Occupy everything!

Mógłbym skomentować wynik wyborów, ale mi się nie chce. 

Kiedy wyjeżdżałem z Polski pięć lat temu, byłem sporo na lewo od SLD. Szczerze mówiąc, byłem sporo na lewo od Krytyki Politycznej, ruchów LGTB oraz genderystów i feministek. Odkrycie, że usiłuję walczyć o prawa i zmiany, które w Holandii są oczywistą oczywistością, a w Polsce nikogo nie interesują i nawet wśród osób, które skorzystałyby na ich wprowadzeniu moje postulaty powodują niepewność i chęć ucieczki zdołowało mnie dość mocno. Zrozumiałem, że chęć zmiany poglądów CAŁEGO kraju nie jest do końca zdrowym pomysłem i prościej będzie pojechać gdzieś, gdzie nie będę musiał zajmować się tłumaczeniem „osobom, które mają mnóstwo przyjaciół gejów” dlaczego adopcja przez parę homoseksualną nie jest złem na miarę zatrudnienia Nergala w programie TVP. 

Po ostatnich holenderskich wyborach okazało się, że mamy premiera-liberała, a w koalicji chrześcijan i nazioli. Coś tak, jakby w Polsce premierem został Korwin-Mikke, a do koalicji dobrał sobie PiS i NOP. Premier zajmuje się aktualnie demontowaniem systemu ulg podatkowych, co szczególnie uderza w firmy podobne do mojej, czyli zarejestrowane jako not-for-profit — dla liberała firma not-for-profit to jakieś dziwo kierowane przez idiotów. Zaostrza system podatkowy, celując w uboższych, imigrantów i z lubością ograniczając dostęp do zasiłków. A czemu Rutte został premierem? Wyłącznie z powodu jednej obietnicy: niezmieniania systemu zwrotu podatku za kredyt mieszkaniowy. 

Holendrzy, jak większość ludzi w krajach rozwiniętych, żyją na kredyt. System holenderski wygląda tak, że kiedy kupujecie mieszkanie, każda rata kredytu jest objęta zwrotem podatku. Moja rata wynosi jakieś 960 euro miesięcznie, z czego zwraca mi się jakieś 320. Tyle, że ja jestem ubogim imigrantem (hihi) i kupiłem tzw. starter. System ten obejmuje zaś również milionerów, którzy kupują domy za 2 miliony euro na raty wyłącznie dlatego, że system zwróci im z tego 600 tysięcy. 

Przed wyborami poprzedni premier dokonał odkrycia Ameryki w konserwach: oturz!!1!! niestety kraju nie stać na utrzymywanie tego rodzaju ulgi podatkowej. Każda partia dzieliła się swoimi pomysłami: kompletna likwidacja ulgi, ograniczenie kwoty wolnej od podatku do np. 500 tysięcy euro, czy też działanie ulgi wyłącznie przez pierwsze 5-10 lat od zakupu. VVD — partia liberalna — była jedyną, która obiecała utrzymanie ulgi w obecnym kształcie, po czym zupełnie niespodziewanie dla wszystkich, wliczając samą siebie, wygrała wybory. 

Rząd złożony z liberałów, chrześcijan i nazioli zupełnie nie zaspokaja moich wymagań, więc czuję się niemalże tak, jak czułem się w Polsce, oglądając podział mandatów między partię prawicową, partię bardziej prawicową, partię postkomunistów zainteresowanych wyłącznie stołkami i partię rolniczą. W Holandii kibicuję przynajmniej opozycji, ale jak wiedzą wyborcy PiS nie jest to los wyjątkowo ekscytujący. W Polsce, niespodziewanie, zacząłem przez jakieś pięć minut rozważać kibicowanie Palikotom, ale rozważanie zakończyło się nadzwyczaj szybko, gdy partia zdecydowała się na nazwę „Ruch Poparcia Palikota”. Cieszę się, że pani Grodzka weszła do Sejmu, trzymam kciuki za zdjęcie krzyża, ale niestety idea podatku liniowego kompletnie mnie nie kręci. 

W krajach Zgniłego Zachodu obserwuje się odradzanie lewicy. W Polsce niespecjalnie to widać, po części dlatego, że nie ma się co odradzać — chyba, że uznamy PiS za lewicę. Natomiast kryzys, który dotknął bardzo wielu ludzi, uświadomił im, że jest jedna grupa, która kompletnie uniknęła jakichkolwiek konsekwencji: najbogatsi i bankowcy. (Określenie „jedna grupa” wydaje mi się uzasadnione.) Podczas, gdy najbiedniejsi potracili swoje z trudem wyproszone kredyty — albo, co gorsza, wciśnięte im na siłę przez bankowców, którym zależało na wypracowaniu premii — prezesi banków bardzo ucieszyli się z rządowych zapomóg, dzięki czemu ich premie liczone w milionach dolarów/euro nie były zagrożone.

Kojarzycie maklera ze słynnego klipu, który mówi, że światem nie rządzą rządy państw, tylko Goldman Sachs? Ma rację. Zbudowaliśmy wspólnymi siłami system, który opiera się na kilku pewnikach: życiem rządzą banki i kredyty, małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, a w przypadku wątpliwości na JAKIKOLWIEK temat należy spytać księdza. Drugi i trzeci pewnik w krajach Zgniłego Zachodu już padły. Powoli zaczyna chwiać się pierwszy. Do coraz większej ilości ludzi dociera, że nie jest tak do końca fajnie, jeśli do zrozumienia dowolnej umowy bankowej musimy posiadać wykształcenie prawnicze; jeśli prezes banku zarabia 500 razy tyle, co jego szeregowy pracownik; jeśli różnice klasowe owocują tak ciekawymi efektami ubocznymi, że winnymi podczas zamieszek w Anglii okazują się najbiedniejsi (których nigdy nie będzie stać na domy, sklepy i samochody, które spalili) oraz najbogatsi (którzy wiedzą, że jakby co tatuś zapłaci, więc mają wszystko w dupie i dobrze się bawią). 

Chciałbym zobaczyć polityka, który powie: spierdoliliśmy sprawę. Poddaliśmy się bez walki, rozkraczyliśmy nogi i pozwoliliśmy się zerżnąć bankierom, którzy sami również sprawę spierdolili, po czym metodą na głodnego kota miauczeli tak długo, aż grzecznie wręczyliśmy im miliony celem pokrycia strat. Uzyskane miliony chłopcy w drogich garniturach wydali na dywidendy i premie. A może tak wymyślić system, dzięki któremu nie będziemy płacić prezesom banków milionowych premii? Dzięki któremu pani Józia z Głodowej Wólki dostanie umowę kredytową na jednej stronie, a nie stu pięćdziesięciu, i ta jedna strona NIE będzie wydrukowana czcionką rozmiaru trzy punkty? 

Palikot na pewno nie będzie tym, który się tym zajmie, z prostego powodu, że popiera on podatek liniowy. Ja zaś popieram niski VAT, wysoką pensję minimalną i bardzo wysoki podatek dla najlepiej zarabiających. Kiedy mówię bardzo wysoki, mam na myśli 90%. Nie ma żadnego powodu, dla którego prezes banku miałby zarabiać 500 razy tyle, co sprzątaczka. Dwa razy tyle, oczywiście, to zrozumiałe; trzy, pięć razy, no cóż, tak już jest, niektórzy mają o wiele więcej stresów i obowiązków, pięciokrotne zarobki mają być może sens, chociażby jeśli wliczyć wydatki na psychoterapeutę i kokainę. Ale 500 razy? 500 razy nie ma żadnego uzasadnienia. Każdy z nas ma taki sam żołądek. 

*

Jutro o 12 Occupy Amsterdam. Wybieram się.

  • Witam!
    Ujawniam się po raz pierwszy, ale podczytuję Cię regularnie od paru miesięcy. Gratuluję świetnego bloga. Polecam do omówienia: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,10467321,Aptekarze_zadaja_klauzuli_sumienia___nie_chca_sprzedawac.html
    Serdecznie pozdrawiam.

  • Bo już się pogubiłam, co obecnie oznacza lewicowość, a co liberalizm. No bo liberał popierający zwracanie ludziom przez państwo rat kredytów?! To czym jest wobec tego lewica??

    Zawsze wydawało mi się, że liberalizm polega na tym, że każdy ma pracować na siebie i żyć w możliwie największym stopniu na własny rachunek.

    Lewica rozumiem – żerować, ale na podatkach milionerów, żeby było sprawiedliwie. Ale liberałowie żerujący na podatkach wszystkich jak leci – to przecież nie liberalizm, tylko lewica do kwadratu…

  • Ja tam jestem za Palikotem, znaczy jestem za nim bardziej niż za całą resztą. Nie dlatego, że zmieni coś w tym skansenie – na to szans nie ma – ale obserwowanie popłochu „OMG tera bendo nam narkotyzowac dzieci, wieszac odwrucone Krzyże i zamieniać wszyskich w geyów za pomocą Mhrocznej Maszyny do Zamieniania Wszyskich w Geyów” jest naprawdę bardzo zabawne. Freud mi niemalże eksplodował rozdarty pomiędzy chęcią skomentowania tego wszystkiego, a poczuciem, że nadawanie na Polaków jest jednak trochę rasistowskie.

    Nie pisz mi o podatkach, jestem w trakcie rozprawy spadkowej i te cholery nade mną krążą, aby spaść w najmniej odpowiednim momencie.

  • Czytam cie a jakbym siebie czytala (a przynajmniej swoje mysli).
    Glownym powodem mojej emigracji byla wlasnie mentalnosc przecietnego polaka. Ktory do zmeczenia powtarzaj mantre o pracy i zyciu na wlasny rachunek (hahaha bo chodniki i szkoly sie same meh). Ktory nie wpadl nigdy na pomysl ze moze by tak na chwilke, chwilunie jedna, zawiesic Niepodwazalne Prawdy Absolutne w kwestii Kosciola Kat. Itd itp. Ja tylko wybralam inny kraj za cel emigracji i troche sie zastanawiam czy za kilka lat kiedy juz mi sie ustabilizuje sytuacja tutaj nie ruszyc do krainy w ktorej rzeczywistosc bardziej przypomina to, co uwarzam za sluszne. O ile w miedzyczasie w owych krainach jakis mlody i kreatywny polityk nie rozmontuje tego wszystkiego co sprawia ze jest jeszcze nadzieja.
    Enylej, caly ruch occupy bardzo mi poprawia nastroj, choc nie wiem co moglby realnego osiagnac. Ale tez sobie tak glowkuje, ze w tym wszystkim nie chodzi chyba o konkretny cel a o zmiane patrzenia na problemy. Moze tak sie zorganizuje najprawdziwsza miedzynarodowka? Od generalnego wkurwu ktory potem sie skrystalizuje w jakis konkretnych postulatach i ruchach?
    Oby
    p.s. wczesniej kilka razy sie tu wpisywalam jako Janna (zadziutko, bo niesmiala jestem i wiekszosc moich komciow laduje w kubelku oznaczonym combo: cmd/ctrl+a – del) ale odkad piec minut temu zalozylam sobie konto na bloxie, wystepuje pod czerwona-szlafmyca

  • Ja umiarkowanie kibicuję Palikotowi, choć na niego nie głosuję. To znaczy, podoba mi się butthurt polskiej prawicy i butthurt grupy żartobliwie zwanej prawem i sprawiedliwością, bo jedni przez drugich krzyczą, jaki to upadek i sodomia z gomorią że pedał, wykastrowany freak uważający się za babę i idiota z wibratorem i świńskim ryjem dostali się do świętego Sejmu gdzie Jezus Chytrus Król Polski i Wszechświata patrzy na nich z cichem powieszonego w nocy krzyża (ów czyn wieszania rozdarł jak się okazało tkankę czasoprzestrzeni, gdyż jak wiemy, odtąd wisi on tam Od Zawsze). Innymi słowy – popieram ruch popierający tylko dlatego, że mają szansę namieszać w kwestiach tzw. obyczajowych. Bo jeśli nie oni to kto? Podoba mi się też butthurt całej reszty, która była już przekonana święcie, że bez namaszczenia jednego, drugiego, trzeciego czy czwartego prezesa, to do sejmu może wejść conajwyżej mniejszość niemiecka. A tu taka niespodzianka – można wejść do sejmu nie wchodząc do którejś z Wielkich Partii Postsolidarnościowych.
    Jednak tak czy inaczej, większość programu Palikota to nie moja bajka. Korwinizm w sferze gospodarczej to trochę zbyt duża cena za wolność obyczajową.

  • Dzisiaj czytam o „wkurzonych” w polsze i zdecydowanie wolę „Angry Birds” od nich. Jakieś inicjatywy antyszczepionkowe, anty GMO… nie zdziwiłobym się gdyby tam była też Pani Maria Z Otwocka. Smutne to trochę.

  • @chakravant Tak, ja też zauważyłem, że on wisi tam Od Zawsze i jak ostatnio widziałem zawsze, to trwało dłużej niż kilkanaście lat :

    @anuszka Jest to liberał, który chce dostać więcej niż 0% głosów i rozumie, jak działa populizm, toteż pozostawienie tej jednej ulgi wykorzystuje do rozmontowywania całego systemu ulg i państwa socjalnego krok po kroku.

    @czerwona_szlafmyca Witam serdecznie i zapraszam do pisania więcej :))

    @chakravant @czerwona_szlafmyca No byłem na demonstracji wczoraj. Była śliczna. Przemawiali lewacy z lat 60, pancury jeszcze bardziej pankowe ode mnie, na gitarze grał pan po 50 i pani na oko 15-letnia te same łzawe szlagiery o wolności i sprawiedliwości, a wpływ na politykę i rzeczywistość miało to rzecz jasna zerowy. A jednak. Jednak liczę na to, że ludzie może przez pięć minut pomyślą nieśmiało, że może świat NIE MUSI wyglądać tak, jak wygląda. I to już byłby ogromny postęp. Dopuścić możliwość, że JEST alternatywa i zacząć się nieśmiało zastanawiać, jak mogłaby wyglądać.

  • @navaira
    Jest to liberał, który chce dostać więcej niż 0% głosów i rozumie, jak działa populizm, toteż pozostawienie tej jednej ulgi wykorzystuje do rozmontowywania całego systemu ulg i państwa socjalnego krok po kroku.

    OK, teraz jasne. Bez tego kontekstu nie było jasne.

  • nie lubie. czytanie o realpolitik i ekonomii zawsze mnie przygnębia.
    z drugiej strony, tak, wyjazd za granicę zmienia poglądy na to co jest właściwie, wymagane i ludzkie.

  • No coż widac ,że nie jesteś prezesem banku! zazdrość???podatek 90% – to juz przerabiano w Szwecji – i zle sie skonczylo.

  • Smuci mnie to, że wielu z moich znajomych się z osob uczestniczących w warszawskiej demonstracji nabija: ze to hipsterzy, że protestują bo im kawa w Starbucksie podrożała. Ja nie moglam pójść, bo pracowałam. Jakbym sobie podarowała pracę tego dnia, straciłabym 100 zł z wypłaty.
    Nie chcę stąd wyjeżdżać. Ale jeśli Polska będzie wyspą bez oporu, trzeba będzie, bo żyć się nie będzie dalo.
    Palikot ma swoje zalety w tym zatęchłym Sejmie. Rządzić nie będzie, ale zrobi mały przewrót pałacowy.

  • @b00g13 Dlatego nie komentuję polskich wyborów. 🙂

    @haj001 Nie jestem, to prawda. Wydaje mi się, że większość ludzi na świecie nie jest.

    @jujugarlin No i to tak naprawdę podsumowuje powody tego protestu… część ludzi cieszy się, że ma swoje 4 tysiące i siedzi cicho, bo rodzice mieli gorzej (odwrotnie niż w Europie Zachodniej, gdzie rodzice mieli lepiej), część zaś nie mogła pójść, bo była w pracy…

  • A tak jeszcze dodam interesujący objaw: wg policji manifestacja zaczęła się od 2500 osób, a potem jej liczebność wzrosła, wg TV tego samego wieczora były 2 tysiące, wg De Telegraaf dzień później — 1500 osób, a wg Het Parool — około tysiąca.

  • @jujugarlin @navaira
    tak, i te zjadliwe uwagi, ze po demonstracji poszli na kawe za 10zl i marudzic na brak nowego iphone’a – co jest generalnie spektakularnym przykladem missing the point completely, komus sie pomylilo z 90sowym memem „no logo” i „zla komercha”, juz predzej chodzi o to, zeby wszyscy sobi mogli tego nieszczesnego iphone’a zanabyc, nawet jesli pracuja w starbucksie.

  • @haj001
    „podatek 90% – to juz przerabiano w Szwecji – i zle sie skonczylo.”

    Źle – to znaczy konkretnie jak?

    Bo na przykład Stany Zjednoczone zanotowały największy wzrost gospodarczy w czasach, gdy najwyższa stawka podatkowa wynosiła tam 90, a potem 70 procent.