Informacja o tym, że posiadam siostrę bliźniaczkę zaskoczyła zarówno rodzinę, jak i przyjaciół. W szczególności zadziwiła ich informacja o tym, że siostra jest ode mnie o sześć lat młodsza, mieszka w Stanach, poznaliśmy się online osiem miesięcy temu i dopiero kilka tygodni temu spotkaliśmy się w świecie trójwymiarowym. Zaskoczenie jest dla mnie zrozumiałe, ponieważ Anna i ja również do tej pory nie możemy wyjść ze zdumienia tym, że oboje istniejemy jednocześnie, co potwierdzają zdjęcia i zeznania świadków.

Poznaliśmy się w Buniowej grupie fanów i fanek Jenny Lawson. Zaczęło się niewinnie – od odkrycia, że oboje jesteśmy piromanami. W tym czasie ciągle jeszcze próbowałem kuźni, Anna zarówno wtedy, jak i teraz zajmowała się pracą nad biżuterią. Jak wiadomo nadałem imię swemu kowadłu, Anna – swojemu palnikowi acetylenowemu. Zaczęliśmy wymieniać się zdjęciami różnych rzeczy, które albo podpaliliśmy osobiście, albo tylko oglądaliśmy. Przy okazji jednak poznaliśmy się nieco dogłębniej i im dłużej rozmawialiśmy, tym bardziej było oczywiste nasze pokrewieństwo.

Czytaj dalej

Owszem, naprawdę tak zatytułowałem notkę. Modlitwa leci tak:

$siła_wyższa,

użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

$siła_wyższa oczywiście oznacza to, co sobie życzycie tam podstawić. Chyba nikogo nie zaskoczy, że nie używam do tego jedynie słusznego polskiego Boga, tego z manią zaglądania ludziom pod kołdry i pilnującego, czy premier nie zjada mięsa z pielmieni. Wiem z doświadczenia, że ateistów ta modlitwa okropnie dręczy, bo musieliby uwierzyć w istnienie jakiejkolwiek siły wyższej, dodam więc, że $siła_wyższa to cokolwiek, co jest od nas silniejsze. Na przykład The Rock, który wydaje się mieć niewyczerpane pokłady pogody ducha. Nie znaczy to, że zachęcam do modlenia się do Dwayne’a Johnsona (chociaż to w sumie ciekawy pomysł). Polecam raczej użycie słów „siła wyższa” i zaniechanie prób definiowania, co oznaczają. Bo tożsamość, a nawet kwestia istnienia siły wyższej są tak naprawdę kompletnie nieważne i zamiast „modlitwy” możnaby użyć słowa „afirmacja”. Regularnie powtarzając to inne zdanie w rzeczywistości programujemy swój mózg.

Czytaj dalej

Co roku nadchodzi ten okropny okres, który można wyłącznie przetrwać. Bo co innego zrobić? I tak nadejdzie. Wszyscy (tak to wygląda, jeśli człowiek się nie przyjrzy) będą rzygać na mnie życzeniami, pakować prezenty (tylko teraz batonik w cenie 99,99 zł, promocja), ubierać choinki i spędzać czas w miłej, rodzinnej atmosferze pełnej ciepła i miłości.

A nie, to Borejkowie.

Jednak tęskniłem.

Przeczytałem ostatnio na gazecie jakiś tekst. Nie zapamiętałem dokładnie, bo już mam c-PTSD i mi wystarczy, ale był o ateistach obchodzących aktualne święta. Jedna mama tłumaczyła synkowi, że co prawda my w to nie wierzymy, ale inni wierzą, że Jezus się narodził i to jest piękne. Może to jest dobry sposób na wytłumaczenie – nie posiadam dzieci do sprawdzenia. Bardzo mało znam osób, które rzeczywiście kochają Jezusa na tyle, żeby pamiętać, co robił i mówił. Dla mnie święta były zawsze tłumem, harmidrem, karpiem, pierogami, barszczem z uszkami (!!!), przede wszystkim Babcią. Babcia od lat nie żyje. Czego właściwie się spodziewam w roku 2017?

Czytaj dalej