Pierwsza tura za nami

Na początek preambuła. Jak mi słusznie zwrócono uwagę, znam polską rzeczywistość z gazet i nie powinienem się na jej temat wypowiadać. Ponieważ jednak maksymalnie utrudniono mi zwrot paszportu i dzięki temu nadal jestem uprawniony do głosowania w wyborach, pozwalam sobie napisać coś na ten temat. Polonia amerykańska głosuje po 40 latach na emigracji, ja jeszcze nie sięgnąłem dziewięciu.

*

Bazując na wynikach exit polls stwierdzam, że są one takie, jakie przewidywałem. Komorowski zapłacił bardzo wysoką cenę za odmowę wystąpienia w debacie. Arogancja polityków odbija się bardzo mocną czkawką, o czym najlepiej wie Jan Maria (y otros, y otros) Rokita, który kiedyś przed wyborami udzielił wywiadu, w którym opowiadał o tym, że już ma ustalony kształt rządu i zżymał się na niepotrzebne głupoty w stylu wrzucania kartek do urny. Wybory wygrał PiS, a Rokita aktualnie w polityce nie istnieje.

Gdyby kampania wyglądała nadal tak samo i trwała jeszcze tydzień, mielibyśmy w drugiej turze do wyboru Dudę i Kukiza. Na wczorajsze wybory w ogóle się nie wybrałem, ponieważ do wyboru mieliśmy: aroganckiego mentalnego wąsacza; kukiełkę Kaczyńskiego; rockera z obsesją na punkcie JOWów; człowieka, którego stan psychiczny pozostawia wiele do życzenia; ślicznego cyborga; chorągiewkę; brunatnego poszukiwacza Żydów w Gwiezdnych Wojnach; trenera z siłowni; oraz trzech panów, na których temat nie mam do powiedzenia nic, bo nie wiem, kim są i sądząc po wynikach, nikt inny też nie wie. (Honorebul menszyn dla Pawła Tanajno za pomysł, żeby związki rejestrowane były głosowane na poziomie województw, dzięki czemu para w związku mogłaby przejeżdżając przez Polskę pociągiem kilkakrotnie się rozwodzić i zawierać związek ponownie. Niczego głupszego w tej kampanii nie powiedziano, a to duże osiągnięcie.)

Politycy jakieś 10 lat temu dokonali rewolucyjnego odkrycia: wyborcy liczą się wyłącznie tuż przed i podczas wyborów. W związku z czym można im obiecać absolutnie wszystko, byle tylko uzbierać głosy. Kiedy PKW już głosy zliczy, można się zająć tym, na co ma się ochotę, z przyjemną gwarancją 4-5 lat spokoju. Dlatego też kandydat Duda obiecuje powrót do dawnego wieku emerytalnego, Kukiz — JOWy, Komorowski obiecywał brak zmian i spokojną kontynuację (już mu przeszło, dziś chce zarządzać referenda w temacie JOWów i zmian systemu podatkowego). Największą zagadką pozostaje: co Miller chciał osiągnąć wystawiając Ogórek? Jak najniższe poparcie dla SLD? Jeśli tak, to się świetnie udało. Jako feminista cierpiałem strasznie, oglądając występy kandydatki „niezależnej, acz z poparciem SLD” w mediach. Nieliczne występy, ponieważ dama prowadziła kampanię za pomocą nieprowadzenia kampanii. Za swoje wybory Miller został wynagrodzony wynikiem w okolicach 2 procent głosów, co i tak jest dziwne, bo spodziewałem się, że będzie gorzej. Jednak z konkurencją w postaci panów Jarubasa, Tanajno, Wilka i Brauna Magdalena Ogórek wypadała lepiej bez żadnego wysiłku ze swojej strony. Tylko czy na pewno jest powód, by się cieszyć wynikiem 2,4%? Piąte miejsce, hurraaaaaa?

Przed nami, a raczej przed Wami, bo ja się nie wybieram, wybór między Komorowskim i Dudą, zgodnie z przewidywaniami. Obstawiam wygraną Dudy, chyba, że Komorowski zrobi bardzo gwałtowny zwrot we właściwym kierunku. Jaki kierunek jest właściwy, trudno wyczuć. Wynik Kukiza, podobnie jak Ruchu Palikota kilka lat temu, daje jasno do zrozumienia, że społeczeństwo chce zmian. Nie tyle zmian w stylu „od dziś urzędy muszą rozstrzygać wątpliwości na korzyść podatnika”, co „weźcie te obleśne mordy zabierzcie i schowajcie do piwnicy”. Na niekorzyść Dudy działa Kaczyński; na niekorzyść Komorowskiego on sam. Pierwszą turę zignorowałem, ponieważ nie czułem, jakoby reprezentował mnie ktokolwiek wśród jedenastu kabaretowych kandydatów. Drugą zignoruję z tego samego powodu. Jest mi naprawdę wszystko jedno, czy prezydentem zostanie Bronisław „nie podpiszę ustawy o związkach” Komorowski, czy Andrzej „zdecydowanie nie podpiszę ustawy o związkach” Duda. Gdyby lewica nie wygłupiła się przy zbieraniu podpisów na trzy kandydatki, mój głos miałaby Anna Grodzka lub Wanda Nowicka, zdobyłbym z konsulatu zaświadczenie o prawie do głosowania i pisałbym na ich temat zachęcające posty. Dlatego tak bolał mnie fakt, że podpisy zebrała pani Ogórek, która zrobiła pośmiewisko z kobiet w polityce, SLD i siebie w szczególności. Odnoszę silne wrażenie, że kandydowała po to, żeby łatwiej zdobyć stanowisko pogodynki w TVN.

Co będzie dalej z Kukizem? Nic. To znaczy, jeżeli Duda lub Komorowski zdąży do października z referendum o JOWach (a nie zrobi tego) i zmieni ordynację wyborczą, Kukiz zostanie posłem niezależnym. W przeciwnym wypadku nie zostanie nikim, ponieważ musiałby zebrać wokół siebie w pięć miesięcy silną grupę osób o rozpoznawalnych nazwiskach, jednocześnie niekojarzonych z dotychczasową polityką i ułożyć listy. Podobnie, jak Rita Verdonk w Holandii, Kukiz w wyborach parlamentarnych najpewniej przepadnie z kretesem z prostego powodu — nie może sam kandydować we wszystkich okręgach naraz.

Co będzie dalej z SLD? Najpewniej nic. Istnieje nadzieja, że nie wejdą w ogóle do Sejmu w nadchodzących wyborach. Czy wyciągną z tego lekcję? Nie wierzę w to. Po 2,4% Ogórek Miller powinien dzisiaj złożyć dymisję. Czy to nastąpi? Nie sądzę. SLD jest partią zbudowaną na lokalnych „baronach”, a jak szczerze opowiadał Krzysio Janik, proces zdobywania władzy w SLD polega na tym, że jeździ się po kraju i pije wódkę z baronami. Czy w SLD jest lepsza wątroba, niż Miller? To jest prawdziwe pytanie. Dopóki takowej wątroby nie ma, przywódca SLD się nie zmieni.

Na pocieszenie przypomnę, że prezydent Polski ma niewiele do powiedzenia. Co prawda Ogórek wynalazła sprytny hack, stwierdzając, że po wygranej zażąda od Sejmu napisania nowej ordynacji podatkowej i będzie wetować wszystkie ustawy, póki ordynacja nie będzie gotowa, ale Duda nie może sobie pozwolić na takie zachowanie. Na jego barkach spoczywa ciężar poprowadzenia PiS do wygranej w wyborach parlamentarnych. Bezustanne kłótnie z Sejmem bardzo szybko sprowadzą jego poparcie do tego, które w tej chwili ma Komorowski. Dlatego uważam, że wynik drugiej tury ma wyłącznie znaczenie prestiżowe. Gdy zrobiłem badanie „Latarnik wyborczy”, Duda wylądował u mnie na miejscu przedostatnim, a Komorowski ostatnim. Jest mi wszystko jedno, czy odetniecie mi lewą, czy prawą nogę. Dalej bawicie się sami.

Zdjęcie: TVP Info

  • 7

    polonia za granicą nie powinna mieć prawa głosu. skoro uciekli z kraju, to czemu mieliby się wtrącać? no offence 😛

    dla nas nic w kraju się nie zmieni, dopóki rządzić będzie katooszołomstwo, czy to w postaci PiSs, czy PO, czy Duda, czy Komorowski. pomysły robienia referendum w kwestii związków to jest kompletne kuriozum, właściwy niestety katolickiej głupocie. nieustannie proponuję przeprowadzić referendum w sprawie utworzenia oddzielnych toalet i oddzielnej komunikacji miejskiej dla czarnoskórych.

    • Ray Grant

      Żeby nie było niejasności, ja się z Tobą zgadzam 🙂 Od dawna postuluję taką zmianę prawa europejskiego, żeby po pięciu latach zamieszkiwania w danym kraju tracić prawa wyborcze w miejscu, które się opuściło i nabywać w miejscu zamieszkania. Jednym z powodów, dla których wystąpiłem o holenderski paszport był permanentny wkurw, że nie mogę głosować w tutejszych wyborach. A ostatnie wybory polskie, w których głosowałem, to była ta wielka mobilizacja anty-PiS, pojechałem do Hagi i zagłosowałem. Nawet nie pamiętam, który to był rok. 2007? 2008?

      • Marta

        Jako emigrantka wciaz glosujaca zgadzam sie z tym, ze osoby mieszkajace za granica powinny tracic prawo do glosowania, jesli nie maja stalego adresu w Polsce, zadne tam 2-3-5 lat.
        Dania ma bardzo sensowne rozwiazanie: w momencie wyprowadzki za granice Dunczyk traci prawo do glosowania w wyborach paramentarnych i samorzadowych. Znam sporo znajomych mieszkajacych w sasiednim Malmø, ktorzy choc codziennie sa w Kopenhadze, bo to pracuja, glosowac nie moga.

  • Jechałam w pociągu w sobotę z jakimś człowiekiem od beznazwiskowego „Pawła”, który pół drogi czytał jakiś potajemny statut o Radzie Politycznej, która musi być ciałem mobilnym, a pół drogi rozmawiał przez telefon o strategii na następne wybory, jak to „Paweł” wprowadzi swoich ludzi do systemu, żeby system rozwalić od środka, tylko trzeba właściwie „Pawła” podejść, żeby nie czuł się wepchnięty w system i wiedział, że ma kontrolę, bo on partii-partii raczej założyć może nie chcieć, to ma być ruch oddolny.

    Innymi słowy i jeśli właściwie rozumiem, który to był Paweł, jakieś plany przekucia tych 20% istniały z założenia, przy świadomości, ze prezydentura nie przejdzie.

    To rzekłszy, niech nas Djezus przed JOW-ami chroni… 😐

    • Jakbym to sama pisala, z jedym wyjatkiem… poniewaz mieszkam tu, bede glosowac majac w perspektywie wybory parlamentarne, ktore pewnie wygra katoprawica i czern nas pochlonie

  • ktostam

    Na dobrą sprawę jaki wpływ ma prezydent na mój byt? No jeszcze mniejszy niż parlament, to czym się tu przyjmować. Najwyżej będą się z nas śmiać na arenie światowej lub mniej. I tyle. A tu hałas o to kto zostanie. Mam to gdzieś nie poszedłem. Jak on, w sensie Prezydent, nie interesuje się mną, tak ja nie interesuję się nim i tyle w temacie. Nie byłem na pierwszej turze, nie będę na drugiej.

    • i_am_keyser_soze

      On ma wpływ na twój byt. Tak samo jak parlament a nawet starosta. Oni się tobą bardzo interesują, tym bardziej im mniej ty interesujesz się ich wpływem na twój byt. Jesteś wtedy bardzo, bardzo dla nich użyteczny.

    • 7

      jakiś tam wpływ ma.

      prezydent ma inicjatywę ustawodawczą, co oznacza, że może przygotować ustawy, które sejm może potem przyjąć, może nie przyjąć, albo wrzucić do zamrażalnika na kolejne 100 kadencji.

      prezydent ma też prawo odmówić podpisania ustawy, np. o związkach, jeśli jego urojenia mu nie pozwolą — co oczywiście miałoby jakiekolwiek znaczenie, gdyby taka ustawa miała w ogóle szanse zaistnieć, a jak wiemy, barany w parlamencie skupiają się wyłącznie na gadaniu o niej w kontekście „nie.”.

      nadaje też i odbiera obywatelstwo 🙂

      w praktyce więc prezydent może głównie przeszkadzać.

  • ann_gelica

    Jeżeli chodzi o Ogórek, to ja nie wiem, co Miller myślał, ale ją podejrzewam o chęć zwykłego wylansowania się na celebrytkę.
    Natomiast mam od tygodnia czy dwóch nieziemski wkurw na środowiska feministyczne. Ja wiem, że szklany sufit, trzeba mocniej zapierdalać niż faceci, żeby się przebić, ale – do diaska! – w takim razie mówi się „trudno”, zakasuje rękawy* i wystawia kandydatkę. Ugh, ulało mi się i akurat na twój blog padło.

    • Ray Grant

      Kiedy środowiska feministyczne wystawiły zgoła trzy kandydatki. Pozostaje to dla mnie zagraniem niezrozumiałym. Wiem, że prawica miała 10 kandydatów, ale to chyba nie znaczy, że my musimy dorównać ilością. Gdyby udało się zdecydować na jedną, a pozostałe dwie ją poparły… to mielibyśmy sukces na poziomie 8%, ale przynajmniej miałbym powód, żeby się rejestrować w konsulacie i jechać głosować.

      Ktoś rzucił pomysłem, że prof. Płatek powinna być kandydatką na prezydentkę. Stałbym od rana w kolejce, żeby na nią zagłosować. Cóż z tego, skoro nie chciała.

      • ann_gelica

        Nie doprecyzowałam. „Wystawić i zebrać podpisy”. Albo „wystawić efektywnie”.
        „Gdyby udało się zdecydować na jedną, a pozostałe dwie ją poparły… ” – chociażby. No kurcze, zrobić to z głową. Wiem, że się przypierniczam, a nie powinnam, bo sobie pluję w brodę, że nie ruszyłam dupska i nie podpisałam się pod Grodzką (jejku, jejku, ale mogłabym katoświrom nosy ucierać, że ją poparłam), ale jakoś innym kandydatom udało się zebrać podpisy. Nawet tej paprotce Ogórek. W ogóle to jest jakaś paranoja – Grodzka podpisów nie zebrała, a Ogórek tak. Eeeee…. Wizja wyjazdu do Berlina jest coraz wyraźniejsza.

      • 7

        wydaje mi się, że paradoksalnie prof. Płatek ma dużo więcej możliwości działania nie będąc prezydentką, choć nie potrafię tego sensownie uzasadnić. przy każdej okazji podkreśla, że (generalnie) prawo mamy dobre, wystarczy je tylko właściwie stosować.