Liberalny ksiądz i liberalna dziennikarka

Oczywiście wiem, że dla pani Wielowieyskiej moja opinia warta jest tyle, co dla mnie opinia księdza Oko i posła Pawłowicz, ale cóż poradzę.

Moim problemem jest to, że pani Wielowieyska za dużo mówi i pisze, a za mało, na ten przykład, się dokształca. Tak więc Wyborcza regularnie serwuje nam poglądy pani Dominiki na tematy kontrowersyjne, a jak wiemy, ostatnio takim tematem jest gęger. Czy pani dziennikarka rozmawia na ten temat z osobami, które się na gęger znają? Oczywiście! Na przykład z księdzem.

Wywiad z ojcem Kozackim (ładne nazwisko) zatytułowano malowniczo „O. Kozacki: Jestem przeciwny religii w szkole”. No tak, czego się spodziewać po lewackim medium, znalazło księdza-lewaka, który nie kocha Ojca Świętego JP2 Wiecznie Żywego i zadbało o klikalność. Znając tę reputację GW warto się dowiedzieć, co ksiądz-lewak rzeczywiście myśli, poza jednym wyrwanym z kontekstu zdaniem. A ksiądz ma opinię, jak to ksiądz, na wszystkie tematy, na których się świetnie zna: gender, związki osób homoseksualnych i dzieci.

Na początek ładnie:

Teza, iż za wszelkie zło odpowiada „ideologia gender”, wydaje mi się fałszywa. Owszem, są poglądy środowisk lewicowych, z którymi się nie zgadzam. Wolę jednak spokojnie je nazywać i rzeczowo przed nimi ostrzegać, a nie uderzać w alarmujące tony.

I całe szczęście. Chociaż ciekaw jestem, jakie to są poglądy. Nie martwcie się! Zaraz się dowiemy, jakie mamy poglądy, ksiądz nam powie. Zacznijmy od gender studies.

Gender studies zajmują się nierównościami między kobietami i mężczyznami. Niższe płace kobiet, przemoc w rodzinie, przedmiotowe używanie kobiet to są ważne problemy.

Niezwykle interesujące jest dowiedzieć się, czym zajmują się gender studies i że niższymi płacami kobiet. To powinno zamknąć usta krytykom feministek, twierdzącym wszakże, że te nigdy nie pamiętają o tanich żłobkach i przemocy w rodzinie, jeno czytają Judith Butler i inne Szczuki. Ciężko mi co prawda wyobrazić sobie, jak można przez kilka lat studiować wiedzę o niższych płacach kobiet i nierównościach między płciami, ale skoro ksiądz mówi, to wie.

Jednak studenci mówią mi, że na wykładach poświęconych tym zagadnieniom często pojawia się antyklerykalizm, atakowanie Kościoła, podważanie prawa naturalnego.

Och, ubóstwiam sformułowanie „prawo naturalne”, nic tak dobrze nie tłumaczy, dlaczego zabijamy się kamieniami, zjadamy nawzajem, mieszkamy w dziurach wykopanych pazurami w ziemi, a najsłabszym jednostkom pozwalamy zdechnąć z głodu na mrozie. Nie? Nie to ksiądz miał na myśli? Ojoj. To ja nie wiem, co to jest to prawo naturalne, ale chyba coś innego, niż prawa natury?

Po obu stronach barykady, wśród zwolenników i przeciwników gender, dostrzegam ideologów. Jeden z moich braci opisuje ich jako kiboli dwóch przeciwnych drużyn piłkarskich podczas meczu.

Ach, te wygolone na łyso feministki, wiecznie w maskach na twarzach i z racami w dłoniach. Jak taka pierdolnie z glana, to nie ma zmiłuj!

„Ideologia gender” – zdaniem Kościoła – wysadza dzieci z ich płci biologicznej. Ojciec też tak uważa?

– Obawiam się radykałów, którzy uznają wszelkie różnice między kobietami i mężczyznami za szkodliwe stereotypy kulturowe i chcą je zlikwidować, wprowadzają sztuczne parytety i administracyjnie dekretują rzeczywistość.

Ja też się ich obawiam! Co za szczęście, że nigdy żadnego nie spotkałem poza bajkami opowiadanymi przez księży i posła Pawłowicz. Chociaż akurat administracyjne dekretowanie rzeczywistości ma miejsce jak najbardziej, na przykład w Konstytucji, które administracyjnie zadekretowały, że tylko związek mężczyzny i kobiety może być rodziną. Nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi?

Ks. Adam Boniecki ma zakaz wypowiedzi publicznych, a ks. Oko występuje właściwie w imieniu całego Episkopatu.

– Bolesne jest, jeśli piętnuje się duchownych za wypowiedzi, które nie dotyczą kwestii fundamentalnych, czyli zgodności z nauczaniem Kościoła. Tego, czy ks. Adam Boniecki poda rękę Nergalowi, czy nie poda. Jeśli duchowni nie podważają nauki Kościoła, to zamykanie im ust jest nadużyciem. Jestem za wolnością wypowiedzi ks. Oko i ks. Bonieckiego.

Czy chce pan ksiądz przez to powiedzieć, że wypowiedzi ks. Bonieckiego i Oko są równoważne?

A ojciec by podał rękę Nergalowi?

– Pewnie bym podał, choć nie zgadzam się z ks. Bonieckim, jeśli chodzi o ocenę Nergala. Dla mnie darcie Biblii jest czymś nie do zaakceptowania i ja bym nie powiedział – jak ks. Boniecki – że to plastikowy satanizm. Nergal śpiewa po angielsku, na dodatek wrzeszcząc, więc nikt tego nie rozumie. A teksty jego piosenek są nazistowskie.

A skąd ojciec wie, skoro są po angielsku i nikt tego nie rozumie?

Kto nie obchodzi 10 kwietnia, jest złym liberałem, który popiera PO. Ale jestem też przerażony, z jaką pogardą się mówi po drugiej stronie barykady o „kaczorach”, „oszołomach” i „ciemnogrodzie”. Poziom nienawiści jest nie mniejszy, tylko inaczej sformułowany. Nie chcę ważyć, gdzie tej pogardy i nienawiści jest więcej. Jestem zdruzgotany, że ludzie modlą się na tej samej mszy, a nie są w stanie podać sobie ręki.

Ja poniekąd też, bo taki poziom hipokryzji jest dla mnie nie do przełknięcia. Chociaż pamiętam, jak kiedyś podałem rękę starszej pani, która wyszła z kościoła, potem zaczęliśmy rozmawiać, powiedziałem jej, że pan siedzący obok to mój ukochany, a ona zaczęła wycierać rękę w płaszcz. Ja podałbym jej rękę i drugi raz. Każdemu bym podał, nawet Macierewiczowi, byle choroby zakaźnej nie miał.

Franciszek głosi rozmaite rzeczy i każdy może tam znaleźć coś dla siebie. Jest w Polsce taka tendencja, by strzelać Franciszkiem w biskupów.

A ja myślałem, że „Flappy Bird” wycofano z App Store.

Dlaczego rodzina miałaby być poszkodowana z powodu zalegalizowania związków partnerskich osób tej samej płci?

– Nie akceptuję zrównania praw związku partnerskiego z prawami rodziny tworzonej przez kobietę i mężczyznę.

To ma być odpowiedź na pytanie „dlaczego”? Ja nie akceptuję bawarki, a jednak ludzie na całym świecie wlewają mleko do herbaty (ESCANDALO) i nikomu się z tego powodu nie dzieje krzywda, oprócz biednych dzieci, jak ja kiedyś, zmuszanych przez rodziców do picia tego paskudztwa.

Jeśli legalizuje się taki model, to oznacza, że nie widzimy fundamentalnej różnicy między rodziną a luźnym związkiem dwojga osób tej samej płci. Rodzina jest dla ludzi fundamentem, oparciem i nie chcę pomniejszać jej znaczenia. A boję się, że zalegalizowanie związków partnerskich jest tylko etapem. Na końcu tej drogi jest zrównanie ich z małżeństwem i pozwolenie na adopcję dzieci. Patrząc na to, co się dzieje na Zachodzie, zapewne tak będzie.

No to jak się księdzu nie podoba legalizowanie luźnych związków, sformalizujmy związki ścisłe. Na tym, o ile wiem, polega małżeństwo — uznaliśmy, że luźny związek nam nie wystarcza, więc zakładamy sobie obrączki i takie tam, dzięki czemu po paru latach prawnicy mogą zarobić mnóstwo kasy na negocjowaniu warunków rozwodu. Wygłasza ksiądz zdania sprzeczne ze sobą. Ale nie ma się co martwić, pani Wielowieyska to dziennikarka z doświadczeniem, na pewno o to spyta!

Ależ wodzu, co wódz…

Nie? Nie spyta? A to przepraszam.

Na jednej szali ma ojciec swoje obawy, na drugiej godność ludzi o orientacji homoseksualnej, którzy przez lata byli poniżani. Przyznanie im prawa do związków ma wymiar symboliczny.

– Przyjmuję to. Gdyby ktoś mi zagwarantował, że poprzestaniemy na legalizacji związków partnerskich, to byłbym za. Przecież nie mogę być przeciw temu, by te osoby odwiedzały się w szpitalu czy dziedziczyły swój majątek. Nie wierzę jednak, że się w tym miejscu zatrzymamy.

Mam nadzieję, że słusznie ksiądz nie wierzy. Przecież jest ksiądz przeciwny administracyjnemu dekretowaniu rzeczywistości. Znam pary jednopłciowe, które są ze sobą od 30 lat, są ze sobą w Holandii, więc ślub wzięły już dawno. To się właśnie nazywa dopasowywanie dekretów do rzeczywistości. „Odwiedzanie się w szpitalu” to jest w jakiś sposób naplucie na buty. Naści pedałki, odwiedzajcie się w szpitalu i odchrzańcie od nas, Dumnych Hetero w prawdziwym związku zalegalizowanym ślubem w kościele i weselem w remizie.

A wymiar symboliczny pani Wielowieyskiej spowodował u mnie wysypkę ze szczęścia.

Abstrahując od prawa, trzeba przyznać, że tacy ludzie są poniżani, a my nie możemy się na to zgodzić, musimy uznać ich godność w tym, kim są.

Ojej, jak mi miło, gdy się o mnie mówi per „tacy ludzie”.

Z ambony słyszą, że homoseksualizm to najgorsze nieszczęście, utożsamia się ich z działaczami organizacji gejowskich, które promują antyklerykalny światopogląd i dla których orientacja seksualna jest manifestem politycznym, a nie sferą prywatną.

Przypominam uprzejmie, że każdy heteroseksualista na świecie, noszący na palcu obrączkę, każda panna młoda zmuszająca bliskich i dalszych znajomych do oglądania zdjęć z wesela, każda komedia romantyczna z cyklu „ja cię kocham, a ty zdradzasz mnie z Helenką”, każda wreszcie kobieta w ciąży manifestują swoją orientację seksualną. Orientacji seksualnych jest więcej, niż jedna. A gdyby ksiądz się momencik zastanowił, może by zrozumiał, czemu katolików utożsamia się z działaczami organizacji katolickich, które promują antyludzki światopogląd i dla których orientacja seksualna jest manifestem politycznym, a nie zwyczajnym życiem.

Ci ludzie mówią: ja nie wybierałem – czy nie wybierałam – tej orientacji, chętnie żyłbym w heteroseksualnym związku, ale nie jestem w stanie.

A ja wcale bym chętnie nie żył w heteroseksualnym związku, dobrze mi w homoseksualnym. #icoteraz #ozgrozo Poza tym to bzdura, że „nie są w stanie”, oczywiście, że są w stanie. Tyle lat geje brali śluby z kobietami, płodzili dzieci, po czym odstawiali małżonki od łoża i zdradzali je z mężczyznami na boku. To jest ten model szczęśliwej rodziny, który się księdzu-liberałowi marzy?

Dlaczego prawo do adopcji dla związku homoseksualnego jest złe?

– Dla wzrostu człowieka pełny model z ojcem i matką jest optymalny. I warto trzymać się tej zasady, że to jest nasz wzór. To nie zawsze się udaje, inne rodziny też wymagają szacunku, a nie potępienia. Ale to nie znaczy, że mamy zrezygnować z wzoru. Dziecko, które ma ojca i matkę, będzie dobrze wyposażone emocjonalnie – kobieta ma inną wrażliwość niż mężczyzna. Oboje się uzupełniają i dostarczają dziecku wszystkiego, co pozwoli mu poznać świat i radzić sobie w nim jak najlepiej.

Skopiowałem całą odpowiedź, żeby pokazać, jak bardzo jest nie na temat. Adopcja nie polega na odbieraniu płaczących dzieci parom heteroseksualnym. W moim domu najpierw ojca nie było, bo był dobrym katolikiem i nie mógł powiedzieć żonie, że mnie zrobił na boku, więc zaoferował mojej mamie pieniądze na aborcję. Potem ojczym zniknął, bo znalazł inną kobietę, która nie miała trójki dzieci i z której mógł czerpać większe korzyści finansowe. Czemu ksiądz wtedy nie zrezygnował z „powołania” i mnie nie zaadoptował?

Warto zauważyć, że ja się w ogóle nie odnoszę do stwierdzenia, że „pełny model z ojcem i matką jest optymalny” — po części dlatego, że optymalniej mi się wzrastało, gdy ojczym-alkoholik już zniknął z naszego życia, a po części dlatego, że nie robiłem na ten temat badań, w przeciwieństwie do księdza-eksperta ds. wzrostu człowieka.

A czy potrafi ojciec powiedzieć rodzicom dzieci poczętych metodą in vitro, że zrobili coś złego?

– Potrafię, choć nie potrafię ich potępić, potrafię cieszyć się ich dzieckiem.

A to bydlak liberał z księdza.

Mogę namawiać kogoś, aby żył w czystości przedmałżeńskiej, nie wchodził w powtórny związek małżeński albo związek homoseksualny, ale trudno mi go potępić, jeśli to robi. Rozumiem jego pragnienia.

Od dobroci księdza aż zgagi dostałem. Dowcip o Stalinie — „a mógł zabić” — się przypomina.

Kościół musi pozostać wierny Ewangelii, nawet wbrew opinii większości. Nie chcę świata, w którym będziemy rewidować wszelkie zasady, bo do nich nie dorastamy.

To się bardzo dobrze składa, bo dzięki temu wiernych będzie coraz mniej i może nadejdzie taki moment, kiedy WSZYSCY ludzie będą mogli poślubić ukochaną osobę.

Boję się, że będziemy krok po kroku przesuwać granice i burzyć system wartości.

Och, a zdawało mi się, że administracyjne dekretowanie rzeczywistości księdzu nie odpowiada. Granice już się przesunęły bardzo dawno, być może nigdy nie było ich tam, gdzie księdzu się wydaje.

Podobnie niejeden biskup zapewne nie zdawał sobie w pełni sprawy, że pedofil to człowiek chory, który dalej będzie czynił zło, że w pierwszej kolejności podejrzanego trzeba odseparować od dzieci. Dzisiaj wszyscy jesteśmy mądrzejsi niż trzydzieści lat temu, a w Kościele powstały jasne reguły postępowania w takich przypadkach – zero tolerancji.

To chyba o jakimś innym Kościele mówimy, bo ten, który ja znam, przesuwa księży-pedofilów do innej parafii, a w ostateczności — gdy za dużo jest pedofili i nie da się dalej sprawy zamiatać pod dywan — wyciąga z kapelusza ideologię gęger i rozpoczyna głowologiczne pielgrzymki księdza Oko pod rękę z posłanką Kempą.

Jako przełożony jestem jednak przekonany, że nie będę automatycznie odsyłał każdego podejrzanego do prokuratury, choćby dlatego, że wtedy bracia nigdy do mnie nie przyjdą z takimi problemami. A chcę, by przychodzili, bo wtedy mogę pomóc mojemu bratu, a w razie konieczności chronić ofiary i zapobiegać następnym tragediom.

Jak miło, że bratu pomóc najpierw, a ofiary ewentualnie chronić w razie konieczności.

Przyznam szczerze — od ojca Kozackiego wolę Rydzyka. Rydzyk mówi prosto i zrozumiale: Żydzi rozkradli bogactwa, gęger gwałci nam dzieci, Ruscy zabili prezydenta, tutaj jest numer konta, należy się 200 zł miesięcznie. Ojciec Kozacki leje rzekę słodkiej hipokryzji, przepełnionej sprzecznościami, kłamstewkami i niedopowiedzeniami, a Dominika Wielowieyska zadaje mu Trudne Pytania w stylu „Czy to powszechne zjawisko, że hierarchowie zamiatają takie sprawy jak pedofilia wśród księży pod dywan?” oraz „”Ideologia gender” – zdaniem Kościoła – wysadza dzieci z ich płci biologicznej. Ojciec też tak uważa?” Leszek Miller w Soczi brata się z Putinem, bo polityka polityką, a sportowców trzeba wspierać.

Artykułów o poliamorii na gazeta.pl w ogóle nie komentuję, bo mi macki opadają (ostatnio był jeden sensowny). Większość ludzi w ogóle nie wie, co to jest poliamoria, wliczając w to większość tych, którzy się na jej temat wypowiadają. To samo dotyczy rzecz jasna gender. Zdawałoby się jednak, że wiedzę na temat „co to jest związek” posiada większość ludzi na świecie, bo niemal każdy powyżej, bo ja wiem, 30 roku życia w jakimś związku był — dłuższym, krótszym, mało to ważne. Czemuż więc, do stu fur beczek w tę i nazad po moście Różyckiego drutem kolczastym ganianych, pytamy o to KSIĘDZA? Czy ja piszę notki na temat geografii Chin? Studiów teologicznych? Schizofrenii? Curlingu? No i skoro już GW zadała sobie trud znalezienia jedynego księdza-zdziczałego lewaka w kraju, który gotów jest rozmawiać z lewacko-żydowskom gadzinuwkom o tym, że religii nie powinno być w szkole, to czy tego wywiadu nie mógł przeprowadzić Pacewicz, albo Żakowski?

Dobra, wywnętrzyłem się, a teraz — jak to prawdziwy mężczyzna — idę sprzątać i gotować homoseksualne spaghetti z trans-genderowym sosem na cześć Potwora Spaghetti. Alleluja i do kuchni!

(Fotografia: Mateusz Skwarczek, Agencja Gazeta)

  • który o poliamorii uważasz za rozsądny? (jestem ciekaw, czy mamy tak samo)

    • Ray Grant

      Trudno mi do końca odpowiedzieć, bo paywall nie pozwala zajrzeć ponownie, ale o ile pomnę, http://wyborcza.pl/magazyn/1,136631,15454672,Poliamoria__czyli_socjalizm.html — rzecz jasna, oprócz tytułu.

      • Karya

        Protip: dopisz sobie m. przed wyborcza.pl – jeszcze się nie zorientowali, że blokada na wersję mobilną jest delikatnie mówiąc dziurawa i zazwyczaj wchodzi bez problemu.

      • Noo, ten artykuł chyba przeszedł niezauważony przez Terlikowskich tego świata, bo inaczej już mielibyśmy w mediach ciężki ostrzał amunicją „socjaldemokratyczna polityka prorodzinna prowadzi do demoralizacji społeczeństwa” 😉

  • Rafał

    Konstytucję mamy marną, ale jednak nie zakazuje związków jednopłciowych. Artykuł o małżeństwie mówi tylko, że różnopłciowe jest otaczane specjalną troską. Co jest z kolei sprzeczne z artykułem o równości wszystkich obywateli. Ale może tylko nie załapałem ironii we wzmiance o konstytucji.

    • Ray Grant

      No dobrze, zrobiłem Skrót Myślowy (TM). „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, etc.”

  • Ray, wiem, że to słabe, szermować wyświechtanym memę, ale „sorry, taki mamy klimat”.

    Czy istnieje szansa, że musnąłbyś swym krytycznym okiem przesłanie płynące z GieWowego artykułu pt. „Poli boli”? Z lekka rozpierdolił mnie ten artykuł psychicznie. Teraz chodzę, nie mogąc otrząsnąć się od myśli, iż ta tak fajnie w teorii się prezentująca poliamoria w praktyce działa tylko wśród samych chłopaków – a jak mamy związek różnopłciowy, to rzecz sprowadza się do beztroskiego zapraszania do życia oraz łóżka obojga trzeciej koleżanki, tudzież molestowania mentalnego żony (nie wiedzieć czemu, w wannie) tak długo, aż nieszczęsna zacznie wierzyć, iż Tego Właśnie Chce.

    • Ray Grant

      A rzuć linką 🙂

    • Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, że w ostatnich latach w kulturze jest w ogóle moda na pokazywanie kobiet w „nietypowych” układach seksualnych: filmy „Nimfomanka”, „Sponsoring”, „Galerianki”, etc. Publiczność widać ma zapotrzebowanie na fascynację takimi rzeczami. Ale rzecz charakterystyczna, zawsze te nietypowe układy są podawane z morałem: Może to i fajne, ale to się źle dla niej skończyło! Za każdy eksces seksualny musi nadejść nieuchronna kara. Wywiad „Poli boli” wpisuje się w ten schemat.

      • To „poli boli” takie złe nie było (w kontekście tego schematu). Tytuł kretyńsko ustawia interpretację, ale wydźwięk całego artykułu zrozumiałem „więcej plusów niż minusów”.

        • Wojtku, jakie plusy dostrzegłeś? Pytam z ciekawości, bo mnie ten artykuł wkleił wizję świata, w którym: 1) poliamoria = trójkąt łóżkowy (prospekt nie budzący we mnie entuzjazmu) 2) jedna strona związku realizuje się w najlepsze, druga zaś (ta damska przeważnie; co ja poradzę, artykuł tak tezę ustawia) w najgorszym razie poddawana jest przez swego „bardziej wyzwolonego” partnera praniu mózgu, w najlepszym – skończy jako kolejna pozycja odhaczona na czyjejś liście. Nie chce mi się wierzyć, iż na tym rzecz polega, niemniej, niesmak pozostał.

          • Oj, będę musiał w taki razie się wczytać jeszcze raz może. Zapamiętałem z jednego bohaterów po prostu stwierdzenie, że oczywiście czasem boli, ale warto (bo w mono też przecie często boli).

          • O, tu (ostatni akapit)
            „Ma pełną świadomość, że utrzymanie polizwiązku przez lata wymaga ogromnej pracy, wielkiego emocjonalnego wysiłku: – Jest nawet takie hasło w środowisku: „Poli boli”. Taka trochę droga przez mękę. Ale warto ją przejść, bo zyskuje się dużo więcej, niż się traci.”
            http://wyborcza.pl/duzyformat/1,136519,15401794,Poli_boli.html

          • Jeśli już mowa o ostatnim akapicie, to największym mankamentem poliamorii wydaje się to, że jest ona dla ludzi lubiących ascezę. 😉 I to akurat nie są zniekształcenia przekazu przez dziennikarzy, tylko autentyczny przekaz samych ludzi z tego środowiska, wiem, bo czytałam trochę tekstów i dyskusji z tymi ludźmi. Trzeba mieć upodobanie do praktyk ascetycznych, do tego ciągłego „przepracowywania”, do usilnej walki z niechcianym uczuciem zazdrości. Zupełnie jak średniowieczni asceci, żyjący w ciągłej walce z pokusami. Tylko na odwrót. Nie jest to zachęcające dla przeciętnego człowieka, który chce mieć święty spokój, a nie ciągle wojować z własnymi „grzechami”.

            Dla mnie idea poliamorii brzmi przekonywująco tylko w ustach ludzi, którzy w naturalny sposób mają charakter nieskłonny do zazdrości. Wtedy pomysł poliamorii jest zrozumiały, bo monogamia jest dla nich po prostu zbędnym konwenansem.

            Ale w przypadku fanów „pracy nad sobą”, „przepracowywania”, „rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać” – to brzmi jak jakaś nowa religia. Zamienił stryjek siekierkę na kijek: jak nie chrześcijaństwo, każące walczyć z pokusami seksu pozamałżeńskiego, to owa dziwna idea każąca walczyć z pokusami zazdrości. Przypomina mi to pamiętnik jednej XIX-wiecznej panienki, który kiedyś czytałam. Pensjonarka owa ubzdurała sobie, że w imię pracy nad sobą musi się wyzbyć zazdrości. Gdy zakochała się w jednym chłopcu, który w dodatku był nią całkiem zainteresowany, to robiła wszystko, żeby zeswatać go z przyjaciółką, a samej nie okazać po sobie, że chłopak nie jest jej obojętny. Opisywała w pamiętniczku swoje walki wewnętrzne i to poczucie szlachetności i „prawdziwego chrześcijaństwa”, jakie ją ogarniało.

  • Przecież księża wszystko wiedzą, bo mają special connection z duchem świętym i im żadne doświadczenia, a tym bardziej związki nie są do tego potrzebne. Oni się z tym rodzą w imię prawa naturalnego, ahoj!

  • tab

    Wielowiejska jest niezwykle wrażliwa na wszelką konserwę. Choć zapewne sama myśli, że tak nie jest bo pracuje w GW.

    Ja już nie mogę jej słuchać jak to raz po raz „w gębę dostaje” a to od feministek a to od Palikota. Plecie coś o tych zdebunkowanych przedszkolach zmuszających chłopców do chodzenia w sukienkach. Za to pogłaska to jakiegos Gowina a to przybije piątkę z Semką. Oburzy się na niesprawidliwego biskupa ale zrozumie, że zbłądził. Okrzyczy burzycieli obyczajowego kompromisu.

    Taka żywcem przeniesiona reprezentacja lat 90tych w mainstreamie. Pamiętaj, że nieprawica to wtedy były takie właśnie Kolendy-Zaleskie. Reszta to ,,ekstrema”.

    • Ray Grant

      O! Zauważyłem, że tak naprawdę nie napisałem dobitnie, czym Wielowieyska tak mnie irytuje — właśnie tym, o czym napisałeś/aś.

  • S.

    Ray, mam z GW skopiowane do pliku trzy artykuły (bo paywall nie pozwoliłby), ale bez komentarzy użytkowników/użytkowniczek, mogę wysłać. Wszystkie wydawały mi się strasznie heteronormatywne i fallocentryczne (lepiej nie straszyć, że fajne polizwiązki są często nieheteryckie, ale można nastraszyć, że w polizwiązkach kobiety mają gorzej niż faceci). Zgadzam się z Niną Wum.

    • Ray Grant

      Spróbujmy — jeden udało mi się przeczytać i odnotowałem, że autor nie odróżnia poliamorii od związku otwartego (co gorsza, otwartego na siłę na żądanie jednej ze stron). ray małpka raygrant kropka com

  • i_am_keyser_soze

    Serio, nie rozumiem dziennikarzy – odpowiedzi księdza można było roznieść w proch i pył (zwykłe paplanie jacy to jesteśmy wybaczający i cudowni, ale ma być po naszemu i basta, okraszona typowymi bzdurami), ale nie! Udajmy że tej mielizny nie było i radośnie płyńmy dalej. Moja 10 letnia siostrzenica zrobiłaby to lepiej.

    • Rafał

      Nie pierwszy i nie ostatni raz. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie przed rokiem nieumiejętność D. Wodeckiej poważnej rozmowy z ks. Hellerem. Na Koraszewskim również: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,8870

      • i_am_keyser_soze

        Aż zastanowiłem się z czego to wynika – z głupoty? Braku przygotowania? Podświadomej chęci nie nastąpienia na odcisk tzw. autorytetowi?

        • Ray Grant

          Ja odnoszę silne wrażenie, że pani Dominika ma napisane pytanie o głębokości = 1 („Czy kościół molestuje nieletnich?”) ale nie umie już podczas rozmowy zareagować na odpowiedź pytaniem o głębokości = 2 („skoro mówi ksiądz, że nie, to czemu xxx i yyy”). Każda, najbardziej niezwiązana z tematem odpowiedź ją zadowala. Dzięki czemu być może łatwiej jest jej zdobyć rozmówców.

          • Tylko że to jest bolączka dotycząca wszystkich polskich dziennikarzy, zupełnie niezależnie od tego, jakie sami mają poglądy i z kim rozmawiają. Mnie zawsze diabli biorą, jak słucham wywiadów – oni nie mają żadnej ochoty czegokolwiek drążyć. Jedyne inteligentne i dogłębne wywiady, jakie ostatnio spotykam, to te wykonywane przez red. Michalskiego.

        • Anna

          Mnie się wydaje, że wynika to częściowo z prawa prasowego. Każdy tekst musi przejść autoryzację, więc i tak wszystko co niewygodne dla rozmówcy, tak czy inaczej by wypadło.

    • Nie „dziennikarzy”, tylko konkretnej dziennikarki. Ta akurat ma poglądy konserwatywne, więc i innych konserwatystów traktuje delikatnie.

      • i_am_keyser_soze

        Napisałem „dziennikarzy” bo nie uważam by to był odosobniony przypadek.

  • Żeby była jasność: też nie podzielam poglądów tego księdza, to co „liberalne” w polskim Kościele, to jest żaden liberalizm w realnym świecie. W wywiadzie nie powiedziano nic nowego ani zaskakującego. Typowy przedstawiciel instytucji kościelnej w wydaniu „bardziej światłym” (jak na tę instytucję w Polsce).

    Ale:

    „Przyznam szczerze — od ojca Kozackiego wolę Rydzyka. Rydzyk mówi prosto i zrozumiale: Żydzi rozkradli bogactwa, gęger gwałci nam dzieci, Ruscy zabili prezydenta, tutaj jest numer konta, należy się 200 zł miesięcznie. Ojciec Kozacki leje rzekę słodkiej hipokryzji”

    To jest ustawianie sobie chochoła. Chcesz mieć przeciwnika, naturalne, że wolisz mieć przeciwnika maksymalnie wyrazistego. Nie podoba ci się Kościół, wolisz, żeby składał się z samych Rydzyków. Jednak budować sobie instytucję z chochołów, żeby na tym tle być bardziej przeciwko – jest to myślenie odległe od realiów. Ostatecznie nie ty ustalasz skład personalny polskiego kleru. Widzisz księdza bardziej (jak na księdza) umiarkowanego – nie pasuje on do twojej spolaryzowanej wizji, więc dlatego nazywasz go hipokrytą. Niestety w ten sposób każdego człowieka o nie-radykalnych poglądach, obojętnie na jaką sprawę, można nazwać hipokrytą.

    Dochodzi do absurdalnej sytuacji, że przedstawiasz twojego przeciwnika – skrajnego radykała jako bardziej godnego szacunku od przeciwnika umiarkowanego. Bo ten pierwszy jest jakoby autentyczny, a ten drugi to kłamca.

    Ja tylko chcę zwrócić uwagę, że na tym micie „radykalizm = autentyczność” jedzie mnóstwo osób pragnących zbijać kapitał polityczny. Im większy demagog, tym bardziej wśród ludu uchodzi za uczciwego.

    • Ray Grant

      Ależ ja w ogóle nie o tym. Mi chodzi o to, że ksiądz mówi rzeczy sprzeczne wewnętrznie, podciągnięte pod tezę „homo to zuo”, jednocześnie udając, że mówi zupełnie o czymś innym i z troską przychyla się nad naszym losem. Dokładnie, jak PO, która grozi nam paluszkiem, że jak będziemy się domagać uchwalenia ustawy o związkach, to PiS zagłosuje przeciw i już się nigdy nic nie uda uchwalić i to będzie NASZA WINA, więc dla naszego dobra pan Tusk ustawę zamiata pod dywan.

      • Ja tam mam wiarę w ludzi i myślę, że mówienie rzeczy sprzecznych wewnętrznie nie musi być przejawem świadomego zakłamania. Tak to dziwnie jest, że ludzie mają ograniczoną percepcję i gdy skupiają się na jednym, to wiele innych rzeczy im umyka. Gdy umykają im logiczne przesłanki, to wychodzą wtedy takie właśnie poglądy sprzeczne wewnętrznie. Tak naprawdę, mało kto ceni sobie logikę. 🙁

  • wredny_widelec

    @ray
    ” jeden udało mi się przeczytać i odnotowałem, że autor nie odróżnia poliamorii od związku otwartego”

    To ja mam propozycję wydawniczą: mógłbyś kiedyś w wolnej chwili machnąć notkę o tej różnicy, tak ku edukacji potomności i żeby było do czego odsyłać?

  • Anahita

    @poliamoria

    Dla mnie poliamoria w sensie strite, a nie po prostu zwykła niemonogamia, to nie jest związek. Owszem można żyć w tróję albo w czwórkę. Ale kiedy z definicji mówimy, że partnerzy seksualni są tylko tymczasowi, gdy jest tutaj płynność i nie ma z definicjo żadnego przywiązania do siebie, a chłodna kalkulacja zwyskói strat, to mówimy raczej o czymś w rodzaju umowy wymiany. Konsumpcyjne podejście do związków, takei same jak do wyboru pracy czy kupowania sobie samochodu: nudzi nam się, to wymieniamy na nowszy model, a przecież nie musimy się ograniczać do jednego towaru, na raz możemy testować kilka.

    I nie mówię na podstawie uprzedzeń i błędnych wyobrażeń, bynajmniej, mimo, że to mi zarzucicie. Mówię na podstawie doświadczenia własnego, bardzo blsikiego. Sama jestem osobą „otwartą na poliamorię” i byłam w kilku takich relacjach. Wszystkie wysoko toksyczne. Pierwsza oparta była o to, że jedna osoba, najbogatsza i najlepiej usytuowana, bawiła się we władcę mariotetek i grę na emocjach pozostałych, zapewniając sobie rozywkę w sytuacji, gdy nie musi pracować, bo żyje tylko z wynajmu swojej własności innym. Poza tym zaczynało się to jako „uczciwy układ” oczywiście, dwóch osób które zgodziły się na poliamorię. 😀 Kilka razy się z nimi przespałam, a potem uciekłam, zanim mnie to pochłonęło. Trudne to było i bolesne, bo sama stałam się ofiarą tego „związku”.

    Druga sytuacja byłą bardziej skomplikowana, okazało się, że osoba zgadzała się na poliamorię ale co było powiedziane nie w prost w postaci takiej, że ona może sypiać z kim chce. Jak ja się przespałam z kimś innym i okazało się, że było fajnie a poza tym jest między nami związek uczuciowy, to zaczęło być już nieakceptowalnie: cenzura smsów, telefonów, niekończące się pytania „gdzie dzisiaj byłaś”, „co robiłaś” i „z kim”. Też odeszłam.

    Teraz jako doświadczona poliamorystka żyję w spokojnym względnie związku tradycyjnym, tj. monogamicznym (homoseksualnym przy okazji). I jest fajnie, nie ma dramatów, nie ma rzucania sobie szmatami w twarz.

  • Anahita

    I przykro mi, ale dla mnie najlepszym artykułem o poliamorii jest ten:
    http://wyborcza.pl/magazyn/1,136498,15366052,Poliamoria_to_bzdura.html

    PS. Zamknięta poliamoria to też potencjał toksyczny wysoki, ale już mniej. Zwykle jest to związek miłosny między dwoma osobami i trzecią na doczepkę, która kocha jedną z nich, a kochana osoba nie ma odwagi i boi się zranić. Albo na zasadzie emocjonalnego szantażu. I uprzedzając pytania – mówiłam o kilku relacjach, mimo, że opisałam dwa oddzielne przypadki, bo w każdym z przypadków byłam w relacjach z wieloma osobami.

  • A mnie tak zastanawia ciągłe zapraszanie księży do komentowania wszystkiego. Z jednej strony media są kontrolowane przez reżimowe dzieci, od niemowlęctwa szykowane do kierowanie rządem dusz czwartej władzy – nawet kolęd nie śpiewają, zbrodniarze! Z drugiej – co zachodzi potrzeba skomentowania jakiejś kwestii społecznej czy obyczajowej, to ksiądz. Chyba że chodzi o ośmieszenie biednych duchownych i ich poglądów, ale tu przydałoby się, postulowane już przez Raya, zadawanie pytań innych niż „A co ojciec o tym sądzi?”.

  • czereśnia

    „I przykro mi, ale dla mnie najlepszym artykułem o poliamorii jest ten:
    http://wyborcza.pl/magazyn/1,136498,15366052,Poliamoria_to_bzdura.html

    Czy to ten sam artykuł, w którym pan profesor twierdzi, że „naukowo dowiedziono”, że można kochać naraz tylko jedną osobę w swoim życiu?…

  • Rosa

    O, po raz kolejny to piekne przekonanie, ze na poliamorii zyskuja tylko mezczyzni, a kobiety sa, biedne, to takich straszzznych ukladow zmuszane… Ide poszukac mojej obsmianej dupy, Jezeli ktos czuje sie w przypadku moich dwoch zwiazkow zmuszony do poliamorii, to moich dwoch partnerow, tak od czasu do czasu.

    Gdybym wchodzila w zwiazki ze wszystkimi osobami, z ktorymi spalam, moja doba musialaby sie bardzo przedluzyc. Nie ze wszystkimi ma tez na zwiazek ochote. Nie wszyscy sa akceptowani przez moich terazniejszych bliskich partnerow.

    @annuszka, zormawiac i negocjowac trzeba zawsze. I nie chodzi tylko o zazdrosc, choc i ta zazdrosc ma wiele komponentow. Nie chodzi tez o to, by zazdrosci sie pozbyc, to jest akurat nie do zrobienia. Mozna zobaczyc, kiedy ona sie pojawia i jak mozna sie z nia obchodzic. Serio w zwiazkach monogamicznych tego nie potrzeba?

    @Anahita przykro mi, ale momogamia nie istnieje. „Naukowo dowiedziono”, ze homo sapiens ma naturalna predyspozycje do zakochiwania sie w wiecej niz jednej osobie!
    Fajnie, ze dzielisz sie swoimi doswiadczeniami, chetnie czytam o problemach w poiamorycznych relacjach, ale mimo to prawa do momogamii tobie i innym nie odmawiam, mimo ze trzy moje momogamiczne zwiazki skonczyly sie psychiczna i fizyczna przemoca.

  • Anahita

    @Rosa
    A czy ja komuś prawa do czegokolwiek odmawiam? Pisałam swoją opinię – jeżeli ktoś chce, oczywiście ma prawo żyć w poliamorycznych relacjach. Ja nie napotkałam jeszcze żadnej w której nie działaby się komuś krzywda. Poza tym 2/3 moich relacji jest homoseskualna i tak było też w tych o których pisałam, gdzie więc tu mężczyźni którzy wykorzystuja kobiety? Otóż kobiety też mogą wykorzystywać inne kobiety. Bić i znecać się zresztą też, ale mi się nie przydarzyło, tylko mojej przyjaciółce.
    Nie zgadzam się z promowaniem poliamorii jako związków nowej ery, opartym na przekonaniu, że ludzie i tak się zdradzają, że każdy jest z natury poliamoryczny i tak dalej. To właśnie wmawia się osobom którym coś w związku nie pasuje, gdy czują, że ich uczucia są ranione. Tak właśnie jeden zwiazek poliamoryczny dwóch kobiet zmienił się w praktycznym sensue emocjonalne zmuszanie do prostytucji jednej z dziewczyn, dla kaprysów i przygod tej, którą ona kochała… „Ale przecież na początku się na to zgodziłaś”, „jesteś zamknięta i uwięziona przez stereotypy”, „można kochać kilka osób na raz i ja kocham wszystkie was tak samo” – taa, to są właśnie te bajeczki usprawiedliwiające wykorzystywanie.

    Nie żebym komuś broniła. Tylko uczulam, że jeżeli któregos dnia jakaś czytelniczka usłyszy „kochanie, a moze otworzymy związek?” to żeby się przygotowała na to, co ją rzeczywiście czeka. Przykro mi, ale „otwartym, nowoczesnym myśleniem” nie da się stłumić bólu duszy.

  • Anahita

    @Rosa
    „zormawiac i negocjowac trzeba zawsze. I nie chodzi tylko o zazdrosc, choc i ta zazdrosc ma wiele komponentow. Nie chodzi tez o to, by zazdrosci sie pozbyc, to jest akurat nie do zrobienia. Mozna zobaczyc, kiedy ona sie pojawia i jak mozna sie z nia obchodzic. Serio w zwiazkach monogamicznych tego nie potrzeba?”

    Nie, nie potrzeba. Bo nie zdarzają się sytuacje takie jak to, gdy ty cierpisz w samotności z powodu jakiegoś zdarzenia życiowego, a twoja ukochana zabawia się w tym czasie z kochanką. Ewentualnie daje ci propozycję że możesz do nich dołączyć. One są dwie, ty jedna – chcesz przegadać? Zawsze mogą ci powiedziec, że jesteś niedojrzała, bo sama się na to zgadzałaś. A poza tym to ona jest ładniejsza a ty się zaniedbałaś. I tak to trwa i trwa i trwa, a ktoś, kto nie doświadczył, na czym polega normalna miłość, może nawet się cieszyć, że ma czasem namiastkę romantycznego zainteresowania. Albo przynajmniej więź wynikłą z seksu. Jeżeli w dalszym ciągu i nie będzie sprawiał jej bólu psychicznego, oczywiście.

  • Anahita

    @Rosa
    „trzy moje momogamiczne zwiazki skonczyly sie psychiczna i fizyczna przemoca”

    A to nie jest dlatego, że teraz boisz się zaangażowania i uciekasz przed nim w rozmycie się na kilka osób. Boisz się przywiązać do jednej osoby bo czujesz, że na pewno cie skrzywdzi? A kilka daje odskocznię, zawsze szansę, że można pójść do tej drugiej.

    Dla mnie osobiście takie coś nie byłoby jak związek. Co najwyzej grupka przyjaciół którzy czasem ze sobą sypiają. Ale nie ma już tego zaangażowania, które istnieje w normalnym związku.

  • Nefteho

    A mnie osobiście najbardziej bawi zawsze ten kretyński argument:

    „Kościół musi pozostać wierny Ewangelii, nawet wbrew opinii większości. Nie chcę świata, w którym będziemy rewidować wszelkie zasady, bo do nich nie dorastamy.”

    Ha, ha, ha… Homoseksualizm i tylko pomiędzy mężczyznami był zakazywany w księdze kapłaństwa, ale jak się popatrzy na tłumaczenia, to nie do końca wiadomo, czy chodzi o homoseksualizm, czy o męską prostytucję… do tego zakaz ten został wprowadzony, wraz z kilkoma innymi, by Żydzi nie mieszali się z nieco bardziej otwartymi sąsiadami. Dodajmy, że DOKŁADNIE w tym samym miejscu jest zakaz:
    – jedzenia świni (a nawet jej posiadania) (rolnicy do kamienowania)
    – zakaz tatuaży, (9/10 prawicowych bojówek do ukamienowania)
    – zakaz mieszania materiałów (to już ksiądz też chyba powinien być ukamienowany)
    – zakaz mieszania różnych gatunków zwierząt – biedne muły – pod nóż, nie mówiąc o połowie rolników
    – zakaz obsiewania pól kilkoma rodzajami zboża (to ci rolnicy, co nie mają świń idą gryźć ziemię za pszenżyto)
    – zakaz jedzenia czegoś z krwią (kaszanka i salceson odpadają, o czerninie nie wspomnę i niektórych rodzajach pasztetów)
    – nie będziecie obcinać w kółko włosów na głowie (to w średniowieczu całe zakony można by kamienować hurtem)
    – nie będziesz golił włosów po bokach brody (to jakby się księżulo już wyczołgał po pierwszym kamienowaniu, to zawsze można by mu drugi raz przyłożyć)

    Jest tam jeden sensowny zakaz:
    – „Jeżeli w waszym kraju osiedli się przybysz, nie będziecie go uciskać. 34 Przybysza, który się osiedlił wśród was, będziecie uważać za obywatela. Będziesz go miłował jak siebie samego, bo i wy byliście przybyszami w ziemi egipskiej.” Tylko ten jakoś za cholerę nie chce być przez prawicę respektowany.

    A teraz o „lekkich” zmianach:
    ” Nie zwracajcie się do bożków. Nie czyńcie sobie bogów z lanego metalu.”
    Jak widać – z lanego betonu można całą armię bożków zrobić… Ciekawe czy mają zbrojenia w środku – ale pewnie nie, żeby nie grzeszyć.

    O zmianach podczas soborów, które spowodowały zmianę przykazań (które wydawałyby się czymś podstawowym, a więc stabilnym) nawet nie ma co pisać – każdy to wie. Zamiana spowiedzi publicznej – jako swego rodzaju oczyszczenia i przyznania się do winy przed ludźmi i przed wszystkim przed ofiarą wykroczenia – na spowiedź do kapłana, co umożliwi mu gromadzenie wiedzy niezbędnej do szantażu i prowadzenia polityki też chyba jest oczywista.

    Jak można być tak zakłamanym?