nie zauważyłem, póki nie zwróciła mi na nią uwagi) a potem spytała tonem dziwnie zazdrosnym jak na kogoś, kto właśnie oglądał wypadek:

— I cooo… fajnie się zjeżdża?

— Aż za fajnie — odparłem z zapałem.

— To może następnym razem też sobie zjadę… — westchnęła turystka. Uwielbiam spotykać my fellow psychopaths.

Margot, która akurat mnie dogoniła, zatamowała niektóre z mych licznych ran cięto-szarpanych, po czym ruszyłem dalej w drogę, świszcząc na mijanych turystów, a na niektórych wołając „dejte pozor, kdyż jadym”. Bawiłem się absolutnie szampańsko, strasząc ryjem zaciętego, tudzież zakrwawionego mordercy — nie wiedzieć czemu, gdy mijałem innych hulajnogowiczów, oni na mój widok zwalniali, zamiast się ze mną ścigać — i w rekordowym tempie dotarłem na dół, gdzie natychmiast pożałowałem, że nie da się tej zabawy powtórzyć.

Na dole zostałem opatrzony przez nader profesjonalną panią, zajmującą się odbieraniem psychopatom hulajnóg. Doskonały humor spowodował, że zadałem pytanie:

— Dużo osób się wywraca?

Pani na mnie POPATRZYŁA. Różne rzeczy były w tym spojrzeniu. Głównie obrzydzenie.

— Nie — odparła krótko, po czym wróciła do swoich zajęć.

Adrenaliny wystarczyło aż do dotarcia do sklepu, gdzie nabyliśmy przepyszną śliwkową wódkę firmy Coop Tradićni Kwalita za sumę 3 eurów i 60 groszy. W sklepie adrenalina zeszła i obite członki zaczęły mnie dość mocno boleć, dzięki czemu zyskałem doskonały pretekst do rozpoczęcia spożycia śliwkówki natychmiast po powrocie do domku.

*

A teraz jestem z powrotem w domu i nie jest tak różowo, jak myślałem.

Dwa dni temu dotarło do mnie, zupełnie znienacka, że właśnie obsunąłem się po skali Kubler-Ross. Denial i anger miałem już odpracowane, ale po cichu wymieszałem je sobie z bargaining i udawałem przed samym sobą, że DJ mi przeszedł bez śladu. W rzeczywistości natomiast zwyczajnie spodziewałem się, że pójdzie po rozum do głowy i zrozumie, że wygłupił się strasznie, po czym przyjdzie z wiechciem i flaszką, przeprosi, ja go najpierw opierdolę, a potem wezmę w ramiona i nastąpi happy end.

Nic takiego oczywiście się nie wydarzyło, bo DJ nie ma w charakterze przepraszania, ja o tym doskonale wiem i liczenie, że nagle mu się odmieni było nadzwyczaj dziwnym pomysłem. Zawiadamia mnie co kilka dni, że za mną tęskni, załączając jakieś rzewne utwory Kylie lub Janet Jackson, ale nie pozostawia wątpliwości, że jego zdaniem to ja powinienem zrobić pierwszy krok, a może zgoła przeprosić za moje jakże niestosowne zachowanie — jak można tak dostawać depresji, albo mówić komuś, że jego zachowanie nas rani, w ogóle nie bacząc na jego delikatne uczucia. A ja tęsknię i ciągle jednak jestem zakochany, ale nie aż tak, żeby podkładać się w charakterze wycieraczki. Już raz miałem faceta, któremu nie można było zwrócić uwagi, bo się obrażał i to ja musiałem go potem przepraszać. Pchanie się w to samo po raz drugi z pełną świadomością popełnianego idiotyzmu byłoby, cóż, powiedzmy delikatnie, że nieco dziwne.

Z dobrych wiadomości… tzn. nie do końca dobrych. Znowu nieco gorzej się czuję pod kątem depresyjnym, pojawiły mi się nieprzewidziane okoliczności pt. ataki paniki i ogólnie byłoby naprawdę fatalnie, gdyby nie to, że wszyscy trzęsą się nade mną jak nad jednonogim nosorożcem z jajkiem w pysku. Kadry w mojej własnej pracy kazały mi olewać robotę i niczym się nie przejmować (!) a gdyby szef miał jakieś problemy, to niech je sobie sam rozwiązuje, bo to już nie moja sprawa. Lekarz kazał nie zwiększać godzin pracy, tak więc nadal pracuję 16 godzin w tygodniu, a opłacany jestem za 32. Nakazano mi również chodzić na siłownię, któremu to zaleceniu podporządkowuję się nadzwyczaj chętnie, zwłaszcza, że od rozpoczęcia leczenia przybyło mi 8 kg i dzięki siłowni nie wszystko umiejscowiło się dookoła pasa.

A w ogóle, to lato przeleciało w takim tempie, że w ogóle go nie zauważyłem, w czym pomogła amsterdamska aura — w ostatnich dwóch miesiącach były zdaje się dwa takie dni, kiedy w ogóle nie padało, przez większość zaś czasu pada na zmianę trochę, dużo i bardzo dużo. Temperatury wahają się od 15 do 20 stopni i ogólnie rzecz biorąc pogoda udowadnia nam z zapałem, że zeszłoroczne lato nie było najpaskudniejszym, jakie miała nam do zaoferowania…

  • Bardzo sugestywny opis. Tak do trzeciej gwiazdki to się ździebuchno obśmiałem. Bo potem to już spoważnieć wypadało.

  • Witaj po wyjeździe. Kurcze, ja chyba się wyniosę do Amsterdamu, raz, że pogoda dla mnie idealna (wiem, dziwne jestem), a dwa, już widzę jak by się do mnie odnieśli w robocie, jakbym powiedziało, że mam depresję i muszę się leczyć. Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, jestem jednoosobową firmą świadczącą usługi (nie erotyczne). Jak wielu inżynierów i nie tylko inżynierów w tym pochrzanionym kraju. Aby podkreślić moją niezależność i samodzielność, mam normowane godziny pracy i ciężkie kwękanie gdy proszę o możliwość pracy offsite bo ktoś musi z dzieckiem w domu zostać.
    Za to odkryłom u siebie skłonność do pracy pod wpływem ostrego stresu. Koniec zeszłego tygodnia to był koszmar, miałom na wtorek zrobić prezentację, na środę appkę, na czwartek dostosować ją do działania w terenie, a w piątek wsadzić na samolot by pokazała co potrafi (i miała pokazać coś innego niż error screen, gdyż lot kosztuje i nie mogło się to zmarnować). Zaś stan projektu przypominał mi końcowe etapy „Portal 2” – te gdzie wszystko w około rozpada się i wybucha, a jeden idiota (w dodatku w odróżnieniu ode mnie pracujący offsite) próbuje to naprawić. Tak więc było nieciekawo i cały weekend odreagowywałom. Ale jedno muszę przyznać – ani razu nie miałom doła (choć ze trzy razy ataki histerii, na szczęście łagodne i pod kontrolą), panowałom nad sobą, nie chciało mi się spać, a mój umysł pracował na najwyższych obrotach. W piątek, jak już panowie wystartowali i urwał się nam z nimi kontakt, poczułom taki odpływ sił, że #samaniewiem. W każdym razie to ja mogłom robić za Wheatleya, tak mi spadły możliwości umysłowe. Cały dzień kombinowałom, jak wprowadzić zmianę w appce, która wcześniej wydawała się trywialna… W weekend był dalszy ciąg skojarzeń „Portal”‚owych, gdyż moje możliwości intelektualne były na poziomie kartofla.
    Teraz wracam do siebie powoli.

    A co do starych miłości, które nie chcą się wynieść z życia, chociaż fajnie by było im pokazać drzwi (mam na myśli uczucia, a nie obiekty owych), to samo pamiętam, jak to drzewiej bywało, a ostatnio mam znajomą, którą trzeba utrzymywać w decyzji skończenia wybitnie toksycznego związku. Ona sama to wie, ma też ciężki wkurw na obiekt uczuć (który to, by nie było wątpliwości, zostawił ją, a teraz sugeruje „związek bez zobowiązań”), ale mimo wszystko przeszłość wraca jej czkawką. Ale już jej przechodzi w czym jej wybitnie pomagamy z resztą znajomych, więc i tobie przejdzie, nie przejmuj się.

  • Przychylam sie do wniosku chakravant, z milosciami niestety czas, pani, czas tylko. Ja po jednym eksie leczylam sie wspolnie z przyjacielem na podobnym etapie wowczas, i mimo leczenia intensywnego, roznymi porami i w roznych pozycjach, 185cm srodziemnomorskiej urody meskiej tegoz przyjaciela nie dalo tyle, ile glupie 3-4 miesiace (i wtedy juz mozna bylo nawet spokojnie pojechac do eksa na wakacje).

  • Musi wracamy do Ziar, w celach leczniczych…

  • @chakravant Przyznam, że średnio co dwa dni gratuluję sobie, że nie mieszkam teraz w Polsce. Pewnie już bym pracy nie miał, a tutaj się o mnie dba, troszczy, chucha i dmucha.

    Co do uczuć, to dzisiaj jest lepiej, ale wczoraj wieczorem było bardzo kiepsko. Tak logicznie to ja go wcale nie chcę i w ogóle nie umiem sobie wyobrazić, że wraca i nie po to, żebyśmy mogli się pokłócić przy użyciu ostrych narzędzi, ale uczucia są kompletnie nielogiczne 😛 Może mi też popomagasz z resztą znajomych?

    @margot1976 Ja bardzo chętnie, w każdej chwili. I na hulajnogę, na hulajnogę 😉

  • W stanach depresyjnych najgorsze jest gadanie osób, czasem nawet nie postronnych, pod tytułem:”Wstań, weź się w garść, inni mają gorzej od ciebie, właściwie to dlaczego leżysz w łożku i śmierdzisz?” Przy czym przewrócenie się na drugi bok w tymże łóżku to wjechanie cytowaną hulajnogą – ale wjechanie; na szczyt Giewonta. Czas i tylko czas w kwestii uczuciowej. Powodzenia. Pozdrawiam.

  • @navaira
    Bah. Chętnie bym pomogło, ale jak? Czasu ci nie pożyczę, samo szukam banku który daje pożyczki w tej walucie… 🙂 No, chyba że ty mi oddasz czas który planujesz poświęcić na zamartwianie się a ja go zdefrauduję i nawet nie zauważę kiedy znikł. Fajnie pomarzyć w każdym razie…
    BTW, moje spostrzeżenia są podobne do twoich – nadmiar emocji pozwala zapomnieć o problemach (sercowych i innych). Ale tylko póki trwają.

  • mam nadzieję, że moje chrzanienie nie zabrzmiało właśnie jak „weź się w garść, inni mają gorzej” – jeśli tak to zwalam to na wspomniany potencjał umysłowy kartofla. Inni nie mają gorzej, gdyż każda taka historia jest z definicji najgorsza i to hell with the rest. I jedynie żałuję, że nie dysponuję przyciskiem fast forward by móc go ci wypożyczyć na tę okazję.

  • Lata w 2011 roku nie bylo w Holandii. Potwierdzam to i wciaz sie dziwie ze ostatnie bylo tak dawno 🙁 Ciagle tu deszczowo i ciemno jak dzis…