Liberalny ksiądz i liberalna dziennikarka

Oczywiście wiem, że dla pani Wielowieyskiej moja opinia warta jest tyle, co dla mnie opinia księdza Oko i posła Pawłowicz, ale cóż poradzę.

Moim problemem jest to, że pani Wielowieyska za dużo mówi i pisze, a za mało, na ten przykład, się dokształca. Tak więc Wyborcza regularnie serwuje nam poglądy pani Dominiki na tematy kontrowersyjne, a jak wiemy, ostatnio takim tematem jest gęger. Czy pani dziennikarka rozmawia na ten temat z osobami, które się na gęger znają? Oczywiście! Na przykład z księdzem.

Wywiad z ojcem Kozackim (ładne nazwisko) zatytułowano malowniczo „O. Kozacki: Jestem przeciwny religii w szkole”. No tak, czego się spodziewać po lewackim medium, znalazło księdza-lewaka, który nie kocha Ojca Świętego JP2 Wiecznie Żywego i zadbało o klikalność. Znając tę reputację GW warto się dowiedzieć, co ksiądz-lewak rzeczywiście myśli, poza jednym wyrwanym z kontekstu zdaniem. A ksiądz ma opinię, jak to ksiądz, na wszystkie tematy, na których się świetnie zna: gender, związki osób homoseksualnych i dzieci.

Na początek ładnie:

Teza, iż za wszelkie zło odpowiada „ideologia gender”, wydaje mi się fałszywa. Owszem, są poglądy środowisk lewicowych, z którymi się nie zgadzam. Wolę jednak spokojnie je nazywać i rzeczowo przed nimi ostrzegać, a nie uderzać w alarmujące tony.

I całe szczęście. Chociaż ciekaw jestem, jakie to są poglądy. Nie martwcie się! Zaraz się dowiemy, jakie mamy poglądy, ksiądz nam powie. Zacznijmy od gender studies.

Gender studies zajmują się nierównościami między kobietami i mężczyznami. Niższe płace kobiet, przemoc w rodzinie, przedmiotowe używanie kobiet to są ważne problemy.

Niezwykle interesujące jest dowiedzieć się, czym zajmują się gender studies i że niższymi płacami kobiet. To powinno zamknąć usta krytykom feministek, twierdzącym wszakże, że te nigdy nie pamiętają o tanich żłobkach i przemocy w rodzinie, jeno czytają Judith Butler i inne Szczuki. Ciężko mi co prawda wyobrazić sobie, jak można przez kilka lat studiować wiedzę o niższych płacach kobiet i nierównościach między płciami, ale skoro ksiądz mówi, to wie.

Jednak studenci mówią mi, że na wykładach poświęconych tym zagadnieniom często pojawia się antyklerykalizm, atakowanie Kościoła, podważanie prawa naturalnego.

Och, ubóstwiam sformułowanie „prawo naturalne”, nic tak dobrze nie tłumaczy, dlaczego zabijamy się kamieniami, zjadamy nawzajem, mieszkamy w dziurach wykopanych pazurami w ziemi, a najsłabszym jednostkom pozwalamy zdechnąć z głodu na mrozie. Nie? Nie to ksiądz miał na myśli? Ojoj. To ja nie wiem, co to jest to prawo naturalne, ale chyba coś innego, niż prawa natury?

Po obu stronach barykady, wśród zwolenników i przeciwników gender, dostrzegam ideologów. Jeden z moich braci opisuje ich jako kiboli dwóch przeciwnych drużyn piłkarskich podczas meczu.

Ach, te wygolone na łyso feministki, wiecznie w maskach na twarzach i z racami w dłoniach. Jak taka pierdolnie z glana, to nie ma zmiłuj!

„Ideologia gender” – zdaniem Kościoła – wysadza dzieci z ich płci biologicznej. Ojciec też tak uważa?

– Obawiam się radykałów, którzy uznają wszelkie różnice między kobietami i mężczyznami za szkodliwe stereotypy kulturowe i chcą je zlikwidować, wprowadzają sztuczne parytety i administracyjnie dekretują rzeczywistość.

Ja też się ich obawiam! Co za szczęście, że nigdy żadnego nie spotkałem poza bajkami opowiadanymi przez księży i posła Pawłowicz. Chociaż akurat administracyjne dekretowanie rzeczywistości ma miejsce jak najbardziej, na przykład w Konstytucji, które administracyjnie zadekretowały, że tylko związek mężczyzny i kobiety może być rodziną. Nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi?

Ks. Adam Boniecki ma zakaz wypowiedzi publicznych, a ks. Oko występuje właściwie w imieniu całego Episkopatu.

– Bolesne jest, jeśli piętnuje się duchownych za wypowiedzi, które nie dotyczą kwestii fundamentalnych, czyli zgodności z nauczaniem Kościoła. Tego, czy ks. Adam Boniecki poda rękę Nergalowi, czy nie poda. Jeśli duchowni nie podważają nauki Kościoła, to zamykanie im ust jest nadużyciem. Jestem za wolnością wypowiedzi ks. Oko i ks. Bonieckiego.

Czy chce pan ksiądz przez to powiedzieć, że wypowiedzi ks. Bonieckiego i Oko są równoważne?

A ojciec by podał rękę Nergalowi?

– Pewnie bym podał, choć nie zgadzam się z ks. Bonieckim, jeśli chodzi o ocenę Nergala. Dla mnie darcie Biblii jest czymś nie do zaakceptowania i ja bym nie powiedział – jak ks. Boniecki – że to plastikowy satanizm. Nergal śpiewa po angielsku, na dodatek wrzeszcząc, więc nikt tego nie rozumie. A teksty jego piosenek są nazistowskie.

A skąd ojciec wie, skoro są po angielsku i nikt tego nie rozumie?

Kto nie obchodzi 10 kwietnia, jest złym liberałem, który popiera PO. Ale jestem też przerażony, z jaką pogardą się mówi po drugiej stronie barykady o „kaczorach”, „oszołomach” i „ciemnogrodzie”. Poziom nienawiści jest nie mniejszy, tylko inaczej sformułowany. Nie chcę ważyć, gdzie tej pogardy i nienawiści jest więcej. Jestem zdruzgotany, że ludzie modlą się na tej samej mszy, a nie są w stanie podać sobie ręki.

Ja poniekąd też, bo taki poziom hipokryzji jest dla mnie nie do przełknięcia. Chociaż pamiętam, jak kiedyś podałem rękę starszej pani, która wyszła z kościoła, potem zaczęliśmy rozmawiać, powiedziałem jej, że pan siedzący obok to mój ukochany, a ona zaczęła wycierać rękę w płaszcz. Ja podałbym jej rękę i drugi raz. Każdemu bym podał, nawet Macierewiczowi, byle choroby zakaźnej nie miał.

Franciszek głosi rozmaite rzeczy i każdy może tam znaleźć coś dla siebie. Jest w Polsce taka tendencja, by strzelać Franciszkiem w biskupów.

A ja myślałem, że „Flappy Bird” wycofano z App Store.

Dlaczego rodzina miałaby być poszkodowana z powodu zalegalizowania związków partnerskich osób tej samej płci?

– Nie akceptuję zrównania praw związku partnerskiego z prawami rodziny tworzonej przez kobietę i mężczyznę.

To ma być odpowiedź na pytanie „dlaczego”? Ja nie akceptuję bawarki, a jednak ludzie na całym świecie wlewają mleko do herbaty (ESCANDALO) i nikomu się z tego powodu nie dzieje krzywda, oprócz biednych dzieci, jak ja kiedyś, zmuszanych przez rodziców do picia tego paskudztwa.

Jeśli legalizuje się taki model, to oznacza, że nie widzimy fundamentalnej różnicy między rodziną a luźnym związkiem dwojga osób tej samej płci. Rodzina jest dla ludzi fundamentem, oparciem i nie chcę pomniejszać jej znaczenia. A boję się, że zalegalizowanie związków partnerskich jest tylko etapem. Na końcu tej drogi jest zrównanie ich z małżeństwem i pozwolenie na adopcję dzieci. Patrząc na to, co się dzieje na Zachodzie, zapewne tak będzie.

No to jak się księdzu nie podoba legalizowanie luźnych związków, sformalizujmy związki ścisłe. Na tym, o ile wiem, polega małżeństwo — uznaliśmy, że luźny związek nam nie wystarcza, więc zakładamy sobie obrączki i takie tam, dzięki czemu po paru latach prawnicy mogą zarobić mnóstwo kasy na negocjowaniu warunków rozwodu. Wygłasza ksiądz zdania sprzeczne ze sobą. Ale nie ma się co martwić, pani Wielowieyska to dziennikarka z doświadczeniem, na pewno o to spyta!

Ależ wodzu, co wódz…

Nie? Nie spyta? A to przepraszam.

Na jednej szali ma ojciec swoje obawy, na drugiej godność ludzi o orientacji homoseksualnej, którzy przez lata byli poniżani. Przyznanie im prawa do związków ma wymiar symboliczny.

– Przyjmuję to. Gdyby ktoś mi zagwarantował, że poprzestaniemy na legalizacji związków partnerskich, to byłbym za. Przecież nie mogę być przeciw temu, by te osoby odwiedzały się w szpitalu czy dziedziczyły swój majątek. Nie wierzę jednak, że się w tym miejscu zatrzymamy.

Mam nadzieję, że słusznie ksiądz nie wierzy. Przecież jest ksiądz przeciwny administracyjnemu dekretowaniu rzeczywistości. Znam pary jednopłciowe, które są ze sobą od 30 lat, są ze sobą w Holandii, więc ślub wzięły już dawno. To się właśnie nazywa dopasowywanie dekretów do rzeczywistości. „Odwiedzanie się w szpitalu” to jest w jakiś sposób naplucie na buty. Naści pedałki, odwiedzajcie się w szpitalu i odchrzańcie od nas, Dumnych Hetero w prawdziwym związku zalegalizowanym ślubem w kościele i weselem w remizie.

A wymiar symboliczny pani Wielowieyskiej spowodował u mnie wysypkę ze szczęścia.

Abstrahując od prawa, trzeba przyznać, że tacy ludzie są poniżani, a my nie możemy się na to zgodzić, musimy uznać ich godność w tym, kim są.

Ojej, jak mi miło, gdy się o mnie mówi per „tacy ludzie”.

Z ambony słyszą, że homoseksualizm to najgorsze nieszczęście, utożsamia się ich z działaczami organizacji gejowskich, które promują antyklerykalny światopogląd i dla których orientacja seksualna jest manifestem politycznym, a nie sferą prywatną.

Przypominam uprzejmie, że każdy heteroseksualista na świecie, noszący na palcu obrączkę, każda panna młoda zmuszająca bliskich i dalszych znajomych do oglądania zdjęć z wesela, każda komedia romantyczna z cyklu „ja cię kocham, a ty zdradzasz mnie z Helenką”, każda wreszcie kobieta w ciąży manifestują swoją orientację seksualną. Orientacji seksualnych jest więcej, niż jedna. A gdyby ksiądz się momencik zastanowił, może by zrozumiał, czemu katolików utożsamia się z działaczami organizacji katolickich, które promują antyludzki światopogląd i dla których orientacja seksualna jest manifestem politycznym, a nie zwyczajnym życiem.

Ci ludzie mówią: ja nie wybierałem – czy nie wybierałam – tej orientacji, chętnie żyłbym w heteroseksualnym związku, ale nie jestem w stanie.

A ja wcale bym chętnie nie żył w heteroseksualnym związku, dobrze mi w homoseksualnym. #icoteraz #ozgrozo Poza tym to bzdura, że „nie są w stanie”, oczywiście, że są w stanie. Tyle lat geje brali śluby z kobietami, płodzili dzieci, po czym odstawiali małżonki od łoża i zdradzali je z mężczyznami na boku. To jest ten model szczęśliwej rodziny, który się księdzu-liberałowi marzy?

Dlaczego prawo do adopcji dla związku homoseksualnego jest złe?

– Dla wzrostu człowieka pełny model z ojcem i matką jest optymalny. I warto trzymać się tej zasady, że to jest nasz wzór. To nie zawsze się udaje, inne rodziny też wymagają szacunku, a nie potępienia. Ale to nie znaczy, że mamy zrezygnować z wzoru. Dziecko, które ma ojca i matkę, będzie dobrze wyposażone emocjonalnie – kobieta ma inną wrażliwość niż mężczyzna. Oboje się uzupełniają i dostarczają dziecku wszystkiego, co pozwoli mu poznać świat i radzić sobie w nim jak najlepiej.

Skopiowałem całą odpowiedź, żeby pokazać, jak bardzo jest nie na temat. Adopcja nie polega na odbieraniu płaczących dzieci parom heteroseksualnym. W moim domu najpierw ojca nie było, bo był dobrym katolikiem i nie mógł powiedzieć żonie, że mnie zrobił na boku, więc zaoferował mojej mamie pieniądze na aborcję. Potem ojczym zniknął, bo znalazł inną kobietę, która nie miała trójki dzieci i z której mógł czerpać większe korzyści finansowe. Czemu ksiądz wtedy nie zrezygnował z „powołania” i mnie nie zaadoptował?

Warto zauważyć, że ja się w ogóle nie odnoszę do stwierdzenia, że „pełny model z ojcem i matką jest optymalny” — po części dlatego, że optymalniej mi się wzrastało, gdy ojczym-alkoholik już zniknął z naszego życia, a po części dlatego, że nie robiłem na ten temat badań, w przeciwieństwie do księdza-eksperta ds. wzrostu człowieka.

A czy potrafi ojciec powiedzieć rodzicom dzieci poczętych metodą in vitro, że zrobili coś złego?

– Potrafię, choć nie potrafię ich potępić, potrafię cieszyć się ich dzieckiem.

A to bydlak liberał z księdza.

Mogę namawiać kogoś, aby żył w czystości przedmałżeńskiej, nie wchodził w powtórny związek małżeński albo związek homoseksualny, ale trudno mi go potępić, jeśli to robi. Rozumiem jego pragnienia.

Od dobroci księdza aż zgagi dostałem. Dowcip o Stalinie — „a mógł zabić” — się przypomina.

Kościół musi pozostać wierny Ewangelii, nawet wbrew opinii większości. Nie chcę świata, w którym będziemy rewidować wszelkie zasady, bo do nich nie dorastamy.

To się bardzo dobrze składa, bo dzięki temu wiernych będzie coraz mniej i może nadejdzie taki moment, kiedy WSZYSCY ludzie będą mogli poślubić ukochaną osobę.

Boję się, że będziemy krok po kroku przesuwać granice i burzyć system wartości.

Och, a zdawało mi się, że administracyjne dekretowanie rzeczywistości księdzu nie odpowiada. Granice już się przesunęły bardzo dawno, być może nigdy nie było ich tam, gdzie księdzu się wydaje.

Podobnie niejeden biskup zapewne nie zdawał sobie w pełni sprawy, że pedofil to człowiek chory, który dalej będzie czynił zło, że w pierwszej kolejności podejrzanego trzeba odseparować od dzieci. Dzisiaj wszyscy jesteśmy mądrzejsi niż trzydzieści lat temu, a w Kościele powstały jasne reguły postępowania w takich przypadkach – zero tolerancji.

To chyba o jakimś innym Kościele mówimy, bo ten, który ja znam, przesuwa księży-pedofilów do innej parafii, a w ostateczności — gdy za dużo jest pedofili i nie da się dalej sprawy zamiatać pod dywan — wyciąga z kapelusza ideologię gęger i rozpoczyna głowologiczne pielgrzymki księdza Oko pod rękę z posłanką Kempą.

Jako przełożony jestem jednak przekonany, że nie będę automatycznie odsyłał każdego podejrzanego do prokuratury, choćby dlatego, że wtedy bracia nigdy do mnie nie przyjdą z takimi problemami. A chcę, by przychodzili, bo wtedy mogę pomóc mojemu bratu, a w razie konieczności chronić ofiary i zapobiegać następnym tragediom.

Jak miło, że bratu pomóc najpierw, a ofiary ewentualnie chronić w razie konieczności.

Przyznam szczerze — od ojca Kozackiego wolę Rydzyka. Rydzyk mówi prosto i zrozumiale: Żydzi rozkradli bogactwa, gęger gwałci nam dzieci, Ruscy zabili prezydenta, tutaj jest numer konta, należy się 200 zł miesięcznie. Ojciec Kozacki leje rzekę słodkiej hipokryzji, przepełnionej sprzecznościami, kłamstewkami i niedopowiedzeniami, a Dominika Wielowieyska zadaje mu Trudne Pytania w stylu „Czy to powszechne zjawisko, że hierarchowie zamiatają takie sprawy jak pedofilia wśród księży pod dywan?” oraz „”Ideologia gender” – zdaniem Kościoła – wysadza dzieci z ich płci biologicznej. Ojciec też tak uważa?” Leszek Miller w Soczi brata się z Putinem, bo polityka polityką, a sportowców trzeba wspierać.

Artykułów o poliamorii na gazeta.pl w ogóle nie komentuję, bo mi macki opadają (ostatnio był jeden sensowny). Większość ludzi w ogóle nie wie, co to jest poliamoria, wliczając w to większość tych, którzy się na jej temat wypowiadają. To samo dotyczy rzecz jasna gender. Zdawałoby się jednak, że wiedzę na temat „co to jest związek” posiada większość ludzi na świecie, bo niemal każdy powyżej, bo ja wiem, 30 roku życia w jakimś związku był — dłuższym, krótszym, mało to ważne. Czemuż więc, do stu fur beczek w tę i nazad po moście Różyckiego drutem kolczastym ganianych, pytamy o to KSIĘDZA? Czy ja piszę notki na temat geografii Chin? Studiów teologicznych? Schizofrenii? Curlingu? No i skoro już GW zadała sobie trud znalezienia jedynego księdza-zdziczałego lewaka w kraju, który gotów jest rozmawiać z lewacko-żydowskom gadzinuwkom o tym, że religii nie powinno być w szkole, to czy tego wywiadu nie mógł przeprowadzić Pacewicz, albo Żakowski?

Dobra, wywnętrzyłem się, a teraz — jak to prawdziwy mężczyzna — idę sprzątać i gotować homoseksualne spaghetti z trans-genderowym sosem na cześć Potwora Spaghetti. Alleluja i do kuchni!

(Fotografia: Mateusz Skwarczek, Agencja Gazeta)


Cenisz dobre dziennikarstwo?

Jeśli tak, to trafiłeś w złe miejsce, ale jeśli lubisz mojego bloga i chcesz zadbać o to, żeby i mi nie zabrakło niczego do czytania, rozważ skorzystanie z poniższego przycisku. Wszystkie uzbierane w ten sposób pieniądze wydam na książki. Książkodawcom serdecznie dziękuję! #stoserc



Więcej informacji, spis zakupionych dotychczas książek i lista książkodawców