Kujemy, lewicujemy, moralizujemy i tunelujemy

Nie Będzie Teleranka

Praca nad realizacją marzeń posuwa się zgodnie z planem, co oznacza, że nie posuwa się ani trochę lepiej — przede wszystkim finansowo.

Decydując się na zmianę kariery byłem świadom tego, że będzie się to łączyło ze zubożeniem — i tak właśnie jest, przynajmniej na razie. W ulubionym barze bywam raz w miesiącu, a nie trzy razy w tygodniu. Kupując żywność przyglądam się cenom, zamiast łapać to, na co akurat mam ochotę i wybieram produkty tańsze. Z zakupów odzieżowych nabyłem z drugiej ręki niepalny strój mechanika lotniczego, przymierzam się do zakupu okularów ochronnych z filtrem oraz maseczki z filtrem (powiedzmy delikatnie, że wentylacja w kuźni pozostawia co nieco do życzenia). Zrezygnowałem z kablówki i szerokopasmowego internetu. Nie stać mnie na to, żeby wyjechać do Polski na parę dni, zobaczyć się z rodziną i zrobić nowy tatuaż.

A to przecież dopiero pierwszy krok w ograniczeniach — takie ograniczenia #whitegirlproblems. Nie musiałem jeszcze sprzedać iPada, wymienić komputera na tańszy czy zrezygnować z ubezpieczenia medycznego (chociaż dentystyczne olałem, dowiedziawszy się, jak wygląda relacja między comiesięczną opłatą, a tym, co otrzymujemy w zamian). Istnieje możliwość, że nie będzie mnie stać w ogóle na wizyty w barach, na wyjazd gdziekolwiek dowolnym środkiem lokomocji oprócz roweru; ba, istnieje możliwość, że będę musiał negocjować z bankiem obniżenie raty kredytu za mieszkanie. Tymczasem właśnie umówiłem się z kowalem, u którego w kuźni praktykuję sobie regularnie, że za 300 euro nauczy mnie techniki, którą Roman Sypniewski w swojej książce pt. Kowalstwo określa mianem zgrzewania kowalskiego.

Do celu zmierzam całym sobą. Siłownię opłaciłem z góry na rok na początku stycznia, wiedząc, że co jak co, ale z tego rezygnować nie mogę. Zamiast wymieniać okna, jedno z nich otworzyłem przy pomocy młotka, noża do tapet i silnego kumpla po drugiej stronie. Zamiast zamawiać specjalistów do remontu, odremontowałem sobie kawałek mieszkania sam, po czym sam wynająłem się do pomocy — nigdy nie zaszkodzi ani dorobić, ani czegoś się nauczyć. Dzięki temu czuję się nareszcie jak prawdziwy Polak na saksach, chociaż znam za dużo obcych języków i rzadko bywam na mszy.

*

Politycznie wreszcie zostałem w Holandii prawdziwym lewicowcem, co po części wiąże się z tym, że mamy tu rząd liberalno-chadecko-nazistowski, stanowiący odpowiednik premiera Korwina-Mikke w koalicji z PiS i NOP. Oznacza to także, że w warunkach polskich jestem na lewo od lewicowych anarchistów, Krytyki Politycznej i tego siedliska żydokomuny, jakim jest rzecz jasna Gazeta Wyborcza.

W tejże czytam ostatnio o squatach i wcale mi się nie podoba to, co czytam, ponieważ tak się składa, że jestem po stronie squattersów. Zjawisko squattingu było jednym z powodów, dla których przyjechałem do Amsterdamu pięć lat temu; bardzo podobało mi się jakże lewackie podejście władz holenderskich, które uznały, że od świętego prawa własności o wiele ważniejsze jest święte prawo, żeby nie mieszkać na ławce w parku, nie umierać wskutek odmrożeń i żeby wykorzystywać jak najwięcej nieruchomości, które latami stoją nieużywane.

Przyznam, że określenie mojej znajomości Biblii mianem wybiórczej będzie nadal komplementem, ale wszystko, co wiem o Jezusie sugeruje, że był on zdziczałym lewakiem, który przyjaźnił się z prostytutkami, zamieniał wodę w wino (a nie odwrotnie) i zachęcał do dzielenia się posiadanymi dobrami materialnymi, nic zupełnie nie wspominając o świętym prawie własności. Tymczasem w Polsce, drugim najbardziej katolickim kraju na świecie po Watykanie, czytam:

To dobrze, że są ludzie, którzy mają energię, robią wystawy, koncerty czy pokazy filmów, uczą naprawiać rowery czy gotować wegetariańskie obiady, czyli wszystko to, co dzieje się w squatach takich jak Elba. Z jakiegoś nie do końca jasnego dla mnie powodu bardzo ważne jest, żeby tych wszystkich czynności dokonywać „na nielegalu”. Warsztaty naprawiania roweru w samowolnie zajętym budynku są kulturą alternatywną, a gdyby ktoś prowadził je w dzielnicowym domu kultury, prawdopodobnie zaprzedawałby się Babilonowi. To trochę śmieszne, ale trudno, od tego jest młodzież, by się buntować przeciwko systemowi.

Słowem, nie dziwi mnie, że istnieje grupa osób koniecznie potrzebujących squatu. Ale nadawanie włamaniu do pustego budynku rangi walki o „miasto otwarte” jest po prostu śmieszne. Mogę jeszcze zrozumieć protesty przeciwko wyrzuceniu ze squatu Elba – ludzie się tam zadomowili, mieli swoje rzeczy, których natychmiastowe przeniesienie mogło być problemem logistycznym. Uzasadnione było oczekiwanie, że właściciel uprzedzi o zamiarze opróżnienia budynku. Ale próba zajęcia siłą budynku na ul. Skorupki i dziwienie się, że burmistrz się nie zgadza i wzywa policję, jest już czymś więcej niż młodzieńczą naiwnością. To populizm.

Oraz:

Policja jest od tego, by reagować, kiedy ktoś popełnia przestępstwo. Policja jest też od tego, by podjąć interwencję, gdy ktoś ją o to poprosi.

Wdarcie się na cudzy teren to przestępstwo opisane w kodeksie karnym (art. 193). Jeśli właściciel tego terenu wzywa policję, to ta przyjeżdża i podejmuje interwencję. Jeśli tłum nie podporządkowuje się poleceniom policji, to ta używa siły. Jeśli ktoś bije policjanta pięścią w twarz albo kopie w rękę, jest zatrzymywany i prokurator stawia mu zarzut. I tyle.

Dorabianie ideologii do nielegalnego wtargnięcia na cudzy teren wydaje mi się nadużyciem.

Kto dał prawo decydowania squattersom o tym, co powinno znajdować się w budynku przy ul. Skorupki?

W komentarzach czytam zaś o „nowej miejskiej tradycji przestępczej”, „nielegalni won i nie ma dyskusji”, „cwanych meliniarzach (skłotersach)”, „lewackich brudasach i złodziejach”, „grubych milionach z naszych podatków na melinę lewactwa na Nowym Świecie” (chcę wierzyć, że to troll), etc. A czytam to wszystko na portalu gazeta.pl, który jak wiadomo sam jest meliną lewactwa.

Nie do końca rozumiem, jak można pogodzić bycie chrześcijaninem ze świętym prawem własności. Ciężko mi sobie wyobrazić podejście bardziej chrześcijańskie, niż zachęcanie do squattowania nieużywanych budynków, rozdawnictwa dóbr i równej ich dystrybucji. Równie ciężko uwierzyć w to, że można być chrześcijaninem i określać bliźnich mianem „lewackich brudasów i złodziei” i nawoływać, aby „nielegalni won”. Czy to miał na myśli Jezus, zachęcając do kochania bliźniego jak siebie samego? Wynikałoby z tego, że te wszystkie komentarze piszą li i jedynie ateiści. Ale podobno ateiści są co do jednego lewicową hołotą brudasów i złodziei. Czyżby wyzywali innych od tychże lewicowych złodziei w ramach szczwanego planu mającego na celu odwrócenie od siebie uwagi?

Z pierwszych zdań komentarza redakcji GW wynika, że budynek stał pusty. Jaki zysk ma miasto z pustego budynku? Jaki zysk ma jego właściciel? Jaki zysk ma, w ogóle, ktokolwiek? Co komu przeszkadza kolektyw squattersów w budynku, jeśli założymy, że właściciel w każdej chwili może zawiadomić korzystających z jego posesji, że za trzy miesiące planuje powrócić do wykorzystywania budynku i prosi, aby do tego czasu został opuszczony? Jeśli squattersi wtedy odmówią odejścia, przestaną być kolektywem squattersów, staną się włamywaczami — ale w czym problem, dopóki z budynku nikt nie korzysta?

Squatting dałoby się prosto zalegalizować — na tej samej zasadzie, która funkcjonowała w Holandii, dopóki prawicowy rząd nie zmienił prawa. Nieużywany przez dwa lata budynek staje się dostępny squattersom, którzy mogą legalnie w nim zamieszkać. Właściciel, który chce powrócić do wykorzystywania budynku, musi zgłosić to urzędowi miasta i wyjaśnić, dlaczego przez lata budynku nie używał, a teraz nagle chce to zmienić. Squattersi musieliby zobowiązać się do nieniszczenia zajętego budynku i zwrotu na żądanie urzędu miasta w takim samym, lub lepszym stanie, niż kiedy został zajęty. Ale do tego celu musielibyśmy założyć, że najwyższą wartością jest życie ludzkie i jego komfort, a nie święte prawo własności; że każdy nasz bliźni ma pewne podstawowe prawa, np. prawo do zamieszkania w nieużywanym budynku; że nikogo nie wolno wyrzucać na bruk, nie zapewniwszy mu alternatywnego lokalu; że alternatywny styl życia jest równie „dobry”, jak standardowy. Czyli, poniekąd, zgodzić się z naukami Jezusa Chrystusa… ups…

Michał Wojtczuk pisze w swoim komentarzu:

Mówimy o mieście, przy którego głównych ulicach działają szmateksy i kebaby, w którym tanio zjeść wegetariańskie jedzenie można w setce chińskich barów, w którym funkcjonują kluby studenckie, ośrodki pomocy społecznej i domy kultury, w którym organizowane są offowe pokazy filmów i poetyckie slamy, w którym grafficiarze za pozwoleniem właściciela mogą tworzyć galerię obrazów na murze otaczającym służewieckie Wyścigi.

Kto by pomyślał, że w Warszawie jest tak fajnie od kiedy wyjechałem? Bo ja to miasto pamiętam inaczej. Pamiętam ogromne billboardy zakrywające okna; pamiętam zamykanie kawiarni, barów mlecznych i księgarni i otwieranie kolejnych filii banków; pamiętam zamykanie Le Madame (czy w miejscu po Le Madame w końcu coś powstało, czy cały czas stoi nieużywane?). Pamiętam szarość, ludzi rzucających we mnie puszkami z piwem za to, że wziąłem za rękę swojego chłopaka i wyzywającymi od pedałów, bo założyłem czerwone spodnie. Kluby studenckie reklamujące się tym, że alkohol jest w nich wyjątkowo tani i grające przeboje alternatywnych wykonawców takich, jak Urszula i Green Day. Dyskoteki z selekcją, strzeżone osiedla za kratami, nieoprocentowane, ale za to płatne konto bankowe w banku, który właśnie otworzył nową filię w miejscu, gdzie przedtem mieścił się szmateks.

Ale z daleka łatwo krytykować, wiem. Opowiedzcie mi o pięknej Warszawie, w której chińskie bary serwują wegetariańskie jedzenie, każdy squatters łatwo znajduje pracę, dzięki której łatwo może wynająć tanie mieszkanie, dzielnicowe domy kultury zapraszają punków do tworzenia kultury alternatywnej, w ośrodkach pomocy społecznej sympatyczni urzędnicy tylko czekają, aż wreszcie przyjdą jacyś chętni (których ogólnie jest bardzo mało, bo przecież każdego stać na tanie mieszkanie), którym będą mogli uprzyjemnić leniwą egzystencję. W domach kultury urząd miasta co chwila organizuje offowe pokazy filmów, teatry wystawiają niemainstreamowe sztuki, na jedne i drugie bilety są bardzo tanie, dzięki czemu tłumy walą te dzieła oglądać. Zaraz po tym, jak zjedzą tani, pyszny obiadek wegetariański w chińskim barze.

Chiński bar darem polskiej kultury alternatywnej dla narodu, rzecze komunistyczna Gazeta Wyborcza, a prawicowi miłośnicy nauk Jezusa określają bliźnich mianem brudasów i złodziei i domagają się, aby bliźni poszli takoż proszę won. Dokąd konkretnie mają pójść won, miłośnicy nauk Jezusa nie podają. Byle nie na strzeżone osiedle, gdzie miłośnicy mieszkają.

*

A tymczasem zostałem zatrzymany na ulicy… nie, nie przez policję… przez fotografa, który chce mi zrobić zdjęcia do artykułu w mainstreamowej gazecie o alternatywnych stylach życia, albowiem gdyż mam w uszach 18-milimetrowe tunele. W Amsterdamie, jak się okazuje, stanowię rzadkość. Może powinienem wrócić do Warszawy i realizować się artystycznie w domach kultury, żywić w chińskich barach i odziewać w szmateksach ulokowanych na głównych ulicach miasta?

  • a-be

    Ogrom twojej kowalskiej pasji jest inspirujący i godny podziwu. Ludzie z pasją są cholernie pozytywną rzeczą i jak się w życiu dzieje źle, to warto o nich pomyśleć, coby się zmobilizować do działania.
    Btw, tunele świadczą o alternatywnym stylu życia? Fajno…

  • No to jedziemy z opowieścią o pięknej Warszawie 🙂

    Po pierwsze – Elba zostaje! Nigdzie się póki co nie wyniosła i być może wcale nie będzie musiała się wynosić.
    Po drugie – Elby broniły i bronią nieoczekiwane ilości ludzi (w tym radni, posłowie oraz wicemarszałkini sejmu); nasze zeszłotygodniowe demo zablokowało pół Warszawy i sami z pewnym niedowierzaniem patrzyliśmy na ten tłum, który szedł, szedł, szedł i nadal szedł i nie chciał się skończyć.
    Przychodnia, wygląda na to, też na razie zostaje, a jeśli nie na Skorupki to miasto (miasto!) zaproponuje inny pustostan. Co już w Warszawie ociera się o cud, porównywalny z zamianą wodę w wino. (Por. HGW „robi się pożar, a wasze miejsce jest w noclegowni” i burmistrz śródmieścia „w centrum W-wy nie ma biednych ludzi”)
    Forum GW to siedziba prawicowych trolli; po lekturze myśli normalnego lewaka zaczynają oscylować wokół „no dobra, klonowanie klonowaniem, ale dlaczego Korwina-Mikke?”, a potem normalny lewak bierze się za Przekrój i KrytPol 😉

    Nie jest świetnie, ale też nie jest tak strasznie, jak można przypuszczać po lekturze GW (która tak jakby skręca w prawo, por. Wroński „czemu zaprosiliście Niemców”). Nie poddajemy się 🙂

    • Ray Grant

      Wiedźmo, czy Ty jesteś z Elby? skoro mówisz „nasze demo”? czuję się taki w kontakcie i w ogóle! 🙂

      A HGW za tekst „oni palą papierosy i od tego robi się pożar” powinna dostać Srebrne Usta, mój głos już ma.

      • @Ray, ja nie mieszkam na Elbie, ale bywam czasem (nie tak często, jak bym chciała, bo to dla mnie drugi koniec miasta:/), więc również broniłam i oczywiście byłam na demo 🙂
        Ale jeszcze bardziej „mój” był happenig w poniedziałek, kiedy to zgłosiliśmy się do noclegowni z pytaniem, gdzie możemy zainstalować nasze centrum kultury niezależnej 😀

        Srebrne usta dla HGW – tak, chociaż burmistrz Bartelski robi jej niezłą konkurencje.
        (+ mój ulubiony komentarz w necie: siedzę w domu, piję browar, palę fajkę… czekam na oddział prewencji.)

  • nowokaina

    Warszawa musiała szybko stać się alternatywna, bo za z ostatniej wizyty pamiętam głównie brak możliwości zapłacenia kartą na Dworcu Centralnym, pana, który wyrwał mi z rąk ulotkę przypominającą banknot stuzłotowy i innego pana, który mi tłumaczył, że seks jest nienaturalny.
    Nie wiem, czy Kraków jest alternatywny, jednakże w sezonie w centrumie robi się bardzo internacjonalnie i można dostać naprawdę dobrą chińszczyznę.

    I tak mnie naszło – Ty jesteś hipsterę! Znaczy, masz iPada, narzekasz na brak alternatywności i dziwnie się ubierasz. Powinieneś sobie jeszcze sprawić najpaskudniejsze okulary jakie znajdziesz, wtedy nikt nie będzie rzucał w ciebie puszkami, bo wszyscy będą wiedzieć, że jesteś hipsterę, a im wolno.

  • Ale czym w-wa różni się od innych miejsc w Polsce? Wszędzie jest super tylko nie tu? Czy z innych mniejszych miejscowości wszyscy pouciekali po prostu do większych, o których się pisze?
    Czy Twoje trzymanie chłopaka za rękę przeszłoby niezauważone w jakimś innym mieście w Polsce? Dlaczego tak rozgraniczacie na w-wę i resztę kraju? Wygląda to trochę śmiesznie – w-wa wielkie zuoooo. Zwłaszcza, że połowa to są już przyjezdni. Mam wrażenie, że to kwestia jakiegoś ogólnego obycia Polaków, opatrzenia, osłuchania, brakuje nam tego. Jesteśmy wszechstronnie niedojrzałym społeczeństwem. Zaściankowym. Polacy, nie tylko warszawiacy. A w zasadzie mam wrażenie, że właśnie w w-wie jest nieźle i będzie szybko coraz lepiej, ponieważ coraz większa masa jaka przewija się przez to miasto będzie coraz bardziej uniemożliwiała funkcjonowanie stereotypami.
    Ja jestem otwartą, chyba normalną osobą, ale sama „zauważam” na ulicy chłopaka trzymającego za rękę drugiego. A dlaczego? Bo jest ich mało. Bo są wyjątkami. Ale myślę, że wkrótce to właśnie tu takie sytuacje będą na porządku dziennym. I po prostu przestaniemy na nie zwracać uwagę.
    Mnie tu nigdy nikt nie okradł, nie napadł, żadnych świrów nie spotykam, choć wiadomo że są, JAK WSZĘDZIE. Stoję spokojnie na przystanku, ktoś się do mnie uśmiechnie, jadę tramwajem, z kimś obcym zamienimy parę słów. Normalne życie.
    Raz ktoś zwrócił uwagę na mój ubiór – kilkanaście lat temu, bardzo elegancki starszy pan w autobusie strasznie gapił się na moje kontrowersyjne martensy. Aż pomyślałam, że „chyba mu zaraz coś powiem!”. A pan do mnie podszedł i powiedział: Przepraszam Panią bardzo, gdzie można kupić takie buty? Bo ja od II w.św. marzę o takich butach, bo Anglicy w takich chodzili…
    No ale ja jestem BP, czyli z założenia może wyłapuję pozytywne i pozytywnych przyciągam 🙂

    Co innego natomiast porównywać w-wę (Polskę) z innymi krajami. Więc jeśli R.G. porównujesz w-wę z zagranicą, to się zgadzam w 100 proc.
    Polacy mają olbrzymie braki we wszechstronnej kulturze. A chrześcijanami większość była i jest tylko z nazwy i z przyzwyczajenia.

    I ciekawostka przyrodnicza – Warszawiacy uwielbiają Kraków (bo był wspomniany), nigdy nie słyszałam, żeby ktoś powiedział „jakie to miasto K. jest beznadziejne, i Ci ludzie, żenada”, za to w drugą stronę – notorycznie. Zabawne!
    Krytykę Krakowa słyszałam jedynie z ust krakusów, którzy z tego miasta uciekli, twierdząc, że mają dosyć tego plotkarskiego zaścianka, siedzenia w knajpach i uważania, że to wielka kultura jest 🙂

    • Ray Grant

      Już kiedyś chyba pytałaś 🙂 w tym przypadku znęcam się nad Warszawą z dwóch powodów — po pierwsze w Wawie jest Elba i o Wawie pisze GW, po drugie w Wawie mieszkałem 29 lat i to miejsce znam najlepiej. Na temat Krakowa nie mam odwagi się wypowiadać, bo go nie znam.

  • hawa.etc

    <>

    No, to „słyszysz” mnie. Nie cierpię Krakowa. Jestem chora, jak mam tam jechać, nie znoszę tej duchoty i nadęcia. Najgorsze doświadczenia zawodowe mam z firmami krakowskimi. Poza tym ceny warszawskie, płace prowincjonalne i bohema wystająca z kazdej mordowni. Dziekuję, postoję.

  • Ewka ~ Anksunamoon

    Warszawa jest takim odzwierciedleniem całej Polski, bo to sami przyjezdni. Zresztą, kiedy słyszę określenie „prawdziwy warszawiak” to mi się dziadek z powstania wizualizuje.
    Polacy mają niskie poczucie własnej wartości, co za tym idzie, lubią wyżywać się na słabszych, wszelkich mniejszościach, innościach, dziwnościach… Ze strachu są wycofani (stąd im się biorą te określenia, jak inności i dziwności) i chętnie zamiast pomyśleć, przyjmują zdanie innych za swoje. Rozwojowo tu nie jest i chyba prędko nie będzie, klapki na oczach.

    nowokaina… To Ty na piekielnych o tej ulotce pisałaś? 🙂

  • zla.m

    A ja nie rozumiem „świętego prawa” squatersów do pustych budynków. Wyobraź sobie, Ray, że ktoś ci się do drugiego pokoju wprowadzi, bo przecież stoi pusty… Fajowo? Oczywiście będzie używał łazienki, światła, gazu czegotamjeszcze. I nie płacił. A ty nie będziesz mógł nic zrobić, a jeżeli będziesz chciał mieszkanie sprzedać albo wstawić do SWOJEGO pokoju szafę, to będziesz musiał iść do urzędu miasta czy innej administracji i prosić o pozwolenie, jednocześnie tłumacząc się, dlaczego wcześnie się tym pokojem nie interesowałeś. A pan squaters ma 3 miesiące na wyprowadzenie. I zapomniałam – pokój może i ci doprowadzi do stanu poprzedniego, ale straconej kasy na media – nie odda.

    I tak to jest – ktoś ma dom w środku miasta, nie remontuje go ani nie sprzedaje, bo załatwia sprawy prawne, potem próbuje sprzedać… Wszystko to trwa. A tu w międzyczasie – squatersi – mieszkają sobie, prądu używają, wody używają… Przecież za nie płacą, nescafe? Nagle – okazja – jest kupiec. Ale od zaraz. A tu zonk – bo państwo nielegalsi mają 3 miesiące na wyprowadzkę. W porządku to?

    • Ray Grant

      Squattersi używają mediów na koszt właściciela budynku i ten właściciel grzecznie płaci rachunki? Przyznam, że to dla mnie nowość, w Amsterdamie nic takiego nie ma miejsca, a w opuszczonych budynkach media są na ogół zwyczajnie odłączone. Poza tym argumentacja typu „wolny pokój to to samo co od lat nieużywany budynek” jest troszkę korwinowska.

      Sprawę domu w środku miasta w którym etc., w Amsterdamie załatwiono za pomocą instytucji o nazwie antikraak. Polega to na tym, że właściciel podpisuje z lokatorem umowę — bardzo niski koszt wynajmu lub zgoła zamieszkanie za darmo, w zamian za to kompletny brak pewności tegoż zamieszkania (okres wymówienia typu 14 dni). I wszyscy są zadowoleni.

  • Ray Grant

    „Polityka mieszkaniowa nie istnieje. Jak mam migrować do innego miasta, skoro nie ma tam mieszkania na moje możliwości? A przecież można sobie wyobrazić, że miasto ma dużo mieszkań na wynajem. Skąd wziąć na to pieniądze? A na cholerę nam stadion? W Warszawie ostatnio zbudowano dwa. Po co drogi miejski sylwester, na który poszło 3,6 mln zł, albo strefa kibica za 27 mln?”

    http://wyborcza.pl/1,118283,11461705,Mamy_prawo_do_mieszkania_tak_samo_jak_do_edukacji_.html

  • arvata

    ja dziękuję za jedzenie wegetariańskie w chińskim barze – ostatnio dostałam w „daniu wegetariańskim” 7 kawałków kurczaka… jak na wegetariańskie za dużo, jak na mięsne za mało…

  • Jiima

    @arvata
    Bo „wegetarianin” to tłumacząc z chińskiego „gość zbyt leniwy żeby upolować kurę”. Więc dodali mu trochę mięsa, z litości.

    @bohaterpozytywny
    „I ciekawostka przyrodnicza – Warszawiacy uwielbiają Kraków ”
    W kręgach agresywnego lewactwa o które się czasem ocieram jak mam humor na trollowanie, hejt na krakusów jest dość powszechny.
    „Ale czym w-wa różni się od innych miejsc w Polsce?”
    Hmm. Różni się tym, że ma jedną nóżkę bardziej. Ta nóżka jest po lewej stronie Wisły i rzeczywiście tam jest wszystkiego więcej niż gdzie indziej w Polsze. I dobrego i niestety złego. Porównywać można conajwyżej ze wspomnianym Krakowem i Wrocławiem.

    @zla.m
    Jest sporo sposobów na rozwiązanie tego problemu. Wiesz, nielegalni ci nie wejdą na teren który jest zabezpieczony, pilnowany, są kraty w oknach i drzwiach. Poszukają czegoś innego. Ustawa / uchwała o której mówi Ray dotyczy raczej rzeczywistych pustostanów, takich które promieniują na okolicę komunikatem „mam w dupie co się dzieje z tym terenem – właściciel”, ewentualnie właściciela nie ma. Wbrew pozorom sporo jest takich miejsc. Nie dziwota, że znajdują się chętni do ich zajęcia. Mediów tam na ogół nie ma, bo za sam fakt że są (nawet jeśli nie korzystasz), surprise surprise, dostawca z reguły żąda jakiś opłat abonamentowych, więc jak budynek stoi pusty, to się umowy rozwiązuje albo zawiesza. Owszem, skłotersi nierzadko podłączą sobie nielegalnie, ale wtedy to ich problem że popełniają przestępstwo i ryzykują złapanie i proces. Ale może być tak, że ktoś z okolicy im tych mediów użyczy, wbrew pozorom nie każdy jest korwinistycznym kapitalistą.

    @Ewka
    Nie wszyscy są przyjezdni, „prawdziwa Warszawa zginęła w powstaniu” to chyba mem z okolic Jedynego Prawdziwego Premiera RP. Poza tym ja też nie lubię Polaków, na szczęście nie spotykam ich na codzień, tylko w gazetach o nich czytuję.

    @Ray
    Jak ty potrafisz żyć bez interneta to ja nie pojmuję.

    • Ray Grant

      Ale to nie jest tak, że ja nie mam internetu, tyle, że za niego nie płacę :>

  • Meg

    Ewka- naprawdę, są jeszcze prawdziwi Warszawiacy. Ci, co w powstaniu nie zginęli, bo wcześniej trafili do obozu/na roboty. Jak moi dziadkowie. Więc.

  • Z tymi antikraakowymi/antyskloterskimi agencjami to tez nie tak rozowo i cudnie. W sensie, ze pomysl jakis jest ale wykonanie niezbyt halo i jak kontrole ma sie w domu niespodziewane, nie mozna sie ruszyc na zapiatek poza mieszkanie, no to troche glupio chyba sie mieszka. Znajomy film nakrecil o tym, polece, bo ciekawy:
    http://leegstandzonderzorgen.nl/category/english/
    Mam nadzieje, ze to nie jest fopa jakas, wstawiac link. 😉

    A co do sklotow, to bywaja i takie skloty, na ktorych sie za media placi bez problemow, ale nieczeste to zjawisko w PL jest (zazw. placone sa wybiorczo, gl. ze wzgledu na wlascicieli).

  • Prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku. Ja np., na szczęście nie będąc katoliczką, uznaję święte prawo własności. I tak sobie myślę, że gdybym za ciężko zarobione pieniądze kupiła budynek i nie używała go z sobie tylko znanych powodów (dlaczego ktoś ma mnie o to pytać?), to chciałabym, aby ludzie, którzy chcą w nim zamieszkać, najpierw zapytali mnie o zgodę i uszanowali moją decyzję, jeśli odmówię. Ja nikomu kolczyka z ucha nie wyjmuję i nie wpinam do swojego. Ani ze szkatułki mu nie zabieram, chociaż od lat nie używa. Kultura alternatywna jest bardzo fajna, dopóki nie ma mnie w nosie. I moich rzeczy.

  • Co to właściwie jest ta prawdziwa Warszawa?