O śmiałości i nieśmiałości

Komentarz do poprzedniej notki podesłała Daria:

Parę razy wspomniałeś o swojej nieśmiałości w latach przeszłych. Czy mogłabym prosić Cię o jakąś notkę na temat poradzenia sobie z tym problemem ? Twoje życie towarzyskie wydaje się być wyjątkowo bujne, zastanawiam się jak dojść do takiej przemiany. Będę bardzo wdzięczna.

Poza tym życzę wszystkiego dobrego. Sama depresji nie mam, ale przeróżne fobie i lęki.

W pewnym stopniu można powiedzieć, że oszukałem, ale odpowiedź na to pytanie wymaga dłuższego wyjaśnienia.

Mój wygląd przez lata stanowił coś w rodzaju zbroi, mającej odstraszać kandydatów chętnych do rozmowy ze mną. Znający mnie dobrze wiedzieli, że irokez, tatuaże i groźna mina to fałszywka, a w rzeczywistości jestem uroczym pancurem. Chodziło o nieznajomych, albowiem gdyż bałem się ich okropnie. I bez powodu.

Fobie miałem w ogóle różne. Na przykład telefoniczną — okropne problemy z rozmawianiem przez telefon, zwłaszcza z osobami nieznajomymi. (Z Mamą rozmawiam co tydzień i fobia się nie miesza.) Obawy przed odwiedzaniem nieznanych miejsc. Nieśmiałość sięgającą absurdu — obawę przed tym, że ktoś się do mnie odezwie I CO WTEDY. Aż pewnego dnia ten straszny przypadek nastąpił. Poznałem niejakiego Misia Z Kolonii, który zaczekał, aż znajomy, z którym byłem wyjdzie na papierosa, po czym przyszedł i do mnie zagadał. Ja zaś o mało nie umarłem z przerażenia, po czym przypomniałem sobie, że on przecież nie wie — że jestem nieśmiały, że się boję, że nie spędzam całego życia na gadaniu z obcymi brodaczami. Odpowiedziałem na jego pytania, zadałem kilka swoich i niebo nie zawaliło mi się na głowę.

Ośmielony tym sukcesem zapragnąłem kolejnych, a okazja nadarzyła się niedługo potem, gdy wybrałem się na kurs w Londynie. Zwykle w takich wypadkach siadałem z dala od wszystkich, samotnie, unikając spojrzeń i dystansując się na wszelkie możliwe sposoby. Tym razem zmusiłem się do tego, aby usiąść między dwiema osobami, pomiędzy którymi było jedno wolne miejsce. Co gorsza, odezwałem się do obu, zapytałem, jak się nazywają i skąd pochodzą. Tego, ile mnie ta odzywka kosztowała, osoby nie wiedziały. Pod koniec kursu odbyło się ćwiczenie, w ramach którego należało opisać sąsiadów, jak ich widzimy, jakie mają cechy osobowości, etc. Obie osoby siedzące obok mnie stwierdziły, że jestem odważnym, radosnym ekstrawertykiem. Tego nie zdzierżyłem, ryknąłem śmiechem i wyjaśniłem im, że w rzeczywistości jestem nieśmiałym introwertykiem. Nie uwierzyli. A niebo znów nie zawaliło mi się na głowę.

Kiedy poznałem DJa, dowiedziałem się, jak bezczelnie można się odzywać do każdego i każdej. Nie wiedziałem wtedy, że śmiałość DJa w rzeczywistości jest oznaką problemów z osobowością; narcyzm ma między innymi taką cechę, że osoba cierpiąca na ten problem MUSI być najlepsza, najpiękniejsza i najmądrzejsza wśród wszystkich obecnych. U DJa objawiało się to na przykład tak, że na każdej imprezie uderzał do najbardziej glamorous persony w pomieszczeniu i mówił jej różne impertynencje. Ja skręcałem się z przerażenia i ekscytacji naraz, po czym persona odpowiadała, na ogół zaskoczona przyjemnie tym, że ktoś się jej wreszcie nie boi. A niebo nie zawalało się na głowy.

Do tej pory pamiętam, że w końcu przemogłem się i sam zagadałem do obcego faceta na imprezie. Facet był ubrany w coś niezwykle oryginalnego, co mi się bardzo podobało. Pół godziny zbierałem odwagę, aż w końcu go spytałem, gdzie to coś kupił. Facet był kompletnie mną niezainteresowany, ale odpowiedzi udzielił, uprzejmie i rzeczowo, po czym przeprosił grzecznie i udał się do swojej dziewczyny. A niebo nie zawaliło mi się na głowę.

Dowcip o niebie powtarzam, ponieważ teraz, kiedy przyglądam się swojej przeszłej nieśmiałości, kompletnie jej nie rozumiem. Bałem się CZEGOŚ. Tyle, że nie umiem powiedzieć, czego. Kiedy zadałem sobie to pytanie, nie umiałem na nie w żaden sposób odpowiedzieć. Tyle, że fobie nie kierują się logiką. Kiedy bałem się pająków (co również należy do przeszłości) nie bałem się ich przecież dlatego, że są ode mnie większe i silniejsze, tylko dlatego, że się ich bałem i już. Tak samo było z obawami przed poznaniem kogoś nowego, albo zapytaniem faceta o to, gdzie nabył spodnie.

Aż pewnego dnia pojawiła się depresja, a za nią antydepresanty, a po kilku miesiącach odnotowałem efekt uboczny pod postacią zaniku odczucia strachu.

To właśnie miałem na myśli mówiąc, że oszukałem. Proces pozbywania się nieśmiałości podążał we właściwym kierunku i z pewnością po roku-dwóch udałoby mi się nawiązać kontakt z kimś nieznajomym bez potrzeby zbierania odwagi przez pół godziny. Tyle, że nagle okazało się, że odwagę mam zawsze, a obaw nie miewam nigdy. Przestałem się bać czegokolwiek. Odkrycie skrzętnie wykorzystałem do pozbycia się wszelkich posiadanych obaw i fobii. Właziłem do nieznanych miejsc, gadałem do obcych ludzi, usuwałem własnoręcznie pająki, poznawałem kolejnych kowali, odbywałem rozmowy telefoniczne, w tym rozmowy z kowalami w polskich wsiach, podrywałem Zbrojmistrzy… Jeśli przypomniało mi się cokolwiek, czego się bałem, natychmiast przystępowałem do robienia tego. Tym sposobem nauczyłem się networkingu, wybrałem na kurs kowalstwa, założyłem firmę, a jakby w międzyczasie stałem się tym odważnym, radosnym ekstrawertykiem, którego jakiś czas wcześniej mi sugerowano. A teraz nieśmiały i strachliwy facet, który bał się odezwać do kogokolwiek, został poproszony o dołączenie do teamu barmanów, bo przecież jest taki towarzyski.

Dario, poleciłbym Ci pozbywanie się fobii kroczek po kroczku. Bez pośpiechu, spokojnie, robiąc naprawdę małe kroki i zapisując sukcesy (poważnie, mózg inaczej przetwarza informację zapisaną niż pomyślaną). A co do chemicznych ułatwień, istnieją leki przeciwko lękowi i też je polecam. Bo działają. Stawiam siebie za przykład.

Czy pomogłem?

  • kokainistka

    Patrz ty sie, ja tez z tych, co wszyscy oskarzaja o ektrawertyzm i zabijaja mnie smiechem, jak stwiedze, ze jestem niesmiala. Ale lata treningu daja rade, nie jest to duza cena za zycie takie, jakie zawsze chcialo sie miec.

    • Ray Grant

      Zgadzam się. Gdyby nie to, że udało mi się oszukać, trenowałbym nadal, bo ta metoda działa. Powoli, ale działa…

  • Jiima Arunsone

    Wiesz, zazdroszczę ci. Nie totalnego sukcesu uzyskanego drogą chemiczną, gdyż chyba na łeb musiałobym upaść, gdybym komuś zazdrościło tego, że się pochorował i dostał takie fajne leki, które przy okazji skorygowały inny problem. Zazdroszczę ci tego, co dokonałeś wcześniej. Między innymi dlatego, że początek tej historii znam, tyle że zakończenia nie warto opowiadać.

  • Nina Wum

    Jiima,
    na szczęście sukces bez aptecznego wsparcia też jest osiągalny.

    Ray mądrze prawi: testowanie (i tym samym – ciągłe uelastycznianie) granic swojego strachu to jest metoda. Powoli, acz skutecznie działająca.
    Pisząca te słowa lata swej młodości szumnej-a-dzikiej zmarnowała, dusząc się w kokonie strachu, zawstydzenia i przygniatającego poczucia bezwartościowości. Szanse przepływały bezpowrotnie. Czułam, jak uwięziony we mnie ekstrawertyk bezsilnie łomocze pieściami.

    Jak mawiała moja prababcia, „prznęłam się”. Nie pomogły w tym stunty ówczesnego chłopaka, który usiłował mnie ekstrawertyzować na siłę, ciągnąc za głowę. Musiałam sama. Przełom nastąpił, gdy samiusieńka pojechałam pociągiem na drugi koniec kraju, na koncert Uwielbianego Artysty. Ignorując zimny pot, problemy z oddychaniem tudzież drżenie kolan, ustawiłam się pierwsza w kolejce i złożyłam mu gorące wyrazy uznania.(Artysta zlał mnie ciepłym moczem, ale nie to jest tutaj istotne.)

    Od tej pory zaprawdę mało czego się boję w relacjach międzyludzkich – zaś świeżo poznane osoby mają mnie za radosną, pozbawioną zahamowań ekstrawertyczkę. Metodę serdecznie polecam i pozdrawiam.

    Nina

    • Ray Grant

      No bo to tak jest, że nikt nas nie może ekstrawertyzować na siłę, podobnie, jak nie działa psychoterapia na siłę, odwyk na siłę, etc… Musimy sami chcieć. Otoczenie niekiedy trafia szlag od czekania, ale tak już jest. 🙂

  • ranishka

    “Act the way you’d like to be and soon you’ll be the way you act.”
    U mnie też się sprawdziło. To pisze kolorowowłosa, głośna i wesoła ekstrawertyczka, która przez większość życia do wykonania telefonu zbierała się trzy dni, a wychodzić z domu często po prostu nie wychodziła, bo tam ludzie na zewnątrz straszą. Depresja energii nie dodawała.
    Odkrycie, że można się bać śmiertelnie, byle GRAĆ odwagę, szybko przyniosło następne odkrycie – że jestem niezłą aktorką 😉 (plus 50 do samooceny) a za nim następne – że grana odwaga wchodzi w krew i szybko nie trzeba już udawać.
    Pozdrawiam wszystkich nieśmiałych i z fobiami.

    • ranishka

      A, i jeszcze mi się przypomniało, że bardzo skuteczne są wyjazdy za granicę i/lub gadanie w obcym języku. Bo wtedy wszelkie niezręczności można zwalić (przed samą sobą, bo rozmówca często nie zauważa/nie interesuje się) na błąd językowy/różnice kulturowe („u nasz wszyscy się tak dziwnie zachowują!” 😉 ). Jasne, trzeba najpierw wyjechać i się odezwać, co jest trudne, ale jeśli jest się samej (nikt znajomy nie widzi) i ma się w głowie, że jak coś, to to obcy dziki kraj i zawszeć można zwiewać z powrotem na łono ojczyzny, to bardzo pomaga, przynajmniej mnie, kiedy jeszcze ta pomoc była mi potrzebna.

  • Ray Grant

    Bardzo przepraszam, wyciąłem jakiś komentarz, który WordPress wrzucił do spamu zamiast kolejki do moderacji. Dosyć długi. W moment po kliknięciu „usuń na zawsze” odnotowałem, że treść ma sens (treść powyżej i poniżej nie miała i była rzeczywiście spamem). Kajam się i przepraszam, nie miałem zamiaru być cenzorem 🙁

  • daria

    Przede wszystkim chciałam Ci bardzo mocno podziękować za podzielenie się swoją historią 🙂 Przecytałam post wiele razy, co by nic mi nie umknęło i zapewne jeszcze nie raz do niego powrócę.
    Mnie się po prostu zawsze wydaje, że nie tak wyglądam, nie tak mówię, nie tak się poruszam, mam nie takie poczucie humoru (albo i jego brak) i jestem zbyt głupia. Wszystko we mnie jest niewłaściwe. Mam wrażenie, że słuchanie mnie czy przebywanie w moim towarzystwie nie jest niczym przyjemnym dla drugiej osoby.
    W szkole było zdecydowanie łatwiej – zakładało się glany, pomijało się w swojej garderobie wszystkie kolory poza czarnym, przemieszczało się wszędzie z poważną miną i słuchawkami na uszach, a na lekkcjach odpowiadało się nauczycielom zdawkowym „nie wiem, nie umiem”, i każdy omijał cię z daleka. Dorosłe życie jest jednak zdecydowanie bardziej skomplikowane…
    Skoro jednak wszyscy tutaj zgodnie twierdzą, że trzeba się przełamywać i ćwiczyć, chyba nic innego mi nie pozostaje 🙂
    Ray, masz może swój jakiś sprawdzony sposób na zagadanie ? Tematy, które się zawsze sprawdzają, żarty, które zawsze śmieszą ?

    Pozdrawiam ciepło 🙂

    • Ray Grant

      Bardzo się cieszę, że post w jakiś sposób okazał się pomocny 🙂

      Miałem długo to samo odczucie, że nie tak wyglądam, mówię, etc. Jakiś czas zajęło mi poznanie wystarczającej ilości ludzi, aby odkryć, że KAŻDY ma to odczucie. Każdy właściwie musi znaleźć sposób na walkę z nim. Osobiście poradziłem sobie też dzięki odkryciu, że najbardziej lubię ludzi, którzy są dziwni i „nie tak” mówią/robią/chodzą/ubierają się. Normalni ludzie są tacy nudni… i jest ich tak wielu. Wolę „dziwnych”. 🙂

      A jak zagaduję? Na ogół zauważam jakąś osobę dlatego, że ma ciekawą cechę, np. buty/t-shirt/fryzurę. Idę wtedy do tej osoby i mówię: hej, chciałem tylko powiedzieć, że masz strasznie fajne buty, czy mogę spytać, gdzie je kupiłeś?/fantastyczną fryzurę, bardzo mi się podobają ludzie z nietypowymi fryzurami/świetny t-shirt, bardzo nietypowy nadruk. Ale przede wszystkim: NIE SPODZIEWAM się odpowiedzi innej, niż „ok, dzięki”. Jeśli pojawi się coś więcej, niż „ok, dzięki”, jestem zachwycony i konwersacja idzie dalej, jeśli nie — wracam na swoje miejsce i nie jestem załamany, tylko po prostu rozglądam się, do kogo jeszcze możnaby zagadać.

      Na ćwiczeniach z podrywania lasek panowie trenują np. tak, że pierwszego dnia idą do 50 dziewczyn i każdą pytają, która godzina. Najpierw nawet to jest trudne. Po dziesiątej zaczyna być zabawne. Po trzydziestej jest bardzo proste. Clue nie jest rzecz jasna w odkryciu, która jest godzina, tylko w odkryciu, że dziewczyny odpowiadają. Czasami nie odpowiadają, bo nie mają zegarka. Ale nigdy nie rzucają się do gardła, nie traktują z kopa i nie zapada się nad nami dach budynku. Fobie społeczne mają to do siebie, że boimy się, ale nie wiemy, czego — a zmuszanie się do, chociażby, pytania która godzina powoduje, że odkrywamy, że ta obawa była kompletnie bezpodstawna. Ale dopóki nie zaczniemy próbować, obawa trwa.

      Aha, jeszcze co do końcówki: nie ma tematów, które się zawsze sprawdzają i żartów, które zawsze śmieszą 🙂 Tak samo, jak nie każdemu się podoba mój wygląd, nie każdy akceptuje moje tatuaże, nie każdy lubi styl, w jakim się ubieram. Ale przecież i tak nie mamy czasu dla KAŻDEGO. Wystarczy, że znajdziemy naszą małą, czy większą grupkę osób, którym pasuje to, jacy jesteśmy 🙂

      Pozdrawiam i ściskam!

  • Ness

    Przez cale dziecinstwo cierpialam na mutyzm selektywny (tak to sie chyba po polsku nazywa?). Do dzisiaj mam problemy z komunikacja. Wszystko sie zgadza jak u Ciebie; telefon, rozmowy z obcymi ludzmi. Nie wiem od czego to zalezy, ale w niektorych sytuacjach potrafie to przelamac, w innych nie – blokada totalna. Mieszkam teraz w UK i kazdorazowe „wypady” do banku czy zalatwienie czegos przez telefon to istna mordega.
    Pozdrawiam.

    • Ray Grant

      Ja potrafiłem się do telefonu zbierać trzy dni. Na dodatek nie do telefonu do przyszłego męża, tylko do firmy sprzedającej koperty, na przykład. Teraz, kiedy tej fobii nie ma, nie rozumiem w ogóle, skąd się wzięła. Idiotyczne uczucie, bać się, ale nie wiedzieć, czego…

  • mat

    mnie zsocjalizowali programiści 🙂

    bardzo lubię swój introwertyzm i aspołeczność, uwielbiam być sama albo z ludźmi których jestem pewna. zaprzyjaźnienie się z kimś zajmuje mi długo, ale jakością nadrabiam ilość.
    ze small talkami w firmowej kuchni nie mam problemu, raczej z tym, żeby zabiegać o zainteresowanie, spotkania itp. tzn już nie mam problemu odkąd doszłam do wniosku, że lubię to w sobie. jak już sobie zdałam z tego sprawę to nagle okazało się, że wychodzę na piwo z 5 osobową ekipą z pracy i jest mega fajnie.

    a na nieśmiałość bardzo pomaga uświadomienie sobie, że nie jest się dla nikogo ważnym. palniesz głupotę? nikt poza Tobą nie siedzi wieczorem w domu i nie myśli o tym co powiedziałeś/łaś miesiąc temu na imprezie. masz zaciągnięte rajstopy? nawet jak ktoś zauważy to za 5 minut zapomni.

    • Ray Grant

      O, dokładnie o tym pisałem do Darii 🙂 Przecież wcale nie musi nas każdy lubić. To też jest duży krok w uspołecznieniu się, uświadomienie sobie, że niektórzy nas nie polubią, czego byśmy nie powiedzieli i od jakiego dowcipu nie zaczęli… i co z tego? Nic. Na świecie jest bardzo dużo ludzi 🙂 Pięcioosobowa ekipa z pracy z którą jest mega fajnie jest moim zdaniem o wiele lepsza od posiadania miliona dalekich znajomych, którzy nie do końca są pewni, jak mamy na imię 🙂

  • Jiima Arunsone

    @Ray
    To fakt, jak ktoś próbuje cię zmieniać na siłę, najczęściej uzyskuje efekt przeciwny do zamierzonego. W moim wypadku jest jednak trochę na odwrót niż z naszym dawnym prezydentem, chcem alem nie mogem. Zwłaszcza, że przyzwyczaiłom się do obecnej sytuacji i chociaż czasem dostaję napadów doła, robię się wkurzająco natrętne w stosunku do posiadanych znajomych (by uzyskać od nich potwierdzenie, że jeszcze nie mają mnie po dziurki w nosie, co jak wiadomo jest dobrym sposobem na to by zaczęli jednak mieć), to na ogół jakoś tam funkconuję.
    Problem jest w tym, że generalnie ja jestem ekstrawertyczne, kiedyś z każdym chciałom pogadać, mieć mnóstwo znajomych etc. Życiowe kopniaki mnie do tego zniechęciły, teraz wolę gadać do ściany. Albo do ludzi którzy jeszcze ze mną jakoś wytrzymują.

  • grześ

    Hm,

    a co powiecie na mieszankę dziwną, raz i w niektórych sytuacjach nieśmiałych jestem totalnie nieśmiały, nie odzywam się, mam lęki i fobie, ale jednocześnie potrafię się przełamać i zadać pytanie i odezwać wśród mnóstwa osób, gdy nikt się nie odzywa, wystepować publicznie.

    W ogóle w gronie znajomych że tak powiem lubię być w centrum uwagi, ale do obcej osoby raczej się nie odezwę (a nawet jak raz się przełamię, to nie jest to na stałe, no i to ciągłe poczucie, że wypadam głupio/źle/nieciekawie itd)

    Kurde, czy możliwa jest jednocześnie nieśmiałość i pewnego rodzaju dezynwoltura i nieprzejmowanie się zdaniem innych itd

    Komentarz chaotyczny, bo właśnie po szklance whisky z colą jestem (profanacja, wiem:))

    @Matt

    „a na nieśmiałość bardzo pomaga uświadomienie sobie, że nie jest się dla nikogo ważnym. palniesz głupotę? nikt poza Tobą nie siedzi wieczorem w domu i nie myśli o tym co powiedziałeś/łaś miesiąc temu na imprezie. masz zaciągnięte rajstopy? nawet jak ktoś zauważy to za 5 minut zapomni.”

    E tam, pomaga.
    Niby to wiem i sam się śmieję ze swojego przejmowania się, ale i tak zawsze mam wrażenie: Bosze, po co to powiedziałeś, Bosze, jak gupio wypadłeś, Bosze…

    @JIima Aronson

    „Zwłaszcza, że przyzwyczaiłom się do obecnej sytuacji i chociaż czasem dostaję napadów doła, robię się wkurzająco natrętne w stosunku do posiadanych znajomych (by uzyskać od nich potwierdzenie, że jeszcze nie mają mnie po dziurki w nosie, co jak wiadomo jest dobrym sposobem na to by zaczęli jednak mieć), to na ogół jakoś tam funkconuję.”

    Eh, mam to samo w wydaniu, opowiadanie wszystkim jaki ja jestem beznadziejnym w oczekiwaniu, że zaprzeczą:) i powiedzą mnóstwo dobrych rzeczy.

    Kurwa, piepszony masochizm, no, bez sęsu.

    • Ray Grant

      „Kurde, czy możliwa jest jednocześnie nieśmiałość i pewnego rodzaju dezynwoltura i nieprzejmowanie się zdaniem innych itd”

      Tak, absolutnie. To byłbym ja rok temu. 🙂

      „Eh, mam to samo w wydaniu, opowiadanie wszystkim jaki ja jestem beznadziejnym w oczekiwaniu, że zaprzeczą:) i powiedzą mnóstwo dobrych rzeczy.”

      O, to będę ja pięć lat temu 🙂 To działa odwrotnie, niestety. Jeśli opowiadamy, że jesteśmy beznadziejni, to nawet ludzie do tej pory przekonani, że tak nie jest zaczynają podświadomie zapamiętywać, że tak jest. Ale tak można w obie strony: przekonywać innych, że jesteśmy śmiałymi ekstrawertykami, potem słyszeć od nich, że jesteśmy śmiałymi ekstrawertykami i pół roku temu odkrywać ze zdziwieniem, że rzeczywiście zostaliśmy śmiałymi ekstrawertykami.

  • Cześć.

    Mój najbliższy przyjaciel od kilku miesięcy prowadzi bloga. Służy mu on do wyrzucenia z siebie pewnych rzeczy z którymi usiłuje się jakoś uporać. Chce je pozostawić gdzieś za sobą by móc iść naprzód. Uporządkować bałagan w głowie.

    Mimo, że zdecydował się „wykrzyczeć” z siebie to co leży mu na sercu, nie jest egoistycznym, zapatrzonym w siebie gówniarzem pragnącym zwrócić na siebie uwagę. Jest wrażliwym, uczciwym, zabawnym człowiekiem.

    Niestety dosyć często dopada go depresja. Czytając bloga zrozumiesz skąd się wzięła.

    Mam wielką prośbę – chciałbym Cię prosić o umieszczenie adresu na Twoim blogu oraz/lub/albo przeczytanie kilku postów i pozostawienie ciepłego komentarza. Oraz/lub/albo napisanie posta z prośbą do czytelników by zajrzeli pod wskazany adres.

    Nie będę w stanie się odwdzięczyć prócz napisania szczerego:

    Dziękuję.

    http://www.cien-feniksa.pl

  • Nemo

    Ja mam troche inaczej. Jeżeli jest do załatwienia jakaś sprawa czy rozmowa telefoniczna, robię to tak szybko, jak to tylko możliwe. A. Nikt nie zrobi tego za mnie. B. Im szybciej to zrobię, tym szybciej będzie z głowy.
    Za to wszelki inny lud jest absolutnie i irracjonalnie niepokojący. Ale zawsze można się bezpiecznie wyizolować.

    Co do chemii – chemią i hormonami człowiek jest, to i chemią na to białko myślące się wpływa. Takie życie.

    Dobra notka – warto wiedzieć, jak może przebiegać taki proces.

    • Ray Grant

      Już chętnie bym brał tę chemię, wystraszyłem się teraz i grzecznie będę łykać. Tylko niech ona z powrotem zacznie działać…

  • Jiima Arunsone

    @Grześ
    To nie masochizm, akurat na masochizmie się trochę znam… Opisywany stan też znam i to coś z zupełnie innej beczki.
    W moim przypadku akurat samookłamywanie nie działa w żadną stronę, ja doskonale wiem jakie jestem, poza tym potrafię nieźle grać, chociaż sporo mnie to kosztuje.
    Wiem też jakie chcę być, tylko moje oprogramowanie nie potrafi wygenerować sensownych klatek pośrednich.

    @Ray
    Kolejny powód do zazdrości. No i ta fryzura i tatuaże.

  • gmina_wiżajny

    Ja dojrzewam do tego, żeby nie walczyć i nie ćwiczyć.
    Nie lubię wystąpień przed dużą liczbą ludzi, w tłumie czuję się niekomfortowo, nawet jak to całkiem miły tłum. Homo sapiens jest najlepszy pojedynczo i dwójkami.
    To klasyczny gawiedziowstręt, który jest, zdaje się, moją cechą, podobnie jak niskie czoło i mały biust. Ostatnio w ramach walki z ową haniebną, nieprzystającą do uśmiechniętego świata pełnego pękatych paczek przyjaciół słabością, pojechałam na obóz studencki. To był koszmar. Wybaczcie mi górnolotny zwrot, ale wyruchałam własną duszę zardzewiałym prętem. Najlepiej czuję się w ciasnych gronach i w nich jestem towarzyska. Wśród 50 osób jestem jak mały jeż na środku autostrady i tak po prostu będzie. Wiele rzeczy da się przeskoczyć, ale czasem warto się zastanowić, czy jest sens skakać? Nie lepiej przeznaczyć energię na coś innego?

    Teraz jest trend na naprawianie w człowieku wszystkiego i wszystko w zasadzie nadaje się na terapię / operację / sesję z kołczem. Odstawanie od radosnej, korporacyjnej, wyluzowanej normy z reklam telefonów komórkowych budzi w ludziach poczucie winy. We mnie też cały czas budzi, ale staram się buntować i trochę się ze sobą pogodzić. Wdrażam teraz plan minimum – zmuszam się do wykonywania tego cholernego telefonu natychmiast, bo trzeciego dnia wcale nie będzie lepiej. Pracuję też nad moją automatyczną niechęcia do kontaktu wzrokowego, bo unikanie go może wydać się niegrzeczne. Ale to tyle. Rada dla Darii – co możesz zaakceptuj, a to co Ci przeszkadza likwiduj metodą Rayową. 🙂