Nie dorosnę!

Niedawno dokonałem odkrycia Ameryki w konserwach, które wstrząsnęło mym jestestwem, a mianowicie pojąłem, na czym właściwie polega różnica między życiem geja, a heteryka.

Najpierw tak naprawdę dokonałem pododkrycia. Odnotowałem mianowicie, iż 10 lat temu większość moich znajomych stanowiły osoby hetero, w parach i lu-lu-luzem, niektóre w związkach zalegalizowanych, a niektóre nie. Gejów wśród znajomych miałem dosłownie kilku, a lesbijki raptem dwie. I było mi z tym bardzo dobrze, spotykałem się z moimi heteroznajomymi, robiliśmy razem różne ciekawe rzeczy, wychodziliśmy do klubów, graliśmy w brydża i ogólnie było super.

I tak sobie mijały lata, aż nagle odkryłem, że proporcje dokładnie się odwróciły. Mam mnóstwo znajomych homoseksualistów i trochę heteroseksualistów. Homo są w parach i lu-lu-luzem, niektórzy w związkach zalegalizowanych, a niektórzy nie. Zaś heteroseksualiści, którzy pozostali w moim kręgu społecznym są albo ode mnie młodsi, albo są singlami, albo zdeterminowani, aby uniknąć tego wyznacznika dorosłości, który mi zwyczajnie nie grozi: posiadania dzieci.

Wychowany w heteroseksualnej rodzinie, w heteroseksualnym kraju, zindoktrynowany heteroseksualną telewizją całe życie, jak do tej pory, spędziłem w przekonaniu, że w młodości czas się bawić, a potem należy dorosnąć. Co konkretnie oznaczało ‚dorośnięcie’ jakoś się nie zastanawiałem, czując, że samo przyjdzie i jak już będę dorosły, to poczuję, że o, proszę, dorosłem. W pewnym stopniu nawet poczułem — odkryłem pierwszy siwy włos w szacownym wieku lat 24, pojawiły się różne dziwne problemy zdrowotne, typu kontuzji kolana, których już nigdy się nie pozbędę, co w nader dobitny sposób uświadomiło mi moją śmiertelność… aż parę dni temu zrozumiałem wreszcie, że ja wcale nie muszę dorastać.

Dorastanie jest czymś, co robią ludzie, którzy mają dzieci. Widzę po swoim bracie, młodszym ode mnie zresztą o siedem lat — pracuje, po pracy wraca do domu, żona w ciąży, żadne z nich nie wpada na pomysły wypadów do klubów, radosnych pijatyk do rana, nie siedzi do drugiej w nocy dłubiąc remiks Annie Lennox. Mają zajęcia dorosłych ludzi, a w wolnej chwili ledwie zipią, bo zajęcia dorosłych ludzi są nieco wykańczające. Tymczasem ja pracuję sobie 4-5 dni w tygodniu (aktualnie 5, bo byłem chory cztery razy w ciągu dwóch miesięcy i trzeba to ponadrabiać), wieczorami zaś bywam, odwiedzam, kreuję, spożywam oraz tańczę, tańczę, tańczę korzystając z tego, że wreszcie mam chłopaka, który tańczyć potrafi i lubi.

Najpierw czułem się nieswojo z tym, że nie mam za bardzo o czym rozmawiać z moją koleżanką z biurka obok, której zakres tematów rozciąga się od wyboru żłobka, przez choroby wieku dziecięcego aż do imprezy urodzinowej jej córeczki. Potem zacząłem zauważać, żę kolejni moi znajomi „dorastają” w ten właśnie sposób. A potem zrozumiałem, że po pierwsze primo, zapewne nigdy w ten sposób nie dorosnę, a po drugie primo, że nie mam takiego obowiązku. Że rację ma Izabella Filipiak, gdy stwierdza: „Ze zdziwieniem słucham dyskusji na temat, czy geje i lesbijki powinni wychowywać dzieci. A chcą je mieć? Poważnie? To przepraszam, bo zawsze myślałam, że Bóg obdarzył człowieka homoseksualizmem po to, żeby człowiek mógł się naturalnie poświęcić studiom, lekturom, podróżom i tworzeniu rzeczy pięknych”.

Moje zdanie na temat adopcji przez pary homoseksualne jest znane szeroko, ale chętnie się powtórzę: jak najbardziej. Nieważne, jaka jest orientacja seksualna rodziców, ważne, czy dziecko kochają; każda para kochających się ludzi jest w stanie dać dziecku milion razy więcej, niż wychowawcy w domu dziecka. Osoby, które odmawiają parom homoseksualnym prawa do adopcji kierują się zwyczajną homofobią; nie tylko rzut kamieniem w pedała jest homofobią, jest nią każda różnica w traktowaniu osób homoseksualnych i heteroseksualnych wyłącznie ze względu na orientację. Przypominam też, że mieszkam w kraju, w którym gdybym chciał adoptować dziecko, to na przeszkodzie stałoby tylko to, że nie mam jeszcze paszportu. Mogę o takowy wystąpić, jeśli będzie mi się chciało, we wrześniu. (Pewnie mi się nie będzie chciało.) Ale…

…nie muszę. Nie mam rodziny, która dudniłaby mi za uszami, że czas już na dzieci. Nie cyka mi zegar biologiczny. Nie grozi mi ciąża niechciana. I nie mam nadmiaru uczuć rodzicielskich. Dzieci lubię, czemu nie, zwłaszcza małe, są fajne i w ogóle, ale wolę, kiedy to nie ja, tylko ktoś inny musi do nich wstawać w nocy, zmieniać pieluchy i tak dalej. Poza tym strasznie nie lubię dzieci w wieku 10-15, kiedy są pryszczate, bawią się w dręczenie zwierzątek, palą papierosy w toalecie i ogólnie są nie do zniesienia. A poza tym, to właśnie skończyłem nagrywać płytę, piszę książkę, nadrabiam zaległości w tańcu i bardzo mi z tym dobrze…

Mam wrażenie, że tą notką narażam się w zasadzie wszystkim. Połowa czytelników napisze mi, że ich najlepsi przyjaciele są homo, ale adopcja to nie, bo przecież to zboczeńcy i molestanci. Druga połowa, że jestem niedorosłym dzieciuchem, który nie rozumie, na czym polega prawdziwe życie. Trzecia połowa, że to wcale nieprawda, że po urodzeniu dziecka mówi się tylko o tym, bo przecież oni znają jedną osobę, która ma dziecko i ciągle znajduje czas na oglądanie „Klanu”. Czwarta połowa… i tak dalej.

A może ktoś się nie obrazi i zrozumie, co mam na myśli?

  • 100% racji panie redaktorze. Przy czym homoseksualnym jest łatwiej, heteroseksualnym jest trudniej, ale jak dla mnie wszystko, co nie wsadza cię w szablon „zdrowej, normalnej, rodziny z przedmieść” jest piękne mądre oraz dobre.

  • Ja Cię rozumiem. Jeszcze do niedawna byłam podobna do Ciebie. Wcale nie chciałam dorosnąć. Posiadanie dzieci odwlekałam pod byle pretekstem. Nagle przyszedł moment, że dorosnąć (w tym sensie tego słowa, o którym piszesz) chciał mój mąż. Ze mną dorosnąć, znaczy, nie, że z kimkolwiek. Więc dorosłam. Dla niego. Zmieniło się wszystko. Ja się zmieniłam, co innego mnie martwi, co innego cieszy. Co innego przeraża. Ale wciąż pamiętam siebie „sprzed”. Nie zamieniłabym się, ale rozumiem. Bo pamiętam.

  • Ja rozumiem. I się nie obrażam;-) Ja mam dziecko i zaręczam, że to też nie daje certyfikatu dorosłości 😉

  • Jajajaja! Ja się znajdę! Ja się zgadzam! 🙂

  • A piąta połowa, czyli ja bardzo ci zazdrości:) Mam dzieci, bardzo je kocham, wszystko się zmieniło, bla bla bla ale nadal chciałabym mieć czas na własne zainteresowania i pasje. Móc trzasnąć drzwiami, wyjść z domu i łazić po mieście do rana, bez wcześniejszego planowania tego spontanicznego wypadu przez 3 tygodnie – bezcenne. Może powinnam przejść na drugą stronę mocy… Cholera, rozmarzyłam się, już za późno;)

  • Ja tez nie zamierzam dorastac i moj maz mnie w tym popiera.
    Pozdrawiam!

  • Nagrywaj te swoje plyty śpiewaj tańcz maluj recytuj haftuj szydełkuj tylko nie pisz bloga

    pzdr

  • to prawda , ja tez nie chce dorosnąć – co weekend baluje do 6 00 rano z osobami o polowe młodszymi …. beztroska , smiech alkohol = ucieczka od dorosłości . Nie planuje rodziny , dzieci z egoizmu . Kogos bliskiego planuje tez z egoizmu.
    Nie przypadkiem gay znaczy wesoły w jez. ang. – dlaczego mialbym sobie fundować stres , kłopoty i obniżenie standartu finasowego oraz ograniczenie swojej wolności decydując sie na dzieci ?

  • Oj tak… Dzieci wysysają siły witalne, zajmują mnóstwo czasu i stają się tematem rozmów, no bo inaczej się nie da. Ale to nie znaczy, że w nas, tych niby dorosłych, nie siedzą dalej imprezowicze, którzy chętnie by się wyrwali, ale padają na nos ze zmęczenia albo nie mają z kim dziecka zostawić…

  • Każdy inny, wszyscy równi!! :D:D

  • To ma nic wspolnego z dorosloscia.Tak mysla osoby HOMO.Dla hetero to potrzeba wynikajaca z sexu.

  • Rzeczywiście, w artykule święta prawda. Dzieci zmieniają życie dramatycznie (niekoniecznie na lepsze, na pewno na inne) i zabierają większość wolnego czasu, zabierają sen i pieniądze, a dodają zmartwień.

    W takim razie nie posiadający dzieci, w tym wszyscy homo, powinni być obciążeni dodatkowym podatkiem od luksusu. Nie wkładają tyle pracy do ogólnego dobrobytu co posiadający dzieci, a emerytur będą się domagali jak wszyscy.

  • @nabityklientbre Tak jest, we wczesnym PRL takowy podatek istniał i nazywał się bykowe. Tęsknota za przeszłością? Być może lepszym rozwiązaniem byłby *obowiązek* adopcji dzieci przez wszystkie pary po 30 nieposiadające własnych — od razu zlikwidowalibyśmy wszystkie domy dziecka i nie byłoby żadnych paskud jak ja cieszących się nadmiarem luksusu.

    @noida Ja to rozumiem, oczywiście. Dlatego też wreszcie zrozumiałem, że Filipiak ma rację, nam jest rzeczywiście łatwiej. (Tu zgoda również z @digan)

    @atom07 Kiedyś pewnie będę musiał skończyć z balowaniem, jak zaczną boleć stare kości, a kac z piątku będzie trwał do środy 😉 ale to jeszcze nie teraz… 😉

  • Bykowe to płacił jeszcze mój tato. Uważam, że jedna z większych dyskryminacji, bo jednym kopem strzelająca i w bezdzietnych, i ludzi homoseksualne, a wiadomo, że nie są to zbiory, które całkowicie się pokrywają.

    A swoją drogą, czym miałbyś urazić w swojej notce? że nie chcesz mieć dzieci, że lubisz swoje życie takim, jakim jest? No weź 😉

  • Dobrze napisane i popieram 🙂 nie jestem homo ale nie mam nic do ludzi o odmiennej orientacji seksualnej i nie mam nic do ludzi, którym świat nie kończy się na posiadaniu lub pragnieniu posiadania potomstwa…. czy jesteśmy egoistami gdy nie zajmujemy się tylko prokreacją? a może płodzenie dzieci to egoizm – taki ewolucyjny – bo przecież chcę żeby to MOJE geny przetrwały czyli poniekąd ja sam! Czasem niestety odnoszę wrażenie, że niektórych ludzi geny nie powinny przetrwać, ale to nie ja o tym decyduję tylko natura, więc niech się dzieje co chce a ludzie którzy chcą tańczyć, tworzyć, myśleć, kreować niech żyją szczęśliwie i są tak (nie)dorośli jak tego pragną!!! Życzę Ci wszystkiego naj :****

  • A ja pozostanę w mniejszości, która nie oparła się twojej manipulacji. Wmawiasz nam, że masz podobne kompetencje, co pary dwupłciowe, a to nie jest prawda. Nie masz takich samych kompetencji co mężczyźni heteroseksualni i heteroseksualne kobiety. Nieprawdą, jest też, że nie ma różnic u dzieci wychowywanych przez pary jedn- i dwupłciowe.

  • Ale pedalski bełkot.

  • W naszym nowoczesnym, „poprawnym politycznie” świecie, bycie homo ( lub w najgorszym przypadku singlem) jest coraz bardziej „trendy”.
    Jak tak dalej pójdzie, to bycie hetero i posiadanie rodziny, będzie powodem do wstydu, który trzeba skrzętnie ukrywać przed kolegami z pracy, którzy byciu homo, lub „single” zawdzięczają głębsze, ciekawsze i bardziej wartościowe życie;-)
    Ciekawe, czy dożyjemy czasów, kiedy hetero, będą organizowali „parady równości” żądając równouprawnienia? 😉

  • propagowanie wyluzowanego gejostwa jak bedzesz mial lat 40, 50 to przestaniesz byc trendy i na luzie bedziesz siedzial sam az do smierci…. zadnych perspektyw
    zabawa imprezy seks to tylko zapleniacze zycia takei konserwanty a nie prawdziwa wartosc ktora sie zyje…

  • Najbardziej szkoda tych heteronormatywnych, co to się pożenili i teraz twierdzą, że wychowując dzieci spełniają jakaś patriotyczną powinność, na którą inni powinni wnosić specjalne opłaty. Zabawne to i zarazem głupie. Nikt im dzieci robić nie kazał i niech sobie teraz sami je utrzymują, nie widze powodu, abym do cudzych przyjemności miał się dokładać.
    Wbrew niektórym przy 50 na karku nie boję się dyskoteki. Nie wiem jakie to perspektywy ma na myśli mój przedmówca, które rzekomo czekają na heteryków po pięćdziesiątce, a których pozbawieni są homo. Chyba nie chodzi o dzieci, które maja własne życie, często tysiące kilometrów od domu rodziców. Wystarczy przyjaciel i jest OK, niezależnie od orientacji. Małżeństwo, dzieci – to bardzo złudna polisa na życie – papier nie zastąpi przyjaźni.

  • Używając Twojej terminologii, już będąc dzieckiem postanowiłam nim pozostać. W wieku 5 lat przeczytałam dwie książeczki uświadamiające, uznałam, że nigdy nie chcę mieć dzieci i od razu zaczęłam się z tym afiszować. Dziś jestem sześciokrotnie starsza i zdania ani na chwilę nie zmieniłam. Tyle że ja mam jednak względnie mało typowy sposób życia:
    – Trochę zachowań uznawanych za typowo dziecięce: gry (zwłaszcza stare przygódówki i zręcznościówki – nowe gry typu 5 płyt i hiperrealistyczna grafika w ogóle mnie nie ciągną), do dziś maskotki (głównie pluszowe lewki i tygryski, w tym tygrysek lat 28, od którego zaczęła się moja tygrysomania), puzzle (ale nie każde – uwielbiam stare puzzle Unicef, które bywają wręcz psychodeliczne, typowe puzzle lekceważę)…
    – Ciągnięcie nie tylko dziecięcych zwyczajów z dzieciństwa takich jak pamiętnik (tyle że mój pamiętnik 20 lat temu a mój pamiętnik dziś to zupełnie co innego).
    – Skoczniołazicą i skocznioznawczynią zostałam co prawda już jako osoba dorosła, ale to raczej nie jest hobby uchodzące za poważne. Choć przyznam, że jest na tyle niezwykłe, by najczęściej robić spore wrażenie, zwłaszcza gdy mogę się już pochwalić zaliczeniem (zaliczenie skoczni w sensie skoczniołazowskim – wejście na szczyt) ponad 200 skoczni.
    – Można powiedzieć, że w pewnych obszarach konsekwentnie pozostaję właśnie dzieckiem, a nie osobą młodą. Imprez nie cenię. Seks? – dziękuję, postoję. Alkohol uważam za równie przereklamowany – dla moich kubków smakowych to męczarnia, zaś działania po prostu nie uważam za warte użerania się z wlaniem tego obrzydliwego płynu w siebie.
    – Jednocześnie ważne są dla mnie rzeczy nie wiązane z dziecięcością. Polityczność – „sprawa” LGBTQ, prawa kobiet, polityka narkotykowa… I filozofowanie – to tym głównie zajmuję się obecnie w pamiętniku. To dla mnie coś przeogromnie ważnego, w pewnym sensie moje podstawowe zajęcie. Czasami mówię – nie jest to może wielce twórcze, ale jakoś oddaje pewne moje odczucia – że może mam 30 lat, ale może 3 albo 300… Zresztą nie ma nawet jakiegoś rozziewu między filozofią a polityką („wszystko jest polityką”): nasuwające mi się pytanie, dlaczego to, co poznaję poprzez swoje myśloczucie, pozostaje tak niewypowiedziane, dlaczego osobiste odczucia pozostają kulturowo tak nieważne, chyba że są zgodne z podstawowym przekazem popkultury: że najwyższym celem w życiu jest posiadanie drugiej połówki.
    Albo może na koniec – choć to bardzo prywatne – już całkiem poważny i „programowy” fragment zapisku:
    „W zasadzie są tylko dwie możliwości. Albo mój sposób doświadczania świata jest absolutnie Obcy, moje odczuwanie jest nieprzekraczalnie Innym Odczuwaniem, a społeczeństwo ma wszelkie prawo nazywać mnie wariatką. Albo jednak wszystkie i wszyscy przeżywamy tę szaloną intensywność świata, nieskończoną różnorodność chwil i to jest NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIE HISTORYCZNE.”
    Więc tu nie chodzi o zabawę, chodzi o to, by nie narzucano ludziom, jakie odczucia są godne i dojrzałe, a jakie wstydliwe i dziecinne, by nie dzielono ich na lepsze i gorsze. I nie sądzę, by nie dało się dość do takiego wniosku z historii wewnętrznej zupełnie innej niż moja.

  • @zewszad_i_znikad Pozwolę sobie przyklasnąć temu fragmentowi: „Więc tu nie chodzi o zabawę, chodzi o to, by nie narzucano ludziom, jakie odczucia są godne i dojrzałe, a jakie wstydliwe i dziecinne, by nie dzielono ich na lepsze i gorsze.” 🙂 No, co ja mogę. Święte słowa. A propos gier, planszówki też lubisz?

    @jonaszdrobniak Tak jest, ja jestem taki zajebiście trendy, że aż gejem zostałem z tego powodu. Jak mniemam, Ty wmawiasz znajomym, że jesteś hetero, ale w rzeczywistości obie płci pociągają Cię dokładnie tak samo, a związanie się z osobą płci odmiennej jest dla Ciebie wyłącznie kwestią wyboru związanego ze staroświeckością i odmową bycia trendy?

    @milkamajer Uprzejmie zwracam uwagę, że adopcja przez parę homoseksualną nie polega na odbieraniu dzieci kochającej parze heteroseksualnej.

    A teraz muszę uciekać, bo czeka na mnie brak perspektyw i samotna śmierć. (Konkretnie, czeka na mnie koncert The Hundred In The Hands.)

  • navaira – mnie chodzi wyłącznie o to, że można być homo albo hetero, można być singlem albo dzieciatym żonkosiem i w każdym z tych przypadków można mieć ciekawe życie i być szczęśliwym.
    Dlatego nie zgadzam się z lansowaną, bardzo modną obecnie tezą, że homo, czy samotni hetero mają ciekawsze życie, bo nie mają balastu w postaci rodziny, nie muszą „dorastać” itd.

    p.s. bynajmniej nie namawiam nikogo do zmiany orientacji, nawet w celu bycia „zajebiście trendy” – jeśli Ty tego dokonałeś, to jestem pod wrażeniem ;-)))

    pozdrawiam i dobrej zabawy na koncercie 🙂

  • co do kompetencji wychowawczych, to znając wielu heteryków, sparowanych i nie, oraz kilku homo, na krótkiej mojej osobistej liście, komu powierzyłabym moje osobiste dziecko na WYPADEK, autor bloga jest w czołówce. O wiele chętniej widziałabym go w roli wychowacy mojego dziecka, niż np mojego hetero brata. O ojcu dziecka nawet nie wspomnę.

  • To ciekawe jest bardzo, co piszesz. Bo wydawałoby się, że w takim kraju, jak Holandia, gdzie każdy może normalnie wziąć ślub i zrobić sobie, czy też adoptować (jak kto może i jak kto chce) dzieci, nie powinno być takich podziałów (osoby hetero – pieluchy i żłobki, osoby homo – kluby i ferrari:P). Bo ja sobie myślę, że są ludzie (niezależnie od orientacji seksualnej), którzy chcą się bawić w ten kierat i są ludzie, którzy nie chcą. Rozumiem, że osobom homoseksualnym w Polsce trudniej sobie ten kierat zorganizować, stąd wybierają inne życie; z drugiej strony jest straszna presja społeczna (z której, jak mi się wydaje, osoby homoseksualne są wykluczone, tak jak z wielu aspektów życia społecznego w tym cudownym kraju nad Wisłą) na dom, dzieci i ogólne ustatkowanie – stąd dysproporcje w „udomowieniu” i „uklubowieniu” osób hetero- i homo. A skąd takie dysproporcje w Holandii? Ciągle pokutujące stereotypy? Bardzo to ciekawe, bardzo. Aż wewnętrzny socjolog chciałby badania robić:P

  • Program TV szuka osób, które nie chcą mieć dzieci. Jeżeli zdecydowałeś/as, że wychowanie dzieci nie jest dla Ciebie – napisz!
    program.krakow@gmail.com

  • @ milkamajer
    „pozostanę w mniejszości, która nie oparła się twojej manipulacji.”

    Z dumą przyznajesz, że dałeś/dałaś się zmanipulować? W dodatku jako jeden z nielicznych? No to pięknie się pan/i przedstawił/a przed dziesiątkami czytelników.

    „Nieprawdą, jest też, że nie ma różnic u dzieci wychowywanych przez pary jedn- i dwupłciowe.”

    Nie ma żadnych wiarygodnych badań, które potwierdzałyby istnienie takich różnic.

  • Ach, jeszcze do @januszdrobniak – a propos przyszłości, w której widzi januszdrobniak heteryków, ukrywających swoją orientację seksualną, żonę i dwoje dzieci w obawie przed ostracyzmem społecznym. Zawsze mnie zaskakuje ta wiara w siłę, jak to nazwałeś „poprawności politycznej” czy „bycia trendy”. Żyjemy (my, tu, w Polsce), w kraju, w którym bardzo łatwo jest dostać w zęby za tęczową naszywkę na torbie czy przytulenie się do kogoś (nieodpowiedniej, wedle agresora, płci) w autobusie – ale bycie gejem (bo lesbijką już chyba nie, rzadko się pojawia w tym kontekście) jest takie „trendy”, że z całą pewnością już za rok czy za dwa szanowni ojcowie rodzin porzucą swe żony i małe dziatki, przywleką różowy lateks i dawaj, na platformę, dziatki z głodu pomrą, następnych już nie napłodzi i naród nam wymrze.

  • Ja Cię rozumiem. Uważam, że pary homoseksualne powinny mieć prawo do zalegalizowania swojego związku, jak też prawo do adopcji. Chociaż ja sam w tym momencie jestem gejem singlującym (singlowatym?) a dzieci kocham bardzo (ale te nie-moje, mojej siostry i mojego brata). I to zarówno „niedobrego” dwunastoletniego siostrzeńca, równie „niedobrą” dziesięcioletnią siostrzenicę, jak i „słodkiego” kilkunastomiesięcznego bratanka. Ufff, trochę za dużo na temat swej rodziny napisałem. Wybacz!

  • @jonaszdrobniak A tośmy się nie zrozumieli, bo odniosłem wrażenie, że lansujesz jakże modną w Polsce (choć twardo określaną mianem „niepoprawnej politycznie”) tezę, że nie ma szczęśliwych singli, a jedynym sposobem w ogóle na szczęście jest małżeństwo, dzieci i msza co niedzielę. Mi się orientacja ustaliła w wieku lat 13, a tak naprawdę już wcześniej chyba, tylko nie wiedziałem wtedy, co to jest gej i myślałem, że chcę być dziewczynką. Mając lat 13 znalazłem jakiś artykuł w piśmie ojczyma, przeczytałem i poczułem ulgę: aaaa, to o to chodzi!

    @fakara W Holandii nie ma tego podziału, ale moja rodzina ciągle mieszka w Polsce 🙂 Mam na myśli, że nie mam ciotek i mamuś, które twardo domagają się ustatkowania i odliczają mi, ile to będę miał lat, jak moje dziecko będzie miało 18 i że już czas Więc, jak napisał pierwszy komentator, mi jest po prostu łatwiej. Nie ma presji, jeśli kiedyś zmienię zdanie, to zmienię i już.

    @fakara, wpis 2: ja się właśnie zastanawiam nad źródłami tego strachu przed małżeństwami gejowskimi. Czy pociąg do różowego lateksu wśród heteroseksualnych mężczyzn jest aż tak silny, że tylko i wyłącznie zakaz rejestracji związków trzyma ich u boku żon i dzieci?

    @malotraktorem Ależ ja nie mam nic przeciwko temu, że piszesz o rodzinie 🙂 Dzieci bardzo lubię, rodziny też, na razie jednakowoż jak najbardziej zadowala mnie rola wujka.

  • całkowicie, bezapelacyjnie, po heteroseksualnemu cię rozumiem 😀

  • Czasami myślę, że urodziłem się stary. Przez całe życie chciałem być dorosły. Uwielbiam to.
    Bycie dorosłym nie oznacza posiadania dzieci (posiadanie dzieci oznacza bycie rodzicem), ani przeciętnego trybu życia (ot, przeciętność), nie jest także charakterystyczne dla homo- czy heteroseksualistów. Jeśli już chcesz ludzi szufladkować, to do treści Twojego posta lepiej pasowałby podział na sposoby samorealizacji plus brak takiego konceptu.

    Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy boją się dorosłości, szczególnie widząc w niej negatywne wartości!

  • g

  • super tekst!!! zawsze zastanawiało mnie skąd wynika ta cała dorosłość. Czytając Ciebie, trochę otwiera to oczy.

  • O, bardzo fajne.

    Mnie zawsze zastanawiało – i irytowało okropnie – rzucanie przez rodziców, dziadków i ogólnie krewnych z pokolenia -1 hasełek ze zbioru „Koniec zabawy, czas na obowiązki”. Najbardziej zaś mnie zastanawiał – i irytował – pobrzmiewający w nich ton zawiści, na zasadzie „Teraz to sobie brykasz, gówniarzu, bez zobowiązań, ale skończy się to twoje brykanie niedługo i dostaniesz po dupie jak wszyscy, a co”. A chociaż mnie to zastanawiało i irytowało, mimo wszystko pokoleniu -1 udało się wpoić mi podprogowo przekonanie, że w życiu przechodzi się pewne określone etapy i w danych jego momentach TRZEBA podjąć takie to a takie kroki, bo tak się po prostu robi i już. Bo to jest dorosłość. I mam teraz żal o to do nich wszystkich, że nikt mnie nie nauczył od małego, że żyję dla siebie i mam być szczęśliwy, a nie dla wszystkich ciotek i babć, żeby mogły się zemścić na mnie za swoje analogiczne rozczarowanie. Bo wdrukowane przekonanie, że chcesz czy nie, jako dorosły musisz robić to czy tamto, doprowadziło mnie do sytuacji życiowych dość pogmatwanych i niekoniecznie ciekawych, i teraz faktycznie muszę robić to czy tamto, bo wymiksować się już za późno… A ów imprint zwalczyłem w sobie własnie po trzydziestce – wtedy dopiero, jak już nabrałem trochę życiowego doświadczenia, coś we mnie pękło i powiedziałem sobie „pierdolę, nie robię”. Mam tylko nadzieję, że swoim dzieciom uda mi się przekazać tę prostą prawdę – niech żyją dla siebie i robią to, co same uważają za stosowne.

    Dorosłość bowiem nie oznacza wcale robienia tego, co różni frustraci próbują nam wmówić, tylko na tym, żeby człowiek sam wiedział, czego od życia chce i konsekwentnie to od tego życia brał. A orientacja oraz posiadanie lub nieposiadanie dzieci nie mają tu nic do rzeczy. Ty jesteś przeszczęśliwy balując w amsterdamskich gejbarach, ja mam znajomą, której głównym życiowym zajęciem, celem i rozrywką jest roztaczanie okaleczającego, ochronnego balonika nad swoim dzieckiem. I oboje robicie to, co lubicie.

  • A ja Cię rozumiem.
    Też nie mam o czym rozmawiać z ludźmi w pracy, z częścią znajomych już też nie.
    Ale nie jestem HOMO.
    Co dziwne singlem od 1,5 roku tez już nie jestem.
    (Ale czasem za tym tęsknię;)P