Notka gościnna

Autorem dzisiejszej notki jest MG. Możliwy trigger. Ja dodałem podział na akapity i polskie znaki, jeśli coś przeoczyłem, to moja wina.

*

Cześć, nazywam sie M. Jestem człowiekiem, socjalistą, Polakiem, gejem, ChADem… A, nie, czekaj. MAM ChAD. Bo tak powinniśmy mowić, prawda? „Nie jesteś swoją chorobą!” – ile razy to słyszałeś? Ja nie umiem policzyć. I co z tego? Co z tego, kiedy są takie momenty jak teraz, kiedy patrzę w siny monitor, palę kolejnego papierosa, i czuję się jakbym się w całości składał z dwubiegunówki, dla niepoznaki ładnie zapakowanej w człekokształtny kombinezon.

Lekarze w ogóle są strasznie mądrzy. Mają swoje książki, tabelki, procedury, i wszystko mają poukładane. Czasem mam wrażenie, ze moja psychiatra patrzy na mnie zza szkiełek swoich okularów jak na ciekawego motyla, albo co gorsza kolejny przypadek w notesie. Kiedy jej mowię, że zawalilem kolejne zlecenie, że przez dwa dni wstawałem z łóżka tylko na siku, to ona to sobie wrzuca w rubryczki. A dla mnie to przeciez wszystko! Życie, praca, portfolio, reputacja, czynsz, jedzenie… Zresztą, co Ci będę tłumaczył.

Leki? W sumie ciężko mi stwierdzić, czy leki cokolwiek zmieniają. No bo czy łykam wszelkie przepisane proszki, czy ich nie łykam, to jest tak samo. Rzucam się w wir takiej czy innej pracy, działalnosci, po prostu zycia, wszystko jest wspaniałe i depczę po szczytach pieprzonych obłoków, siadam na chwilę zjeść kanapkę, i w polowie przeżuwania zastanawiam się nagle – a po chuj to wszystko? Jedzenie nagle zaczyna smakować jak trociny, i zaczynam się zastanawiać, dlaczego i jakim prawem jeszcze kwadrans temu tyle radości dawało mi to co robiłem i towarzystwo w którym jestem? Przecież to jakieś irracjonalne, po co ja wychodziłem z domu w ogóle? Przecież nie mam nic ciekawego do powiedzenia, tylko zajmuję miejsce… I tak to potrwa, moze 2 godziny, moze dwa tygodnie, az sie znowu odkręci. I wiesz co jest najgorsze? Nie mam na to żadnego wplywu. Jestem królem świata i mogę zrobić wszystko, zdobyć wszystko i wszystkich, albo jestem meblem, który tylko niepotrzebnie zabiera innym powietrze, i nie mam nad tym żadnej kontroli.

TO sie dzieje, kurwa, samo! Mam ochotę sobie momentami napisać na czole „Hej, to nie ja! To moja ChAD to zrobiła!” Ale wiesz jak to jest z chorobami psychicznymi, prawda? „Za słabo się starasz” albo inne „powinieneś coś trenować, poczułbyś się lepiej”… Jest chyba tylko jedna rzecz, ktora niezależnie od tego, w jakim stadium jest mój przełącznik, zawsze daje mi siłę żeby przetrwać. To zabrzmi, nie wiem, głupio, dziwnie albo patetycznie na maksa, ale… Inni. W sensie, wiesz, świadomosc tego, ze n kilometrów ode mnie siedzi sobie taki Ray, który jest w dołku i cierpi, tak jak i mnie się zdarza, n kilometrów ode mnie siedzi sobie P., który jest w lekkiej hipomanii i dzięki temu właśnie zaciąga do łóżka najpiękniejszą kobietę swojego życia, albo że n kilometrów ode mnie jest taki F., który właśnie trzecią dobę doskonale się bawi, ale w końcu wróci do poziomu bazowego, daje mi takie dziwne… Poczucie komfortu. Wspólnoty. I daje mi siłę do dalszej walki, nie tylko za siebie, ale za nas wszystkich. No, i na tym kończę swoje smętne pitolenie. I pamiętaj, że we Wroclawiu siedzi sobie taki M., który myśli o Tobie i o naszej cudownej, czadowej, patologicznej rodzinie, i któremu daje ona siłę i chęć do życia.

*

Jest nas dużo.

Obrazek: Allie Brosh, „Adventures in Depression” z bloga „Hyperbole And A Half”. Kup książkę Allie tu (warto!!!)

  • 7

    podejścia lekarki nie należy za bardzo brać do siebie, bo dla niej to „tylko” praca i jako (każda) lekarka *musi* się od pacjentów nieco zdystansować, inaczej sama nie wytrzymałaby psychicznie. gdyby brała do siebie po kawałku z każdego pacjenta…

  • P.

    Ja w odniesieniu do obrazka i tego co w tekście jest chyba w domyśle, bo ludzie nie rozumieją, że choroba psychiczna to nie tylko jakiś „błąd oprogramowania” (np. dla depresji: złe samopoczucie, przygnębienie, itd.), który mogą naprawić trochę endorfin lub adrenaliny (stąd: pobiegaj, popływaj, wyjdź na słońce, spotkaj się z ludźmi), ale to przede wszystkim „spalony hardware”. Oczywistym jest, że jak w komputerze spali się jakiś moduł, to restart, a nawet ich milion, nic nie pomoże, bo trzeba te uszkodzone elementy wymienić, tak samo powinno być oczywistym, że jak dopada choroba psychiczna, to trzeba o hardware zadbać (trzeba odpowiedniej chemii żeby pobudzić lub wzmocnić połączenia, przewodnictwo, uruchomić wydzielanie czegoś tam, bo to cholerstwo przestało działać i nawet maraton nie pomoże, bo się rzeczone endorfiny nie wydzielą, bo to ustrojstwo się zje…ło i bez fachowca nie ruszy). Niestety czasem jeszcze nie wiemy co się psuje, albo nawet jeśli nauka już wie to nie znalazła środka, żeby to naprawić nie uszkadzając przy okazji innych obwodów. Czasem fachowiec, niestety, jest partaczem i zamiast pomóc, jeszcze bardziej zaszkodzi. Szkoda że szkoła nie uczy zrozumienia takich problemów, a później jest tylko gorzej: zabobon, uprzedzenia, wstyd, brak zrozumienia, szykany (mam nadzieję, że gdzieś na świecie jest lepiej pod tym względem).