Okoliczności

— W innych okolicznościach poślubiłbym cię — mówi tow. Gierek.

Leżymy razem w łóżku, w przerwie seks-randki. Przez pierwszą godzinę niespiesznie zdzieraliśmy z siebie kolejne warstwy ubrań, ciesząc się sobą nawzajem jak najlepszymi prezentami pod choinkę. Teraz nadeszła przerwa na zwyczajne przytulanie przed przejściem do dalszej części. Leżę w jego ramionach czując się jak mały chłopczyk — tow. Gierek ma 202 cm wzrostu i 120 kg wagi — i niespodziewanie zostaję uderzony w brzuch wyznaniem.

Już od dłuższego czasu coś mi szeptało, że Gierek się we mnie zakochał. Nie tak to miało być. To, że seks-partnerzy się we mnie zakochują, jest niestety normalne, nie usiłuję się tu chwalić, bo nie ma czym, sprawia to wyłącznie problemy. Na ogół gdy się to działo natychmiast zrywałem stosunki (ha, ha) z delikwentem, zirytowany tym, że popsuł mi się kolejny i znowu muszę szukać nowego do haremu. Tym razem nie ma haremu, nie ma manii, jestem obrzydliwie stabilny od początku grudnia i wyznanie każe mi podać w wątpliwość moje dotychczasowe przekonanie, że mężczyźni zakochują się nie we mnie, a w hipomanii. Dzięki której błyszczą mi oczy, skóra staje się jakby złocista, uśmiech pełniejszy, a seks niewiarygodnie przyjemny.

Wiem dobrze, o które okoliczności mu chodzi: o te, które grają właśnie w squasha, a o 5 rano wstają do pracy. O okoliczności o imieniu Zbrojmistrz. Gierek o Zbrojmistrzu wie, zresztą Zbrojmistrz o nim także, jest świadom tego, co robię, gdzie i z kim. Przesłał Gierkowi za moim pośrednictwem pozdrowienia. Ten nieco zaskoczony odpowiedział po chwili, że pozdrawia wzajemnie.

Gierek jest, co tu ukrywać, świetnym facetem. Z zawodu nauczyciel angielskiego, muzycznie jesteśmy dopasowani, potrafimy spędzić godzinę rozmawiając o Janet Jackson, po czym płynnie przejść do Prince’a. Dziś słuchamy nowego D’Angelo. Jest inteligentny, w moim typie, bardzo utalentowany w łóżku (jak również na kanapie, pod ścianą i na blacie kuchennym). Ma wielu przyjaciół. Jest biseksualny i jego planem życiowym jest wyszaleć się porządnie, a potem spotkać Tę Jedyną, z którą spłodzi kilkoro ślicznych dzieci. Zupełnie nie ma tu miejsca na ślub ze mną, ba, w ogóle na uczucia wykraczające poza przyjacielskie. Okoliczności nie przewidują takich odstępstw.

A ja? Bardzo go lubię, naprawdę bardzo. Uwielbiam spotykać się z nim na seks, przytulanki i długie rozmowy. Fizycznie jest tak odmienny od Zbrojmistrza, że dużo bardziej by się nie dało, chyba, że byłby kobietą. Daje mi mnóstwo przyjemności, nie tylko seksualnej. Ale do Zbrojmistrza brakuje mu tak wiele, że właściwie nie startuje nawet w tym samym wyścigu. Gdyby Zbrojmistrza nie było… wtedy na pewno bym się zastanowił. Ba, może nawet powiedziałbym „tak”.

Związki otwarte, moim zdaniem, wcale nie są bardziej niebezpieczne niż zamknięte. Święty sakrament małżeński nigdy nie przeszkadzał w zdradach ani kobietom, ani mężczyznom. Każdy może we wtorek być szczęśliwym mężem i ojcem, a w środę spotkać osobę, na której widok trafi go piorun. I mi się to kiedyś zdarzyło. Byłem wtedy z Szacownym jeszcze-nie-eks-Małżonkiem, przyszedłem do pracy, szef przedstawił mnie nowemu pracownikowi, odwróciłem się, spojrzałem w jego oczy, podałem rękę i zakochałem się na śmierć i życie. Na miękkich kolanach jakoś dotarłem do biurka, po kilku minutach wstałem, udałem się do ubikacji i z rozmachem zwymiotowałem. Przez następne dwa tygodnie nie byłem w stanie jeść nic oprócz jogurtu, a kiedy Majid wszedł do naszego pokoju z jakąś sprawą zawodową, jogurt stanął mi w gardle i pobiegłem go zwymiotować. Nie mogłem spać, na siłowni robiłem co dnia nowe rekordy mimo wygłodzenia i niedospania, nie byłem w stanie dotknąć Szacownego. Nigdy nie byłem tak permanentnie zdenerwowany. W końcu wyznałem Szacownemu, co się wydarzyło, dodałem też, że nie planuję z tym nic robić, bo jesteśmy razem na dobre i złe. I zostaliśmy razem. Po kilku tygodniach znowu zacząłem być w stanie coś przełknąć, co nie zmieniło faktu, że kiedy Majid po pół roku odchodził z firmy, aby wyjechać na stałe do Paryża, wszystkie objawy wróciły z nową gwałtownością. Różniliśmy się wszystkim, chociażby tym, że on był pobożnym muzułmaninem, a ja nie do końca. Nigdy nie powiedziałem mu wprost, co czuję, ale na sam koniec przeprowadziliśmy krótką rozmowę dwuznacznikami, z której zrozumiałem, że on nigdy nie pozwoli sobie na bycie gejem, bo nie pozwala mu na to religia. Jedynie to mnie uratowało.

W innych okolicznościach… Gierek może czytał o dwubiegunówce (wiem, bo mi to powiedział), ale nigdy nie widział mnie, jak w stanie manii odbijam się od ścian, zaczynam robić pięć rzeczy naraz i żadnej nie jestem w stanie skończyć, wjeżdżam z rozmachem rowerem w turystę, który ośmielił się iść po drodze, a nie po chodniku, uderzam go tak mocno, że o mało nie spadam z roweru, od kierownicy coś odpada, a ja jadę dalej, nie oglądając się nawet, krzycząc „następny!!!”. Nie widział mnie, jak w depresji koczuję na kanapie, czytając kolejne książki, bo to jedyne, do czego jestem zdolny, aż dopóki nawet czytanie nie odpada i wtedy już tylko leżę na kanapie, wstając wyłącznie wtedy, gdy przypili mnie głód lub potrzeba toalety. Nie widział mnie w stanie zaawansowanej nietrzeźwości, miotanego zmianami nastroju z manii na depresję co kilkanaście minut. Nie wie, jak głęboko w finansowej dupie tkwię ze swoim zasiłkiem, wystarczającym akurat na zapłacenie wszystkich rachunków i zjedzenie czegoś od czasu do czasu, ale już na nowe buty albo spodnie nie. To wszystko i więcej widział Zbrojmistrz; wyciągał mnie z depresji tak strasznej, że siadałem na ziemi na przystanku tramwajowym i odmawiałem wstania; praktycznie niósł do domu, bo nie mogłem ruszać nogami; odwiedzał mnie w szpitalu; wspomagał finansowo, gdy nadchodziły niespodziewane rachunki na 350 euro; przynosił kawę i herbatę, kiedy wstanie przekraczało moje możliwości. Tych okoliczności tow. Gierek nie zna i najprawdopodobniej nigdy nie pozna. Gdyby nie te okoliczności… o Bogowie, skąd ja mam wiedzieć, co by było gdyby nie te okoliczności? Może byłbym wesołym singlem? Może nadal pracowałbym w tej samej firmie? Może niebo byłoby różowe, a trawa niebieska?

Tow. Gierek leży obok i nic nie mówi; jakby czekał na odpowiedź.

— W innych okolicznościach może powiedziałbym „tak” — wzdycham, na głos, chociaż nie planowałem tego powiedzieć.

Nie wiem, co zrobić. Może powinienem z nim zerwać dla jego własnego dobra. Ale skąd ja mam wiedzieć, co jest dla niego dobre? Przecież jest dorosły, ma 32 lata, wie doskonale, na co może liczyć, a na co nie może. Zna okoliczności. Wie, że mieszkam ze Zbrojmistrzem, a do starego mieszkania przyjeżdżam głównie po to, żeby się z nim spotykać. Wie, że jedyne czteroliterowe słowo na „L”, którego wolno mu używać, to „like”. A ja wiem, że chciałby użyć innego, że chciałby więcej, niż może dostać. Wiem też, że więcej nie dostanie. Wiem, bo mi powiedział, że „nigdy nie umawia się z osobami w związku, bo z tego wynikają komplikacje”. No i wynikły. Robi mi się go żal, co jest zupełnie nieseksownym uczuciem.

Pochrapuje; zasnął w moich ramionach. D’Angelo śpiewa „Betray My Heart”. Czuję się, jakbym nagle został postacią w filmie klasy B.

Zdjęcie: troll.me

  • ciekawa historia, jak zawsze doceniam twoją szczerość, zastanawiam się jednak – nie pierwszy raz – czego oczekujesz (czy może spodziewasz się – nie wiem, jak to określić) w komentarzach, kiedy piszesz o swoich bardzo osobistych sprawach? czy w ogolę wypada komentować tak intymny w gruncie rzeczy wpis?a jeśli już to jak? uprzejmie czy szczerze? bo to nie zawsze da się pogodzić; chcesz rady? punktu odniesienia? luźnej refleksji? chciałabym to wiedzieć

    • Ray Grant

      Generalnie niczego nie oczekuję. Opisuję coś, co mi leży na sercu i wydaje się w jakiś sposób interesujące — otwarte związki to ciągle jakieś tabu, staram się je nieco zdemistyfikować. Czy uważasz, że nie powinienem pisać o tak osobistych sprawach?

  • obawiałam się, że tak to odbierzesz, ale nie, nie chciałam między wierszami napisać,że nie powinieneś pisać o rzeczach osobistych, naprawdę; to jest bardzo interesujące, bo ludzie i relacje, w które wchodzą, które im się przydarzają, to w ogóle jest zawsze interesujący temat, ty dodatkowo umiesz ciekawie, wręcz literacko opowiadać, łgałabym jak pies, mówiąc,że mnie te opowieści nie wciągają; po prostu nie wiem, czy mi wolno i czy mam prawo w jakikolwiek sposób taki wpis komentować, bo nie chciałaby w brudnych subiektywnych buciorach włazić w twoje życie i twoje emocje, stąd moje pytanie; wolno, nie wolno? gdzie są granice?

    (przypominasz mi postaci z książek Cunninghama, czy może raczej ten rodzaj narracji, którą on tam prowadzi, która odzwierciadla postrzeganie świata i tok myślenia bohaterów, czasami czytam to, co piszesz, i od razu mi się ten Cunningham nasuwa, dziwna rzecz)

    • Ray Grant

      O rany, to najpiękniejszy komplement, jaki w życiu usłyszałem!!! Gdzie mi tam do Cunninghama, buty mu mogę czyścić 🙂 Bardzo dziękuję za porównanie.

      Wpis jak najbardziej wolno komentować. Gdybym nie chciał, żeby ktokolwiek się wypowiadał, wyłączyłbym komentarze, albo w ogóle nie publikował. Sytuacja, którą opisałem, jest dla mnie może nie tyle nowa, co skomplikowana bardziej, niż zwykle. Może mi coś podpowiesz?

  • Nie będę radzić, cudze porady zawsze sieją zamęt, poza tym wierzę,że człowiek w gruncie rzeczy zawsze wie, co powinien zrobić, kiedy przychodzi odpowiedni moment, to wiemy, nie zawsze chcemy to zrobić, czasami odpychamy tę wiedzę, udając bezradność, ale wiemy, nikt lepiej niż ty sam ci nie doradzi, poza tym, co warta jest rada od osoby stojącej z boku, której rzecz nie dotyczy, to takie spojrzenie obojętnego boga, który patrzy na wszystkich tak samo, a więc nie patrzy na nikogo;
    więc tylko kilka refleksji: chcesz dobrze i chyba przejmujesz się, to dobrze; każdy z was ma serce, ma mózg, ma wolną wolę, wszystko więc mogło i może się zdarzyć, ale też wszystko od początku było jasne, dopowiedziane, możliwe, decydujecie, wybieracie, może po prostu niech się toczy, najlepiej bez winy i wstydu, tu i teraz; ktoś cię kocha? to super, to zawsze jest super, mieć takie porozumienie, bliskość z drugim człowiekiem, kto jednak powiedział, że musi się to kończyć oczywistym i prostym happy endem (czy takie istnieją?)? nie wiążemy się z ludźmi dlatego, że na serio wierzymy, że to się skończy szczęśliwie, w końcu wszystkie ludzkie historie kończą się tak sobie (jakaś samotność, jakaś śmierć, choroba, wiadomo), może po prostu szukamy innych, by dopóki to wszystko trwa być szczęśliwym i dobrze żyć, na ile się da? to właśnie robicie, tak mi się wydaje, on nie pytając spytał, ty odpowiedziałeś, każdy z was mówił, tak jak czuł i wydaje mi się to fer, wydaje mi się to nawet ładne, zatem może po prostu jest ok, wszystko to na swój sposób działa, funkcjonuje, a dopóki działa to nie naprawiamy chyba, nie?

    • Jackens

      Piękny komentarz, naprawdę! Nie pamiętam już kiedy ostatnio mi się zdażyło przeczytać coś tak pełnego zrozumienia i pokory do życia, jaka to miła odmiana po tych wszystkich hałaśliwych krzykach które zazwyczaj wylewają się z internetu, zdecydowanie przywróciło mi to wiarę w ludzkość 🙂 Co do głównego wątku, moje zdanie (które nikogo nie powinno interesować 😉 jest takie – być zakochanym to największy dar od losu, jeśli jest to odwzajemnione, w przeciwnym wypadku jest to jedna z większych tragedii w życiu. Jeśli tow. Gierek rzeczywiście jest zakochany, to nic tu nie pomoże, zawsze będzie oczekiwał więcej niż może dostać, bo nadzieja umiera ostatnia. I może próbować sobie z tym radzić na tysiące różnych sposobów, ale tę nadzieję będzie zawsze miał (w przeciwnym razie nic by nie mówił, po co niszczyć to co miał do tej pory, jeśli nie ma co liczyć na więcej?). Obawiam się więc, że skoro jego uczucia się nie zmienią, to tylko i wyłącznie od Ciebie zależy, czy będziesz tę nadzieję nieświadomie dokarmiał każdą spędzoną z nim minutą, czy poddasz go kwarantannie emocjonalnej, czekając dopóki ten „stan chorobowy” nie minie… Absolutnie nie próbuję tu sugerować, że masz moralny obowiązek podjęcia tej decyzji, po prostu dzielę się własnymi spostrzeżeniami (również z własnego doświadczenia) i wydaje mi się, że wszystko koniec końców sprowadza się do tych dwóch opcji. Niestety świat i ludzka psychika są tak skonstruowane, że tow. Gierek w obu przypadkach nie będzie miał powodów do radości…

  • Mika

    W innych okolicznosciach… gdyby tylko kilka elementow ukladanki przelozyc gdzie indziej, zamienic miejscami… gdybym ja byl nie-do-konca-mna, albo gdyby z Ciebie pozostawic jakies 93% Ciebie… kazde sekretnie myslane „a gdyby…” pociaga za soba z reguly mnostwo kolejnych, rownie laknacych nieistniejacej odpowiedzi… a tesknota klapie paszcza i dusi… tym mocniej, im okolicznosci mniej sie roznia od tych idealnych… los parska smiechem, rzucajac na stol trefne kosci… zbyt czesto.

    Ray, podpisuje sie wszystkimi czterema konczynami pod jasminnoir, konotacja z Cunninghamen jest bardziej niz uprawniona.
    Od rad, z kolei, sie powstrzymam… z wiekiem jakos coraz mniej znajduje odpowiedzi (choc wbijano mi do glowy, ze powinno byc odwrotnie).
    Dziekuje, ze nie przestajesz sie dzielic…

  • Pawcio23

    Mam wrażenie, że on jednak tym stwierdzeniem powiedział, że chce więcej, ale wie, że nie dajesz mu prawa, by o to prosić. Mówisz, że wyłożyłeś jasne zasady i to tylko seks+przyjaźń, ale chyba nie da się tak racjonalnie zaplanować uczuć i chyba nawet nie wolno nam tego wymagać. Jesteśmy tak zbudowani, że same pieszczoty/przytulanie wywołują u nas przywiązanie i czułość i nie mamy na to tak po ludzku wplywu.

  • jiima

    @Jasminnoir

    Hmm, osobiste wpisy to chyba natura takich było-nie-było osobistych blogów. Czytam je, bo są dobrze napisane, a skoro autor lub autorka (nie mówię tylko o tym blogu) zdecydowali się je upublicznić to nie posiadam wrażenia włażenia z butami w czyjeś życie. Za to nie czuję się w mocy komentować. Z resztą akurat jako osoba, która z rzeczy które chciałaby zrobić w życiu zrobiła może jedną albo dwie i zdaje sobie sprawę że więcej już raczej nie zrobi z powodu wieku, nie sądzę by moja Mundrość Rzyciowa ™ przydała się komukolwiek.

    Ale skoro już się ludzie wypowiadają, ostrożnie i cynicznie napomknę, że z własnych anecdata odnoszę wrażenie, że ludzie stawiają takie „jasne zasady” (a jeszcze częściej się na nie godzą) tylko dlatego, że mają nadzieję na ich złamanie. Po czym są cholernie rozczarowani, gdy nic z tego nie wychodzi, choć teoretycznie widzieli tabliczkę „mur nie do przeskoczenia, za to można popatrzeć przez kraty”.

    Ale może się mylę, ja tak zasadniczo nie rozumiem ludzi.

    • jiima
      nie jest to wszystko dla mnie tak oczywiste, czasami człowiek pisze w świat, rzuca czymś,żeby się wystrzelać, prowadzi wewnętrzny dialog, by zyskać inną perspektywę, sama nie wiem, nigdy jednak nie czuję,że z automatu mam prawo te prywatne listy w butelce komentować; jako osoba, która jak wariatka ze zmiennym skutkiem walczy, żeby robić w życiu rzeczy, których pragnie, nie wierzę w oceniające poradnictwo, ale w bycie obok kogoś kto mówi, wierze bardzo, w gruncie rzeczy widzę to tak,że Ray napisał coś o sobie, a ja spytałam, czy mogę posiedzieć obok i tyle, przecież mógłby powiedzieć,żebym spadała na drzewo, bo woli pobyć sam;

      zasady… mam wrażenie graniczące z pewnością, że ważniejsze od ich brzmienia i kształtu jest to, czym one są dla ciebie, czasami pewnie rzeczywiście to takie tam wytyczne, sugestie lub pokusa, której obawiamy się ulec itd, , itp., sądze jednak, że dla Raya zasady w relacjach ze Gierkiem były wyrazem jego uczciwości, Ray wkłada wiele wysiłku w to,żeby być w porządku, tak mi się wydaje, tak go postrzegam, i przyjmując takie założenie do niego pisałam

      • Toteż właśnie to napisałom. Na ogół się nie odzywam gdy pojawia się taki wpis, ale nie czuję dyskomfortu czytając go (a miałom wrażenie, że ty odczuwasz), noboprzecież pisze to osoba dorosła, niewiele młodsza ode mnie, więc chyba wie co robi, a jeśli nie wie to w wordpressie jest taki guziczek „delete” (wiem, bo każda próba prowadzenia przeze mnie bloga kończyła się intensywnym klikaniem go). Internetsy niby niczego nie zapominają, ale przypomnienie nie odbywa się z automatu, wymaga odrobiny wysiłku, więc.

        Co do komentowania, to nawet gdybym chciało, to nie wiem jak. Wiem, co mi przydarzyło się w życiu, ale zdaję sobie sprawę nie tylko z tego, że jestem, łagodnie mówiąc, przypadkiem specyficznym, ale na dobrą sprawę każdy jest, zwłaszcza ktoś kto mieszka w innym kraju, żyje w związku o zupełnie innym charakterze i w ogóle zdecydował się pisać o tym, podczas gdy dla mnie okazjonalny trolling jest szczytem uzewnętrzniania się. Innymi słowy gdzie Rzym a gdzie zielone ludziki.

        A co do kwestii zasad, wiem że różnie to bywa. Ale cynizm robi swoje, poza tym podobno w miłości wszystkie chwyty dozwolone. Tak napisał jakiś pisarz a oni podobno się znają (w odróżnieniu ode mnie).

  • „Związki otwarte, moim zdaniem, wcale nie są bardziej niebezpieczne niż zamknięte” — mysle, ze to zalezy od konkretnych ludzi i tego, jaka maja ze tak powiem wizje zycia.

    Rzeklabym, ze zamkniete sa nawet bardziej niebezpieczne, bo (poza nielicznymi wyjatkami) nie ma w nich miejsca na .. błędy. Napatrzylam sie troche na takie schematy: gdzies tam jakas chwila zapomnienia, seks z kims na boku – cos, co w zwiazku otwartym jest normalne – tutaj rujnuje absolutnie wszystko. Koniec, rozwod, nie ma wybaczenia, trzasniecie drzwiami i szlus. Co zamienia sie w koszmar, jesli jeszcze na dokladke sa dzieci.

    W zwiazkach otwartych (imho) ludzie sa bardziej ze soba z powodow, o ktorych piszesz; zwiazki zamkniete bardzo czesto (zwlaszcza w przypadku osob religijnych) przypominaja umowe cywilno-prawna, ktora ma na celu spoledzenie potomstwa i wychowanie go. To, co ludzie do siebie czuja jest kwestia drugo, jesli nie trzeciorzedna. Postacia skrajna tegoz sa malzenstwa aranzowane – praktykowane przeciez w duzej czesci swiata (nadal).

    Taka spoleczna rola do odegrania, narzucony mus, a nie cos, co samemu, swiadomie sie wybiera i czego faktycznie sie chce…

    • Ray Grant

      Pełna zgoda — zrobiłem skrót myślowy. Ale uważam tak samo, jak Ty. Seks jest tak naprawdę zabawą w piaskownicy dla dorosłych; jest dla mnie strasznie smutne, że ludzie gotowi są zrywać dwudziestoletnie związki, bo komuś przydarzył się skok w bok. Z drugiej strony to oczywiście nie moja sprawa, jak brzmią umowy między innymi ludźmi. Dzieci istotnie szkoda.

      • Akara

        Akurat znając naturę ludzką można spokojnie przewidzieć, że po zdradzie będzie inaczej, że może to być koniec i nie ma się co dziwić. Tego, że osoba wierna, sama powstrzymująca się przez lata pomimo pokus, odmawiająca, kiedy pojawiała się okazja do zdrady, odmawiająca właśnie w imię umowy między nią, a partnerem, poczuje się oszukana tym, że partner zrobił inaczej i nie będzie chciała dalej uczestniczyć w czymś takim to też nic dziwnego.

        Utracone zaufanie, brak pożądania do człowieka, którym się gardzi. Dręczenie się tym, że zdrada może się powtórzyć, bo doświadczenie innych ludzi uczy, że pierwsza zdrada zazwyczaj nie jest ostatnią. Myśl, że będzie przykładana większa uwaga do tego żeby się nie wydało, a nie do tego żeby się to nie powtórzyło. I jak tutaj sprawdzić takiego niewiernego. Miał zaufanie i swobodę to zdradził, więc może trzeba z nim ostrzej. Rozstając się można sobie oszczędzić tego rodzaju dylematów, przeżyć, podejrzliwości, ponownego nabywania sympatii, wykrzesywania z siebie pożądania do zdradzającej osoby.

        Zresztą osoby zdradzające często same nie życzą sobie żeby żona/mąż/partner/partnerka uprawiali seks z kimś innym. Dla swoich wyskoków chcieliby wyrozumiałości, ale dla tego samego wyrozumiałości być może by nie mieli. Zresztą akurat to można sprawdzić po paru dniach zdradzając samemu, czy kłamiąc, że się zdradziło, powiedzieć i zobaczyć czy zdradzający partner będzie gotowy sam się z tym pogodzić. Odradza się takie rozwiązania, ale właściwie nie wiem dlaczego. Sam oszukał to też może sobie żyć ze świadomością, że był zdradzony. Czemu nie. Nie trzeba naprawdę zdradzić. Można skłamać. Efekt ten sam, bo partner będzie myślał, że to prawda. O ile w przypadku małżeństwa nie będzie chciało się rozwodu z orzeczeniem o winie tego, który zdradził. Taki Diablo zabezpieczył się przed taką opcją. Sam zdradzał, ale już ogłosił, że jakby jego żona zrobiła to samo i go zdradziła to ją pobije. Piękna dwulicowość. Nie ma co. Dla wielu zdrada nie jest ważna, ale tylko jeśli się samemu zdradza. Jak ktoś ich będzie zdradzać to proponowane rozwiązania są inne. Diablo zdradza – ok. chce wybaczenia od żony, bo czemu nie, to tylko seks, żona zdradza – to niedopuszczalne, okropne, słusznym będzie dać jej z liścia, a jej kochanka walnąć w łeb za karę. I jak tutaj brać poważnie takich ludzi. O swoich uczuciach urażonych zdradą myślą, ale o uczuciach innych już nie.

  • Ech, Ray. Wierzę, że naprawdę, naprawdę starałeś się z całych sił, żeby kolega nie ucierpiał. I wierzę, że Ci jego cierpienie nie jest jakimś karbem na poręczy łóżka.
    Jako były Gierek stwierdzam z odrobiną zupełnie z Twoja sytuacją nie związanej goryczy; chciałabym, żeby to komuś na mnie zależało bardziej, niż mnie na nim, a nie odwrotnie. Chociaż jeden pierdolony raz.

  • szczurzysko

    W sumie… Co sprawiło, że tow. Gierek został ochrzczony tow. Gierkiem? 😉

    • Ray Grant

      Ma inicjały, które mi się kojarzą 😉

  • ania

    Im więcej miłości tym mniej rozumu;) to much love will kill you ktoś śpiewał