Różności

Czasem jest dobrze, a czasem trochę mniej dobrze. W tej chwili jest mniej dobrze, ale ogólnie jednak nieźle.

*

Pierwszą notkę o depresji wywlekałem z siebie pazurami i zębami, przekonany, że nie powinienem się tak otwierać, a poza tym, co to kogo obchodzi. Odzew przewyższył wszelkie moje oczekiwania, a przy okazji wyautowało mi się dużo komentatorów, ludzi sympatycznych i fajnych, którzy przyznali się, że też zdzirę na swojej drodze życiowej spotkali. Ja zaś dorzucę moje ukochane Janet Jackson i Marian Keyes. Jakoś tak się dzieje, że depresja dotyka głównie (acz, rzecz jasna, nie jedynie) osób sympatycznych, emocjonalnie rozwiniętych i wrażliwych. Taki Chris Brown, czy Jacek Kurski raczej nie borykają się z problemami z samooceną, kompleksami i zdzirą uniemożliwiającą funkcjonowanie.

*

Ileż jest na świecie osób, które chętnie ocenią, czy to, jak się zachowuję, co robię, czym odżywiam, jak wyglądam, w co się ubieram jest dobre, czy złe; czy zasługuję na pochwały, czy też nie; czy zasługuję na legalizację związku, czy też nie. Jakoś tak jest, że to właśnie te osoby, które NIE czują, że mają monopol na Prawdę, Dobroć i Słowo Boże, te, które mają wątpliwości i gotowe są dać się przekonać, jeśli pojawią się wystarczające argumenty — te właśnie osoby wydają się stanowić mniejszość podatną na depresję. Oraz mniejszość, z którą potrafię się zaprzyjaźnić. Chciałbym wierzyć, że to przypadek, że wśród moich przyjaciół jest tyle osób z rozmaitymi problemami psychologicznymi, ale nie wierzę. Może po prostu osoby z problemami psychologicznymi są bardziej interesujące?

*

Zakończyło działalność wydawnictwo Abiekt.pl. Bardzo żałuję. Kilka książek wydawnictwa otrzymałem jako prezenty od Szacownego Eksmałżonka i bardzo mi się podobały, z wyjątkiem okropnej czcionki „komiksowej” na okładce Fun Home. (Ale jak się daje książki fetyszyście typografii, to trzeba się liczyć z dziwnymi komentarzami typu „co, Comic Sans nie było na komputerze”…)

Komiks „Konrad i Paul”, który wydawnictwo opublikowało zdaje się na początku swojego istnienia podzielił polskie środowisko gejowskie, ponieważ pokazywał to środowisko takim, jakie ono jest. Dwaj panowie żyją sobie w otwartym związku, uprawiają seks z różnymi chętnymi, wpadają na pomysły czasem zabawne, czasem obrzydliwe, a czasem i to i to naraz i się tego nie wstydzą. I to właśnie podzieliło środowisko, które również lubi uprawiać seks z różnymi chętnymi i wpada na różne pomysły, ale się tego wstydzi i ukrywa. „Po co o takich rzeczach mówić na głos…” — A może po to właśnie, żeby zdjąć z nich odium brudnych i wstrętnych rzeczy, o których nie mówi się publicznie?

Osoby z Monopolem na Prawdę, w skrócie OMPy, żerują właśnie na naszym poczuciu wstydu. Osoby, które usiłują nam wciskać, że homoseksualizm jest kwestią wyboru i jako taki nie zasługuje na żadne względy prawne, podobnie. Dostajemy piany na ustach, wykłócając się, że nie, nie jest kwestią wyboru (naprawdę, heteroseksualizm niesie za sobą takie profity i zwyczajną wygodę, że chyba tylko osoby o inklinacjach masochistycznych WYBRAŁYBY homoseksualizm), zamiast spytać chłodno: no, a jeśli jest, to co wtedy? Pan wybrał swoją żonę, mimo, że wygląda ona jak kanapa, a ona wybrała pana, mimo, że wygląda pan jak Quasimodo w gabinecie krzywych luster, naprawdę, ludzie dokonują najdziwniejszych wyborów, ale kto panu dał prawo decydować, że ten wybór jest dobry, a ten już jest fe?

*

Margaret Cho, moja ulubiona komediantka stand-up, całe życie boryka się z problemami z samooceną, ponieważ po pierwsze ma tego pecha, że nie urodziła się biała, a po drugie — ma problemy z wagą, które usiłowała zwalczać drakońskimi dietami, pigułkami z amfetaminą (patrz „Requiem Dla Snu”) i zastępowaniem jedzenia alkoholem. Kiedy telewizja ABC zaproponowała jej stworzenie własnego sitcomu, w którym grałaby rolę samej siebie, nakazano jej schudnąć. Była za gruba do zagrania samej siebie! Wszyscy wiemy, że chude jest dobre, a grube jest złe, białe jest piękne, a inne kolory to już tak różnie, a z tej wiedzy biorą się strony pro-ana, rasizm i wiele innych wesołych i zabawnych rzeczy.

Problemy z wagą, bulimia, anoreksja i tym podobne do mnie przemawiają, ponieważ przez bardzo długi czas sam zmagałem się ze swoim body image; odchudziłem się do 67 kg przy wzroście 184 cm i ciągle czułem się tłusty (jednocześnie odnotowując, że nie jestem w stanie siedzieć na twardym, bo suchy tyłek nie wyrabia); potem na siłowni usiłowałem za każdym treningiem spalać więcej kalorii na cardio do momentu, kiedy o mało nie spadałem z bieżni, a po powrocie wypijałem butelkę wina, zjadałem pizzę i szedłem spać. To, że moje ciało pod wpływem treningów w końcu uległo zmianie, odkryłem dopiero wtedy, gdy zobaczyłem odbicie swojego torsu w lustrze pod takim kątem, że nie było widać twarzy i rozejrzałem się w poszukiwaniu tego napakowanego gościa. To, co widziałem w lustrze w domu — gdzie wiedziałem, że oglądana osoba to ja — jako żywo miało wątłe łapki jak patyczki i wielkie brzuszysko.

Nie odchudzałem się dlatego, że ktoś mi kazał; Szacowny Eksmałżonek twardo twierdził, że w niczym mu mój brzuszek nie przeszkadza. Nie odchudzałem się z powodu problemów zdrowotnych. Nie odchudzałem się z żadnego innego powodu, jak tylko głęboko w głowie zakorzeniona myśl, że grube jest złe i trzeba je odchudzić. Z tego też powodu spędzałem godziny na siłowni, a potem zapijałem winem uczucie, że jestem strasznie nieszczęśliwy ze samym sobą.

*

Przestańmy, drogie środowisko LGTB, odżegnywać się od jakiejkolwiek chęci brania ślubów i posiadania dzieci. Stańmy Gowinowi naprzeciw i powiedzmy mu bezczelnie: Panie Gowin, pan dla mnie jest żaden autorytet w dziedzinie tego, kogo mam kochać, a kogo nie, pana poglądy na temat ślubów osób tej samej płci też mnie nie ciekawią, pan się mnie nie pytał przed ślubem, nie wiem, czemu ja miałbym się pana pytać przed moim. Jeśli jest pan przekonany, że rodzina tradycyjna musi się rozpaść i ulec rozkładowi pod wpływem legalizacji związków osób homo, to albo pan nie kocha żony i pragnie uciec w ramiona mężczyzny, albo boi się pan, że żona ucieknie w ramiona kobiety, ale naprawdę, pana osobiste problemy kompletnie mnie nie interesują. Co mnie interesuje? Interesuje mnie, że mój mężczyzna ma syna z małżeństwa z kobietą płci odmiennej, mieszkamy razem od 6 lat, mieszkanie jest na męża, a mąż ma raka z przerzutami i nie dość, że nie mogę go odwiedzać w szpitalu, nie mogę się doprosić o informację, czy jeszcze żyje, a syn płacze wieczorami, że nie chce jechać do mamy do Anglii, tylko chce zostać ze mną, u nas w domu, na który nie będzie nas stać, bo nawet jeśli mąż mi go zapisze w spadku, w życiu nie zdołam zapłacić podatku. I wiecie co, pp. Gowin, Terlikowski, Kaczyński, Niesiołowski et consortes? W dupie mam wasze poczucie estetyki, w dupie mam wasze uczucia religijne, w dupie mam „to się da przecież załatwić u notariusza”, w dupie mam „homoseksualizm to kwestia wyboru” i ogólnie w dupie mam małe miasteczka.

*

Nie jestem w związku otwartym, ale nie oceniam negatywnie osób, które są, tak samo, jak nie oceniam negatywnie osób, które biorą ze sobą ślub, lub rozwodzą się za porozumieniem stron. Negatywnie oceniam wyłącznie osoby, które zdradzają małżonków za ich plecami, łżąc im w żywe oczy, że musieli dłużej zostać w pracy. Tak się dziwnie składa, że ślub pary homoseksualnej większości Polaków wydaje się nienaturalny i zły, a zdradzanie żony większości Polaków wydaje się normalne, a duża część uważa je za nieuniknioną konsekwencję małżeństwa.

Ciekaw jestem, czy łączy się to w jakiś sposób z faktem, że w Amsterdamie paradują bez koszulek mężczyźni, którzy mają ciała do pokazywania — polecam wizytę w Vondelparku w słoneczny dzień, co poniektórzy siatkarze, bądź po prostu opalający się bez koszulek są w stanie spowodować wypadki rowerowe wśród osób płci obojga, które nie mogły oderwać wzroku od spoconych, muskularnych torsów. W Warszawie, w której chwilowo przebywam gościnnie, muskularne torsy są starannie ukrywane, zaś na słoneczko i letnią aurę wystawia się jak największe brzuchy piwne. Motywacja jest być może podobna — wszak nie po to pan Jan pracował nad brzuszyskiem przez 20 lat, żeby swe dzieło teraz ukrywać przed ludzkim wzrokiem. A może po prostu w Amsterdamie mieszkają sami męscy anorektycy z problemami z body image, a w Warszawie zdrowi i normalni Polacy z właściwym spojrzeniem na sprawę?

A kiedy widzę na gazeta.pl wątek pt. „wszystkie feministki są brzydkie i były molestowane” zastanawiam się, czy napisał go pan Jan osobiście i czy laptopa postawił na brzuchu, czy też sięgał z trudem do biurka.

  • Piękno i dobro ta notka, piękno i dobro..
    A klate zaiste masz prima sort, wiec sio do Łazienek sie opalac, średnią podnosić 😉

  • Dziś będzie mnie można spotkać na Tarchominie, gdzie będę się szlajać z rodziną przyodziany w niezbyt wiele, ale jednak klata będzie częściowo ukryta 🙂

  • @navaira
    „głęboko w głowie zakorzeniona myśl, że grube jest złe
    […]
    mężczyźni, którzy mają ciała do pokazywania”

    Faktycznie gleboko Ci sie zakorzenila ta mysl.

    A mnie potwornie boli dokladnie wszystko, kiedy bystrzy, atrakcyjni [dla mnie – jestem chaserem, sue me], fajni, grubi faceci zzymaja sie niemilosiernie, jak im mowie, ze mi sie podobaja. Bo nie maja cial do pokazywania, wiec ewidentnie jestem slepy, pierdolniety, chce ich w cos wkrecic, lub wszystko naraz.

  • @gatling A Ty myślisz, że ja tego sformułowania użyłem przypadkowo, co najwyżej podświadomość mi pomogła. Tsk, tsk.

    Ja osobiście lubię muscle bears raczej, ale nie planuję Cię pozywać za posiadanie innego gustu, niż mój 🙂

  • Nie wiemy co się Gowinom, Kurskim i innym Kaczyńskim dzieje pod maską gdy nie grają swoich ról, stąd tak łatwo bym nie oceniał. Trudno powiedzieć czy tacy kolesie popadają w deprechę, czy nie bo jeśli tak to zawsze będą to skrzętnie ukrywać.
    Kult ciała jest evil, wszyscy to wiedzą i jednocześnie chyba nie znam osoby która by się temu kultowi nie poddawała w jakimś stopniu. Znam jedynie osoby które mają samozaparcie żeby o to ciało zadbać i takie które nie mają dość siły woli.

  • mi też chyba ostatnio powróciła zdzira, od kilku miesięcy nie widzę sensu w niczym, robota zaczęła mnie wk***iać a od kilku dni myślę tylko o tym, że nic mnie już nie spotka i coraz bardziej nie ma sensu tego dalej ciągnąć.
    w wawie pogoda jaka jest, każdy widzi, nawet opalaniem nie można sobie trochę polepszyć nastroju, bo zwyczajnie nie ma się jak opalać.
    a gowin, terlikowski, kaczyński i reszta palantów niech wyp****ala tam gdzie ich miejsce, czyli na drzewo.

  • Jak zwykle, zgadzam się z Tobą co do przecinka.

  • merci za piakna notke i w ogole. zdzira depresja jest mi znana az ZA dobrze. dzis jednak przeczytalam pewien cytat, ktory made my day, wiec pomyslalam, ze sie nim podziele, bo jednak daje nadzieje, otoz:
    before you self diagnose yourself with depression or low self-esteem, first make sure that you are not, in fact, just surrounded by assholes.

  • #sympatyczni_ludzie
    Ponieważ też żem się autowało, sprostowanie – nie jestem sympatyczne, jestem wkur*cym trollem internetowym, z przerostem ego i nieuzasadnionym poczuciem bycia geniuszem. Tak więc nie tylko miłych i skłonnych do refleksji nad sobą ludzi dopada. To podobno biologia, więc tak samo grozi Kurskiemu jak i Navairze. Kurski tylko za cholerę się nie przyzna, a jak wyjdzie na jaw, to powie, że go Tusk czymś otruł.
    Plus – „prawdziwy facet” się za cholerę nie przyzna, po prostu któregoś dnia skoczy z mostu. A potem wszyscy będą się dziwić, że taki był radosny i pełen życia.

    #związki_wolne_i_partnerskie
    Dla mnie niepojęte jest to, dlaczego jednego pana obchodzi, w jakim związku żyje inny pan. Plus wszystkie pozostałe trzy kombinacje z pciami. Jak dla mnie powinno obchodzić to tylko N osób zainteresowanych. W mniejszym stopniu i po rozważeniu dopuszczam do obchodzenia M osób uważanych za przyjaciół bądź rodzinę tych N osób, ale to naprawdę warunkowo i w szczególnych okolicznościach.
    Ale idea „moralności” polega na tym, że zaglądamy innym przez okno i sprawdzamy, czy broń borze nie robią czegoś nagannego gdy nikt nie widzi. (w odróżnieniu od moralności, która polega na tym, że nie robimy nic w naszym mniemaniu nagannego nawet gdy wiemy że nikt nie widzi).

    #poczucie_wygladu, zwłaszcza @gatling
    Wiesz, tak naprawdę istotne jest, co ty o sobie sądzisz. To, co sądzą inni, jest drugorzędne. Tak więc mogą ci się podobać osoby mające nieco więcej ciała, bo gusta jak wiadomo nie podlegają dyskusji, ale nie dziw się, że sami sobie się nie podobają i łapie ich wkurw, jak, w ich mniemaniu, próbujesz przestawić ich na swoją wizję rzeczywistości. Tudzież, bagatelizować ich problemy. Tudzież samoniewiem, ale jest to irytujące. Mówi to osoba która się sobie nie podoba i od czasu do czasu słyszy takie teksty od partnera i innych Światowidów Postronnych. Wiem, że chcą dobrze i pewnie naprawdę tak uważają (zwłaszcza ta jedna osoba co wytrzymuje ze mną od 15 lat) ale i tak wkurza. Irracjonalne. A kto powiedział że mam być racjonalne?

  • Mysle sobie ze zwiazki nie sa az taka wielce wielce prywatna sprawa, wiec mnie nie dziwi i mi nie przeszkadza ze kogos tam obchodzi. Naturalna ciekawoc itp. Problem sie pojawia kiedy probuje wartosciowac i uwazac ze jego jest lepsze bo costamcostam.

  • gdy Cię czytam, jestem za każdym razem w szoku, że dwie różne, zupełnie sobie obce osoby mogą mieć, jak dotąd, identyczne poglądy na tak wiele spraw…

  • @biglebowsky
    Okejka, źle się sformułowałom. To, kto jest z kim i po co, zawsze będzie informacją dla generała publicznego, chociażby po to, by wiedzieć, czy jak zapraszamy X to spodziewamy się że przyjdzie samo, czy z Y, ewentualnie Z i Ż. Chodziło mi raczej o to, że w zasadzie g?w?n? powinni mieć inni do powiedzenia, czy rzekomy X chodzi z Y czy z innym X czy z dowolnym zbiorem XYZ że tak się matematyczno genetycznie wypowiem. Ludzie są w związkach z różnych, na ogół irracjonalnych, a czasem wręcz nie do końca zależnych od nich powodów (tzn – decydują te kawałki naszego „ja” z którymi nie da się podyskutować i wytłumaczyć, że z racjonalnego punktu widzenia raczej należałoby znaleźć kogoś innego, a z resztą po cholerę w ogóle się wiązać, to zmniejsza ilość opcji), więc smutne pierdololo o tym, że to ich wybór pozostaje wkurzającym smutnym pierdololo. Ba, jakbym ja sobie wybierało racjonalnie kogoś z kim chcę być, to pewnie by nie była to osoba z którą jestem (zaczęłobym od tego, że poszukałobym conajmniej takiego geeka i technofetyszystę jak ja, by zrozumiał, po cholerę mi tablet na honeycombie skoro już mam ipada). Jakby wspomniana osoba była racjonalna, dawno by mię rzuciła w trzy diabły, bo mieszkanie z technofetyszystycznym socjopatą pci dowolnej to zabawa dla masochisty. Tak więc jeśli ktoś mówi, że ktoś inny sam sobie zdecydował, że lubi chłopców / dziewczynki / osoby innej „rasy” / czy wstawić inny dowolny legalny podzbiór – to mnie aż ciska, bo skoro dajmy na to tak fajnie być gejem, to czemu pan na G. sam nim nie zostanie i nie podłączy się pod te wszystkie przywileje które homo rzekomo posiadają?

  • n/t
    @chakravant
    uwielbiam Cię. a im więcej czytam Twoich komentarzy, tym bardziej Cię uwielbiam
    komentuj hurtowo!
    (acz może niekoniecznie jak osoba powyżej Ciebie, która nabiła Navairze te 30+ komentów)

  • @Klezmatics
    Żartujesz, prawda?
    (idzie do kąta czytać „trollowanie dla opornych”)

  • nope.
    a generał publiczny mnie zabił na śmierć i już nie żyję.

  • Generał publiczny to nie moje. Była sobie taka psychodeliczna kreskówka „Owca w wielkim mieście” w której tytułową owcę ściga tajna organizacja wojskowa o nazwie Tajna Organizacja Wojskowa i tam są właśnie postacie o słodkich imionach jak General Public, Private Public (ktoś zaproponował kiedyś polską wersję – Szeregowy Równoległy), General Specific, Major Disaster, Major Television Event, Major Minor i tak dalej w ten deseń.

  • Nazwiska z Owcy wymiatają, i Szeregowy Równoległy w szczególności też 🙂

    @chakravant Ja też Cię bardzo lubię czytać i mam nadzieję, że będziesz dalej komentować. Zwłaszcza mi się bardzo podoba Twoja genderowa neutralność i jakoś bym się czuł zawiedziony, gdyby Ci przeszła.

    „Tak więc jeśli ktoś mówi, że ktoś inny sam sobie zdecydował, że lubi chłopców / dziewczynki / osoby innej „rasy” / czy wstawić inny dowolny legalny podzbiór – to mnie aż ciska, bo skoro dajmy na to tak fajnie być gejem, to czemu pan na G. sam nim nie zostanie i nie podłączy się pod te wszystkie przywileje które homo rzekomo posiadają?” No właśnie, to mnie fascynuje, to całe emo o (niewłaściwych rzecz jasna) wyborach dokonywanych przez gejów 😛 Pan na G. zdecydowanie musi być bi i strasznie tęsknić.

  • @navaira
    #neutralność
    Bo ja w ogóle staram się być neutralne, choć czasem za to w łeb dostaję, gdy w około chcą byś koniecznie zajęło jakieś pozycje. I raczej mi nie przejdzie, stare już jestem.

    #ukrytefetyszeprawicy
    Och, akurat to jest temat rzeka. Mnie zawsze fascynował „ich” zachwyt nad każdym zamordystą, zwłaszcza jeśli zamordysta jest wojskowym. (pod warunkiem że nie nazywa się Jaruzelski rzecz jasna). To pieszczotliwe określanie go „marszałek”, „generał”, „pułkownik”, … Widać, że mają jakąś słabość do mundurów, ale wolałobym, by praktykowali sobie ją w klubie SM niż testowali na społeczeństwie.
    Obściskiwanie i tym podobne zabawy w męskim gronie też dają wiele do myślenia, nie na darmo paru Poważnych i Konserwatywnych Ałtorów pisało całkiem serio o tym, że u zdrowego, dojrzewającego młodzieńca nie ma nic złego w zachowaniach homoseksualnych, o ile z tego wyrośnie. Problemem jest oczywiście tylko to, jeśli ów młodzieniec nie jest zdrowym młodzieńcem i chlubą narodu, tylko „ciotą”, bo wtedy oczywiście jest to zboczone, trzeba leczyć, a najlepiej wypalić ogniem i mieciem.
    A co do wyborów, to raczej skojarzyło mi się z #wypłaczmitakorzekę paru polskich pisarzy, którzy oczywiście byli straszliwie skrzywdzeni faworyzowaniem homo w kręgach literackich. Po prostu jak takie to cool, to niech sami stwierdzą że są gay i skorzystają z owych przywilejów… Przecież nikt ich nie będzie testował po czesku…

  • no dobra, kocham Cię. It’s official 🙂

  • Wow, ostra produkcja piękna i dobra odchodzi na tym blogu, tylko tak dalej.

    BTW, zgadzam się, że chakravant wymiata ze swoją neutralnością.