O kobiecości, czyli Cleo i Conchita

Zafrapowało mnie, jak różnie można postrzegać kobiecość. O tym, że męskość jest konstruktem bardzo trudnym do zdefiniowania wiem od momentu, kiedy olśniło mnie, że Mike Tyson i Michael Jackson są tej samej płci. Gdyby na planecie Ziemia wylądowali kosmici i porwali te dwa osobniki do badań, mogliby się w ogóle nie zorientować, że to te śmieszne dyndadełka między udami determinują na naszym globie biologiczną płeć. A Michael Jackson przy Conchicie Wurst jest przecież bardzo jednoznacznie zdefiniowany płciowo (no dobrze, był). W odróżnieniu od Prince’a, Janet i Madonny Michael nigdy nie przyglądał się w piosenkach idei biseksualności czy niepewności płciowej.

Austria zaprezentowała kobiecość — płynność — definiowaną w sposób niedefiniujący. Zaskoczyło mnie, że holenderscy komentatorzy również nie mogli się odnieść do Conchity w sposób elegancki. „Mogłaby się zdecydować, czy jest kobietą, czy mężczyzną” jest sformułowaniem, którego spodziewałbym się po niedoszłym europośle Adamku (no dobrze, on by to ujął w sposób jeszcze mniej taktowny). Moją reakcją było pytanie „ale dlaczego miałaby się decydować?” Genitalia Conchity są dla mnie kompletnie nieinteresujące, fascynuje mnie gra z płciowością uprawiana tak dobrze, że ja tak naprawdę nie wiem, czy oglądam kobietę z namalowaną brodą, czy mężczyznę w sukni i z makijażem. Conchita pięknie śpiewa, pięknie wygląda i pięknie się porusza. Jeśli upierałbym się dokonać zero-jedynkowego wyboru, byłaby dla mnie kobietą — dlatego, że kobiety widzę więcej. Ale w Amsterdamie mamy dużo precedensów, od sióstr Hopelezz (trupa drag queens, które nie zawracają sobie głowy goleniem bród i owłosienia na udach) do corocznego święta, przy okazji którego mężczyźni zakładają suknie, wypychają sobie biustonosze papierem toaletowym i paradują po ulicach w charakterze np. brodatej Heidi lub niedźwiedziowatej Pippi Langstrump. Dzień ten w ogóle nie ma podtekstu LGTB — jest to święto, które wywodzi się z czasów chłopstwa, które nie miało środków finansowych na parady w stylu brazylijskim, ale zawsze można sobie było pozwolić na podebranie żonie przydużej spódnicy i urżnąć się na wesoło.

Polska tymczasem zaprezentowała się tak: cztery „folkowe” tancerki w strojach ludowych plus dwie panie, które ciężko określić mianem czegoś innego niż szczucie cycem. Jedna z nich „prała na tarze”, druga zaś „ubijała masło”. Obie te czynności służyły wyłącznie temu, żeby kamera mogła robić zbliżenia na ogromne piersi. Kobiecość polska nie pozostawia złudzeń, czym jest: cycami. Gdyby ktoś jeszcze nie zrozumiał, dla pewności piosenka posiada tekst:

My Słowianie wiemy, jak nasze na nas działa,
lubimy, jak poruszasz tym, co mama w genach dała.
To jest ta gorąca krew! To jest nasz słowiański zew!
My Słowianki wiemy, jak użyć mowy ciała.
Wiemy, jak poruszać tym, co mama w genach dała.
To jest ta słowiańska krew! To jest ta uroda i wdzięk!

Mamy to, czego nie ma nikt inny.
Cenimy ten naturalny kształt.
Wódeczka lepsza niż whisky i giny.
Najlepsze u nas, cokolwiek byś chciał.
My na swojskiej śmietanie chowane,
Delikatne, rumiane jak chleb.
Nie ma lepszych od naszych Słowianek,
Ten, kto widział i próbował, ten wie!

Nasze, polskie kształty są naturalne, jak wódeczka i śmietana, służą do poruszania nimi (aż dwa razy w ciągu czterech linijek refrenu), a Słowianek należy próbować.

W genach mamy to, czego nie ma nikt inny,
Zjeżdżają do nas z wielu świata stron.
Tu dobra wódka i dobre dziewczyny,
Szukaj u nas idealnych żon.

Maciek Kurzyk pokusił się o zestawienie polskich gratulacji dla Conchity, wrzuconych na jej Facebooka (po prawej, znalezione na Trzyczęściowym Garniturze). Nasz swojski skansen nie zawiódł, wysyłając austriacką piękność do gazu i pytając „czym ty kurwa jesteś”. Być może interesujące byłoby napisanie piosenki „My Słowianie II”, w której polscy mężczyźni mogliby opisać swoje poglądy na temat kobiet niewystarczająco kobiecych, babochłopów i pedałów? Na Eurowizji taki przebój miałby wielkie szanse, szczególnie u Rosjan, Białorusinów i Ormian, domagających się… usunięcia występu Conchity Wurst z transmisji. Ich męskość jest tak wątła, że sam fakt ujrzenia osoby z brodą ubranej w suknię może ją z hukiem zawalić. My, Słowianie wiemy, co się liczy: wódka, śmietana i idealne żony. Z cycem.

Tym właśnie sposobem Conchita Wurst stanie się przedmiotem politycznych targów. Czy Rosja da jej choć jeden punkt? To, że 80% widowni Eurowizji stanowią geje, wiadomo od dawna, ale czy rosyjskiemu jury przejdą przez gardło słowa, powiedzmy, „eight points — Austria”? Ciekawe będzie też, choć z innych powodów, to, ile punktów dadzą sobie nawzajem Rosja i Ukraina. Czy w powodzi głosów z serii „my, Turcy w Niemczech głosujemy na Turcję, a my — Grecy — dla odmiany na Maltę” ktokolwiek w ogóle przejmie się muzyką? Bo pomijając cyc i brodę, między Polską, a Austrią widnieje ziejąca przepaść. Polacy wysłali na Eurowizję disco polo o wódce i dupencjach. Austriacy — cudownie zaśpiewany utwór o zacięciu dramatycznym godnym tematu do Bonda. A może na całym tym zamieszaniu wygra typowany na zwycięzcę Węgier, lub rumuńska śpiewaczka z niewiarygodną skalą i kontrolą oddechu? Ja mogę głosować zarówno na Polskę, jak i Austrię, ale dziwnie jestem spokojny, że występ finałowy nie wpłynie na mojego faworyta, nawet, jeśli Polki sięgną cycami do podłogi.

  • Mnie się wydaje, że gdyby kosmici się znali na badaniach, to byliby raczej zaskoczeni faktem, że cokolwiek prócz dzyndzadełek ma definiować czyjąś płeć…

  • Pawcio23

    Ja mam jednak trochę problem z tym, że teledysk gdzie laski świecą cycami jest be dla Szwedów, a nagi facet w wannie wypełnionej płatkami róż już jest spoko. To, że konferencje prasowe polskiego zespołu były zdominowane tego typu pytaniami („czy te piersi są prawdziwe?” „czy nie sądzicie, że to strasznie uprzedmiotawia kobiety?”) mnie nie zastanawia, ale jednocześnie wszyscy boją się głośno zadać pewne pytania reprezentantowi Austrii, a ta seksualność jednak gdzieś tam jest. (i mówię to jako reprezentant mniejszości nota bene seksualnej :P)

    Zdanie „ale dlaczego miałaby się decydować?” bardzo mi się podoba 😉 I faktycznie, zastanawiające jest to, że ktoś komuś każe coś ze sobą zrobić, bo… bo tak powinno być. (czytaj: bo psujesz jakieś nienaruszalne prawo naturalne, czy coś)

    • Ray Grant

      Ale umówmy się, że Conchita piersi w teledysku nie pokazuje… na scenie zgoła jeszcze bardziej nie. Austriacka nagość jest co najwyżej sugerowana (i nawiązuje do filmu zupełnie nie-porno), a polska jest… cóż… dosłowna, powiedzmy delikatnie.

      • „Ale umówmy się, że Conchita piersi w teledysku nie pokazuje…”

        Więc jednak to cyce stanowią dla ciebie problem? 😉

        • Pawcio23

          Chyba raczej -spocone.niczym.po.stosunku- cyce, spijanie spermomleka, brandzlowanie maselnicy i poddawanie się ocenie. Tu nie chodzi o sam fakt posiadania tych cycków, tylko o pokazywanie, że są one najwyższą wartością kobiety (i na dodatek jeszcze Słowianki). Tekst „to co nasze jest, najlepsze jest, bo nasze jest” ubawił mnie swoią naiwnością, dopóki nie zauważyłem, że sami twórcy piosenki traktują go jednak bez przymrużenia oka.

          • Ale to prowadzi nas do konkluzji, że oburz jest na tekst piosenki, bo to on precyzuje, że „tu nie chodzi o sam fakt posiadania tych cycków, tylko o pokazywanie, że są one najwyższą wartością kobiety (i na dodatek jeszcze Słowianki).”

  • Nic i nikt nas nie definiuje, chyba, że na to pozwalamy. Ja Słowianka jestem przekonana, że akceptacja dla niewyczerpywanej wielości alternatyw, jeżeli chodzi o tożsamość człowieka w ogóle, jest jedynym rozwiązaniem, które pozwala uszanować godność i poczucie wolności ludzi w każdej sferze. Patrzę na Conchitę i myślę sobie, świetnie, niczego nie wybiera, jest Conchitą, żongluje męskością i kobiecością, pokazuje, że można, co jest cenne po prostu, choć na Eurowizji odwraca uwagę od jej występu samego w sobie i zmienia się nieuchronnie w tanią sensację. Zwykle mocno się zgadzam z tym, co piszesz na blogu i milczę chyba tylko dlatego, że jedyne, co mogłabym napisać to :Słusznie prawisz chłopaku, ale dziś…. dziś pewnie się rozgadam…;), bo ja Słowianka mam nieodparte wrażenie, że będąc jak zawsze otwartym na kwestie płci i orientacji, zapomniałeś, że podział na narodowości i nacje jest też mocno umowny. Czy naprawdę wierzysz, że występ Cleo i Donatana jest reprezentatywny dla postrzegania kobiecości w Polsce? Czy uważasz, że nasz „swojski skansen” solidarnie wysyła Conchitę w cholerę? Wierzysz, że Białorusini, Armenii i Rosjanie są tego samego zdania, co najgłośniej i najobelżywiej wrzeszczący wśród nich element? Przecież każda generalizacja, ogólnik, schemat myślenia (czegokolwiek dotyczą: płci, orientacji, nacji czy wieku) zawierają błąd, bo nie uwzględniają wyjątków i swobody indywidualnych wyborów. Z wielką życzliwością dla Twojej inteligencji piszę to ja, Słowianka, nie piję wódki, nie znoszę śmietany, cyckami nie macham i nigdy w życiu nie spytałabym kogokolwiek: „Czym jesteś?”, a o płci biologicznej Conchity nie myślę wcale, ale wiem na pewno, że ma piękne oczy.

    • Ray Grant

      Nie, no, żadna generalizacja nie jest prawdziwa 😉 Austriacki minister czegoś tam też się o Conchicie wyrażał nader nieuprzejmie. Ukraińcy obrażali się zaś na własną Wierkę Serduczkę o wiele mniej, niż na austriacką Conchitę. Czy występ Cleo i Donatana (not pictured) jest reprezentatywny? Nie, ale na taki się kreuje. Tytuł nie brzmi wszak „my, niektórzy Słowianie, niereprezentujący naszego narodu i jego poglądów”. Cleo nie występuje pod szyldem „wyborcy Ruchu Narodowego” tylko „Polska”.

    • „Ja Słowianka (…) cyckami nie macham”

      A co byłoby złego w machaniu cyckami?

      Mnie bardzo niepokoi cienka granica między potępianiem seksizmu a slut shaming.

      Na youtube w komentarzach zauważam powtarzający się motyw: „Przecież ten teledysk jest seksistowski! A to dziwki!” – i nikt nie zwraca uwagi na ten oksymoron.

      Jak przeanalizować inne występy, to w niejednym mamy mizdrzące się kobiety. Ale to nie mizdrzenie jest określane jako seksizm. Potępienia za seksizm pojawiają się dopiero tam, gdzie widać piersi.

      Ja osobiście rozszyfrowuję w tym wszystkim, że za fasadą nowoczesnego potępiania seksizmu kryje się tradycyjne, konserwatywne potępianie seksualności.

      • machanie cyckami spoko, jak ktoś posiada i lubi, niech macha, chodziło mi tylko o pewne uproszczenie i wpisywanie w kobiecość tegoż machania ;),
        w naszej epatującej ciałem kulturze dyskusje o seksizmie wydaja mi się w większości sytuacji bezcelowe, zbyt często bywa to rzecz subiektywnego odczucia, może nawet gustu? „potępianie seksualności”… przesadzasz, oczywiście nadal istnieją środowiska, które wolą redukować jej istnienie i funkcjonowanie, ale żeby od razu potępienie w ogóle? mimo wszystko obecnie byłaby to aż nazbyt grubo szyta hipokryzja
        z pozostałymi wpisami anuszki zgadzam się jednak dość mocno, mam podobne odczucia

  • Się kreuje… raczej go wykreowano, ale czy warto dać się wodzić za nos medialnej kreacji?albo szyldom? etykietkom itd. piosenka Cleo jest głupowata, co tu dużo gadać, choć może jakoś tam zabawna, jeśli podejść do niej z dystansem, pewnie trochę mnie to jednak boli,że tak a nie inaczej nas ten występ reprezentuje w skali kontynentu i naiwnie chciałabym wierzyć, że nie będziemy przez jego pryzmat postrzegani; szyld rzeczywiście jest „Polska”, a ja jestem Polką i mam poczucie,że za cholerę nie mam z tą formułą kobiecości nic wspólnego (chociaż… nauczyć się ubijać masło… to byłoby coś, nie?), to trochę tak, jakby ktoś plotkował o mnie za plecami i w dodatku rozpowiadał same bzdury, niby nie ma się czym przejmować, ale zawsze to irytujące, zwłaszcza jeśli plotka jest tak mocno rozwrzeszczana;

    • „chociaż… nauczyć się ubijać masło… to byłoby coś, nie?”

      To jest proste, babcia mi pokazywała. Ale nie takie efektowne jak w teledysku. Bierzesz butelkę tłustej śmietany i potrząsasz, co najmniej pół godziny. 😉

  • babette

    1. W Armenii mieszkaja Ormianie, bedzie latwiej.;)
    2. Przegladalam dzis wpisy Dunczykow na fb stronie ktorejs gazety, wiekszosc z pewnie 40-50 zachwycala sie piosenka austriacka, pojedyncze komentarze innych wystepow o polskiej nie wspomnial nikt…w dodatku czytajac komentarze, ze taka ladna, dobra muzyka, swietne wykonanie w ogole nie zorientowalam sie, ze chodzi o TE piosenke.
    3. A te komentarze na fb Conchity to Polska wlasnie.:/

    • Ad. 1. – dziekuje, cisnelo mi sie na usta!

      • Ad 1. mój błąd, dzięki za zwrócenie uwagi, moi ormiańscy przodkowie przewracają się w grobach, wręcz robią za wiatrak

        • Ray Grant

          Poprawiłem — przodkowie mogą odsapnąć 🙂

  • i_am_keyser_soze

    Ten obezwładniający strach co niektórych, że może istnieć ktoś kto nie odczuwa potrzeby wlezienia do pudełka i wrzeszczenia na cały głos „To pudełko mnie definiuje”. Powiem wprost – mam straszną radochę z tego że się tak totalnie obnażają i nawet tego nie widzą.

  • Hm,

    a ja nie rozumiem, czemu gra z kobiecością i męskością i wizerunkiem jest fajna, a gra ze stereotypem i innym wizerunkiem jest be, zaściankowa i w ogóle trzeba pojechać po tym, jacy to Polacy są w gruncie rzeczy chujowi.(bo inaczej dzień będzie niefajny)

    Sorry, jak cię lubię, to dla mnie w tej notce ty kierujesz się również stereotypami i patrzysz na utwór Donatana i Cleo (który jest zupełnie nie „mój”) tak jak inni na Conchitę Wurst.
    Z wyższościa i poczuciem lepszości.
    Przecież na ten teledysk można spojrzeć z dystansem (choćby setki parodii i przeróbek jego w necie o tym świadczą), nie ma się co spinać.

    No i co jest złego w wódce, śmietanie i ładnych piersiach?
    Dla mnie nic, tak samo jak nic złego nie w pięknie śpiewającej Conchicie Wusrt i jej kreacji artystycznej,
    W ogóle nie widzę w sumie sensu ani przeciwstawiać tych utworów ani porównywać.

    • Ray Grant

      Ja nie widzę w występie, a jeszcze bardziej teledysku, Cleo i Donatana gry ze stereotypem i wizerunkiem. Widzę podporządkowywanie się stereotypowi i walenie nim po głowie. „My Polacy lubimy wódeczkie i cyce, łyhyhyhy” — oto poziom gry stereotypem w tekście. Gdy w piosence pojawiają się słowa „a ten teledysk nie ma podtekstów”, w pełni wierzę — podtekst to coś, czego się trzeba doszukiwać. W tym występie niczego się nie trzeba doszukiwać. Wszystko podano na tacy.

  • Ray, piszesz z punktu widzenia mężczyzny należącego do LGBT.
    A teraz jak to wygląda z punktu widzenia heteroseksualnej kobiety, słabo, żeby nie powiedzieć wcale, zsocjalizowanej do kulturowej roli płciowej:

    Teledysk Conchity jest nie mniej seksistowski niż teledysk „Słowianek”.

    Właśnie dzięki temu, że tutaj to mężczyzna odgrywa „naturalną” kobiecość – dopiero widać, jak bardzo ta kobiecość jest nienaturalnym teatrem. Te wystudiowane gesty dłonią, powłóczyste spojrzenia, obejmowanie się trwożnym gestem za klatkę piersiową, słodkie wystawianie nóżki z wanny – dopiero w wykonaniu mężczyzny widać, ile ciężkiej pracy musi włożyć kobieta, żeby wyglądać „naturalnie kobieco”. Mężczyźni tego wszystkiego nie muszą. I oto istota pochodząca z gatunku wolnego od konieczności odgrywania tego teatru – zaczyna go odgrywać. Wszystkie te ruchy, spojrzenia, gesty, kroki trzeba dopracowywać i trenować w pocie czoła. Gdyby w ten teledysk wsadzić prawdziwą kobietę, wszyscy nawet nie zauważyliby, jaka to ciężka praca.

    To co ty nazywasz grą z kobiecością – to nie jest gra z żadną prawdziwą kobiecością. Facet odgrywa kobietę odgrywającą nieistniejący ideał Prawdziwej Naturalnej Kobiety.

    Ten mężczyzna nie odgrywa zwykłej kobiety. On odgrywa kobietę, która jest koszmarem zwykłych kobiet, nie potrafiących dostatecznie dobrze przerobić się na ten oczekiwany od nich ideał. Występy drag queens – z mojego punktu widzenia – to jest hołd składany seksistowskiemu wizerunkowi kobiety.

    • Jeszcze jedno, bo tak mi przyszło do głowy dobre porównanie:
      Conchita Wurst robi na mnie przygnębiające wrażenie kobiety uwięzionej w niezwykle ciasnym gorsecie.
      Słowianki od Cleo wydają mi się w gruncie rzeczy dużo bardziej wyluzowane.

      • Ray Grant

        A, to na pewno, podobnie, jak Mona Liza jest o wiele sztywniejsza niż Kaczor Donald.

        • Drag queen i Mona Liza? Porównanie absolutnie od czapy.

    • Ray Grant

      Anuszko, popełniasz interesujący błąd logiczny, mianowicie zakładasz, że Conchita odgrywa „naturalną” kobiecość. Skąd ten pomysł? Drag queens nigdy nie starały się być w żaden sposób naturalne. Natomiast punkt za odnotowanie, że w przypadku mężczyzny te pozy wydają się „nienaturalne” i „pracą” — widziałem kiedyś interesujący program TV, w którym analizowano reklamy pod kątem gender. Co i jak reklamują kobiety i mężczyźni, w jakich pozach są przedstawiane i -ni, etc. A potem zamiana miejscami i analiza tego, dlaczego nagle wydaje nam się to nienaturalne.

      O drag queens w ogóle mógłbym kiedyś napisać odrębną notkę z rysem historycznym.

      • „Anuszko, popełniasz interesujący błąd logiczny, mianowicie zakładasz, że Conchita odgrywa „naturalną” kobiecość. Skąd ten pomysł?”

        Przecież napisałam: Gdyby wstawić do tego teledysku kobietę, to w powszechnym odczuciu (nie moim i twoim) teledysk przeszedłby jako jeden z wielu typowych romantycznych klipów, gdzie piosenkarka-kobieta robi to, co „naturalnie” robią kobiety w teledyskach.

        „Natomiast punkt za odnotowanie (…)”.

        Za pozwoleniem, zabrzmiało to protekcjonalnie. Nie ty mi będziesz wystawiał cenzurki za świadomość feministyczną.

        • Ray Grant

          Za pozwoleniem, uprzejmie przepraszam. Niczego nie wystawiam.

  • Anuszka,

    100% racji we wszystkich komentarzach.

    mam trochę podobne przemyślenia, często jazda po teledysku My Słowianki pokazuje bardzo antykobiecość komentatorów, bo jak kobieta ma duzy dekolt, to już z niej (i tu padnie jakieś chamskie słowo), niedaleko stąd od sama chciała, bo mini miała itd

    Jeśli już przeciwstawiać się dyskryminacji, to i lookizmowi też.
    A jazda po „Mys, Słowianie” mnie śmieszy trochę i pokazuje w sumie mnóstwo polskich kompleksów, podobnie nie zapomnę jak się oburzano na Koko, Euro Spoko itd, ile o obciachu się naczytałem wtedy.
    Zresztą i wtedy można było się w komentach i mnóstwo antykobiecości i ejdżyzmu dopatrzyć.

    • Kto wie, czy walka tych dwóch teledysków nie okazuje się ikoną zderzenia cywilizacji (nomen omen) słowiańskiej i zachodnioeuropejskiej. Otóż właśnie dzięki tym obrazkom widać, że „kwestia kobieca” w polega jednak na nieco innych problemach w obu kulturach. I stąd też masowe u nas niezrozumienie dla feminizmu mechanicznie kopiowanego z jego form zachodnich.

    • Ray Grant

      O tej antykobiecości to do mnie? 🙂 Różne rzeczy mi już zarzucano, ale tego jeszcze nie.

  • @anuszka
    ” dopiero w wykonaniu mężczyzny widać, ile ciężkiej pracy musi włożyć kobieta, żeby wyglądać „naturalnie kobieco”. Mężczyźni tego wszystkiego nie muszą. I oto istota pochodząca z gatunku wolnego od konieczności odgrywania tego teatru – zaczyna go odgrywać. Wszystkie te ruchy, spojrzenia, gesty, kroki trzeba dopracowywać i trenować w pocie czoła. ”

    Skoro wydaje ci się, że mężczyźni niczego nie muszą odgrywać i wystarczy że są „naturalnie męscy” to spróbuj pofunkcjonować trochę w Polsce jako mężczyzna, tak by nie słyszeć co chwilę „pedał!”. Musisz odpowiednio chodzić, odpowiednio ruszać barkami, odpowiednio układać nogi przy siadaniu, mieć zawsze sztywne nadgarstki, odpowiednio podawać ręce, w specjalny sposób marszczyć brwi, mówić z tylko jedną dopuszczalną intonacją, śmiać się we właściwy sposób, ubierać odpowiednie ubrania dobrane spośród kolorystyki szaro-brunatno-czarnej, mówić właściwe dowcipy, pić właściwe napoje, słuchać właściwej muzyki. Do tego jeszcze musisz mieć minimum 180 cm wzrostu i ważyć minimum 90 kilo. Jest też cała długaśna lista rzeczy których ci robić nie wolno.

    Zapewniam cię że aby wyglądać na „prawdziwego menszczyznę” też trzeba uprawiać teatr sztuczności i jeśli tego nie robisz to twoja orientacja seksualna czy płeć będzie poddawana ciągłym wątpliwościom. Gej który na scenie zmienia się w drag queen a na co dzień chce funkcjonować jak zwykły facet odgrywa teatr nie tylko na scenie ale codziennie. Ale to że odgrywa jakieś role dżenderowe zauważasz dopiero wtedy kiedy przestaje grać „prawdziwego mężczyznę” a zaczyna grać „prawdziwą kobietę”. I o to chodzi w występach drag queen, aby zwrócić na to uwagę i obśmiać tych, którzy zmuszają nas do wchodzenia w dżenderowe ograniczenia.

    • „Skoro wydaje ci się, że mężczyźni niczego nie muszą odgrywać” – pokaż mi, gdzie napisałam, że mężczyźni nie muszą NICZEGO odgrywać. Oczywiście, że muszą, ale całkiem co innego.

    • „Gej który na scenie zmienia się w drag queen a na co dzień chce funkcjonować jak zwykły facet odgrywa teatr nie tylko na scenie ale codziennie.”

      Ależ zgoda.

      „Ale to że odgrywa jakieś role dżenderowe zauważasz dopiero wtedy kiedy przestaje grać „prawdziwego mężczyznę” a zaczyna grać „prawdziwą kobietę”.”

      Jednak robi to wskakując z jednego seksistowskiego gorsetu w drugi. Jak to pozwala „obśmiać tych, którzy zmuszają nas do wchodzenia w dżenderowe ograniczenia”, to ja nie wiem.

    • Ray Grant

      Ja w pewnym sensie też odgrywam swoją rolę w teatrze genderowym. Kiedyś, w dawnej pracy, siedziałem sobie w kuchni, żrąc lunch. Wróciłem z siłowni, spieszyło mi się, pochłaniałem górę ryżu i kurczaka. Jednocześnie zachwycałem się głośno wywiadem z Kylie w nowym Glamour. Koleżanka, towarzysząca mi przy stole, w pewnym momencie rzuciła „ja Cię czasami po prostu NIE ROZUMIEM”. To jest moja naturalna płeć kulturowa — napakowany brodacz, wzdychający nad Kylie w Glamourze. Czy to męskie? Czy kobiece? Z jednej strony #wdupiemam, z drugiej fascynuje mnie lista zakazów i nakazów, jakie nam towarzyszą. Czy koleżanka sfrustrowałaby się tak samo, gdybym zachwycał się wywiadem z Jonem Bon Jovi w Playboyu?

      Conchita oczywiście ponosi pewne konsekwencje dokonywanych wyborów, podobnie, jak ponoszę je ja. Moje są prostsze, bo moje płci genderowa i biologiczna są bardzo sobie bliskie, przez co chcę powiedzieć, że „bycie prawdziwym mężczyzną” nie jest dla mnie grą, tylko czymś, z czym mi wygodnie. Chociaż napoje i muzykę wybieram niewłaściwie 🙂 Kolorystyka ubrań męskich kiedyś okropnie mnie wkurzała, z wiekiem zacząłem doceniać raczej wygodę i teraz najchętniej noszę zupełnie dosłownie skóry i mundury. W bojówkach i kurtkach wojskowych są najwygodniejsze kieszenie.

  • Schrodinger

    Nie rozumiem tylko jednej rzeczy. Stronniczości w artykule. Facet (bo to facet. Charakterystyczne szerokie ramiona, widoczne, mało subtelne żyły na dłoniach, biologii się nie oszuka) z umalowanymi rzęsami i w sukience jest lepszym wyznacznikiem kobiecości niż kobiety machające biustem. Tak wynika z artykułu. Ale czemu potępia się kobiety, które uważają że pokazywanie biustu jest kobiece? Bo subtelne, powłóczyste spojrzenia są ok, a głęboki dekolt już nie, bo to softporno? Jeśli jesteśmy tolerancyjni, to dla każdego. Niezależnie, czy lubi sobie dopasowywać zarost do sukienki albo pokazywać cycki na scenie.

    • Ray Grant

      Możesz zacytować fragment, w którym ma miejsce „potępianie”?

      • Schrodinger

        ” (…) dwie panie, które ciężko określić mianem czegoś innego niż szczucie cycem. Jedna z nich „prała na tarze”, druga zaś „ubijała masło”. Obie te czynności służyły wyłącznie temu, żeby kamera mogła robić zbliżenia na ogromne piersi. Kobiecość polska nie pozostawia złudzeń, czym jest: cycami.” – negatywny wydźwięk. Bardzo mocny i mogący się pomylić z potępieniem, w porównaniu z opisami subtelności Pani Wurst.

        • „Kobiecość polska nie pozostawia złudzeń, czym jest: cycami” (Ray)

          Hehe, no właśnie w tym miejscu chyba Ray się zapętlił. Czymże jest kobiecość na podstawowym poziomie, jak nie cycami właśnie? Ray zdaje się od tego odcinać i postulować, że LEPSZA kobiecość to właśnie ta sztuczna, wystudiowana, zasznurowana w gorset. Tej zwierzęcej, biologicznej, pokazywać nie wypada.

          Na tym poziomie facet z brodą, jeśli dobrze gra, potrafi faktycznie być bardziej „kobiecy” od najbardziej cycatej kobiety.

          Ale, Ray, zdecyduj się, czy chwalisz Conchitę za dekonstruowanie opresyjnej, sztucznej „kobiecości”, do której są zmuszane kobiety – czy za to, że jest lepszą, subtelniejszą, bardziej prawdziwą kobietą od kobiet z prawdziwymi cycami?

          • Ray Grant

            Ja w ogóle nie staram się oceniać kobiecości w kategoriach lepszej czy gorszej, jeśli coś oceniam, to prezentację sceniczną dwóch krajów. Conchita zachwyca mnie śpiewem i utworem, a poza tym wygląda obłędnie. Całe zestawienie dwóch wizji kobiecości wzięło mi się głównie z tego, że w półfinale utwory znalazły się koło siebie.

            Nawiasem mówiąc, jeśli ktoś ma złudzenia, że za granicą ktoś rozumie „polską grę ze stereotypem”, niech się ich wyzbędzie, królują niewybredne dowcipy typu „jak się przygotowywałyście do występu?” *w tym momencie kamera zjeżdża na biust*

  • aleksandromaniak

    Mnie nie podoba się, że Austria wygrała z jednego powodu : o wiele lepszą piosenkę miała Holandia. (miejsce 2) Dziw, że o tym nie wspomniałeś 😉
    To oczywiście kwestia gustu. Choć właściwie nie powinnam się wypowiadać, bo to zupełnie nie moje klimaty muzyczne. Zastanawiam się jedynie, czy Conchita na pewno wygrała z powodu tylko i wyłącznie swojego dobrego wstępu. Takie odniosłam wrażenie po Twojej notce. Ja odniosłam wrażenie, że jednak wygrała ,,kontrowersyjność” i ,,dopasowanie się do widowni”.
    Co do tego cytatu : ,, dwie panie, które ciężko określić mianem czegoś innego niż szczucie cycem. Jedna z nich „prała na tarze”, druga zaś „ubijała masło”. Obie te czynności służyły wyłącznie temu, żeby kamera mogła robić zbliżenia na ogromne piersi. Kobiecość polska nie pozostawia złudzeń, czym jest: cycami.”
    Dwa razy sprawdziłam, czy to napisał Ray. Zrobiło mi się przykro. Body shaming jako żywo.
    Ponieważ jestem słowiańską kobietą obdarzoną całkiem ,,ogromnymi cycami” już dowiaduję się po raz kolejny (zresztą), żeby broń Boże moich piersi nie pokazywać i nie ???wspasowywac się w ,,kobiecość polską”???.
    Najlepiej żebym owinęła się workowatym T-shirtem, żeby nikt nie poczuł się urażony faktem, że niektóre kobiety mają większe piersi. Obecne moje 99 cm w klacie należy wyłącznie owinąć bandażem.
    https://www.facebook.com/FullerFigureFullerBust/photos/a.565445976832747.1073741834.273399449370736/726538977390112/?type=1&theater

    • Ray Grant

      Dawno już nie zostałem tak źle zrozumiany, może potrzebuję korepetycji z polskiego — Armeńczyków wymyślam, Anuszkę obrażam protekcjonalizmem, teraz Ciebie. Przecież to nie o rozmiar chodzi. Chodzi o sposób prezentacji i o jej powód.

      Zjawisko „szczucia cycem” znamy z polskich reklam i polega ono na tym, że duże piersi służą reklamowaniu — dla specyficznego targetu — produktów tak mocno związanych z budową anatomiczną kobiety, jak na przykład cement, olej opałowy lub płyty izolacyjne. „Tu się dobrze gładzi — kupuj naszą gładź” i „Dzisiaj będzie na twarz, kochanie”. Ten cykl reklam. O ile — choć z wielkim trudem — mogę uwierzyć, że w Polsce teledysk Cleo i Donatana NIE jest oglądany głównie przez zarumienionych 13-latków z drągiem w spodniach, o tyle za granicą ta „gra ze stereotypem” — która dla mnie nie jest żadną grą, tylko szczuciem cycem — kompletnie się nie da wytłumaczyć na żadnym poziomie intelektualnym. „My, Polki, potrząsamy tym, co nam mamusia dała, zajmując się przy tym pracami kobiecymi jak ubijanie masła przy użyciu przedmiotu o fallicznym kształcie i oblizywanie warg”. Gdzie tu body shaming? Poor taste shaming.

      Co do dzisiejszego wyniku, tzn. już wczorajszego, jestem nim zachwycony — dokładnie takie top 2 sobie obmyśliłem. Trzecia miała być Norwegia. Szwecja w sumie jest w pobliżu 😉

      • Ray powszechnie wiadomo,że nic nie jest tak proste, aby nie mogło zostać, źle zrozumiane, a ty podjąłeś temat, który prosty nie jest. Mimo wszystko była to świetna dyskusja, nie musimy się ze sobą zgadzać, możemy też błędnie interpretować swoje słowa – zdarza się, dobrze, że rozmawiamy.

      • Ray, jeśli definiujesz szczucie cycem jako „reklamowanie dużymi piersiami produktów słabo związanych z budową anatomiczną kobiety”, to tutaj trafiłeś kulą w płot.

        Ta piosenka właśnie reklamuje kobiety i ich budowę anatomiczną. Więc zilustrowanie piosenki piersiami jest z logicznego punktu widzenia stuprocentowo adekwatne.

        Mam wrażenie, że nie potrafisz zdefiniować, jaki konkretnie masz problem z piosenką Cleo. Jeśli mogę zgadywać, to tobie po prostu nie podoba się eksponowanie piersi z intencją wyraźnie erotyczną. Ale kłopot jest z uzasadnieniem: dlaczego eksponowanie piersi z intencją wyraźnie erotyczną w Eurowizji jest niewłaściwe?

        Ja patrząc na wszystkie występy miałam wciąż w głowie echo tego feministycznego hasła: że kobieta musi uważać, żeby nie mieć spódnicy za długiej, bo będzie cnotka, ani za krótkiej, bo będzie dziwka. Wszystkie wykonawczynie ewidentnie starannie balansowały na tej wąskiej grobli. Wszystkie miały albo dekolty z widocznym przedziałkiem, albo mini spódniczki (Włoszce było majtki widać spod spódnicy).

        Ale wszystkie jakoś tak bardzo bardzo starannie wybalansowały, żeby nie znaleźć się poza granicą tzw. dobrego smaku (dziwka). Oprócz, właśnie, wykonawczyń z Polski. Tutaj intencja erotyczna była zbyt jawna jak na obowiązujące obecnie standardy.

        Nie oceniam, tylko opisuję całość obrazu. Cały ten konkurs to były kobiety dramatycznie starające się utrzymać na granicy „dziwki”, ale jej broń Boże nie przekroczyć. Tylko ścisłe wstrzelenie się w tę granicę dawało sukces. Z feministycznego punktu widzenia to dosyć okropne, że w ogóle istnieje taki młot i kowadło, pomiędzy którymi trzeba się miotać.

        • Ray Grant

          No dobrze, w takim razie zastanówmy się, co było celem polskiego występu na Eurowizji. Czy był nim „występ na festiwalu piosenki i pokazanie czegoś interesującego” czy też „ej suczki, my znamy wasze sztuczki, chłe chłe, u nas Słowian najlepsze dziewuszki i wódeczka”. Bo jeśli to drugie, to rzeczywiście się udało.

          Możliwe, że ja rzeczywiście przekroczyłem już pewną granicę kulturową. Bo dla mnie to, co pokazała Polska, było po prostu żenujące. Nie będę się posuwać do tekstów typu „a znam przecież dobrze zbudowane kobiety i są moimi przyjaciółkami” — było żenujące przez, co poradzę, szczucie cycem. „Hej! Tu! Kamera! Pochylam się powoli ubijając masło! TUTAJ FILMOWAĆ!” Włoskie majtki też zobaczyłem, przyznam, że roześmiałem się na myśl o traumie, jaką przeżywają geje stojący przy samej scenie.

          „Ja patrząc na wszystkie występy miałam wciąż w głowie echo tego feministycznego hasła: że kobieta musi uważać, żeby nie mieć spódnicy za długiej, bo będzie cnotka, ani za krótkiej, bo będzie dziwka” Umówmy się, że gdyby na scenę wparowały Pussy Riot, zupełnie by mi nie przeszkadzał kompletny brak górnej odzieży. Dla mnie ten występ po prostu nie miał żadnego drugiego dna. Ani ta piosenka nie była dobra, ani ciekawa, ani nie powaliła mnie aranżacją, ani tekstem. Nic w niej nie było ciekawego. Kiedy występował Mietek Szcześniak, miał głos. Kiedy występowała Edyta Górniak, miała wszystko. (Nie wiem, w co była wtedy ubrana, bo nie pamiętam.) Cleo nie miała nic, oprócz dekoracyjnych biustów i to naprawdę widać w komentarzach zagranicznych mediów. Pierwszy z brzegu link — polecam zjechać do numeru 14 i podziwiać animowany gif. http://www.mirror.co.uk/tv/tv-news/eurovision-2014-full-results-table-3525022

      • „Poor taste shaming.” (Ray)

        Możliwe, że coś tu teraz źle zinterpretuję, ale zaryzykuję:

        Czy dyskutowana tu kontrowersja nie jest czasem obrazem dychotomii madonna-ladacznica? Czy to nie jest czasem tak, że ty, Ray, wolisz subtelną Conchitę, bo ona pasuje ci do kategorii madonny, a nie lubisz cycatych Słowianek, bo one wypełniają w twoim umyśle rolę ladacznic? Czy tłumaczenie, że szczucie cycem poniża Kobietę, nie jest czasem wtórne wobec tamtego?

        Mam nadzieję, że nie, bo byłoby to cokolwiek zabawne, gdyby gej odwiedzający przybytki, gdzie faceci ubrani w skóry chędożą się publicznie, prawił kazania o tym, jak to nie wypada nadmiernie eksponować piersi.

        • Ray Grant

          Naprawdę, Anuszko, długo mnie już chyba czytasz, a ciągle podejrzewasz, że we mnie się chowa dychotomia madonna-ladacznica? Dziesięć notek na ten temat miałem.

          • No tak, ale przeczytałam tu już od ciebie kilka argumentów, które okazały się nietrafione, gdy je bliżej przeanalizować:

            1. Szczucie cycem jako sprzedawanie produktu niezwiązanego z damską anatomią. Ale akurat piosenka właśnie związana jest z damską anatomią.

            2. Zły gust. Ale po dłuższej dyskusji okazuje się, że w złym guście jest pokazywane piersi, ale pokazywanie majtek już nie tak bardzo.

            3. Seksizm. Że piosenka Cleo jest w stylu „suczki, znamy wasze sztuczki”, czyli ukazuje kobiety li tylko w takim wydaniu, w jakim są najlepszym „towarem” dla ukontentowania heteroseksualnych mężczyzn. Ale przecież pozostałe piosenkarki też ruszają tyłkami, też się wdzięczą, też mają dekolty i wystające majty. Różnica polega na tym, że one UDAJĄ, iż chodzi o co innego, a w piosence Cleo nie silą się na udawanie.

          • Ray Grant

            Poddaję się — wygrałaś. Cleo i Donatan byli najlepsi, występ pełen taktu i elegancji, a ja jestem konserwatywnym hipokrytą, chędożącym się publicznie.

          • Zacytuj proszę, gdzie ja twierdzę, że Cleo i Donatan są najlepsi.
            Brak precyzji w argumentach pokrywasz sarkazmem.

  • Gronkowiec

    Zostawiając całą dyskusję o ideałach kobiecości na boku (nie śmiem komentować, bo się zaraz okaże że jestem nawiedzonym feministą albo wredną szowinistyczną świnią albo oboma na raz):

    jestem rozczarowany że Polska nie wypadła lepiej. Wydawało mi się że „My Słowianie” to naprawdę świetna piosenka na Eurowizję! 🙁 Melodia wpada w ucho, jest kicz, jest troszkę skandalu…

  • mq

    polaki zamiast tracić energię na jechanie po konkurentce, a teraz doszukiwanie się zachodnich spisków i dziejowych niesprawiedliwości mogliby ruszyć trochę łepetyną i panią z maselnicą zastąpić młodzianem w rozchełstanej koszuli, np. młócącym zboże. wszyscy byliby zadowoleni.

    • Właśnie, właśnie. Teraz, gdy zorientowałam się w trendach panujących wśród jury i widowni, ja bym to zrobiła tak:

      Piosenka ludowa, stroje ludowe, ale pokazać półnagich parobków. Co więcej, dominowanych przez hoże dziewoje. Lady Gaga w stylu słowiańskim. Wtedy mielibyśmy ogromne szanse wygrać z Conchitą.

      • Ray Grant

        Gdyby to była prawda, Eurowizja co roku odbywałaby się w Grecji, oni się specjalizują w wysyłaniu seksi chłopców w niepełnym stroju wykonujących utwory w stylu „Rise, rise, rise, rise, rise to the sky, rise to the sky, rise, rise, rise, rise, r-r-r-r-r-rise”.

  • i_am_keyser_soze

    Ok, tylko ja zauważyłem niezły kawałek wykonany trzy razy w pełni profesjonalnie przez kogoś kto naprawdę umie doskonale śpiewać, zrobił niezły show w zasadzie stojąc w miejscu i będąc sam na scenie, potrafił się fajnie komunikować z publicznością, budził autentyczną sympatię i do tego dobrze wyglądał? To nie Conchita stanowi problem ludzie, to wy stanowicie problem. Zamiast podejść do tego normalnie rozpoczynacie dyskusję „Cyc kontra broda w sukience – co jest istotą kobiecości?” Nic nie jest żadną kurde istotą kobiecości czy męskości – sami się dajecie wpychać w te szufladki a teraz jeszcze się nad tym użalacie ze ktoś wam nie pozwala eksponować cyca, a ktoś inny brody i makijażu razem. Conchita pokazała wam jak o to nie dbać i dziewczyny od masła pokazały wam jak o to nie dbać, więc kurde nie dbajcie o to, a jak wam ktoś powie że wam nie wolno to chyba jesteście na tyle i inteligentni że wiecie co zrobić z takim delikwentem.

  • emilaka

    Ja tylko ‚niesmialo’ przypomne, ze tak samo jak byla roznica miedzy spolka Wojwodzki & Figurski a Carlinem, jest tez roznica miedzy ekipa od My, Slowianie a Conchita. Jak na moje to sytuacja analogiczna.

  • Tu były trzy wersje komentarza, ale wszystkie były bardzo tl;dr.
    Chciałam tylko powiedzieć, że do pewnego momentu zgadzałam się całkowicie z Anuszką (aż do komcia z 11:24).
    Oraz że cienka jest granica między szydzeniem ze słabego teledysku bazującego na seksistowskich stereotypach a szydzeniem z fizyczności występujących w nim kobiet.

    • Ray Grant

      Ano, cienka, a dodatkowo jeśli część interpretatorów ma skrzywienie interpretacyjne na dyskryminację kobiet, a druga — na dyskryminację mniejszości, to chyba się nie da nie spaść z tej cienkiej linki pięć metrów nad ziemią.

      • No nie wiem.
        To nie jest gra o sumie zerowej, w której musimy kopać w którąś ze stron, albo w Conchitę, albo w Donatana. Ale być może po prostu nadinterpretuję.

        • Ray Grant

          Nie, właśnie masz rację. Mi nie chodziło o nakopanie Cleo kosztem Conchity. Może naiwnie wierzyłem, że uda mi się zestawić dwie bardzo od siebie odmienne wizje „kobiecości scenicznej” i zanalizować je. Może błędem było pozwolenie sobie na podzielenie się opinią, która z nich bardziej do mnie przemawia, bo rzeczywiście zaczyna to wyglądać, jakby jedna musiała wygrać kosztem drugiej, a dodatkowo dałem się wkręcić w bronienie tezy, której tak naprawdę wcale nie chciałem wygłosić, a co dopiero bronić. Moja wina.

          • Też nie chcę, żeby mnie wkręcono w to, że bronię nie swojej tezy. Nie chodzi mi o to, że Cleo i Donatan są w ogóle super.

            Chodzi o to, że i Conchita, i inne wykonawczynie, i Słowianki tak naprawdę robią to samo – mizdrzą się, tj. sprzedają typowy seksistowski wizerunek kobiety, taki, jaki uważa się, że powinien być sprzedawany męskiej publiczności. I damskiej zresztą też – do naśladowania, tak by mogły zadowalać mężczyzn.

            Tylko różnica kulturowa jest taka: Przejawem zachodniej kultury jest udawanie, że wcale tego nie ma na myśli (bo przecież byłoby to seksistowskie! fuj!). A przaśna kultura wschodnia na udawanie się nie sili.

            Przejawem najwyższego wyrafinowania zachodniej kultury jest oczywiście Conchita, bo o niej nie da się powiedzieć, że mizdrzy się do mężczyzn jako taka. Ale ona też sprzedaje tę maksymalnie stereotypową kobiecość. Chyba najbardziej sprzedaje ją kobietom, sprzedaje im ten okropny ideał.

          • „Przejawem najwyższego wyrafinowania zachodniej kultury jest oczywiście Conchita” – znaczy, oczywiście, nie zachodniej kultury w ogóle 😉 😉 😉 tylko pod względem sprzedawania wizji kobiecości w tym konkursie Eurowizji.

  • Zgoda tylko co do obrony tezy, która faktycznie wyglądała jak nie twoja.
    IMHO może się podobać co się komu podoba, uzasadnianie zawsze jest grząskie (bo hm, jak wyjaśnić sensownie fetysz na tarę do prania albo gorsety, każdemu jego porno i tyle). Rozumiem, że drag queen przemawia do ciebie bardziej niż dziewczyny w konwencji folkowo-burdelowej, i rozumiem, że każdy ma swoją uncanny valley i że bywają one intersubiektywnie różne. O to się chyba rozbiło nasze rozumienie twojej notki.

  • i_am_keyser_soze

    Ja pytanie do anuszki mam – jak sobie wyobrażasz występ na Eurowizji? Skoro się wszyscy mizdrzą to jak wygląda nie mizdrzenie się. Bo ja tego twojego ostatniego komentu lekko nie ogarniam.

    • Z mizdrzeniem się bądź nie są dwa problemy:

      1. To co najbardziej mi przeszkadza czy to na estradzie, czy w teledyskach, czy także na billboardach reklamowych – to że zawsze kobiety mizdrzą się do mężczyzn, a rzadko na odwrót. Choć na szczęście jest taki trend, że ta nierównowaga powoli się zmniejsza. Zaczyna się pokazywać także mężczyzn jako „towar” dla kobiet. Wydaje mi się, że seksistowskie reklamy, teledyski itp. głównie budzą w społeczeństwie oburzenie z powodu tej nierównowagi. Gdyby równie często pokazywano kobiety jako towar erotyczny dla mężczyzn, co mężczyzn jako towar erotyczny dla kobiet, to tego poczucia, że kobiety są wykorzystywane, byłoby mniej.

      2. Niezależnie od punktu 1., sprzedawanie nierealistycznego wizerunku kobiety. Jeśli chodzi o wykonawców muzyki popularnej, to chyba głównie to dotyka kobiet, a nie mężczyzn (ale może się mylę). Kobieta ma wyglądać nieskazitelnie, poruszać się w sposób wystudiowany, wszystko to, co opisałam w jednym z pierwszych komentarzy, że robi to Conchita. Taki wyidealizowany wizerunek sprzedaje się jako „tę prawdziwą kobiecość”, która ma trafić do mężczyzn. I jak już pisałam, budzi on frustrację milionów kobiet, które czują się pod kulturową presją, żeby to naśladować.

      Wydaje się, że w teledysku i występie estradowym Cleo punktu drugiego jest trochę mniej. Jedyne „wystudiowane” ruchy to owo mięszenie masła, gdzie wystudiowanie pozostaje na poziomie półamatorskiego porno. Zamysłem twórcy było zdaje się sprzedać mężczyznom „towar” z etykietką „naturalny, niewymuszony, same świeże cyce”. Nie był tak do końca niewymuszony, ale jednak mniej chyba niż inne. W innych piosenkach punkty 1. i 2. występują w różnych proporcjach. Conchita to jest kulminacja punktu 2.

      • i_am_keyser_soze

        To mi jednak przypomina dyskusję o Terlikowskiej. Ja feminizm rozumiem tak że należy pole wyboru kobiet poszerzać a nie je zawężać. A z Twoich poprzednich komentarzy wywnioskowałem że tego co robi Conchita i Cleo z koleżankami należy się pozbyć. Tak jak Terlikowskiej. Wręcz zwalczać za wszelką cenę. Kobiety niech zleją kulturową presję wreszcie. To należy im przekazać a nie że nie należy pokazywać Conchity, bo coś tam sprzedaje. To nie kupuj, albo kupuj – rób jak chcesz. Bądź jednocześnie Terlikowską i Conchitą, albo żadną z nich.

        • trunfio

          Tyle, że „poszerzanie pola” promowane przez trzeciofalowy feminizm jest poszerzaniem iluzorycznym. To co się w istocie odbywa można by nazwać ‚rebrandowaniem’. Kiedyś kobiety nosiły szpilki i dekolty żeby się dopasować do wymagań patriarchatu, teraz robią to dla własnej przyjemności. Ale liczby pozostają z grubsza takie same. Zakładając, że pole rzeczywiście zostało „poszerzone” i 90%, które goli teraz nóżki i paszki robi to by się samorealizować musimy dojść do wniosku, że (skoro wybór miały wolny) kobiety w jakiś naturalny sposób grawitują ku tym rzeczom? (ja przynajmniej trzeciej opcji nie widzę, może mnie ktoś uświadomi). „It’s feminist to want to please your man!” tak ostatnio przeczytałam na tumblrze.

          • i_am_keyser_soze

            Zdajecie sobie sprawę że zaczynamy to sprowadzać do absurdu? Jeśli kobieta każdy ranek ma zacząć od gapienia się na szpilki i rozważania czy robi to dla siebie, dla społeczeństwa czy dla faceta z biura obok to nic dziwnego, że wiele z nich zacznie mieć wyjebane na feminizm. To są kurde po prostu buty. Rzeczy służące do tego by nie chodzić boso gdy przemieszczamy się z punktu A do punktu B a nie ideologiczny wybór. Niektóre ładne, inne wygodne – ale tylko rzeczy, którym bez sensu nadaje się znaczenie tylko po to by jeszcze bardziej chyba zagmatwać i tak kompletnie pokiełbaszoną sytuację.

          • Ray Grant

            Ja się już trochę boję pisać cokolwiek 😉 ale Agnieszka Graff wielokrotnie szokowała interlokutorów faktem, że maluje paznokcie. Bo przecież feministka musi być z wyglądu podobna do gracza w rugby.

          • A ja się zgadzam z trunfio i jego koncepcją „rebrandowania”. Wiele osób się ze mną mocno nie zgadza i wręcz czuje urażonych, gdy to mówię – ale moim zdaniem zawsze chodzi o podobanie się jakiemuś zewnętrznemu oceniającemu. Jeśli nie mężczyźnie, to uogólnionemu społeczeństwu. I moim zdaniem kobiety tak bardzo to sobie internalizują, że myślą, iż robią to dla siebie. BTW te co kręciły tyłkami i świeciły majtasami w Eurowizji też pewnie uważają, że do nikogo się nie mizdrzą. I tu wracamy do tej różnicy, o której pisałam: Słowianki od Cleo przynajmniej nie uprawiają tej (zinternalizowanej?) hipokryzji.

        • i_am_keyser_soze: „A z Twoich poprzednich komentarzy wywnioskowałem że tego co robi Conchita i Cleo z koleżankami należy się pozbyć. Tak jak Terlikowskiej. Wręcz zwalczać za wszelką cenę. Kobiety niech zleją kulturową presję wreszcie. To należy im przekazać a nie że nie należy pokazywać Conchity, bo coś tam sprzedaje. ”

          No coś ty. Źle wywnioskowałeś. Wcale tak nie twierdzę. To chyba jest podobnie jak w kwestii pokazywania gołych bab: nie należy żądać zakazu gołych bab, tylko zacząć pokazywać gołych chłopów; nie należy zakazywać pokazywania wystudiowanych damulek, tylko pokazywać też więcej niewystudiowanych hożych dziewoj. Nie zabraniać, tylko zwiększać różnorodność. Takie jest moje zdanie.

  • noname®

    Nie padło w notce jedno słowo, które paść powinno, a przez niezrozumienie którego niektóre i niektórzy się zawieszają wyjeżdżając z tekstami typu „krytykujom kobiety za dekolty, ojej, slut-shaming!!!1”

    To słowo to uprzedmiotowienie. Kobiety w kuriozalnie odsekszonych pozach i kostiumach, mieszające, pijące i wypluwające spermę, znaczy, przepraszam, oczywiście mleko (wiadomo, „żadnych podtekstów”), śpiewające o byciu przedmiotami do oglądania i próbowania nie dają wyrazu żadnej swojej sprawczości, tylko powielają sposób widzenia kobiet jako jej pozbawionych, który dla wielu (nie tylko mężczyzn) jest jedynym znanym.

    Udział _kobiet_ w uprzedmiotowiających przedstawieniach kobiecości nie może być okolicznością łagodzącą, bo jest ich niezbędnym elementem, przynajmniej w przekazach wizualnych.

    • @noname(R): Tak, i dlatego piszę, że znacznie lepiej by to wyszło, gdyby pokazano ludowe pannice dominujące parobków. 🙂

  • i_am_keyser_soze

    @Ray Grant

    W sensie zlinczują mnie teraz? 😉 Bo ja prosty facet jestem i chcę to tylko uprościć zwyczajnie.

  • trunfio

    re: i_am_keyser_soze (z jakiegoś powodu nie wyświetla mi się funkcja odpowiedź).

    Czekaj, zaczynasz od tego, że rozumiesz feminizm jako poszerzanie pola wyboru kobiet (szczytny ideał, żeby nie było) ja ci odpowiadam, że żadne poszerzanie się w istocie nie odbywa co staram się zilustrować przykładami, na co ty zarzucasz mi, że sprowadzam rzeczy do absurdu? Walka z patriarchatem (niższym statusem społecznym kobiet, subordynacją kobiet, uprzedmiotowieniem kobiet) nie może polegać na tym, że nagle zamiast patriarchat zaczniemy mówić ‚sratriarchat’ i ogłosimy, że rzeczy te nie mają ze sobą nic wspólnego. Ja nie wymagam od żadnej kobiety żeby przestała nosić szpilki (sama czasem noszę) ale jak czytam, że to co one noszą nijak ma się do tego co społeczeństwo mówi nam, że powinnyśmy nosić to mi piersi opadają. Jak masz chwilę czasu to polecam zapoznanie się z tematem o seksie analnym na wizaz.pl. Każda z wypowiadających się zaprzysięgłaby się, że uprawia z własnej nieprzymuszonej woli. Nawet jeżeli ‚nie przepada bo to boli ale TŻ nalega’ dlatego ‚tylko od święta, na przykład w jego urodzinki ;)’.

    • trunfio

      „Bo przecież feministka musi być z wyglądu podobna do gracza w rugby” Gratuluję chochoła Ray.

      • Ray Grant

        BARDZO proszę nie brać tego na poważnie!!!

        Funkcja „Odpowiedz” wyświetla się do trzeciego poziomu zagłębienia, potem już trzeba odpowiadać na poprzedni post.

    • i_am_keyser_soze

      No ja właśnie o tym cały czas. Byłoby świetnie gdyby kobiety miały świadomość że mogą jeśli chcą, ale nic nie muszą. Ale zamiast tym kobietom które myślą że coś muszą bo mąż, bo społeczeństwo, bo tak im wdrukowano spróbować to uprościć, sprowadzamy rzeczy długachnych dyskusji o analu i szpilkach. Mówimy tu o kobietach o które jak mi się zdaje oboje walczymy, tych które nie nazwą się feministką, w sumie nie bardzo wiedzą co to jest, nie obchodzi ich to bo nie sądzą by ich to jakoś dotyczyło, niektóre są wprost wrogie a są ich miliony. Nie przekonasz ich tym że szpilki to np. symbol patriarchatu bo to nie jest ich problem. To jest dla nich rzecz odległa i niezrozumiała, bezsensowna. Szpilki to dla nich buty a jeśli noszą inne buty to nie jest to żaden świadomy bunt. Nie mają twojej wiedzy w temacie, więc coś takiego albo je wkurzy, albo rozśmieszy, albo uznają że te „bzdury” są im obojętne. Nie o to chyba nam chodzi? Ja mam wrażenie że taki właśnie dyskurs feministyczny te kobiety odstrasza.

      • trunfio

        Pewnie to ja zabrzmię teraz protekcjonalnie, ale… Właśnie dlatego piszę te rzeczy na blogu „kowala feministy” a nie stoję pod kościołem w Pcimiu Dolnym wykrzykując je przez tubę. Nie można ludziom sprzedawać idei, które są tak odległe od tego w co wierzą, że jedyną ich reakcją będzie soczyste WTF!. Wydaje mi się, że tu się zgadzamy chyba? Co nie znaczy, że mamy sobie dać spokój z jakąś głębszą analizą w ogóle bo nasze babcie nie będą w stanie jej zrozumieć (no przynajmniej moja, o twojej nic nie wiem).

        • i_am_keyser_soze

          Moja była feministką na swój szczególny, bardzo cichy sposób. Dzięki niej moja matka jest feministką pełną gębą a tym samym moja siostra. No i ja. Nie twierdzę że mamy dać sobie spokój z głębszą analizą, bo coś trzeba dać tym kobietom gdy złapią bakcyla, że tak powiem. Ale ja ciągle nie widzę spójnego, sensownego, sprowadzonego do kilku prostych postulatów obrazu feminizmu który mógłby przemówić do tych kobiet tak na początek. Gdzie ta przynęta ja się pytam!

  • W perspektywie całej dyskusji najbliższe jest mi stanowisko i_am_keyser_soze, dzięki dobry człowieku, pisząc oszczędziłeś mi dukania, zapewne nie ujęłabym tego tak zręcznie jak ty. Ostatecznie pomimo wytykania sobie błędów logicznych i wikłania się w zaułki nadinterpretacji wszystkim nam chodzi mniej więcej o to samo. Mam nadzieję,że jest też oczywistym,że o ile Rayowi można przypisać dosadność w formułowaniu sądów, która wiedzie nas na manowce w ich interpretacji, to zdecydowanie nie jest on ani seksistowski, ani w jakimkolwiek sensie tego słowa wrogi czy skłonny do obrażania kobiecości w ogóle, jest to dla mnie rzecz bezdyskusyjna w perspektywie całości jego bloga, który jakiś czas temu zdarzyło mi się od deski do deski przeczytać.
    Nie ma jednej kobiecości ani jednej męskości, nie ma jednego kodu, granice tkwią tylko w naszym myśleniu i w tym, co potrafimy akceptować, niekoniecznie zaś rozumieć czy wdrażać we własnym życiu. Nikt nic nie musi. Wszelkie schematy, wzorce, stereotypy zarówno patriarchalne, jak i feministyczne to tylko w gruncie rzeczy luźne wskazówki, gotowe przepisy na jakąś tam męskość, jakąś tam kobiecość, których nawet nie da się zwaloryzować, można je tylko realizować lub nie ze wszystkimi tego indywidualnymi i społecznymi konsekwencjami. Nie ma tu ani złych, ani dobrych wyborów, choć i ja sama o tym zapominam, ba, zacietrzewiam się jak kretynka. Jeśli Ray chce być przypakowanym kolesiem w wygodnym moro i czytać wywiady z Kylie – świetnie, dla mnie to jest bardzo spójny wizerunek postmodernistycznej męskości. Jeśli Conchita chce nawiązywać do wypromowanej przez kulturę masową wylaszczonej kobiecości i dorzuci do tego brodę, super, wolno jej, w końcu sztuka nie musi odtwarzać rzeczywistości, może ją twórczo przetwarzać i to też jest w porządku. Cleo propaguje machanie cycem? no to co? Ktoś chce pomachać, ktoś chce się pogapić, może to i prostackie, ale w sumie, co z tego? czy tożsamość musi być subtelna i wyrafinowana? Graff maluje pazury, no jak lubi i chce, to maluje, fajnie dla niej. Nie ma tu dobrych ani złych wyborów, ani nawet ładnych i brzydkich, dobrych czy głupich, są tylko jakieś wybory, które komuś się podobają lub nie. Sami jesteśmy autorami naszej tożsamości, nawet jeśli kultura czy środowisko, czy rodzina przemieli nam mózgi na papkę cudzych oczekiwań i preferencji, ciągle możemy wybrać swój kod lub nie wybrać wcale i stworzyć go sobie od nowa. Nikt nie mówi, że to łatwe, ale też nikt nie ma kompetencji, by to ocenić jako dobre lub złe, trafne lub niesłuszne, bo nie istnieje żadna obiektywna sztanca, nie ma idealnej prawdziwej kobiety ani idealnego męskiego wzorca, po prostu nie ma.

    • trunfio

      „Nikt nic nie musi”. Myślenie życzeniowe służące jako rusztowanie trzeciej fali. Czy koniecznie w poszukiwaniu Świętego Gralla wolnego wyboru musimy pożegnać się z próbą analizy materialnej rzeczywistości, w której wielu, wielu ludzi cały czas bardzo dużo rzeczy „musi”?

      • Ojeju, ale skoro różne panie zmuszają się do anala, czy to znaczy, że seksu analnego nie należy reklamować jako fajnego, bo żadna kobieta tego nie lubi? Że tak użyję twojego przykładu. Równie dobrze można podstawić machanie cycem na scenie. Presja kulturowa to jedno, ale nie można przeginać w drugą stronę i wszystkich kobiet wrzucać do jednego wora z napisem „ofiary uprzedmiotowienia”, bo może ktoś akurat coś robi z własnej woli.

      • chcesz powiedzieć, że jestem idealistką? no jestem, frajerką do kwadratu też bywam, są bardziej bolesne schorzenia;) (od dziś mówicie mi Galahad, ciekawe, czy jest szansa, że Ray wydzierga mi zbroję…);
        nie musisz się z niczym żegnać, możesz (ale nie musisz) analizować, rzetelna analiza rzeczywistości buduje podstawy dla racjonalnych wyborów; jeśli „wielu ludzi dużo rzeczy musi”, to także jest wybór, bo zgoda, nawet milcząca, pozostaje wyborem, ale czy to, że godzisz się na granice, ramy, wymogi rzeczywistości, na różne „muszenia”, oznacza, że są one nieprzekraczalne i faktyczne? tego nie wiesz na pewno, póki ich nie naruszysz, póki nie założysz (choćby „roboczo”), że nic nie musisz; nie musisz też się oczywiście zgadzać z moim życzeniowym myśleniem 😉

  • i_am_keyser_soze

    W tym rzecz – nie musisz się z tym żegnać.

    • trunfio

      No to wytłumacz jak mam to pogodzić z „nikt nic nie musi”?

      • i_am_keyser_soze

        Proste – nie musisz się z tym żegnać. Możesz, ale nie musisz. I tak kurde, jest parę rzeczy które musisz, ale naprawdę nie jest ich aż tak wiele jak się nam wszystkim zdaje. Rzeczywistość.

        • trunfio

          Ludzie, zrobicie ze mnie marksistkę, nie żartuję. Kayser, widzisz różnicę między analizą stosunków klasowych (biedni vs. bogaci, kobiety vs. mężczyźni, czarni vs.biali) a tym jak poszczególne jednostki przynależące do „podrzędnych” grup negocjują swoją obecność w sklasowanym świecie, często zaprzeczając temu, ze jakakolwiek klasowość istnieje po to by zająć 5 ze 100 zarezerwowanych dla nich miejsc?

          @Anuszka – polecam ci te dwa teksty https://rootveg.wordpress.com/2014/03/11/free-choice-does-not-exist/ ; https://rootveg.wordpress.com/2013/10/10/consent-is-sexy-and-sexy-is-mandatory/

          Wszystkich obecnych przepraszam za zdegenerowaną polszczyznę, wywołaną szczątkowym ostatnio kontaktem z językiem ojczystym.

          • Dzięki za te teksty. To są ważne spostrzeżenia i nie jest tak, że wierzę w zerojedynkową wizję świata. Nie wszystko, co ludzie wierzą, że robią z własnej woli, robią rzeczywiście z własnej woli. Wszyscy tkwią w jakichś zewnętrznych uwarunkowaniach. Co ciekawe, wiele osób chyba lubi czuć się zmuszona robić różne rzeczy – czerpią komfort z wpasowania się w społeczny schemat. Ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą, bo to, że wszyscy jesteśmy uwarunkowani oznacza również, że nie możemy być arbitrami cudzej wolności i stwierdzać autorytatywnie: „o, ta pani na scenie jest zniewolona”, kiedy może ona czuje się dobrze z tym co robi. Skrajnym przykładem jest Conchita: facet sam z własnej woli, wbrew wszelkim ludowym oczekiwaniom wobec mężczyzn, pakuje się w gorset, niewygodne szpilki, ciasną sukienkę, w której nie może postąpić kroku, etc. Widać coś mu to daje.

          • i_am_keyser_soze

            Dla mnie problem nie polega na tym że wyboru nie ma, ale na tym ile osób uzna że wybór ma i zgodzi się ponieść konsekwencje.

          • noname®

            ^ this

  • i_am_keyser_soze

    @anuszka

    Ten koncept „rebrandowania” jest straszliwy. Oznacza wręcz że nie ma żadnej ucieczki od zmieniana się pod czyjeś dyktando, bo nawet nie wiesz że to wcale nie od ciebie zależy, choć być może tak ci się zdaje. Ale ci z zewnątrz oczywiście są w stanie to ocenić i o tym wiedzą, ale jakim cudem bo przecież nie ma ucieczki itd. więc ich osąd jest też skażony. To zjada własny ogon.

    • Fakt, trzeba uważać z takimi ocenami. Sama kawałek dalej bronię prawa kobiet do deklarowania, że anal lub machanie cycem to coś, co robią z własnej woli.

  • ja przyznam [ze wstydnem], że na wieść o wygranej, miałam w głowie jeden kawałek – coma „gwiazdozbiory”, ale tak już mam, że wiele sytuacji w życiu przywołuje we mnie skojarzenia muzyczne i nic na to nie poradzę
    eurowizja ani mnie ziębi ani grzeje, występy rodzimych „artystów” na eurowizji są w większości żenujące [kto ich w ogóle wybiera?], a tegoroczne, hmmm. Iga Wyrwał też „robi karierę” – więc widać brak lepszych pomysłów na promowanie kraju
    po polskim piekiełku internetowym nie spodziewałabym się lepszej reakcji, przeca wiadomo”, że polski katolik [jak sami się przedstawiają] o „miłuj bliźniego” nie słyszał

  • jeszcze tylko bawią mnie dzisiejsze podsumowania wyników w stylu „widzowie wlk. brytanii uznali że jesteśmy najlepsi, a jurorzy że nie” – i wymienianie trzech państw, których widzowie dali nam najwięcej głosów – uk, irlandia i norwegia… to trzeba być gniuszem socjologii, żeby nie rozpoznać że to są 3 głowne miejsca emigracji polaków….

  • Jeszcze a propos komentarza noname i komentarzy anuszki (z noname się nie zgadzam, z anuszką tak) i tego nieszczęsnego uprzedmiotowienia.
    Czy nie jest również uprzedmiotowianiem i protekcjonalnym traktowaniem wmawianie zadowolonym ze swoich piersi (a nawet i cyców, różnie ludzie określają się sami)i machającym nimi kobietom?

    Bo to wygląda na taką nieznośna manierę, co też mnie zawsze do różnych teorii popsychologii zniechęcała: koniecznie musisz być znieowolny, uprzedmiotowiony i uprzedmiatawiany, w dziecństwie zaś na pewno przeżyłeś traumę, bo (i tu lista wyimaginowanych i rzeczywistych zaniechań rodzicielskich)

    No i widzę rewers: jedni wmawiają zniewolenie i seksizm paniom od Cleo, inni twierdzą (prawactwo), że występ Conchity to trend, który skończy się tym, że nas normalnych biednych Polaków zniewolą homoseksualiści i zły gender, i normalnośc nam zabiorą.
    Czyli obie strony sporu widzę jakiegoś opresyjnego wroga.

    • noname®

      Czy nie jest również uprzedmiotowianiem i protekcjonalnym traktowaniem wmawianie zadowolonym ze swoich piersi (a nawet i cyców, różnie ludzie określają się sami)i machającym nimi kobietom?

      Straw man. To czy jakiś przekaz i jest uprzedmiotawiający (kobiety czy kogokolwiek) nie zależy od tego czy jego (współ)twórcy byli wyzyskiwani.

      Zadowolenie czarnego aktora z lat 50 grającego role stereotypowych czarnych półgłówków nie sprawia automagicznie, że produkcje w których bierze udział nie wzmacniają stereotypu niższości czarnych. I zauważenie tego nie oznacza kwestionowania samopoczucia aktora ani żadnej jego krytyki.

      • anuszka

        Ale to jednak sprawa kulturowa, że pokazywanie kobiety prężącej cyce wzmacnia (?) przekonanie o niższości kobiet, a np. pokazywanie mężczyzny prężącego seksowną klatę nic nie znaczy. Nie lubię tego, że zarówno w pojęciu konserwatystów, jak postępowców połączenie kobieta + atrybuty seksualne = poniżenie kobiety.

  • pippi

    Conchita to po hiszpańsku muszelka, Wurst – po niemiecku kiełbasa.

  • Korozja

    Anuszka, nie zorientowalas sie w guscie typowych widzow ani jurorow, a Eurowizje komentujesz tylko wg obecnego wydziwiania polskich mediow. Nie zauwazylas, ze w tym roku nie bylo zadnej rozgrywki miedzy Cleo a Conchita, ani nie byla to walka miedzy 2 kobiecosciami. Kobiecosci komentowal feministycznie Ray tu na blogu. Poza tym Conchie i Cleo porownuja glownie oburzone Polaczki-cebulaczki, ktorym tak jak tobie wydaje sie, ze piosenki byly tylko dwie i skrzeczacy, jurny pornofolklor mialby szanse wygrac cokolwiek, a skoro nie wygral, to dlatego, ze „chorzy” Europejczycy nienawidza Polski Pepka Swiata i „zdrowej” tkanki piersiowej. Eurowizja mimo politycznych sympatii i antypatii to byla walka o dosc fachowo zaspiewana piosenke, i od tego nie da sie uciec za pomoca ozdobnych cyckow (Polska) ani ozdobnych majtek (Wlochy). Oprocz Conchity bylo jeszcze 12 (slownie DWANASCIE) innych piosenek, ktore mimo polskich cycow, polskiej kobiecosci i diaspory polskiej w Unii TAKZE przegonily Polske w finale. Zadna z tych piosenek nie musiala uzywac seksizmu i pornograficznych ruchow, wykonawcy uzywali raczej prawdziwych instrumentow, typowej choreografii oraz zwyczajnej gestykulacji rekami. Z Conchita miala szanse wygrac przede wszystkim Holandia (senny, spokojniutki duet na 2 gitary i 2 kapelusze, zero seksu), a takze Szwecja, Armenia, Ukraina, Norwegia itd (pierwsza dziesiatka). Wszyscy rownie galowo ubrani jak Conchie, pasujacy wygladem i spiewem do typowego stylu Eurowizji. Mimo kiczu, glamu i dyskotekowego musicalu Eurowizji nie wystarczy tam symulowac seksu oralnego na scenie.

    • „Nie zauwazylas, ze w tym roku nie bylo zadnej rozgrywki miedzy Cleo a Conchita”
      „tobie wydaje sie, ze piosenki byly tylko dwie”

      Czy mogłabyś zacytować, gdzie ja coś takiego twierdziłam?

  • Korozja

    To, co zaprezentowala Polska w tym roku, to jest ponizenie kobiety – zarowno slowami piosenki jak i prymitywna „choreografia”, jak i zdegenerowanym strojem (bo te tanie kostiumy z sekshopu kolo rzeczywistego folkloru nie staly nigdy). Piosenka ta reklamuje wszystkie Polki jako przedmioty, jako genetycznie przystosowane do striptizu pornolalki, ktore z przyjemnoscia i zadowoleniem zwala facetowi konia na scenie, a piersiami machaja nad tara oraz nad maslem nie „dla siebie” ani dla swego wyzwolenia, tylko aby facetowi bylo przyjemnie, kiedy obsluguja jego drąga.

  • „Poza tym Conchie i Cleo porownuja glownie oburzone Polaczki-cebulaczki, ktorym tak jak tobie wydaje sie, ze piosenki byly tylko dwie i skrzeczacy, jurny pornofolklor mialby szanse wygrac cokolwiek, a skoro nie wygral, to dlatego, ze „chorzy” Europejczycy nienawidza Polski Pepka Swiata i „zdrowej” tkanki piersiowej”

    Korozjo,

    a po co tyle agresji?
    Poza tym nie zrozumiałaś/zrozumiałeś komentarzy Anuszki chyba za bardzo.

  • Blackie

    Abstrahując od dyskusji na temat kobiecości, porównywania występów Cleo i Conchity oraz tych wszystkich rozważań, które rozgorzały pod tą notką, chciałabym zwrócić uwagę na to, co mnie uderzyło w całej sytuacji najbardziej. Mam na myśli nienawiść, która została skierowana przeciwko Conchicie, tysiące komentarzy z tekstami typu „do gazu z tym czymś”, „kill it before it lay eggs” etc. Widziałam nawet sklejkę porównującą Conchitę do Fritzla i Adolfa Hitlera (!). Jeszcze parę miesięcy temu takie same komentarze wylewały się na Cleo i tancerki z teledysku (stwierdzano, że się szmacą, wiele osób wyzywało Luxurię Astaroth itd), natomiast mam wrażenie, że jednak tego odzewu było trochę mniej niż w stosunku do Conchity.
    Nie jestem odpowiednią osobą do wypowiadania się nt walorów jednej czy drugiej piosenki, Eurowizji nie oglądałam od kilku dobrych lat, „My Słowianie” udawało mi się unikać przez dłuższy czas i nigdy w sumie nie słyszałam tego kawałka w całości. Niemniej jednak czuję się w obowiązku oburzyć nad pałaniem gorącą nienawiścią do istoty ludzkiej, która nie zawiniła niczym więcej jak założeniem sukienki bez zgolenia brody (lub też machaniem cyckami jak w przypadku Słowianek). Bo kurczę, to nie w porządku. I choć wiem, że internet jest przesiąknięty nienawiścią i czasami wydaje się, że to jedyna siła, która napędza sieć, to jednak idealistycznie chciałabym, żeby tak nie było.

  • Gronkowiec

    Whoa, już od miesiąca notki nie było! Mam nadzieję ze to znak że się lepiej czujesz i zajmujesz się życiem, a nie blogiem 🙂