Kobiece Sztuczki i Męskie Potrzeby, czyli pani Dorota w Wielkim Mieście

I już się zdenerwowałem. Ja coś ostatnio nerwów jestem.

Ważne to, że pani Dorota jeszcze się nie rozkręciła, a już pojechała seksizmem. Otóż to kobieta chce zakładać rodzinę, mężczyzna zaś się przed tym broni widłami i szpadlem. Jednak!!! Gdy kobieta nabierze kunsztu w stosowaniu swych Kobiecych Sztuczek (TM) jest szansa, że Stanie Na Jej i uda się założyć Prawdziwą Polską Rodzinę.

Ale, jak to mawiam, nie uprzedzajmy faktów — zobaczmy, co tam dalej pani Dorota odkryła.

Dorota przyznaje, że potrzebuje kogoś, kto patrzyłby jej głęboko w oczy, ale też zjadł tonę gołąbków, pozmywał, a potem zabrał auto do mechanika. No i kogoś, z kim można by było zajść w ciążę, bo mam 34 lata.

Brzmi romantycznie, zwłaszcza ta tona gołąbków. Chociaż mogło być gorzej, mogła zażądać tony groszku puszkowego. A potem bez wizyty w toalecie do mechanika takoż proszę won.

Zdaniem cytowanych przez autorkę mężczyzn, to właśnie ta nieszczęsna lista oczekiwań jest najbardziej problematyczna.

No bo jest. Związek nie polega na tym, że tworzymy listę zakupów, a potem egzaminujemy nieszczęsnego kandydata i wystawiamy mu punktację. Co nie znaczy, że nie można mieć jakichś tam oczekiwań, umówmy się, że każdy ma, ja też miałem. (Oszukuję tu trochę, przeczytałem dalszą część artykułu i wiem, jakie oczekiwania ma pani Dorota. Włosy na plecach stają dęba.)

Większość znanych mi mężczyzn ucieka z definicji od kobiet z checklistą, szukając przede wszystkim kobiet ładnych i dobrych. Stań się taką, wyrzuć checklistę, oczekiwania i małżeńskie aspiracje, a wtedy może dojrzysz gdzieś kogoś dla siebie – tłumaczy jeden pan. Inny kawaler pisze, że zwiewa od takich kobiet, bo czuje presję.

Moment! – apeluje Dorota. Facet pod czterdziestkę, który spotyka się z babką po trzydziestce, chyba liczy się z tym, że jej spieszno do dzieci?

Ależ pani Doroto, pani w ogóle nie na pytanie odpowiada. To, że kobieta 34-letnia chciałaby mieć dzieci przed sześćdziesiątką jest zrozumiałe, ja bałbym się raczej wymagań dotyczących mechaników i ton gołąbków (a przy okazji ciała godnego Chrisa Hemswortha). Jak pisała w pierwszym tomie przygód Bridget Jones Helen Fielding, “mama chciałaby wyłącznie Burta Reynoldsa, ale gdyby zastukał do jej drzwi, kazałaby mu wynieść śmieci”.

Jak pisze dalej autorka, nastolatki kipią nadzieją i naiwnością. A trzydziestki plus, nadzieję krzeszą na sesjach u psychoterapeuty, a po minionych związkach mają dusze poorane jak sierpniowe pole.

A po sesjach u psychoterapeuty mają wymagania, jak następuje (co powoduje, że chętnie poznałbym nazwisko psychoterapeuty, żeby wiedzieć, kogo odradzać znajomym):

Lista była długa, ale z czasem zawęziłam ją do tego, co naprawdę ważne. Dziś to: facet po trzydziestce, ponad 185 cm wzrostu (nie odpuszczę, sama mam 187 cm), spokojny (dwóch maniaków w związku to o jednego za dużo), cierpliwy (patrz wyżej), wesoły (bo humor rozładuje każdy konflikt, a życie składa się z konfliktów), odważny, blondyn (preferencja, zakładam wyjątki), pracujący w mediach, reklamie, filmie, organizacjach pozarządowych lub w służbie zdrowia (to mnie kręci, ale dopuszczam wyjątki), no i wierzący (doświadczenie uczy, że wspólny światopogląd jest kluczowy).

Jeśli po trzydziestce chcemy budować związek na tym, czy ukochany pracuje w mediach i jest blondynem, to psychoterapeuta rzeczywiście się nam przyda. Blondyn najzwyczajniej w świecie w pewnym momencie osiwieje i co wtedy — rozwód? Jeśli straci pracę w mediach, a dostanie w biurze — rozwód? Jeśli pewnego dnia odkryje w sobie pasję do skoków ze spadochronem — rozwód? Na miejscu wysokiego, wierzącego, spokojnego blondyna zacząłbym odczuwać pewien niepokój. Wszakże lista została zawężona do tego, co naprawdę ważne (choć pani Dorota pominęła dzieci, gołąbki i mechanika). Nie do końca też wiem, czy ten wierzący światopogląd tak dobrze się zgrywa z wymaganiami dotyczącymi zawodu. Czy Jezus aby na pewno mówił „kochaj brata swego, lecz rzecz jasna wyłącznie gdy pracuje w mediach lub organizacjach pozarządowych”?

Inna sprawa, że wygląda na to, że mężczyźni lepiej znoszą odrzucenia. Z powodów biologicznych łatwiej im ryzykować, niż nie robić nic – tak twierdzą psychologowie ewolucyjni. Jako przykład na potwierdzenie tej tezy Dorota po raz kolejny przytacza postać Alexa z „Kobiety pragną bardziej”.

Bo postacie z filmów to jest właśnie to, na czym należy budować nasze realistyczne oczekiwania wobec życia. Ja na przykład buduję swoje na podstawie filmu “Thor” — jedyny mężczyzna, na jakiego gotów jestem zwrócić uwagę, to nordycki blond bóg z plastikowym młotkiem, przyodziany w gumowy kombinezon z sześcioma sutkami. Zawężam swe oczekiwania do tego, co naprawdę ważne, widzicie.

Ten bowiem, jak sam twierdzi ma twardą skórę: ‚podobam się dziewczynie – OK, nie podobam się – takich jak ona jest na pęczki’.

Nie wydaje mi się, żeby to miała być męska cecha. Jest to cecha osób, które nie mają kompleksów. Nie podobam się — trudno — moje poczucie własnej wartości nie zależy od tego, czy podobam się osobie X lub Y. Po tysięcznym odrzuceniu może bym rozważył podejście do życia, ale na szczęście nie muszę. Może dlatego, że nie idę na pierwszą randkę z założeniem, że spotykam przyszłego męża, wierzącego blondyna odpowiedniego wzrostu?

„Czasem mężczyźni zwyczajnie poszukują partnerki seksualnej ( ). Kobiety natomiast prawie zawsze flirtują, żeby stworzyć związek” – pisze cytowana w artykule psycholożka dr Linda Papadopoulos w poradniku randkowym „Co mówią mężczyźni, co słyszą kobiety”.

SEXISM METER EXPLODED — ale czym tu się dziwić, skoro “She is a contributing editor for Cosmopolitan magazine”. Następne źródło pełne głębokich psychologicznych porad.

– A więc statystyczna kobieta po trzydziestce idzie na randkę z innym nastawieniem niż samotny trzydziestoparolatek i choć ostrożnie podchodzę do stereotypów, to na pewno dla mnie każda kolejna randka jest stresującą próbą ułożenia sobie życia – wyznaje szczerze Frontczak.

Pani Doroto, to nie jest problem statystycznej kobiety, tylko problem pani Doroty. Są i trzydziestolatkowie, którzy na pierwszą randkę idą wybierać imiona dla dzieci. Są — przysięgam! Znam!!! — kobiety, które czasami zwyczajnie poszukują partnera (lub partnerki) seksualnego. ESCANDALO, wiem – nie wszyscy są tacy sami i jak tu teraz żyć, panie premierze?

Mężczyźni nie potrzebują checklisty, bo jak pisze David M. Buss w „Ewolucji pożądania” męskie oczekiwania wobec kobiet są proste.

Po pierwsze, może pan Buss ma proste. Po drugie, “Ewolucja pożądania” to dzieło z roku 1995. W roku 1995 myśleliśmy, że w roku 2014 będziemy latać do pracy na jetpackach.

Buss udowadnia, że mężczyźni szukają kobiet płodnych – a więc młodych, zdrowych, z biustem i biodrami.

Panie Buss, umówmy się, że Warsaw Shore to nie jest statystyczna średnia. Gdyby pana teorie były prawdziwe, kobiety po 30, bez biustu i bioder zostawałyby co do jednej zakonnicami.

Głównym celem panów jest seks i rozsianie swoich genów.

Jezu, jezu (nieczyt.)

Kobieta szuka mężczyzny z najlepszymi genami (wysoki, przystojny, silny), takiego, który się o nią zatroszczy (odważny, opiekuńczy), będzie miał zasoby, żeby utrzymać rodzinę (ambitny), i do tego zechce zostać z nią dłużej (stabilny emocjonalnie, wierny).

I zje tonę gołąbków z mechanikiem pracując przy tym w mediach!!!

A więc checklista to nie widzimisię starych panien, ale ewolucyjna konieczność – cieszy się autorka.

Autorka nadal używa sformułowania “stara panna”, więc w sumie nie powinienem się dziwić, że w swych lekturach zatrzymała się na ekspertkach Cosmo i publikacjach z lat 90…

A zatem jaka jest puenta? Frontczak pozostaje pełna optymizmu, pisząc, że: – Potrzebujemy większej uwagi i delikatności we wzajemnych kontaktach. Drugiej szansy, bo za pierwszym razem może nas zjeść trema i powiemy coś, czego będziemy żałować. Trzeba też przejrzeć checklistę, może są na niej bzdury: czy naprawdę facet, który przyjdzie w różowym sweterku, musi odpaść?

Kiedyś, lata temu, pisałem, że i ja miałem checklistę. Życie zaś było złośliwe i podtykało mi to, co na mojej checkliście się znajdowało. Na przykład chciałem mężczyzny miłego, wyedukowanego, brodatego, artysty… dostawałem miłego, wyedukowanego, brodatego, artystę, alkoholika. Dodawałem do checklisty, że ma być nie-alkoholik i dostawałem miłego, wyedukowanego, brodatego, artystę, nie-alkoholika, który nie zamykał drzwi od toalety podczas, jak by to ładnie, numeru dwa. (Po drugiej randce, nie po dziesiątym roku związku.) Trafił mi się pan, który na checkliście odhaczał absolutnie wszystkie punkty, tyle, że nie wpadło mi do głowy dopisać, że podczas seksu ma nie płakać “mamo, mamo”. A jak to się stało, że od ponad dwóch lat mam u boku Zbrojmistrza? Przestałem mieć checklistę. Ba, przestałem szukać. Sam się znalazł. Gdybym robił checklistę, zapewne połowy moich wymagań by nie wypełnił.

Seksizm to rzecz potworna, bo rujnuje nam życie. Oczekiwania pani Doroty są nawet nie tyle nierealne, co uzasadniające tytuł o księciu z bajki. W świecie pani Doroty my, kobiety musimy używać naszych kobiecych sztuczek, aby upolować rzadkiego blond-bawoła z odpowiednim zawodem i światopoglądem. Jednocześnie nie rozumiemy, czemu mając 34 lata wciąż jesteśmy niezamężne. A przecież po świecie chodzi mnóstwo nieupolowanych wierzących blond lekarzy o wzroście powyżej 187 cm. Tyle, że są za mało cierpliwi, albo mają nie takie poczucie humoru, albo niespokojni, albo boją się pająków. Odrzut! Nie nadaje się! No powiedzcie sami – jak w ogóle można rozważać związek z kimś, kto boi się pająków albo nie pracuje w mediach?! (Disclaimer: autor tych słów, ZNACZY JA, mierzy 184 cm, nie jest blondynem, nie pracuje w odpowiednim zawodzie i boi się pająków. Wspomniałbym, że nie jestem hetero, ale o tym pani Dorota nic nie mówi, znaczy nie jest to dla niej ważne.)

Pani Doroto, ja proszę. Niech pani przestanie wyrabiać sobie zdanie o życiu na podstawie Cosmo, „Seksu w Wielkim Mieście” i książek sprzed 20 lat. Nie jest za późno, żeby się dowiedzieć, że w roku 2014 „stare panny” już nie istnieją. A poza tym, życzę oczywiście tego odważnego, wesołego lekarza o wyglądzie Aryjczyka, ale proszę jednak rozważyć dodanie chociaż tego, żeby nie pił, nie bił i nie był gejem.

Zdjęcie: Getty, premiera „Sex And The City 2” w Nowym Jorku, maj 2010.

  • Wczujmy się w rolę takiego biednego faceta ze świata pani Doroty. Jeśli jest tym lekarzem, jest zapewne choć trochę inteligentny, zatem wyczuje lub domyśli się o co chodzi potencjalnej partnerce. Zatem logiczne że będzie bronił się jak może przed założeniem rodziny (a szczególnie spowodowaniem że p. Dorota zajdzie w ciążę. Przecież jej wizja roli potencjalnego partnera to zapłodnienie jej, a potem jedynie dostarczanie pieniędzy dla szanownej małżonki i progenitury. No i oczywiście odpowiednia pozycja zawodowa i wygląd. Nie dość że taki biedny facet musi wystarczająco dużo zarobić, musi być kimś kim będzie można się pochwalić przed koleżankami, mamą, i całym światem. A taka „trophy wife” musi jedynie dobrze wyglądać!

    Spójrzmy na przyszłość takiego związku. Rolą mężczyzny jest utrzymanie rodziny – w końcu po coś to wymaganie pracy w mediach jest na tej liście. Mężczyzna zapewnie zostanie odsunięty od łoża po spłodzeniu potomstwa – pani Dorota podkreśla wagę wiary, zatem antykoncepcja odpada (to poproszę scenę z Monty Pythona). W takim związku będzie trzeba jakoś (bardzo jakoś) przeżyć (albo przetrwać) 40 lat (średni czas życia mężczyzn to ponaj 70, zatem 30-to latek tyle przeżyje) – wszak wierzący nie uznają rozwodów. Jedynym wspomnieniem jakiejkolwiek bliskości jest „patrzenie głęboko w oczy”, żadnego przytulania, pieszczot, nie mówiąc o tym grzeszmym seksie. Cała reszta to wymiana biznesowa – ja mu gotuje, on je te gołąbki, naprawia samochód (w końcu to męska rola! mogę być wyzwolona, ale bez przesady…), dba o mnie – ale ja o niego już nie muszę.

    Gdybym był kandydatem na parnera pani Doroty (uf, nie jestem blond lekarzem, więc mi to nie grozi) przedstawiona wizja zmroziłaby mnie, zatem jakoś nie dziwi mnie brak kolejki kandydatów do ożenku. Z taką wizją związków strategia tych okropnych mężczyzn którzy zwodzą biedne kobiety unikając wiązania się i deklaracji jest całkiem rozsądna. Obie strony oszukują się i stosują całą masę niedopowiedzeń; ona ukrywa to że chce go złapać i traktować jako źródło utrzymania i plemników, on ukrywa to że tego nie chce i pozwala jej myśleć że on chce tego co ona – domku z ogródkiem i gromadki dzieci.

    Podejrzewam że ci mężczyźni piszący o dzieciach „w dalekiej przyszłości” nie chcą mieć dzieci. Jednocześnie wiedzą jednak w jakim kraju żyją i że we wszelkich badaniach społecznych najważniejsza jest deklarowana rodzina i potomstwo. Szczere napisanie „nie chcę dzieci, nie interesują mnie” skreśliłoby ich w oczach większości potencjalnych partnerek zatem piszą to nie wprost.

    OK, wracam cyzelować swoją listę wymagań. Ma jedynie 93 pozycje więc jest chyba zbyt krótka. Dzięki za przypomnienie o wymaganiach co do orientacji – jak ja mogłem to przegapić?

  • Listy to przewrotne bestie. Piętnaście lat mając miałam swoją listę (na miarę tamtych czasów): ciemne włosy, ciemne oczy, ciemna karnacja. Przed trzydziestką orixas pokarali mnie czarnoskórym Brazylijczykiem, który poza tym nie spełnia chyba niczego z list z kolejnych lat 😀
    A nie, przepraszam, jeszcze jeździ na motocyklu XD MARZENIA SIEM SPEŁNIAJOM!

    (Bosz, żebym ja miała w głowie wtedy to, co mam teraz…. 🙂 )

    • Ja w tamtych czasach chciałem Złego Chłopca, z motocyklem, skórą i zarostem. Ciągle nie znalazłem nikogo z motocyklem ;( pozostałe wymagania zostały zaspokojone pojedyńczo lub grupowo i okazało się, że jednak z wiekiem moje potrzeby się zmieniają na nieco mniej… powierzchowne.

  • wredny_widelec

    Czy mogę spytać o coś a propos list, co jest kompletnie obok artykułu, za znacznie ciekawsze niż zakurzone i oblazłe przez pająki rojenia pani Doroty? Mianowicie: którą piosenkę zadedykowała Ci ze sceny Suzanne Vega? Zakładam, że nie była piosenka całkiem z czapy, tylko miała coś wspólnego z tym, jak wyglądałeś i/lub co mówiłeś. Dlatego po szybkim przejrzeniu listy tego, co one zwykle gra na koncertach, szybko skreśliłam wszystkie (bardzo ładne) smęty typu „Calypso”, „Small Blue Thing” czy „Queen and a Soldier”, na pewno nie był to „Luka”, bo tego nie zadedykowałoby się najgorszemu wrogowi, „Gypsy” jest o konkretnej osobie, z płyty „Songs of Red and Grey” prawie nigdy nic nie gra, więc metodą eliminacji stawiam na „Blood Makes Noise” albo „Left of Center”. Uchylisz rąbka tajemnicy i zdradzisz, co to było?

    • Ray Grant

      Byłem kiedyś członkiem listy dyskusyjnej, na której sama Suzanne również się z rzadka udzielała. Kiedy ukazało się Songs in Red and Gray, płyta średnio mi się spodobała, a najmniej pierwszy singiel, „Widows’ Walk”. Zacząłem o piosence nieco złośliwie pisać „Windows Walk”. W końcu Suzanne się zirytowała i opieprzyła mnie z lekka — do tej pory pamiętam — „It’s called Widows’ Walk, not Windows Walk. Windows do not walk.” Przestałem, ale nie zapomniała mi tego i w Sali Kongresowej zadedykowała mi… no, zgadnij, którą piosenkę. Po koncercie spotkaliśmy się za kulisami, przeprosiłem ją bardzo, a ona powiedziała, że żaden problem, po czym zrobiliśmy sobie razem zdjęcie, na którym ja wyglądam jak Einstein, któremu coś wybuchło w laboratorium, a Suzanne jak własny nagrobek — pierwsze aparaty cyfrowe były jednak nieco… wątpliwej jakości…

      Cieszę się, że ją znasz i lubisz na tyle, żeby mi rzucać tytułami płyt i piosenek granych na koncertach 🙂 Ach, „Blood Makes Noise” — największy przebój wszechczasów mojej listy przebojów układanej od 1991. 57 tygodni na liście, 9 na miejscu pierwszym, tak naprawdę do tej pory mi się nie znudziło.

      • wredny_widelec

        Dzięki za odpowiedź! No, to było bardzo niespodziewane, ale nie było szans, żeby to zgadnąć, trzeba było przy tym być. Trochę koncertów Suzanne za paskiem już mam i tylko raz udało mi się usłyszeć coś z „Songs of Red and Gray” – była to „Your Maggie May”, na koncercie w amfiteatrze w Olsztynie. W założeniach początkowych nie pojawiło się też nic o tym, żebyście się wcześniej znali. Wyobrażałam sobie, że sytuacja była taka: w pierwszym rzędzie siedzi wytatuowany punk z irokezem i głośno klaszcze, więc piosenkarka, wzruszona jego entuzjazmem, postanawia mu coś zadedykować (ewentualnie: sam coś zaproponowałeś). No i jak to się robi, żeby wejść i porozmawiać z gwiazdą za kulisami? Zawsze mnie to zastanawiało. Podchodzi się do obsługi i mówi: „Na statek, służbo… to znaczy, cześć, ja do tej pani, znamy się z listy dyskusyjnej?”.
        A tak poza tym gratuluję okropnej foci robionej nagrobkiem wczesnej cyfrówki, zazdroszczę.

        • Ray Grant

          Bo to też trzeba z listy wiedzieć 🙂 kiedyś się dało, teraz już nie. Podchodziło się do dźwiękowca i mówiło, że jest się z listy Undertow. Teraz Zuzia na ogół po koncertach zwyczajnie siada i sprzedaje swoje płyty. Też miło, ale mniej wyjątkowo, no i nie da się za bardzo jej wyciągać zza stolika i focić 😉

  • Kurde,no. Ilekroć spotykam mężczyznę,który Ma Listę i Z Niej Odhacza („jak to nie lubisz Sepultury? Moja kobieta powinna lubić Sepulturę!”) – zaczynam czuć się wyceniana jak mięso na sprzedaż i cała sympatia we mnie więdnie. Nie wróżę p. Dorocie rychłego sukcesu.

  • Meeijn

    Mięso na sprzedaż to poziom wyżej, niż soja na sprzedaż, czyli „prawdziwa kobieta musi…”/”prawdziwy mężczyzna musi…”.

    Ray, zgrabna notka, jak zazwyczaj.

    Z zacytowanych mądrości: „dusze poorane jak sierpniowe pole”. Wydawało mi się, że z oraniem pod oziminy można jeszcze trochę poczekać i sierpień kojarzy mi się raczej z kombajnami „Bizon” a nie oraniem. Też tak macie?

    • Iza

      Notka super, tylko czemu nie opublikowałeś jej na tym drugim blogu? Tam bardziej by pasowała. Zaglądasz tam jeszcze w ogóle?

      • Ray Grant

        Szczerze mówiąc nie…

  • Iza

    A zajrzysz? 🙂

  • odwodnik

    Moja ogólniacka lista była krótka: jedynak, okularnik, młodszy ode mnie i Tomasz. Cztery wymagania:) Wyszłam za mąż za za Roberta z siostrą na stanie, starszego ode mnie a okulary zaczął nosić dopiero po rozwodzie:). Ale ja się zawsze zakochiwałam jakoś tak bez udziału rozumu, choć nie zawsze głupio:)

    Mama Beaty z „Szajki bez końca” Chmielewskiej chciała Gregory Pecka, a jakby przyszedł, kazałaby mu wyrzucić śmieci. Nie wiem o co chodzi z tym wyrzucaniem śmieci? Śmieci wyznacznikiem męskości?

    Ray Grant: Bardzo Cię lubię i trafiłeś na listę (checklistę?) ludzi, których bardzo chcę poznać osobiście.

  • Morhy

    Popieram „odwodnika”- dzisiaj trafiłam na tego bloga i z wpisu na wpis sprawiasz coraz lepsze wrażenie (a zaczęło się na bardzo dobrym przy artykule „BDSM dla początkujących”. Nie dość, że ciekawy to jeszcze bawi do łez).
    Co do samego wpisu- denerwować się na takich ludzi nie ma po co. Wręcz przeciwnie- powinniśmy im dziękować za dostarczanie nam rozrywki i powodów do śmiechu. Do 30 mi jeszcze daleko i o checkliście nigdy nie myślałam jako o czymś konkretnym. Gdybym miała już taki plan to rzeczywiście wzrost by się tam znalazł (może i nie jako obowiązkowy, ale mąż pół metra niższy ode mnie by mi chyba pogłębił kompleksy na tym tle), ale kolor włosów to już mnie zastanawia… Zawsze myślałam, że tylko dziewczynki poniżej 12 roku życia uważają to za coś istotnego. Jak widać się myliłam.
    Na zakończenie jeszcze- nie chcąc mieć dzieci ewidentnie nie jestem kobietą, a mój brak głębszego zainteresowania poglądami duchowymi potencjalnego partnera (byle nie był ortodoksyjnie religijny!), uniemożliwia mi stworzenie w pełni kompatybilnego związku. 😀

  • Czuję się wezwana, by bronić mojego ulubionego Bussa! Jego „Psychologia ewolucyjna” to bardzo sensowna lektura, polecam i w ogóle, wcale się nie zestarzała aż tak, jakby się po dacie wydania można spodziewać. Tylko, no, tego… trzeba by myśleć przy czytaniu… albo chociaż czytać całość, a nie tylko te kawałki, które do już posiadanych opinii pasują…
    …no ale jednak jest to dzieło pierwsze, od którego psychologia ewolucyjna się zaczęła, i faktycznie dobrze by pani Dorocie zrobiło przeczytanie czegoś świeższego, gdzie uwzględniono by następujące, wielkie odkrycie (sądziłam, że jest o tym wzmianka u Bussa, ale jakoś nie mogę znaleźć, więc może Helen Fisher?): faceci chcą młodości i urody od przelotnych randek. Dla stałej partnerki mają niemal taką samą checklistę jak panie…