O błędach, których nie popełniają bogaci ludzie

W Polityce online pojawił się zestaw 9 slajdów pt. „9 błędów, których nie popełniają ludzie bogaci”. Po pierwsze, nie idźcie tą drogą, niepodpisany stażysto i psie Guciu. Ostatnia rzecz, jaką chcę oglądać na polityka.pl są slajdy. Po drugie, #jezujezunieczyt.

Przyjrzyjmy się błędom, których nie popełniają ludzie bogaci.

Bogaci ludzie nie zapominają o inwestowaniu w siebie. Rozumieją, jak ważne są: podnoszenie swoich kwalifikacji i zdobywanie certyfikatów. Są w stanie poświęcić swój czas na edukację dla przyszłych korzyści finansowych.

Żeby inwestować w siebie, trzeba mieć coś do inwestowania. Jeśli założymy, że przeciwieństwem bogatego człowieka jest człowiek niebogaty, powiedzmy – średniak, mediana zarobków w roku 2015 wynosiła 3291,56 zł brutto, co przekłada się na 2359 zł netto. Dominanta, czyli najczęstsza pensja to 2469 zł brutto, czyli poniżej 1800 netto. Z tych pieniędzy trzeba się utrzymać, kupić ubrania, być może wynająć mieszkanie lub pokój, czasami wybrać się do lekarza nierefundowanego przez NFZ. Stażysta beztrosko pisze, że bogaci są w stanie „poświęcić swój czas”. To nie czas jest tu największym ograniczeniem, chociaż średnia ilość czasu spędzanego przez Polaka w pracy to 40-42.5 godziny tygodniowo. Trudno mi sobie wyobrazić osoby, inwestujące w siebie czas i pieniądze zarobione na pełnym etacie z nadgodzinami i zaoszczędzone z 1800 zł netto. Być może dotyczy to wyłącznie osób mieszkających nadal z rodzicami.

Bogaci ludzie nie zapominają odkładać na przyszłość. Nie żyją tylko dniem dzisiejszym. Zastanawiają się raczej, co będzie im potrzebne jutro. I zabezpieczają te potrzeby już dziś.

W międzyczasie zainwestowaliśmy część pensji wynoszącej mniej niż 600 euro w siebie. Spędziliśmy na nauce czas i wydaliśmy piniondz na certyfikaty. Teraz dowiadujemy się, że należy odkładać na przyszłość. CO może odkładać na przyszłość inwestująca w siebie osoba, próbująca się utrzymać z pensji wynoszącej 1800 zł netto minus kwota zainwestowana?

Bogaci ludzie nie wybierają najtańszych opcji. Co jest lepsze: wydać 250 zł raz na dwa miesiące czy 1 tys. zł raz na rok? Bogaci ludzie wolą wydać raz, a więcej, by nie musieć wydawać mniej, ale częściej. W ten sposób sporo oszczędzają.

To dobra porada, pominąwszy fakt, że w międzyczasie zainwestowaliśmy w siebie i odłożyliśmy coś na przyszłość. Załóżmy, że owa przyszłość to właśnie ten tysiąc złotych raz na rok. Biedny traci dwa razy, to wiadomo od dawna i przetestowałem na sobie. Powiedzmy więc, że ta rada nie jest bardzo głupia, samotna matka z trojgiem dzieci dostanie podwójne 500+, może coś z tego wyjdzie. Nie wiem jednak, czy się z tego powodu dramatycznie wzbogaci i będzie mogła nie popełniać błędów takich, jak nieinwestowanie w certyfikaty.

Bogaci ludzie nie żyją ponad stan. Mogą wydawać mnóstwo pieniędzy na restauracje, kiedy mają akurat nadwyżkę finansową. Ale kiedy mają spadki dochodów, to ograniczają swoje wydatki, aby znów mieć nadwyżki.

Lekki facepalm. Kiedy nasz ojczym okradł moją mamę, narobił długów i znikł, pozostawiając mamę z trójką dzieci, w tym niemowlęciem oraz telefonami od dłużników, zdecydowanie nie żyliśmy ponad stan. Mama wyprzedawała biżuterię, pozbyła się kuchenki mikrofalowej, bo coś trzeba było żyć, a ja miałem lat czternaście, kończyłem podstawówkę i nie za bardzo mogłem iść do pracy. Jestem mocno przekonany, że nie mieliśmy żadnych nadwyżek finansowych, które moglibyśmy wydawać na restauracje, wliczając w to bary mleczne.

Bogaci ludzie nie mają sekretów finansowych przed członkami swojej rodziny. Pieniądze to temat otwartej rozmowy. Nie ukrywają zakupów przed współmałżonkami. Rozmawiają o tym, bo wiedzą, że wydają wspólne pieniądze, a nie należące tylko do jednej czy drugiej osoby.

Niespecjalnie rozumiem, czemu ta porada miałaby dotyczyć tylko ludzi bogatych. Ludzie biedni raczej też nie mają sekretów finansowych, chyba, że są np. alkoholikami, ale bogatych alkoholizm też nie omija. Czasami zamiast picia wódki jak zwierzęta bogaci inwestują w kokainę, ale też nie jestem pewien, czy chwalą się tym rodzinie.

Bogaci ludzie nie komplikują swojej rzeczywistości. Począwszy od swojego portfela finansowego i zawartych w nim inwestycji, aż po sprawy takie jak urządzenie domu, bogaci ludzie najbardziej cenią najwyższą jakość w połączeniu z największą prostotą.

Jeeezuuuuu ratuj mnie i kraj, w którym istnieje założenie, że ludzie niebogaci posiadają „portfel finansowy i zawarte w nim inwestycje” oraz urządzają dom za pomocą „najwyższej jakości w połączeniu z najwyższą prostotą”. To znaczy prostota być może rzeczywiście, ponieważ jeśli kogoś nie stać na zakup rzeźby nowoczesnej za 10 tysięcy złotych, to takowej nie posiada. Co wpływa dodatnio na najwyższość prostoty.

Bogaci ludzie nie ignorują sprawozdań finansowych. Przeglądanie wyciągów bankowych, planowanie wydatków, analizowanie wpływów zarówno firmowych, jak i domowych… to wszystko wchodzi im w nawyk.

Podoba mi się założenie, że bogaci ludzie co do jednego posiadają firmy i analizują wpływy. Oczyma duszy widzę moją mamę, sprzedającą mikrofalę, aby kupić chleb, jak siedzi na kanapie i czyta Financial Times, aby dowiedzieć się, jak najlepiej zaplanować wydatki. Taki nawyk.

Bogaci ludzie nie zapominają o swoich pasjach. Praca to dla nich tylko praca, jednak kiedy wykonywana jest z pasją, to przestaje wymagać aż tak wielkiego wysiłku i przynosi więcej zysków finansowych.

O tak, praca na kasie w Biedronce, nocnego stróża pilnującego budynku lub urzędniczki, przez cały dzień przekładającej papiery to zdecydowanie coś, co można wykonywać z pasją, dzięki której wzrastają dramatycznie zyski finansowe. Być może chodzi o to, że jeśli nocny stróż pracuje na półtora etatu, aby zaspokoić swą pasję stróżowania, to zarobi więcej. Z tym muszę się zgodzić.

Bogaci nie pozwalają, aby pieniądze przysłoniły im inne ważne wartości. Dzięki zarabianym pieniądzom mają więcej możliwości do realizacji swoich marzeń. Skupiając uwagę na zarabianiu, nie zapominają o rodzinie i własnym zdrowiu. Wiedzą, że tych wartości nie da się kupić za żadne pieniądze.

Ilu procent emerytów nie stać na wykupienie lekarstw? Pierwszy link, jaki znalazłem (w międzyczasie na guglu zaroiło się od opowieści o tym, że PiS wprowadzi darmowe leki dla seniorów) to niestety Super Express, który twierdzi, że w grudniu 2015 na medykamenty nie było stać jednej trzeciej emerytów. Zapewne dlatego, że wszystko wydali na realizację swoich pasji i marzeń, zapominając o portfelu finansowym i zawartych w nim inwestycjach. Samotne matki z trójką dzieci oddają się zaś kupowaniu najwyższej jakości… bo ja wiem… telewizorów, smartfonów, mieszkań za gotówkę, sztuki nowoczesnej – nie zapominając jednak o największej prostocie.

Na szczęście był to ostatni błąd niepopełniany przez ludzi bogatych. Owszem, zdaję sobie sprawę z tego, że w części ubogich gospodarstw domowych na ścianie wisi plazma, a w kieszeni cyka ajfon. Dzięki slajdom Polityki wiem, że ludzie ci są już w połowie drogi do bogactwa, albowiem inwestują w najwyższą jakość, nie zapominając o największej prostocie, jednak zamiast inwestować w certyfikaty i oddawać się przeglądaniu swoich inwestycji grzecznie płacą kredyty, dopóki nie stracą pasjonującej pracy nocnego stróża, nie zostaną postawieni przed wyborem „umowa o dzieło albo won pętaku”, dziecko nie wróci ze szkoły z dziurawym butem (rzecz jasna najwyższej jakości, ale i buty za 1000 zł kiedyś się rozpadają – według stażysty Polityki raz na rok).

The Atlantic rozkosznie zastanawia się, jak to może być, że dzieci bogatych rodziców nieźle radzą sobie w życiu:

So what exactly is it about being raised by a wealthy family that improves economic outcomes? A closer look at the data yielded possible answers, but none of them were conclusive. The researchers’ best guess was that, surprisingly, it had little to do with teaching kids how to buy and sell stocks, putting kids in touch with useful professional contacts, or paying tuition to send them to private schools. Instead, what might matter a lot is that wealthier children develop a tendency to save money. Or, the researchers say, it could be even simpler: Richer parents gift their children with more money (and less debt).

Czytamy sobie o dzieciach, kupujących i sprzedających akcje i nawiązujących użyteczne zawodowo kontakty, gdy nagle WTEM!!!! Bogaci rodzice dają dzieciom więcej pieniędzy niż niebogaci! To niezwykłe odkrycie z pewnością jest owocem pracy wielu zespołów amerykańskich naukowców. Aby założyć startup, trzeba mieć jakieś pieniądze, nawet jeśli pracujemy z pasji (co – jak mniemam – w startupach zdarza się częściej, niż w urzędach). Tyle, że 90% startupów upada, zanim zdąży się podnieść z ziemi. Dzieci bogatych rodziców zwyczajnie dzwonią do tatusia i mamusi i mówią: niestety moja hodowla lam nie odniosła sukcesu, a rodzice odpowiadają: nie martw się kochanie, tatuś przeleje ci na konto 100k złotych, załóż hodowlę aligatorów. Oczywiście istnieją wyjątki – znana mi biznesłumen nie daje swojemu synowi NIC, ponieważ syn wybrał pracę, której mama nie akceptuje. Jest gotowa opłacić mu założenie startupu, ale chłopak kompletnie nie posiada do tego ani talentu, ani pasji. Nie zmienia to faktu, iż biedni rodzice nie przeleją dziecku na konto stu tysięcy złotych na kolejny startup, a znalezienie inwestorów zainteresowanych opłaceniem hodowli aligatorów może być niełatwe.

W Polsce teoretycznie istnieje coś takiego, jak darmowa edukacja. Ale there’s no such thing as a free lunch, bo na uczelnię trzeba dojechać (a czasami znaleźć miejsce do zamieszkania), zaopatrzyć się w podręczniki, zeszyty i inne przydatne narzędzia, czasami coś jeść, np. chińskie zupki i stary chleb z keczupem, często kupić laptopa o prędkości zapewniającej, że np. program nie będzie się kompilować przez cały weekend. Mówię to z pozycji osoby, która nie dostawała od mamy żadnych pieniędzy, pominąwszy te niezbędne – na podręczniki, odzież, jedzenie. Moja znajoma ze studiów w prezencie ślubnym otrzymała mieszkanie, zakupione za gotówkę. Jakiś czas zajęło mi przeżucie faktu, że absolutnie nie grozi mi otrzymanie czegokolwiek, wyjąwszy może bardzo smaczny obiad. Moje pierwsze zarobki, w roku 1999 wyniosły 600 zł pod stołem, z której to kwoty oddawałem mamie 350. Muszę przyznać, że pozostałych mi 250 zł nie inwestowałem w siebie, nie stworzyłem portfela finansowego, nie kupowałem i nie sprzedawałem akcji. W moim pokoju panowała prostota, aczkolwiek nie posunąłbym się do określenia „najwyższa jakość”, zważywszy na to, że półki z książkami wisiały nad kanapą, na której spałem i wyginały się pod ciężarem. Dzięki czemu każdego wieczora towarzyszył mi dreszczyk podekscytowania związanego z myślą, że półka spadnie mi na głowę i zabije na miejscu.

Gdybym to ja dostał zadanie stworzenia slajdów na temat błędów, których nie popełniają ludzie bogaci, galeria składałaby się z jednego zdjęcia i podpisu „ludzie bogaci nie popełniają błędu, jakim jest urodzenie się w biednej rodzinie”.

Zdjęcie: przyszły bogacz rozważa swój portfel finansowy i niezbędne inwestycje w siebie. (Wayne S. Grazio, „Homemade Outdoor Kitchen”, CC 2.0)


Cenisz dobre dziennikarstwo?

Jeśli tak, to trafiłeś w złe miejsce, ale jeśli lubisz mojego bloga i chcesz zadbać o to, żeby i mi nie zabrakło niczego do czytania, rozważ skorzystanie z poniższego przycisku. Wszystkie uzbierane w ten sposób pieniądze wydam na książki. Książkodawcom serdecznie dziękuję! #stoserc



Więcej informacji, spis zakupionych dotychczas książek i lista książkodawców